Tego samego dnia, w którym Tatuś Muminka ukończył
budowę mostu na rzece, mały zwierzaczek Ryjek zrobił odkrycie. Znalazł
całkiem nową ścieżkę. Ginęła w gęstym, ciemnym lesie i Ryjek
długo stał, nie mogąc oderwać od niej oczu.
"Trzeba o tym powiedzieć Muminkowi -
pomyślał. - Będziemy musieli razem ją zbadać, bo sam nie
zaryzykuję". Położył dwie gałęzie na krzyż, żeby oznaczyć to
miejsce, i popędził do domu, jak tylko mógł najszybciej.
Dolina, w której mieszkali, była bardzo
piękna. Pełno w niej było szczęśliwych małych stworzonek i dużych
zielonych drzew. Rzeka płynąca wśród łąk omijała zakolem niebieski
dom Muminków, by dalej toczyć swe wody w stronę wciąż nowych
okolic, gdzie z pewnością inne małe zwierzątka zastanawiały się,
skąd też ona przypływa.
"Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami -
rozmyślał Ryjek. - Widzi się je, jak pędzą w nieznane,
i nagle nabiera się strasznej ochoty, żeby samemu też się
znaleźć gdzie indziej, żeby pobiec za nimi i zobaczyć, gdzie się
kończą...".
Kiedy Ryjek dotarł do domu, Muminek zawieszał
właśnie huśtawkę w ogrodzie.
- Hej! - powiedział Ryjek. - Odkryłem ciekawą
ścieżkę. Wygląda niebezpiecznie.
- Jak niebezpiecznie? - spytał Muminek.
- Powiedziałbym, że niezwykle niebezpiecznie
- odparł poważnie mały zwierzaczek Ryjek.
- W takim razie musimy wziąć ze sobą kanapki
i sok - postanowił Muminek.
Podszedł do okna kuchennego i powiedział:
- Mamusiu, posłuchaj. My dziś będziemy jeść
poza domem.
- Dobrze - odpowiedziała Mama Muminka. - Nie
mam nic przeciwko temu.
Nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu
i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka
z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia,
i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał
gotowy do picia na półce przy kominie.
- Świetnie - powiedział Muminek. - Hej,
na razie! Wrócimy, jak wrócimy.
- Hej, hej! - odpowiedziała Mama.
Muminek z Ryjkiem wyszli. Za ogrodem i łąkami
droga wiodła stromym zboczem pod górę, aż do skraju ciemnego lasu,
w którym nigdy dotąd nie byli. Doszedłszy tam, postawili koszyk na
ziemi i spojrzeli w dół na dolinę. Dom Muminków był malutki jak
kropka, a rzeka wyglądała jak wąska zielona wstążka. Huśtawki
w ogóle nie było widać z tej wysokości.
- Jeszcze nigdy nie byłeś tak daleko od twojej
Mamy - powiedział Ryjek. - Tylko ja tu byłem, i to bez ciebie.
A teraz pokażę ci moją ścieżkę, którą odkryłem całkiem sam.
Zaczął dreptać dokoła, węszyć i prychać,
sprawdzać położenie słońca i w ogóle dziwnie się zachowywać,
aż w końcu wykrzyknął:
- Tu! Znalazłem ją! No i co? Co ty na to? Czy
nie wygląda niebezpiecznie? Możesz iść naprzód.
Muminek wszedł bardzo ostrożnie w zieloną
ciemność. Ogarnęła ich zupełna cisza.
- Patrz na wszystkie strony, czy nie grozi skądś
jakieś niebezpieczeństwo - szepnął Ryjek.
- Nie mogę patrzeć równocześnie na wszystkie
strony - odparł Muminek z wyrzutem. - Ty patrz do tyłu, bo ja już
nie dam rady.
- Nie, nie, do tyłu nie! - jęknął Ryjek
bojaźliwie. - O wiele gorzej, jak ktoś idzie za tobą, niż jak idzie
naprzeciw ciebie. Zresztą robisz to wszystko na własne ryzyko!
