Komunikacja, kultura i działanie - Andrzej Zaporowski

Kup ebooka

64.00 zł
51.20 zł (50,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1Wprowadzenie

Zajmując się dotąd związkiem między komunikacją a kulturą, starałem się nawiązywać do możliwie problematycznego punktu odniesienia, aby związek ten był czymś więcej niż przygodnym zestawieniem. Czyniłem to na polach badawczym i edukacyjnym. Punktem tym była m.in. komunikacja międzykulturowa. Rozumiałem i nadal ją rozumiem, mówiąc ogólnie, jako połączenie różnych porządków, choć zdaję sobie sprawę z potencjalnej przygodności takiego stwierdzenia w kontekście tradycji zajmowania się tym przedmiotem. Ujmuję go bowiem jako konstrukt teoretyczny, który powstał na przecięciu nauk humanistycznych i społecznych, gdzie przedstawiciele różnych dyscyplin zdiagnozowali w XX wieku szczególny stan nazwany wielokulturowością. Pojawiło się w związku z tym pytanie, jakie mogą zachodzić związki między składowymi tego stanu - kulturami. Jednym z nich miałaby być komunikacja. Kluczowym problemem okazała się mnogość słowników fundujących niewspółmierne znaczenia i odniesienia przedmiotowe terminów "komunikacja" i "kultura". Jego pochodną stała się kwestia, o której piszę, czyli określenie relacji między komunikacją a kulturą. Kiedy piszę o połączeniu różnych porządków, mam na myśli instalację, w ramach której dwa niesprzeczne (i niepuste) zbiory połączone są koniunkcyjnie, co prowadzi do powstania nowego, złożonego (i niepustego) zbioru. Konstrukt ten może być probierzem wspomnianego stanu, gdzie jego użycie pozwala na oszacowanie stopnia obcości wobec tych, z którymi nie można podzielać danego porządku odwołującego się do wiedzy, obyczaju czy, jak to postuluję, układu przekonań i innych postaw. Poniżej inaczej odnoszę się jednak do związku między komunikacją a kulturą, ponieważ komunikacja międzykulturowa nie stanowi już zasadniczego punktu odniesienia moich rozważań. Nie negując go, skupiam się na innym aspekcie relacji międzyludzkiej. Jest nim działanie, które funduje interakcję między jednostkami.

Działanie rozumiem jako rodzaj zdarzenia, gdzie to ostatnie jest zasadniczym składnikiem świata. Nie jest to z konieczności świat dostępny zmysłom, co nie znaczy, że jest to świat fikcyjny. Działające jednostki, szczególnie w kontekście odnoszenia się do siebie nawzajem, nie mogą nie odwoływać się do zmysłów. W tym sensie postuluje się świat fizykalny, na który dawniej składały się rzeczy, później fakty, aby wreszcie - biorąc pod uwagę wzajemne odniesienie do siebie przestrzeni i czasu - współtworzyły go zdarzenia. Niech będą nimi zarówno padający deszcz, jak i podawanie sobie rąk. To ostatnie różni się jednak od tego pierwszego, gdyż zdaje sprawę z ludzkiego sprawstwa. Jest ono zatem działaniem, w dodatku o charakterze nieodruchowym. Poza działaniem fizykalnym wyróżniam też działanie mentalne, takie jak przypomnienie (sobie) lub rozpoznanie (czegoś). Różnica między obu rodzajami zdarzenia nie ma, moim zdaniem, charakteru ontologicznego; ma charakter semantyczny. To samo działanie ma dwa opisy: mentalny i fizykalny. Jednocześnie świat współtworzony m.in. przez zdarzenia fizykalne należy poszerzyć o zdarzenia innego rodzaju. Mam na myśli różnicę między charakterem korpuskularnym a falowym zdarzeń. Te ostatnie nie są identyfikowane przez zmysły bezpośrednio, lecz za pomocą przykładowo takich narzędzi, jak licznik Geigera lub woltomierz, ale też ekran komputerowy, na którym pojawia się na bieżąco aktualizujący obraz będący efektem serii przekształceń pola elektromagnetycznego. Człowieka rozumiem jako wiązkę działań (fizykalnych i mentalnych), która wchodzi w serię zderzeń ze zdarzeniami przywołanego świata, w tym interakcje z innymi ludźmi - wiązkami działań. Ujmuję go zatem procesualnie i dynamicznie. Uznając powyższe własności działania, zakładam również, że może być ono rozważane ze względu na dwie inne, współwystępujące, własności. Jestem zdania, że tak rozumiane działanie ma charakter jednocześnie komunikacyjny i kulturowy.

