Konfederacja barska tom 1 - Władysław Konopczyński

Kup ebooka

51.00 zł
39.27 zł (34,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WŁADYSŁAW KONOPCZYŃSKI I JEGO DZIEŁO KONFEDERACJA BARSKA

Władysław Konopczyński jako historyk, polityk i mąż stanu był osobowością wielkiego formatu, wyrastającą ponad przeciętność czasów, w których przyszło mu żyć i działać. Spełniał w swym życiu rozmaite funkcje: był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, posłem Związku Ludowo-Narodowego, redaktorem Polskiego słownika biograficznego, członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności i prezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego1.

Urodził się 26 listopada 1880 roku w Warszawie jako syn inżyniera komunikacji Ignacego i Ludwiki z Obrąpalskich2. Na chrzcie otrzymał nawiązujące do tradycji rodzinnych imiona Władysław Aleksander3. Wychowywał się razem z braćmi Zygmuntem i Adamem pod okiem matki. Ojciec prawie wcale się nimi nie zajmował, wychodząc z założenia, że jego obowiązkiem jest zapewnienie żonie i dzieciom środków materialnych. Chłopcy bawili się wspólnie i ćwiczyli gimnastykę w zakładzie Mariana Olszewskiego, a na wakacje wyjeżdżali z matką na wczasy do Iwonicza, Szczawnicy, Sopotu, Rogalina (dworek wuja Franciszka Ostromęckiego) albo Dziepułci (dworek dziadka). W domu rodzinnym - przepełnionym atmosferą pozytywistyczną - jedynym człowiekiem, który rozbudził we Władku zainteresowania humanistyczne, był stryj Emilian Konopczyński4.

Przyszły historyk dzieciństwo spędził w Łodzi i Radomiu, później uczęszczał wraz z bratem Zygmuntem do Szkoły Realnej Wojciecha Górskiego w Warszawie. W 1891 roku przeszedł do IV gimnazjum rządowego, w którym był najlepszym uczniem i w którym w 1899 roku zdał maturę z bardzo dobrym świadectwem i srebrnym medalem. Za namową rodziców i przyjaciela Karola Lutostańskiego zapisał się na wydział prawa rosyjskiego Uniwersytetu Warszawskiego5. Decyzja ta spowodowana była zapewne względami materialnymi - jako absolwent historii nie mógłby liczyć na dobrze płatną pracę.

Na uniwersytecie zetknął się z rosyjskimi profesorami, o których wyraził negatywną opinię, zarzucając im lenistwo, ciasnotę horyzontów i tendencyjność. Pomimo to nie zaniedbywał wykładów6. Pewien wpływ wywarli na niego profesorowie Teodor Zigel i Aleksandr Błok. W 1904 roku ukończył studia, uzyskując stopień kandydata nauk prawnych i politycznych7.

W trakcie nauki na uniwersytecie Konopczyński odbył jednoroczną służbę wojskową w 3. brygadzie artylerii gwardii. Formację wybrał ze względu na jej chlubny udział w bitwie pod Ostrołęką w 1831 roku. Wojska nie chciał uniknąć, aby nie narażać ojca na wydatek 1000 rubli tzw. odstępnego8. Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej, po to by uchylić się od wysłania na front mandżurski, symulował chorobę9. Pobyt w szpitalu wojskowym umilał sobie lekturą Sejmu Czteroletniego Waleriana Kalinki. Okres służby wojskowej uznał za jeden z najbardziej bezproduktywnych w życiu10.

Po przeniesieniu do rezerwy w latach 1904-1906 Konopczyński odbył pierwszą kwerendę naukową, która zaczęła się od warszawskich Archiwów Zamoyskich, Krasińskich i Kronnenbergów, objęła dalej krakowskie zbiory Czartoryskich, rękopisy Akademii Umiejętności i Biblioteki Jagiellońskiej oraz zbiory lwowskie: Ossolineum, Biblioteki Dzieduszyckich, Pawlikowskich, Baworowskich. Następnym etapem poszukiwań był Wiedeń, który jako stolica wielonarodowej monarchii zrobił na Konopczyńskim ogromne wrażenie. Do końca życia miał w oczach widok katedry św. Stefana, gmachu parlamentu i pałacu cesarskiego Schönbrunn. Z kolei w Dreźnie przeglądał listy dyplomatyczne petersburskie, paryskie, wiedeńskie, londyńskie, istambulskie i gdańskie. Pomimo ogromu efektywnej pracy i dużej uprzejmości dyrektora Paula Hässela pobyt nad Łabą znosił źle. Brakowało mu kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, a ponadto ujawniło się nabyte już w Krakowie zapalenie stawów i reumatyzm11. Po dwóch miesiącach powrócił więc do Krakowa, by pracować nader intensywnie: "od godz. 8  do 9-tej Jagiellonka, od 9 do 13-tej Czartoryscy, od 13 do 14-tej Akademia, a po obiedzie znów Biblioteka Jagiellońska, od 18 do 20-tej ponownie Akademia, na koniec reszta roboty w domu"12.

W 1905 roku młody historyk wyruszył na kolejną wędrówkę archiwalną. Jechał przez Paryż, Londyn, Kopenhagę do Berlina, gdzie przebywał razem z bratem Zygmuntem, zwiedzając miasto i słuchając wykładów niemieckich profesorów13. Dopiero po tych wielomiesięcznych kwerendach, których plon wykorzystywał w ciągu całego życia, zaczął publikować książki, nadal zresztą wzbogacając swe archiwalne doświadczenia. Ostateczny bilans pracowitego żywota był imponujący. Składał się z 62 tomów obejmujących po 300-400 stron każdy14. Swoimi badaniami Konopczyński objął większą liczbę archiwaliów niż ktokolwiek mu współczesny. Ignacy Chrzanowski uznał Konopczyńskiego za najpracowitszego historyka po Joachimie Lelewelu, a Ignacy Tadeusz Baranowski ochrzcił go mianem "archiwożercy" i ta opinia towarzyszyła mu aż do śmierci15.W latach trzydziestych Stanisław Kutrzeba żartował, że zanim czytelnik przeczyta jedno obszerne dzieło Konopczyńskiego, ten wydaje już drugie. Mogłoby to brzmieć nieco podejrzanie, gdyby nie fakt, że wszystkie naukowe prace "archiwożercy" miały niezwykle silną podbudowę źródłową, do dziś budzącą podziw badaczy, wciąż czerpiących z dorobku Konopczyńskiego - "ojca założyciela" historiografii XVIII wieku.

W maju 1906 roku młody naukowiec powrócił do Krakowa, a później przeniósł się do Warszawy. Do Kongresówki przybył już po rozruchach rewolucyjnych i zaczął pracować jako nauczyciel gimnazjalny w szkole stryja Emiliana16. Jesienią 1907 roku wyjechał do Lwowa, by kształcić się pod kierunkiem Szymona Askenazego, ale uczęszczał także na wykłady Ludwika Finkla, Józefa Kallenbacha, Bronisława Dembińskiego i Kazimierza Twardowskiego. Z otwarciem przewodu doktorskiego nie miał kłopotów, gdyż był już autorem dwóch poważnych rozpraw historycznych: Geneza liberum veto i Sejm grodzieński 1752 roku. Po roku wytężonej pracy ukończył doktorat, który stanowił pierwszą część dzieła Polska w dobie wojny siedmioletniej (1755-1758). Promocja odbyła się 17 października 1908 roku na Uniwersytecie Franciszka I we Lwowie17.

W latach 1909-1911 Konopczyński odbył kolejną kwerendę archiwalną w Moskwie, Petersburgu, Dreźnie, Berlinie, Paryżu i Londynie, gromadząc materiały do pracy o konfederacji barskiej i Radzie Nieustającej. W styczniu 1911 roku otworzył na Uniwersytecie Jagiellońskim przewód habilitacyjny na podstawie drugiej część książki Polska w dobie wojny siedmioletniej i licznych wcześniejszych artykułów. 27 kwietnia 1911 roku odbyło się kolokwium, dwa dni później wykład habilitacyjny zatytułowany Anglia wobec upadku Polski przed pierwszym rozbiorem. Uchwałę Rady Wydziału Filozoficznego UJ z dnia 26 maja 1911 roku o przyznaniu Konopczyńskiemu veniam legendi w zakresie historii nowożytnej zatwierdziło 2 sierpnia 1911 roku Ministerstwo Wyznań i Oświaty CK Austro-Węgier18.

Od 1911 roku Konopczyński jako docent prywatny związał się z Uniwersytetem Jagiellońskim. W tymże roku ożenił się w Warszawie z Jadwigą Lutostańską, siostrą wieloletniego przyjaciela Karola19. Młoda rodzina szukała wytchnienia w położonym koło Ojcowa majątku ziemskim w Młynniku, liczącym około 180 morgów (około 100 hektarów). Tam historyk oddawał się sadownictwu, doglądał lasu i hodował pszczoły. Folwark zakupili w październiku 1901 roku jego rodzice za 23 000 rubli od Nawrockiego20.

Wybuch pierwszej wojny światowej zaskoczył Konopczyńskiego na wakacjach w Gdyni, skąd - jako poddany carski - został wydalony do Szwecji21. Podczas deportacji Profesor zapomniał zabrać rzeczy osobistych, miał jednak przy sobie walizkę wypełnioną materiałami do konfederacji barskiej22. W Skandynawii przebywał półtora roku, jeżdżąc na przemian do archiwów Kopenhagi i Sztokholmu. Zarabiał na życie dawaniem lekcji, a równocześnie przygotowywał rozprawę naukową o dziejach relacji polsko-szwedzkich i polsko-duńskich. Do Krakowa wrócił w lutym 1916 roku.

Po śmierci Stanisława Krzyżanowskiego (15 stycznia 1917 roku) otworzyła się przed Konopczyńskim możliwość objęcia katedry historii Polski na Uniwersytecie Jagiellońskim. O posadę rywalizował z Oskarem Haleckim, Ludwikiem Kolankowskim i Stanisławem Zakrzewskim23. 10 lipca 1917 roku, po burzliwej dyskusji na posiedzeniu Rady Wydziału Filozoficznego UJ, uchwalono, aby powołać na kierownika katedry docenta Konopczyńskiego (18 głosami przeciw 11)24. Stanowisko profesora nadzwyczajnego objął formalnie 1 stycznia 1918 roku25.

W 1917 roku Konopczyński za namową Franciszka Bujaka, zapisał się do tajnej Ligii Narodowej. W listopadzie 1922 roku został wybrany na posła do Sejmu I kadencji z ramienia Związku Ludowo-Narodowego. W parlamencie działał przez pięć lat (1922-1927), zasiadając w Komisjach Oświatowej i Konstytucyjnej, sporadycznie w Regulaminowej, Administracyjnej, Wojskowej, Prawniczej i Spraw Zagranicznych. Był referentem w sprawach szkolnictwa akademickiego, prawa autorskiego, ustawy o wolności zgromadzeń i numerus clausus26.

Uniwersytecka stabilizacja pozwalała na poświęcenie większości czasu nauce. W olbrzymiej spuściźnie dziejopisarskiej Konopczyńskiego głównym dziełem napisanym w dwudziestoleciu międzywojennym była przygotowywana przez 25 lat Konfederacja barska (t. 1-2, 1936-1938). Wokół tej monumentalnej monografii powstało wiele prac mniejszych i publikacji źródłowych dotyczących Baru: pamiętniki Wojciecha Mączeńskiego (1911), Teofili z Jabłonowskich Sapieżyny (1914) i Stanisława Lubomirskiego (1925), oraz zbiory źródeł: Polityka i ustrój Generalności Konfederacji barskiej (1928), Materiały do dziejów wojny konfederackiej 1768-1774 (1931), Konfederacja barska. Wybór tekstów (1928). Wciąż użyteczny dla badaczy pozostaje też Przegląd źródeł do Konfederacji barskiej (1934). Na kanwie prac nad monografią podstawową powstała znakomita biografia wodza konfederatów Kazimierza Pułaskiego (1931), przetłumaczona na język angielski i wydana w Stanach Zjednoczonych.

Inny nurt pracy badawczej Konopczyńskiego dotyczył polskiej polityki zagranicznej w XVII i XVIII wieku. Między wojnami wydał oprócz przygotowanego już w Skandynawii dzieła Polska a Szwecja od pokoju oliwskiego do upadku Rzeczypospolitej 1660-1795 (1924), a także zarys stosunków polsko-tureckich pt. Polska a Turcja 1683-1792 (1936), do dziś dnia stanowiący podstawowe kompendium zarówno dla badaczy polskich, jak tureckich.

Prawno-ustrojowych zagadnień dotyczyła Geneza i ustanowienie Rady Nieustającej (1917), bardzo wczesne, a mimo to uważane przez wielu badaczy za najdojrzalsze dzieło Konopczyńskiego w dziedzinie historyczno-prawnej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt szerokiego wykorzystania w nim archiwaliów rosyjskich. Po części do tego samego gatunku można zaliczyć biografię Stanisława Konarskiego (1926) z uwagi na rolę myśli polityczno-ustrojowej wybitnego pijara. Wciąż mają znaczenie studia pt. Dzieje parlamentaryzmu angielskiego (1923) oraz Rząd a Sejm w dawnej Rzeczypospolitej (1930).

Jeszcze jako docent starał się Konopczyński skoordynować pracę zespołową nad całością dziejów Polski. Sprawie tej poświęcił obszerny artykuł pt. Dziejopisarstwo zbiorowe u obcych i u nas (1916). Ostatecznie jednak zamysł ten nie znalazł szerszego oddźwięku wśród historyków27. Sam Konopczyński nie uchylał się od prac zespołowych i uczestniczył w stworzeniu takich syntez, jak Polska w kulturze powszechnej (1918), Historia polityczna Polski w latach 1648-1775 (1923), Wielkopolska w przeszłości (1926), Pomorze i Ziemia Chełmińska (1927), Encyclopaedia of the Social Sciences (1933), Pologne - Suisse (1938), Repertorium der diplomatischen Vertreter aller Länder (t. II, 1936). W 1938 roku zaangażował się w największe jak na owe czasy przedsięwzięcie, wydanie Wielkiej historii powszechnej, do której napisał część obejmującą czasy absolutyzmu 1648-1788.

Oprócz Konfederacji barskiej najważniejszym dziełem Konopczyńskiego z okresu międzywojennego były Dzieje Polski nowożytnej (1936), będące niezastąpionym po dziś dzień podręcznikiem akademickim.

Za wielką zasługę "archiwożercy" należy poczytać zainicjowanie i rozpoczęcie publikacji Polskiego słownika biograficznego, największego dzieła zbiorowego polskiej historiografii międzywojennej28. W 1930 roku pod patronatem Polskiej Akademii Umiejętności i jej sekretarza generalnego Stanisława Kutrzeby utworzono Tymczasowy Komitet Redakcyjny z Konopczyńskim jako przewodniczącym. Intencją uczonego nie było tworzenie monografii, ale podanie podstawowych faktów i wyczerpującej podstawy źródłowej dla danej postaci, co pozwoliłoby następcom zagłębić się w bardziej szczegółowe badania. Od 1934 roku Konopczyński jako redaktor naczelny zaczął zbierać biogramy do pierwszego tomu Słownika, obejmującego w porządku alfabetycznym hasła na litery A i B. Słownik był wydawany od 10 stycznia 1935 roku w formie pięciu zeszytów rocznie, które łączono później w jeden tom. Jego inicjator planował opracowanie 20 000 życiorysów w 20 tomach wydawanych przez 20 lat, ale harmonogram ten unicestwiła druga wojna światowa29. Po jej zakończeniu Słownik wychodził tylko do roku 1949 i mógł zostać wznowiony dopiero od roku 1958. Po śmierci Konopczyńskiego od roku 1957 kierownictwo prac objął Kazimierz Lepszy, a po jego śmierci kolejno Emanuel Rostworowski (1964-1989), Henryk Markiewicz (1989-2002) i Andrzej Romanowski (od 2003).

Wybuch drugiej wojny światowej stanowił moment przełomowy w życiu Konopczyńskiego i jego rodziny. 6 listopada 1939 roku podczas Sonderaktion Krakau uczony został aresztowany, a następnie był przetrzymywany w hitlerowskim więzieniu we Wrocławiu i w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen30. O jego harcie w tych trudnych miesiącach świadczą wspomnienia towarzyszy niewoli31. Po zwolnieniu z obozu w lutym 1940 roku Konopczyński zaangażował się w tajne nauczanie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za sprawą Mieczysława Małeckiego od listopada 1942 roku objął kierownictwo nad studiami historycznymi32.

Podczas wojny, omijając zakazy okupacyjne, wkradał się do Biblioteki Jagiellońskiej i korzystając z pomocy Władysława Pociechy, wertował tomy zakazanych książek. Do zamkniętej Biblioteki Czartoryskich dostawał się za sprawą ucznia Eugeniusza Latacza, a do Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie - dzięki dyrektorowi Adamowi Lewakowi. W pracy badawczej Konopczyńskiego z okresu okupacji można wyróżnić trzy podstawowe nurty. Pierwszy obejmował badania nad czasami dwudziestolecia międzywojennego, drugi był kontynuacją studiów nad XVIII wiekiem, trzeci pozostawał w ścisłym związku z bolesnymi wydarzeniami niedawnej historii stosunków polsko-niemieckich.

I tak w latach 1940-1941 dzięki odzyskanej bibliotece prywatnej, wywiadom z ludźmi biorącymi aktywny udział w życiu politycznym sanacji, kompletom gazet narodowych, wyborowi pism Marszałka, stenogramom i drukom sejmowym opracował Konopczyński dwutomowe dzieło Piłsudski a Polska. Po dziś dzień pozostaje ono w maszynopisie.

Sześćdziesiąt lat po napisaniu opublikowano monografię Pierwszy rozbiór Polski33. Czasom stanisławowskim i udziałowi Polek w konfederacji barskiej poświęcił Konopczyński popularnonaukową książkę pt. Kiedy nami rządziły kobiety, wydaną ze względu na "niecenzuralne" nazwisko autora dopiero w 1959 roku w Londynie.

Trzeci nurt reprezentowały prace Fryderyk Wielki a Polska (1947) i Kwestia bałtycka do XX wieku (1947). Pierwsza z nich, pisana z demaskatorską pasją i obciążona czytelną emocją, ale oparta na gruntownej znajomości Politische Correspondenz Friedrich's des Grossen, mimo braku przypisów przedstawia duże walory naukowe i wciąż jest pozycją niezastąpioną. Do monografii "kwestii bałtyckiej" przygotowywał się Konopczyński przez wiele lat. Pisząc i uzupełniając tę pracę w okresie międzywojennym, a potem w czasie wojny, myślał o szerokim powrocie Polski nad Morze Bałtyckie.

Równolegle tworzył wiele mniejszych studiów, między innymi Krótki zarys dziejów Polski, Konfederacje w rozwoju dziejowym, Dzieje Inflant, życiorys Stefana Surzyckiego, Polskę w dobie pierwszego rozbioru, życiorys Stanisława Dunin-Karwickiego34. Do dzieł rozbudowujących infrastrukturę nauki trzeba zaliczyć Chronologię sejmów polskich (1948) i wydany całkiem niedawno podręcznik metodologii35.

