Rozdział 3
Pierwsze Prawo Szczęścia:
wykorzystuj przypadkowe okazje jak najlepiej
Szczęściarze tworzą, zauważają i wykorzystują przypadkowe okazje
W życiu szczęściarzy roi się od przypadkowych okazji. W poprzednim
rozdziale opisałem życie zawodowej poetki Jodie, której szczęśliwe
zbiegi okoliczności pomogły spełnić marzenia i zrealizować życiowe
ambicje. Przyjrzeliśmy się też Lee, menedżerowi, który posiada niezwykłą
umiejętność znajdowania się w odpowiednim miejscu i czasie. Przypadkiem
poznał on swoją przyszłą żonę, a swoje sukcesy w interesach przypisuje w głównej mierze przypadkowym zrządzeniom losu. W końcu poznaliśmy Lynne,
"notorycznie" wygrywającą konkursy. Jej życie zmieniło się zupełnie po
przeczytaniu artykułu o kobiecie, która wygrała w ten sposób kilka
znaczących nagród. Lynne, Lee i Jodie to typowe przykłady szczęściarzy
biorących udział w moich badaniach. Choć wcale się o to nie starają,
możliwości wręcz sypią się im jak z rękawa.
Szczęściarze często są przekonani, że okazje te są wynikiem czystego
przypadku. Po prostu zupełnie niechcący otwierają gazetę w odpowiednim
miejscu, natrafiają na właściwą stronę internetową, przechodzą ulicą w odpowiednim momencie albo idą na imprezę i spotykają właściwą osobę -
ale moje badania wykazały, że te pozornie przypadkowe zdarzenia są
wynikiem psychologicznego profilu szczęściarzy. Ich sposób myślenia i zachowania pomagają im tworzyć, zauważać i wykorzystywać okazje.
Odkryłem nieznane dotychczas techniki, które szczęściarze stosują, aby
zmaksymalizować rolę pozornie przypadkowych zbiegów okoliczności.
Zrozumiałem, że bycie we właściwym miejscu i czasie tak naprawdę oznacza
bycie we właściwym stanie umysłu.
Wendy jest czterdziestoletnią gospodynią domową. Uważa się za osobę
szczęśliwą w wielu dziedzinach życia, ale fortuna szczególnie jej
sprzyja, jeśli chodzi o wygrywanie konkursów. Wygrywa średnio trzy
nagrody na tydzień. Niektóre to zupełne drobiazgi, ale wśród nich wiele
całkiem pokaźnych. W ciągu ostatnich pięciu lat wygrała kilka dużych
nagród pieniężnych i kilka drogich wycieczek zagranicznych. Wydaje się,
że wygrywa dzięki jakimś magicznym zdolnościom - i nie jest jedyna. W poprzednim rozdziale opisałem przypadek Lynne, która wygrała wiele
znaczących nagród, w tym samochody i wycieczki. To samo można powiedzieć
o Joem. Tak jak Wendy i Lynne, Joe uważa się za szczęściarza w wielu
dziedzinach życia. Od 40 lat żyje w udanym małżeństwie i ma kochającą
rodzinę. Ale wyjątkowo szczęści się mu w konkursach, a jego ostatnie
sukcesy to kilka telewizorów, dzień na planie znanego serialu i parę
wycieczek.
Na czym polega sekret Lynne, Wendy i Joego? Ich sposób na wygraną jest
zaskakująco prosty. Wszyscy oni biorą udział w dużej liczbie konkursów.
Wendy co tydzień wysyła około 60 zgłoszeń do konkursów pocztowych i około 70 do konkursów ogłaszanych w Internecie. Lynne i Joe również
biorą udział w około 50 konkursach tygodniowo, a ich szanse na wygraną
zwiększają się z każdym zgłoszeniem. Wszyscy troje doskonale zdają sobie
sprawę, że swoje "szczęście" tak naprawdę zawdzięczają dużej liczbie
konkursów, do których się zgłaszają. Wendy wyjaśnia to tak: "Jestem
szczęściarą, ale swoją pomyślność buduje się samemu. Wygrywam wiele
nagród w konkursach i loteriach, ale wkładam w to bardzo wiele wysiłku".
