Tam, gdzie czeka a.
Wieczór zapadł miękko, a w powietrzu unosiło się coś nieuchwytnego. Zdawało się, że cały świat wstrzymał oddech. Bohater trzymał kartkę w kieszeni i nie zadawał sobie żadnych pytań. Czuł, że nie są potrzebne.
Wiedział, że ma iść tam, gdzie często chodził, kiedy coś w nim "wołało". Tam, gdzie czuł się bardziej sobą niż gdziekolwiek indziej: na starą, leśną polanę za miastem, na której drzewa szeptały, a ziemia oddychała wolno.
Ruszył na miejsce swoim zwyczajowym szlakiem, tym razem jednak droga wydawała mu się jaśniejsza. Cichsza. Miał wrażenie, że u kresu wędrówki coś już na niego czeka.
Na polanę dotarł tuż przed zmrokiem. Mgła zaczęła snuć się nisko nad trawą, a pośród niej - cień. Postać. Stała do niego bokiem, spokojnie patrząc w dal.
Gdy podszedł bliżej, usłyszał głos. Nie był ani męski, ani kobiecy, raczej... obecny. Głęboki, mówiący bez słów.
- Arithon. - Miał wrażenie, że głos wybrzmiał w nim, a nie na zewnątrz. - Zacząłeś wracać. Czekałeś długo.
- Kim jesteś? - zapytał, choć część niego znała już odpowiedź.
- Tym, który cię pamięta, kiedy ty sam zapominasz. - Postać odwróciła się, jej oczy przywodziły na myśl obraz nieba po burzy. - Pamiętasz most? Mapę? Ocean? To nie były symbole. To był początek drogi.
Stał naprzeciw niej - postaci, która wydawała się bardziej światłem niż człowiekiem. Miała wprawdzie cielesną powłokę, ale jej kontury drgały, sprawiały wrażenie istniejących na granicy dwóch rzeczywistości.
- Dlaczego teraz? - zapytał cicho.
- Bo zasiałeś pytanie. A ono zaczęło kiełkować.
Zamilkli. Powietrze wokół pulsowało niczym serce ziemi. Po chwili postać znów się odezwała:
- To, co widziałeś: ocean i zapadnięcie, nie było wizją przyszłości. To przypomnienie. Ty tam byłeś. Patrzyłeś z góry, jak świat, który kochałeś, zostaje rozdarty. I nie mogłeś nic zrobić. Teraz jednak wracasz, by zrozumieć.
Zadrżał. Poczuł w sercu ból, jakby coś bardzo starego znowu odezwało się w nim.
- "Arithon" to nie tylko imię. To klucz. Część ciebie, którą zostawiłeś poza czasem. Musisz odzyskać pamięć, zanim przyjdzie to, co ma nadejść. Zanim znowu się zapadnie.
- Jak mam to zrobić?
Postać wyciągnęła dłoń. Pomiędzy palcami błyszczał niewielki kryształ. Emanował światłem - nie białym, ale głębokim, jakby zawierał wewnątrz całą galaktykę.
- To nie przedmiot. To wspomnienie. Kiedy go dotkniesz, coś do ciebie wróci.
Spojrzał na przemawiający cień. I znowu nie wiedział, czy ma do czynienia z kimś z zewnątrz... czy z sobą samym.