Do czego jej potrzebujemy?
Nasza komunikacja ze sobą to budowanie najważniejszej i najbliższej
relacji w naszym życiu. Warto wkładać energię w tę relację i uważnie ją
pielęgnować, bo od jej jakości zależy nasz dobrostan, to, ile mamy
zasobów, jak bardzo zaspokojone są nasze potrzeby. Kiedy dbamy o relację
ze sobą, zwiększamy też liczbę narzędzi służących nam do budowania
relacji z innymi. Kiedy chcemy się z kimś dogadać, to my sami jesteśmy
swoim najważniejszym narzędziem. Dlatego im bardziej to narzędzie jest
zadbane, tym bardziej ta komunikacja wychodzi.
Komunikacja ze sobą i zaangażowanie, jakie wkładamy w rozwój w tej
sferze, to inwestycja, a nie strata. Będąc w kontakcie ze sobą, nie
zabieramy swojego czasu i uwagi naszym bliskim, tylko pracujemy nad
jakością kontaktu z nimi. Wiele osób na początek potrzebuje zobaczyć i uwierzyć, że ich bliscy nie stracą na tym, że oni zajmą się ogarnianiem
siebie. Na szczęście czasem wystarczy zrobić krótki eksperyment z zatroszczeniem się o siebie, żeby zobaczyć, ile więcej zasobów na
kontakt z innymi przybywa nam w wyniku takiego doświadczenia.
Komunikacja ze sobą to rozumienie siebie, opiekowanie się sobą.
Empatia, którą możemy dawać samym sobie. Akceptacja, życzliwość,
uważność, łagodność, delikatność i współczucie. Ciekawość, zadawanie
sobie pytań i szukanie na nie odpowiedzi.
Komunikacja z innymi opiera się na komunikacji ze sobą nie tylko
dlatego, że komunikacja ze sobą ładuje nam akumulatory. Nasz kontakt ze
sobą daje nam też więcej jasności, o co nam chodzi i co chcemy
powiedzieć. Regularnie spotykam się z prośbą o to, żebym powiedziała:
jak reagować, kiedy dziecko się nie słucha?
co odpowiedzieć, kiedy ktoś komentuje zachowanie dziecka?
co powiedzieć, kiedy ktoś nas krytykuje?
jak zareagować, kiedy partner nie pomaga w domu?
To wszystko są sytuacje, w których to, co powiemy, wynika z tego, o co
nam chodzi. Kiedy rozmawiamy o tym, że komunikacja ma posuwać sprawy do
przodu, możemy to też wyrazić tak, że komunikacja ma nas przybliżać do
jakichś naszych celów, pomagać w zaspokojeniu potrzeb. Im więcej wiemy o tym, jakie są te cele i potrzeby, tym łatwiej jest wymyślać komunikację,
która nas do tego zbliży.
Komunikacja z innymi ludźmi może też być sposobem na to, żeby odkrywać,
czego my potrzebujemy i o co nam chodzi, a więc może wspierać nas w komunikacji ze sobą. Potrzebujemy jednak najpierw wiedzieć, że chcemy
wsparcia i jasno to zakomunikować.
Komunikacja ze sobą i rozwijanie się w tym obszarze to coś, co robimy
przez całe życie i do czego ciągle wracamy. Komunikacja z innymi jest
często świetną inspiracją do tego, żeby wiedzieć, o czym potrzebujemy
porozmawiać ze sobą i czego potrzebujemy i chcemy się nauczyć. Kiedy
trudno nam się z kimś porozumieć albo pojawiają się konflikty, możemy
się zatrzymać i wrócić do komunikacji ze sobą jako do sposobu łapania
równowagi.
Im więcej intencjonalnego zaangażowania w komunikację ze sobą, tym
łatwiej potem komunikować się z innymi. Pomaga nam w tym:
słuchanie, jak ciało mówi, co mu pasuje, a co nie,
rozpoznawanie komunikatów o podstawowych potrzebach,
świadomość, czego chcemy, a czego nie i dlaczego,
umiejętność wsłuchiwania się w siebie, żeby wiedzieć, czemu coś nam
nie pasuje,
rozumienie, dlaczego trudno jest nam zakomunikować niektóre rzeczy,
umiejętność rozpoznawania emocji, którymi reagujemy w kontakcie z innymi, rozumienia ich i opiekowania się nimi,
umiejętność odróżnienia naszej komunikacji ze sobą od komunikacji z innymi,
rozwijanie narzędzi, które służą do poradzenia sobie z tym, że w relacji z innymi nie wydarza się to, na co liczymy.
Kiedy tej komunikacji ze sobą jest mało:
trudno nam coś zakomunikować, bo nie wiemy, co chcemy zakomunikować i w jakim celu,
łatwo się frustrujemy efektami komunikacji,
nie mamy jasności, czy nasz cel został osiągnięty,
możemy nie być w stanie sprawdzić, co nas oddala od naszych celów,
możemy mieć to, co chcemy, i dalej przeżywać niezadowolenie, którego
nie umiemy zrozumieć.
Wstęp
Pierwsza książka dla rodziców, którą napisałam, Dziecko z bliska,
dotyczyła dzieci -?tego, jak je rozumieć i wspierać w harmonijnym
rozwoju. Jednak w mojej pracy z rodzicami i innymi dorosłymi bardzo
szybko okazało się, że klientom nie wystarcza wiedza o dzieciach, a rodzicielstwo to głównie ogarnianie siebie. Jak o siebie zadbać, jak
poradzić sobie ze swoimi emocjami, jakich umiejętności potrzeba, żeby
być w stanie towarzyszyć dzieciom w rozwoju i wspierać je tak, jak tego
potrzebują?
Teraz bardziej zajmuję się rozwojem i wspieraniem dorosłych niż
wspieraniem dzieci. Daję im inspirację do eksperymentowania. Efekty
pracy z dorosłymi na ogół widać szybciej, niż to bywa w przypadku
dzieci. Czasem wystarczy kilka tygodni. Zdarzają się też takie sytuacje,
kiedy czyjeś nastawienie i emocje zmieniają się pod wpływem jednego
zdania.
Kiedy nie skupiamy się na dzieciach, tylko uczymy się, jak sobie radzić
ze sobą i budować relacje z innymi dorosłymi, może nam być dużo łatwiej.
Łatwiej jest nam rozmawiać o granicach w relacjach między dorosłymi, a potem zastanawiać się nad tym, jak to się odnosi do dzieci, niż
rozmawiać o egzekwowaniu i stawianiu granic jako narzędziach wychowania.
Mamy różne schematy i nawyki, które utrudniają nam dbanie o siebie.
Identyfikujemy je i szukamy, skąd się biorą. Widzimy, jak często nasze
automatyczne sposoby działania wynikają z tego, że wychowywano nas na
"dobre, grzeczne i posłuszne" dzieci, a nie na szczęśliwych,
autonomicznych, potrafiących dbać o siebie i budować relacje dorosłych.
Z rozmawiania o naszych doświadczeniach wypływa samoistnie wątek tego,
jak nie przenosić pewnych sposobów działania i myślenia na kolejne
pokolenia. Chcemy coś zmieniać i szukamy, jak to zrobić, bo choć nie
możemy do końca przewidzieć konsekwencji bliskościowego podejścia do
dzieci, to ze swojego życia doskonale znamy konsekwencje tego, jak nas
traktowano.
Z perspektywy dorosłych wyraźniej widać, że to, co miało decydujący
wpływ na nasze życie, co buduje nasze zasoby albo utrudnia nam
funkcjonowanie, to nie jest dokładnie to samo, czym przejmują się
rodzice, kiedy myślą o wychowaniu. Dobre stopnie, pościelone łóżko,
obowiązki domowe, brak konfliktów i wyzwań okazują się nie być aż takie
ważne.
Dużo większe znaczenie ma to, że dzieci wzrastają w towarzystwie
dorosłych, którzy:
biorą odpowiedzialność za budowanie z nimi relacji,
dbają o ich bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne,
widzą je i słyszą razem z ich potrzebami i wyzwaniami,
są dostępni emocjonalnie i zainteresowani nimi,
dają im bezwarunkową miłość i akceptację,
są delikatni i życzliwi,
są gotowi ciągle uczyć się i rozwijać.
Największym wyzwaniem w tworzeniu takiego sprzyjającego środowiska bywa
brak zasobów. Nasz system więzi podpowiada nam, czego potrzebują od nas
dzieci, ale nie zawsze jest w stanie przebić się przez to, jak trudne
bywa dla nas życie. Możemy jednak szukać wsparcia i się uczyć. Mamy też
dużo możliwości, których nie mają dzieci. Możemy troszczyć się o siebie
tak, żeby być w stanie widzieć dzieci i ich potrzeby.
Żeby mieć zasoby do wspierania dzieci, potrzebujemy bardzo podobnych
rzeczy jak one:
czuć się bezpiecznie,
czuć się dobrze w relacji ze sobą,
żeby ktoś nas widział i słyszał,
innych dorosłych, którzy są dostępni emocjonalnie i zainteresowani
nami,
którzy nas akceptują bezwarunkowo i kochają,
wspólnoty, w której można uczyć się i rozwijać.
Można by powiedzieć, że i dzieci, i dorośli potrzebują takich relacji,
które będą ich wspierać. Narzędziem do tego, żebyśmy mogli żyć w świecie karmiących relacji, jest komunikacja, a dokładniej -?jej
jakość, czyli to:
jak potrafimy porozumiewać się i współpracować,
jak dogadujemy się na co dzień i kiedy pojawiają się wyzwania,
jak potrafimy się słyszeć i sprawdzać, czy się rozumiemy,
na ile otwarcie umiemy mówić o tym, co dla nas ważne, o co nam chodzi,
co się z nami dzieje,
na ile potrafimy się porozumieć sami ze sobą.