Joe mówi:
Ludzie wciąż mi powtarzają, jaki to ze mnie farciarz, skoro wygrywam
tyle konkursów. Ale potem mówią, że sami rzadko biorą w nich udział, a ja sobie myślę: "Cóż, skoro tak, to nie mają szans na wygraną".
Twierdzą, że mam wyjątkowe szczęście, ale ja uważam, że każdy tworzy
własne szczęście... jak ja to mówię: "Żeby wygrać, trzeba grać".
Byłem ciekaw, czy ta sama zasada może mieć zastosowanie również przy
innego rodzaju okazjach, które szczęściarze wciąż napotykają na swej
drodze; czy w ten sposób można wyjaśnić, dlaczego tak często spotykają
na przyjęciach interesujących ludzi i natrafiają w prasie na artykuły,
które odmieniają ich życie? Udało mi się dotrzeć do sedna sprawy i odkryć prawdę kryjącą się za iluzją. Moje badania wykazały, że to
wszystko można podsumować jednym, jedynym słowem - osobowość.
Gdzieś po drodze coś we mnie zaskoczyło, tak że teraz dostrzegam raczej
jasną niż ciemną stronę wydarzeń. Patrzę na wszystko wokół i myślę, jaka
za mnie szczęściara.
Michelle Pfeiffer
O ludziach, którzy mają tendencję do myślenia i zachowywania się w podobny sposób, mówi się, że mają taką samą osobowość. Koncepcja
osobowości jest centralnym punktem nowoczesnej psychologii i wiele czasu
oraz wysiłku poświęcono opracowaniu najlepszych metod klasyfikacji
ludzkiej osobowości. Choć często nie było to wcale proste, rezultaty są
imponujące.
Po latach badań większość psychologów jest zgodna, że istnieje tylko
pięć zasadniczych wymiarów naszej osobowości, pięć podstawowych cech,
które odróżniają nas od siebie. Cechy te występują u ludzi starszych i młodszych, u mężczyzn i kobiet, u przedstawicieli wielu różnych kultur.
Cechy te są najczęściej określane jako ugodowość, sumienność,
ekstrawersja, neurotyzm i otwartość.
Porównałem osobowości szczęściarzy i pechowców, biorąc pod uwagę te pięć
podstawowych cech. Pierwszą cechą, którą się zająłem, była ugodowość.
Określa ona stopień empatii i gotowości niesienia pomocy innym. Byłem
ciekaw, czy szczęściarze doświadczają w życiu tak wiele dobrego, bo
chętnie pomagają innym i w zamian otrzymują pomoc od nich. O dziwo,
szczęściarze wcale nie wykazali wyższego poziomu ugodowości niż
pechowcy.
Drugą badaną przeze mnie cechą była sumienność. Jest to miara naszej
samodyscypliny, silnej woli i determinacji. Być może szczęściarzom
lepiej wiedzie się w życiu, bo po prostu pracują ciężej niż pechowcy.
Ale znów okazało się, że jeśli chodzi o sumienność, między
szczęściarzami a pechowcami jest bardzo niewielka różnica.
Obie grupy uzyskały jednak bardzo różne wyniki pod względem nasilenia
pozostałych trzech cech osobowości - ekstrawersji, neurotyzmu i otwartości. Właśnie te różnice wyjaśniły, dlaczego szczęściarze wciąż
napotykają korzystne okazje, podczas gdy pechowcom nie trafiają się one
prawie wcale. Te cechy osobowości mają związek z kolejnymi regułami
szczęścia, które opisuję poniżej.
