LIST DO CZYTELNIKA
Może właśnie to, czego najbardziej dziś potrzebujesz, by żyć pełnią życia, bez bólu, chronicznego zmęczenia i wciąż postępujących chorób cywilizacyjnych, to nie czekanie na lepsze czasy, magiczne lekarstwo i cudowną odmianę szarej rzeczywistości, tylko PODJĘCIE DZIAŁANIA, aby powrócić do NATURALNEGO stanu ZDROWIA, WITALNOŚCI, RADOŚCI i DOBREGO SAMOPOCZUCIA.
Zaobserwuj dzieci. Od rana uśmiechnięte, z błyszczącymi oczami, z prostymi plecami, elastyczną i otwartą klatką piersiową i w pełni ruchomymi biodrami, niezmordowane w pokonywaniu kolejnych wyzwań, wręcz kipią energią. Czy nie jest to Naturalne?
A teraz wyobraź sobie... Codziennie rano, wstajesz, przeciągasz się, czujesz się rześki i wypoczęty, w lustrze widzisz pogodną, jasną twarz, szum porannego prysznica pobudza Cię do życia, z zapałem rozpoczynasz kolejny dzień... MOŻLIWE?
Ja wierzę, że możliwe! Wierzę też w Ciebie, że potrafisz, krok po kroku, płynnie i systematycznie powrócić do Twojego naturalnego stanu zdrowia i witalności.
Po kilkunastu latach praktyki, zgłębiania wiedzy teoretycznej i praktycznej, po setkach godzin obserwacji siebie, moich pacjentów i uczniów, powiem Ci jedno: ZMIANA CHOĆBY JEDNEGO SZKODLIWEGO NAWYKU ZMIENIA TWOJE ŻYCIE NA LEPSZE i jeśli poważnie myślisz o poprawie jakości swojego życia, nie czekaj, aż choroba Cię wyprzedzi, podejmij działanie już dziś!
Niestety, jedna cudowna i szybka recepta nie istnieje! Gdyby tak było, wszyscy po zażyciu jednej pigułki, wypiciu eliksiru, zastosowaniu diety cud czy superprogramu ćwiczeń, tryskaliby zdrowiem i energią, zachowując piękne ciało i bystry umysł.
Dodatkowo to, co sprawdza się u jednych, niekoniecznie działa na drugich. Tylko z grubsza jesteśmy do siebie podobni, mamy dwie ręce, dwie nogi, oddychamy, chodzimy, jemy... Lecz tak naprawdę każdy z nas jest inny i niepowtarzalny - jedyny w swoim rodzaju.
Wiem, o czym piszę, bo w swojej wieloletniej praktyce pracowałam z bardzo różnymi ludźmi:
- z osobami, którym praca biurowa i siedzący tryb życia nadwyrężyły kręgosłup i dodały kilogramów;
- z tymi, którzy od podstawówki się nie ruszali, a teraz chcą nadrobić straty;
- z chorymi, którym dopiero choroba przypomniała, że życie to ruch, a brak ruchu nieuchronnie pozbawia nas życia i zdrowia;
- z ludźmi dojrzałymi, którzy postanowili zachować swą sprawność i nie ustępować wnukom w wyprawie na Giewont;
- a także z tymi wszystkimi, co wciąż zdrowi i pełni zapału, nie tylko chcą uniknąć kłopotów ze zdrowiem i na lata zachować kondycję, ale również poszerzyć swoje możliwości, zyskać więcej energii, siły i radości.
Zmiana nawyku, chociaż sama w sobie prosta i oczywista, wymaga nieco wysiłku:
- obserwacji, wsłuchania się w swój rytm i wyczucia swojego ciała, tak aby odnaleźć nawykowe niedociągnięcia i brak równowagi;
- trochę wiedzy i zdrowego rozsądku, aby opracować plan działania;
- czasu i systematyczności, aby pozwolić zmianom na trwałe zakorzenienie się.