Wymiana informacji może mieć różne formy. Niektóre informacje płyną do
nas, inne to my wysyłamy w świat, a jeszcze inna wymiana informacji
zachodzi w naszym kontakcie ze sobą. Te trzy aspekty komunikacji:
komunikacja ze sobą, słuchanie i mówienie zbudują podstawowe ramy
tej książki. Kiedy jeden z tych aspektów komunikacji jest wyzwaniem,
kosztuje dużo energii, a daje mało rezultatów, zamiast kurczowo się go
trzymać, możemy użyć innego.
Kiedy nie sprawdzają się wyrażanie siebie i asertywność, warto często
odwołać się do słuchania i empatii.
Kiedy nie jesteśmy w stanie słuchać, warto wrócić do kontaktu ze sobą.
Kiedy trudno nam o kontakt ze sobą, pomaga nam to, że ktoś nas słucha,
a my możemy mówić.
Kłopot często polega na tym, że w naszej komunikacji upieramy się przy
założonym przez nas planie. Kiedy mamy coś do powiedzenia, trudno nam
odpuścić i zająć się słuchaniem. A im dłużej czekamy ze zmianą formy
komunikacji, tym większego doświadczamy stresu. Bardziej się usztywniamy
i tym trudniej nam się "przełączyć". Dlatego, choć w życiu trudno
oddzielić mówienie od słuchania i komunikację z innymi od komunikacji ze
sobą, najpierw będziemy przyglądać się tym trzem aspektom komunikacji
osobno. Będziemy oglądać ich bogactwo i uczyć się, jak możemy korzystać
z każdego z nich. Oswojenie tych trzech trybów pomaga sprawniej i bardziej świadomie się między nimi poruszać i wybierać to, co nam w danym momencie posłuży.
Mocno wierzę w uniwersalność ludzkich potrzeb i we wspólne
człowieczeństwo. Mamy podobne troski, wyzwania, emocje i potrzeby.
Podobnych rzeczy się boimy i wstydzimy. Z drugiej strony każdy z nas
jest trochę inny -?i to jest piękne i ciekawe. Spotykając się z innymi
ludźmi, odkrywamy nowe światy. To właśnie komunikacja jest narzędziem
do tego, żeby nasza różnorodność dodawała nam możliwości, a nie
utrudniała życie. Komunikacja sprawia, że z czegoś, co ja mam do
zaoferowania, i z czegoś, co ma druga osoba, może powstać coś jeszcze
innego, większego, nowego, co wesprze nas oboje. A często wspiera też
wiele osób poza nami.
Wszyscy mamy zdolność do budowania relacji, choć różnie radzimy sobie z komunikacją. Pytanie brzmi, czy mamy w sobie gotowość, żeby zmieniać
się i uczyć. Możemy potraktować wyzwania, których doświadczamy w kontakcie i w porozumiewaniu się z innymi, jako zaproszenie do rozwoju.
Możemy zobaczyć innych ludzi, osoby partnerskie, dzieci jako naszych
mistrzów duchowych. Przyjąć ich obecność i to, co robią, jako dar
polegający na tym, że pokazują nam miejsca, które potrzebują opieki.
Żeby to było możliwe, potrzebujemy z życzliwością i łagodnością
podchodzić do tego, że coś jest dla nas trudne. Oraz zaufać, że jesteśmy
się w stanie tego nauczyć. Obie te rzeczy często zaczynają się od tego,
że spotkamy kogoś, kto nas w tym wesprze i zainspiruje. Może ta właśnie
książka będzie dla was takim spotkaniem.
Komunikacja i język
Podstawowym i najbardziej oczywistym narzędziem komunikacji w naszym
życiu jest język. Kiedy mówimy o komunikacji, często myślimy o rozmawianiu, a kiedy mówimy "komunikacja ze sobą", pierwsze nasze
skojarzenie to myśli, które pojawiają się w naszych głowach. A przecież
małe dzieci komunikują się z nami od samego początku i my komunikujemy
się z nimi. Komunikują się ze sobą także rośliny i zwierzęta.
Komunikacja to więcej niż język, dlatego kiedy będę używać określeń:
mówienie i słuchanie, chcę odwoływać się też do sytuacji, kiedy nadajemy
i odbieramy informacje poza słowami.
Język bardzo wzbogaca komunikację między ludźmi. Jednak używanie go jako
głównego narzędzia komunikacji niesie też ze sobą wiele wyzwań, które
stają się jeszcze większe, kiedy nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Język nie tylko opisuje rzeczywistość i pomaga przekazywać informacje o niej, ale także ją tworzy, przekształca i upraszcza. Słowa, których
używamy, opowiadają o sytuacjach i stanach, które nie istnieją poza
ludzką świadomością. Akceptacja, granice, wartości. Gdyby nie było
ludzi, którzy używają tych pojęć, one by nie istniały.
Korzystając z języka i przekazując za jego pomocą informacje, wybieramy,
co chcemy przekazać i wyodrębniamy to z całości naszych procesów
umysłowych. Podejmujemy też decyzje o tym, w jaki sposób to przekażemy.
Język opiera się na umowie dotyczącej znaczeń słów, ale umowa ta jest
zawsze uproszczeniem skomplikowanej rzeczywistości. Im bardziej
abstrakcyjne są kategorie, których używamy, tym bardziej to widać. Dużo
łatwiej jest nam się zgodzić co do tego, czym są drzwi, niż co do tego,
czym jest miłość albo zaufanie.
Żeby łatwiej było nam się porozumieć, język opiera się na binarnych
kategoriach, które łatwo od siebie odróżnić. Gorące/zimne. Szybko/wolno.
Razem/osobno. Dziecko/dorosły. Komunikacja/brak komunikacji.
Skuteczna/nieskuteczna komunikacja. Specjalnie podaję tu takie
przykłady, żeby uwrażliwić was na to, jak my sami nieustannie
upraszczamy rzeczywistość, aby móc ją jakoś opisać. Przyjrzymy się
wspólnie, jak to działa.
Kiedy używamy określenia "komunikacja" i mamy na myśli wymianę
informacji, to tak naprawdę mówimy o ciągłym procesie. Nieustannie
nadajemy i odbieramy informacje i większa część tej wymiany dzieje się
poza naszą świadomością. Często moment graniczny, w którym
przyjmujemy, że komunikacja zaszła, to ten, kiedy nadana przez kogoś
informacja trafia do odbiorcy. Czyli dziecko przewróciło oczami albo
kopnęło klocek, a rodzic nie zauważył -?nie ma komunikacji. Albo rodzic
zauważył to, że dziecko to robi, ale odczytał: nie lubię cię, podczas
kiedy dziecko wysłało komunikat: trudno mi, nie radzę sobie. Czy to już
jest komunikacja, skoro komunikat został odczytany nietrafnie?
Opowiadając ten przykład, uprościłam skomplikowany proces dziejący się
wewnątrz dziecka do jednego zdania. Uprościłam też to, co dane
zachowanie dziecka wywołało w rodzicu, do jednego komunikatu. Zrobiłam
to po to, żebym mogła wam przekazać informację, którą chciałam
zakomunikować.
Może więc warto oglądać różne sytuacje nie tylko jako binarne kategorie
-?to jest komunikacja, a to nie. Może raczej zastanawiajmy się, jak duża
jest wymiana informacji, w którą stronę one płyną (albo raczej -?ile
płynie w którą stronę) i jak skuteczna jest ta wymiana. Używając raczej
kategorii mniej/więcej, a nie kategorii jest/nie ma.
Używając języka, porządkujemy to, co chcemy przekazać, nadajemy temu
strukturę. To pomaga nam się komunikować, ale jednocześnie powoduje, że
nie przekazujemy całego bogactwa swoich przeżyć. Dodatkowo informacje
płynące od nadawcy zawsze różnią się od tych, które docierają do
odbiorcy. Komunikacja jest procesem tak wielowarstwowym, że sprawdzanie,
czy się rozumiemy, jest jednym z jego ważniejszych aspektów.
Słowa, których używamy w danym języku, wpływają na to, jak myślimy o różnych kwestiach. Będę w tej książce używać słowa "zamrożenie", żeby
opisać pewnego rodzaju reakcję stresową. Kiedy opowiadam o tym stanie,
odkrywam, jak powszechna jest trudność z identyfikowaniem go u siebie.
Właśnie między innymi dlatego, że brakuje nam słowa, które by go
opisywało. Kiedy pojawia się takie słowo, to zaczynamy odkrywać w swoim
życiu sytuacje, których ono dotyczy.
Kiedy posługujemy się więcej niż jednym językiem, łatwiej jest nam mieć
świadomość tego, jak język tworzy rzeczywistość. W języku polskim nie ma
prostego odpowiednika angielskiego own -?posiadać na własność,
zwłaszcza kiedy mówimy o różnych stanach wewnętrznych i zachowaniach.
Dlatego trudniej nam mówić o braniu odpowiedzialności za swoje
zachowanie, emocje, doświadczenia. Angielskie meeting needs, czyli
spotykanie się ze swoimi potrzebami, tłumaczone jest jako zaspokajanie
potrzeb. Przenosząc się do innego języka, przenosimy się z metafory
kontaktu z osobą do metafory zaspokajania głodu, wypełniania braku. To
wpływa na to, jak posługujemy się tymi określeniami, ale też na to, do
jakich zachowań one nas zapraszają.
Tę książkę piszę z intencją wrażliwości na te aspekty języka, które
związane są z naszą różnorodnością w zakresie płci. Podjęłam decyzję,
żeby tam, gdzie to będzie tylko możliwe, używać słów, które mogą się
odnosić w równym stopniu do wszystkich ludzi, niezależnie od tego, jak
się identyfikują. Także osób niebinarnych. Nie zawsze było to łatwe i nie zawsze możliwe. Ten mały kawałek świadomego użycia języka to mój
wkład w tworzenie świata, w którym jest bezpieczne miejsce dla
wszystkich. To też przykład tego, jak język może zmieniać świat i jak my
możemy brać udział w tym procesie zmiany.