REGUŁA PIERWSZA:
Szczęściarze budują i utrzymują
potężną sieć szczęścia
Moje badania dowiodły, że szczęściarze osiągnęli o wiele wyższy niż
pechowcy wynik punktowy, jeśli chodzi o cechę osobowości zwaną
ekstrawersją. Ekstrawertycy są bardziej towarzyscy niż introwertycy.
Lubią odwiedzać znajomych i chodzić na przyjęcia, i często wybierają
zawody polegające na pracy z ludźmi. Introwertycy są o wiele bardziej
zamknięci w sobie. Wolą spędzać czas we własnym towarzystwie i największą przyjemność sprawiają im zajęcia wymagające samotności, takie
jak lektura dobrej książki.
Dodatkowe badanie wykazało, że ekstrawersja szczęściarzy znacząco
zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia w ich życiu korzystnych okazji.
Działa to na trzy sposoby - ekstrawertycy poznają wielu ludzi, są
"magnesem towarzyskim" i utrzymują stały kontakt ze znajomymi.
Tak samo jak Lynne, Joe i Wendy zwiększają prawdopodobieństwo wygranej,
uczestnicząc w dużej liczbie konkursów, tak szczęściarze ogromnie
zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia korzystnej okazji przez fakt,
że w swoim codziennym życiu spotykają dużą liczbę ludzi. Zasada jest
prosta. Im więcej ludzi poznają, tym większa szansa, że natkną się na
kogoś, kto będzie miał pozytywny wpływ na ich życie.
Weźmy na przykład Roberta, czterdziestopięcioletniego inżyniera z Anglii, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo samolotów. Robert jest
prawdziwym szczęściarzem i w jego życiu aż roi się od przypadkowych,
korzystnych spotkań. Kilka lat temu wraz z żoną wybrał się do Paryża na
sylwestra. Zamierzali wrócić samolotem kilka dni później, ale wszystkie
loty odwołano z powodu śnieżycy. Zapowiadało się, że śnieg nie
przestanie padać przez wiele dni, Robert i jego żona postanowili więc
wrócić do Anglii promem i udali się do portu w Bolonii. Był jednak
pewien problem, gdyż port przeznaczenia promu znajdował się dość daleko
od ich miasta, a śnieżyce sparaliżowały transport publiczny,
uniemożliwiając im dostanie się do domu po wyjściu na ląd w Anglii. W chwili, kiedy omawiali swój problem, do poczekalni weszła inna angielska
para, która również zamierzała płynąć promem. Robert zaczął z nimi
rozmawiać i ku swemu zdumieniu odkrył, że mieszkają w tej samej okolicy.
Zaproponowali, że podwiozą jego i jego żonę. Tak oto w ciągu kilku minut
problem Roberta został rozwiązany.
Innym razem Robert wraz z żoną postanowili się przeprowadzić. Oglądali
kilka domów, ale żaden nie przypadł im do gustu. Pewnego dnia, idąc
ulicą, Robert zauważył znajomego agenta handlu nieruchomościami, który
wychodził akurat z biura. Robert mógł po prostu pójść dalej, ale nie
zrobił tego - postanowił zapytać agenta, czy ma coś interesującego.
Mężczyzna odparł, że bardzo mu przykro, ale nie może pomóc, i ruszył
swoją drogą. Po kilku sekundach odwrócił się jednak i zaproponował
Robertowi obejrzenie domu, który właśnie został wystawiony na sprzedaż.
Robert natychmiast pojechał do tego domu, z miejsca się w nim zakochał i kupił go tego samego dnia. Wraz z żoną mieszka w nim już od 20 lat i mówi o nim jako o domu ich marzeń.
Podczas rozmowy ze mną Robert określił się jako człowiek bardzo otwarty
i rozmowny. Powiedział mi, że stojąc w kolejce w supermarkecie, często
zagaduje ludzi obok i w ogóle chętnie wdaje się w pogawędki z nieznajomymi. Bardzo lubi poznawać ludzi i spędzać z nimi czas - a im
więcej osób poznaje, tym większe szanse, że nawiąże kontakt z kimś, kto
będzie miał dobroczynny wpływ na jego życie.