W październiku 1944 roku, po upadku powstania warszawskiego, schronienie w Młynniku znalazła spokrewniona z Konopczyńskimi Elżbieta z Lutostańskich Widerszalowa z córkami Agnieszką i Marią Ludwiką, matką Haliną Lutostańską i teściową Eugenią Widerszalową36. Gdy pochodząca z żydowskiej rodziny teściowa obawiała się przyjąć schronienie u Konopczyńskiego, historyk napisał do niej list, w którym stwierdził, że "nie taki endek straszny, jakim go malują". Warto przypomnieć, że Elżbieta Widerszalowa, bratanica Jadwigi Konopczyńskiej, była żoną docenta Ludwika Widerszala - pracownika Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, zastrzelonego 13 czerwca 1944 roku z inspiracji nierozpoznanych do końca kręgów podziemia.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Krakowa 20 stycznia 1945 roku Konopczyński powrócił do pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim37. Przez trzy kolejne lata egzaminował studentów, prowadził wykłady monograficzne i seminarium. Nie zrezygnował również z ryzykownej współpracy z tajną organizacją Stronnictwa Narodowego. Pisywał między innymi polemiczne artykuły do tajnej gazety narodowej "Walka"38. Szczęśliwie dla siebie uniknął aresztowania, ale był pilnie obserwowany przez organy bezpieczeństwa39. Nieugięta pod względem politycznym i moralnym postawa stała się przyczyną jego prześladowania. Wzmocniła je osobista niechęć do "archiwożercy" ministra oświaty Stanisława Skrzeszewskiego. Historyk ze zgrozą obserwował rozprzestrzeniający się w Polsce komunistyczny system totalitarny, dla którego nie krył dezaprobaty. Efektem stało się brutalne usunięcie uczonego z Uniwersytetu Jagiellońskiego (1948) oraz stanowisk i funkcji w Polskiej Akademii Umiejętności (1949) i Polskim Towarzystwie Historycznym (1947). Podczas konferencji naukowej w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego 26 stycznia 1946 roku żegnał się z kolegami po fachu znamiennym apelem: "Słychać żądanie, aby nauka służyła życiu. Owszem, niech służy, czym może, niech mu przyświeca. Ale niech się nie wysługuje"40.

W zimie 1951 roku stan zdrowia Konopczyńskiego znacznie się pogorszył, a lekarze nie dawali większych szans na poprawę. Pomimo to uczony nie przerywał pracy badawczej i leżąc w łóżku, kończył swoje niewydane dzieła, porządkował notatki, zapoznawał się z nowymi książkami. W lipcu 1952 roku uznał, że krakowskie powietrze mu nie służy i po konsultacji z lekarzem wyjechał do Młynika. Próbował zajmować się sadem i ulami, ale tego wysiłku serce profesorskie już nie wytrzymało41. Konopczyński zmarł na zawał serca w nocy z 12 na 13 lipca 1952 roku w swym ukochanym dworku Młyniku i został pochowany na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.

W olbrzymiej spuściźnie naukowej uczonego Konfederacja barska zajmuje szczególne, a w przekonaniu jej autora najważniejsze miejsce42. W 1939 roku praca została nagrodzona przez PAU z funduszu im. Probusa Barczewskiego kwotą 1000 złotych43.

Warto wskazać kilka zapisów o powstaniu Konfederacji barskiej z dzienników, ukazują one bowiem ogrom wysiłku i trudności, z jakimi borykał się autor, tworząc to dzieło.

Zamiar pisania o Barze powziął Konopczyński już w 1905 roku, ale wówczas zniechęcił go do tematu Askenazy. Do zagadnienia uczony powrócił po doktoracie w 1909 roku44. Olbrzymia kwerenda źródłowa objęła prawie 50 archiwów i bibliotek krajowych oraz zagranicznych. W 1926 roku historyk rozpoczął pisanie od zabiegów dyplomatycznych biskupa Adama Krasińskiego i konspiracji cieszyńskiej45. Był zadowolony z szybkiego postępu prac, sądził, że "wyjdzie z Sejmu z dużym kawałkiem napisanego Baru"46. W Młyniku pisał o konfederatkach barskich, księciu Karolu Radziwille i walkach w Wielkopolsce w 1769 roku47. Następnie wykończył przedmowę i opracował rozdział o wojnie i dyplomacji w 1770 roku48. Narzekał w dzienniku, że z powodu niedostatecznej ilości źródeł "cały ten okres kilkumiesięczny pomiędzy Bierzyńskim a Dumouriezem był trudny do skonstruowania"49. Niektóre rozdziały pisał, siedząc "przy stoliku pod czereśnią, patrząc na budowę domu i pilnując ogrodu"50. Jesienią 1927 roku opracował rozdział o Józefie Zarembie i wiosennej kampanii 1771 roku51. Pisał z przerwami, dopiero rok później zabrał się do "układania przypisków bibliograficznych do 16 rozdziałów książki"52. W kolejnych latach nastąpiła ponowna przerwa, gdyż Konopczyński odskoczył do biografii Kazimierza Pułaskiego i do dziejów stosunków polsko-tureckich w XVIII wieku. Do barzan powrócił w 1933 roku. Przystąpił wtedy do "retuszowania" tekstu głównego i przypisów53. Zmęczony wspominał, że wraca do "desperackiej pisaniny Baru. Desperackiej, bo nie wiadomo, czy najskuteczniej nie pomogłaby zupełna bezczynność. Przerabiam tedy zamachowy rozdział XX"54. Uczony obawiał się, że książka stanie się zbyt obszerna, dlatego też planował zawęzić ją do trzech tomów55. Gdy rok później wykańczał rozdział o źródłach do konfederacji barskiej, w dzienniku żartobliwie zaznaczał, że czytelnicy "dowiedzą się, skąd nazwa archiwożercy"56. Pragnął jak najszybciej wydać dzieło. Fragmentami czytał książkę żonie i uczennicy Helenie Waniczkównie. Z zadowoleniem stwierdzał, że "brzmi to na ogół dobrze, a miejscami celująco"57. W styczniu 1936 roku pierwszy tom został opublikowany nakładem Kasy im. Józefa Mianowskiego58. Tom drugi ujrzał światło dzienne dwa lata później.

W recenzji Bronisław Pawłowski z uznaniem pisał, że dzieło "jest świadectwem olbrzymiego, prawdziwie benedyktyńskiego trudu autora i jego wybornej znajomości omawianej epoki. Należy podkreślić i ten szczegół, że autor, jak sam zaznaczył w przedmowie, w monografii podał zaledwie jedną czwartą zebranego materiału. Nie bez słuszności obawiając się nadmiernego rozrostu dzieła, starał się nie obciążać go zbyt obszerną dokumentacją i dlatego ograniczał się do podawania tylko esencjonalnych wyciągów i skrótów z cytowanych materiałów rękopiśmiennych"59. Recenzent słusznie zauważył, że uczony, "aczkolwiek starał się o zachowanie obiektywizmu historycznego - to jednak z całą sympatią odnosi się do konfederatów"60. Starał się wybronić ich "przed najcięższym zarzutem sprowadzenia na Polskę pierwszego rozbioru, przerzucając główny ciężar odpowiedzialności za ten fakt na króla"61. Pawłowski podnosił przy tym, że "dzieło jest niezwykle bogate pod względem treści. Po raz pierwszy podaje ono całość dziejów konfederacji barskiej, i to nie tylko stopniowy jej rozwój, a następnie powolny jej zanik w kraju, ale - co nie mniej ważne - jej zabiegi dyplomatyczne za granicą. Trzeba zaś dodać, że w tej dziedzinie przynosi niejedną wprost rewelację, żeby wymienić zupełnie nowe oświetlenie stosunków z Francją, Turcją itp."62.

Stanisław Kościałkowski, po latach oceniający publikacje historyczne Profesora, nie mógł wyjść z podziwu nad tą książką i pisał: "Najważniejszą, pod każdym względem znakomitą, prawdziwym arcydziełem historiograficznym, rozmiarami i znaczeniem przewyższającym chyba wszystkie inne studia monograficzne Konopczyńskiego, jest Konfederacja barska, ostatnie wielkie dzieło sprzed ostatniej wojny"63. Kościałkowski z uznaniem podkreślał, że "Autor nie pominął absolutnie żadnej strony dziejów konfederacji, przedstawił jej stosunki dyplomatyczno-polityczne, jej podstawy finansowe, ocenił ją z punktu widzenia działań wojennych, zbadał ustosunkowanie się do konfederacji i udział w niej poszczególnych warstw społecznych, zaznaczył też dużą rolę kobiet"64. Konopczyński ukazał konfederację jako zjawisko złożone i poddał je wnikliwej analizie krytycznej. Każda z ważniejszych postaci została gruntownie i obiektywnie oceniona. Autor "widzi w niej światła i cienie, blaski i nędze, i wydobywa z nich to, co jest najistotniejsze, zarówno pod względem dodatnim, jak i ujemnym. Czytelnik tedy, za jego rozważnym przewodem, dostrzeże z łatwością jej z jednej strony, powiedzmy, saskość: jej ciasnotę myślową, prywatę, anarchiczność, kłótliwość, nawet nikczemność i zbrodniczą podłość niektórych jej przywódców, jak Gabriel Junosza Podoski - ale z drugiej strony dostrzeże też, na czym polegała jej prawdziwa wielkość, jej nieprzemijalne wartości w życiu naszym narodowym, które, jak stwierdza z całą stanowczością, nikłe zrazu, rosną z biegiem czasu i potężnieją, wyrażają się w dążeniu do pogodzenia dworu warszawskiego i króla z Generalnością, do zjednoczenia żywiołów przeciwnych gwarancji rosyjskiej i prawdziwie niepodległościowych, które chociaż nie zdołały zapobiec najniedorzeczniejszemu i najfatalniejszemu posunięciu konfederackiemu: próbie porwania w 1771 roku Stanisława Augusta, jednak z konfederacji barskiej uczyniły jedyny front przeciwrosyjski, dążący do utwierdzenia niezawisłości narodowej" - podkreślał Kościałkowski65.

Sam Konopczyński z kolei stawiał tezę, że "Bar uodpornił dusze polskie na brutalne naciski ze Wschodu, Bar decydująco nastroił je na ton antyrosyjski. Publicystyka konfederacka odsłoniła całą perfidię carskiej gwarancji, opieki i przyjaźni"66. Konfederaci wśród błędów i potykania się, "stworzyli polskie hasło niepodległość i stworzyli je dla wielu pokoleń. W tym to znaczeniu słuszność miał genialny marzyciel z Genewy, gdy głosił, że "konfederacja barska konającą ocaliła ojczyznę". Ona bowiem uratowała niepodległość w sercach"67. Dlatego Polska pomimo klęski pierwszego rozbioru "przebudzona, odmłodzona, zahartowana", jak to powiedział kanclerz Michał Czartoryski w 1770 roku ambasadorowi rosyjskiemu Michaiłowi Wołkońskiemu, "została Polską". Dumne słowa kanclerza "do białej pasji doprowadziły rosyjskiego prokonsula, [...] pozostałyby dyplomatyczną formułką bez głębszego sensu, gdyby na różnych pobojowiskach nad Wartą, Wisłą, Dunajcem, Dniestrem, Bugiem i Niemnem tysiące prostaczków nie stwierdzały swą krwią tej samej tezy: że Polska zostanie Polską. To znaczyło wówczas, że nie zmieni się w Rosję"68. Jak widać, w opinii Konopczyńskiego konfederaci nie byli grabarzami Rzeczypospolitej, ale jej wskrzesicielami, i jak trafnie zauważył Kościałkowski, łączyło się to nierozerwalnie z charakterem osobistym autora, który "miał w sobie coś z nieustraszonego temperamentu konfederata barskiego, coś z nieugiętego bojownika prawdy, który "rzucał veto" przeciwko fałszowi"69.

Z okazji drugiego wydania książki Jerzy Michalski zauważał, że "Konopczyński sercem był po stronie "barskich rycerzy", ale doceniał i racje postępowania strony przeciwnej. W swej monografii dał wnikliwą analizę poczynań Stanisława Augusta, jego prób polityki emancypacyjnej. Pozostając wiernym wyniesionym ze studiów nad czasami saskimi sympatii i uznaniu dla Czartoryskich, widział w nich promotorów pojednania króla z narodem i Francją, pojednania mającego prowadzić do zbawienia Rzeczypospolitej. Było w tym sporo idealizacji, zapoznania koteryjnych motywów polityki starych książąt i braku ich rozeznania w rzeczywistym układzie sił w Europie. Ale i tutaj, choć własne dyspozycje psychiczne kazały Konopczyńskiemu uwielbiać "heroizm" Czartoryskich, lojalnie przyznawał, że ślepi byli oni na niebezpieczeństwo rozbioru, które dostrzegał jedynie "słaby" Stanisław August"70. Michalski przypominał, że "żadne inne dzieło nie kosztowało Konopczyńskiego tyle trudu heurystycznego, żadne nie było obszerniejsze i żadne nie było pisane tak bardzo con amore. Żadne też nie przynosi tak ogromnej masy informacji o ludziach i zdarzeniach. W konfederacji barskiej Konopczyński chciał widzieć przede wszystkim przełom moralny i ideowy. To, że ruch konfederacki stał się walką o niepodległość, sprawić miało, że jego uczestnicy wyzbyli się cech znamiennych dla umysłowości i obyczajów politycznych czasów saskich, cech, które jeszcze w całej pełni wystąpiły w konfederacji radomskiej"71. Zdaniem warszawskiego badacza, choć przez autora wyidealizowana, konfederacja barska "była popierana przez większość społeczeństwa szlacheckiego, czyli - jak wówczas mówiono - narodu, i [...] w miarę upływu czasu w szeregach walczących barzan hasła patriotyczne i program niepodległościowy zyskiwały na znaczeniu". Zatem Bar nie stanowił jedynie "ostatniego rokoszu szlacheckiego", ale był przede wszystkim "pierwszym powstaniem narodowym, [...] protestem przeciwko obcej ingerencji, instynktowną obroną suwerenności Polski"72.

I te walory, można żywić nadzieję, będą przemawiały do dzisiejszego czytelnika równie silnie, jak inspirowały pokolenie Kolumbów.

Piotr Biliński

1 Szerzej zob. P. Biliński, Władysław Konopczyński: historyk i polityk II Rzeczypospolitej (1880-1952), Warszawa 1999.

2 W. Konopczyński, Autobiografia, "Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój", do druku podał A. Biernacki, t. 26, Kraków 1992, s. 111.

3 Akt chrztu W. Konopczyńskiego wystawiony w parafii św. Aleksandra w Warszawie, odpis w archiwum rodziny Konopczyńskich w Gliwicach (dalej ARKG), s. 1.

4 S. Konarski, Konopczyński Emilian, Polski słownik biograficzny, t. 13, 1967-1968, s. 555-556.

5 W. Konopczyński, Autobiografia, s. 111-112. Zob. W. Konopczyński, Dzienniki, rkps w archiwum rodziny Konopczyńskich w Warszawie (dalej ARKW), z. 14, s. nlb, zapis z 17 VI 1899 r.

6 Biblioteka Jagiellońska (dalej BJ), rkps Przyb. 122/61.

7 Dyplom kandydacki W. Konopczyńskiego, rkps w ARKG.

8 W. Konopczyński, Jak zostałem historykiem, "Znak", R. 10, 1958, nr 52, s. 16-17. Zob. W. Konopczyński, Dzienniki, rkps w ARKW, z. 27, s. nlb, zapis z 5 IX 1903 r.

9 Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk (dalej BN PAU i PAN), rkps 7266, t. 2. Pamiętnik Zygmunta Konopczyńskiego.

10 "Zmarnowało się w życiu, summa summarum, jakieś trzy lata na wydziale prawnym, w wojsku, w sejmie, w więzieniu". Cyt. za W. Konopczyński, Jak zostałem historykiem, s. 31.

11 W. Konopczyński, Historia mojej biedy, rkps w ARKG, s. 1-30.

12 W. Konopczyński, Jak zostałem historykiem, s. 19-21.

13 BN PAU i PAN, rkps 7266, t. 1. Pamiętnik Zygmunta Konopczyńskiego.

14 Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego (dalej AUJ), S II 619. Teczka osobowa W. Konopczyńskiego.

15 W. Konopczyński, Opinie o mnie, rkps w ARKG, s. 1-2.

16 BN PAU i PAN, rkps 7266, t. 2. Pamiętniki Zygmunta Konopczyńskiego.

17 W. Konopczyński, Dzienniki, rkps w ARKW, z. 43, s. nlb. zapis z 17 X 1908 r. BJ, rkps Przyb. 69/61. Dyplom doktorski W. Konopczyńskiego.

18 AUJ, WF 121. Teczka habilitacyjna W. Konopczyńskiego.

19 W. Konopczyński, Dzienniki, rkps w ARKW, z. 51, s. nlb, zapis z 22 VII 1911 r.

20 BN PAU i PAN, rkps 7266, t. 1, s. 384. Pamiętnik Zygmunta Konopczyńskiego.

21 U. Perkowska, Uniwersytet Jagielloński w latach I wojny światowej, Kraków 1990, s. 92.

22 Relacja ustna W. Mrozowskiej, Gliwice 29 IV 1998 r., nagranie w zbiorach autora.

23 AUJ, WF II 137. Pismo w sprawie nominacji na stanowisko profesora nadzwyczajnego.

24 AUJ, WF II 47. Protokół obrad Rady Wydziału Filozoficznego UJ z 10 VII 1917 r.

25 AUJ, S II 619. Teczka osobowa W. Konopczyńskiego.

26 Szerzej zob. P. Biliński, Władysław Konopczyński w polityce II Rzeczypospolitej, "Dzieje Najnowsze" 2016, nr 4, s. 33-64.

27 Szerzej zob. P. Biliński, "Smutna historia" nieudanych starań Władysława Konopczyńskiego o wydanie zbiorowych dziejów Polski, [w:] Historia: ciągłość i zmiana. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Maternickiemu, pod red. M. Hoszowskiej, J. Pisulińskiej, P. Sierżęgi, Rzeszów 2016, s. 323-341.

28 Szerzej zob. P. Biliński, Władysława Konopczyńskiego "boje" o kształt Polskiego słownika biograficznego w latach 1928-1939, "Klio Polska. Studia i materiały z dziejów historiografii polskiej", t. 7, 2015, s. 107-141.

29 W. Konopczyński, Dziennik, rkps w ARKW, z. 125, s. nlb., zapis z 10 I 1935 r.

30 W. Konopczyński, Pod trupią główką. Sonderaktion Krakau, posł. E. Rostworowski, Warszawa 1982.

31 Zob. Relacje pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego o ich losach osobistych i dziejach uczelni w czasie drugiej wojny światowej, oprac. J. Michalewicz, Kraków 2005.

32 S. Gawęda, Uniwersytet Jagielloński w okresie okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Kraków 1979, s. 73.

33 W. Konopczyński, Pierwszy rozbiór Polski, wyd. Z. Zielińska, Kraków 2010.

34 W. Konopczyński, Stanisław Dunin-Karwicki (1640-1724), "Przegląd Historyczny", t. 37, 1948, s. 261-275; tenże, Polska w dobie pierwszego rozbioru, [w:] tenże, O wartość naszej spuścizny dziejowej. Wybór pism, wstęp P. Biliński, Kraków 2009, s. 3-116.

35 W. Konopczyński, Historyka, oprac. M. Janowski, Warszawa 2015; Zob. też P. Biliński, Kilka uzupełnień na marginesie wydania "Historyki" Władysława Konopczyńskiego, "Klio Polska. Studia i materiały z dziejów historiografii polskiej", t. 8, 2016, s. 175-182.

36 W. Konopczyński, Dziennik, rkps w ARKW, z. 150, s. nlb., zapis z 11 X 1944 r.

37 AUJ S II 619. Teczka osobowa W. Konopczyńskiego.

38 BN PAU i PAN, rkps 7785, t. 3, Materiały do biografii członków Ligi Narodowej, oprac. Józef Zieliński.

39 W Dzienniku kilkakrotnie wspominał: "czarny typik mnie śledził". W. Konopczyński, Dziennik, rkps w ARKW, z. 160, s. nlb., passim.