Oglądanie języka z takiej perspektywy nie jest proste, dlatego celowo
ten rozdział jest bardzo krótki. Wolę odwoływać się do tego aspektu
komunikacji po kawałku w różnych rozdziałach i pokazywać jego działanie
w różnych konkretnych sytuacjach, niż pisać długi i skomplikowany
rozdział o komunikacji i języku.
Wpływ i skuteczność
Czy wierzycie w to, że komunikacja jest skutecznym narzędziem
załatwiania spraw między ludźmi i wpływania na rzeczywistość?
Czy wierzycie, że możliwa jest taka komunikacja, która nie potrzebuje
przewagi sił i manipulacji?
Czy odważycie się wybrać komunikację, która opiera się na równej
godności i dobrowolności, nawet jeśli możecie nie uzyskać w ten sposób
tego, na co macie w danej chwili ochotę?
Co dokładnie oznacza dla was, że komunikacja jest skuteczna?
Jakiej komunikacji chcecie?
Jak wyobrażacie sobie ten pożądany stan?
Po czym możecie poznać, że komunikacja "działa"?
Często za skuteczną uważamy komunikację, za pomocą której możemy
kontrolować innych. Wierzymy, że stając się mistrzami komunikacji,
sprawimy, że ludzie będą robić to, co chcemy. Chcemy kontroli, bo
myślimy, że moc i sprawczość polegają na posiadaniu przewagi nad innymi,
i wyobrażamy sobie komunikację jako narzędzie kontroli. Jednak wpływ
jest przeciwieństwem kontroli i im więcej kontroli, tym mniej
wpływu.
Kontrolą nazywam sytuację, w której podejmujemy decyzję, co dokładnie ma
się wydarzyć i jak chcemy, żeby zachowali się inni ludzie. Często zależy
nam na kontroli tam, gdzie jej nie mamy i nie możemy mieć. Możemy do
pewnego stopnia kontrolować zachowanie małego dziecka (wynieść je do
drugiego pokoju albo złapać, żeby nie wybiegło na ulicę), ale niewiele
więcej. Nie decydujemy o tym, co inni ludzie mówią i co myślą ani jak
się czują.
W wielu obszarach nie mamy kontroli nawet nad sobą. Nie kontrolujemy
reakcji swojego ciała, emocji, pragnień, potrzeb czy myśli, które
automatycznie pojawiają nam się w głowie. Nie kontrolujemy ich, czyli
nie zależą one tylko od naszej decyzji oraz nie znikają w momencie,
kiedy sobie tego zażyczymy. To, że nie chcemy doświadczać złości i smutku, myśleć o jakimś nieprzyjemnym doświadczeniu, pocić się i rumienić, nie powoduje, że takie sytuacje się nie zdarzają.
Nie mamy kontroli, ale mamy ogromny wpływ na siebie i otaczającą nas
rzeczywistość. Kiedy wykonujemy jakąś akcję, następuje reakcja. Coś się
w świecie zmienia, choć niekoniecznie i niecałkowicie w taki sposób, jak
mamy ochotę. Jeśli coś powiemy do drugiej osoby, to ona jakoś zareaguje
i mamy wpływ na rodzaj tej reakcji, choć nie możemy zdecydować, jaka
dokładnie ona będzie. Jeśli krzykniemy, to reakcja będzie inna, niż gdy
będziemy mówić po cichu. Nasze działania mają też wpływ na nas samych.
Mamy wiele sposobów na to, żeby zmieniać swoje doświadczanie
rzeczywistości. Mamy wpływ na to, jak często i jak mocno przeżywamy
różne trudne albo przyjemne rzeczy.
Jednym z najpotężniejszych narzędzi wpływu może być komunikacja:
nasza komunikacja ze sobą jest sposobem, w jaki mamy wpływ na siebie,
nasza komunikacja ze sobą ma wpływ na nasze zachowanie, na to, jak się
komunikujemy z innymi,
nasza komunikacja z innymi na wpływ na nich i na nasze relacje,
nasza komunikacja z innymi ma też wpływ na nas, kiedy dowiadujemy się
nowych rzeczy, dostajemy wsparcie, możemy uporządkować sobie to, czego
doświadczamy.
Im więcej uczymy się komunikacji i o komunikacji, tym bardziej możemy
korzystać z tego wpływu. Może być tak, że nasze pojedyncze zachowanie ma
bardzo mały wpływ na drugiego człowieka, ale dużo małych wpływów się
sumuje. Może mam mały wpływ na jednego czytelnika, ale jest ich bardzo
wielu. Dodatkowo w swojej pracy mam wpływ nie tylko na ludzi, którzy z niej bezpośrednio korzystają. Mam też poprzez nich wpływ na relacje tych
ludzi z innymi, na przykład na relacje rodziców z ich dziećmi i osobami
partnerskimi. Mam w ten sposób wpływ na te osoby, a przez to na dzieci
tych dzieci i tak dalej.
Wpływamy na siebie nawzajem. Im bardziej akceptuję wpływ, jaki mają na
mnie inni ludzie, tym łatwiej jest mi korzystać z mojego własnego wpływu
w relacjach z nimi i tym bardziej ci ludzie akceptują to, że ja mam na
nich wpływ. Bo nie jestem ponad nimi, tylko jesteśmy na równi.
Kontrolując, wkładamy dużo energii i uzyskujemy mały efekt. Tę energię
można by włożyć w opiekowanie się swoim własnym wpływem. Kontrola jest
w stanie zmienić tylko zachowanie. Jeśli próba kontrolowania ludzi
jakoś zmienia ich myślenie, to często odwrotnie do oczekiwań. Kiedy
kogoś do czegoś próbujemy zmusić, to może ta osoba to zrobi, ale jest
duża szansa, że w efekcie będzie do tego negatywnie nastawiona -?właśnie
dlatego, że została zmuszona. Przypomina mi się tu opowieść o tym, jak
wiatr i słońce założyli się, że zdejmą człowiekowi płaszcz. Wiatr wiał i szarpał i człowiek jeszcze mocniej się okrywał. A słońce zaświeciło tak,
że zrobiło się gorąco i człowiek sam zdjął z siebie płaszcz. Kontrola
często jest takim wiatrem.
Dodatkowo kontrola wymaga nieustannego czuwania nad tym, co się dzieje.
Jeśli używamy kontroli do tego, żeby mieć wpływ, to bardzo trudno jest
nam zaufać, że jak tę kontrolę odpuścimy, to wszystko będzie się działo
dalej samo.
Trudno jest rezygnować z kontroli i zauważać jej ograniczenia. Wydaje
nam się, że dzięki niej uzyskamy dużo szybszy i większy efekt niż dzięki
jakimś "miększym" sposobom. Dodatkowo mamy często sztywność w trzymaniu
się planów. Sytuację, kiedy nie udaje nam się zrealizować jakiegoś
planu, traktujemy jako porażkę. Zazwyczaj nawet nie wyobrażamy sobie, że
jeśli dostajemy coś niezgodnego z oczekiwaniami, to możliwe, że
dostaniemy dużo więcej.
Dążenie do kontroli utrudnia nam często czerpanie zasobów z relacji z ludźmi. Jeśli próbujemy ich kontrolować, to w bardzo małym zakresie
korzystamy z ich wiedzy, pomysłowości, perspektywy, wyobraźni,
inteligencji i motywacji. Jeśli działamy z przekonaniem, że wiemy lepiej
i inni nie mają nic ciekawego do dodania, to wiele ważnych informacji
może do nas nie dotrzeć. Kiedy zrezygnujemy z kontroli i skupimy się na
wpływie, to może się pojawić potrzeba, żeby zmienić jakiś plan, zrobić
coś inaczej, niż mamy ochotę. Może nawet okaże się, że zmienią się nasze
cele albo spojrzenie na daną sytuację. Ale w ten sposób możemy uzyskać
takie rozwiązanie, które uwzględni więcej perspektyw i zasobów niż nasze
pierwotne plany.
Cała ta książka jest o wpływaniu na siebie i innych przez komunikację,
czyli przez wymianę informacji. Zaczynając od tego, że obszarem, w którym mamy najwięcej możliwości, jest to, co się dzieje w nas, naszym
ciele i naszej głowie. Nie mamy kontroli nad myślami, które nam się
samoistnie pojawiają, i nie możemy sprawić, żeby się nie pojawiały te,
które są dla nas trudne. Mamy jednak wpływ na to, co z nimi robimy, i na
inne myśli, które do nich dokładamy. Mam takie przekonanie, że nawet jak
już nie widzimy kompletnie, jak moglibyśmy mieć wpływ na jakąś sytuację,
to zawsze mamy wpływ na to, jak o niej myślimy.
Jeśli wierzycie, że nie macie na coś wpływu, to sprawdźcie, czy
jesteście w stanie sobie wyobrazić, że robicie coś, co pogarsza
sytuację. Jeśli da się wymyślić takie zachowanie, to znaczy, że macie
wpływ chociażby przez to, że wybieracie nie zachowywać się w określony
sposób. Taka zmiana perspektywy pomaga zobaczyć, że nasz wpływ jest
zazwyczaj dużo większy, niż nam się wydaje. Szukanie go może pomóc
wydostać się z bezradności i beznadziei.
Jaka to jest skuteczna komunikacja?
Najprostsza odpowiedź na to pytanie jest taka, że skuteczna
komunikacja posuwa sprawy do przodu. Rozumiem przez to pogłębienie
relacji z osobą, z którą się komunikuję, zobaczenie nowej, szerszej
perspektywy, rozwiązanie problemu, zmianę sytuacji, rozwój i naukę
nowych rzeczy. Komunikacja jest skuteczna nawet wtedy, kiedy te zmiany
są bardzo małe.