Jeśli Ciebie też nie interesują chwilowe rozwiązania problemu i chcesz podążyć swoją indywidualną drogą działania, a później, w myśl zasady, że systematyczna kropla drąży skałę, niezłomnie kontynuować podróż ku zdrowiu, dobremu samopoczuciu i witalności, MOŻEMY ZROBIĆ TO RAZEM, wcielając w życie postępowanie Naturalne, czyli:
- ŚWIADOMOŚĆ - nauka, obserwacja i zdrowy rozsądek dla Wiedzy i podjęcia decyzji;
- RUCH - ćwiczenia fizyczne różnej maści dla odbudowy zdrowych nawyków ruchowych;
- ODDECH - świadome oddychanie i ćwiczenia oddechowe dla przywrócenia naturalnych nawyków oddechowych;
- JEDZENIE - zmiany na stole i w kuchni dla ożywienia pożywienia oraz kilka innych naturalnych kroków ku zdrowiu i witalności.
Zapraszam do lektury
Hanna Gryzińska-Onifade
Rozdział 1ZAKWASZENIE- GŁÓWNY CZYNNIK CHOROBOTWÓRCZY
CZYM JEST ZDROWIE I WITALNOŚĆ,A CZYM - CHOROBA I BRAK ENERGII?
ZDROWIE
Wbrew ogólnie panującym przekonaniom i wbrew temu, o czym mówią nam reklamy, a niejednokrotnie też wbrew temu, czemu hołduje nasza zachodnia medycyna:
- Zdrowie to NIE BRAK OBJAWÓW - w praktyce oznacza to, że nie wystarczy środek przeciwbólowy, aby naprawić stawy, nie wystarczy środek przeczyszczający, aby pozbyć się zaparć, czy środek rozrzedzający krew, by zlikwidować miażdżycę, itd.
- Zdrowie to WITALNOŚĆ - pełnia życia. Dużo naturalnej energii i radości, a nie ociężałość, przewlekłe zmęczenie i depresja.
- Zdrowie to RÓWNOWAGA (homeostaza) - ani za dużo, ani za mało - równowaga na bardzo wielu poziomach. Równowaga w napięciu mięśni, nerwów, równowaga kwasowo-zasadowa, równowaga psychiczna, emocjonalna... Warto też dodać, że im bardziej stabilna jest nasza równowaga na wszystkich poziomach, tym lepszym zdrowiem i dobrym samopoczuciem się cieszymy.
- Zdrowie to RUCH - "Wszystko płynie" - powiedział Heraklit. Płynie krew, płynie oddech, płyną impulsy nerwowe, kurczą się mięśnie, falują jelita... - bo życie to ruch, a brak ruchu nieuchronnie blokuje w nas życie i pozbawia zdrowia.
CHOROBA
Adekwatnie do tego, czym jest zdrowie, choroba pojawia się wtedy, gdy równowaga zostanie zachwiana, i dokładnie w tym miejscu, gdzie ruch jest zablokowany.
W odniesieniu do chorób cywilizacyjnych (inaczej chronicznych lub jeszcze inaczej - metabolicznych):
- Choroba to NIERÓWNOWAGA - przede wszystkim nierównowaga kwasowo-zasadowa. Zakwaszenie krwi jest podstawowym czynnikiem chorobotwórczym, wspólnym dla wielu współczesnych dolegliwości i chorób, które ostatnimi czasy masowo nas atakują.
- Choroba to ZABLOKOWANIE - przede wszystkim zablokowanie przepływu krwi, ale też przepływu limfy, impulsów nerwowych i ogólnie pojętej energii.
NIERÓWNOWAGA I ZABLOKOWANIE - połączenie tych dwóch czynników daje murowany efekt. Połączenie kiepskiej jakości krwi i kiepskiego krążenia musi skończyć się źle. Jeśli na co dzień w naszych żyłach płynie zakwaszona krew, w miejscach, gdzie dodatkowo ruch krwi jest zablokowany, powstaje to, co nazywamy chorobą.
Łatwo to sobie wyobrazić na przykładzie rzeki: gdy w rzece płynie brudna woda, to w różnego rodzaju zakolach i zakamarkach, gdzie nurt jest bardzo wolny lub go wcale nie ma, zbiera się szlam i muł, a życie w tym miejscu umiera, co najwyżej złażą się wszelkiego rodzaju robaki i mnożą bakterie.