40 W. Konopczyński, Autobiografia, s. 118.

41 Relacja ustna W. Mrozowskiej, Gliwice 29 IV 1998 r., nagranie w posiadaniu autora.

42 W. Konopczyński, Konfederacja barska, wyd. 2, wstęp J. Michalski, Warszawa 1991.

43 W. Konopczyński, Dziennik, rkps w ARKW, z. 136, s. nlb., zapis z 4 IV 1939 r.

44 Tamże, z. 46, s. nlb., zapis z 8 XI 1909 r.

45 Tamże, z. 96, s. nlb., zapis z 13 II 1926 r.

46 Tamże, zapis z 25 II 1926 r.

47 Tamże, z. 98, s. nlb., zapis z 27 VII 1926 r.

48 Tamże, z. 100, s. nlb., zapis z 26 VI 1927 r.

49 Tamże, z. 101, s. nlb., zapis z 20 VII 1927 r.

50 Tamże, zapis z 30 VIII 1927 r.

51 Tamże, zapis z 8 X 1927 r.

52 Tamże, z. 105, s. nlb., zapis z 9 XII 1928 r.

53 Tamże, z. 119, s. nlb., zapis z 9 III 1933 r.

54 Tamże, z. 120, s. nlb., zapis z 28 V 1933 r.

55 Tamże, zapis z 7 VI 1933 r.

56 Tamże, z. 123, s. nlb., zapis z 25 III 1934 r.

57 Tamże, zapis z 13 V 1934 r.

58 Tamże, z. 128, s. nlb., zapis z 26 I 1936 r.

59 B. Pawłowski, [rec.] W. Konopczyński, Konfederacja barska, t. 1-2, Warszawa 1936- -1938, "Kwartalnik Historyczny", R. 52: 1938, s. 676.

60 Tamże, s. 677.

61 Tamże, s. 679. Współczesna badaczka Dorota Dukwicz szerzej rysuje genezę pierwszego rozbioru, ukazując wyraziście, że konfederacja barska stanowiła dlań jedynie pretekst. Zob. D. Dukwicz, Czy konfederacja barska była przyczyną pierwszego rozbioru Polski? (Rosja wobec Rzeczypospolitej w latach 1769-1771), [w:] Konfederacja barska, jej konteksty i tradycje, pod red. A. Buchmann i A. Danilczyka, Warszawa 2010, s. 103-116.

62 B. Pawłowski, [rec.] W. Konopczyński, Konfederacja barska, s. 680.

63 S. Kościałkowski, Władysław Konopczyński jako historyk, "Teki Historyczne", R. 6: 1953, nr 1, s. 5.

64 Tamże, s. 5.

65 Tamże, s. 7.

66 Konfederacja barska. Wybór tekstów, wstęp i objaśnienia Władysław Konopczyński, Wrocław 2004, s. XLVIII.

67 Tamże, s. XLIX.

68 Tamże, s. XLVII.

69 S. Kościałkowski, Władysław Konopczyński..., s. 8.

70 J. Michalski, Władysław Konopczyński jako badacz czasów stanisławowskich, "Studia Historyczne", R. 22: 1979, z. 1, s. 76-77; Z. Zielińska, Portret Stanisława Augusta w "Konfederacji barskiej" Władysława Konopczyńskiego, [w:] Władysław Konopczyński jako badacz XVIII wieku, pod red. Z. Zielińskiej, W. Kriegseisena, Warszawa 2014, s. 141-166.

71 J. Michalski, Władysław Konopczyński..., s. 75-76.

72 J. Michalski, Przedmowa do obecnego wydania, [w:] W. Konopczyński, Konfederacja barska, wyd. 2, s. 10-11. Stąd wszystkie powyższe cytaty.

WYKAZ SKRÓTÓW

AB - Archiwum Tajne Państwowe w Berlinie (Geheimes Staatsarchiv)

A.b.Kr. -Archiwum barona Kronenberga

AD - Hauptstaatsarchiv w Dreźnie

AE - Archives du Minist?re des Affaires Etrang?res, Paryż

AGW - Archiwum Główne Akt Dawnych, Warszawa

AKop. - Rigsarkivet, Kopenhaga

AM - Moskiewski Oddział Archiwum Sztabu Głównego

AMar - Staatsarchiv, Marburg

AMKr. - Archiwum Miejskie, Kraków

AMTor. - Archiwum Miejskie, Toruń

ML - Archiwum Młynowskie w Muzeum Narodowym, Kraków

AMon. - Staatsarchiv, Monachium

AMSzt - Moskiewski Oddział Archiwum Sztabu Głównego

AN (ANAT) - Archives Nationales, Paryż

AON - Archiwum Ordynacji Nieświeskiej, obecnie w Warszawie

AP - Archiwum Państwowe, Petersburg (Leningrad)

APot. - Archiwum hr. Potockich w Krakowie

APSzt. - Archiwum Sztabu Głównego, Leningrad

ARos. (Roś) - Archiwum Stefana Potockiego w Rosi

ASław. - Archiwum ks. Sanguszków w Sławucie, teraz w Gumniskach

ASt. - Riksarkivet, Sztokholm

AW - Haupt-Hof-und Staatsarchiv, Wiedeń

AWW - Kriegsarchiv, Wiedeń

BAU - Biblioteka Polskiej Akademii Umiejętności, Kraków

BBaw. - Biblioteka Baworowskich, Lwów

BCz. - Biblioteka Czartoryskich, Kraków

BDzied. - Biblioteka Dzieduszyckich (Poturzycka), Lwów

BDzik. - Biblioteka hr. Tarnowskich, Dzików

BJag. - Biblioteka Jagiellońska, Kraków

BKór. - Biblioteka Kórnicka pod Poznaniem

BKron. - Biblioteka bar. Kronenberga, Warszawa

BM - British Museum, Londyn

BMaz. - Biblioth?que Mazarine, Paryż

BMŁ - Biblioteka m. Łodzi

BNar. - Biblioteka Narodowa, Warszawa

BOK - Biblioteka Ordynacji Krasińskich, Warszawa

BOZ - Biblioteka Ordynacji Zamojskiej, Warszawa

BP - Biblioteka Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Poznań

BPawl. - Biblioteka Pawlikowskich, Lwów

BPol. - Biblioteka Polska, Paryż

BPrz. - Biblioteka hr. Przeździeckich, Warszawa

BPub. - Biblioteka Publiczna w Warszawie

BRacz. - Biblioteka Raczyńskich, Poznań

BRap. - Biblioteka Rapperswilska, teraz w Warszawie

BS - Biblioteka hr. J. Tarnowskiego, dawniej Branickich, Sucha

BUL - Biblioteka Uniwersytecka, Lwów

BUW - Biblioteka Uniwersytecka, Warszawa

BWil. - Biblioteka Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Wilno

Brand. - rkps dawniej Brandysa, sprzedany za granicę

Czoł. - Zbiory Aleksandra Czołowskiego, Lwów

F.Radz. - Zbiory Ferdynanda ks. Radziwiłła, dawniej w Berlinie

Os. - Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Lwów

RO - Public Record Office, Londyn

Rulh. - Zbiory rodzinne Rulhi?re'ów, Paryż

Sar. - Zbiory Łopacińskich, dawniej w Sarii

SMT - Słowackie Muzeum Narodowe, św. Marcin Turczański

PRZEDMOWA AUTORA

Historyk, który dwadzieścia pięć najlepszych lat swego życia poświęcił zbadaniu jednego powikłanego przedmiotu, podobnie jak żeglarz wracający z dalekich podróży, ma o sobie dużo do powiedzenia, i to niezależnie od wyników poszukiwań. Rzeczy najistotniejsze powie zań sama książka. Do udzielenia czytelnikom pewnych koniecznych wyjaśnień, głównie natury zewnętrznej, posłuży przedmowa.

W labirynt doby barskiej wszedłem z chaosu epoki saskiej, wiedziony pewnego rodzaju przywiązaniem badawczym do tych samych postaci, z którymi się zżyłem "w dobie wojny siedmioletniej". Od lat trzydziestu kilku za każdym nawrotem do obranego tematu cisnęły się na usta słowa: "Ihr naht euch wieder, schwankende Gestalten..." W losach Czartoryskich, Potockich, Radziwiłłów, Krasińskich, Lubomirskich, Branickich, Pułaskich, Bohuszów odzywały się wieczne i wciąż aktualne dylematy narodowych zwycięstw i klęsk: kto lub co decyduje w dziejach, jednostka czy naród? Wybrańcy czy ogół? Mózg czy serce? Praca czy walka? Jak się zachowają wychowankowie marnych czasów saskich wobec tragicznych wymagań stanisławowskich? I co się ostoi z tradycyjnych naszych poglądów na te sprawy w ogniu krytycznego badania? Nęciła zalegająca ten okres ciemność, w którą tylko mimochodem zaglądali Kraszewski, Kalinka, Korzon, Smoleński, Askenazy. Dodawała bodźca niezrównana rozległość i trudność przedmiotu.

Gdyby przez konfederację barską rozumieć tylko pierwotne związki z 1768 r., to już mielibyśmy temat większy niż np. konfederacja tyszowiecka przeciw Szwedom; gdyby pojąć ją szerzej, jako całokształt związków antyrosyjskich w ciągu pięciolecia 1768-1772 pod kierunkiem Generalności, to takie zjawisko byłoby szersze niż Sejm Czteroletni, a kilkakroć trwalsze niż powstanie kościuszkowskie. A przecież świadkowie obcy piszą w tym czasie o trzech czwartych częściach narodu bądź formalnie, bądź w "sercach" skonfederowanych! Wobec tego wypadło ogarnąć w danym pięcioleciu całą Polskę, o ile przeszła ona przez stadium konfederackiego czucia i myślenia - i badać ją niemal wyłącznie na podstawie archiwalnej, skoro wydawnictw źródłowych do tych dziejów prawie nie ma.

Rozpocząłem poszukiwania archiwalne we Lwowie w 1908 r., jeszcze jako współpracownik "szkoły Askenazego", by prowadzić je dalej w Krakowie i Warszawie; pierwsza właściwa podróż naukowa objęła w 1910 r. Moskwę, druga Petersburg, trzecia w 1911 Nieśwież, czwarta Londyn i Paryż, piąta w 1912 Poznań, Berlin, Drezno, Marburg, Paryż, Wiedeń; szósta tegoż roku Moskwę i Kijów, siódma w 1914 Święty Marcin Turczański; ósma przymusowa od 1914 do 1916 r. Sztokholm i Kopenhagę, dziewiąta przygodna w 1919 r. Paryż i z powrotem Wiedeń. Jeżeli dodamy do tego późniejsze wyjazdy do Łańcuta1, Wilna, Wiednia, Świętego Marcina, to można będzie powyższy wysiłek heurystyczny uznać za proporcjonalny do trudności, jakie nastręczał temat. Byłyby one znacznie mniejsze, gdyby się udało od razu dotrzeć do zaginionego archiwum Generalności - ale szczęście to, jak wiedzą czytelnicy "Ateneum Wileńskiego" (1924), nie było nam dane. "Tajemnica Michała Jana Paca" zostaje po dziś dzień tajemnicą.

Czy będzie nasz wykład o konfederacji barskiej "ostatnim słowem nauki" w tym przedmiocie? Na pewno nie. Już po wydrukowaniu w "Kwartalniku Historycznym" w 1934 r. przeglądu źródeł do konfederacji - do którego to przeglądu, ogłoszonego także w osobnej odbitce, pozwalamy sobie skierować wszystkich krytycznych czytelników - natrafiliśmy przy zwiedzaniu Rouen w tamtejszej bibliotece miejskiej na jedną z najpożądańszych, najtajniejszych pamiątek po Michale Wielhorskim, mianowicie rękopis zawierający materiały do dyskusji nad reformą ustroju Rzeczypospolitej, w tej liczbie pierwotny tekst uwag księdza Mably'ego o rządzie i prawach Polski. Dalsze odkrycia mogą się zdarzyć nawet znacznie bliżej, nie tylko w zamkniętym archiwum Potockich Pod Baranami (skąd oglądaliśmy jeden tylko rękopis), ale nawet w otwartych zbiorach publicznych, w których różne rzeczy można było przeoczyć, o ile niedostateczny stan ich zinwentaryzowania wprowadzał w błąd poszukiwacza.

Wielką wędrówkę odbył autor tej książki także poza przestrzenią, w sferze ducha. Nie żeby zmieniał swe zasadnicze poglądy, ale świat naokoło się zmienił. Między datą rozpoczęcia i ukończenia pracy przeszliśmy przez lata najsroższej niewoli, przez wojnę światową, przez okres tworzenia państwa polskiego i jego pierwsze dwa stadia rozwoju. Okoliczność ta odbiła się na naszym dziele dwojako. Z jednej strony czasy pierwszego rozbioru odsunęły się głębiej w przeszłość, a sama walka o niepodległość razem z późniejszymi powstaniami straciła nieco na aktualności, wróciło zaś zainteresowanie dla problemów bytu mocarstwowego. Z drugiej strony ujęcie moje przebyło próbę hartującą, wzrosła znajomość życia, sądy zyskały na równowadze.

Nie gonię w tym studium za żadną rewelacją ani rewizją ogólnych poglądów. Nie chcę konfederacji barskiej ani powiększać, ani pomniejszać. Nawet nie polemizuję z poprzednikami. Trzeba bowiem stwierdzić, że wprawdzie Stanisław Kaczkowski pierwszy sięgał do barskich miscellaneów, Józef Szujski pierwszy strząsnął kurz z papierów Mniszcha, Henryk Schmitt wydobył niemało nowości z papierów Adama Krasińskiego, Kazimierz Pułaski nowe światło zaczerpnął z pozostałych po Julianie Bartoszewiczu tek Wessla, inni też w miarę sił dorzucali grosze, czasem klejnoty, do wspólnej skarbnicy, ale to były wszystko początki, próby, usiłowania dalekie od ogarnięcia i przeniknięcia całości.

Niejednemu wyda się ta monografia zbyt obszerna. Śpieszę upewnić, że podaje ona najwyżej jedną czwartą część materiału, jaki zgromadziłem, i że borykając się z nadmiarem źródeł, wyłączałem z góry, planowo, dla ulżenia przyszłemu wydawcy, zarówno osobistą historię Kazimierza Pułaskiego2, jak i lokalne szczegóły krakowskie3, sieradzkie, łęczyckie4; z tego, co odłożyłem na bok, dużo da się powiedzieć o dziejach konfederacji w Wielkopolsce, na Pomorzu, na Mazowszu, o Familii Czartoryskich, o Andrzeju Zamoyskim, Massalskim, Sułkowskich, o roli kobiet w konfederacji barskiej itd.

Jeżeli życiorys bohatera spod Savannah miał budowę opowieści epickiej z dwunastu ksiąg, to Bar ukształtował się w dramat o pięciu aktach, każdy w pięciu odsłonach, z największym napięciem pod koniec trzeciego aktu. Do tego przybędzie jeszcze - po odprowadzeniu jednych konfederatów na emigrację, innych na Sybir i z powrotem - obszerna synteza, gdzie w pięciu rozdziałach omówimy czynniki społeczne, strukturę prawną, środki materialne, hasła publiczne tudzież dążenia tajne, idee i ducha konfederacji.

Jeszcze słowo co do sposobu datowania faktów i przytaczania źródeł. W odsyłaczach unikam powtarzania dat rocznych, liczę bowiem na to, że uważny czytelnik, śledząc w dwudziestu pięciu rozdziałach przebieg wypadków z roku na rok, sam sobie umieści dni i tygodnie we właściwych ramach czasu.

Do rozwiązania skrótów służy załączony spis archiwów i bibliotek (por. Wykaz skrótów).

Byłoby komu dziękować u kresu tej wędrówki za doznaną przy pracy życzliwość, uczynność lub pomoc. Długo by wyliczać dyrektorów lub właścicieli zbiorów, z których korzystałem, w ich liczbie wielu już nieżyjących. Żyjący raczą wszyscy, o ile nie znajdą siebie w odsyłaczach do niniejszej pracy, przyjąć na tym miejscu ogólne Bóg zapłać! Dwa tylko podziękowania uważam za niezbędne złożyć tutaj imiennie - jedno pod adresem publicznym, drugie osobie prywatnej. Wdzięczność i uznanie należy się od każdego historyka tym spadkobiercom imion historycznych, Zamoyskim, Krasińskim, Czartoryskim, Radziwiłłom, którzy, wyżej ceniąc dobro nauki niż małostkowe względy rodowe, udostępnili badaczom swoje archiwa i biblioteki - oby znaleźli oni jak najprędzej naśladowców. Osobiste wreszcie, serdeczne podziękowanie za dobre rady i pomoc w odpisywaniu źródeł składam tu mej Towarzyszce Życia.

Młynik, w listopadzie 1935 r.

1 Celem tej wycieczki (1922) było odszukanie poufnej korespondencji Czartoryskich, której nie ma w Krakowie ani w Muzeum, ani, o ile wiadomo, wśród rękopisów "wilanowskich" Pod Baranami. Dzięki uczynności gościnnego gospodarza, hr. Alfreda Potockiego, przeszukałem archiwum łańcuckie i znalazłem sporo ciekawych dokumentów, ale nie do Konfederacji barskiej.

2 Kazimierz Pułaski. Życiorys, z 14 ilustracjami, w Krakowie, nakładem Polskiej Akademii Umiejętności, 1931.

3 Weszły do pracy dr J. Krasickiej Kraków i ziemia krakowska wobec konfederacji barskiej, Kraków 1929 (Bibl. Krakowska LXVIII).

4 Krwawe dni nad górną Wartą, "Rocznik Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego", Łódź 1930.

WSTĘP

Książę poseł był kontent. Bywali dyplomaci od niego wytworniejsi, doświadczeńsi, może i przebieglejsi, ale nikt - ani d'Avaux w rękach Richelieugo, ani Pomponne w służbie Króla Słońce, ani Villeneuve pod kierunkiem Fleury'ego, ani w carskiej służbie ów Tołstoj, co wystrychnął Turków, ani Dołgoruki, uwodziciel Lachów, ani Bestużew, co bałamucił Anglików i Szwedów - nikt nie dokazał takich cudów energii, zuchwalstwa, przewrotności, nie opromienił swych władców taką sławą, jak on, Mikołaj Wasiljewicz Repnin. Najmiłościwsza monarchini, Matka Ojczyzny, Wielka Katarzyna ożywiała swym duchem państwo, mądry minister Nikita Iwanowicz Panin nadawał kształt jej górnym myślom, ale na najważniejszym posterunku warszawskim okiem carycy, jej uchem, ramieniem, pałką, knutem - był siostrzan Panina Repnin. Jemu pozwolił los w wiekowym boju politycznym Rossów z plemieniem lackim odegrać partię najświetniejszą i zadać ciosy decydujące.

Trzy razy wola władców Wszechrosji dawała inwestyturę królom polskim: sławnej pamięci imperator Piotr utrzymał i przywrócił Augusta Sasa wśród długiej wojny północnej, Anna bez wielkiego trudu, ale bądź co bądź za cenę paru kampanii, fizyczną przemocą zmusiła Lachów do uznania Augusta III; dopiero Katarzyna wskazała im jego, Repnina, palcem swój sujet convenable, i jedni przed tym palcem się rozpierzchli, inni, nieliczni, kornie oddali mu swe wolne głosy. On właśnie, Repnin, zrobił Poniatowskiego królem, kiedy na własną odpowiedzialność, nie bacząc na groźbę wojny tureckiej, bez względu na chwiejne dyrektywy ministerialne, kazał Polakom głosować na stolnika litewskiego, a nie na żadnego innego Piasta.

