Kometa nad Doliną Muminków - Tove Jansson

Kup ebooka

32.99 zł
25.73 zł (24,74 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Rozdział 1

Tego samego dnia, w którym Tatuś Muminka ukończył budowę mostu na rzece, mały zwierzaczek Ryjek zrobił odkrycie. Znalazł całkiem nową ścieżkę. Ginęła w gęstym, ciemnym lesie i Ryjek długo stał, nie mogąc oderwać od niej oczu.

"Trzeba o tym powiedzieć Muminkowi - pomyślał. - Będziemy musieli razem ją zbadać, bo sam nie zaryzykuję". Położył dwie gałęzie na krzyż, żeby oznaczyć to miejsce, i popędził do domu, jak tylko mógł najszybciej.

Dolina, w której mieszkali, była bardzo piękna. Pełno w niej było szczęśliwych małych stworzonek i dużych zielonych drzew. Rzeka płynąca wśród łąk omijała zakolem niebieski dom Muminków, by dalej toczyć swe wody w stronę wciąż nowych okolic, gdzie z pewnością inne małe zwierzątka zastanawiały się, skąd też ona przypływa.

"Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami - rozmyślał Ryjek. - Widzi się je, jak pędzą w nieznane, i nagle nabiera się strasznej ochoty, żeby samemu też się znaleźć gdzie indziej, żeby pobiec za nimi i zobaczyć, gdzie się kończą...".

Kiedy Ryjek dotarł do domu, Muminek zawieszał właśnie huśtawkę w ogrodzie.

- Hej! - powiedział Ryjek. - Odkryłem ciekawą ścieżkę. Wygląda niebezpiecznie.

- Jak niebezpiecznie? - spytał Muminek.

- Powiedziałbym, że niezwykle niebezpiecznie - odparł poważnie mały zwierzaczek Ryjek.

- W takim razie musimy wziąć ze sobą kanapki i sok - postanowił Muminek.

Podszedł do okna kuchennego i powiedział:

- Mamusiu, posłuchaj. My dziś będziemy jeść poza domem.

- Dobrze - odpowiedziała Mama Muminka. - Nie mam nic przeciwko temu.

Nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia, i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał gotowy do picia na półce przy kominie.

- Świetnie - powiedział Muminek. - Hej, na razie! Wrócimy, jak wrócimy.

- Hej, hej! - odpowiedziała Mama.

Muminek z Ryjkiem wyszli. Za ogrodem i łąkami droga wiodła stromym zboczem pod górę, aż do skraju ciemnego lasu, w którym nigdy dotąd nie byli. Doszedłszy tam, postawili koszyk na ziemi i spojrzeli w dół na dolinę. Dom Muminków był malutki jak kropka, a rzeka wyglądała jak wąska zielona wstążka. Huśtawki w ogóle nie było widać z tej wysokości.

- Jeszcze nigdy nie byłeś tak daleko od twojej Mamy - powiedział Ryjek. - Tylko ja tu byłem, i to bez ciebie. A teraz pokażę ci moją ścieżkę, którą odkryłem całkiem sam.

Zaczął dreptać dokoła, węszyć i prychać, sprawdzać położenie słońca i w ogóle dziwnie się zachowywać, aż w końcu wykrzyknął:

- Tu! Znalazłem ją! No i co? Co ty na to? Czy nie wygląda niebezpiecznie? Możesz iść naprzód.

Muminek wszedł bardzo ostrożnie w zieloną ciemność. Ogarnęła ich zupełna cisza.

- Patrz na wszystkie strony, czy nie grozi skądś jakieś niebezpieczeństwo - szepnął Ryjek.

- Nie mogę patrzeć równocześnie na wszystkie strony - odparł Muminek z wyrzutem. - Ty patrz do tyłu, bo ja już nie dam rady.

- Nie, nie, do tyłu nie! - jęknął Ryjek bojaźliwie. - O wiele gorzej, jak ktoś idzie za tobą, niż jak idzie naprzeciw ciebie. Zresztą robisz to wszystko na własne ryzyko!

- No to idź przodem - rzekł Muminek.

- Nie, nie! Nie chcę! - bronił się Ryjek. - Czy nie możemy iść obok siebie?

W końcu ruszyli razem, tuż przy sobie. Gdy weszli głębiej w las, zrobiło się bardziej zielono i o wiele ciemniej. Ścieżka najpierw pięła się pod górę, a potem schodziła w dół i stawała się coraz węższa, aż w końcu nie było jej już wcale, był tylko mech i paprocie.

- Każda droga musi gdzieś prowadzić - rzekł Muminek. - Coś tu jest nie w porządku. Ta ścieżka nie może się tak po prostu skończyć, i już. - Zrobił kilka kroków po mchu.

- A jeżeli nigdy nie trafimy z powrotem do domu? - przestraszył się Ryjek.

- Cicho bądź - szepnął Muminek. - Słyszysz?

W głębi, za drzewami, coś lekko szumiało. Muminek przeszedł jeszcze kilka kroków i stanął, węsząc z podniesionym pyszczkiem. Wiatr był wilgotny i pachniał przyjemnie.