Komunikacja jest nieskuteczna, gdy stoimy w miejscu lub ciągle wracamy
do tego samego. Czasem oceniamy skuteczność komunikacji po wysiłku, jaki
w nią wkładamy, a gdy popatrzymy z szerszej perspektywy, to okazuje się,
że zmiana jest niewielka. Ktoś robi to, co chcemy, ale to w żaden sposób
nie buduje naszej relacji i porozumienia. Albo mówimy, co myślimy, ale
druga osoba nie widzi naszej perspektywy. Często takie kręcenie się w kółko powoduje, że nasza relacja cierpi. Coraz mniej wiemy o drugiej
osobie i coraz mniej w nas ciekawości. Coraz więcej mamy do siebie żalu.
Czasem uważamy komunikację za nieskuteczną, bo skupiamy się na efekcie,
którego chcemy, a który nie następuje. Jednak spojrzenie z szerszej
perspektywy pomaga nam zauważyć, gdzie mamy wpływ. Nasze wyobrażenie na
temat skuteczności decyduje o tym, jak dużo jej będzie w naszym życiu.
Możemy to, że druga osoba nam odmawia, zobaczyć jako swoją porażkę.
Możemy też potraktować tę sytuację jako okazję, żeby dowiedzieć się
czegoś o potrzebach i granicach drugiej strony, coś zrozumieć, dostać
jakąś informację. Dzięki temu jesteśmy już w innym miejscu niż chwilę
wcześniej. Widzimy sytuację inaczej. Mamy szansę na rozwój.
Takie rozumienie skuteczności komunikacji jako narzędzia rozwoju i zmiany sprawia, że może być ona skuteczna nieomal w każdej sytuacji.
Niezależnie od tego, co wydarzy się w moich relacjach z ludźmi, mogę
uczyć się i wyciągać wnioski. Nawet jeśli w konkretnej rozmowie jestem w takim stresie, że zamykam się na rozwój i ciekawość, mam jeszcze
możliwość, żeby zająć się swoim rozwojem później. Mogę sama albo z pomocą wspierającego drugiego człowieka przyjrzeć się jeszcze raz tej
sytuacji i zobaczyć, czego będę w stanie się z niej nauczyć.
Jeśli komunikacja jest wymianą informacji, to sprawiamy, że jest ona dla
nas bardziej skuteczna, kiedy nie próbujemy kontrolować tego, w jakim
kierunku płynie ta informacja i skupiamy się bardziej na korzystaniu ze
swojego wpływu. Nie próbujemy wymusić, żeby informacja płynęła tylko w jedną stronę, ale akceptujemy to, że płynie ona w obie strony. Im
bardziej jesteśmy w takim nastawieniu, tym bardziej ludzie, z którymi
wchodzimy w kontakt, również doświadczają skuteczności tej komunikacji
dla siebie. Im bardziej akceptujemy, że to, co się dzieje w komunikacji,
nie zależy tylko od nas, tym więcej od nas zależy. Im bardziej
nastawiamy się na zmianę w drugiej osobie, tym mniej ta osoba się
zmienia, a im bardziej naszą intencją jest nasza własna zmiana i rozwój,
tym więcej się dzieje w komunikacji i w relacji dla obu stron.
Komunikacja to wyzwanie
Komunikacja jest trudna, niedoskonała i nieprzewidywalna. Nie ma ludzi,
którzy się perfekcyjnie komunikują i którzy nie doświadczają w niej
wyzwań. Nie istnieje idealna komunikacja. Taka, w której:
zawsze się rozumiemy,
zawsze mamy zasoby do słuchania drugiego człowieka,
zawsze wiemy, o co nam chodzi,
jak myślimy, że się rozumiemy, to zawsze naprawdę się rozumiemy,
jak się rozumiemy, to się ze sobą zawsze zgadzamy.
W pracy spotykam się z ludźmi, którzy odkrywają, że komunikacja to dużo
więcej, niż im się wydawało. Słyszą i widzą, jak ludzie mogą się ze sobą
porozumiewać, kiedy mają do tego sprzyjające warunki i umiejętności.
Doświadczają, często po raz pierwszy w życiu, tego, że ktoś ich naprawdę
słyszy i widzi. Pod wpływem takich doświadczeń pojawia się u nich
pragnienie, żeby też tak umieć. Żeby tak rozmawiać ze swoimi dziećmi i ważnymi dla siebie dorosłymi. Jednocześnie dopada ich żal i myśli o stracie związane z tym, jak komunikacja do tej pory wyglądała w ich
życiu. Miewają poczucie winy i obawy o to, czy uda im się nauczyć innej
komunikacji i ile czasu im to zajmie.
Wydaje mi się, że większość z nas miewa pragnienie, żeby ten rozwój i nauka komunikacji zachodziły szybciej. Czekamy na dzień, kiedy będziemy
już w stanie posługiwać się taką skuteczną komunikacją. Żałujemy
zmarnowanego czasu. Problem w tym, że kiedy się spieszymy, łatwo jest
nam wchodzić w reakcję walki i ucieczki, a system, który opiekuje się
walką i ucieczką, nie najlepiej radzi sobie z komunikacją i rozwojem.
Zobaczycie dalej, jak ważne jest w nauce komunikacji, także komunikacji
ze sobą, uczenie się tego, żeby zwalniać.
Komunikacja zawsze jest wyzwaniem i zawsze jest w pewnym sensie trudna.
Opiera się na spotkaniu z czymś, czego nie znamy i nie jesteśmy w stanie
do końca poznać. Choć chcę też dodać, że jeśli komunikacja jest dla nas
ekstremalnie trudna, to warto szukać dlaczego. Niektóre podpowiedzi
znajdziecie w tej książce.
Komunikacja to wyprawa w nieznane
Komunikacja to nieustanna przygoda i podróż w nieznane. Kiedy
komunikujemy się z innymi ludźmi, to wyzwanie rośnie. Nigdy nie wiemy,
co się stanie. Nie da się mieć z góry wymyślonego planu i całkowicie go
realizować. Wszystko, co usłyszę, może być zaskoczeniem. Zawsze jest
ryzyko, że znajdę się nie tam, gdzie planowałam. Ale też moim zdaniem
jest możliwość, że miejsce, gdzie się znajdę, będzie dużo bogatsze w zasoby niż to, co byłam w stanie sobie zaplanować i wyobrazić. Ryzyko
zmienia się tutaj w prezent i okazję do rozwoju.
Komunikacja z bliskimi jest jeszcze trudniejsza, bo bardziej nam zależy
na jej skuteczności. Rzeczy, o których rozmawiamy, są dla nas ważne. W ważnych dla nas relacjach doświadczamy najwięcej bezbronności i najbardziej się odsłaniamy. To, co się stanie, może nam wiele dać, ale
też bardzo zaboleć.
W kontakcie z bliskimi mamy też długą wspólną historię. Domyślamy się, o co im chodzi, w oparciu o to, co już wiemy z wcześniejszych doświadczeń.
Czasem to ułatwia porozumienie, a czasem możemy przegapić, że coś się
zmieniło. Czasem całymi latami mówimy do siebie i wydaje nam się, że się
świetnie rozumiemy, bo zbyt rzadko to sprawdzamy. Tak jak w historii o parze, która przez całe lata dzieliła się bułkami w taki sposób, że
jedno z nich jadło dół, a drugie górę. Pewnego dnia zaczynają rozmawiać
ze sobą o tym, że każde z nich właściwie woli tę drugą część, ale dawali
sobie to, co uważali, że jest najlepsze. To właśnie takie sytuacje są
często szansą na głębsze porozumienie, ale w ważnych dla nas relacjach
są one trudne. Opowiadamy sobie o nich takie historie, które przynoszą
nam więcej cierpienia niż rozwoju. I trudno jest nam w te historie nie
wierzyć.
Bliskie nam osoby są często zaskoczone i niezadowolone, kiedy zaczynamy
się komunikować inaczej niż do tej pory. Próbują przeciwdziałać tej
zmianie. Zwłaszcza, kiedy jej nie rozumieją. My mówimy inaczej niż
wcześniej albo z inną intencją, a reakcja bywa taka jak do tej pory.
Dzieje się to też w drugą stronę. Kiedy bliscy zmieniają swój sposób
mówienia, my pamiętamy słowa, które wcześniej były używane. Pamiętamy
znaczenie, jakie nadajemy ich zachowaniu. Często wydaje nam się, że
wiemy, co ktoś powie i chce powiedzieć, jeszcze zanim to się wydarzy.
Komunikacja jest trudna, bo opiera się na regulacji
Wszyscy mamy takie chwile, kiedy komunikacja jest trudniejsza niż
zwykle. Momenty silnych emocji, nierównowagi, reakcji walki i ucieczki
lub zamrożenia. Sytuacje, kiedy bardzo dużo się dzieje albo coś jest dla
nas bardzo nowe. Kiedy potrzebujemy sobie poukładać, o co chodzi, i nie
zawsze mamy na to warunki.
Nawet jeśli mamy sporo narzędzi służących do komunikacji, to w trudnych
sytuacjach dostęp do nich jest utrudniony. Dlatego czasem zależy nam na
porozumieniu i budowaniu relacji, a czasem zadowalamy się przewagą.
Zwłaszcza kiedy mamy przekonanie, że ta przewaga da nam poczucie
bezpieczeństwa.
Im więcej stresu, tym trudniej o skuteczną komunikację. Trudniej
widzieć innych ludzi i ich perspektywę. Trudniej dać sobie czas, żeby
usłyszeć, co mają do powiedzenia. Ale też trudniej skontaktować się ze
sobą i wyrazić w sposób, który będzie zrozumiały dla innych. Im więcej
równowagi, tym łatwiej. Dlatego narzędzia związane z regulacją bardzo
pomagają w komunikacji i zwiększają jej skuteczność. Z drugiej strony
komunikacja ze sobą i z innymi pomaga nam opiekować się swoją regulacją.
Używamy jej, żeby poprosić o pomoc i odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
Rozumieć, co się z nami dzieje w stresie, i jak możemy wrócić do
równowagi.