Joseph, trzydziestopięcioletni student zaoczny, również napotykał na
swej drodze przypadkowe okazje, które miały wpływ na jego losy. Jako
młody człowiek nie palił się do nauki i wiecznie miał kłopoty z policją.
Między dwudziestką a trzydziestką kilkakrotnie trafiał do aresztu za
drobne przestępstwa, nie potrafił też zagrzać miejsca w żadnej pracy. Aż
w końcu przypadkowe spotkanie odmieniło jego życie. Pociąg, którym
jechał, utknął między dwiema stacjami. Joseph z nudów nawiązał rozmowę z kobietą siedzącą obok. Okazała się psychologiem. Zaczęli rozmawiać o życiu Josepha, który przyznał się do swoich autodestrukcyjnych
skłonności. Kobieta była pod wrażeniem jego przenikliwości i umiejętności nawiązywania kontaktu i zasugerowała mu, że byłby świetnym
psychologiem. Kiedy pociąg dojechał do stacji, rozstali się, ale pomysł
kobiety utkwił Josephowi w głowie. Dowiedział się, jakie wykształcenie i kwalifikacje są potrzebne, aby uprawiać zawód psychologa. W końcu podjął
decyzję, że odmieni całe swoje życie, i zapisał się do college'u. W tej
chwili studiuje psychologię na uniwersytecie i za rok kończy studia.
Powiedział mi: "Przekonałem się, że kiedy nawiązuje się rozmowy z różnymi ludźmi, można z nich wynieść wiele dobrego. Uważam, że ma to
ogromny wpływ na naszą pomyślność".
Wielu innych szczęściarzy opowiadało mi, że los ciągle się do nich
uśmiecha dzięki kontaktom z ludźmi, których codziennie spotykają na swej
drodze. Spójrzmy na przypadek Samanthy. Kilka lat temu pracowała jako
młodsza sekretarka w firmie prawniczej, ale w głębi duszy miała
nadzieję, że uda się jej poszerzyć horyzonty i dostać pracę w branży
filmowej. Jedynym problemem było to, że nie miała kontaktów ani bogatych
krewnych, którzy mogliby jej pomóc. Pewnego deszczowego popołudnia, po
wizycie u lekarza złapała taksówkę na Central Park West w Nowym Jorku.
Chciała wrócić do biura. Kiedy taksówka podjechała, do Samanthy podszedł
starszy mężczyzna i zapytał, czy może jechać razem z nią. W czasie jazdy
przez park Samantha, jako bardzo otwarta osoba, nawiązała z mężczyzną
rozmowę i dowiedziała się, że zajmuje on wysokie stanowisko w wytwórni
filmowej. Opowiedziała mu o swoich marzeniach, aby dostać się do świata
filmu, i że z radością podjęłaby każdą pracę, byle tylko zaczepić się w tej branży. Mężczyzna umówił ją na spotkanie z kierownikiem personalnym
w swojej firmie, a ten natychmiast zaproponował jej posadę. Zaczęła jako
sekretarka w dziale prawnym, ale wkrótce przeniosła się na stanowisko
bezpośrednio związane z produkcją filmów. Teraz, pięć lat później, jest
dyrektorem wykonawczym wytwórni w Los Angeles i odnosi sukcesy. Wciąż
doskonale potrafi wykorzystywać okazje, które same wpadają jej w ręce.
Kolejna cecha, która pozwala szczęściarzom zwiększyć prawdopodobieństwo
fartownych trafów, jest nazywana "magnetyzmem towarzyskim".
Psychologowie zauważyli, że pewni ludzie przyciągają do siebie innych.