- No to idź przodem - rzekł Muminek.
- Nie, nie! Nie chcę! - bronił się Ryjek. -
Czy nie możemy iść obok siebie?
W końcu ruszyli razem, tuż przy sobie. Gdy
weszli głębiej w las, zrobiło się bardziej zielono i o wiele
ciemniej. Ścieżka najpierw pięła się pod górę, a potem schodziła
w dół i stawała się coraz węższa, aż w końcu nie było jej już
wcale, był tylko mech i paprocie.
- Każda droga musi gdzieś prowadzić - rzekł
Muminek. - Coś tu jest nie w porządku. Ta ścieżka nie może się tak
po prostu skończyć, i już. - Zrobił kilka kroków po mchu.
- A jeżeli nigdy nie trafimy z powrotem do
domu? - przestraszył się Ryjek.
- Cicho bądź - szepnął Muminek. -
Słyszysz?
W głębi, za drzewami, coś lekko szumiało. Muminek
przeszedł jeszcze kilka kroków i stanął, węsząc z podniesionym
pyszczkiem. Wiatr był wilgotny i pachniał przyjemnie.
- Morze! - zawołał Muminek i puścił się
biegiem, bo jeśli za czymś przepadał, to za kąpielą.
- Zaczekaj! - krzyknął Ryjek. - Nie zostawiaj
mnie samego!
Ale Muminek zatrzymał się dopiero, gdy zobaczył
morze przed sobą. Usiadł uroczyście na piasku, żeby popatrzeć
na fale, które przepływały równo, jedna po drugiej, wszystkie
z grzebieniem białej piany na wierzchołku. Po chwili wyszedł też
z lasu Ryjek, siadł koło Muminka i powiedział:
- Uciekłeś ode mnie. Opuściłeś mnie
w niebezpieczeństwie.
- Bo tak się ucieszyłem - wyjaśnił
Muminek. - Nie wiedziałem, że tędy też można dojść do
morza. Spójrz, co za fale!
- Wyglądają na zimne i złe - powiedział
Ryjek. - Jak się w nie wejdzie, to się jest mokrym, a jak się na
nich płynie, to się wymiotuje.
- Nie lubisz nurkować? - zdziwił się
Muminek. - A umiesz nurkować z otwartymi oczami?
- Umiem, ale nie chcę - odpowiedział
Ryjek.
Muminek wstał i poszedł prosto w stronę
morza.
- Robisz to na własne ryzyko - zawołał za nim
Ryjek. - Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!
Lecz Muminek dał nura w ogromną falę,
całą prześwietloną słońcem. Najpierw zobaczył tylko zielone,
świetliste bańki, a potem cały las wodorostów kołyszących się nad
piaskiem. Były pięknie fryzowane, ozdobione muszelkami, różowymi
w środku i białymi na zewnątrz. Dalej woda ciemniała coraz bardziej,
zaś całkiem w dole rozwierała się czarna jama, czyli bezdenna
głębia. Muminek zawrócił, wybił się do góry i gdy nadeszła fala,
dał się jej unieść aż na brzeg. Na brzegu siedział Ryjek i wzywał
pomocy.
- Myślałem, że się utopiłeś -
lamentował. - Albo że zjadł cię rekin. Co by się ze mną stało
bez ciebie?
- Nie bądź głupi - odparł Muminek. -
Jestem przyzwyczajony do morza. Zresztą, kiedy byłem tam w wodzie,
przyszła mi pewna myśl do głowy. Doskonały pomysł, który jest
oczywiście tajemnicą.
- Jak wielką? - spytał Ryjek. - Czy taką
jak "niech mnie czeluść pochłonie"?
Muminek skinął głową potakująco.
- "Niech mnie czeluść pochłonie" -
wymamrotał Ryjek. - "Niech sępy rozdziobią moje suche kości
i niech już nigdy więcej nie jem lodów, jeżeli nie zachowam tej
tajemnicy nad tajemnice". No, mów.
