Kolekcjoner śmieci - Krystyna Serdeczna

Kup ebooka

5.05 zł
4.19 zł (4,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wszystko, co dla nas zbędne

śmieciami nazywamy.

Stare dokumenty, przeczytane gazety,

zapisane zeszyty, stare książki,

jako niepotrzebne rzeczy wyrzucamy!

Podobnie jest z nieświeżą żywnością,

która przez jakiś czas zajmowała

miejsce w lodówce.

Przeterminowaną nie da się już jeść,

ani przejeść, bo tyle tego jest!

Więc ją wyrzucamy!

Stare radia, telewizory i różnego rodzaju

wizory przedawniają się i na ich miejsce

w regałach stawiamy najnowsze ich typy.

A stare już nam nieprzydatne po prostu

wyrzucamy na śmietnik!

I tym sposobem rośnie nam wysypisko,

z naszych skrzętnie uzbieranych śmieci!

Jest już tak wielkie, że przysłania nas samych!

A wkrótce zasłoni nam błękitne niebo

i znikną ekologiczne zapachy z pól i lasów.

Fragment wiersza autorki "SOS"

Rozdział 8

Ten dzień był decydujący o losach ich wszystkich. Zaraz po pracy, Iwo pojechał do kliniki odebrać wyniki testu DNA.

- Co to znaczy bliskie pokrewieństwo? - Patrzył na wynik i nic z niego nie zrozumiał. - Kto jest więc ojcem Gabi? - Nagle zatrzymał się w pół drogi do wyjścia i obrócił na pięcie zdeterminowany. Wtargnął do gabinetu pielęgniarek bez pukania.

Kobieta na jego widok podniosła się zaskoczona.

- Nie może pan wchodzić do gabinetu jak do sklepu! - zrugała go ostrym tonem, ale widząc jego przerażoną twarz, postanowiła go wysłuchać.

- Przepraszam za to najście, ale nie rozumiem tego wyniku. Proszę mi wytłumaczyć, bo na żadnym z nich nie ma wskazanego ojcostwa.

- Proszę mi je dać. - Przebiegła wzrokiem po jednym i drugim teście.

- Oba testy wykazują, że żaden z tych panów nie jest ojcem Gabrieli.

- Ale... to niemożliwe... - jąkał się Iwo. - Przecież Wiktor z Julianem byli najbardziej potencjalnymi... - Co to znaczy bliskie pokrewieństwo? - zapytał po raz drugi wątpiącym głosem.

- Przecież tu jest napisane, że żaden z tych panów nie jest ojcem tego dziecka, ale istnieje prawdopodobieństwo bliskiego pokrewieństwa. Wygląda na to, że są dla niej wujkami. Czego pan jeszcze nie rozumie? Wszystko wskazuje na to, że pan jest ojcem Gabrieli.

- Po czym pani to wnioskuje? - zapytał totalnie zaskoczony, patrząc w rozbawioną twarz lekarki.

- Nosi pan to samo nazwisko co oni. Kim oni są dla pana?

- To moi rodzeni bracia, ale ja praktycznie nie znałem tej dziewczyny...

- Proszę zrobić test DNA. Wtedy okaże się, kim to dziecko jest dla pana.

Iwo tym momencie poczuł szum w głowie i zobaczył milion gwiazd przed oczami, nogi ugięły się pod nim, jakby za chwilę miały mu odpaść.

- Widzę, że pani wcale nie żartuje - odparł słabym głosem.

- Niech pan usiądzie, bo widzę że pomysł ojcostwa przeszedł pana oczekiwania i jeszcze mi pan tu zemdleje - powiedziała już poważnym głosem.

- Bo widzi pani, ja naprawdę...

- Proszę wypełnić wniosek. Za chwilę wrócę i pobiorę od pana próbkę materiału - zadecydowała.

Nie pozostało mu nic innego, jak zastosować się do jej rady.

***

Iwo od kilku dni nie kontaktował się z Iną, która z niecierpliwością czekała na wyniki testu. Dzwoniła do niego kilka razy, ale nie odbierał telefonu. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie było wątpliwości, co do wyniku testu i jej reakcji. Nie rozumiał tylko, jakim sposobem miałby zostać ojcem Gabi, skoro nigdy nie spółkował z jej matką. Długo nad tym myślał, aż przyszedł mu do głowy pomysł, że w tej sprawie więcej mają do powiedzenia jego kochani bracia. Miał luki w pamięci, ale ciągle powracały te same wspomnienia, niczym porozrzucane puzzle. Postanowił spotkać się najpierw z Wiktorem. Na szczęście odebrała telefon Anna, bo jej mąż właśnie brał prysznic.

- Przekaż mojemu bratu, że będę u was za godzinę.

Anna była zdziwiona jego oficjalnym tonem.

Przyjechał zgodnie z umową. Drzwi otworzył mu Wiktor, był w szlafroku.

- Przepraszam, ale nie zdążyłem się przebrać. - Wskazał na swój ubiór. - Anna miała rację.

- Akurat mnie to nie obchodzi, co twoja żona miała na myśli. I nie przeszkadza mi, że jesteś w szlafroku. Chcę z tobą porozmawiać, braciszku. - Z tonu jego głosu Wiktor mógł wywnioskować, że Iwo domyślił się już, jaki kawał zrobili mu z Julianem.

Z sąsiedniego pokoju wyszła Anna.

- Już jesteś? - zdziwiła się na widok jego marsowej miny.

- Owszem, przyszedłem, bo koniecznie muszę porozmawiać z twoim mężem.

- To dobrze się składa, bo mam umówione spotkanie. Nie będę wam przeszkadzała. Porozmawiajcie sobie spokojnie.