Dlaczego jeden choruje na nerki, inny - na serce, a jeszcze inny ma wrzody żołądka? Z tego samego powodu, z jakiego w jednej rzece zakole jest w lewo, a w drugiej - w prawo, tu występują kamienie, a tam - korzenie drzew. To, jakie powstają zakamarki, zależy od terenu, w jakim płynie rzeka, od roślinności ją otaczającej, od wybudowanych na niej konstrukcji itd. Tak też dzieje się i u nas, w genach odziedziczyliśmy budowę i pewne tendencje (tylko tendencje!!!), prowadzimy jakiś konkretny tryb życia (np. jeden ciągle siedzi, a drugi ciągle stoi) oraz nieustannie podlegamy wpływom z zewnątrz. To wszystko razem wzięte daje odpowiedź na postawione na początku pytanie.
Reasumując: "zaśmiecenie" organizmu i zakwaszenie krwi jest warunkiem koniecznym, aby wystąpiła choroba cywilizacyjna. Natomiast wszelkie zastoje i blokady przepływu krwi determinują miejsce pojawienia się i rodzaj choroby.
Choroby cywilizacyjne to:
- choroby układu krążenia (np. miażdżyca, choroba wieńcowa, zawał serca i in.);
- choroby układu oddechowego (np. astma, przewlekła obturacyjna choroba płuc i in.);
- choroby układu nerwowego (np. stwardnienie rozsiane, polineuropatie, choroba Parkinsona i in.);
- choroby układu hormonalnego (np. bezpłodność, choroby tzw. kobiece, choroby tarczycy i in.);
- choroby układu pokarmowego (np. wrzody żołądka i dwunastnicy, zgaga, zespół jelita wrażliwego, nowotwory jelita grubego, alergie pokarmowe i inne zaburzenia pokarmowe);
- choroby układu immunologicznego (mała odporność, alergie i in.);
- choroby psychologiczne i psychiczne (depresja, ADHD, zaburzenia snu i in.);
- i wiele innych.
TEORIA MŁOTKA - CZYLI JAK POWSTAJĄ CHOROBY CYWILIZACYJNE
Wyobraź sobie, że kilka razy każdego dnia, przez siedem dni w tygodniu, przez dwanaście miesięcy, już od wielu lat lekko stukasz młotkiem w swoje kolano. Jak myślisz, co się dzieje? Co czujesz? Co z Twoim kolanem?
Najprawdopodobniej w pierwszym okresie nie dzieje się nic szczególnego.
Po kilku tygodniach pojawia się lekki dyskomfort, zaczerwienienie, swędzenie, a po paru miesiącach - ból. Udajesz się do apteki lub pobliskiego sklepu spożywczego po środki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Na jakiś czas sprawa cichnie, a Ty znów czujesz się dobrze i nie zaprzestajesz swojego codziennego nawyku uderzania młotkiem w kolano, a nawet więcej: ponieważ znieczuliłeś się wystarczająco dobrze, możesz uderzać się mocniej.
Po kolejnych miesiącach wszystko wraca ze zdwojoną siłą: więcej bólu, większy obrzęk i krwiak. Tym razem udajesz się do lekarza. Oględziny, badania - a czas płynie, młotek w codziennym użyciu - ostatecznie diagnoza: zmiany zwyrodnieniowe kolana o nieznanej etiologii (pochodzeniu), bo przecież o młotku cicho sza! Lekarz zapisuje rutynowe postępowanie: leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, tym razem te na receptę, może jakąś rehabilitację. I znowu poprawa! Ból i obrzęk ustąpiły, krwiak znacznie mniejszy. Wracasz zadowolony do domu i... Walisz się młotkiem w kolano!
