ROZDZIAŁ 4
Sędzia podziękowała Debarnotowi, a komisarz rozkazał mu wrócić do obowiązków. Gdy zostaliśmy w gabinecie we trójkę, Echeverría, patrząc na Lamuedrę, zaczęła mówić do mnie.
- My, czyli ja i komisarz, chcemy, żebyś zajęła się tą sprawą, Laura.
- Oczywiście, zaraz pójdę do laboratorium, aby przeanalizować dowody.
- Nie o to nam chodzi. No dobrze, nie tylko o to.
- Nie rozumiem - odparłam, choć doskonale wiedziałam, do czego zmierza.
- Chcemy, żebyś wcieliła się w dwie role. Absolwentki kryminalistyki, która przeanalizuje dowody i policjantki, która zbierze zeznania świadków, wypyta sąsiadów i tego typu rzeczy.
- Ale ja już od prawie trzech lat nie pracuję w policji. - Komisarz westchnął głośno.
- Czy naprawdę muszę ci przypominać, że jesteś policjantką i zostałaś jedynie wypożyczona do pracy w sądowym laboratorium kryminalistycznym? W y p o ż y c z o n a - podkreślił.
- Ale dlaczego akurat w tej sprawie? - spytałam, choć tak naprawdę chciałam zapytać, dlaczego właśnie w sprawie, w której ofiarą była osoba, z którą utrzymywałam stosunki zaledwie dwa miesiące wcześniej.
- Bo jesteś najlepsza w całym komisariacie.
Z początku zaczęłam szukać w głowie jakiejś zgrabnej wymówki. Kłamstwa, które uzasadniałoby fakt, że nie mogę kierować sprawą. Była ona jednak na tyle prestiżowa, że gdyby którykolwiek funkcjonariusz nie skorzystał z takiej okazji, byłoby to co najmniej podejrzane. Poza tym w końcu byłam nie tylko policjantką, ale i kryminologiem. Nie, nie istniała żadna sensowna wymówka. Jeśli chciałam się wywinąć, musiałam powiedzieć im prawdę. Wyjaśnić konflikt interesów, który uniemożliwiał mi uczestnictwo. Kropka. Wówczas z pewnością zostałabym całkowicie odsunięta od śledztwa.
Ale czy w głębi duszy naprawdę chciałam się wykręcić? Zrezygnować ze sprawy, która zapowiadała się na jedno z najciekawszych śledztw ostatnich lat? Z obserwowania tego wszystkiego z ławki dla świadków?
- Poza tym - dodał Lamuedra - ten dupek, oficer Ruiz, właśnie złamał kość piszczelową i strzałkową podczas gry w piłkę, a inspektor Peláez jest na urlopie macierzyńskim.
- Cieszę się, że powołujecie mnie tylko dlatego, że nie macie innego wyboru.
- Czy tobie kiedykolwiek coś odpowiada? - ryknął komisarz. - Gdy proszę cię, byś wróciła do pracy na komisariacie, to się złościsz. Gdy cię nie proszę - też się złościsz.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś zapukał do drzwi gabinetu. Był to Manuel Locane, technik sądowy, który przywitał nas gestem ręki i zajął krzesło, na którym pięć minut wcześniej siedział Debarnot.
- Locane, magister Badía weźmie dochodzenie w swoje ręce.
Sędzia, która nie wzięła udziału w mojej dyskusji z Lamuedrą, zgrabnie zakończyła sprawę.
- Co wiemy o ofierze?
- Na razie mam tylko informacje, które udało mi się zebrać w Internecie - powiedział Manuel, otwierając stojący na biurku laptop. - Większość z nich pochodzi z mediów społecznościowych. Trzeba je potwierdzić i pogłębić, rozmawiając z ludźmi.
Technik przejechał ręką po ogolonej głowie, jakby poprawiał wyimaginowaną grzywkę. Potem z prędkością światła zaczął pisać na klawiaturze.
- Julio Ortega. Argentyńczyk, 43 lata. Właściciel Impekable, sklepu przy ulicy Sarmiento. Sprzedaje środki czystości. Chyba ostatnio nie szło mu najlepiej, bo na Facebooku umieścił dziesiątki postów z ofertami wyprzedaży. Wygląda na to, że sklep nie miał przyszłości.
- Kawaler? - spytał Lamuedra.
- Tak, ale według danych na Facebooku był w związku z Noelią Guillón. Zdaje się, że byli ze sobą długo.
- Czy powiadomiono już partnerkę ofiary? - zapytałam, odwracając się do nich plecami i udając, że przyglądam się obrazowi nad sejfem.
Obraz przedstawiał bar, w którym gośćmi nie byli ludzie, a cyfry z małymi rękami i nogami. Moją ulubienicą była ósemka w meksykańskim sombrero, siedząca przy barze z kieliszkiem tequili.
Kiedyś podsłuchałam przez przypadek rozmowę, z której wynikało, że malowidło miało jakiś związek z kombinacją otwierającą zamek znajdujący się metr niżej i od tamtej pory za każdym razem, gdy patrzyłam na obraz, mimowolnie próbowałam rozgryźć tę zagadkę.