Różni łowcy od dawna zastawiali misterne sieci na półprzytomną Rzeczpospolitą: Patkul, Dołgoruki i Ostermann w służbie Piotrowej wyszpiegowali, wykradli sekret psychiki szlacheckiej, zapuścili w nią jad, wypracowali sztukę zniewalania; Bestużew i Woroncow wypielęgnowali chorobę do końca; sławny car ujął Polskę w pęta swego rozjemstwa, ale dopiero oni dwaj, Repnin z Paninem, przypieczętowali ów cichy podbój pieczęcią gwarancji. "Piotr Rossam dał tieła, Jekatierina duszu" - zaśpiewa z czasem nadworny poeta Katarzyny, Dzierżawin: podobnie Piotr zgwałcił pierwszy ciało Polski, Katarzyna ugięła do ziemi jej duszę. Ten naród zakochany w sobie, dumny na całą Europę ze swej wolności, naród niegdyś wytworny i dostojny, światły i zdolny do postępu, naród, który Marynę i Władysława na Kreml prowadził, pędząc przed sobą dziesięćkroć liczniejsze roty służałych Moskali, polską mowę i obyczaj krzewił w Kijowie i Moskwie, teraz ciemny i wylękniony klęczał przed wspaniałomyślną imperatorową, prosząc o przyjaźń, opiekę i prawa. Bez straty jednej kropli krwi, po prostu zahipnotyzowany ogromem możliwych klęsk i ugłaskany blichtrem łask, wiązał się cały niepodzielnie ze sprawą rosyjską, zaczynał tonąć w idei rosyjskiej, jak utonęły w niej Kijów i Nowogród, Kazań i Astrachań.

Na to rozparcie się imperializmu rosyjskiego po Wartę i Wisłę patrzyła zdumiona Europa bez oporu. Tak niedawno jeszcze żołnierz Romanowów spełniał nad Renem wolę austriackiego czy angielskiego trabanta: Petersburg słuchał w wojnie siedmioletniej nauk z Wiednia i Wersalu. Teraz Zofia Augusta von Anhalt Zerbst skupiła koło siebie całą Północ, Prusy i Danię, pośrednio poniekąd i Anglię, zmusiła do wejścia w tenże akord, czyli system, skazane na wyzysk i pochłonięcie Szwecję i Polskę, wyparła ze Sztokholmu i Warszawy i zaczynała wypierać ze Stambułu wpływy francuskie, a spadkobiercy Karola V i Ludwika XIV patrzyli na te przemiany z bezsilną zawiścią. Południe podczas kryzysu polskiego 1763-1764 okazało się wobec Północy niczym. Polska wtłoczona w klamrę prusko-rosyjską, bez cienia ratunku skądkolwiek bądź, musiała lgnąć całym jestestwem ku dobrotliwej Rosji, aby nie ulec rozdarciu między nią i Prusy. A tak oddając się wschodniej przemocy, musiała się wyrzec własnej istoty moralnej. Ten i ów próbował jeszcze ratować kraj od zguby. Król Stanisław August, unosząc się na skrzydłach marzeń, śnił romantyczne sny o uszczęśliwieniu i uszlachetnieniu ojczyzny, o przywróceniu jej zaszczytnego miejsca wśród narodów oświeconej Europy, niepomny, że jest tylko nędznym, płatnym z Moskwy "koroliszką", dobrym do parady, do dyletanckiej gawędy na tematy filozoficzne, do romansu i do tańca, a nie do politycznego koleżeństwa z Katarzyną i Fryderykiem. Dwaj chytrzy starcy, Czartoryscy, ośmielili się użyć wojsk i pieniędzy rosyjskich dla własnych rachub tronowych i reformatorskich; za to ich Repnin poniżył trzykrotnie: raz gdy ich wykwitował z korony, potem gdy im rozwiązał konfederację i tym obezwładnił ręce, a kiedy to nie wystarczało, gdy niepoprawni jeszcze próbowali się opierać na swym narodzie, a nie na Moskwie - rzucił ich na pastwę wrogom.

Zaledwo skinął, zbiegli się do jego przedpokoju wszyscy: i ksiądz referendarz Podoski, i podskarbi Wessel, marszałek nadworny Mniszech, wojewoda kijowski Potocki, biskup krakowski Sołtyk i kamieniecki Krasiński, kuchmistrz litewski Wielhorski i wielu innych1. Jak się to wszystko łasiło, jak zgarniało czerwońce!2 Jak tańczył na łańcuchu sprowadzony z wygnania książę Panie Kochanku!3 Zrobiliby wszystko, byle caryca dogodziła najserdeczniejszej ich chęci - pozbycia się z tronu "intruza", "solitera" Ciołka i przywrócenia w Polsce błogosławionego nierządu saskiego. Tak daleko jednak nie szła zemsta Katarzyny, by przekreślać własne dzieło z czasów bezkrólewia i pomagać do korony księciu, którego sama odepchnęła. Niech tylko Stanisław August wyleczy się z romantycznych chimer, które w nim podsycali bracia - i niech oddali od siebie "ducha panowania" (esprit de domination) w osobie starych Czartoryskich, a ona mu przywróci swą przyjaźń. I stało się według myśli carycy: na miejscu Stanisława ktoś mniej wytworny runąłby może jak stary dąb, on ugiął się jak trzcina i tym ocalił swą królewskość. Nastąpił w Radomiu pamiętny dzień dudków, journée des dupes, 23 czerwca: Potoccy, Radziwiłłowie, Ossolińscy, Mniszchowie, Krasińscy uderzyli głową jak w twardą skałę. Król otarł łzy, Czartoryscy odetchnęli - magnateria zzieleniała ze złości. A on, Repnin, utrzymał szalę sprawiedliwości między przeciwnikami z tym wyrachowaniem, aby król zawsze lękał się magnatów, aby magnaci zawsze nienawidzili króla i żeby zawsze można było jedną koterię oligarchiczną równoważyć za pomocą drugiej. Tak ocalała Familia od zupełnego "wytępienia" (iskorienienija), aby służyć za postrach (pugało) na partię saską. Urządził potem ambasador jeszcze jedno widowisko: wielkie poselstwo Rzeczypospolitej pchnął do Moskwy w misji hołdowniczej. Zgłosili się na wyprzódki i podążyli do stóp tronu carycy wielcy posłowie, czterech frantów naszpikowanych pretensją i ambicją: pan Wielhorski denuncjował reformy, kopał dołki pod królem, szczuł na Czartoryskich i żebrał o łaskę dla Mniszcha. Panowie Ludwik Pociej, strażnik litewski, Józef Ossoliński, starosta sandomierski, i Józef Potocki, krajczy koronny, robili to samo i obrabiali interesy Potockich4; Szymon Kossakowski robił to samo z ramienia i w interesie Radziwiłła5, Karol Gomoliński to samo - dla Wessla6. Wszyscy prosili o gwarancję starego rządu7 w tej samej chwili, gdy imperatorowa wśród kadzideł dworaków z ostentacją dyktowała postępowe wskazania "stanom" swego narodu.

Jedna tylko siła w społeczeństwie polskim sprawiała Repninowi niepokój. Była nią wiara katolicka. Repnin nie był fanatykiem prawosławia: swoim popom gotów był przycierać rogów8, jeżeli zbytnio mieszali się do polityki. Ale właśnie jako syn swej epoki, jako fanatyk świeckiej "filozofii", tym bardziej pragnął zdeptać obmierzłą Moskwie ideę katolicką. Biskupów polskich, których nie mógł upodlić, terroryzował. Pod jego skrzydłami awansowali Młodziejowski na biskupstwo poznańskie i kanclerstwo koronne, Massalski na wileńskie, Ostrowski na kujawskie, Giedroyć na inflanckie; on dał Polsce niezrównanego prymasa w osobie Gabriela Podoskiego, intryganta i rozpustnika bez czci i wiary. A kiedy lepsza część episkopatu: Sołtyk, Załuski, Sierakowski, Krasiński, okazała na dnie duszy hart niezłomny, kiedy zwłaszcza biskup krakowski w przypływie bohaterstwa odezwał się do wiernych: "Teraz więc ostawajcie przy prawie i dajcie dusze wasze za zakon ojców waszych"9 - kniaź nie uląkł się ani zbrodni, ani narodowej zemsty: co mu tam polski dygnitarz, konsyliarz czy senator! Jak niedawno uwięził Szczęsnego Czackiego10, a po nim Kożuchowskiego, tak teraz z niewątpliwym narażeniem własnej osoby wywlókł z mieszkań Sołtyka, Załuskiego i dwóch Rzewuskich i zesłał wszystkich czterech w głąb Rosji. Sejm zadrżał i wyłonił taką delegację, jakiej prokonsul żądał, z pełnomocnictwem do zawarcia niewolniczego przymierza z Rosją i do nadania niesłychanych praw różnowiercom. "Dziwny wy naród", "brzydki naród" - urągał poseł Polakom: nie chcecie pozwolić, czego imperatorowa chce, bić się nie chcecie, biedę cierpicie. "Żeby to inny naród byłby, to by się bił od dawna"11.

Dyktował wówczas prawa delegacji: cokolwiek chorowita przeszłość Polski wytworzyła jako zły zwyczaj, jako nieracjonalne, niedające się nawet przyzwoicie wypisać nadużycie lub dziwoląg, to on z Podoskim ujmował w niewzruszoną, gwarantowaną zasadę kardynalną: liberum veto, wolny, powszechny obiór królów, wyłączność przywilejów szlachty i jej panowanie nad stanem włościańskim, prawo wypowiedzenia posłuszeństwa, przywileje prowincji pruskiej, zakaz prolongaty i limity sejmów... Cokolwiek mogło wzmocnić rząd, środki, odporność Rzeczypospolitej, to on kładł pod osłonę zabójczej jednomyślności i "wolnego nie pozwalam", a więc pośrednio też uzależniał od rosyjskiego pozwolenia: tu należą podatki, powiększenie wojska, traktaty, wypowiadanie wojny, zmiana prerogatyw ministrów, porządek sejmowania, sejmikowania, ustrój trybunałów itd. Jeżeli w czym dogodził Repnin królowi - a trzeba przyznać, że sam chwilami, jak Scypion nad Kartaginą, bolał nad swym niszczycielskim dziełem12, to tylko w takich reformach, które mogły wyjść na dobre Rosji (większość głosów na wyborach, zakaz bezwzględnego rwania sejmów). Za te dzieła odbierał z Moskwy najpochwalniejsze świadectwa: wujaszek Panin ze szczerego serca gratulował sławnego sukcesu, dawał - choć niby z ciężkim sercem - carte blanche na dalsze gwałty i areszty i życzył z pomocą Bożą, by ambasador do samego szczytu doprowadził sławę negocjacji Jej Cesarskiej Mości. "Sprawa już dzięki Tobie stoi tak dobrze, że lepiej być nie może".

Razem rozważali teraz jedno, ostatnie niebezpieczeństwo, razem zdobywczy, hardy wzrok podnosili z upadłej Polski na Rzym papieski. Bo oto nuncjusz apostolski Angelo Durini zaprotestował 30 stycznia "przeciwko wszystkim działaniom, czynom w tem mieście Warszawie, a osobliwie spisanym [...] nieważnym umowom lub [...] traktatom". "Gdy żaden z katolików, choć najszczerzej pragnie mówić przy prawowiernej religii, przez przemożną siłę i uciemiężenie nieznośne są przymuszeni do milczenia i wyrazić im nawet myśli i chęci nie dozwalają" - on za nich nie pozwalał i nie pozwala, on stwierdza gwałt przed światem, królowi, biskupom i całemu narodowi przypomina świeżą, pisemną obietnicę przelania krwi za religię praojców. On dzieła delegacji za "niegodziwe, bezbożne, występne, nieważne i nic nieoznaczające, jako od niemających władzy i mocy lekkomyślnie ustanowione [...] ogłasza i każdego z wiernych Chrystusowych pod sumieniem obowiązuje, aby ich nie zachowywali, owszem, wykonania ich zakazuje i to ostatecznie ogłasza"13.

Śmiech szyderczy zmieszany z pomrukiem wściekłości ozwał się na tę mowę w kancelariach Repnina i Panina. Grom watykański, którego już nikt, nawet najmniejsze z książątek włoskich nie słucha! Dąsy, z których pierwsze uśmieją się dwory burbońsko-katolickie, teraz właśnie "oczyszczające się od tej zarazy". Lecz co nastąpi, jeżeli papież wypuści straszne dla zabobonu strzały klątwy - i jeżeli Lach bezmyślny strzał tych się zlęknie? Co będzie z ratyfikacją wiekopomnego traktatu? Na tę ewentualność jedna była rada: niech Rzeczpospolita Polska sama upomni się o pogwałconą przez Rzym niepodległość. Bo cóż za wstyd i hańba, jeśli złośliwe i ignoranckie protesty czy brewe papieskie ośmielą się naganiać, czernić i złorzeczyć najuroczystszym ustawom Rzeczypospolitej, czynić z niej wzgardzoną prowincję biskupa rzymskiego - gdzież wówczas będzie jej niezawisłość i czy taki stan rzeczy nie dotknie interesów sąsiednich mocarstw? A jeżeli król i senat po tylu dobrodziejstwach od Rosji doznanych nie złączą w takiej chwili swej sprawy ze sprawą rosyjską i nie dadzą papieżowi gruntownej, mocnej odprawy, jeśli pozwolą obrażać sławę imperatorowej przez brewe i protestacje - to niech pomyślą sami Polacy: "czy sąsiadujące z Rzecząpospolitą mocarstwa zechcą spełniać swoje wobec niej starodawne zobowiązania i traktaty, od których całość, wolność i byt (sochranienije) jej zależą?". Gdyby zaś jednak tych dotkliwych następstw nie przeczuwali Polacy, ambasador sam wymierzy sprawiedliwość: nuncjusza jako gwałciciela polskiej niepodległości, wichrzyciela i oszczercę osadzi w domowym areszcie albo na czas do końca sejmu pod eskortą odstawi do granic, a z nieocenionym Podoskim ukartuje nową ustawę - o przeniesieniu na prymasa i synod narodowy jurysdykcji nuncjuszowskiej...

Istrieblenije papskoj własti - ustanowienie na jej ruinach nowej niezależnej hierarchii, oczyszczenie Polski z zarazy katolicyzmu - oto cel wspaniały, to wierch sławy, jaki przed oczy stawiał minister ambasadorowi14.

Do tych ostateczności nie doszło. Ani Klemens XIII klątwy nie rzucił, ani Podoski Polski od Rzymu nie oderwał. Niemniej schyłek sejmu był jednym pasmem tryumfów dla Repnina. On sam jeden ratyfikował i gwarantował dzieło tolerancji i opieki nad wolnością - dyplomaci dworów protestanckich odegrali przy nim rolę statystów. On wszystkich, od króla poczynając, zaćmił, sponiewierał, pogrążył. Skopał Polaków tak, jak nigdy żaden ambasador nie kopał żadnego narodu. Dla niego u Radziwiłła w dzień urodzin Północnej Semiramidy odbył się bal na 3000 masek, gdzie samego szampana 1000 butelek wypito15. Jemu nawet generał ziem podolskich Czartoryski nie utrudniał miłostek z księżną generałową. O jego względy ubiegali się dyplomaci duńscy, szwedzcy i sascy. On króla trzymał na uwięzi perspektywą spłacenia długów, Radziwiłła - obietnicą satysfakcji pieniężnej od różnych na Litwie nieprzyjaciół; Podoskich, Gozdzkich, Ponińskich, Gurowskich - nadzieją pensji. Rozdawał senatorstwa, dygnitarstwa, starostwa, ordery; swym generałom - indygenaty, damom tabakierki. Horyzont polityki rosyjskiej w Polsce rozszerzył się do ostatnich granic i rozjaśnił jak nigdy. Obcych wpływów nie ma: król pruski podrażnił naród represją celną i werbunkami. Austria i Francja skompromitowane bezczynnością. Materiał na potężne stronnictwo gotowy: utworzą je prymas, biskupi Młodziejowski, Ostrowski, Kierski, dalej Radziwiłł, Wessel, Wielopolski, Brzostowski, wojewoda inflancki, Gurowski, może Potoccy i Mniszech, ozdobą jego będą tacy obiecujący młodzieńcy, jak kuchmistrz Poniński, pisarz Raczyński, książę Kazimierz Poniatowski i Ksawery Branicki, wszystko ludzie gotowi do trwania przy rosyjskim sztandarze, choćby go odstąpił sam król, który zresztą też poza Rosją szczęścia i bezpieczeństwa nie widzi.

9 marca ciżba pojazdów zadudniła na Krakowskim Przedmieściu. Lśniącym korowodem wkroczyli na zamek, prowadzeni przez księcia posła, niedoszli detronizatorzy. Repnin przedstawił wszystkich jako przyjaciół Rosji i prosił, by ich król uważał za swoich przyjaciół16. Stanisław August z mdłym uśmiechem dziękował za ten nowy znak drogocennej przyjaźni imperatorowej, wszystkich komplementował, przywracał do łaski...17 Wszyscy mieli się odtąd miłować - w Rosji.

Parę tylko drobnych chmurek mąciło lazur ambasadorskiego nieba... Pewien biskup - un misérable év?que de Pologne - ani się nie dał uwięzić, ani przekupić, zbiegł za granicę, z widocznym zamiarem alarmowania wrogów Rosji. Jakiś młodzik z Pomorza, Wybicki, zdążył przed zamknięciem sejmu i konfederacji wygłosić swoje "nie pozwalam" - i także uciekł na południe18. A świeżo doniesiono z Podola19, że do miasteczka Baru zjeżdżają się jacyś wichrzyciele, rekwirują mundury i amunicję, ściągają Kozaków, zapowiadają wizytę Tatarów, a są tak ostrożni, że po nocach nie śpią i koni nie rozsiodłują. Przywódcy nazywają się Krasiński, Pułaski, Strzemeski.

Książę poseł zagryzł wargi.

Rozpędzić! zdeptać! wytępić!

Kurier popędził traktem lubelskim do dalekiej Winnicy na wywiad.

1 A. Kraushar, Książę Repnin i Polska, I, s. 248.

2 [Oto] siekrietnyj raschod [Repnina] za rok 1767 (AM). 30 I Podoskiemu na podróże do magnatów 500 dukatów; 28 II Konisskiemu na podróż do Słucka 320; 10 III Goltzowi na konfederację toruńską 12 000; Grabowskiemu na słucką 8000; 4 IV Carrowi i Igelströmowi 800; 14 IV K. Radziwiłłowi na konfederację litewską 10 000; 15 V Mączyńskiemu kasztelanowi sieradzkiemu na sieradzką 300; J. Ponińskiemu na wieluńską 400; 17 V Gurowskiemu na podróż do Wielkopolski 100; 20 V Aloy'emu na spotkanie K. R[adziwiłła] w Gdańsku 100; 12 VI S.B. Gozdzkiemu pensję roczną do 17 IV 3333; 14 VI Podoskiemu na Radom 1000; 19 VI Aloy'emu za fatygi 300; 20 VI Mączyńskiemu na życie w Radomiu 200; 18 VII S. Brzostowskiemu na deputacje konfederackie 1000; 25 VII temuż na sejmiki litewskie 6000; 30 VII Zabłockiemu konsyliarzowi litewskiemu 64; 7 VIII Ponińskiemu na wojaże do magnatów 500; 9 VIII Podhorskiemu, konsyliarzowi bracławskiemu, na sejmik 100; Carrowi zwrot wydatków w Radomiu 193; Ponińskiemu na sejmik wielkopolski 1000; Michałowskiemu na sejmik liwski 300; 13 VIII Mączyńskiemu na sieradzki 300; Igelströmowi na podróż do Krakowa i Zatora 200; temuż zwrot wydatków sejmikowych 292; 19 VIII Ossolińskiemu na sejmik sandomierski 1000; 1 X Czapskiemu na pruski 100; czynsz za mieszkanie dla posłów 450; 7 IX na tenże cel 100; Radziwiłłowi posłowi kijowskiemu na życie 200; 13 X wynajem trzech karet na odwiezienie aresztantów 150; koszta podróży tychże 492; na bieliznę i naczynia dla tychże 163 ?; 15 X księdzu Nauszczyńskiemu szpiegowi 40; czterem posłom sejmowym 400; J. Ponińskiemu zwrot wydatków 594; 12 XI Potockiemu staroście lwowskiemu 300 (później tyleż); 29 XI dr. Ernstowi za opiekę nad więźniami 10; Nauszczyńskiemu 20; 15 XII Carrowi i Igelströmowi 1280. Razem 52 401 ? dukatów. Osobno w wykazie Czriezwyczajnyj raschod figuruje Poniński z liczbą 500 dukatów.