Mijają kolejne miesiące i znowu załamanie, kolejny atak choroby: ból nie ustępuje już nawet po lekach, już ledwo chodzisz, nie możesz spać, kolor i kształt tej okolicy już dawno przestały przypominać kolano i na dodatek wdało się zakażenie. Znowu lekarz, badania, konsultacje specjalistyczne i kolejna diagnoza: zaawansowane zmiany zwyrodnieniowe, a może nawet zmiany nowotworowe. Pozostaje już tylko leczenie operacyjne: endoprotezoplastyka lub amputacja, czyli wymieniamy kolano na sztuczne lub odcinamy nogę. Ufff! Problem wreszcie zażegnany! Po krótkim pobycie w szpitalu, bo zabieg był rutynowy, wracasz do domu na jednej nodze i... Walisz się młotkiem w drugie kolano!
Czy opis z poprzedniej strony nie wydaje Ci się dziwnie znajomy? Takim młotkiem jest każdy nawyk, który nie służy nam i naszemu zdrowiu.
"Młotek" ma wiele twarzy. Jeśli uważniej przyjrzymy się sobie, okaże się, że codziennie, z uporem i systematycznie traktujemy się wieloma rodzajami "młotków" (szkodliwych nawyków):
- Palenie papierosów czy codzienna "seteczka" na rozluźnienie - tu nikt nie będzie miał wątpliwości co do szkodliwości takiego nawyku ("młotka").
- Kawka siekiera na dzień dobry, hektolitry herbaty, a wszystko osłodzone lub osłodzikowane dla smaku - tu już niejeden powie, że to nie takie najgorsze, a bez tego w pracy ani rusz.
- Dziś proszek na ból głowy, jutro syrop na gardło, pojutrze krople na zgagę, potem znowu proszek na ból głowy, a w przyszłym tygodniu coś na przeziębienie i zbicie temperatury - i tak bez końca... Tu wielu mnie zaatakuje: Jaki "młotek"? Jakie złe nawyki? To przecież leki. Tylko czy warto się walić młotkiem prosto w wątrobę? Prosto po nerkach? Prosto w żołądek?
- Siedzenie w pracy, siedzenie w samochodzie, siedzenie przed telewizorem, siedzenie i siedzenie - często nawet ci, którzy bardzo cierpią na bóle pleców i mają poważne zwyrodnienia kręgosłupa, nadal niedowierzają, że ciągłe siedzenie ma z tym coś wspólnego.
- Strach o przyszłość, strach przed szefem, strach o dzieci, strach o spłatę kredytu, strach przed pandemią świńskiej czy ptasiej grypy, strach w kinie na horrorze - to dopiero horror, horror dla umysłu i zatrucie dla ciała, to budzi tęsknotę za świętym spokojem i wiecznym odpoczywaniem...
Przykłady "młotków" można mnożyć i mnożyć. Ogólnie rzecz ujmując, są to:
- złe nawyki ruchowe - przeciążenia statyczne, nieprawidłowa postawa, zastoje krwi i limfy - prowadzą do bólów stawów i kręgosłupa, do żylaków, obrzęków i niedokrwienia, do zwyrodnień, niewydolności i niepełnosprawności;
- złe nawyki żywieniowe - prowadzą do chorób przewodu pokarmowego i zaburzeń metabolicznych i hormonalnych (m.in. cukrzyca, miażdżyca);
- złe nawyki oddechowe - prowadzą do niedotlenienia całego organizmu, alergii, chorób zwyrodnieniowych narządów wewnętrznych, depresji, zaburzeń układu nerwowego i zaburzeń psychicznych itd.
- złe nawyki myślowe - prowadzą do nerwic, wrzodów żołądka, ciągłego napięcia mięśni i zwyrodnień, do samounicestwienia.
Jeśli uświadomimy sobie, że codziennie serwujemy sobie mix z różnych kategorii, to okaże się, że mieszanka jest co najmniej wybuchowa, a końcowy efekt w postaci zawału serca, udaru mózgu czy nowotworu - po prostu nieunikniony.
TERAPIA NATURALNA
Niestety, jedna cudowna i szybka recepta na nasze cywilizacyjne bolączki nie istnieje! Gdyby tak było, wszyscy po zażyciu jednej pigułki, wypiciu eliksiru, zastosowaniu diety cud czy superprogramu ćwiczeń tryskaliby zdrowiem i energią, zachowując piękne ciało i bystry umysł.