Komunikacja jest trudna -?nasze osobiste doświadczenia
Usłyszałam kiedyś na warsztatach u Liliany Krzywickiej, że bezpieczna
więź to wiara w skuteczność komunikacji. Wiara w to, że świat jest
bezpiecznym miejscem do życia, możemy polegać na innych, ludzie
generalnie są z nami, a nie przeciwko nam, a my mamy narzędzia do tego,
żeby się w tym świecie relacji poruszać. Bezpieczna, czyli wynikająca z wystarczająco dobrych doświadczeń, jakie nas spotkały, kiedy byliśmy
dziećmi, albo oparta na naszej świadomej pracy, żeby sobie tych
doświadczeń dostarczyć.
Trudno jest wierzyć w skuteczność komunikacji i widzieć ją jako
narzędzie dbania o siebie, kiedy świat, którego doświadczamy, jest
zagrażający, i skuteczniejsza od komunikacji wydaje się siła. Kiedy
nasze potrzeby nie były brane pod uwagę, bo brakowało nam tej siły. Może
było tak, że pokazywanie swoich potrzeb ważnym dla nas dorosłym nie
prowadziło do tego, że ktoś się nami interesował i dawał opiekę. To taka
sytuacja, kiedy wybieramy siłę, żeby odzyskać równą godność i możliwość
wybierania. Wybieramy siłę, bo doświadczamy bezsilności.
Komunikacja może być dla nas wyzwaniem, jeżeli brakowało sytuacji, w której dorosły z ciekawością pytał nas o naszą perspektywę. Rzadko ktoś
interesował się tym, co czujemy i myślimy, dlaczego nam na czymś zależy,
dlaczego coś jest dla nas ważne. Dorośli przeważnie skupiali się na tym,
jak przekazać swój punkt widzenia. Jak powiedzieć o swoich
oczekiwaniach, życzeniach czy przekonaniach. Albo, co gorsza,
oczekiwali, że się tego domyślimy.
Może nasze dzieciństwo upływało w otoczeniu dorosłych, którzy nie
radzili sobie sami ze sobą albo mieli z tym duże trudności. Jeśli ci
dorośli nie mieli nawet miejsca na to, żeby pomieścić to, co się z nimi
dzieje, to nie byli też w stanie wspierać nas w naszych doświadczeniach.
Wyrośliśmy w środowisku, które opierało się na przewadze jednego
człowieka nad drugim. W tym byliśmy trenowani jako dzieci. Na takie
sytuacje mieliśmy narzędzia. Mogliśmy doświadczyć tego, jak to jest
podlegać sile, i obserwować, jak zachowują się ci, którzy mają przewagę.
Mnóstwo dorosłych osób, teraz już rodziców, nadal żyje w takiej
hierarchicznej relacji ze swoimi rodzicami. Dalej się ich słucha. Boi
się urazić ich uczucia. Bierze odpowiedzialność za to, żeby rodzicom nie
było przykro. Dalej kontakty między dorosłym dzieckiem i jego rodzicem
nie opierają się na równości i dialogu, tylko są podyktowane potrzebami
rodzica. Spotkałam dorosłych, którzy nie wyobrażają sobie tego, że mogą
odmówić rodzicowi. Że mogą mieć zamek w drzwiach, żeby rodzic
potrzebował zapukać. Że mogą się ubierać i żyć inaczej, niż chcieliby
rodzice. Nadal rodzice dorosłych już dzieci oczekują od nich takiego
poziomu spełniania ich oczekiwań i posłuszeństwa, jakiego oczekiwali od
małych dzieci.
W takiej relacji autonomia, odmowa czy własna decyzja bywają odbierane
jako odrzucenie, krzywda, sprawianie bólu. Bardzo trudno po takim
treningu budować relację, w której możemy się różnić. Możemy decydować
inaczej. Możemy myśleć inaczej. Możemy lubić inne rzeczy. Możemy sobie
odmawiać. Trudno jest uwierzyć, że jasne komunikowanie swoich potrzeb
ma sens. Że kiedy to zrobimy, to ktoś weźmie to pod uwagę albo wysłucha.
Trudno uwierzyć, że ktoś może myśleć inaczej i jednocześnie być ciekawy
naszej perspektywy.
Trudno nawet budować relację ze sobą, w której jesteśmy w stanie
wiedzieć, czego chcemy, co nam się podoba, co nam pomaga, na czym nam
zależy. Bo do tej pory karmiono nas komunikatami, że jesteśmy za mali,
żeby to wiedzieć, i nie mamy prawa tego pragnąć. A w związku z tym nie
widzieliśmy sensu, żeby się nad tym zastanawiać.
Komunikacja jest trudna, bo kultura
Warto wiedzieć, że nie wszystkie trudności w komunikacji wynikają z naszych indywidualnych doświadczeń. Te, które są udziałem całego
społeczeństwa, dużo trudniej jest nam zauważać i kwestionować.
Żyjemy w kulturze, która często bardziej ceni zgadywanie i domyślanie
się niż otwartą komunikację. Nie mamy więc często praktyki w tym, jak
rozmawiać na różne tematy bezpośrednio. Mówienie wprost różnych rzeczy
postrzegane jest jako przejaw złych manier albo coś ryzykownego
towarzysko. Nie znamy słów, których można by użyć w takiej komunikacji.
Na określenie różnych sytuacji w świecie zewnętrznym znamy często o wiele więcej słów niż na określanie naszych wewnętrznych stanów. Gdy
ludzie nazywają różne emocje, to czasem potrafią wymienić tylko kilka.
Widzę, jak na naszych oczach dzieje się tutaj zmiana. Ludzie zaczynają
mówić do dzieci językiem potrzeb i emocji. W związku z tym sami też uczą
się tego języka.
Żyjemy w kulturze przekraczania siebie, dzielności, starania się do
granic swoich możliwości. Z otoczenia płynie przekaz: działaj, działaj,
działaj. Kiedy dzieje się coś trudnego, o wiele łatwiej jest nam skupić
się na wkładaniu wysiłku niż na zatrzymaniu się i refleksji. Komunikacja
składa się z nadawania i odbioru informacji. W swojej komunikacji ze
sobą i z innymi o wiele więcej energii wkładamy w nadawanie. Mówimy do
siebie: weź się w garść, nie rozczulaj się, zrób to, dasz radę. Dużo
rzadziej pytamy i interesujemy się tym, co jest pod spodem. Podobnie
mówimy też do innych ludzi.
Ponieważ ciągle się spieszymy, to zatrzymywanie się często wydaje nam
się stratą cennego czasu. Mnie pomaga się zatrzymywać i zwalniać to, że
o wiele częściej stratą czasu wydaje mi się bieganie w kółko, po omacku,
które jest efektem tego, że się nie zatrzymujemy.
Żyjemy w kulturze, która opiera się na ustalonych hierarchiach i przewadze sił. Często równość i równa godność to idee, o których
dyskutujemy, a nie podstawa tego, jak żyjemy. To widać w języku, w którym pełno jest przewagi i siły. Pełno jest "musisz", "pozwalam",
"każę ci", "robisz źle", "nie wolno". W języku, który zawiera takie
kategorie jak wina, kara, zasługa. W języku, którym mówimy o ludziach,
że są lepsi i gorsi, normalni i nienormalni. Nawet jeśli niektóre z tych
określeń coraz rzadziej pojawiają się w naszych rozmowach, to dalej są
na tyle częścią naszego życia, że na pewno rozpoznajecie je z własnego
doświadczenia.
Żyjemy w kulturze, która ceni rozum i oczekuje, żeby nie kierowały
nami emocje, a jednocześnie daje bardzo mało narzędzi do opiekowania
się tymi emocjami. W konsekwencji tłumimy to, co czujemy, albo wyrzucamy
to z siebie, a potem czujemy się źle z tym, że to robimy.
Żyjemy w kulturze, która boi się konfliktów. Która zachęca do
unikania ich zamiast zajmowania się nimi. W której to, że ludzie są
różni i nie zgadzają się ze sobą, jest problematyczne, zwłaszcza kiedy
mówimy o bliskich relacjach. Kulturze, która zakłada, że ludzie żyją ze
sobą w harmonii, kiedy są do siebie dopasowani i podobni.
Komunikacja to ciągły rozwój
Świat się zmienia i ciągle powstają narzędzia i inspirujące nas
perspektywy. Nasi rodzice nie uczyli nas takiej komunikacji, bo jeszcze
jej nie było albo nie mieli do niej dostępu. My uczymy się tego "dopiero
teraz", bo ciągle pojawia się coś nowego. Nowe narzędzia, ale też nowe
wyzwania w naszym życiu.
Sama widzę, ile nowych rzeczy odkrywam na bieżąco. Jak z roku na rok
zmieniają się moje podejście, wiedza, umiejętności. Jak zmienia się
język, którym rozmawiam z bliskimi. Jak pojawiają się ciągle nowe
inspiracje i wzrasta moja świadomość. Gdy po siedmiu latach od premiery
redagowałam nowe wydanie swojej książki Dziecko z bliska, zmieniałam
bardzo wiele zdań i słów, które w międzyczasie wyleciały z mojego
słownika i zostały zastąpione przez inne. Głównie słów związanych z oceną i z pisaniem z perspektywy musi/powinno. Dokładnie to samo
powtórzyło się przy redakcji kolejnej książki, Dziecko z bliska idzie w świat.
Nieustannie też uczę się komunikacji, bo moje życie ciągle się dzieje.
Pojawiają się w nim nowe sytuacje i nowe relacje, które wymagają ode
mnie komunikowania się w nowy dla mnie sposób i dzięki temu wspierają
mój rozwój.
Odpowiedzialność to połączenie wyboru i wpływu
Zależało mi na tym, żeby pisać książkę o braniu odpowiedzialności za
zmiany. O tym, jak przestać czekać, aż ta zmiana się wydarzy, i po
swojemu zmieniać to, na co mamy wpływ.