Kiedy takie "towarzyskie magnesy" idą na przyjęcie czy spotkanie,
nieznajomi sami zaczynają z nimi rozmowę. Kiedy idą ulicą, ludzie często
pytają ich o drogę czy godzinę. Z jakiegoś powodu ludzie wręcz do nich
lgną. Nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że "towarzyskimi magnesami"
częściej są ekstrawertycy niż introwertycy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Wstęp
Ludzie, którzy mają szczęście, spotykają idealnych partnerów, realizują
swoje życiowe ambicje, znajdują pracę dającą im zadowolenie - jednym
słowem prowadzą satysfakcjonujące i pełne życie. Mówimy o nich, że mają
farta albo fuksa. Jednak sukcesu nie zawdzięczają wcale wyjątkowym
wysiłkom, zdumiewającym talentom czy wybitnej inteligencji. Posiadają za
to szczególną zdolność znajdowania się w odpowiednim miejscu i czasie, a los częściej niż innym podsuwa im szanse do wykorzystania. Ta książka
opisuje pierwsze naukowe badania, które odpowiadają na pytanie, dlaczego
ludzie ci przez całe życie cieszą się przychylnością fortuny, a także
podsuwa kilka pomysłów, w jaki sposób każdy może zapewnić sobie
powodzenie w życiu.
Badania zajęły kilka lat; obejmowały wywiady i eksperymenty z udziałem
setek wyjątkowych szczęściarzy i pechowców. Rezultaty pozwalają nam
radykalnie zmienić spojrzenie na szczęśliwe i pechowe zrządzenia losu i na kluczową rolę, jaką odgrywają one w naszym życiu. Ludzie nie rodzą
się szczęściarzami czy pechowcami. Po prostu szczęściarze nie zdając
sobie z tego sprawy, stosują cztery podstawowe prawa, które pozwalają im
pełniej korzystać z łask losu. Jeśli zrozumiemy te prawa, zrozumiemy
samą istotę szczęścia. A co ważniejsze, prawa te będziemy mogli
wykorzystać, aby zwiększyć liczbę szczęśliwych zdarzeń w naszym życiu.
Książka prezentuje chyba najbardziej ulotnego "świętego Graala"
ludzkości - naukowo udowodniony sposób, jak zrozumieć i kontrolować
"ślepy" los i jak zjednywać sobie jego przychylność, innymi słowy: co
robić, aby szczęście nam dopisało.
Szczęście żółtodzioba
Od zawsze interesowały mnie rzeczy niezwykłe. Kiedy byłem dzieckiem,
fascynowała mnie magia i iluzja. W wieku 10 lat potrafiłem już
"dematerializować" chustki do nosa i tasować talię kart tak, aby jej nie
pomieszać. Niedługo potem wstąpiłem do jednego z najbardziej znanych
stowarzyszeń iluzjonistów - londyńskiego Magic Circle. Jako 20-latek
zostałem zaproszony do Stanów Zjednoczonych, do słynnego Magic Castle w Hollywood, i dałem tam kilka przedstawień.
Szybko odkryłem, że dobry iluzjonista musi mieć sporą wiedzę na temat
tego, co dzieje się w ludzkich głowach. Zręczny magik potrafi odwrócić
uwagę widowni, wie, jak nie wzbudzić w niej podejrzeń i jak uniknąć
"rozpracowania" triku przez widzów. W miarę upływu czasu coraz bardziej
interesowały mnie psychologiczne zasady, które leżą u podstaw każdego
magicznego przedstawienia. Właśnie dlatego zapisałem się na Wydział
Psychologii University College w Londynie i napisałem doktorat z psychologii na University of Edinburgh. Potem założyłem własną placówkę
badawczą przy Hertfordshire University.
Prowadziliśmy tam badania nad różnorodnymi zjawiskami psychologicznymi.
Być może z powodu mojej "magicznej" przeszłości skłoniłem swój zespół do
zainteresowania się obszarami psychologii, które są uważane za dosyć
niezwykłe.