TERAPIA to ZMIANA
Prawdziwa terapia to zmiana - zmiana nawyków, tych, które wytrącają z równowagi i nieuchronnie prowadzą do chorób, na te, które przywracają zdrowie i dobre samopoczucie. Po wielu latach ćwiczeń, zgłębiania wiedzy teoretycznej i praktycznej, po setkach godzin obserwacji siebie, moich pacjentów i uczniów, wiem jedno:
ZMIANA CHOĆBY JEDNEGO SZKODLIWEGO NAWYKU ZMIENIA TWOJE ŻYCIE NA LEPSZE.
Nasze życie jest wielopoziomowe - ciało, umysł, emocje, dusza... Na każdym z tych poziomów mamy setki nawyków - ruchowych, oddechowych, żywieniowych, myślowych... Jedne są dobre - ułatwiają życie, inne szkodliwe - niszczą nasz system. Wystarczy tylko (i aż!) odnaleźć te nieprawidłowe i je zmienić.
Zmiana nawyku, chociaż sama w sobie prosta i oczywista, wymaga nieco wysiłku:
- obserwacji, wsłuchania się w swój rytm i wyczucia siebie, aby odnaleźć nawykowe niedociągnięcia i brak równowagi;
- trochę wiedzy i zdrowego rozsądku, aby opracować plan działania;
- czasu i systematyczności, aby pozwolić zmianom na trwałe zakorzenienie.
Nie ma znaczenia, od czego zaczniesz. Może od zajęć ruchowych, może od ćwiczeń oddechowych, może od diety, a może rzucisz palenie i zaczniesz chodzić wcześniej spać, a może odpuścisz sobie rozpamiętywanie krzywd i polubisz siebie? Zwykle jedna wprowadzona w życie zmiana pociąga następną, dlatego zacznij od czegoś, co jest dla Ciebie stosunkowo łatwe, nie wymaga wielkich wyrzeczeń i można na stałe wprowadzić to w życie. Wielkie wyrzeczenia, wymagające dużej siły woli, zwykle są krótkotrwałe i szybko porzucane. Działają więc objawowo i przez chwilę. Na tym polega efekt jo-jo - na chwilę schodzisz ze swojej wydeptanej ścieżki na bok, chwilę buszujesz w krzakach, i znowu na nią wracasz. Jak myślisz, dokąd dojdziesz? Raczej nie będzie to inne miejsce, tylko to, do którego pierwotnie prowadziła ta ścieżka!
TERAPIA NATURALNA
Terapia Naturalna - to taka terapia, w której powracamy do swojej pierwotnej natury i przywracamy swoje pierwotne naturalne nawyki, używając naturalnych metod i środków.
Pierwotna Natura z jednej strony jest uniwersalna i taka sama dla wszystkich ludzi na Ziemi, niezależnie od rasy, kultury, religii i języka, a z drugiej - indywidualna i jedyna w swoim rodzaju dla każdego człowieka, bo przecież nie ma dwóch identycznych osób. Wszyscy mamy dwie ręce, dwie nogi, serce, nerki i wątrobę, a nawet więcej, każda z tych części znajduje się w tym samym miejscu i funkcjonuje na tych samych zasadach. Niemniej jednak, gdy przyjrzymy się bliżej, to się okaże, że jeden ma silniejsze ręce, a drugi - ręce bardziej precyzyjne, że jeden ma nogi dłuższe, a drugi-krótsze, że u jednego serce leży troszkę wyżej, a u drugiego-bardziej po prawej, czyli w efekcie nie znajdziemy na całej Ziemi, pośród 7 miliardów ludzi, dwóch identycznych osób!
Mając powyższe na uwadze, pamiętajmy, że wszelkie postępowanie: terapia, wychowanie dzieci, nauka czy praca, aby było satysfakcjonujące i skuteczne, musi być z jednej strony uniwersalne - oparte na ogólnej wiedzy i ogólnych Prawach Natury, a z drugiej strony indywidualne - oparte na własnym doświadczeniu i obserwacji. Jeśli wszystkich zrównamy, to powstaną sztywne ramy, w które wpasowałaby się martwa maszyna, a nie żywy człowiek. Lecz jeśli zbyt się rozdrobnimy, to powstanie chaos. To jak lepienie z gliny - gdy zbyt sucha i sztywna - rozkruszy się, a gdy zbyt wodnista - rozpłynie się.