Kiedy nie pasuje nam to, co się dzieje w naszym życiu i relacjach,
możemy skierować naszą uwagę na zewnątrz albo do wewnątrz. Skupić się na
tym, żeby skomunikować się ze sobą, sprawdzić, o co nam chodzi, jak
możemy o siebie zadbać, jakie opcje mamy do wyboru. Albo skupić się na
komunikowaniu swojej perspektywy innym i próbie wpłynięcia na świat
zewnętrzny.
Odpowiedzialność to dla mnie elastyczne wykorzystanie obu tych
możliwości. Ze szczególną uwagą potrzebujemy przyglądać się sytuacjom, w których skupiamy się na zmienianiu świata zewnętrznego i innych ludzi,
mimo że wkładamy w to bardzo dużo energii i mamy bardzo mało efektu.
Odpowiedzialność kojarzy mi się z czytaniem tej swojej nieskuteczności
jako informacji zwrotnej. Z zatrzymywaniem się i kierowaniem uwagi do
wewnątrz po to, żeby co najmniej przemyśleć swój kolejny krok i nie
powtarzać tego, co nie działa.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy ciągle skupiają
uwagę na sobie, analizują to, co robią, zastanawiają się, co mogliby
zrobić inaczej i co jest z nimi nie tak, a mimo to nie daje im to
większego dobrostanu i nie prowadzi do żadnej zmiany. Chcę wam więc
pokazać, jak można kierować uwagę do wewnątrz w sposób, który może nas
karmić, wzmacniać i powiększać nasz obszar wpływu na zewnątrz.
Żeby to zrobić, potrzebuję tu jasno napisać o tym, że moje rozumienie
odpowiedzialności może się różnić od tego, z którym się stykacie na co
dzień. Dla mnie odpowiedzialność jest wyborem w ramach swoich
możliwości. Dlatego możemy tylko brać odpowiedzialność. Nikt nas nie
może obciążyć odpowiedzialnością ani nas do niej zmusić.
Odpowiedzialność nie jest nam przypisana z góry. Potrzebna jest do niej
nasza świadoma decyzja.
Nie jest odpowiedzialnością skupianie energii na zmianie tego, czego nie
jesteśmy w stanie zmieniać. Na naszej przeszłości. Na zachowaniu innych
ludzi i kontrolowaniu go. Moja odpowiedzialność jest odpowiedzialnością
za moje zachowanie. Mój kawałek rzeczywistości. Mogę być odpowiedzialna
za swoje myśli, potrzeby i emocje.
Jest wiele rzeczy, na które mogę mieć wpływ, ale wybieram tylko niektóre
z nich. Wybieram takie, które są ważne i najważniejsze. Albo takie,
gdzie mój wpływ może być najbardziej efektywny. Określam swoje
priorytety. Wiem, że mój czas i energia to skończone zasoby. Dlatego
każda rzecz, której mówię "tak", to jednocześnie powiedzenie "nie" innym
ważnym rzeczom.
Odpowiedzialność to coś zupełnie innego niż wina. Nie jest obciążeniem,
tylko możliwością i potrzebą. Wszyscy chcemy brać odpowiedzialność i odpowiadać za coś. To, co nas powstrzymuje, to często właśnie
skojarzenie z winą, które kieruje naszą uwagę na to, co już się stało, a nie na to, co możemy z tym zrobić.
Mogłabym to porównać do sytuacji, kiedy na podłodze widzę leżący
papierek. Poczucie winy oznacza: podnoszę papierek, bo to ja go tam
rzuciłam i teraz jest mi głupio. Odpowiedzialność: podnoszę papierek, bo
chcę, żeby było czysto. Nie jest aż takie ważne, jak on się tam znalazł.
Kiedy rozmawiamy o relacjach, o tym, czego możemy się nauczyć, żeby
łatwiej nam było je budować, pojawiają się pytania: Czemu to znowu ja
muszę coś zmieniać, coś robić? Czemu to zawsze ja mam być tą stroną,
która słucha, która się przygotowuje i bierze pod uwagę drugą osobę?
Wiem, że te pytania to też sposób na to, żeby powiedzieć o swoim
zmęczeniu. O tym, że marzy nam się więcej opieki, troski, łatwości.
Czasem to sposób na to, żeby powiedzieć o swoim żalu i doświadczeniu
straty. Myślę, że często zanim pójdziemy dalej, potrzebujemy przyjąć
sami siebie z tymi potrzebami, zmęczeniem i żalem.
Dla mnie branie odpowiedzialności to nie jest kwestia przymusu. Tylko
tego, że jeśli nic nie zmienimy, to może nic się nie zmieni. Albo zmieni
się inaczej, niż tego pragniemy. Od nas zależy, czy zostawimy to, co się
dzieje, tak jak jest, czy będziemy szukać sposobów, żeby zadbać o siebie. Przez komunikację, a może czasem przez ograniczenie naszego
kontaktu z kimś. Chcę tu jasno napisać, że nie wartościuję tych opcji.
Ważne jest dla mnie to, że zawsze mamy wybór, ale nie wszystkie
możliwości są dla nas dostępne. Możemy dużo różnych rzeczy, ale nie
wszystko, co nam się marzy, jest do zrealizowania, albo nie wszystko
jest do zrealizowania natychmiast.
Odpowiedzialność w tym rozumieniu, o którym tutaj piszę, nie używa słów
"muszę" i "powinnam/powinienem". Mówi: "chcę", "wybieram", "mam ochotę",
"zależy mi". Najbardziej "nieodpowiedzialne" słowa, jakie mogę sobie
wyobrazić, brzmią: "nie mam wyboru, tak trzeba było zrobić".
Odpowiedzialność potrzebuje świadomości. Dlatego możliwość wzięcia
odpowiedzialności za siebie i swój dobrostan jest też pewnego rodzaju
przywilejem. Dla wielu ludzi to, że mają ten przywilej, opiera się na
szczęśliwym trafie bycia w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.
Życia w XXI wieku. Dostępu do określonych źródeł wiedzy. Spotkania
określonych ludzi. Świadomość własnego uprzywilejowania pomaga mi nie
oceniać ludzi, którzy odpowiedzialność postrzegają inaczej niż ja.
Nie musimy więc brać odpowiedzialności za nasz dobrostan i komunikację.
Ale jeśli jej nie weźmiemy, to mamy na nie dużo mniejszy wpływ. Jeśli
nie wybieramy, to może być tak, że ktoś wybierze za nas. Zdecyduje, jak
mamy się czuć i co ma nam sprawiać przyjemność.
Możemy na początek, jeśli chcemy, brać odpowiedzialność za relację ze
sobą. Nie doświadczymy w naszym życiu większej bliskości. Niczyich
potrzeb i emocji nie czujemy tak mocno jak swoich.
W relacji z innymi nasza odpowiedzialność pomaga nam działać, zamiast
się frustrować i złościć. Łatwiej nam zrozumieć swoją odpowiedzialność w relacjach z dziećmi, bo one są małe i nie potrafią. Możemy pamiętać, że
drugi dorosły też potrafi tyle, ile potrafi. Możemy działać z miejsca, w którym robimy swoje tak jak umiemy, albo czekać. Mam takie
doświadczenie, że określanie, kto ile potrafi i kto ile powinien włożyć
w relację, porównywanie się w tym i rozliczanie to ślepa uliczka.
Wyliczenia jednej osoby nie zgadzają się z tymi po drugiej stronie. Ktoś
może wkładać bardzo dużo wysiłku w jakieś działanie, które na nas nie
zrobi szczególnie wrażenia.
Możemy więc dawać tyle, ile umiemy i chcemy dać, i sprawdzać, co będzie
i czy dalej w to wchodzimy. Komunikacja może nam w tym bardzo pomóc, bo
ludzie generalnie bardzo często chcą dawać więcej, tylko nie wiedzą jak
i co.
Ponieważ odpowiedzialność to wolny autonomiczny wybór, to możecie wziąć
odpowiedzialność za siebie i zdecydować, czy czytacie dalej czy nie.
Każde zdanie tej książki możecie sobie wziąć albo nie. Mało tego, każdą
rzecz możecie wypróbować i sprawdzić, czy wam pasuje. Będę bardzo
usatysfakcjonowana, jeśli moja książka posłuży wam w ten sposób, że to,
z czym się nie zgodzicie, wesprze was w dotarciu do tego, co jest dla
was ważne i prawdziwe.
Jak się uczyć komunikacji?
Napisałam książkę o budowaniu relacji i zasobach, jakie drzemią w relacjach i komunikacji. Chcę, żeby była zaproszeniem do rozwoju, ale
wiem, że dla wielu osób powodem sięgnięcia po nią będą ból i cierpienie
oraz chęć zmiany swojego życia w taki sposób, żeby tego bólu było mniej.
Najczęstsze pytania o komunikację, z którymi się spotykam, wynikają
właśnie z takiego bólu. Niestety jednocześnie są to pytania, na które
najtrudniej jest odpowiedzieć:
jak porozumieć się z osobą, z którą od wielu lat nie jestem się w stanie dogadać?
jak rozmawiać, skoro każda nasza rozmowa kończy się kłótnią?
co robić, kiedy druga osoba nawet nie chce rozmawiać albo złości się
przy każdej próbie nawiązania kontaktu?
jak powiedzieć coś drugiej osobie, kiedy podejrzewam, że zareaguje
emocjami i będzie jej przykro?
jak powiedzieć coś trudnego, skoro za każdym razem, kiedy próbuję
sobie wyobrazić, że to mówię, robi mi się słabo ze strachu?