Kiedy piszę o komunikacyjnej własności działania, mam na myśli podzielanie działania w tym sensie, że owo działanie jest uznawane lub rozpoznawane jako własne niekoniecznie przez jedną osobę, lecz przez różne osoby. Z kolei kulturową własność działania odnoszę do jego uporządkowania lub regularności. Pojawia się ono cyklicznie lub podlega innej prawidłowości. Jeśli więc zestawię obie własności, stwierdzę, że działanie jest kulturowe i komunikacyjne zarazem, to znaczy potencjalnie różni działający ludzie podzielają określoną regularność. W tym sensie kultura ma charakter porządkujący, podczas gdy komunikacja - łączący. Tego rodzaju rozumienie terminów "komunikacja" i "kultura" podobne jest do rozumienia wcześniejszego, tego odnoszącego się do instalowania swej wersji komunikacji międzykulturowej, lecz terminy te - niczym klocki w układance - są inaczej połączone w ramach bieżącego konstruktu. W celu lepszej orientacji czytelnika poniżej szerzej prezentuję sposób ujęcia terminów "komunikacja" i "kultura", w tym relacji między nimi. Fragmentem tej prezentacji jest przywołanie możliwie fundamentalnych, czasowo i problemowo, stanowisk, które tłumaczą wagę rozważania zagadnienia komunikacji i kultury, choć ich autorzy czynią to, koncentrując się na jednym lub drugim zagadnieniu, niekoniecznie zaś na nich obu. Po prezentacji własnego ujęcia rozumienia analizowanych terminów przywołuję zatem dwa klasyczne podejścia do, odpowiednio, komunikacji i kultury. Autorem pierwszego jest Arystoteles, drugiego zaś - Edward B. Tylor. Jednocześnie w ramach obu podejść nieodzownym elementem jest działanie. W odniesieniu do greckiego filozofa omawiam opartą na perswazji retorykę - pionierską propozycję ujęcia komunikacji - w powiązaniu z fundującą działanie duszą, a w odniesieniu do brytyjskiego antropologa społecznego rozważam pierwszą akademicką definicję kultury, w której kultura nie może być abstrahowana od działania i myśli.

Wspomniane podejścia stanowią swoiste tło dla przedstawienia wybranych, lecz znaczących propozycji ujęcia komunikacji i kultury. Zestawienie Arystotelesa z Tylorem nie jest przypadkowe, gdyż autorami propozycji, które omawiam później, są filozofowie i antropologowie. Są oni podzieleni na dwie grupy. W pierwszej grupie, gdzie uwaga poświęcona jest komunikacji, umieszczam dwóch filozofów i jednego antropologa, podczas gdy w drugiej grupie, gdzie rozważana jest kultura, umieszczam dwóch antropologów i jednego filozofa. Moim zamiarem nie jest jedynie rozważenie interesującego mnie zagadnienia na przecięciu dwóch dyscyplin, choć ma ono znaczenie fundamentalne. Ważne jest również zestawienie ze sobą możliwie różnych stanowisk, aby podkreślić problem nie tylko relacji między komunikacją a kulturą, ale też między odmiennymi perspektywami wobec każdego z tych przedmiotów analizy osobno. Komunikację przedstawiam, rekonstruując kolejno stanowiska Ludwiga Wittgensteina, Edwarda Halla i Donalda Davidsona. Dwaj filozofowie poświęcili swe prace językowi jako kanałowi komunikacyjnemu, choć kanał ten okazał się mieć charakter nader niejednoznaczny, bardziej zamknięty lub otwarty. W każdym razie jednak komunikacja rozważana była zasadniczo z punktu widzenia uczestnika interakcji. Z kolei towarzyszący im antropolog skupił się bardziej na prawidłowości, której ów uczestnik podlega. Kulturę przedstawiam, przywołując kolejno Bronisława Malinowskiego, Clifforda Geertza i Jerzego Kmitę. W tym przypadku odmienne za każdym razem modele porządku wpisały się w perspektywę, odpowiednio: przedmiotową, podmiotową i podmiotowo-przedmiotową. Zestawiając zagadnienia obu grup, proponuję w końcu przedstawienie podwójnego charakteru działania, sugerując, że oba składniki - komunikacyjny i kulturowy - przenikają się, co sprawia, że człowiek, porządkując świat, może podzielać tę umiejętność z innymi ludźmi w trakcie niezliczonych interakcji werbalnych i niewerbalnych.