Praca dobrego terapeuty (również rodzica, nauczyciela, wychowawcy i ogólnie każda praca) to ciągłe balansowanie pomiędzy wiedzą i intuicją, między ogółem a szczegółem, tak aby widząc całość, nie stracić z oczu detali, a widząc detal, nie zgubić wizji całości.
Naturalnych terapii i metod istnieje wiele. Bardziej znane przykłady to: medycyna chińska wraz z akupunkturą, ziołami i kuchnią pięciu przemian; medycyna hinduska z masażem olejami, ćwiczeniami jogi i żywieniem; wszelkiego rodzaju metody szamańskie i ludowe rodem z Afryki czy Ameryki oraz z Europy, aż po daleką Syberię, wraz z tańcem, ziołami, kadzidłami i każdym innym postępowaniem. Przykłady można mnożyć, a każda z tych metod jest dobra - bo każda, mimo że wyrosła w innej kulturze, a przekazywano ją w innym języku, bazuje na tych samych dla wszystkich PRAWACH NATURY!
Oznacza to dla nas, że wiele dróg prowadzi do celu - trzeba tylko (i aż) wybrać tę odpowiednią dla siebie i konsekwentnie nią podążać! Będąc świadomym, że to, co sprawdza się u jednych, nie działa na drugich, to, co idealne dla mnie, niekoniecznie jest dobre dla innego. Należy więc badać, sprawdzać, próbować. Z drugiej jednak strony, nie skakać z kwiatka na kwiatek, bo jeżeli będziemy wciąż zmieniać kierunek, daleko nie zajdziemy.
Moja propozycja, którą przedstawiam w tej książce, to TERAPIA całkowicie NATURALNA poprzez:
- świadomość,
- ruch,
- oddech,
- jedzenie,
- i inne zdroworozsądkowe postępowanie.
W obrębie tego, co proponuję, najlepiej w pierwszej kolejności wybrać to, co najłatwiej nam przychodzi - od czegoś trzeba zacząć!
CO TO JEST ZAKWASZENIE I NA CZYM POLEGA BŁĘDNE KOŁO ZAKWASZENIA
Ciekawostka: Jak można zmierzyć stan zakwaszenia naszego organizmu? Okazuje się, że bardzo prosto. Zupełnie bez specjalistycznego sprzętu i drogiej aparatury. Weź do ręki zegarek lub stoper, usiądź spokojnie i po około 10-15 minutach, gdy Twój metabolizm się ustabilizuje, policz, ile robisz oddechów podczas jednej minuty. Wynik porównaj z tabelką na następnej stronie:
liczba oddechów
na 1 minutę: 20 i więcej
liczba oddechów
na 1 minutę: 15-17
liczba oddechów
na 1 minutę: 8 i mniej
duże zakwaszenie, czyli stan choroby: bardzo niski poziom energii, średnie i poważne choroby
średnie zakwaszenie, czyli stan przeciętnego człowieka: niski poziom energii, chroniczne zmęczenie, obecne objawy różnych chorób
równowaga,
czyli stan zdrowia: wysoki poziom energii, brak chorób chronicznych
ZAKWASZENIE ORGANIZMU - CO TO ZNACZY?
Na początek troszeczkę chemii. Większość substancji w środowisku wodnym dysocjuje (rozpada się), tworząc jony dodatnie i ujemne. Substancje, które w wyniku dysocjacji tworzą dodatnie jony wodoru (H+) i inne dowolne jony ujemne, nazywamy kwasami. Np.:
kwas solny (HCl) ? dodatnie jony wodoru (H+) + ujemne jony chloru (Cl-)
Stężenie (ilość) jonów wodoru (H+) we krwi czy w każdym innym płynie mówi nam o jego odczynie (kwaśnym, obojętnym lub zasadowym), czyli pH.