- Morze! - zawołał Muminek i puścił się biegiem, bo jeśli za czymś przepadał, to za kąpielą.

- Zaczekaj! - krzyknął Ryjek. - Nie zostawiaj mnie samego!

Ale Muminek zatrzymał się dopiero, gdy zobaczył morze przed sobą. Usiadł uroczyście na piasku, żeby popatrzeć na fale, które przepływały równo, jedna po drugiej, wszystkie z grzebieniem białej piany na wierzchołku. Po chwili wyszedł też z lasu Ryjek, siadł koło Muminka i powiedział:

- Uciekłeś ode mnie. Opuściłeś mnie w niebezpieczeństwie.

- Bo tak się ucieszyłem - wyjaśnił Muminek. - Nie wiedziałem, że tędy też można dojść do morza. Spójrz, co za fale!

- Wyglądają na zimne i złe - powiedział Ryjek. - Jak się w nie wejdzie, to się jest mokrym, a jak się na nich płynie, to się wymiotuje.

- Nie lubisz nurkować? - zdziwił się Muminek. - A umiesz nurkować z otwartymi oczami?

- Umiem, ale nie chcę - odpowiedział Ryjek.

Muminek wstał i poszedł prosto w stronę morza.

- Robisz to na własne ryzyko - zawołał za nim Ryjek. - Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!

Lecz Muminek dał nura w ogromną falę, całą prześwietloną słońcem. Najpierw zobaczył tylko zielone, świetliste bańki, a potem cały las wodorostów kołyszących się nad piaskiem. Były pięknie fryzowane, ozdobione muszelkami, różowymi w środku i białymi na zewnątrz. Dalej woda ciemniała coraz bardziej, zaś całkiem w dole rozwierała się czarna jama, czyli bezdenna głębia. Muminek zawrócił, wybił się do góry i gdy nadeszła fala, dał się jej unieść aż na brzeg. Na brzegu siedział Ryjek i wzywał pomocy.

- Myślałem, że się utopiłeś - lamentował. - Albo że zjadł cię rekin. Co by się ze mną stało bez ciebie?

- Nie bądź głupi - odparł Muminek. - Jestem przyzwyczajony do morza. Zresztą, kiedy byłem tam w wodzie, przyszła mi pewna myśl do głowy. Doskonały pomysł, który jest oczywiście tajemnicą.

- Jak wielką? - spytał Ryjek. - Czy taką jak "niech mnie czeluść pochłonie"?

Muminek skinął głową potakująco.

- "Niech mnie czeluść pochłonie" - wymamrotał Ryjek. - "Niech sępy rozdziobią moje suche kości i niech już nigdy więcej nie jem lodów, jeżeli nie zachowam tej tajemnicy nad tajemnice". No, mów.

- Zostanę poławiaczem pereł i będę chował moje perły w skrzyni - oznajmił Muminek. - Wszystkie białe kamienie są perłami. Wszystkie, które są bardzo białe i bardzo okrągłe!

- Ja też chcę zostać poławiaczem pereł! - zawołał Ryjek. - Ale będę je łowił na plaży. Wszędzie na brzegu pełno jest kamieni, białych i okrągłych.

- Nic nie rozumiesz! - oburzył się Muminek. - One są perłami tylko wtedy, kiedy znajdują się pod wodą. Hej, na razie!

I znów wszedł w spienione fale.

- To kim ja mam być wobec tego? - krzyknął za nim Ryjek.

- Możesz być takim, co szuka skrzynki dla poławiacza pereł - odparł Muminek i dał nura.

Ryjek ruszył pomału wzdłuż brzegu.

- Zawsze tylko on robi to, co przyjemne - mruczał sam do siebie. - A wszystko dlatego, że ja jestem taki mały.

Rozglądał się przez chwilę za skrzynkami, ale żadnych nie było. Nic, tylko trawa morska i trochę drewna. Samotna plaża ciągnęła się daleko, a na jej końcu stała wysoka skała, schodząca wprost do wody. Była całkiem mokra od piany.

"To przestało być zabawne - myślał Ryjek. - Chciałbym kiedyś urosnąć i mieć z kim się bawić...".

I w tym właśnie momencie Ryjek dostrzegł malutkiego kotka, który spacerował sobie po szczycie skały. Miał czarno-białe łaty i bardzo cienki ogonek, sterczący całkiem pionowo. Ryjek tak się ucieszył, że aż go coś zabolało.

- Kotku! - zawołał. - Kiciuniu, chodź no tutaj, przywitaj się ze mną. Tak mi się przykrzy samemu!

Mały kotek rzucił mu przez ramię żółte spojrzenie i poszedł dalej. Wtedy Ryjek zaczął się gramolić na mokrą, stromą skałę, wspinał się coraz wyżej i wciąż wołał i wołał kotka. Kiedy wreszcie znalazł się na szczycie, zobaczył go stąpającego po samej krawędzi przepaści, a potem balansującego z gracją na wąskiej półce skalnej.

- Nie odchodź ode mnie! - zawołał Ryjek. - Ja cię tak lubię!

