rozdział 1,w którym Wiki zauważa, że dzieci nie przywiązują wagi do pieniędzy
- Muszę mieć te różowe trampki! - donośny krzyk niemal zagłuszył wszystkie inne dźwięki w centrum handlowym. Wiki obróciła się zaskoczona. Co to za zachowanie w miejscu publicznym?
- Słyszałaś tego rozwrzeszczanego bachora? - zapytał starszy brat Max, nachylając się do jej ucha. - Zachowuje się prawie tak jak ty. - Zachichotał.
- Wypraszam sobie - oburzyła się Wiki. Miała przecież dziewięć lat i nie była rozwrzeszczanym łobuzem. Właściwie to, odkąd rozpoczęła naukę w trzeciej klasie i była najstarszym rocznikiem w części szkoły przeznaczonej dla klas młodszych, uważała się za prawie dorosłą. To wprawdzie nie to samo co Max, który właśnie kończył pierwszą klasę liceum, ale ona też nie była już brzdącem. Mimo to starszy brat cały czas traktował ją jak przedszkolaka i czasem jej dokuczał. Właśnie chciała coś rezolutnie odpowiedzieć, ale rozmowa za ich plecami stawała się coraz bardziej interesująca. Przystanęła i schyliła się, aby poprawić sznurówkę, mimo że tak naprawdę, wcale nie była rozwiązana. Wiki po prostu nie chciała ruszyć się z miejsca, a gapienie się na fascynującą scenę, która rozgrywała się w centrum handlowym, było niegrzeczne.
- Ja chcę te trampki! - upierała się przy swoim dziewczynka, ubrana w tiulową różową spódnicę i uczesana w dwa kucyki.
- Przecież masz już śliczne kolorowe buciki. Niedawno kupiłem ci nowe - dziwił się mężczyzna trzymający ją za rękę.
- Ale teraz chcę te! - Mała pokazała palcem na witrynę sklepową, w której znana piosenkarka miała podobną różową spódnicę i trampki z tiulowymi kokardami w identycznym kolorze. - Tamte nie pasują mi do outfitu. - Dziewczynka tupnęła nogą z bardzo zaciętą miną.
Mężczyzna wydawał się trochę zdezorientowany. Próbował odciągnąć córkę od wystawy, ale mała była bardzo uparta i nie chciała ruszyć się z miejsca.
- Córeczko, nie mam pieniędzy na kolejne buty, tylko trochę bardziej kolorowe niż te, które już masz - tłumaczył niemrawo. - Nie są ci przecież potrzebne. Masz inne.
- Ale ja chcę! - złościła się dziewczynka, tupiąc nogami.
Przedstawienie nabierało tempa. Wiki kucała już dłuższą chwilę, jednak za nic nie chciała odejść od widowiska. Była bardzo ciekawa, co z tego wyniknie i jak zakończy się spór o nowe buty. Zawsze lubiła obserwować niecodzienne sytuacje i zastanawiała się, jak mężczyzna poradzi sobie z kapryśną małolatą. Poza tym jej uwagę zwróciły słowa ojca, który rozróżnił realną potrzebę od chwilowej zachcianki.