Niektóre z tych prac obejmowały badanie mediów rozmawiających ze
zmarłymi, jasnowidzących detektywów, którzy utrzymywali, iż pomagają
policji wykrywać sprawców zbrodni, i uzdrawiaczy leczących choroby siłą
własnej psychiki. Badaliśmy również, jak zmienia się zachowanie ludzi,
kiedy kłamią, w jaki sposób iluzjoniści stosują psychologiczne triki,
aby zwieść widownię, studiowaliśmy sposoby rozpoznawania kłamstwa i oszustwa i prowadziliśmy kursy dla osób, które chciały poprawić swoją
umiejętność wykrywania nieuczciwości. Wyniki tych prac publikowałem w czasopismach naukowych, prezentowałem je na konferencjach i uczyłem ich
praktycznego zastosowania ludzi biznesu, prowadząc dla nich wykłady.
Kilka lat temu poproszono mnie, abym opowiedział publicznie o swojej
pracy. Wiele razy wygłaszałem już takie pogadanki, ale nie miałem
pojęcia, że właśnie ta radykalnie zmieni przyszły kierunek moich badań.
Postanowiłem urozmaicić wykład prostą sztuczką magiczną. Zamierzałem
pożyczyć od kogoś z publiczności 10-funtowy banknot, włożyć go do jednej
z 20 identycznych kopert i pomieszać je. Potem miałem poprosić tę osobę,
aby wybrała jedną z kopert, a następnie spalić pozostałych 19. W końcu
miałem otworzyć ocalałą kopertę, oddać pieniądze właścicielowi i pogratulować mu trafnego wyboru.
Ale tego wieczoru przedstawienie było trochę dziwne. Pożyczyłem banknot
od pewnej pani z widowni, włożyłem go do koperty, przemieszałem koperty
i ułożyłem je w szeregu. Cały czas śledziłem banknot i wiedziałem, że
jest w pierwszej kopercie z lewej. Poprosiłem kobietę, aby wskazała
kopertę, i oczywiście byłem zachwycony, kiedy wybrała tę właściwą.
Zebrałem pozostałe koperty i podpaliłem je. Kiedy poszły z dymem,
otworzyłem kopertę, która pozostała, i oddałem kobiecie pieniądze.
Choć publiczność śmiała się i biła brawo, pani, która pożyczyła mi
banknot, wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Zapytałem ją, co myśli o mojej sztuczce, a ona wyjaśniła mi spokojnie, że takie rzeczy
przydarzają jej się cały czas. Zawsze znajdowała się we właściwym
miejscu i w odpowiednim momencie, a fortuna wyjątkowo jej sprzyjała
zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Powiedziała, że nie ma
pojęcia, dlaczego tak się dzieje; zawsze uważała, że ma po prostu farta.
Zaintrygowało mnie jej wyznanie; zapytałem, czy jeszcze ktoś z widowni
uważa się za wyjątkowego szczęściarza lub pechowca. Kobieta w pierwszym
rzędzie uniosła rękę i opowiedziała, w jaki sposób pomyślnym zrządzeniem
losu zrealizowała wiele swoich życiowych ambicji. Mężczyzna z końca sali
oznajmił, że zawsze miał wyjątkowego pecha; był przekonany, że gdybym
pożyczył banknot od niego, ten z całą pewnością poszedłby z dymem.
Poprzedniego dnia na przykład schylił się, aby podnieść szczęśliwego
pensa, uderzył głową o stół i omal nie stracił przytomności.
Po wykładzie zacząłem rozmyślać o tym, czego się dowiedziałem. Dlaczego
te dwie kobiety miały tak wyjątkowe szczęście? A ten nieszczęśnik? Był
po prostu niezdarą czy może w jego pechu kryło się coś więcej?
Postanowiłem przeprowadzić na ten temat badania. Wtedy nie miałem
jeszcze pojęcia, co mnie czeka. Myślałem, że mój projekt obejmie kilka
eksperymentów z paroma dziesiątkami uczestników. W rzeczywistości
badania trwały osiem lat i wzięły w nich udział setki ludzi.