3 Obszerniej o nim w rozdziale III.

4 Lettre sur l'an 1769 (BOK 2954). Ciekawa notatka Sołtyka w przejętych jego papierach: "Wielhorskiemu donieść, iż krajczy, Pociej, star. sandomierski 60 000 cz. zł. wzięli na ujęcie w Moskwie przyjaciół. Marsz. nadw. kor. każe przestrzegać" (AM).

5 Sacken, poseł saski, relacja z Moskwy 17 XII 1767 (AD). Szereg listów S. Kos[sakowskiego] do K. R[adziwiłła] w AON.

6 Essen 14 VIII (AD). Düben, poseł szwedzki, 2 I 1768 (ASt.).

7 Nie brzydzili się ci gorliwcy niczyim poparciem. W jednym z listów Kossakowskiego do K. Radziwiłła, 27 XI, czytamy: "Jmp. Asemburk, poseł duński, wchodzący ad consilia tutejsze, mający największy przystęp do Najj. Impwej Jmci, upewnił jednego z naszych posłów, że acz ta jest dana rezolucja, jednakże książę jmć poseł nie wprzód ma co czynić, aż się tu nadgłosi, który z jmp. Solmsem tę dał radę, aby przy wszystkich podanych projektach co do praw narodowych i władzy królewskiej stać jako najmocniej, dając tu w trudnościach wiedzę; takoż że kilkanaście tysięcy wojska rosyjskiego stać przez lat kilka będzie" (AON). Otóż Asseburg i Solms, poseł pruski, należeć będą do najpilniejszych grabarzy Polski.

8 Por. rozdział III.

9 Rudnicki, Biskup Kajetan Sołtyk, s. 179.

10 Diariusz niewoli Szczęsnego Czackiego (BCz. 1173).

11 Szujski, IV, s. 429 według listu K. Giżyckiego do J. Mniszcha w BAU 1144.

12 Sbornik, LXXXVII, s. 279 r. P.S. Repnina przy dep. nr 24.

13 Protest Duriniego 30 I. S. Morawski, Materiały [do konfederacji barskiej z 1767- -1768, Lwów 1851], s. 15-19.

14 Panin do Repnina 9 II, Sbornik, s. 16-20.

15 Kraushar, II, s. 312, według pamiętników Harrisa.

16 Repnin 15 III (AM).

17 Kreczetnikow, Żurnał, s. 90, pod datą 5 III.

18 Saint Saphorin 2 III: "Vyskowski" trzy miesiące siedział zamknięty a des lectures pieuses, ucząc się francuskiego i włoskiego. Wieczorem po proteście znikł. Repnin zagroził trzem innym posłom pruskim aresztowaniem, jeżeli Wybicki nie wróci; oczywiście nic mu tu nie pomogło (AKop.). Jakubowski 8 III (AE). W diariuszu wydanym przez Sozańskiego o proteście ani wzmianki. Data 2 III (a nie 5 III) zdaje się pewna, skoro potem nastąpiło solwowanie sesji, a do wyjazdu W[ybickiego] (7 III) upłynęło "kilka dni".

19 Repnin 3 III dołącza kopię listu z Baru i raport wojska JW Potockich, w których buntownicze zamiary nie wierzy (AM).

ROZDZIAŁ I 

Problem niepodległości w dziejach Polski. Elekcje wolne i pod przymusem. Zanik własnej woli zbiorowej. Od Skargi do Konarskiego. Rok 1733. Tajne konszachty republikantów, abnegacja Czartoryskich.

Po konwokacji - Radom. Adam Krasiński w opozycji. Conseil permanent radomian. Sejmiki pod flintami. Noc 13-14 października. Pierwsze plany powstańcze Krasińskiego. Józef Pułaski. Spisek we Lwowie i na Podolu. Apel do Ordy. Wielki dzień w Barze. Modły i mowy. Związek wojskowy. Obowiązki sprzysiężonych. Różnice w aktach M. Krasińskiego i J. Pułaskiego. Pierwsze nakazy organizacyjne i wojskowe. Ku czemu szła konfederacja barska?

Zagadnienie: być czy nie być w rzędzie państw niepodległych1 stawało przed Polakami trzykrotnie: w zaraniu dziejów, kiedy chodziło o niezależność od Świętego Cesarstwa; po okresie podziałów, kiedy się łączyło ze sprawą zjednoczenia dzielnic oraz powrotu pod rządy piastowskie spod hegemonii Czech; trzeci raz w XVIII, XIX i XX w. bez przerwy, przy ogólnym nastawieniu odpornym wobec Rosji. W pierwszym stadium sprawa sprowadza się do kwestii lennego lub tylko sojuszniczego stosunku władcy Polski do cesarza rzymskiego; w drugim nierozbudzona jeszcze świadomość [o b y w a t e l s k a] kojarzyła niepodległość ze stosunkiem do narodowej dynastii; w ostatnim rzecz nabrała nierównie bardziej złożonego charakteru.

O wolność Polski jako dynastii i państwa walczył z Niemcami Bolesław Chrobry; dla tej wolności i on, i jego ojciec dbali o to, by także duchowo, w sferze kultury, Polak nie zależał zbytnio od Niemca. Niepodległość państwa symbolizował akt gnieźnieński u grobu św. Wojciecha, potem ją oznaczały koronacje Bolesława I i Mieszka II. W imię świeckiej wolności Bolesław Śmiały nawiązywał bliski stosunek z Rzymem, nie lękając się zbytnio zawisłości moralnej od głowy Kościoła. Zatracono suwerenność państwa po Krzywoustym, kiedy to Polska znalazła się w lennym stosunku do cesarstwa, pozostając też pod [o p i e k ą] papiestwa. Restaurował ją Łokietek na tym trwalszej podstawie, że od końca XIII w. naród nasz, zaznawszy pokojowej inwazji Niemców, zdobywa mocną ś w i a d o m o ś ć kulturalnej o d r ę b n o ś c i. Po unii z Litwą zagadnienie niepodległości szczęśliwie schodzi z porządku dziennego: na Polsce mocarstwowej opierają swój byt, po części od niej się uzależniają narody ościenne. Również stosunek do Rzymu papieskiego staje się coraz mniej krępujący2. Wiek humanizmu i reformacji pogłębia w szlachcie samowiedzę narodową, ale nie rozbudza w niej bezpiecznie ukołysanej idei niepodległości.

Tymczasem nawet w okresie największego blasku było tu nad czym czuwać, gdyż pod majestat Rzeczypospolitej podchodziły wrogie podkopy. Walny akt samowładztwa szlacheckiego - obiór króla - krył nieraz pod pozorami wolności uległość wobec niebezpieczeństw. Czyż na elekcję Walezego nie wpływał wzgląd na Turcję, najgroźniejszą wówczas sąsiadkę naszego państwa? Czyż nie ten wzgląd zapewnił tron Batoremu? Czyż znaczna część Litwy nie z obawy przed Moskwą skłaniała się do Rurykowiczów? Chmielnicki nie próbował presji na korzyść Jana Kazimierza? Bywały, słowem, elekcje wolne, jak Zygmunta III lub Władysława IV, i inne, dyktowane oportunizmem, więc z punktu widzenia niepodległości mniej wspaniałe. Zwłaszcza jednostronne nastawienie przeciwko Habsburgom pchało szlachtę w ramiona innych państw. Potem przyszła kolej na praktyki cudzoziemskie przed elekcjami, na jurgielty i stypulacje między obcym ambasadorem a polskim elektorem, mniej lub więcej patriotyczne, uczciwe lub nieuczciwe, bądź co bądź3 niepodległości uwłaczające. Szlachta odczuła głęboko tę ujmę, przynajmniej w tym jednym pokoleniu, które wywalczyło byt państwowy na przekór Szwedom, Moskwie, Kozakom, Brandenburczykom i Siedmiogrodzianom, dała też odczuć krętaczom senatorom, co sądzi o ich zobowiązaniach wobec zagranicy.

Ale ten sam podejrzliwy duch samoobrończy krył w sobie dwojakie niebezpieczeństwo dla przyszłych pokoleń. Po pierwsze, utożsamiono interes Polski z sumą interesów poszczególnych obywateli, a jej wolność z sumą swobód jednostkowych, utwierdziwszy się zaś w tym poglądzie, poczęto traktować każdego króla, zwłaszcza krwi cudzoziemskiej, jako przeciwnika Rzeczypospolitej, nie jako jej opiekuna i wyobraziciela. Rządy saskie zrobiły dużo, aby naród w tym przesądzie wychować. Po wtóre, nie zrozumiano tej głębszej, dla wielu niezgłębionej prawdy, że wolność, zarówno jednostkowa, jak i zbiorowa, oznacza przede wszystkiem z a l e ż n o ś ć  o d  w o l i  w ł a s n e j, a dopiero potem, w konsekwencji, niezawisłość od woli cudzej. Niepodległość narodowa, jakkolwiek ją prawnie czy figuralnie nazwiemy: wolnością, majestatem, samowładnością, suwerenitetem, bywa tym pewniejsza, im silniej w niej tętni wewnętrzna moc twórcza, im więcej się na nią składa bogactwa myślącej i czującej duszy: to są jej źródła, jej istotne wiązania, kiedy lęk przed zagranicą lub pogarda dla obcych stanowią tylko jej zewnętrzną powłokę. N i e p o d l e g ł o ś ć  b u d u j e  s i ę  o d  w e w n ą t r z, a  d o p i e r o  o c h r a n i a  o d  z e w n ą t r z. Trzeba mieć co kochać, aby dla tej miłości nieść życie na szaniec. Otóż szlachta najprzód zubożyła i osłabiła swoje zbiorowe ja przez dogadzanie egoizmom pojedynczym, potem jednostronnie dostrzegła gorsze niebezpieczeństwo we własnym monarsze niż we władcach sąsiedzkich; wreszcie, gdy doszło do samoobrony, nie znalazła w swym wyjałowionym jestestwie sił potrzebnych do odparcia zamachu. Oto najistotniejsza treść tego procesu, który nas doprowadził do przedsionka Repnina, a którego przejawami były trzy elekcje: jedna po Sobieskim, skorumpowana przez Niemców i sterroryzowana przez Moskwę, druga pogwałcona przez czarne orły w roku 1733, trzecia wprost narzucona przez Rosję w roku 1764.

Atoli równolegle z tym procesem zamierania samowładności narodowej w jednych sferach i stosunkach budzi się nań reakcja gdzie indziej. Takie fakty, jak wyniesienie na tron antykróla Leszczyńskiego w roku 1704 pod szwedzkimi muszkietami, reintronizacja Augusta dokonana przez Piotra Wielkiego, kilkunastoletnia okupacja Polski przez carskie wojska, rozjemstwo Dołgorukiego w roku 1716, ciągła odtąd gospodarka rosyjskich posłów w Warszawie, ich wstawiennictwo za różnowiercami, stawiają przed oczyma szlachty pytanie: czy my, jako całość, jesteśmy jeszcze wolni, czy znaczymy cokolwiek na świecie i do czego to wszystko zmierza? Czego nie dokonała przezorna polityka habsburska, to sprawił brutalny nacisk Rosjan: Polak zaczął odróżniać niepodległość narodową od swobody osobistej. Od samego też początku owa niepodległość konkretyzuje się w umysłach jako przede wszystkim obrona przed Rosją.

Przed wiekiem XVIII jeden jedyny Skarga przepowiedział narodowi klęskę niewoli: "Nastąpi postronny nieprzyjaciel, jąwszy się za waszą niezgodę i mówić będzie: Rozdzieliło się serce ich, teraz poginą [...]. Będziecie nie tylko bez pana krwi swojej i bez wybierania jego, ale też bez ojczyzny i królestwa swego". Po nim już nikt, ani serdeczny Kochowski, ani głęboki Potocki, o ile wiadomo, struny tej nie umiał uderzyć. Nie było nawet wyrazu n i e p o d l e g ł o ś ć. Wprowadza go dopiero w łacińskiej formie independentia Konarski. Rzecz wysoce znamienna: odprawę daje obcym wdziercom w Poufnych listach podczas bezkrólewia 1733 r. nie żaden Polonus starej daty, nie jakiś chwalca Reginae Libertatis i "wolnego nie pozwalam", ale szermierz postępu, Prometeusz myśli politycznej, ojciec wszech reform: bo niepodległość oznacza zawsze niepodległość czynu, a nie bezwładu, bo wolność to posłuszeństwo samemu sobie, a nie bunt na przekór innym. I drugi fakt ogromnej wymowy, o tym samym świadczący: pierwszą politykę w kierunku zabezpieczenia niepodległości stwarzają nie Potoccy, którym reforma jakoś przez gardło nie chciała przejść, ale ci, co wołali: Extremis malis extrema remedia - Czartoryscy. Książę Michał, podkanclerzy, na parę lat przed elekcją Leszczyńskiego pracuje nad pozyskaniem szwedzkiej, francuskiej, może i tureckiej osłony przed rosyjskim ciosem. Z tego ogniska dopiero jedną iskrę chwyta król Stanisław przed elekcją 1733 r. i w projekcie odezwy do narodu podnosi ważność tego wyzwolenia, jakiego Polska ma dzięki śmierci Augusta II doznać: "Wychodzi za sprawą Opatrzności Boskiej Rzplita z cudzoziemskiej posesji [...] wraca się do własnej i zupełnej władzy swojej". Polska "ma moc jako jurium suorum domina tąż władzą panów swoich obierać, którą może rządy im odbierać". Trochę za dużo tu grotów wymierzonych w zmarłego rywala, zbyt wielka radość z tego, że, "wracają się prawa ojczyste do swojej powagi i mocy", zbyt proste utożsamianie excessuum malorum cum ipsa causa mali, tj. z cudzoziemską gospodarką Sasów, zamiast mocnej zapowiedzi, że samowładna ojczyzna [l e p s z e] prawa sobie napisze... Ale istota rzeczy znalazła tu w każdym razie swój autorytatywny wyraz4.

Wyzwolenie nie przyszło. Od pobudki do czynu droga okazała się ciężka. Pozostały po przedostatnim bezkrólewiu tylko hasła i wskazania, jedne sformułowane piórem Konarskiego5, inne wypisane w instrukcjach dla Ożarowskiego oraz dla poselstwa na kongres pokojowy, że mocarstwa mają tam zagwarantować całość i niepodległość Polski i nigdy do jej wolnych elekcji się nie mieszać.

W ciągu następnych lat kilkudziesięciu idea niepodległości w narodzie naszym nie robi na zewnątrz żadnych postępów. Przeciwnie, każdy, kto może, szuka sobie pleców za granicą, powstają fakcje francuskie, rosyjskie, pruskie, wszyscy po kolei godzą się na gospodarkę Brühla w rzeczach polskich, prawie wszyscy firmowi politycy inkasują cudzoziemskie pensje lub upominki, ale tak dzieje się - na zewnątrz. Idea, która zabłysła w niewielu mózgach około roku 1733, a potem rozpłomieniła się szeroko, prze do urzeczywistnienia pod powierzchnią bieżącej polityki.

Jeszcze jej dużo brakuje nie tylko do fizycznego, ale do moralnego zwycięstwa. Dla partii "republikańskiej" rzecz przedstawia się prosto: "wyleźć z pluder"6, tzn. zrobić powstanie z czyjąkolwiek pomocą i przepędzić Sasów oraz popierających ich Moskali za dziesiątą granicę. Tak myślą i czują po kolei wszyscy niedoszli konfederaci, którzy zarzewie dzikowskie pielęgnują za Augusta III: hetman Potocki, gdy przygotowuje z Turkami ruchawkę na tyłach armii Münnicha, atakującej Mołdawię7; tenże hetman, gdy spiskuje w roku 1741 z dworem berlińskim na zgubę Augusta III i Sasów; stolnik Piotr Sapieha, gdy zaprasza do Wielkopolski i na Litwę w roku 1742 wyprawę szwedzką8; różni Potoccy, Jabłonowscy, Tarłowie, Świdzińscy, wyciągający dłonie do Wersalu, Poczdamu, Sztokholmu w latach 1744-1746; ciż obiecują konfederację Turkom i Francuzom w roku 1748, ci sami - wciąż pod kierunkiem intelektualnym Antoniego Potockiego, wojewody bełskiego - składają po czterech latach myśl konfederacji w ręce hetmana Jana Klemensa Branickiego9. Najkonkretniej rysuje się ten plan w roku 1755, kiedy patrioci myślą czy też marzą o zbrojnym oporze przeciwko rosyjskiej ekspedycji nad Ren i na ten cel uzyskują od Francji ofertę półtora miliona liwrów. Pod wpływem przemian w systemie międzynarodowym ognik buntowniczy przygasa; zakonspirowani powstańcy, doczekawszy się poniżenia wrogiej Familii Czartoryskich, przybierają pozy dworaków, a ich prostoduszna, krewka klientela znajdzie się na cały czas wojny siedmioletniej, wobec gwałtów i zniewag moskiewskich - bezgłową10.

Nie można zarzucić Czartoryskim, by w tym okresie wyparli się swych dumnych zasad z roku 1733; oni je tylko pogłębili o nie lada stopień: uświadomili sobie, że po pierwsze, można, głosząc n i e p o d l e g ł o ś ć, nie tylko jej nie osiągnąć, ale zatracić c a ł o ś ć państwa; wszak byli tacy republikanci, co zamierzali okupić "wyjście z pluder" oddaniem Pomorza pludrakom berlińskim! Czyż nie lepiej w ówczesnej koniunkturze oprzeć się na Rosji, jeśli inaczej nie można się zabezpieczyć przed Prusami? Po wtóre, jeżeli Polska ma utrzymać swą niepodległość, to w jasnym rozumieniu Czartoryskich musi ona odzyskać wewnętrzną zdolność do rozwoju, więc lepszą konstytucję, administrację, ekonomikę, oświatę i wojsko. Dla niepodległości trzeba poświęcić część wolności jednostek, a skoro obóz przeciwny publicznie te rzeczy miesza, od przesądów z epoki Korybuta oddalić się nie chce, pozytywną pracę sejmową zaniedbuje i niszczy, to Familia utwierdza się w mniemaniu, że poza nią nikt Polski nie zbawi i że dlatego ona musi za wszelką cenę utrzymać się przy władzy.

Ta w s z e l k a cena obejmuje nawet samo h a s ł o  niepodległości. Czartoryscy ściągnęli na kraj najpierw dyplomatyczną ingerencję Rosji (1754-1755), potem związali się z "młodym dworem" wielkiej księżny Katarzyny, aby w końcu za pieniądze carycy i pod osłoną jej wojska podnieść rokosz reformatorski. Nie było nikogo, kto by im w tej chwili (1763 r.) przypomniał świeży moment sprzed paru lat, kiedy to opuszczeni przez Rosję, zaniepokojeni jej brutalną gospodarką w Wielkopolsce, przeczuwając rozbiór, obmyślali - oni najpierwsi! - konfederację patriotyczną na Podolu, może w tym samym Barze pod ścianą turecką, tylko jeszcze wypatrywali poparcia w dalekiej Anglii - oczywiście nie w Berlinie11, bo trzeba było się rodzić nie Czartoryskim, ale ślepym Piotrem Sapiehą albo Ulrykiem Radziwiłłem, aby wówczas dźwignię konfederacji zakładać w głównej kwaterze pruskiej, gdzie tylko wzdychano do przymierza z Rosją i do rozbioru Polski.