- Zostanę poławiaczem pereł i będę chował moje
perły w skrzyni - oznajmił Muminek. - Wszystkie białe kamienie są
perłami. Wszystkie, które są bardzo białe i bardzo okrągłe!
- Ja też chcę zostać poławiaczem pereł! -
zawołał Ryjek. - Ale będę je łowił na plaży. Wszędzie na brzegu
pełno jest kamieni, białych i okrągłych.
- Nic nie rozumiesz! - oburzył się Muminek. -
One są perłami tylko wtedy, kiedy znajdują się pod wodą. Hej,
na razie!
I znów wszedł w spienione fale.
- To kim ja mam być wobec tego? - krzyknął
za nim Ryjek.
- Możesz być takim, co szuka skrzynki dla
poławiacza pereł - odparł Muminek i dał nura.
Ryjek ruszył pomału wzdłuż brzegu.
- Zawsze tylko on robi to, co przyjemne - mruczał
sam do siebie. - A wszystko dlatego, że ja jestem taki mały.
Rozglądał się przez chwilę za skrzynkami, ale
żadnych nie było. Nic, tylko trawa morska i trochę drewna. Samotna
plaża ciągnęła się daleko, a na jej końcu stała wysoka skała,
schodząca wprost do wody. Była całkiem mokra od piany.
"To przestało być zabawne - myślał Ryjek. -
Chciałbym kiedyś urosnąć i mieć z kim się bawić...".
I w tym właśnie momencie Ryjek dostrzegł malutkiego
kotka, który spacerował sobie po szczycie skały. Miał czarno-białe
łaty i bardzo cienki ogonek, sterczący całkiem pionowo. Ryjek tak
się ucieszył, że aż go coś zabolało.
- Kotku! - zawołał. - Kiciuniu, chodź no
tutaj, przywitaj się ze mną. Tak mi się przykrzy samemu!
Mały kotek rzucił mu przez ramię żółte
spojrzenie i poszedł dalej. Wtedy Ryjek zaczął się gramolić na
mokrą, stromą skałę, wspinał się coraz wyżej i wciąż wołał
i wołał kotka. Kiedy wreszcie znalazł się na szczycie, zobaczył go
stąpającego po samej krawędzi przepaści, a potem balansującego
z gracją na wąskiej półce skalnej.
- Nie odchodź ode mnie! - zawołał Ryjek. -
Ja cię tak lubię!
Ale kotek kroczył dalej, nie zwracając na niego
najmniejszej uwagi. U podnóża skały huczało morze. Ryjek poczuł,
że ma miękkie nogi, serce zaczęło mu łomotać. Ale mimo to ruszył
za kotkiem. Czołgał się bardzo powoli i cały czas myślał: "Ach,
taki malutki, mięciutki, mój własny rozkoszny kociaczek... jeszcze
mniejszy niż ja sam... ach, bądźcie dobrzy, wszyscy opiekunowie małych
zwierzątek, bądźcie dobrzy i zróbcie tak, żebym go znalazł, żebym
mógł zaimponować Muminkowi...".
Nigdy dotąd nie był w takim strachu i nigdy też
nie czuł się tak odważny. Wtem zobaczył przed sobą grotę: otwór
w skalnej ścianie, a w głębi prawdziwą grotę!
Wstrzymał oddech. Taką grotę znajduje się jeden
jedyny raz w życiu albo może nigdy. Miała gładkie, ciemne ściany,
jej dno pokrywał śliczny piasek, a przez szczelinę w pułapie widać
było niebieskie niebo. Piasek był nagrzany słońcem.
Ryjek wpełznął do środka, położył się na
brzuchu w smudze słońca i pomyślał: "Tu będę mieszkał do
końca życia. Zbuduję sobie małe półeczki i urządzę miejsce do
spania w piasku, a wieczorem będę zapalał świecę. Co też Muminek
powie?".