Ta książka to pierwsze kompletne podsumowanie moich badań. Zaczynam od
krótkiego opisu znaczenia szczęścia w naszym życiu - w jaki sposób
chwilowy fart może odmienić nasz los, jak kilkusekundowy uśmiech fortuny
może nas wprowadzić na drogę trwałej pomyślności i sukcesu i jak nawet
najkrótsza pechowa chwila może doprowadzić do porażki i strącić nas na
dno. Potem omówię wstępne prace badawcze i drogę, jaką ostatecznie
doszedłem do odkrycia czterech praw leżących u podstaw życia pełnego
szczęśliwych zdarzeń. Po szczegółowym omówieniu każdego z tych praw
opiszę oparte na nich techniki i ćwiczenia, które mogą pomóc odwrócić od
siebie pecha i kreować własną pomyślność.
Ale zanim zaczniemy, chciałbym, abyśmy odpowiedzieli na kilka prostych
pytań o sobie.
Dziennik szczęścia
W wielu miejscach książki będę prosił o wypełnianie różnych
kwestionariuszy i wykonywanie ćwiczeń. Wiele z nich opiera się na
testach psychologicznych, które przeprowadziłem podczas moich badań z udziałem szczęściarzy i pechowców. Proszę, abyś notował swoje odpowiedzi
w specjalnym Dzienniku Szczęścia - przeznaczonym wyłącznie do tego celu
zeszycie formatu A5; powinien on mieć przynajmniej 60 stron, najlepiej w linie. Twoje odpowiedzi pokażą wyraźnie wpływ poszczególnych praw
szczęścia na twoje życie i pomogą określić, w jaki sposób najskuteczniej
zjednać sobie przychylność fortuny.
ĆWICZENIE 1
Profil szczęścia
Pierwszy kwestionariusz jest bardzo prosty. U góry pierwszej strony
Dziennika szczęścia umieść nagłówek Profil szczęścia. Z lewej wypisz w kolumnie liczby od 1 do 12. Z prawej będziesz wpisywać liczby od 1 do 5,
aby wskazać, do jakiego stopnia podane niżej stwierdzenia są prawdziwe w odniesieniu do twojej osobowości. Zastosuj widoczną poniżej skalę:
1 - absolutnie nieprawdziwe
2 - nieprawdziwe
3 - nie wiem
4 - prawdziwe
5 - absolutnie prawdziwe
Przeczytaj uważnie każde stwierdzenie. Jeśli nie jesteś pewny, który
stopień skali najtrafniej cię opisuje, wpisz po prostu liczbę, która
wydaje ci się najbardziej odpowiednia. Nie zastanawiaj się zbyt długo
nad stwierdzeniami i staraj się odpowiadać szczerze.
Profil szczęścia
Stwierdzenie
Punktacja (1-5)
1. Czasami rozmawiam z nieznajomymi w kolejce w sklepie lub w banku.
_____
2. Nie mam zwyczaju zamartwiać się, nie niepokoję się o przyszłość.
_____
3. Jestem otwarty na nowe doświadczenia, na przykład próbowanie nowych potraw czy napojów.
_____
4. Często słucham wewnętrznego głosu.
_____
5. Stosowałem techniki pozwalające wzmocnić intuicję, takie jak medytacja czy po prostu chwila namysłu w spokojnym miejscu.