Przyszedł tedy rok 1764. Na znak protestu przeciw konfederacji generalnej warszawskiej Czartoryskich porwało się do akcji w dawnym duchu hetmańskim pięciu młodych Potockich: Marian, ekskasztelan lubaczowski, Ignacy, starosta kaniowski, Antoni błoński i Teodor smotrycki, i Piotr, wojewodzic wołyński. Zawiązano w Haliczu rekonfederację (27 lipca)12, która jednak ani rozmiarami13, ani trwałością nie zrównała się nawet z dzikowską.

Na oczyszczonym przez Rosjan polu pod Wolą odbyła się "jednomyślna elekcja". Czartoryscy, którzy sądzili, że sprowadzaniem obcej pomocy niczego nie narażają - bo i tak już prawie wszystko przepadło - spostrzegli poniewczasie, że śladem Wiśniowieckich i Radziwiłłów robili nowy, podwójny wyłom w suwerenności państwa: najpierw, gdy przyznali Rosji z mocy traktatu 1717 r. prawo sąsiedzkiej mediacji w sprawach polskich, potem gdy wprowadzili do ojczyzny carskie bagnety i zebrali głosy dla wskazanego przez carycę kandydata. Mieli bądź co bądź tyle rozwagi, że przyjęli do wiadomości gwarancję granic, a nie ustroju Rzeczypospolitej, proponowane zaś krępujące przymierze uchylili14. Strona przeciwna wdała się w gorsze pakta już nie z jakąś nieznaną sąsiadką, ale z wypróbowaną, podstępną despotką, nie dla skupienia sił celem twórczej pracy, ale dla niszczycielskiej zemsty, pakta nie o doraźną pomoc, ale o wieczną niewolę. Uruchomiono siedemdziesiąt cztery tysiące przyjaciół i sług, aby zrównać z ziemią dzieło Czartoryskich i rzucić te tysiące pod stopy imperatorowej, i usłyszeć w Radomiu jak na urągowisko, że Ciołek malowanym królem pozostanie, im za to będzie wolno dalej zrywać sejmy pod łaskawą gwarancją wielkodusznej protektorki, o którą ją sami pokornie poproszą.

Odegrać się za konwokację i elekcję, użyć z kolei Rosji do swoich celów, tj. do przywrócenia na tron domu saskiego i do poniżenia Familii, stało się odtąd przewodnią dążnością republikantów. Wygrać, wyintrygować zarazem niepodległość zapragnęli ci spośród nich, którzy czuli nie tylko krzywdę rodową, ale i narodową. W ich liczbie Sołtyk chwycił sztandar samoobrony religijnej i powiewał nim nad całym narodem, jednocześnie próbując nastrajać Repnina przeciw reformom i Poniatowskiemu15. Szerzej i dalej w przyszłość patrzył jego rówieśnik, do czasu powściągliwy, ale wzbierający energią bojową Adam Krasiński, biskup kamieniecki.

W młodości zwiedził on Francję jako wysłannik konfederatów dzikowskich i wtedy poznał w osobie Fleury'ego dekadencję jej polskiej polityki. Dwanaście lat spędził ogółem nad Sekwaną, trawiony gorączką wielkiej kariery politycznej16, świadom świetnych początków domu Krasińskich za Zygmunta Augusta i współczesnej ich materialnej mizerii. Po powrocie przylgnął do Mniszcha. Dał się użyć za aktora do nędznej komedii trybunalskiej w pamiętnym procesie o Rokitno (1759) między kanclerzem Małachowskim a Mniszchem17, któremu już wkrótce zawdzięczał biskupstwo kamienieckie, a z czasem chciał zawdzięczać prymasostwo18. Jedno więcej czy mniej nadużycie sądowe, kilka czy kilkanaście zatrutych deputackich sumień - cóż to ważyło w namiętnej duszy prałata w porównaniu z jedyną otwierającą się perspektywą wywyższenia, skoro tylko przy boku Mniszcha można było wyzyskać szczęśliwy zbieg okoliczności - mianowicie romans królewicza Karola i potajemny jego ślub z kuzynką biskupa Franciszką Krasińską, starościanką nowomiejską!19 Tylko gdy inni sprowadzali swą filozofię życiową do chwytania dygnitarstw, posad i starostw, on tęsknił do rządu w znaczeniu zachodnioeuropejskim i dzieło Konarskiego powitał w imieniu "dobrych i rozumnych patriotów" jak najradośniej20.

Wszystkie te radości, szczytne i przyziemne - perspektywę prymasostwa, mitrę kurlandzką, co miała ozdobić skronie "kuzynki", władzę i sławę reformatorską - wydarli mu Czartoryscy. Biskup zapamiętał chwilę na sejmiku generalnym grudziądzkim 27 marca 1764 r., kiedy musiał z kwiatem możnowładztwa republikańskiego niepysznie ustąpić z pola walki przed błyskiem bagnetów familijnych i rosyjskich21, i dalsze gorzkie chwile22, kiedy słał bezsilne protesty do wszystkich monarchów, nie wyłączając samej Katarzyny II23. Śledząc zazdrośnie dzieła konwokacji i następnych sejmików, szukał był dziury w całym, alarmował Turcję24, jątrzył sejmiki przeciw reformom, o których gwałtowności, a zarazem niedorzeczności próżno usiłował samego siebie przekonać25. Kiedy powstała konfederacja radomska, Krasiński znalazł się w rzędzie najgłębiej wtajemniczonych kierowników ruchu i od razu zaczął dla tej kliki, tytułującej się poufnie "radą nieustającą" (conseil permanent), układać systematyczne plany działań: on to z podskarbim Wesslem wciągnął do ruchu głowę rodu Potockich, wojewodę kijowskiego, a potem 15 maja w błogiej nadziei, że już i Rosja, i naród mają dość Ciołka, wystosował do książąt Wettynów stanowczy apel, aby wyszli z rezerwy i nad pożądaną w Polsce pracowali odmianą26. On niczym główny szef sztabu po zawodzie kreślił w Radomiu27 i w Krystynopolu nowe dyrektywy dla radomian, on po wyjeździe pamiętnego poselstwa do Moskwy uczył Wielhorskiego, jakie ma stawiać kroki i w jakim kierunku28. Ciekawa to instrukcja - głównie jako przekrój odbywających się w głowie biskupa, i nie tylko u niego, przeobrażeń politycznych. Wciąż jeszcze wierzy prałat, że polityka polska, najlepiej w jego osobie, potrafi to, czego nie potrafili Czartoryscy, tj. zagra na różnych strunach osobistych interesów tuzów petersburskich, zagłuszy nimi rosyjską rację stanu, odrobi "awanturę Poniatowskiego". Sił nie mamy żadnych, nie pomoże nam z zewnątrz nikt, nawet Francja, której wpływ antyrosyjski w Wiedniu biskup uważa za szkodliwy dla Polski, bo spycha on Rosję z drogi pożądanego nawrócenia na program radomian; nie możemy nawet odmówić podpisu na prośbie o gwarancję, ale kto wie, może zgaśnie drugi poplecznik Poniatowskiego, Fryderyk Wielki, może formalna gwarancja otworzy oczy Turkom, to tymczasem dorośnie w Dreźnie elektor, i albo spadnie na nas maksimum szczęścia, albo przynajmniej królewicz Karol dostanie ordynację ostrogską i mocne w Polsce zapuści korzenie. Biskup się waha: czy straszyć Moskwę gniewem tureckim na wypadek, jeżeli ona swoją narzuci gwarancję, czy właśnie przyłożyć ręki do gwarancji, aby sprowokować Turków tym niebezpiecznym kawałkiem papieru29. Boi się biskup zmiany "wilka za ciołka", nierad by "dogadzać" "tolerancyjnym" zapędom carycy, boć "jest 30 familii w Moskwie, które prowadzą originem z Polski, a dystrybuta urzędów jest przy carycy moskiewskiej, nie byłoby tedy pięknie, żeby się senat moskiewski przeniósł do Polski, a my na Syberię...". I jeszcze jedna głęboka obawa: "Żeby praw naszych tak nie przewracano, aby rząd kraju, siła i sprawiedliwość na wieki upadła"30.

Ogromne stawki, ryzykowna gra, a przecież ciągle była to tylko gra z "despotą" Repninem, nie walka z Rosją, i tak samo traktował rzecz Sołtyk, nie mówiąc o innych matadorach radomskiej partii. Wciąż jeszcze nawet po pamiętnym dniu dudków uwijali się najżwawiej i zakażali całą robotę swym niezdrowym tchnieniem sprytni karierowicze, szachraje, jak wojewodzic Poniński, Szymon Kossakowski, główny inspirator Radziwiłła, jak owi koledzy Wielhorskiego z wielkiego poselstwa: Ludwik Pociej, Józef Potocki, Józef Ossoliński, wszystko słudzy własnych ambicji i pożądliwości, wszyscy sprzedajni i słusznie przez Krasińskiego wzgardzeni31. Lecz oto nastał nowy sądny dzień - wybory (24 sierpnia). Tu już mniej lało się wina, gdzieniegdzie lały się łzy32. Kościoły poobstawiane kozakami, przy każdym stole marszałkowskim komendant moskiewski z gotową listą posłów, twardy gwałt i żałosna skarga, oczy szeroko rozwarte w bolesnym przebudzeniu, wstyd i żal, bezsilnie zaciśnięte pięści... Coś ogromnego waliło się na głowy, coś potężnego kołatało w piersiach: to pohańbiona wiara katolicka, to podeptana złota wolność33 - szeptały rzesze, same jeszcze nie wiedząc, co tracą i czym się stają. Tu i ówdzie doszło do starć: w Wielkopolsce była próba zawiązania rekonfederacji34, z sejmiku halickiego Rosjan wyproszono35, z sejmiku kamienieckiego, gdzie areszt Czackiego i gwałty nad kasztelanem Stadnickim najsilniejsze zostawiły wrażenie, zbiegła pierwsza garść emigrantów na ziemię turecką, a ich emisariusz Makowiecki podążył ze skargą do chana36. Te dni miały znaczenie zwrotne. Szulerzy tracą głos, z conseil permanent wyłania się organizacja spiskowa pod Kajetanem Sołtykiem, a należą do niej - w świetle późniejszych rewelacji - Jan Klemens Branicki, Wacław Rzewuski, Mniszech, Wessel, Karol Radziwiłł, Potoccy z Franciszkiem Salezym, Marianem i Joachimem na czele, Adam Krasiński z bratem Michałem, podkomorzym różańskim, Franciszek Wielopolski, Paweł Mostowski, wojewoda mazowiecki37, Michał Suffczyński, kasztelan czerski, a pośród innych także Józef Pułaski, starosta warecki38. Narady odbywały się we wrześniu w Warszawie lub na jej przedmieściach; kilku szefów spróbowało wyłożyć na papierze plan wspólnego działania. Tak powstały: obszerny plan ogólny (plan général), projekt wojskowy, projekt rządu wewnętrznego (projet sur le gouvernement intérieur). Tekstu projektów nie znamy, ale wiemy, że poza Adamem Krasińskim, który je przeważnie pisał, współredaktorem był też Wacław Rzewuski39.

W nocy z 13 na 14 października płk Igelström porwał z pałacu Mniszcha głowę spisku, Sołtyka, jednocześnie z własnych pałaców zabrani zostali dwaj Rzewuscy40 i Bogu ducha winny, do sprzysiężenia niedopuszczony, bo bliski dworu i niedyskretny Józef Jędrzej Załuski41. Najniebezpieczniejszy spiskowiec Krasiński na 48 godzin przed zamachem uszedł z przedmieść Warszawy do Kamieńca42. Przebrany za lekarza, to znów ukryty w skrzyni, która służyła za siedzenie na chłopskich saniach, drżąc o los całego związku i jego papierów"43, wpadł do swych dóbr podolskich (Czarnokoziniec) i pchnął zaufanego księdza katolickoormiańskiego Hankiewicza do Stambułu (27 października) z listami o nowych gwałtach Rosjan. Wiadomości z Warszawy uspokajały przynajmniej na tyle, że Repnin nie zdołał nakryć wszyskich papierów sprzysiężenia. Więc prałat przebrał się z kolei za pruskiego oficera, jednego z tych, co kupowali konie remontowe na Ukrainie, i wiodąc cały tabun, zbliżył się znów między oddziałami Rosjan do Warszawy. W tej to podróży dojrzały zapewne ostateczne zarysy powstania, nawiązujące do poprzednich pism Krasińskiego, Rzewuskiego i towarzyszy. A oto ich osnowa44.

Przede wszystkim zwrócić uwagę całej Europy na groźne rozpanoszenie się Moskwy; Austrię i Prusy pouczyć, że Polska jest barierą Niemiec; zapewne cesarz nie zerwie ze starą zasadą solidarności z Moskwą, ale Fryderyk Wielki lepiej zrozumie niebezpieczeństwo. Wysłać tedy poselstwo do Berlina i do Wersalu; przez niego, biskupa, rzucić Turka do walki z Moskwą pod hasłem ewakuacji Polski (w myśl jeszcze traktatu nadpruckiego) i zwolnienia porwanych senatorów. Pod osłoną tureckiego korpusu zawiązać nowe konfederacje według projektu Rzewuskiego; Generalność utworzyć we Lwowie, przymierze zawrzeć z Portą, które dla uproszczenia sprawy i uniknięcia osobnych targów ze Stanisławem Augustem ogłosi jego i adherentów rosyjskich swoimi nieprzyjaciółmi. Zjazd generalny złoży sądy na opornych i nieprzystępujących, po czym natychmiast ogłosi tron dziedziczny w dynastii, którą powoła naród przez wolną elekcję (z zastrzeżeniem, że między kilkoma królewiczami wybór odbywać się będzie vivente rege); mocą tejże uchwały konfederackiej (sancitum) pójdą starostwa i królewszczyzny, owo źródło korupcji politycznej, na utrzymanie silnej armii, co podyktuje się w paktach konwentach przyszłemu wybrańcowi. Stworzywszy tak najdonioślejszy fakt dokonany, marszałek Generalności ruszy na Warszawę, zapewne już ewakuowaną z wojsk rosyjskich, i potraktuje Stanisława jak banitę45. A jak potraktuje swój wolny naród? Obojętnych wepchnie tureckim postrachem w ramiona konfederacji; burzliwych wcieli do stutysięcznej armii i pośle ją za Dniepr na podbój utraconych krajów, po czym, korzystając z wyludnienia szlacheckiej Rzeczypospolitej, narzuci na sejmie konwokacyjnym dalsze zbawcze reformy: stałe powiększenie wojska, reformę starostw, reformę administracji skarbowej i wojskowej, sposób skutecznego dochodzenia sejmów. Naród to wszystko przyjmie, nauczony ostatnimi wypadkami, zwłaszcza Repninowską gwarancją, że wolna elekcja oznacza po prostu utratę niepodległości.

Ledwo cząstka tych zamierzeń miała się ziścić - resztą los pokierował inaczej. Kiedy biskup kamieniecki przekradał się do Wrocławia46, śląc z drogi ostatnie instrukcje towarzyszom czynnym w Warszawie i na Rusi: aby działać z wielką powściągliwością i czekać na zapowiadany wymarsz Moskali, tych towarzyszy poprowadził innym torem inny przywódca, Józef Pułaski47. Człowiek wówczas sześćdziesięcioczteroletni, starosta warecki i pisarz nadworny koronny, oczywiście w obu funkcjach bezczynny, za to "prawnictwem" przesiąknięty do szpiku kości, odkąd z ofiarnej pracy w konfederacji dzikowskiej i pożytecznej orki sejmowej w obozie Czartoryskich przeszedł do pokątnej krzątaniny przy Branickim i Mniszchu, uciułał tłustą fortunę z kilkunastu miasteczek i blisko stu wsi. Dał się naznaczyć, jak tylu późniejszych barzan, piętnem konsyliarstwa w Radomiu i mimo uczestnictwa w spisku Sołtyka skończyłby może jak koronny Matuszewicz, tzn. jako człowiek przewrotny, homme pervers, według Stanisława Augusta, albo archifripon, według kanclerza Czartoryskiego, gdyby nim nie wstrząsnął i go nie odrodził brutalnym traktowaniem sam Repnin. Poszło najpierw o to, czy konfederacja radomska ma pertraktować z dysydencką toruńsko-słucką: gdy ambasador groził 50 000 wojska, starosta odparł: "Niech stanie sto tysięcy, naród wolny krew przeleje". Później jakiś ton czy gest Pułaskiego tak rozdrażnił Repnina, że podniósł nań rękę, co widząc, starosta chwycił za szablę48.