* * *

Niniejsza książka stanowi rezultat dziesięciu lat prowadzenia autorskiego wykładu "Komunikacja a kultura" dla studentów kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nie jest jednak pomyślana wyłącznie jako podręcznik, choć w celach edukacyjnych odwołuję się zasadniczo do tekstów źródłowych, nie zaś ich analiz lub opracowań. Mam nadzieję, że stanie się materiałem inspirującym dla wszystkich tych, nie tylko kulturoznawców, którzy interesują się zarówno komunikacją, kulturą i działaniem ujętymi każde z osobna, jak i relacjami zachodzącymi między wszystkimi tymi kategoriami.

2"Komunikacja" i "kultura"

Terminy "komunikacja" i "kultura" są powszechnie używane, co jednak nie sprawia, że ich zrozumienie nie przysparza kłopotów. Jest tak m.in. dlatego, że są narzędziami, które są w dyspozycji różnych osób, niebędących zobowiązanymi nie tylko do jednorodnego, ale też jednostajnego sposobu posługiwania się nimi. Przywołane terminy, podobnie jak wszystkie inne, są tworami relacyjnymi, gdzie nie chodzi jedynie o odniesienie jednego terminu do innego lub terminu do czegoś, co nazywa. Równie ważne jest odniesienie terminu do jego użytkownika. Takich przykładów odniesień jest wiele, wiele też ich współwystępuje ze sobą. Dany użytkownik słów "komunikacja" czy "kultura" nie musi zdawać sobie z tego sprawy; dlatego tak wielu z nas uznaje, że słowa, którymi się posługujemy, są "przezroczyste", gdzie np. świat przez nie nazwany ucieleśnia się natychmiast, kiedy słowa te zostaną pomyślane, wypowiedziane, usłyszane czy przeczytane. Nie mamy bowiem problemu ze zrozumieniem, czym jest komunikat o pogodzie lub jak działa komunikacja autobusowa, choć możemy nie rozumieć, dlaczego zapowiada się akurat zła aura w naszym mieście albo co sprawia, że do naszej wsi nie przyjeżdża już żaden autobus. Podobnie, z reguły wiemy, że lekceważenie jednego człowieka przez innego jest niekulturalne, choć nie musimy pojmować, dlaczego jeden z naszych znajomych ubliża innemu. Praktyka posługiwania się słowami jak narzędziami sprawia, że poszczególne ruchy są na tyle wyćwiczone, iż pozwalają na nieuświadamianie sobie sposobu, w jaki te ruchy są wykonywane. Jednocześnie praktyka ta pozwala nie dostrzegać, że chodzi tylko o jeden z wielu przykładów manipulacji danym narzędziem. Otóż ruch zdający sprawę z użycia nie zachodzi w pojedynkę, gdzie nie jest istotne jedynie jego powtarzanie. Równie ważne jest powiązanie jednego ruchu z innym ruchem, a tej pary z szeregiem innych elementów, takich jak to, co dany ruch nazywa i kto dany ruch wykonuje.