Najwięcej motywacji do zmian mamy, gdy dzieje się coś trudnego. Marzymy,
żeby coś się już nie powtarzało. Zależy nam na nauczeniu się czegoś, co
w tej konkretnej sytuacji przyniesie nam ulgę. Koncentrujemy się bardzo
na tym, czego nie chcemy, a nie na tym, na czym nam zależy i jak to
wprowadzić w życie. Zależy nam, żeby to wszystko zajęło jak najmniej
czasu. Jednocześnie wiele narzędzi do zmiany trudnej sytuacji związanych
jest z nabraniem dystansu do niej. Skupienie się na problemach i na tym,
co zrobić, żeby ich nie było, nie jest jedyną drogą do rozwoju i uczenia
się nowych rzeczy. Często też nie jest ani najłatwiejszą, ani najszybszą
drogą.
Złapanie dystansu i zauważenie szerszego kontekstu mogą być dla nas
wyzwaniem. Ta sama trudność pojawia się w moim życiu w wielu różnych
sytuacjach. Podobnie jak w wielu sytuacjach -?mogę korzystać z tych
samych umiejętności. Nie potrafię powiedzieć mojej mamie, o co mi
chodzi. Ale to nie oznacza, że w ogóle nigdy nikomu nie potrafię o tym
mówić. Jest wiele sytuacji, w których to potrafię, i mogę szukać, co mi
pomoże skorzystać z tych umiejętności w tej najtrudniejszej sytuacji.
Albo szukać, jak mogę się nauczyć trochę więcej.
Czasem chcemy się uczyć tam, gdzie jest trudno, bo mamy przekonanie, że
taka nauka będzie szybsza. Może się wtedy pojawić dużo frustracji, bo
nie widzimy żadnego postępu. Towarzyszą nam myśli o tym, co jest z nami
nie tak, że nie potrafimy tego zrobić. A zamiast tego warto by było
zacząć naukę od ułatwienia jej sobie, na przykład przez podzielenie jej
na mniejsze kroki. Zaczynając od oddzielenia od siebie tych trzech
aspektów komunikacji: słuchania, mówienia i kontaktu ze sobą.
Tam, gdzie jest najtrudniej, uruchamia się u nas reakcja stresowa, która
sprawia, że nie jesteśmy w trybie rozwoju, tylko w trybie przetrwania,
reagowania na zagrożenie i automatycznego działania. To, co potrzebujemy
zrobić najpierw, to poszukać komfortu i poczucia bezpieczeństwa.
Warto dawkować sobie wyzwania. Szukać poziomu trudności, przy którym
nadal czujemy się bezpiecznie i mamy jakieś "sukcesy". Wkładamy wtedy
wysiłek, ale jest to wysiłek, który daje satysfakcję. Warto pamiętać, że
to miejsce rozwoju i skuteczności może być dla każdego gdzie indziej.
Nawet dla tej samej osoby to może być inne miejsce w różnych sytuacjach
i w zależności od dnia.
Nastawienie na stałość, na rozwój i na kontekst
Nastawienie na stałość to traktowanie różnych aspektów naszego życia i działania jako stałych i niezmiennych. Możemy je rozpoznać w używaniu
zwrotów, które określają, jaki ktoś jest albo nie jest. Inteligentny,
asertywny, dobry, leniwy, odważny. Taka perspektywa utrudnia zmianę i dodatkowo prowadzi do trudności z podejmowaniem wyzwań.
Nastawienie na rozwój oparte jest na uczeniu się i opanowywaniu różnych
umiejętności składowych.
Komunikacji też da się nauczyć i możemy to robić w sposób celowy i świadomy. Można się nauczyć kontaktu ze sobą, słuchania, wyrażania
siebie. Dobra wiadomość jest taka, że my się nieustannie komunikujemy, a więc i okazji do ćwiczenia mamy mnóstwo. Do tego łatwiej przyjąć
perspektywę: "potrzebuję się czegoś nauczyć" niż "potrzebuję się
zmienić". Równocześnie jednak proces nauki się nigdy nie kończy i zawsze mogę się nauczyć kolejnych rzeczy.
Opcja nabywania umiejętności, ćwiczenia jest opcją skupiania się na tym,
co możemy dodać, a nie na tym, co możemy naprawić. To, co mi pomaga, to
dodatkowy rodzaj nastawienia -?na kontekst. Wiąże się ono z obserwacją,
że nawet kiedy coś umiemy, to nie zawsze w takim samym stopniu możemy z tego korzystać. Pamiętając o tym, możemy szukać, jaki kontekst ułatwia
nam korzystanie z danej umiejętności, i uczyć się w warunkach, które
najbardziej sprzyjają rozwojowi. Nie musimy się oceniać za to, że w trudnych warunkach nie udało nam się poradzenie sobie, nawet jak coś już
umiemy.
Ćwiczenia i praktyka
Pamiętam, jak Shona Cameron powiedziała na jednym z warsztatów, że do
tego, żeby zajmować się NVC (Porozumieniem bez przemocy), potrzebne jest
pięć rzeczy:
decyzja,
wspólnota,
praktyka,
praktyka,
praktyka.
Umiejętności związane z komunikacją warto ćwiczyć na zimno. Wybierać,
kiedy jest na to dobry dla nas moment. Robić to z ludźmi, którzy nas w tym wspierają. Wtedy, kiedy jesteśmy w dobrostanie.
Ćwiczenie na zimno to umówienie się z drugą osobą na rozmowę albo
zaczęcie rozmowy o emocjach dzieci wtedy, kiedy tych dzieci przy nas nie
ma. Ćwiczenia dotyczą czasami bardzo małych kawałeczków. Ktoś mówi, że
rozmawianie utrudnia mu to, że zanim się zorientuje, co się dzieje, to
jest już w bardzo dużych emocjach. Można tu ćwiczyć rozpoznawanie
sygnałów, jakie wysyła nam nasze ciało, kiedy zaczynamy się stresować,
albo zatrzymywanie się i zwalnianie.
Różne sposoby ćwiczenia na zimno, a potem w coraz bardziej wymagających
warunkach, pomagają w tym, żeby określone zachowania funkcjonowały jako
nawyki. Jedną z sytuacji, nad którą ludzie często chcą pracować, jest
uruchamianie się silnych reakcji stresowych, ucieczki, walki, zamrożenia
w sytuacjach społecznych, gdzie nie ma zagrożenia zdrowia i życia, a jest tylko skojarzenie z poprzednimi bardzo trudnymi sytuacjami.
Sposobem na to, żeby odczarować to połączenie między danym kontekstem a stresem, który się w nim uruchamia, może być używanie wyobraźni,
fantazji, humoru i zabawy. Jeśli odmawianie jest dla nas wyzwaniem, to
poza ćwiczeniem tego, co trudnego ktoś może do nas powiedzieć i jak
możemy zareagować, można ćwiczyć odmawianie, wymyślając sobie śmieszny,
dziwny, nierealny i przesadzony scenariusz. Moc wyobraźni i zabawy
pomaga rozładować napięcie nie tylko dzieciom, ale i dorosłym.
Kiedy wchodzimy w perspektywę rozwoju i myślimy, że coś jest
ćwiczeniem, to łatwiej jest nam nie uruchamiać silnej reakcji
stresowej. Nie bać się i nie martwić się, że nie wyjdzie. A dzięki
temu mieć większy dostęp do naszych zasobów, kreatywności,
elastyczności, ciekawości. Efekt nie zależy tutaj tylko od włożonego
wysiłku, ale przeważnie o wiele bardziej od obranej metody oraz liczby
powtórzeń. Dlatego jeśli trudno wam się czegoś uczyć, to nie starajcie
się bardziej, tylko szukajcie innych sposobów.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której jest wam trudno i chcecie się
nauczyć komunikować w inny sposób:
czy da się wybierać czas i miejsce?
czy można to przećwiczyć w wyobraźni albo z kimś?
czy wiadomo, co sprawia trudność w tej sytuacji?
czy da się tę jedną rzecz wyćwiczyć osobno?
czy możecie sobie wyobrazić, że już to umiecie, i zobaczyć, jak wtedy
by wyglądała ta sytuacja?
czy można zachować się tak, jakby zachował się ktoś, kto już to umie?
czy da się to ćwiczyć, kiedy jesteście w równowadze?
czy można to ćwiczyć w taki sposób, żeby było śmiesznie?
Będę też w tej książce pisać o szczególnym rodzaju ćwiczeń, które nazywa
się praktykami. Praktyka pomaga przejść od wiedzy do umiejętności i od
świadomości do nawyku. W praktyce szczególnie ważna jest jej
powtarzalność. Dużo praktyk polega na zadawaniu sobie regularnie tego
samego pytania albo na wykonywaniu różnych, bardzo prostych czynności.
Są trzy elementy praktyki i ćwiczenia, o których chciałabym napisać
więcej:
Intencja to podjęcie decyzji, co robimy i czego się w ten sposób
chcemy nauczyć, co rozwijać. Zdarza się, że intencja bywa bardzo prosta:
zaspokojenie ciekawości, doświadczenie czegoś nowego, dowiedzenie się
czegoś o sobie. Czasem wykonując jakieś ćwiczenie, ludzie mają bardzo
konkretne intencje. Czasem wracają do tego samego ćwiczenia, mając za
każdym razem trochę inny cel i intencję.
Jedna z moich ulubionych praktyk polega na tym, że pod koniec dnia
zadaję sobie pytanie: "Jak dzisiaj o siebie zadbałam?". Na początku mogę
tę praktykę wykonywać z intencją ciekawości i sprawdzenia, co się
wydarzy.
Inne intencje, które mi przychodzą do głowy to:
poszerzanie sobie wyobrażenia o tym, co jest dla mnie dbaniem o siebie,
zmiana swoich przekonań, że mało o siebie dbam albo że o siebie nie
dbam,
szukanie dbania o siebie w mało oczywistych sytuacjach,
wsparcie siebie w zauważaniu tego, że właśnie dbam o siebie,
kończenie dnia w takim miejscu, gdzie skupiam uwagę na tym, jak o siebie zadbałam,
poszerzanie świadomości tego, jak dbam o siebie, kiedy odpuszczam
zrobienie czegoś,
odkrywanie rzeczy, które są dla mnie ważnym sposobem dbania o siebie,
po to, żeby mieć ich w swoim życiu więcej.