Ta chwila dziejowa dokonała cudu: z groszoroba Pułaski staje się rycerzem, z kondycji szaroziemiańskiej przechodzi do dziejowej arystokracji, do tych, co miasteczka i wsie, i wszystkie siły swej duszy oddają ojczyźnie. Ledwo pobrał ostatnią gażę konsyliarską w Warszawie, zbiega stamtąd do dziedzicznych Winiar, odkrywa tajemnicę trzem synom i bierze od nich na Mękę Pańską uroczystą przysięgę. Dwóch starszych, Franciszka i Kazimierza, wyprawia na Podole, sam z bratem biskupa, podkomorzym różańskim, zjeżdża na kontrakty lwowskie. Nie ulega wątpliwości, że obaj byli zdecydowani nie tylko agitować i zbierać składki, ale niezwłocznie dobyć szabli z pochwy, jak tylko sprzysiężenie ogarnie dość szerokie kręgi49. Ponieważ jednak entuzjazm kontraktowiczów był mierny, a komendant Lwowa Korytowski, wierny regalista, miał na przyjezdnych pilne oko, więc się usunęli do Kukizowa, na ściślejsze narady z Anną Jabłonowską, wojewodziną bracławską, arcybiskupem Wacławem Sierakowskim, kasztelanem kijowskim Janem Czarneckim50 i niektórymi innymi51. Wśród tych niektórych był Marian Potocki, ekskasztelan lubaczowski52, oraz Ignacy Potocki, starosta kaniowski, przeznaczony do misji dyplomatycznych na dwory drezdeński i wiedeński; za Ignacym miał się ruszyć Joachim, podczaszy litewski, za Joachimem Potoccy pomniejsi; dwaj tylko najbogatsi potentaci tego rodu, Franciszek Salezy, wojewoda kijowski, i Józef, krajczy, zachowywali się dwuznacznie. Z Białegostoku błogosławił i z cicha pomagał wuj pani Joachimowej Branicki, z Warszawy obiecywał swe milicje pogrążony, spętany przez Repnina Radziwiłł; składano się na pierwszy nervus belli53, ale to wszystko nie przesłaniało spiskowcom prawdy, że środki ich są szczupłe, że powodzenie zależy od niezbadanych zasobów energii narodowej - i od nieobliczalnej pomocy cudzoziemskiej. Gdy wiara ginie, któż miał ją ratować, jeśli nie katolicka Austria, zagrożona także dyzunicką agitacją na Węgrzech, Rosji i Prusom wroga? Więc do najbliższego przedstawiciela dynastii austriackiej, zięcia Marii Teresy, a naszego królewicza Albrechta, uradzono z Kukizowa ekspedycję54. Sprzysiężonych niepokoiło zniknięcie biskupa kamienieckiego, z którego wielkim planem nie wiedzieli, co począć. Słała doń umyślnego pani wojewodzina, biegał agent Kwaśniewski, ale stamtąd tylko krople wody padały na rozpalone mózgi. Im tymczasem ziemia drżała pod nogami, na każdym kroku groziły areszt i zdrada: dość powiedzieć, że kiedy Kwaśniewski spróbował uświadamiać załogę Kamieńca, komendant Kuczyński przeniknął robotę i pokarał oficerów aresztami, a żołnierzy rózgami i kajdanami55. W Krasnymstawie chorągiew polska bez rozkazu dała krwawy odpór najeżdżającym jej kwatery Moskalom56. Inni Moskale gwałtem zajechali dobra Potockich: Berszadę i Załoźce. "Godzina jedna może ożywić teraz, a godzina zgubić" - szeptano. "Deliberować już czasu nie masz, tylko przyłożyć starania i ile możności natężywszy rozum, wszelkich użyć sposobów do zjednania skąd tylko można pomocy"57. Temu przytaknąłby i ksiądz biskup. Ale Józef Pułaski na drugim zjeździe, w Dunajowcach, parł z determinacją do czynu. Uznając potrzebę zabiegów dyplomatycznych, ucieszyłby się z poparcia Francji czy Austrii, układał pisma do królewiczów, z których zwłaszcza Karola kurlandzkiego rad by powitać w obozie, ale przede wszystkim chciał mieć ów obóz. Czas już największy "własnej użyć gorliwości, cnoty i mężności. Mamy ludzi pod dostatek, mamy i mężów zgodnych do obrony wiary i wolności, trzeba tylko serca i rozumu zażyć, to przekonamy wszystkich nieprzyjaciół [...]. Zawołać in Dei nomine na gwałt i na ochotnika". Prudenter, strenue et audacter. Ułożył sobie teorię, że wybuch winien poprzedzić zakończenie sejmu i rozwiązanie konfederacji radomskiej (5 marca), więc zawczasu obliczał dziesiątki tysięcy do uzbrojenia, układał akta związku i "poprawionej konfederacji", manifesta, ekspedycje. Z jedną misją nie zwlekano ani chwili - w odpowiedzi na życzliwy wywiad Jakuba agi Radziewicza, gubernatora Bałty, wysłano do Krymu znanego nam Stefana Makowieckiego, z dokładnym wyliczeniem posiłków, jakich trzeba będzie na uwolnienie Szczęsnego Czackiego (kilka tysięcy), na obsadzenie "podejrzanych miejsc" (5000), na zajęcie Pobereża (10 000), na zepchnięcie Rosjan z Rusi w Krakowskie (15 000)...58

I poszły wici po całym Pobereżu dniestrzańskim, i odpowiedział im rumor nieustający, ze szczękiem czyszczonej broni, z rżeniem i tętentem koni, z furkotem proporców, z wtórem haseł, jakich nigdy nie słyszeli królewscy komendanci po zamkach59, Korytowski we Lwowie, Kuczyński w Kamieńcu, Dzieduszycki nad partią podolską koło Zaleszczyk, Woronicz nad ukraińską w Białej Cerkwi. Starosta warecki obleciał Kaletyńce, Deraźnię, Hołubecze, wiele innych dworów własnych i sąsiedzkich, krzesząc ogień na prawo i lewo, wreszcie w asystencji dawno zaciągniętych Kozaków nadwornych przybył 28 lutego do Baru. Tu się otwiera istny "wielki tydzień Polaków", którego zewnętrzną historię wypełniają czyny następujące60.

Rankiem 29 lutego podczas uroczystego nabożeństwa u karmelitów nadchodzi wieść, że podkomorzy różański zbliża się do Baru. Wysłany na spotkanie z kawalkadą starościc warecki - zapewne Kazimierz Pułaski - sprowadza przyszłego szefa in comitatu numeroso. Obiad powitalny u starego Pułaskiego. Posiedzenie na zamku z udziałem innych konsyliarzów tudzież osób do konfederacji radomskiej nienależących. Krasiński, proszony o ujęcie kierownictwa, zagaja obrady, przytacza pobudki do ratowania wiary i wolności i dziękując obecnym za chwalebną rezolucję, zagrzewa wszystkich do jedności. Wszyscy postanawiają zawiązać konfederację na poprawę radomskiej pod przymusem czynionej i mocą oręża rosyjskiego gnębionej. Krasiński podnosi laskę i mianuje konsyliarzów z Małopolski, Wielkopolski oraz Litwy, regentów i sekretarza w osobie Jacka Antoniego Kochańskiego. Następują przysięgi, a po nich właściwy reżyser, Pułaski, wymownie i starannie precyzuje hasła ruchu i jego stosunek do wygasającej roboty radomskiej. Wszak i on sam do niej należał, i książę marszałek Radziwiłł, ów mąż niezmazanej wiary, wszedł w konfederację podlaską (przed Radomiem) dla obrony wiary i wolności oraz przywrócenia praw starodawnych, zwłaszcza prerogatyw władzy hetmańskiej. Lecz tam o dogadzaniu dysydentom ani o gwarancji nie było mowy; Radom i Warszawa stały się widownią gwałtów, na sejmie zignorowano opozycje i kontradykcje, chwytano posłów i senatorów, więc wszystko, co się stało od zjazdu radomskiego, są to actus scandalosi, irriti et inanes. Mówca solidaryzuje się moralnie z lepszą częścią radomian, ale ich dzieło wymuszone uważa za niebyłe.

Zgłasza się zaraz mile widziany gość, ów Jakub aga, pełnomocnik baszy benderskiego, oddaje ekspedycje, odbiera dzięki. Kancelaria wygotowuje listy wierzytelne dla Stefana Makowieckiego, jako przyszłego posła konfederacji w Stambule (na razie bawił on w Bachczysaraju). Następne dni zajęło odbieranie dalszych przysiąg od zjeżdżającego ziemiaństwa, redagowanie i rozsyłanie pierwszego uniwersału, wycieczka do Deraźni i Michałowiec, ściąganie pierwszych chorągwi komputowych [należących do wojsk etatowych, zaciężnych - przyp. red.]. W piątek 4 marca nowa uroczystość: grają dzwony w różnych kościołach dla uczczenia patrona Korony Polskiej, św. Kazimierza, śpiewają chóry, a pan starosta warecki bije się w piersi pod konfesjonałem u oo. franciszkanów. Dziś jego dzień - dzień utworzenia na tymże zamku barskim związku wojskowego. Przy kotłach i trąbach, z rozwiniętymi chorągwiami, a niektóre oddziały z krzyżami na czele, ciągnęło wojsko za miasto i byli tacy, co widzieli orła białego szybującego w górze hen ku zachodowi. W utworzonym kole stanął Krasiński za stołem, jako rotmistrz pancerny, i zagrzewał wojsko do wspólnego z Rzecząpospolitą sprzymierzenia się. Przez aklamację powołany do laski starosta warecki (jako towarzysz husarski) pod wezwaniem mocnego i strasznego Boga, ręce i głos wznosi do nieba i łzy wylewa obfite: "Niech będzie pochwalony Bóg, którego dzielność, miłosierdzie i opatrzność najwyższa nad królestwem naszem, w smutnym i okropnym stanie zostającem, nieograniczona i niepojęta. Bóg i Pan mocny i straszny, a oraz miłosierny Ojciec, Dominus Exercituum, którego mocy i władzy wszystkie mocarstwa ziemskie i najogromniejsze obozy i wojska są podległe [...].

W Tym największa ufność i nadzieja, nie wojska bowiem ani ludzi mnóstwo zwycięstwa daje, ale ta Wszechmocność, która jednem słowem wszystko stworzywszy, jednym momentem i jednem skinieniem nieprzyjaciół wiary i Kościoła zetrzeć, zniszczyć, zawstydzić i poniżyć może [...].

Niech nam Bóg będzie pomocą, tarczą i puklerzem w każdych utarczkach i potyczkach wojskowych. Niech Kościół swój święty, wiarę i wolność naszą, którą w narodach wsławieni jesteśmy, mocą, potencją i opatrzną łaską swoją wspiera. Niech nam św. Kazimierz, królewicz i patron Polski, w wielu wojnach i niebezpieczeństwach doświadczony, dziś za patrona uroczystości wezwany i postanowiony, hetmani w potyczkach, podjazdach i utarczkach wszelkich z nieprzyjaciółmi wiary i wolności".

Zsiadło rycerstwo z koni i ślubowało marszałkowi nieodstępną wierność i posłuszeństwo. Nastąpił objazd. Okrzykom "Vivat marszałek!" nie było końca. Krasiński i Pułaski ruszyli przodem do miasta, a wojsko prowadził nowy regimentarz, Wawrzyniec Szeliga Potocki. Odprawiono dziękczynne nabożeństwo: kiedy ksiądz proboszcz dereżański położył na cudownym ołtarzu Matki Boskiej szable dwóch szefów, Pułaski padł krzyżem na ziemię i płakał61, rycerstwo szabel dobyło z pochew, śpiewano Te Deum i psalm Do Ciebie, Panie, i Kto się w opiekę, a z zamku działa biły nieustannie. Po obiedzie odbyły się sesje: konfederacka cywilna w zamku, a wojskowa u franciszkanów; na tej ostatniej spisano akt związku wojskowego. Nazajutrz znów sesja wojskowa u franciszkanów, po mszy z komendantami, oficerami i kompanią, poświęcona układaniu listów do sułtana, chana, paszów chocimskiego i benderskiego oraz do hetmana wielkiego koronnego. Wojsko wyraża chęć akcesu do konfederacji cywilnych, co wnet mile przyjęto i wykonano. Na sesji wspólnej Michał Krasiński przedłożył potrzeby publiczne; odczytano ekspedycje, m.in. do papieża i do dworu drezdeńskiego. W niedzielę zorganizowano pułk "pod znakiem krzyża św., kawalerów na obronę wiary i wolności sprzymierzonych"; miał on liczyć 13 chorągwi husarskich lub pancernych i 6 lekkich, razem w liczbie 2000 towarzystwa i pocztów.

Iluż ich było tych pierwszych powstańców w dziejach naszej martyrologii, czy naprawdę z początku tylko ośmiu, jak chce Rulhi?re, i kto im przewodził? Prawdopodobnie ośmiu było pierwszych zaprzysiężonych przez Pułaskiego jeszcze pod Warszawą, po czym propaganda szła szybko. W pierwszym porywie entuzjazmu powstał związek "prawowiernych chrześcijan" katolicko-rzymskich, zakonom pokrewny, a do czasu tajemny. Przypuszczalnie doborową część tego bractwa stanowili kawalerowie krzyża świętego, z których później utworzono kadrę owego pułku. Istotne punkty obowiązków sprzysiężonych były następujące:

"Wiary świętej katolickiej własnem życiem i krwią bronić! Żadnych gwałtów, rabunków między katolikami, żydami, lutrami nie czynić. Komendy choćby z azardem życia słuchać", sama zaś komenda ma surowo zakazać, aby w obozie żadnej kobiety nie było. "Chorągwi czy to dwóch pryncypalnych (Pan Jezus ukrzyżowany na lamie złotej lub srebrnej, Najświętsza Matka na takimże dnie), czy zwyczajnych (ze znakiem krzyża) bronić do ostatka, trup po trupie padając. Hasło generalne: Jezus Maria. Żadnej korespondencji ani porozumienia nie mieć ani z nieprzyjaciółmi wiary, ani z nieprzysięgłymi katolikami. Sprzysiężony rycerz nie powinien mieć więcej koni, tylko parę; pistolety, pałasz, proporczyk, pocztowego, kogo stać będzie, oraz znak krzyża św. na boku lewym i czapkę według dawnego modeluszu, wierch pąsowy, nadto gotową powinien mieć z sobą czapkę tatarską wysoką, a mundur zielony lub granatowy, więcej zaś ekwipażów ani wozów nie wolno, oprócz komendantów [...]. Płaca nasza Chrystus i opatrzność jego najświętsza, który zaś będzie w sytuacji wsparcia i dopomożenia drugiemu, obligowany jest do pomocy. Furaż nie większy, prowiant ma być wybierany tylko gdzie generalna komenda brać i wiele każe. Komendant ma być obrany z serca i afektu, inni oficerowie przez losy - każdy komendant ma przysiąc na wierność, miłość i posłuszeństwo. Żaden luter, kalwin, syzmatyk nie będzie przypuszczony do konfederacji. Sekretów nie objawiać ani żonie, ani matce, ani żadnej kobiecie. Na zdrajców śmierć i kara. Pieczęć: na piersiach orła Pan Jezus ukrzyżowany i pałasze w szponach z napisem: albo umrzeć, albo zwyciężyć"62.

Ilu konfederatów podpisało akt 29 lutego, nie wiemy: 4 marca pod aktem związku figuruje już podpisów 298, a były to niemal bez wyjątku te same osobistości, które przedtem wybierały Krasińskiego, boć na kresach większy procent szlachty służył w kompucie, niż to bywało w innych dzielnicach Rzeczypopolitej. Są wśród związkowców: komendanci, pułkownicy, kapitanowie, rotmistrze, porucznicy, chorążowie i inni prości towarzysze i jeszcze prostsi szeregowcy czy też pachołcy; urzędnicy ziemscy, synowie urzędników, milicjanci nadworni, wśród masy średniej szlachty o sarmackich nazwiskach, nazwiska takie, jak Wendorf, Kayser, Kolchner, Szychart, Ferenc oraz inne polskie, ale plebejskie; w tłumie koroniarzy garść przybyszów z Litwy63.

Z chwilą jawnego wystąpienia musiano przejść od symboliki do obmyślania środków realnych i od zobowiązań moralnych do przepisów organizacyjnych, które by obowiązywały także i nierycerzy krzyża świętego. Zawarto je w czterech aktach podstawowych, dwóch natury wewnętrznej: akt konfederacji barskiej 29 lutego ("Kiedy wolne i niepodległe") oraz akt związku 4 marca ("Jako każdemu w wolnym narodzie urodzonemu") - i dwóch skierowanych do ogółu (uniwersał Michała Krasińskiego 5 marca "Przy tak okropnym" i uniwersał Pułaskiego 4 marca "Kiedy z woli i przeznaczenia"). Na pierwszy rzut oka jedne i te same wszędzie przytoczono motywy, jednakowe skargi na gwałty i podstępy Moskwy i jednakie rozsyłano wezwania. Przy bliższym wejrzeniu ujawnia się odmienny duch podkomorzego różańskiego a pisarza koronnego. Krasiński czule wspomina dobrego i pobożnego Augusta, okropności datuje od bezkrólewia, winowajców Polaków pomawia o wyniosłość, nienawiść i ambicję, wydobywa na wierzch krzywdy osobiste64; po czym gładko tejże ambicji i nienawiści, już skojarzonej z despotyzmem Repnina, przypisuje niepraktykowane uciski doby radomskiej. Jest to kłamstwo świadome czy złudzenie mimowolne? Ani jedno, ani drugie. Mamy tu do czynienia z okłamywaniem samych siebie, bardzo naturalnym w osobie Michała Korwina na Krasnym Krasińskiego, który tonącego w orgiach zemsty i rozpusty księcia Panie Kochanku czyni w Warszawie jakimś więźniem stanu pod strażą moskiewską jęczącym, sam też widocznie dla utrzymania ciągłości z Radomiem65 zagaja robotę, jako przedradomski marszałek ziemi ciechanowskiej, i laskę obiecuje piastować, jako substytut, póki jej nie zwróci w godne Radziwiłłowskie ręce i do akcesu wszystkich marszałków, konsyliarzy oraz posłów 1767 r. zaprasza. Podpisał wprawdzie ten akt i Józef Pułaski; jednak tam, gdzie on sam gospodaruje, w związku wojskowym, słychać mowę odmienną: "A jako konfederacji radomskiej i wszystkich aktów [...] pod bronią moskiewską [...] wyciśnionych [...] wyrzekamy się, wdzięcznie przyjmujemy konfederację barską [...], sami też konsyliarzów przysięgłych ad gremium konsyliarzów konfederacji naznaczamy i deputujemy"66.

Organizacja powstańcza, od króla niezależna i majestat jego ignorująca, nie mogła obejść się bez zniweczenia władz i sił państwowych popadłych w zależność od Moskwy i ustanowienia na ich miejscu nowych, niezawisłych. Akt barski kasuje tedy wszystkie akty wymuszone pod pretekstem konfederacji lub sejmu uczynione "wbrew zamiarom" (contra mentem) Rzeczypospolitej, wbrew kontradykcjom (Chreptowicza i Sołtyka - o Wybickim jeszcze nie wiedziano), wbrew prawom i wolnościom narodowym; sięgając dalej, poza rok 1767, przywraca wszystkie prawa, na których wiara, wolność i urzędy, osobliwie władza hetmańska się wspiera, uwalnia od obowiązków wszystkich posłów, marszałków i konsyliarzy radomsko-warszawskich, jako niemających już żadnej wolności i bezpieczeństwa. Zawiesza sądy zwyczajne od ziemstwa do trybunału i asesorii włącznie, zamiast których ustanawia sąd generalny konfederacki; znosi kurs, czyli obowiązujący wymiar czopowego-szelężnego, oraz innych podatków, przywracając je do dawnego stanu, tj. zwracając podatek od napojów województwom na ich domowe potrzeby. Tak samo znosi nowe opłaty od soli suchedniowej, którą województwa otrzymywały półdarmo z królewskich kopalń lub warzelni, i przywraca niższe opłaty dawne. Monecie dawnej, augustowskiej przyznaje, a właściwie próbuje przyznać, w sposób bardzo lekkomyślny i demagogiczny, dawną nominalną cenę, z przekreśleniem wszelkich redukcji, a więc i tych, które ogłosili podskarbiowie za Augusta III.

Siłę polityczną nowego ruchu utworzy cały naród wezwany do osobistego akcesu, bez żadnego wyjątku dla osób podejrzanych. Siłę wojskową z różnych chcą barzanie złożyć pierwiastków: z milicji ordynackich ostrogskiej, zamojskiej i myszkowskiej, z prywatnych zaciągów magnatów, ze starodawnej milicji sołtysów, nieistniejącej od czasu skupu sołectw, tj. od XV-XVI w., z łanowych pachołków, jakich dostarczą starostowie; nadto rozpisują wszędzie "wyprawy" po jednym żołnierzu zbrojnym z 10 włók folwarcznych albo od 10 poddanych; pospolite ruszenie parokrotnie zastrzegają sobie na później, gdy już władzę nad większym obszarem kraju obejmą. Bliżej określi te powinności rada generalna konfederacji barskiej, jako władza naczelna Rzeczypospolitej; kilkuset ludzi narzuciło swą wolę wszystkim województwom i tylko konsyliarzy zaprasza do siebie z ich łona.

W takiej posturze, z takim rynsztunkiem szła w kraj konfederacja barska, cała rozmodlona, cała zasłuchana w proroctwa i kazania ojca Marka, karmelity, niosąc na piersiach ogromne ryngrafy, śpiewając improwizowane psalmy i zagrzewając siebie na pół biblijnymi słowy: "Pomnijcie na dzieła ojców waszych, którymi się wsławiali w upokorzeniach swych, a nabędziecie chwały wielkiej i imienia wiecznego, niech nas nie upadla i nie wzgardza hardość i duma nieprzyjaciół". "Niepożyteczną nam by odstąpić sprawy i interesu Boskiego. Teraz więc obstawajcie przy prawie i dajcie dusze za testament ojców waszych, to jest wiary i wolności".