- Nie, ponieważ nie jest bezpośrednim krewnym - powiedziała Echeverría. - Gdyby była jego żoną, to co innego.
- Wygląda na to, że Noelia Guillón podróżuje - wtrącił Manuel. - Od trzech dni publikuje w mediach społecznościowych swoje zdjęcia na tle wodospadów Iguazu.
- Czy ktoś z nią na nich jest? - zapytał Lamuedra.
- Nie, jest sama.
- No dobrze. Magister Badía skontaktuje się z nią i powiadomi o zajściu.
- Ale ona nie jest bezpośrednim krewnym - odpowiedziałam, powtarzając słowa sędzi.
- Nie mamy obowiązku jej powiadamiać, ale zachowajmy odrobinę zdrowego rozsądku. Lepiej, żeby dowiedziała się od nas niż z gazet. Czy zgadza się pani ze mną, pani sędzio?
- Tak jest - odpowiedziała Echeverría. - Powiadom ją, Laura.
Przytaknęłam trzykrotnie głową, za każdym ruchem powtarzając w myślach "gówno".
- Więc kto z krewnych wie, że Ortega nie żyje? - spytał Lamuedra.
- Nie byliśmy w stanie znaleźć żadnych bliskich krewnych - odpowiedziała sędzia. - Daliśmy do radia ogłoszenie, które pewnie dołączą do audycji jeszcze dziś.
- Jego rodzice umarli, gdy był bardzo młody - dodałam.
- A skąd to wiesz?
- Gdy chodziłam do liceum, Ortega był swego rodzaju symbolem seksu. Zbuntowany dwudziestokilkulatek, o którym marzyły wszystkie nastolatki. A w mieście tej wielkości większość fanek zna całkiem dobrze życiorys swojego idola.
- A ty byłaś jedną z tych wielbicielek? - zapytał Manuel.
- Co jeszcze wiesz o Ortedze, Badía? - wtrącił Lamuedra.
- Niewiele więcej - odpowiedziałam, czując, jak z nerwów zaczyna boleć mnie żołądek. Właśnie zatajałam informacje przed bezpośrednimi przełożonymi. Gdyby dowiedzieli się o naszym przelotnym związku w okresie dojrzewania, to może nic by się nie stało, ale odkrycie historii sprzed dwóch miesięcy...
- Wygląda na to, że lubił sobie pofolgować - dodał Manuel, przerywając moje rozmyślania. - Publikował zdjęcia konsumowanego piwa, whisky i wina z importu. Powiedziałbym też, że był fanem hazardu. Na jego profilu znajdują się posty z wynikami uzyskanymi w różnych aplikacjach bukmacherskich. Publikował również zdjęcia, na których pozował na tle odwiedzanych kasyn: Mar del Plata, Puerto Madero, Comodoro, Madryn i, co chyba oczywiste, Puerto Deseado.
- To dobry punkt wyjścia do poszukiwań. Zwłaszcza jeżeli jego stosunek do hazardu był patologiczny. Badía, chcę, żebyś ustaliła, czy Ortega był winien komuś pieniądze.
Przytaknęłam nieco zdezorientowana. Nie zaskoczył mnie hedonizm Julia, ale nie wiedziałam, że był nałogowym graczem.
- Czy coś jeszcze? - zapytała sędzia, patrząc na naszą trójkę.
- Jest coś, co mi nie pasuje w tej miotle i potłuczonym szkle w wejściu do domu - wtrąciłam. - W całym budynku nie znalazłam ani jednego uszkodzonego okna, obrazu lub drzwi. Skąd więc wzięło się w przedpokoju?
- Może nie ma nic wspólnego ze sprawą. Może Ortega coś stłukł i właśnie zamiatał, gdy go zaatakowano.
- Tak, ale co się stłukło? Skąd się wzięły te wszystkie odłamki? Intryguje mnie też grot strzały, który znalazłam pod szafką.
- Jeśli uważasz, że to istotne, zbadaj to, Lauro. Powtarzam ci, to ty kierujesz śledztwem - stwierdziła sędzia, kończąc spotkanie.
Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po wyjściu z gabinetu, było otwarcie w telefonie Facebooka i anulowanie znajomości z Juliem Ortegą. Drugą - zlokalizowanie Debarnota i poinformowanie go, że przekazuje mu obowiązek powiadomienia partnerki o śmierci ofiary. Uznałam, że skoro to on znalazł ciało, to był to najrozsądniejszy sposób postępowania. Próbował mnie przekonać, żebym zrobiła to sama, ale nalegałam i w końcu niechętnie się zgodził.
W innych okolicznościach pokazałabym mu, gdzie raki zimują. Jak wtedy, gdy powiedziałam kapralowi Ramirezowi, że jeśli ma problemy z wykonywaniem rozkazów wydawanych przez kobiety, to mu pożyczę pieniądze na zakup biletu do XXI wieku. Ale w trakcie rozmowy z Debarnotem nie przyszło mi do głowy nic nawet w połowie tak oryginalnego.
Zależało mi tylko na tym, aby uniknąć obowiązku powiadomienia narzeczonej Julia.