Rozdział 4
Zadzwonił budzik. Luis wstał pośpiesznie, mimo tego, że był niewyspany i zmęczony. Chciał zobaczyć co nagrało się w kamerach. To go mogło usprawiedliwiać z tym, że śpi, podczas, gdy coś innego jest w pracy. Katia również się obudziła i usiadła na w pół, podpierając się poduszką. Luis przyniósł laptopa ze sobą do łóżka, ponieważ chciał być świadkiem zdziwienia żony, gdy już zobaczy, że śpi całą noc.
O godzinie dwudziestej trzeciej dwadzieścia, Luis wstał z łóżka i poszedł w stronę wyjścia. Zobaczyli na filmie z drugiej kamery, że ubrał się w mundur i wyszedł na zewnątrz.
Katia spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Ty na pewno chodzisz do pracy? Coś trochę późno wyszedłeś.
- Katia... Ja nawet tego nie pamiętam... - Cofnął sobie ten moment, w którym wychodził i nie mógł uwierzyć. - To niemożliwe...
- Kamery nie kłamią.
Przewinął do chwili, w której przychodzi nad ranem do łóżka i idzie spać. Za pół godziny dzwoni budzik...
- Ja lunatykuję.
- Nie wiem Luis, co ty już robisz. Czy lunatykujesz, czy chodzisz do pracy, czy do kochanki... Nie wiem. - Wstała poirytowana, ubrała czerwony szlafrok i poszła do kuchni zaparzyć kawę.
Zadzwonił do niego telefon. Miał go pod poduszką. Odsunął ją i zobaczył na ekranie własny numer. Nie namyślając się długo, odebrał.
- Jak po nocce? Widzę, że jesteś zmęczony. - Odezwało się kilka głosów na raz.
- Przestań mnie śledzić, tylko powiedz czego chcesz!?
- Po prostu chcę cię poinformować, że dziś umrze twój kolega Buzz.
- Co? Buzz? Nie! Nie możesz mu tego zrobić!
- Ja mu nic nie zrobię Luis. On sam to zrobi haha!
- Popełni samobójstwo?
- A jak sądzisz? Który glina wytrzymałby w więzieniu?
- On jest w więzieniu?
- Biedaczysko zapomniało? Ostatnio często ci się to zdarza.
- Przez ciebie! Jestem niewyspany dzień w dzień i nie wiem co mam robić, od czego zacząć ten dzień. Każda godzina to dla mnie męka i gdy próbuję zasnąć, pojawiam się gdzieś indziej, a tego nie chcę!
- Dlaczego? Przecież możesz ze mną współpracować. Razem byśmy doszli do szczytu, o jakim ci się nawet nie marzyło.
- Jasne! Mam pozwolić demonowi zawładnąć moim ciałem?
- Twoim ciałem? Ha! Ludzie to jednak mało inteligentne stworzenia. Łatwo wami manipulować. Tak czy owak, mam dla ciebie wiadomość. O osiemnastej dwadzieścia dwa, Buzz popełni samobójstwo. Jak chcesz, możesz się z nim pożegnać, jak nie, to nie. Wszystko mi jedno. Mówię ci to, żebyś po prostu wiedział.
- Jak ci na imię? - Zapytał ze łzami w oczach.
- Mów mi lepszy Luis. Jestem przecież lepszą częścią ciebie.
- Jak masz na imię draniu?!
- Luis uspokój się! Dzieci mogą usłyszeć... - Katia zainterweniowała, wchodząc do pokoju.
Osłupiały, trzymał telefon przy uchu i słyszał, że on tam nadal jest.
- Powiesz coś do mojej żony, żeby mi uwierzyła, że istniejesz?
- Jasne, dawaj ją do telefonu.
Oddał telefon żonie.
- Posłuchaj go.
- Kto to? - Zapytała niepewnie.
- Ten demon.
Przystawiła sobie go do ucha.
- Halo?
Nastała cisza. Luis patrzył na jej zdezorientowany wzrok.
- I co? Mówiłem.
- Tak... Masz rację... - Odstawiła telefon i spojrzała krótko w ekran.
- Rozłączył się?
- Nie... Nadal tam jest.
Luis wziął od niej ten telefon i słuchał dalej.
- ... haha! Nieźle się bawię!
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? - Chciał szybko włączyć głośnomówiący, ale zobaczył, że połączenia już nie ma. - Kurde... Musiał się rozłączyć, ale mówiłem ci! W końcu mi uwierzyłaś! - Przytulił ją mocno.
- Tak...
- Zaraz... - Oderwał się od uścisku. - Muszę jechać do Buzza. On chce go zabić! To znaczy... On wie, że Buzz chce popełnić samobójstwo, tak jak tamten, o którym ci mówiłem.
- Jedź. Uratuj go. - Odparła spokojnie.
Ubrał się natychmiastowo i wyruszył w drogę. - Katia zrobiła się jakaś dziwna. Ciekawe co jej powiedział? - Zastanawiał się.