Koniec świata i inne małe utwory prozą - Robert Walser

Kup ebooka

24.90 zł

-
Proszę czekać

Popiół, igła, ołówek i zapałka

Pewnego razu napisałem rozprawkę na temat popiołu, która przyniosła mi nieliche uznanie i w której wydobyłem na światło dzienne rozmaite kurioza, pośród nich konstatację, że siły oporu, będącej godną wzmianki, w popiele nie uświadczysz. Nieprzesadnie głęboko wnikając w tę kwestię, z pozoru tak błahą, można powiedzieć niejedno, co wcale błahe nie jest, na przykład: jeśli dmuchnąć w popiół, nie pozostanie z niego nic, co by się nie rozpierzchło - i to w okamgnieniu. Popiół to wcielona pokora, błahość i bezwartościowość, a co najpiękniejsze: sam przepełniony jest wiarą, że do niczego się nie nadaje. Czyż można być od popiołu słabszym, marniejszym, bardziej chwiejnym? O to z pewnością niełatwo. Czy istnieje rzecz uleglejsza od niego, cierpliwsza? Chyba nie. Popiół nie ma charakteru, zaś wszelkim gatunkom drewna bardziej jest obcy niż swawoli - smętek. Tam, gdzie jest popiół, w zasadzie nic nie ma. Postaw stopę na popiele, a ledwo poczujesz, żeś na czymkolwiek stanął. Tak, tak to właśnie jest i nie sądzę, iżbym robił błąd, ośmielając się wyrazić przekonanie, że trzeba tylko mieć oczy otwarte i patrząc dokoła, zwracać uwagę na rzeczy, które zasługują na to, by okazać im odrobinę tkliwości i troski.

Weźmy taką igłę, która - jak wiadomo - jest tyleż przydatna, ile ostra, i która nie znosi, gdy ją traktować grubiańsko, ponieważ, choć drobna, zdaje się głęboko świadoma swej wartości. Co się tyczy małego ołówka, godny jest on uwagi o tyle że - jak przecież wszyscy muszą doskonale wiedzieć - ostrzy się go i ostrzy, aż nie ma już nic do ostrzenia, po czym, bezużyteczny wskutek użytkowania tak nielitościwego, ląduje gdzieś na boku, i nikomu nawet na chwilę nie postanie w głowie myśl, by choćby słówkiem wyrazić uznanie czy wdzięczność za rozmaite usługi. Bratem ołówka jest ołówek niebieski. Oba te godne pożałowania ołówki kochają się, jak opowiadano już o tym gdzieniegdzie, miłością braterską, na całe życie związane ze sobą przyjaźnią czułą, zażyłą. To są już trzy, jak byśmy z pewnością ogólnie powiedzieli, przedmioty szczególnie intrygujące, osobliwe, które - tak jeden, jak i pozostałe - nadadzą się kiedyś być może, to jest przy odpowiedniej okazji, na jakiś elaborat.

A co czytelnik powie na zapałkę, osóbkę równie miłą, co drobną, śliczną tudzież zdumiewającą, która u boku licznych towarzyszek spoczywa w pudełku cierpliwie, układnie i grzecznie, i zdaje się tam oddawać marzeniom lub spać? Dopóki zapałka spoczywa w pudełku, niezaczepiana i nieużywana, nie ma bez wątpienia żadnej znaczącej wartości. Wyczekuje, by tak rzec, spraw, które dopiero mają nadejść. Lecz pewnego dnia wyciąga się ją, przyciska do draski, i tak długo pociera jej główkę, biedną, kochaną i dobrą, aż ta zajmuje się ogniem, a wtedy zapałka zapala się cała i płonie. To największe wydarzenie w życiu zapałki, której trzeba umrzeć w płomieniach właśnie wtedy, gdy wypełniając obowiązek miłości, osiąga cel swojego istnienia. Czyż to nie wzruszające? Zapałka musi nędznie spłonąć, musi zginąć marnie, i to wówczas, gdy okazuje najsłodszy pożytek, gdy budzi się z niemocy, próżniactwa, zbędności, gdy ukazuje swą wartość, gdy żarliwie oddaje się obowiązkom, powinności, służbie. Przeznaczenie, które ją cieszy, prowadzi ją do śmierci; dochodząc do jakiegoś znaczenia, zapałka umiera. Radość życia to równocześnie jej śmierć, a przebudzenie wyznacza jej koniec. Kochając i służąc, zapada się w sobie - martwa.