Ale kotek kroczył dalej, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. U podnóża skały huczało morze. Ryjek poczuł, że ma miękkie nogi, serce zaczęło mu łomotać. Ale mimo to ruszył za kotkiem. Czołgał się bardzo powoli i cały czas myślał: "Ach, taki malutki, mięciutki, mój własny rozkoszny kociaczek... jeszcze mniejszy niż ja sam... ach, bądźcie dobrzy, wszyscy opiekunowie małych zwierzątek, bądźcie dobrzy i zróbcie tak, żebym go znalazł, żebym mógł zaimponować Muminkowi...".

Nigdy dotąd nie był w takim strachu i nigdy też nie czuł się tak odważny. Wtem zobaczył przed sobą grotę: otwór w skalnej ścianie, a w głębi prawdziwą grotę!

Wstrzymał oddech. Taką grotę znajduje się jeden jedyny raz w życiu albo może nigdy. Miała gładkie, ciemne ściany, jej dno pokrywał śliczny piasek, a przez szczelinę w pułapie widać było niebieskie niebo. Piasek był nagrzany słońcem.

Ryjek wpełznął do środka, położył się na brzuchu w smudze słońca i pomyślał: "Tu będę mieszkał do końca życia. Zbuduję sobie małe półeczki i urządzę miejsce do spania w piasku, a wieczorem będę zapalał świecę. Co też Muminek powie?".

A tymczasem nieżyczliwy kotek znikł z horyzontu.

Droga powrotna wydała mu się Ryjkowi mniej niebezpieczna. Zresztą nie może się chyba nic zdarzyć komuś, kto właśnie odkrył grotę!

Zastał Muminka nadal łowiącego perły. Podskakiwał na falach jak korek, a na plaży leżało mnóstwo okrągłych, białych kamyków.

- Ach, jesteś - powiedział Muminek. - Gdzie masz skrzynkę?

- Wyjdź na brzeg! Wyjdź natychmiast! - krzyknął Ryjek. - Znalazłem coś! Coś zupełnie wyjątkowego, i to pokonując najgorsze niebezpieczeństwa, jakie tylko można sobie wyobrazić!

- A dobra ta skrzynka? - spytał Muminek, idąc do brzegu po kolana w wodzie, z łapkami pełnymi pereł.

- Wciąż skrzynka i skrzynka! - wykrzyknął Ryjek. - Ech, ty, z twoimi starymi skrzynkami! A niech cię czeluść pochłonie, ciebie i to wszystko, i tak niczego ci nie będę szukał, bo znalazłem grotę. Moją własną grotę.

- Prawdziwą? - zapytał Muminek. - Z dziurą do włażenia? Ze ścianami ze skał i podłogą z piasku?

- Tak. Ze wszystkim. Ma wszystko, co trzeba - odparł Ryjek. Był tak podniecony, że ledwo się trzymał na nogach. - I ty będziesz mógł chować swoje perły w mojej grocie, jeżeli oddasz mi połowę albo przynajmniej trzy pełne garście!

Gdy perły zostały wniesione do groty, od razu stały się bardziej prawdziwe i białe. Muminek z Ryjkiem leżeli na piasku, patrząc w niebieskie okienko nad swymi głowami. Przez wejście wpadały co jakiś czas słone bryzgi. Pasmo słońca coraz to się poszerzało.

Ryjek miał okropną ochotę opowiedzieć o małym kotku, ale postanowił milczeć. Wpierw odnajdzie kociaka i zaprzyjaźni się z nim. Kotek będzie wszędzie za nim chodził. I Któregoś pięknego dnia wejdą obaj na werandę i wtedy Muminek powie: "Czy to możliwe? Masz swojego własnego kotka, który wszędzie za tobą chodzi?". Można by wystawiać każdego wieczoru miseczkę mleka w ogrodzie. Każdego wieczoru...

Ryjek westchnął.

- Głodny jestem - powiedział.

Okazuje się, że można ze szczęścia zapomnieć o jedzeniu!

Było już późne popołudnie, kiedy Muminek z Ryjkiem wrócili do niebieskiego domu w dolinie. Pod wieczór rzeka płynęła bardzo spokojnie, a nad nią błyszczał różnymi kolorami świeżo pomalowany most. Mama Muminka właśnie układała muszle wkoło rabat.

- Dobrzeście się bawili? - spytała.

- Byliśmy co najmniej dziesięć mil stąd - powiedział Muminek. - Nurkowałem w ogromnych falach i znalazłem coś nadzwyczajnie pięknego, co zaczyna się na P, a kończy na Y... Ale nie mogę powiedzieć, co to jest, bo to tajemnica!

- A ja znalazłem coś, co zaczyna się na G i kończy na A! - zawołał Ryjek. - A gdzieś w środku ma O i T. Ale więcej nie powiem.

- To nadzwyczajne! - rzekła Mama Muminka. - Tyle ważnych wydarzeń jednego dnia. Zupa stoi w piecyku. Tylko nie hałasujcie łyżkami, bo Tatuś pisze.

I zabrała się z powrotem do układania muszli; kładła je na zmianę: jedną niebieską, dwie białe i jedną czerwoną. Bardzo to ładnie wyglądało.

Ciąg dalszy w wersji pełnej