Iwo wszedł do salonu za bratem, ale po chwili zatrzymał się w progu. W korytarzu stała Anna, zamierzała właśnie wyjść, ale chciała najpierw z nim się pożegnać.

- Prawdę mówiąc, chciałbym, abyś została Anno. To dla mnie bardzo ważne. Możesz to dla mnie zrobić?

Anna spojrzała niepewnym wzrokiem na męża, który zmieszał się mocno.

- No, nie wiem, musiałabym zadzwonić i uprzedzić, że się spóźnię.

- Zrób to, bardzo cię proszę. Chciałbym mieć świadka tej rozmowy.

Anna po tych słowach wyjęła telefon, napisała SMS, po czym usiadła na kanapie. Zauważyła zaniepokojenie na twarzy męża, który unikał jej spojrzenia. Widać było po jego nietęgiej minie, że jej obecność była mu nie na rękę.

- Usiądź, Wiktorze. Będzie ci znacznie wygodniej - poprosił Iwo, starając się zapanować nad głosem, choć w środku rozpierała go złość na brata.

Wiktor usiadł na przeciwko nich. Anna po raz pierwszy zobaczyła szwagra tak zdenerwowanego, patrzącego na brata z taką niechęcią, jakby za chwilę miał go pobić.

- Co się stało? - zapytała z niepokojem w głosie. - Zaczynam się denerwować.

Iwo rozpostarł się wygodnie na kanapie, założył nogę na nodze, lewą rękę oparł na wezgłowiu kanapy. Był zdeterminowany i postanowił bez ogródek wyjawić brzydką prawdę, choć nie była przyjemna, szczególnie dla niego.

- Nie denerwuj się, to nie dotyczy akurat ciebie, Anno, ale moich braciszków. - Tu spojrzał na brata bazyliszkowym wzrokiem. Odetchnął głęboko i zaczął mówić:

- W rocznicę moich ostatnich urodzin, moi kochani bracia zaprosili mnie do restauracji. Postanowili mnie spić, a na domiar złego, do alkoholu dosypali jakiegoś świństwa. Straciłem przytomność, bo nie wiem, kiedy wyszliśmy z lokalu i w jaki sposób dotarłem do domu. Z pewnością mi pomogli, bo ja nie byłem w stanie wrócić o własnych siłach i na własnych nogach. Przez mgłę pamiętam, że kiedy już znalazłem się w swoim domu, przewinęła mi się postać dziewczyny. Nie pamiętam jej twarzy, w ogóle jej nie pamiętam. Zresztą prawie nic nie pamiętam z tamtej nocy - wyznał wszystko jednym tchem.

- No, i? - Anna z niecierpliwością oczekiwała zakończenia historii.

- Kilka miesięcy temu na terenie naszego zakładu znaleziono martwą dziewczynę z dzieckiem, które na szczęście przeżyło. Prawdę mówiąc, przyczyniłem się do jej odratowania.

- Iwo, o czym ty mówisz? - zapytała zdziwiona Anna.

- To, co słyszałaś. Mam powtórzyć? Na placu przed budynkiem naszego biurowca, dozorca nocny zobaczył czarną folię, którą chciał usunąć, ale to, co zobaczył pod nią przerosło jego oczekiwania. Chłop jak dąb, ale na ich widok mało brakowało, aby zszedł na zawał serca. Zobaczył martwą, młodą kobietę i leżącego przy niej noworodka. Dopiero, gdy przybyłem na miejsce, zobaczyłem grupkę mężczyzn gapiących się na denatkę i jej dziecko. Kobieta nie żyła od kilku godzin, bo jej ciało stężało, ale wyczułem bardzo słaby puls u dziecka. Wziąłem je na ręce i zrobiłem mu ciepłą kąpiel pod umywalką w naszym sanitariacie. Pobudziłem maleństwu krążenie a zarazem zrobiłem delikatny masaż serca. W ten sposób uratowałem Gabi, bo noworodek okazał się dziewczynką - mówił roztrzęsionym głosem.

- Niesamowite... - szepnęła Anna zszokowana tą informacją.

- Podświadomie tak mocno chwyciła mnie za palec, że kiedy przyjechał ambulans, nie chciała mnie puścić. Dlatego pojechałem z nią do szpitala. I tak poznałem Gabi. Jej matka nie miała przy sobie dokumentów.

- Jak trafiłeś do jej rodziny? - zapytała Anna zainteresowana historią.

- Traf chciał, że jej dziadkowie są sąsiadami naszych rodziców. Kiedy podzieliłem się tą informacją z matką, wtedy była u nas pani Sawicka. Była pewna, że jej córka wyjechała z miasta. Dziwiło ją tylko, dlaczego nie odbierała telefonu. A kiedy opisałem martwą dziewczynę, wybiegła od nas z płaczem. Postanowiliśmy pójść do nich z matką i porozmawiać. Poradziłem, że zamiast rozpaczać i snuć domysły, powinni zobaczyć ciało dziewczyny. Pojechałem z nimi do kostnicy. Sawiccy potwierdzili tożsamość córki.

- Niesamowita historia - przyznała Anna cicho, niepewnie patrząc na męża, który unikał spojrzenia brata.

Iwo patrzył na brata wymownym wzrokiem.

- Ja powiedziałem to, co wiem. Teraz na ciebie kolej, bracie - odezwał się twardym głosem, który usłyszeli u niego po raz pierwszy.

Iwo był tym bratem, który miał pogodną naturę, często się uśmiechał i był życzliwym dla wszystkich człowiekiem. Ten był poważny i stanowczy. Nie zamierzał być miłym ani ustępliwym facetem.

Wiktor uniósł głowę i spojrzał niepewnym wzrokiem na brata.

- Nie wiem, co ci powiedzieć, bo mleko już się rozlało - powiedział cicho.