Koń i Chłopak - Wojtek Napiórkowski
Kup ebooka
20.19 zł
16.76 zł
(20,19 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
1 pRZYJAZd
Tomek wysiadł z autobusu jako jeden z ostatnich. Drzwi zamknęły się za nim z głuchym sykiem, a pojazd ruszył dalej, zostawiając po sobie tylko kurz i ciszę. Przez chwilę stał nieruchomo, trzymając plecak na jednym ramieniu, jakby nie był pewien, czy naprawdę powinien tu być.
Przed nim rozciągał się ośrodek jeździecki. Drewniana brama, kilka niskich budynków i stajnia, z której dobiegał spokojny odgłos parskania koni. Powietrze pachniało sianem i wilgotną ziemią. Tomek wziął głęboki oddech.
"To tylko obóz" - powiedział sobie w myślach. Dwa tygodnie. Potem wróci do domu.
Nie lubił nowych miejsc. Zawsze potrzebował czasu, żeby się oswoić. Tutaj wszystko było obce - ludzie, zapachy, dźwięki. A jednak czuł coś jeszcze. Spokój. Jakby to miejsce nie oczekiwało od niego niczego więcej niż tego, żeby po prostu był.
- Hej, zgubiłeś się? - odezwał się nagle czyjś głos.
Tomek drgnął i odwrócił się. Stał przed nim chłopak mniej więcej w jego wieku. Miał jasną bluzę, lekko potargane włosy i spojrzenie, które nie oceniałoby nikogo zbyt szybko.
- Nie... chyba nie - odpowiedział Tomek niepewnie. - Dopiero przyjechałem.
- To dobrze trafiłeś. Ja też. Kuba.
Wyciągnął rękę. Tomek zawahał się przez ułamek sekundy, po czym ją uścisnął.
- Tomek.
- Chodź - powiedział Kuba. - Zaraz będzie zbiórka, ale pokażę ci stajnię. I tak jest najlepsza część tego miejsca.
Ruszyli razem w stronę drewnianego budynku. Kuba mówił swobodnie, jakby znał to miejsce od lat, choć - jak się okazało - był tu pierwszy raz, tak samo jak Tomek. Opowiadał o koniach, o tym, że zawsze chciał spędzić całe lato w takim miejscu, z dala od miasta.
Tomek słuchał uważnie. Z każdym krokiem napięcie w jego ramionach powoli znikało.
Kiedy weszli do stajni, świat jakby zwolnił. Konie poruszały się spokojnie w boksach, ich ciepłe oddechy unosiły się w powietrzu. Jedno z nich uniosło łeb i spojrzało prosto na Tomka.
- Ten jest spokojny - powiedział Kuba, głaszcząc kasztanowego wałacha. - Ale trzeba mu zaufać. Jak poczuje, że się boisz, od razu to wie.
Tomek przytaknął. Nie wiedział dlaczego, ale te słowa zapamiętał.
Po chwili usłyszeli gwizdek instruktorki. Zaczynała się oficjalna część obozu. Stanęli obok siebie w grupie innych uczestników.
Tomek zerknął kątem oka na Kubę. Pomyślał, że może ten wyjazd nie będzie taki zły.
2 pierwsza noc
Pierwsza noc w ośrodku była cicha, ale nie pusta. Tomek leżał na górnym łóżku piętrowym i patrzył w ciemność, słuchając dźwięków, których wcześniej nie znał. Skrzypienie drewna, odległe parskanie koni, wiatr poruszający liśćmi drzew za oknem. To wszystko było inne niż miasto, inne niż dom.
Na dole Kuba przewrócił się na bok.
- Też nie możesz zasnąć? - zapytał półgłosem.
- Trochę - odpowiedział Tomek po chwili. - Za cicho... i za głośno jednocześnie.
Kuba cicho się zaśmiał.
- Wiem, co masz na myśli. Ale podobno po kilku dniach człowiek bez tego nie umie zasnąć.
Zapadła cisza. Taka, która nie była niezręczna. Tomek poczuł, że nie musi nic mówić, żeby ktoś obok był.
- Byłeś już kiedyś na takim obozie? - zapytał w końcu.
- Nie. Chciałem spróbować czegoś nowego - odpowiedział Kuba. - A ty?
- Też.
To jedno słowo wystarczyło.
Rano obudził ich zapach kawy i nawoływanie instruktorki. Słońce wpadało przez okno, oświetlając drewniane ściany pokoju. Tomek zszedł z łóżka i przez chwilę stał nieruchomo, jakby bał się zepsuć ten moment.
Pierwsze karmienie koni było dla niego czymś więcej niż obowiązkiem. Gdy podał wiadro siana jednemu z koni, ten spokojnie podszedł i zaczął jeść, zupełnie go ignorując. Tomek uśmiechnął się pod nosem.
- Widzisz? - powiedział Kuba, stojąc obok. - Już cię zaakceptował.
- Albo po prostu jest głodny - odparł Tomek.
- To też forma zaufania.
Tomek spojrzał na niego uważniej. Na sposób, w jaki Kuba mówił o koniach. O tym miejscu. O wszystkim. I po raz pierwszy od dawna poczuł, że nie musi udawać kogoś innego.
To był dopiero drugi dzień. A jednak coś już się zaczynało.