Możliwie prosta sytuacja sprowadza się do odniesienia słowa "komunikacja" do słowa "autobus" i odniesienia słowa "kultura" do słowa "szacunek". Każde z nich będzie stawało się dla kogoś zrozumiałe w sensie syntaktycznym, jeśli ów ktoś zacznie od ustalenia, które słowo jest jakim warunkiem innego słowa. Nie przeczę, że można zbudować powiązanie między autobusem a szacunkiem takie, gdzie użycie słowa "autobus" będzie warunkiem koniecznym użycia słowa "szacunek", w związku z czym ktoś będzie mówił o szacunku autobusowym. Niemniej sądzę, że dla wielu ludzi zrozumiałe są raczej stwierdzenia w rodzaju: "Okazywanie szacunku jest objawem kultury" bądź "Na komunikację publiczną składa się sieć autobusowa". Oto, w jaki sposób dany termin jest rozumiany relacyjnie. Wymiar syntaktyczny - wzbogacony o wymiar semantyczny i wymiar pragmatyczny - pozwala nie tylko kojarzyć słowa, lecz także używać ich do nazywania poszczególnych cząstek świata, jak też manipulowania nimi. Tego rodzaju praktyka nie sprawi jednak, że słowa te przestaną być, jak już pisałem, "przezroczyste"; ich znaczenie pozostanie oczywiste. Przyjmując zatem do wiadomości, że słowa warto ujmować relacyjnie, można zapytać, czy równie warto poprzestać na tej uwadze. Gdyby punktem odniesienia mych rozważań była samotna wyspa na odległym morzu, na której żyją wyobrażone dwie osoby, które używają danej sieci słów w niezmieniony sposób, być może zadowoliłbym się tą uwagą. Wspomniałem jednak wyżej, że omawianych odniesień słów (do siebie nawzajem, świata i użytkownika) jest nie tylko wiele, ale też ich różne przykłady współwystępują ze sobą. Można by uznać te przykłady za twory przygodne, czyli takie, które mają swe chwilowe trwanie. W takim razie zrozumienie takich słów, jak "komunikacja" i "kultura", byłoby jednak wielce problematyczne. Wygodniej jest więc ująć owe słowa jako narzędzia, których użycie (ale także znaczenie i odniesienie przedmiotowe) jest stałe w tym sensie, że jest zrelatywizowane do zadania, które te narzędzia mają do wykonania. Nie dziwmy się wobec tego, że takich zadań może być wiele; że identyczny pod względem morfologicznym przedmiot (słowo) może mieć mnóstwo użyć.

Kiedy w grę wchodzi wymiar syntaktyczny słowa, zwykle najprostszym sposobem uchwycenia znaczenia jest odwołanie do słownika[1]. Nie mam na myśli spisu odrębnych słów. Słownik rozumiem jako możliwą do pomyślenia (lub wyobrażenia) sieć relacji, na które to relacje składają się wyrażenia, których podanie staje się dla swego odpowiednika warunkiem wystarczającym lub koniecznym, rzadziej zaś warunkiem wystarczającym i koniecznym. W tym sensie jeden człon takiej relacji zdaje sprawę z potencjalnego znaczenia drugiego członu. Na przykład zapytajmy, jakie jest znaczenie słowa "pies". Zazwyczaj odpowiemy, że są to słowa: "zwierzę", "coś, co merda ogonem", "coś, co szczeka", a nawet "Burek" czy "Azor". Zauważmy, że w tym przykładzie wskazujemy więcej niż jedno wyrażenie, aby podać znaczenie słowa "pies". Generalnie, unika się używania zamiennika danego słowa w postaci innego słowa, co wynika z umieszczania w słownikach możliwie niewielkiej liczby słów. W tym sensie nawet synonimy nie są takimi zamiennikami. W słownikach naukowych również obowiązuje ta zasada. Kiedy Isaac Newton definiował siłę, wówczas stosowny symbol[2] F (pochodzący od terminu "force" w potocznym języku angielskim) rozumiał jako ekwiwalent układu dwóch symboli: m (od "mass") oraz a (od "acceleration"). Stwierdził zatem, że siła jest koniunkcją masy i przyspieszenia. Uznał tym samym, że istotne jest podanie nie tylko serii wyrażeń definiujących zastępujących wyrażenie definiowane, ale też określenie sposobu wzajemnego połączenia tych pierwszych (tu - za pomocą koniunkcji). Przykład z psem różni się od przykładu z siłą tym, że np. terminy "zwierzę" czy "pies" nie są tak precyzyjne, jak np. symbol m, gdyż odniesienie tego ostatniego jest mierzalne (np. w uncjach lub gramach).