Przyjęto:
duże stężenie
jonów wodoru (100 mol/L)
średnie stężenie
jonów wodoru (10-7 mol/L)
małe stężenie
jonów wodoru (10-14 mol/L)
pH = 0
pH = 7
pH = 14
odczyn kwaśny
odczyn obojętny
odczyn zasadowy
(alkaliczny)
Prawidłowe pH to takie, przy którym wszystkie procesy danej tkanki, narządu czy komórki zachodzą optymalnie i bez zakłóceń. Prawidłowe pH wynosi, odpowiednio, dla:
- krwi tętniczej - 7,4
- krwi żylnej - 7,35
- płynów wewnątrzkomórkowych (w zależności od narządu i specyfiki pracy z nim związanej) - od 4,5 do 8
Prawidłowy odczyn pH krwi ma bardzo wąskie granice i od niego zależy być albo nie być naszego organizmu! W związku z tym mamy kilka mechanizmów regulujących równowagę kwasowo-zasadową krwi, tzw. układ buforowy:
- Bufory chemiczne - związki, które od razu wiążą ujemne jony wodoru, ale działają bardzo krótko.
- Bufory fizjologiczne - oparte na pracy płuc i nerek.
Najważniejszym buforem fizjologicznym jest układ wodorowęglanowy.
Działanie tego układu: gdy wzrośnie ilość kwasów we krwi, czyli ilość dodatnich jonów wodorowych (H+), ujemny jon wodorowęglanowy (HCO3-) w obecności odpowiedniej ilości dwutlenku węgla, wiąże się z dodatnim jonem wodoru (H+). To w oczywisty sposób skutkuje zobojętnieniem odczynu krwi.
Sam bufor wodorowęglanowy (nie wchodźmy w szczegóły reakcji chemicznych) powstaje z wody i dwutlenku węgla, a jego ilość zależy od pracy nerek.
Ilość dwutlenku węgla we krwi stwarza warunki dla reakcji zobojętnienia, a zależy od pracy płuc. Wbrew temu, co mogłoby się nam intuicyjnie wydawać, więcej dwutlenku węgla (np. gdy wstrzymamy oddech lub podczas wysiłku fizycznego) to lepsze buforowanie i odczyn krwi bardziej zasadowy, a mniej dwutlenku węgla (np. hiperwentylacja) to buforowanie gorsze i odczyn krwi kwaśnieje.
Ilość buforu wodorowęglowego w osoczu krwi określa nam rezerwy alkaliczne organizmu.
Krew ulega zakwaszeniu (spada jej pH), gdy:
- ilość kwaśnych produktów przemiany materii wzrasta;
- rezerwy alkaliczne są małe lub wyczerpane;
- ilość dwutlenku węgla we krwi jest zbyt niska.
Chroniczne zakwaszenie prowadzi początkowo do spadku witalności i jakości życia, potem - do chronicznych chorób tzw. cywilizacyjnych i ostatecznie do śmierci.
SKĄD SIĘ BIORĄ KWAŚNE PRODUKTY PRZEMIANY MATERII (METABOLITY) I OD CZEGO ZALEŻY ICH ILOŚĆ.
W wyniku wszystkich procesów, jakie zachodzą w naszym ciele (myślenie, trawienie, oddychanie, wszelkie ruchy, regulacja cieplna, wydalanie, itd.), powstają odpady - czyli kwaśne produkty przemiany materii, inaczej metabolity. To tak jak piec, który, aby wyprodukować ciepło, produkuje też popiół. Natomiast od jakości pieca, sposobu jego użytkowania, jakości paliwa i dostępności tlenu zależy wzajemny stosunek powstałej energii i popiołu. Ciągłe zmęczenie, sztywność i bóle stawów, alergie, depresje, kłopoty gastryczne, częste przeziębienia, popsute zęby, podniesione ciśnienie czy poziom cukru i inne (nie mówiąc już o ewidentnych chorobach) - to już znak, że:
Oprócz metabolitów, które powstają jako produkt odpadowy w niezbędnych życiowo procesach, nasz organizm na co dzień musi się zmagać z wielką ilością wyprodukowanych dodatkowych śmieci i zużywa na to dodatkową energię. Do takich procesów należą:
- metabolizm i eliminacja trucizn (m.in. pochodzących z wody, jedzenia i powietrza);
- metabolizm beztlenowy;
- metabolizm przy brakujących mikroelementach, witaminach, enzymach itp.;
- metabolizm związany z procesem chorobowym;
- metabolizm nieefektywnie pracujących narządów, tkanek (np. przytkane tętnice w miażdżycy, zablokowane oskrzela w astmie, złogi kamieni w nerkach czy wątrobie, niedrożne jelita itp.);
- wzmożony metabolizm podczas długotrwałego stresu i eliminacja tzw. hormonów stresu;
- wzmożony metabolizm, gdy funkcjonujemy bez zachowania rytmów i praw Natury (np. gdy śpimy w dzień, a pracujemy w nocy, gdy jemy podczas wysiłku fizycznego itd.);
- metabolizm drobnoustrojów i pasożytów w nas zamieszkujących.
