Rozdział 1
- Jak myślisz, Charlie, zacznie wreszcie padać? - Głos pana Bassa, zajętego wymieniem Taylor Swift, brzmiał trochę niewyraźnie.
- Też bym chciała wiedzieć, tato! Wydawało mi się, że latem zawsze pada deszcz. - Charlie pogłaskała Taylor Swift po nosie. Dojarka została już podłączona i z wymienia krowy płynęło ciepłe mleko. Charlie westchnęła. - Trawa całkiem zżółkła i boję się, że Wojtek dostanie udaru, jak będzie całe dnie stał na pastwisku.
Wojtkiem nazywali Wojownika, konia wyścigowego, którego kupili przypadkiem dwa lata wcześniej. Wbrew przeciwnościom losu Wojownik z pomocą swojego przyjaciela, kucyka Percy'ego, wygrał gonitwę Derby i milion funtów. Później, tego samego lata, po dniu otwartym w gospodarstwie, został ukradziony i mimo że rodzina Bassów znalazła go, zanim złodzieje zrobili mu krzywdę, to doświadczenie zostawiło ślady w jego psychice. Od tamtej pory bał się powozów, mężczyzn z batem i tłumów, a kiedy wpadał w panikę, stawał się niebezpieczny. Charlie stwierdziła, że nie może już brać udziału w wyścigach, więc teraz Wojownik cieszył się emeryturą na Folly Farm.
- Nie martw się - powiedział tata, przechodząc do następnej krowy. - Nasze zwierzęta są mądre. Widziałem, że Percy i Wojtek trzymają się skraju lasu, tam, gdzie jest cień. A ta gromadka - machnął ręką w stronę długiej kolejki krów - cały dzień stoi w strumieniu i je trawę przy brzegu. Księżniczka Anna i Rihanna wybierają najlepsze miejsca i przychodzą tylko na dojenie. Mają swoje lata i wiedzą, co dobre!
Czule pogłaskał Księżniczkę Annę po grzbiecie.
- Tato, a jeśli zabraknie nam trawy? - spytała Charlie zaniepokojona. W wiadomościach podawano informacje o gospodarstwach, gdzie z powodu upałów trawa przestała rosnąć na pastwiskach. Rolnicy musieli karmić krowy sianem i zaczynało im brakować zapasów.
- To wtedy się będziemy martwić, kochanie - odparł spokojnie tata. - Nie zawracaj sobie głowy rzeczami, na które nie masz wpływu. Przecież zawsze dbamy o nasze zwierzęta. Zresztą na początku przyszłego tygodnia zapowiadają burze, więc Harry i Larry będą mogli skończyć z tańcami sprowadzającymi deszcz.
Roześmiał się, przechodząc do kolejnej krowy. Charlie wyszła z dojarni i rzeczywiście zobaczyła braci ustawiających kury w tanecznym szyku. Larry zaczął przytupywać do rytmu wybijanego przez Harry'ego na bębenku, a kury spoglądały na nich niepewnie i próbowały wycofać się do kurnika.
Charlie trudno było ich zrozumieć. Czasami naprawdę pomagali, zresztą przyczynili się do odnalezienia Wojownika, gdy został ukradziony, ale przez większość czasu zachowywali się jak dzieciaki.
- Kury chyba niezbyt mają ochotę tańczyć w tym upale! - zawołała do chłopaków.
Obaj spojrzeli w jej stronę i pokiwali głowami, jakby się zgadzali. Ale po chwili Charlie zdała sobie sprawę, że to część tańca - przytupywali i kiwali głowami w tym samym czasie. Całkiem nieźle zachowywali rytm.
W tej chwili na podwórze wjechał samochód państwa Williamsów. Przyjechała Polly, najlepsza przyjaciółka Charlie, z mamą. Charlie podskoczyła ucieszona. Polly przeżyła niebezpieczny wypadek, gdy porywacze Wojownika spłoszyli kucyka, na którym jechała. Przez parę dni obawiano się o jej życie i musiała przejść kilka operacji, zanim mogła zacząć poruszać się na wózku. Teraz, dziesięć miesięcy później, uczyła się na nowo chodzić, podpierając się kulą. Miała uszkodzone nerwy po lewej stronie ciała i czasem, gdy siedziała, jej lewa noga albo ręka poruszały się w niekontrolowany sposób.
Charlie otworzyła drzwiczki od strony pasażera i objęła Polly, zanim przyjaciółka zdążyła wysiąść.
- Ostrożnie, Charlie - powiedziała pani Williams z poważną miną. - Wiesz, że trzeba uważać na Polly. Łatwo można zrobić jej krzywdę.
Polly przewróciła oczami, sięgając po kulę. Postawiła obie nogi na ziemi i zrobiła niepewny krok. Gdy złapała równowagę, oparła kulę o samochód i odwzajemniła uścisk Charlie. Wyszeptała przyjaciółce do ucha:
- Traktują mnie, jakbym była z porcelany. Mam dość! Może i jestem wyszczerbiona, ale nie stłuczona!
Charlie odpowiedziała jej uśmiechem. Pamiętała doskonale, jak Polly uspokoiła Wojownika, gdy wystraszył się powozu na wyścigach. Zachowała całkowity spokój i pewność siebie. Była najodważniejszą osobą, jaką Charlie spotkała.
Powoli ruszyły do domu przez brukowane podwórze.
- Mama na pewno chciałaby się z panią zobaczyć, pani Williams. Wejdzie pani na herbatę? - spytała Charlie, oglądając się na mamę Polly. - Albo może na coś zimnego?