Różnica ta zdaje sprawę z relacji między tzw. wyrażeniem potocznym i tzw. wyrażeniem naukowym w taki sposób, że znaczenie tego ostatniego jest zazwyczaj ustalane poprzez umieszczanie go jako składnika wyrażenia równoważnościowego (relacji korespondencji). Tego rodzaju operacja umożliwia nadanie danemu słowu możliwie precyzyjnego znaczenia poprzez podanie serii innych słów, które są także precyzyjnie powiązanie za pomocą stosownych spójników (np. logicznych). Dopiero owa seria może być uznana za warunek wystarczający i konieczny wyrażenia, którego znaczenie jest ustalane. Z kolei znaczenie takiego słowa jak "pies" ustalane jest zazwyczaj w kilku krokach. Polega to na podaniu warunku koniecznego niezależnie od podania warunku wystarczającego, a następnie oba warunki zestawia się, dzięki czemu słowo, którego znaczenie jest ustalane, brane jest niejako w kleszcze obu analizowanych warunków. Dlatego odwołanie do zwierzęcia i czegoś, co szczeka, współwystępuje z odwołaniem do pewnego egzemplarza psa, jakim jest Burek lub Azor. W tym miejscu pojawia się jednak nowy element - słowo "pies" nie musi być rozumiane przez odwołanie do jednego, w domyśle uprzywilejowanego, warunku koniecznego. Pies może być nie tylko zwierzęciem, ale również najlepszym przyjacielem człowieka. Po pierwsze, w obu przypadkach termin "pies" jest odmiennie rozumiany. Oznacza to, że terminy zdające sprawę z obu tych warunków nie są wzajemnie przekładalne. Po drugie, w życiu potocznym oba sposoby rozumienia słowa "pies" współwystępują ze sobą i są często zastępowane jeden przez drugi, co może sprawiać wrażenie, że znaczenie terminu "pies" jest dwojakie. Wrażenie to jest o tyle iluzoryczne, że wynika z lekceważenia różnicy między szczególnym, mającym swe ulokowanie w układzie czasoprzestrzennym, sposobem skojarzenia przez kogoś terminu "pies" z innymi, np. wyżej wskazanymi, terminami a ogólnym, wykraczającym poza ów układ, schematem przedstawiającym różne możliwości skojarzenia danego słowa przez różne osoby.

Jednocześnie, kojarząc słowa w danym słowniku, identyfikujemy ich odniesienia przedmiotowe. Również w tym przypadku bywamy ofiarami iluzji, gdyż przedmioty, które uznajemy za twory rzeczywiste, okazują się fikcyjne. Na przykład, słuchając opowieści o wilku z bajki o Czerwonym Kapturku, możemy pomyśleć, że on naprawdę gdzieś żyje lub żył. Podobnie, bohaterka powieści Zabić drozda (Lee 1971), bojąc się swego sąsiada, długo nie zdawała sobie sprawy, że jest on jej przyjacielem. Wiedząc, że fikcja jest równie zrozumiała jak rzeczywistość, należy wobec tego pamiętać, że, co prawda, nie ma nic złego w wymyślaniu "nowych" światów, ale "stary" świat jest dostępny nie jako przedmiot aktu woli, lecz umiejętności zgrywania potencjalnie przygodnego słownika z potencjalnie przygodnymi układami przedmiotów jako odniesieniami poszczególnych słów. Owa umiejętność jest z kolei często uwarunkowana przez sposób używania tak zgranych słów. Powołana bajka nie jest zwykle traktowana jako dokument o relacji człowieka z wilkiem, lecz jako przypowieść o cnocie i przywarze. W tym kontekście słowo "pies" może być (złożoną) nazwą zwierzęcia lub najlepszego przyjaciela człowieka m.in. dlatego, że w obu przypadkach doświadczenie nauczyło nas, że tak nazwane przedmioty zasadniczo nie zmieniają, odpowiednio, wyglądu i nastawienia do ludzi. Zarazem posługiwanie się tym słowem przez jednego człowieka może służyć do wpływania na innych, aby postępowali w pożądany przez tego człowieka sposób. Dlaczego bowiem tak wielu z nas żywi niechęć do wilka, a darzy sympatią psa pasterskiego? O ile wzajemne odniesienie słów lub odniesienie słów do przedmiotów w świecie może być za każdym razem "sztywne", czyli wydawałoby się ustalone raz na zawsze, jak wydaje się ustalone raz na zawsze to, że Słońce wschodzi i zachodzi lub E = mv2/2, o tyle manipulacja takim odniesieniem jest niemożliwa bez obecności użytkownika słów. W tym sensie znaczenie wyrażenia "Słońce" lub symbolu E jest stałe w obrębie danego słownika, a dalej stałe jest odniesienie zawartych w takim słowniku słów. Jednakże, o czym przekonują, odpowiednio, rewolucja Kopernikańska i Einsteinowska teoria względności, takich znaczeń i odniesień słów jest więcej niż jedno.