Ponadto warto zdawać sobie sprawę, że zagęszczenie metabolitów, a więc spadek jakości życia i w konsekwencji choroba, powstaje w miejscach, gdzie jest:
- wolny przepływ krwi,
- wzmożony metabolizm,
- mało tlenu.
Przełóżmy z polskiego na nasze schemat z poprzedniej strony: stały wzrost produkcji ilości metabolitów powoduje pogorszenie nawyków oddechowych, a pogorszenie oddechu powoduje wzrost ilości metabolitów itd.
Ujmę to dokładniej: gdy z jakiegoś powodu na stałe wzrośnie ilość produkowanych przez nasz organizm odpadów (np. gdy przejdziemy na śmieciowe jedzenie albo permanentnie stresujemy się w pracy lub też zaczęliśmy palić papierosy itd.), odpowiedzią będzie zwiększenie częstotliwości oddechów. Zmieniony oddech (hiperwentylacja) wyrówna co prawda pH krwi (przywróci chwilowo równowagę kwasowo-zasadową krwi), ale na dłuższą metę, paradoksalnie, spowoduje ograniczenie wchłaniania tlenu z krwi, zwiększając tym samym liczbę zachodzących procesów beztlenowych. Procesy beztlenowe, jako że są dużo mniej ekonomiczne, wyprodukują jeszcze więcej kwaśnych odpadów, a jeszcze więcej odpadów to jeszcze większa hiperwentylacja. I tak koło się zamyka: więcej odpadów - szybszy oddech! Szybszy oddech - to jeszcze więcej odpadów!
Tego rodzaju mechanizm jest podobny do włączenia dopalania w samochodzie: świetnie sprawdza się w sytuacjach kryzysowych, lecz na dłuższą metę powoduje stałe zmiany w organizmie, a te, krok po kroku, przeradzają się w chroniczne (cywilizacyjne) choroby.
Na domiar złego, a może na szczęście, zaczynają pojawiać się w organizmie różnego rodzaju drobnoustroje: wirusy, bakterie i pasożyty. Zlatują się jak muchy do śmieciowiska. Z jednej strony pomagają w oczyszczaniu, gdyż żywią się naszymi wewnętrznymi śmieciami, ale z drugiej - same produkują odpady, z którymi to nasz organizm musi się uporać. I tak kolejne błędne koło zostaje uruchomione.
Przerwanie błędnego koła wymaga świadomości, systematyczności i przede wszystkim wzięcia odpowiedzialności w swoje ręce. Nie ma znaczenia, w którym miejscu postanowimy rozpocząć działania, tak jak nie ma znaczenia, co było pierwsze, jajko, czy kura.
Moja propozycja przerwania błędnego koła zakwaszenia brzmi:
- uświadom sobie, czym jest zakwaszenie i jakie czynniki je powodują;
- weź odpowiedzialność za siebie i podejmij działanie;
- zbuduj plan działania odpowiedni dla Ciebie;
- ćwicz, oddychaj, jedz, myśl, żyj tak, aby przywrócić pierwotne i naturalne odruchy - moje sugestie w tej kwestii znajdziesz w dalszej części książki.