- O, bardzo chętnie. Poproszę szklankę wody, Charlie!
Charlie zawsze patrzyła z podziwem na panią Williams. Była taka zadbana i pełna wdzięku. Dzisiaj miała na sobie śliczną wzorzystą sukienkę i podczas gdy wszyscy roztapiali się z gorąca, wyglądała, jakby upał trzymał się od niej z daleka.
Polly przyjechała na dwa dni. Pierwszy raz, odkąd wyszła ze szpitala, rodzice pozwolili jej zostać u koleżanki.
- Charlie - powiedziała pani Williams. - Zrobiłam listę lekarstw, które musi brać Polly, i ćwiczeń, które musi robić rano i wieczorem. Wszystko wyjaśnię twojej mamie, ale będę ci wdzięczna, gdybyś przypominała o nich Polly. Zrobiła fantastyczne postępy i nie może tego zaniedbać. Będziecie pamiętały?
- No pewnie, pani Williams - zapewniła ją Charlie. - Zawsze będę wspierać Polly. To moja najlepsza przyjaciółka na świecie!
- Och, Jasmine! - Do pokoju wpadła pani Bass, ocierając pot i zostawiając ciemną smugę na czole. - Przepraszam, że nie przyszłam was przywitać! Karmiłam właśnie świnie i wygarniałam nawóz. Bardzo ode mnie czuć?
Pani Williams zmarszczyła nos i odparła z uśmiechem:
- Coś ty. W Ameryce na pewno zrobiliby z tego perfumy "Słoneczne pola". Zarobiłabyś krocie!
Charlie spojrzała na swoją mamę zawstydzona. Czemu nie może być taka zadbana, świeża i elegancka jak pani Williams?
- Uwielbiam twoją mamę - szepnęła jej w tej samej chwili Polly. - Jest taka prawdziwa.
Ciekawa rzecz. Charlie postanowiła zapytać później Polly, co takiego widzi w pani Bass, czego ona nie dostrzega. A może każdemu jego własna mama wydaje się żenująca?
- No dobrze! - Pani Bass klasnęła w ręce. - Kto ma ochotę na sok pomarańczowy z lodem i kawałek ciasta z zielonego groszku? Wymyśliłam nowy przepis. Pomyślałam, że może być doskonałe na lato.
- Ja bardzo chętnie napiję się czegoś zimnego, ale chyba na razie dziękuję za ciasto - powiedziała pani Williams i mrugnęła wesoło. - Nie chcę psuć sobie wspomnienia tych ciastek z nadzieniem buraczanym, które dałaś mi w zeszłym tygodniu. Uwielbiamy twoją eksperymentalną kuchnię.
Dziewczynki stłumiły chichot i wymknęły się z salonu, zostawiając obie mamy pogrążone w dyskusji nad przepisami i ćwiczeniami, które musiała robić Polly.
- Chcesz pójść do Wojtka? - spytała Charlie.
- Jasne! Strasznie się stęskniłam za końmi. Tata zabronił mi chodzić do stajni, bo może jakiś koń mnie kopnie, a Muminka dostała moja siostra cioteczna. - Polly spuściła wzrok, żeby uniknąć spojrzenia Charlie, która kręciła głową zasmucona.
- Masz dobre podejście do koni i wydaje mi się, że one wiedzą, że powinny być z tobą ostrożne! Pamiętasz, jak Wojtek przestał parskać, gdy podszedł do ciebie w Ascot? Jak się uspokoił i wcale nie szarpał głową, kiedy wzięłaś wodze?
Polly westchnęła.
- Rodzice myślą, że po prostu miałam szczęście. Mama mówi, że prawie dostała zawału, jak wszyscy odskoczyli na boki, a ja zostałam sama na środku padoku. Myśli, że nie dałam rady uciec, ale wiesz, zachowałabym się tak samo, gdybym była zdrowa. To najlepsze, co można w takiej sytuacji zrobić.
Charlie wiedziała, że przyjaciółka ma rację, ale zdawała sobie sprawę, że trzeba wiele odwagi i opanowania, żeby stać spokojnie, gdy obok szaleje spanikowany koń.
- Wojtek bardzo się zmienił - powiedziała. Szły w stronę wybiegu, a Borys, border terier, biegł za nimi. - Uspokoił się i wygląda, jakby całkiem zapomniał o wyścigach.
Podeszły do ogrodzenia i Charlie zawołała konie, stojące w cieniu po drugiej stronie pastwiska. Percy zarżał, przewidując poczęstunek, i ruszył w ich stronę. Wojtek poszedł za nim. Charlie patrzyła na nie uważnie, sprawdzając, czy nic im nie dolega.
- Popatrz, jak się Wojtek zaokrąglił i jaki jest spokojny. - Uśmiechnęła się do Polly. - Chyba podoba mu się lenistwo!
Wojownik podszedł do Polly i wyciągnął głowę, żeby mogła go pogłaskać.
Polly oparła się na płocie i położyła mu dłoń na chrapach.
- Ojej, jaki ty milusi! - Ucałowała policzek konia i mocno wciągnęła powietrze. - Zapomniałam, jak one pięknie pachną i jakie są mięciutkie.
Wojownik był koniem czystej krwi i miał delikatniejszą skórę i sierść niż jego przysadzisty, kudłaty przyjaciel. Percy nigdy nie przepuszczał okazji, by coś zjeść, więc teraz przesunął głowę pod belką ogrodzenia i obwąchiwał kieszenie Charlie.