W każdej z tych intencji będę zwracała uwagę na trochę coś innego i praktyka w związku z tym będzie trochę inaczej wyglądać.
Działanie to jest to, co najczęściej widzimy jako ćwiczenie albo
praktykę.
Praktyka jest jak ćwiczenie mięśnia, nie działa przez to, że wykonujemy
ją idealnie, ale przez to, że w ogóle ją wykonujemy i powtarzamy ją
wiele razy. Dlatego sytuacja, w której nie bardzo widzimy efekt danej
praktyki, nie jest powodem do jej przerwania. Natomiast wskazówką, że
warto się zastanowić, czy ta praktyka nam służy albo czy jest na nią
odpowiednia pora, może być to, że uruchamia ona w nas bardzo silne
emocje i mocną reakcję stresową.
W wielu praktykach pomaga element zapisywania. Czyli nie tylko zadaję
sobie codziennie pytanie, jak o siebie zadbałam, ale też mam specjalne
miejsce, w którym to codziennie zapisuję. Dla wielu osób wsparciem w regularności praktyki jest też praktykowanie z kimś.
Czyli umówienie się z drugą osobą na to, że będziemy regularnie coś
robić i dzielić się tym nawzajem. Na przykład codziennie o 20 dzwonimy
do siebie i mówimy sobie nawzajem, jak o siebie zadbaliśmy, albo mamy na
wybranym komunikatorze wątek przeznaczony specjalnie dla tej praktyki.
Refleksja to sposób na to, żeby czerpać więcej z ćwiczeń i praktyk.
W indywidualnej praktyce wygląda to tak, że co jakiś czas zadaję sobie
pytania:
Co się dzieje we mnie pod wpływem tej praktyki?
Czy coś się zmienia?
Czy czegoś się uczę?
Czy coś jest dla mnie trudne?
W czym mi pomaga ta praktyka?
Jakie mi się pojawiają pytania?
Czy coś odkryłam?
Refleksja uczy skupiania uwagi na zmianie, jaka zachodzi w nas w trakcie
rozwoju.
Kiedy po skończonym ćwiczeniu na warsztacie pytam ludzi, co u nich
teraz, czym by się chcieli podzielić, to często padają wypowiedzi typu:
nie wyszło nam to ćwiczenie,
nie wiem, czy zrobiliśmy to dobrze,
nie umiemy zrobić tego ćwiczenia.To, co dla mnie jest ważne, kiedy rozmawiamy o jakimś ćwiczeniu albo
praktyce, to skupienie się na tym, co sobie z tego bierzemy. Niezależnie
od tego, czy ktoś zrobił wszystko tak, jak miał to zrobić, czy spędził
czas, pijąc kawę i rozmawiając. Zadanie pytania, co nam dało to
doświadczenie, pomaga pamiętać, że nie ma zmarnowanych sytuacji, ale
też, że to my sami określamy, co jest dla nas pożądanym efektem i co w danej sytuacji najbardziej zaspokaja nasze potrzeby.
Druga rzecz, która dla mnie jest ważna i może być przedmiotem refleksji,
to kwestia tego, jak to się stało, że ktoś odszedł od proponowanej
struktury. Na przykład rozmawiał, a nie ćwiczył.
Czy to była świadoma decyzja zadbania o siebie, czy osoby w danej grupie
ustaliły to ze sobą, czy tak to jakoś wyszło. Taka refleksja jest
narzędziem do uczenia się bardziej świadomego podejmowania podobnych
decyzji w przyszłości.
Refleksja jest sytuacją, w której z perspektywy obserwatora przyglądamy
się temu, co robimy. Tara Brach pisze o tym, żeby praktykować z intencją
bezwarunkowej życzliwości, łagodności dla siebie. Życzliwość oznacza,
że nie stawiamy sobie wymagań, nie oceniamy się, nie porównujemy. Może
być tak, że na początku w jakiejkolwiek praktyce intencją jest właśnie
to, żeby uczyć się tej życzliwości.
Eksperymentowanie
Mamy dużo obaw i blokad związanych z używaniem tego narzędzia. Jeśli ta
obawa jest bardzo mocna, to warto korzystać z eksperymentowania w komunikacji z osobami, które są świadome tego, że to jest ćwiczenie, i się na to zgodziły.
Kiedy próbujemy się czegoś uczyć, to najpierw często wymyślamy, jak to
zrobić właściwie, skutecznie. Związane to jest z przekonaniem, że
podejmowanie dobrych decyzji polega na tym, żeby przewidzieć ich skutki
i tak wszystko zaplanować, żeby nie popełniać błędów i nie ponosić
porażek.
Jednak w życiu i w komunikacji nie ma prawidłowych i jedynych
sposobów. Jest dużo różnych strategii i dróg. Możemy znać wiele z nich
i używać różnych w zależności od naszych zasobów i sytuacji. Z takiej
perspektywy eksperymentowanie w komunikacji nigdy się nie kończy. Nigdy
nie docieramy do miejsca, że już "wiemy" co trzeba robić.
Czasami powiedzenie sobie, że można zrobić eksperyment i sprawdzić, co
się stanie, jest bardzo uwalniające. Czyli robimy coś nie po to, żeby
coś konkretnego uzyskać, tylko żeby zobaczyć, co będzie. Eksperyment to
taka sytuacja, w której są same sukcesy, bo celem jest zbieranie
informacji, a nie konkretny wynik.
Możemy widzieć nasze różne działania, w tym komunikację, jako
zarządzanie ryzykiem, i nie skupiać się na braku ryzyka. Popełnianie
błędów też można ćwiczyć. Można robić je celowo i szukać wyjścia z tych
sytuacji w bezpiecznych warunkach.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której nazywacie błędem to, co robicie.
Znajdźcie sobie drugą osobę do pomocy. Zróbcie ten "błąd", dajcie szansę
drugiej osobie zareagować i zobaczcie, co można zrobić z tą reakcją.
Pamiętajcie o eksperymentowaniu, czyli o tym, że możecie, jeśli chcecie,
zmieniać, w jaki sposób robicie ten błąd.
Popełniając błędy, często myślimy o tym, co ludzie powiedzą, ale też
obawiamy się tego, co powiemy sami sobie. Jest tam cała góra przekonań
związanych ze wstydem, czyli z tym, że to "źle" czegoś nie umieć i robić
coś nieidealnie. W związku z tym już lepiej nie robić wcale albo nie
zbliżać się w ogóle do czegoś, niż doświadczyć tego, że nam nie
wychodzi. Jako dzieci przeżywaliśmy dużo bólu i niepokoju w związku z tym, że coś nam się nie udawało. Teraz chcemy się chronić przed powtórką
tej sytuacji.
Konsekwencją wiary w to, że jest jakieś "dobrze" i "prawidłowo", jest
też myślenie, że eksperymentowanie trwałoby za długo i że szybciej
będzie nie tracić na nie czasu. Problem w tym, że gdyby wcześniej zacząć
eksperymentować, to już dawno byłoby na ten temat mnóstwo informacji.
Bardzo często próbowanie i eksperymentowanie są dla nas ważnymi
sposobami poznawania samych siebie, czyli odkrywania, co dla nas
oznacza, że coś działa, jest skuteczne, udało się.
Obawy przed eksperymentowaniem wiążą się też z brakiem zaufania do
siebie i strachem, że nie będziemy w stanie rozpoznać, czy osiągnęliśmy
pożądany efekt. Refleksja nad tym, czego potrzebujemy i jaki efekt
chcemy uzyskać, to etap, którego w żaden sposób nie da się pominąć.
Potrzebujemy uczyć się odkrywania, o co nam chodzi, jak siebie usłyszeć
i zrozumieć. Nie dziwię się, że to trudne, jeśli w dzieciństwie ciągle
mówiono nam, że to, co jest dla nas przykre, dzieje się dla naszego
dobra.
To, co utrudnia korzystanie z eksperymentowania w relacji z ludźmi, to
także przekonanie, że w komunikacji bardzo ważne są każdy krok i każde
słowo. W związku z tym pojawia się strach, że jak wypowiemy to jedno
niewłaściwe słowo, to ono zaszkodzi naszej relacji. Staramy się
powstrzymać od wszelkiego działania, a robimy to, co zwykle. Chcemy nie
krzyczeć, ale nie mamy pomysłu, co zrobić zamiast tego, więc i tak
kończy się krzykiem.
Kolejnym powodem obaw przed eksperymentowaniem są nasze reakcje
stresowe. W trybie zagrożenia i przetrwania nie mamy takiego łatwego
dostępu do kreatywności. Wszystkie rzeczy, o których piszę: brak wiary
we własne kompetencje, przekonanie o jednej prawdzie, pośpiech, brak
kontaktu ze sobą, są też charakterystyczne do nastawienia, które pojawia
się u nas w silnym stresie.
Eksperymentowanie może nam pomagać w powracaniu do równowagi, kiedy
stanie się naszym nowym nawykiem.
Eksperymentowanie jest fajne, bo:
nie ma porażek i błędów, są tylko informacje,
daje dużo opcji,
daje wybór,
daje dużo autonomii i sprawczości,
pomaga oswajać się z różnymi sytuacjami, nabierać wprawy,
można sobie wypracować coś własnego i mieć takie doświadczenie, że
jesteśmy w stanie do czegoś dojść,
pomaga poczuć swoją moc często bardziej niż naśladowanie kogoś,
uruchamia mniej ocen na swój temat i mniej porównań.
Jak można wesprzeć siebie albo kogoś w eksperymentowaniu? Przez
tworzenie przestrzeni bez ocen, krytyki, chwalenia i dobrych rad. Przez
zwalnianie i dawanie sobie albo komuś czasu i autonomii. Tworzenie
poczucia bezpieczeństwa. Dawanie okazji do refleksji. Pokazywanie, jak
sami eksperymentujemy.