A tymczasem nieżyczliwy kotek znikł
z horyzontu.
Droga powrotna wydała mu się Ryjkowi mniej
niebezpieczna. Zresztą nie może się chyba nic zdarzyć komuś, kto
właśnie odkrył grotę!
Zastał Muminka nadal łowiącego perły. Podskakiwał
na falach jak korek, a na plaży leżało mnóstwo okrągłych, białych
kamyków.
- Ach, jesteś - powiedział Muminek. - Gdzie
masz skrzynkę?
- Wyjdź na brzeg! Wyjdź natychmiast! -
krzyknął Ryjek. - Znalazłem coś! Coś zupełnie wyjątkowego,
i to pokonując najgorsze niebezpieczeństwa, jakie tylko można sobie
wyobrazić!
- A dobra ta skrzynka? - spytał Muminek, idąc
do brzegu po kolana w wodzie, z łapkami pełnymi pereł.
- Wciąż skrzynka i skrzynka! - wykrzyknął
Ryjek. - Ech, ty, z twoimi starymi skrzynkami! A niech cię czeluść
pochłonie, ciebie i to wszystko, i tak niczego ci nie będę szukał,
bo znalazłem grotę. Moją własną grotę.
- Prawdziwą? - zapytał Muminek. - Z dziurą
do włażenia? Ze ścianami ze skał i podłogą z piasku?
- Tak. Ze wszystkim. Ma wszystko, co trzeba
- odparł Ryjek. Był tak podniecony, że ledwo się trzymał na
nogach. - I ty będziesz mógł chować swoje perły w mojej grocie,
jeżeli oddasz mi połowę albo przynajmniej trzy pełne garście!
Gdy perły zostały wniesione do groty, od razu
stały się bardziej prawdziwe i białe. Muminek z Ryjkiem leżeli na
piasku, patrząc w niebieskie okienko nad swymi głowami. Przez wejście
wpadały co jakiś czas słone bryzgi. Pasmo słońca coraz to się
poszerzało.
Ryjek miał okropną ochotę opowiedzieć o małym
kotku, ale postanowił milczeć. Wpierw odnajdzie kociaka i zaprzyjaźni
się z nim. Kotek będzie wszędzie za nim chodził. I Któregoś
pięknego dnia wejdą obaj na werandę i wtedy Muminek powie: "Czy
to możliwe? Masz swojego własnego kotka, który wszędzie za tobą
chodzi?". Można by wystawiać każdego wieczoru miseczkę mleka
w ogrodzie. Każdego wieczoru...
Ryjek westchnął.
- Głodny jestem - powiedział.
Okazuje się, że można ze szczęścia zapomnieć
o jedzeniu!
Było już późne popołudnie, kiedy Muminek
z Ryjkiem wrócili do niebieskiego domu w dolinie. Pod wieczór rzeka
płynęła bardzo spokojnie, a nad nią błyszczał różnymi kolorami
świeżo pomalowany most. Mama Muminka właśnie układała muszle
wkoło rabat.
- Dobrzeście się bawili? - spytała.
- Byliśmy co najmniej dziesięć mil stąd -
powiedział Muminek. - Nurkowałem w ogromnych falach i znalazłem
coś nadzwyczajnie pięknego, co zaczyna się na P, a kończy na Y... Ale
nie mogę powiedzieć, co to jest, bo to tajemnica!
- A ja znalazłem coś, co zaczyna się na G
i kończy na A! - zawołał Ryjek. - A gdzieś w środku ma O i T. Ale
więcej nie powiem.
- To nadzwyczajne! - rzekła Mama Muminka. -
Tyle ważnych wydarzeń jednego dnia. Zupa stoi w piecyku. Tylko nie
hałasujcie łyżkami, bo Tatuś pisze.
I zabrała się z powrotem do układania muszli;
kładła je na zmianę: jedną niebieską, dwie białe i jedną
czerwoną. Bardzo to ładnie wyglądało.
Ciąg dalszy w wersji pełnej