Ostatnie zdanie żywcem wyjęte z niedawnej mowy Kajetana Sołtyka... Ale jeżeli biskup w manifeście, który wydał z niewoli 24 października, próbował jeszcze politykować, imperatorową z winy gwałtu repninowskiego oczyszczał, owieczki swe do biernego tylko oporu zachęcał, a gwałtowną "imprezę" odradzał, to barzanie właśnie szli na śmierć lub zwycięstwo, rozpoczynali rewolucję narodową. Szli na odparcie przemożnego wroga, na podbój duchowy reszty narodu, nie wiedząc, że czeka ich trzecie jeszcze zadanie - przezwyciężenie samych siebie.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 Por. W. Konopczyński, Narodziny nowoczesnej idei niepodległości w Polsce 1733-1775, referat nadesłany na V Zjazd Historyków Polskich w Warszawie 1930 r., Pamiętnik Zjazdu.

2 Jeżeli też młody Ostroróg na myśl o postawie papieża wobec Polski unosi się uczuciem obrażonej dumy narodowej, to trzeba w tym widzieć raczej odgłos husytyzmu, raczej odbicie chwilowych zadrażnień z doby Piusa II, nawet echo książkowych sugestii zaczerpniętych z Francuza Dubois niż wyraz masowych uczuć ogółu polskiego.

3 Jak słusznie podkreślił Korzon (Dola i niedola J. Sobieskiego, I, s. 111).

4 Nieznane orędzie S. Leszczyńskiego, "Kwartalnik Historyczny" 1929, s. 543. Wydawca, A. Kirszbraun, mylnie odnosi to pismo do momentu poelekcyjnego.

5 "Rzplita ma z Bożego prawa swoją władzę najwyższą, względem nikogo nie zobowiązaną, podobnie jak mają swoją władzę z Bożego prawa [...] inne królestwa i cesarstwa".

6 A.M. Potocki, wojewoda bełski, do M. Radziwiłła (?) 12 VI 1733: "A tak z pluder nie wyliziemy nigdy, et cavendum, żeby sensim nie poszła Polska in regnum successivum Domowi Saskiemu" (AON).

7 W. Konopczyński, Polska a Turcja, rozdział VI.

8 W. Konopczyński, Polska a Szwecja, s. 140-167.

9 Waliszewski, Potoccy i Czartoryscy, s. 84; W. Konopczyński, Sejm grodzieński, Lwów 1907, s. 102.

10 W. Konopczyński, Polska w dobie wojny siedmioletniej, I, wstęp i rozdział II.

11 Tamże, zwłaszcza II, s. 158. W. Konopczyński, Z dziejów naszej bezpartyjności, [w tegoż:] Mrok i świt, s. 170; Materiały do dziejów polityki Familii, "Kwartalnik Historyczny" 1911.

12 Akta tej konfederacji w rkps. Cz. 831. Schmitt, Panowanie Augusta, I, s. 288.

13 Listy Mariana P[otockiego] do K. Radziwiłła ze Stanisławowa 27 i 30 lipca rozwodzą się o łamaniu prawa przez Czartoryskich, nachyleniu wolności, sprowadzeniu ludzi zagranicznych; "pseudosejm" konwokacyjny grozi "ostatnim ojczyzny upadkiem"; Strzemeski zrobił konfederację podolską, licząc na konwój od Radziwiłła (AON).

14 Oskierko, przysłany przez Czart[oryskich] do Petersburga przed konwokacją na żądanie carycy, nie chciał prosić o wojsko rosyjskie, chociaż go do tego zmuszał Panin; bądź co bądź w instrukcji jego Michał Cz[artoryski] przyznał Rosji z tytułu sąsiedztwa prawo interesowania się wolnością polską. O tym Osten, poseł duński, 22 V 1974 z Petersburga (AKop.).

15 S[ołtyk] do Wielhorskiego 30 VIII: "Książę kanclerz litewski zawczoraj będącemu u siebie ks. Wyrwiczowi, jezuicie mazowieckiemu, mówił: Dla Boga, pracujcie teraz koło wiary, macie kredyt u tylu Panów, nakłaniajcie ich do odporu Dysydentom etc.; dosyć, że ja predykować lepiej nie potrafię, jak on czynił. Po tym mówił: Ma książę Radziwiłł faworyta jezuitę, co z nim był w Dreźnie, namawiajcie go, aby perswadował i nakłonił księcia Radziwiłła, aby nie wierzył Moskwie, bo ta wszystkich zdradza, jak graeca fides, ale niechaj się z królem i z nami pojedna, a będzie prędzej i do honoru, i fortuny przypuszczony, a gdy z nami będzie trzymał, to może drwić z Moskwy. Nie jest to bajka, ale rzecz rzetelna, zaraz to prymasowi powiedziałem, aby tego jezuitę do siebie wokował, żeby mu się przyznał i żeby potym książęciu Repninowi doniósł" (AM).

16 Listy A. Kr[asińskiego] do ojca z Paryża 11 VI, 27 VIII 1736, z Rzymu 25 V, 8 i 20 VII 1737 (BOK). Durfort, ambasador francuski w Wiedniu, pisze o nim 9 VII 1768, że wychowanie otrzymał w Paryżu (AE).

17 W. Konopczyński, Polska w dobie wojny siedmioletniej, II, s. 40.

18 Lettre sur l'an 1769 (BOK 2954).

19 O tym najnowsza praca W. Mrozówny Brablecowej, w rękopisie.

20 A. Kr[asiński] do S. K[onarskiego] w załącznikach do II tomu O skutecznym rad sposobie.

21 Mejbaum, Generał pruski w Grudziądzu, [w:] O tron Stanisława Augusta, Lwów 1918, s. 27 i n.

22 Na rok przedtem pilnował z powodzeniem ufundowania trybunału wileńskiego pod władzą Radziwiłłów.

23 Pismo 13 senatorów z 13 IV, kopia przy depeszy Saint Saphorina (AKop.), Acta primatialia (BUW 211).

24 W. Konopczyński, Polska a Turcja, rozdział VIII.

25 Zob. jego list na sejmiki mazowieckie z Krasnego 19 VII 1766 i kopię responsu od ziemi różańskiej na list prymasa w AD przy relacjach Essena, oraz w BAU 314. O roli Krasińskich w 1766 r. rapport du col. Aloy 5 VIII (AD), listy A. Jabłonowskiej i innych przyjaciół (BCz. 836).

26 Oryginał w AD. Sam Kr[asiński] wybierał się wtedy do Drezna, a za cel stawiał sobie le changement du sort księcia Karola, list do Aloy'ego 15 VII z Opola (AKron.). Pisano podówczas do Mniszcha 16 i 17 VII, że biskup kamieniecki "w Opolu bardzo chory z niejakimi wariacji zmysłów znakami" (BAU). F. Krasińska czuwała nad robotą w Radomiu. J. Pułaski do Mniszcha 5 VII (BAU 1744).

27 Przypomina to w odezwie do Generalności 8 XI 1770; Schmitt, III, s. 448.

28 Sołtyk do Wielh[orskiego] 21 IX, z adnotacjami Repnina (AM).

29 W tych właśnie dniach A. Kr[asiński], W. Rzewuski i F.S. Potocki posłali do sułtana skargę na Repnina. Wiadomość o tym u Sołowjowa (Istorija Rossii, ks. VI, s. 501), z korespondencji Obrezkowa.

30 A. Kr[asiński] do Wielho[rskiego] 19 VIII (AM).

31 Wyborne charakterystyki ich w Lettre sur l'an 1769; Ponińskiego prześwietla całkowicie jego memoriał dla elektora saskiego z 21 VIII 1770 w BMŁ; cenna także mowa do króla od konfederacji radomskiej 14 VII z pochwałą gwarancji (AGW, misc. IV, 15, 1, 16); o towarzyszach dużo znamiennych szczegółów w relacjach Essena (AD).

32 Przypisy do rozprawy A.M. Skałkowskiego, Biskup Sołtyk, [w:] O cześć imienia polskiego, s. 85; Szujski, Dzieje Polski, IV, s. 420-421; Kraushar, Książę Repnin i Polska, I, s. 324. Memorandum Wielhorskiego, 1770-1771. Żurnał Kreczetnikowa, Cztienija obszczej istorii i driewnostiej Rosii, III, Moskwa 1863. Opisy i diariusze sejmików łuckiego, rawskiego, bracławskiego, poznańskiego w papierach Czackiego (BCz. 1172). W Repninowskim spisie posłów na sejm 1767 jest 134 "dobrych" (za 37 korol otwieczajeť), 58 niepewnych, 44 "złych"; do dobrych należą M.J. Pac, Dzierżanowski i Kossakowski (AM).

33 Siedem psalmów w obronie złotej wolności, wyd. J. Kozłowska, "Przegląd Historyczny" 1913 (XVII), s. 368 i n.

34 Jakubowski do Choiseula 17 IX (AE).

35 Relacja sejmiku halickiego 27 VIII (BCz. 660).

36 T. Dzieduszycki do J. Ogrodzkiego 25 VIII: Makowiecki "zawsze niespokojny, źle myślący i złośliwy człowiek" zerwał obrady, zwołał inny sejmik; "Potoccy rozgłosili, że to Repnin popiera Dzieduszyckiego, tymczasem komunikował mi star. smotrycki list od woj. kijowskiego, w którym wyczytałem, że w. kij. obliguje, ażeby podług podanych punktów od ks. Repnina instrukcja posłom była napisana, gdzie wyraża, że biskup krakowski i prymas są tego zdania" (BCz. 660). Essen 12 IX (AD).

37 Według doniesienia, które król otrzymał na jesieni 1768 r., M[ostowski] "był najpierwszym początkiem do związków i różnych bontów swywolnych [...], rezydując tu w Warszawie rok teraz: [...] wojewoda mazowiecki w swoim pałacu na Nowem Mieście ustawiczne miewał konferencje potajemne z p. Krasińskim, podkomorzym różańskim, z p. Pułaskim, starostą wareckim i z innemi ichmciami, których na noc zawsze zjeżdżało dosyć do pałacu jego na Nowe Miasto, którym dawał zawsze rady, jakim by sposobem mogli te związki i bonty podnieść [...] pieniędzy dał p. Krasińskiemu [...] pod pretekstem kupna dóbr 150 000 na początek tych związków"; zaraz potem Kr[asiński] i P[ułaski] wyjechali na Ukrainę (AAU 1145).

38 Dawniej znane, ogólnikowe wersje o spisku przedbarskim (Rulhi?re'a, Murraya, Wodzickiego) zaćmiewa ścisłe zeznanie, złożone ambasadorowi Wołkońskiemu w kwietniu 1771 r. przez J. Bierzyńskiego: "Avant que les év?ques, le général de camp et le nonce ont été pris et transportés en Russie, il y eut une conspiration a Varsovie et on projeta d?s lors m?me la confédération de Bar et la jonction des personnes". Niewiarygodne jest natomiast opowiadanie Beniowskiego o spiskowcach, co go zaprosili w lipcu 1767 r. z Węgier na wodza (Voyages et mémoires, I, s. 4-5). O koniuracji przedbarskiej Sierakowski "wieszczym duchem" mówił pod koniec sejmu J. Łopacińskiemu, list tegoż do brata Mikołaja 25 III (BWil.). Inne ogólnikowe wiadomości u Puttkamera. Zebrania u Sołtyka i Rzewuskiego 9 X, które zadenuncjował ks. Nauszczyński, nie miały, zdaje się, charakteru konspiracji (Żurnał Kreczetnikowa, s. 59).

39 Le plan de la Confédération en abrégé (AE Pologne 291, s. 450).

40 Opis wzięcia senatorów u Morawskiego, Materiały do konfederacji barskiej, s. 1-10. Por. K. Rudnicki, Biskup Kajetan Sołtyk, s. 179. Stanisław August przypisuje inicjatywę tego gwałtu Podoskiemu, a udział w nim S. Brzostowskiemu; w korespondencji Repnina dowodu na to nie znaleźliśmy.

41 Mémoires Stanisława Augusta, I, s. 582: Załuskiego wzięto przez nieporozumienie, zamiast Turskiego, biskupa łuckiego.

42 M. Lubomirski do J.K. Br[anickiego] 24 X 1767 (ARos.). W AM nie ma zresztą żadnej wzmianki o postanowionym przed 13 X zaaresztowaniu A. Kr[asińskiego].

43 Informacje o tym u Rulhi?re'a, III, s. 1 i n., pochodzą wprost od biskupa kamienieckiego. Uboczne, ale nieraz cenne światło rzucają na te obroty listy Tadeusza Dzieduszyckiego z 12 XI, 21 I, 9 II oraz oficera J. Lubońskiego do tegoż ze Żwańca 13 XII (BCz. 660). Por. Saint Saphorin 11 II (AKop.); Silva rerum S. Syrucia (BOK). Jakubowski 22 lutego (AE). Datę wyjazdu Hank[iewicza] ustalamy według listu Lubońskiego do Dzieduszyckiego 10 I: proboszcz ormiański wrócił do Żwańca 22 XII po ośmiu tygodniach niebytności, wyjeżdża ostatecznie 1 I (AM).

44 Z zestawienia planu w AE Pologne 291 oraz Systema en abrégé, które ogłosiliśmy w Wyborze tekstów (Bibl. Narodowa nr 102), wynika, że pisma te odzwierciedlają program A. Kr[asińskiego] w jednym i tym samym stadium rozwoju; wersja francuska wydaje się nieco wcześniejsza niż polska.

45 Tak w Systema, punkt 10 planu przewiduje, że marszałek generalny pośle armię koronną ku Ukrainie z dodatkiem innej (la mieux disciplinée) "pour en former un corps de 25-30 mille", potem zwoła uniwersałem tous les états, aby razem było 72 000, "et employera cette armée selon le project militaire chap. 3".

46 Pożegnał diecezję 4 I, bo 4 I 1769 pisze do niewiadomej osoby, że to rocznica jego wyjazdu (BCz. 836). Przybył do Wr[ocławia] w końcu stycznia, bo 8 II wie o tym G. Brzostowska w Warszawie (list do biskupa w BCz.).

47 W. Konopczyński, Kazimierz Pułaski. Życiorys, s. 3-8, 15-16, na podstawie rozbieżnych na pozór, ale dających się krytycznie wyzyskać i uzgodnić opinii lub świadectw Stanisława Augusta, Rulhi?re'a, Taul?sa, anonima cudzoziemca czy też dysydenta (rkps BOK 2954) etc., przy uwzględnieniu materiałów zebranych w t. VIII Złotej księgi szlachty polskiej przez historyka K. Pułaskiego.

48 Rulhi?re, III, s. 3 i n., za nim Murray w Materiałach Schmitta, I, s. 157 i n.; Stanisław August w Mémoires, I, s. 604, wspomina nawet o kopnięciu P[ułaskiego] przez Repnina.

49 S[ołtyk] mówił później w maju 1771 wobec wielu członków Generalności: "po wtóre przysiągłszy u mnie w domu będącym 1768 anno w dzień sam Nowego Roku, jak jechali na rozpoczęcie konfederacji w Barze" (Os. 3382). Widocznie P[ułaski] i Kr[asiński] jechali do Lwowa przez rezydencję S[ołtyka], aby zdążyć na Trzech Króli.

50 Diariusz niewoli Szcz[ęsnego] Czackiego 27 I 1768 (BCz. 1173). Gérard 28 VIII 1771: Cz[arnecki] "un des premiers moteurs... de la c. de Bar" (AE).

51 List J. P[ułaskiego] do A. Kr[asińskiego] z 22 I u K. Sienkiewicza w Skarbcu historii polskiej, I, s. 168-172, nie mógł być napisany we Lwowie, skoro w nim mowa o wydobyciu się z Warszawy i Lwowa dla zniesienia się z A. Jabłonowską i innymi spiskowcami; zdanie: "tu z ks. arcybiskupem lwowskim zjechaliśmy się" wskazuje też miejsce poza Lwowem. Otóż wojewodzina, jak wiemy z jej listów do T. Sapieżyny (Arch. Sapiehów w Ossolineum), od 5 I bawi w Kukizowie, skąd wyjeżdża po 8 II do Mariampola. O jej inicjatywie w konfederacji barskiej patrz: Z pamiętnika konfederatki T. Sapieżyny, s. 90-91. Kukizów był tedy chwilowo miejscem, "z którego najwięcej oświecenia, rezolucji i pomocy". Październikowe listy księżna datuje z Kocka, potem jest "w obrotach"; otóż w Kocku urządzała ona zebrania spiskowe, o których pisze marszałek chełmski Wereszczyński do A. J[abłonowskiej] w początkach 1771 r.: "Początek się wywił w domu JOWX Mci Pani", Bibl. Narodowa nr 102, s. 102. Identycznie pisze dyplomata angielski Langlois z Wiednia 18 XI 1769: "The Bar Confédération was planned in her house" (RO). Nazywano ją konspiracyjnie Madame de Baver.

52 M. P[otocki] do A. Kr[asińskiego] 3 II 1772: pierwszy z rodziny wyrwał się z Radomia do Baru (BCz. 947).

53 Gdyby wierzyć zeznaniom J. Bierzyńskiego, to w pierwszej składce uczestniczyli Mn[iszech], F.S. P[otocki], J.K. Br[anicki], A. Jabłonowska, Maria Lubomirska, ale właśnie Anna Jabłonowska pisze do A. Kr[asińskiego] 10 II: "bogatsi dać nie chcą" (BCz. 942). Zwydatkowali się na Radom: Mn[iszech] 15 000 dukatów, Józef Potocki jeszcze więcej, Essen 15 VIII 1767 (AD).

54 List J. Puł[askiego] do A. Kr[asińskiego] 22 I, zapewne z Kukizowa, oraz późniejszy, 5 II z Dunajowiec, zapewne do W. Sierakowskiego, w Skarbcu K. Sienkiewicza, I, s. 168-175, oraz w Złotej księdze, VIII, s. 201-204.

55 Ksiądz Rakoszewski do A. Kr[asińskiego] z Czarnokoziniec 2 III (BCz. 942). Przygotowywał ten spisek Michał Krasiński, który 14 I bawił w Kamieńcu, zob. list Lubońskiego do Dzieduszyckiego z 16 I (BCz. 660).

56 Złota księga, s. 203, ekspedycja Makowieckiego (BCz. 945).

57 List bez podpisu i daty do A. Kr[asińskiego] (BCz. 942).

58 Punkta do traktowania dla Makowieckiego przy ekspedycji 4 II (BCz. 945).

59 Dzieduszycki do Ogrodzkiego 25 i 27 II: zaczyna się robota biskupa kamienieckiego i wojewody kijowskiego. Pretekstem marszu - zajazd Załoziec (BCz. 660).

60 Życiorys J. Pułaskiego w Złotej księdze, VIII, s. 206-218.

61 Potwierdza ten szczegół Dzieduszycki, list do Ogrodzkiego 2 III (BCz. 660).

62 Morawski, s. 20-21. Że punkta te istotnie obowiązywały, a nie stanowiły tylko haseł propagandowych, dowodem pewien list A. Lubomirskiego do A. Kr[asińskiego] z końca 1769 (BCz.); świadczą o tym także słowa Krasińskiego w piśmie do Gérarda 17 X 1768: "Les états confédérés [...] se sont obligés par serment de ne vivre qu'a leurs dépens" (AE Pologne 291).

63 Oryginał i kopie tych podpisów w rkps. Brand. Jest m.in. podpisany Tadeusz Reyten, podkomorzyc nowogródzki; odcień pisma budzi jednak podejrzenie, że dopisano to nazwisko znacznie później; o przynależności T[adeusza] R[ejtana] do konfederacji barskiej w tym czasie nic a nic nie wiadomo.

64 U Morawskiego pierwszy uniwersał M. Krasińskiego ("Przy tak okropnym") nosi mylną datę 12 II, drugi ("Kiedy wolne") - 29 II.

65 Kossakowski jeszcze w maju 1770 r. upierał się wobec dworu saskiego, że konfederacja barska stanowi dalszy ciąg radomskiej, zob. jego Mémoire w Os. 343.

66 Cytujemy z rkps. BCz. 945.