Dla uproszczenia mam na myśli słowniki, na które składają się m.in. rzeczowniki, czyli wspomniane słowa "pies" czy "Słońce", a także "komunikacja" i "kultura". W ramach tych pierwszych (słowników) te ostatnie (słowa) traktuje się jednocześnie jako nazwy stosownych przedmiotów - konkretnych lub abstrakcyjnych. Istotne jest nie tylko to, że istnieje mnogość takich słowników. Liczą się również dwie dodatkowe okoliczności: (1) słowniki są konstruowane, a także (2) składające się na nie słowa - nazwy - są częściej lub rzadziej używane przez większe lub mniejsze wspólnoty ludzi, a czasem jednego człowieka. Ta ostatnia możliwość powstaje, kiedy np. autor tworzy swe dzieło, którym może być powieść lub szyfr, bądź jedno i drugie. Zawsze jednak twórczość ma charakter społeczny. W ten sposób słowa stają się narzędziami, za pomocą których ich użytkownicy nie tylko nazywają składniki świata, w tym siebie, ale też są zdolni do manipulacji owym światem. Oczywiście, taka manipulacja ma swe granice, gdyż świat stawia opór dowolnej ingerencji. Niemniej używane słowo pozwala patrzeć na świat nie jako na wyrób gotowy; staje się on wyrobem gotowym dopiero w kontekście użycia słów, aby następnie stać się surowcem, w tym wtórnym, służącym do wytworzenia innego wyrobu. W tym kontekście dany słownik jest konstruowany poprzez odwołanie do innego, istniejącego wcześniej słownika. O ile ma on zostać następnie użyty, o tyle pojawia się zagadnienie zakresu takiego użycia. Można zatem mówić o konkurowaniu słowników między sobą, choć i w tym miejscu można wskazać na różnicę między domenami potoczną i naukową. To w ramach tej ostatniej należy pamiętać o wspomnianym oporze, jaki świat stawia próbom jego dowolnego przedstawienia. W ramach domeny potocznej opór ten jest znacznie słabszy - dlatego właśnie tak często miesza się w niej rzeczywistość z fikcją.

Wiedząc, że słowniki obejmują wyrażenia zarówno potoczne, jak i naukowe, warto wskazać na pochodzenie archaiczne szczególnie tych zawierających pierwsze z wymienionych wyrażeń. Przyjmuje się, że sformułowania "wschód Słońca" i "zachód Słońca" są co najmniej iluzoryczne, jednak używając ich dziś, nie sposób ustalić, od kiedy jest to praktykowane. Zarazem wiele wyrażeń naukowych powstawało na bazie wyrażeń potocznych. Niech przykładem - oprócz przytoczonego anglojęzycznego słowa "force" ("siła") - będzie polskojęzyczne słowo "znaczenie", tak szeroko stosowane dziś m.in. w logice i językoznawstwie. Swoją drogą znamienna jest okoliczność, że istnieją w tych dyscyplinach przynajmniej dwa sposoby rozumienia tego słowa, z których jeden odwołuje się do wymiaru syntaktycznego, drugi zaś - semantycznego (Zaporowski 2008). Obierając w tym opracowaniu pierwszą ścieżkę, przypominam, że - w kontekście historycznym - słowo to pochodzi od czasownika "znać". Odwołując się do wcześniejszych uwag, stwierdzę, że forma ta jest w tym sensie potoczna, że pozwala na przywołanie wielu słowników, w ramach których może być na różne, często nakładające się na siebie w pewnym zakresie, sposoby kojarzona, wskazując - choćby mgławicowo - na wiedzę, umiejętności czy orientacje. Wreszcie, kiedy zostanie wzięta pod uwagę perspektywa naukowa, słowniki jednej dyscypliny mogą być zapożyczane, po dokonaniu większych lub mniejszych modyfikacji, od słowników innych dyscyplin. Dzieje się tak wówczas, kiedy dokonuje się odkryć przedmiotów lub problemów, co do których nie dysponuje się wystarczająco precyzyjnymi nazwami, a jednocześnie nie decyduje się na odwołanie do narzędzi używanych w perspektywie potocznej. Na przykład słownik socjologii zapożyczony został od słownika biologii - "komórka społeczna", "organ władzy" są szczególnymi świadectwami tego manewru. Podobnie, słownik nauk o elektryczności jest pochodną słownika hydrologii, zajmującej się m.in. tym, co płynie, w tym jej prądem.