_____
6. Prawie zawsze spodziewam się, że w przyszłości spotkają mnie pomyślne zdarzenia.
_____
7. Staram się osiągnąć w życiu to, czego chcę, nawet jeśli szanse na sukces są niewielkie.
_____
8. Przeważnie spodziewam się, że ludzie, których spotykam, będą mili, przyjacielscy i życzliwi.
_____
9. Staram się dostrzegać jasną stronę każdego zdarzenia.
_____
10. Wierzę, że nawet niepomyślne zdarzenia w ostatecznym rozrachunku przynoszą pozytywny skutek.
_____
11. Nie rozpamiętuję dawnych niepowodzeń.
_____
12. Staram się uczyć na błędach, które kiedyś popełniłem.
_____
Kilka razy będziemy wracać do twoich odpowiedzi i użyjemy ich, aby
naszkicować twój osobisty Profil Szczęścia - określimy, do jakiego
stopnia korzystasz z okazji podsuwanych przez los, a co ważniejsze, jak
możesz sprawić, aby było ich w twoim życiu więcej.
Rozdział 1
Potęga szczęścia
Ludzie stanowczo przeceniają zarabianie pieniędzy. Do tego nie potrzeba
mózgu. Najwięksi głupcy, jakich znam, są najbogatsi. Prawdę mówiąc,
uważam, że sukces w 95% zależy od szczęścia, a w 5 od umiejętności.
Spójrzcie na mnie. Wiem, że wielu z moich podwładnych poprowadziłoby mój
interes równie dobrze jak ja. Ale oni nie dostali szansy - to jedyna
różnica między nimi a mną.
Julius Rosenwald,
były prezes Sears, Roebuck and Company
Szczęśliwy traf ma ogromne znaczenie w naszym życiu. Kilka pechowych
sekund może zniweczyć całe lata starań, a jeden uśmiech fortuny może nas
poprowadzić na drogę sukcesu i pomyślności. Taki traf potrafi
przekształcić nieprawdopodobne w możliwe; od niego często zależy życie
lub śmierć, bogactwo lub ruina, pomyślność lub niedola.
John Woods, członek zarządu dużej firmy prawniczej o włos uniknął
śmierci, wychodząc ze swojego biura w WTC w Nowym Jorku na kilka sekund
przed uderzeniem porwanego samolotu. I nie był to jedyny raz, kiedy mu
się poszczęściło. Podczas zamachu bombowego na WTC w 1993 roku był na 39
piętrze, ale wyszedł z tego bez szwanku. W roku 1988 miał zarezerwowane
miejsce w samolocie Pan-Am, który eksplodował nad Lockerbie w Szkocji -
ale w ostatniej chwili odwołał rezerwację, bo dał się namówić na udział
w biurowym przyjęciu.
Szczęśliwe czy pechowe zrządzenia losu nie ograniczają się tylko do
spraw życia i śmierci. Może od nich zależeć również finansowe powodzenie
lub bankructwo. W czerwcu 1980 roku Maureen Wilcox kupiła bilety na
loterie w dwóch stanach - Massachusetts i Rhode Island. O dziwo
skreśliła zwycięskie liczby z obu loterii, ale nie wygrała ani centa.
Liczby z Massachusetts wygrały loterię z Rhode Island, a te z Rhode
Island - loterię z Massachusetts. Innym graczom na loterii naprawdę się
poszczęściło. W 1985 roku Evelyn Marie Adams wygrała 4 000 000 dolarów w loterii stanu New Jersey. Cztery miesiące później znów wzięła w niej
udział i wygrała kolejne 1 500 000 dolarów. Donald Smith miał chyba
jeszcze większego farta. Trzy razy wygrywał w loterii stanu Wisconsin -
w maju roku 1993, czerwcu roku 1994 i lipcu roku 1995 - za każdym razem
zdobywając 250 000 dolarów. Szanse wygrania na tej loterii choćby jeden
raz wynoszą mniej niż 1 000 000:1.
Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Fart odgrywa też ogromną rolę w naszym
życiu osobistym.
Psycholog ze Stanford, Alfred Bandura, opisał kiedyś wpływ przypadkowych
zdarzeń na życie osobiste. Podkreślił zarówno ważność, jak i powszechność takich zdarzeń, pisząc: " (...) niektóre z najważniejszych
czynników kształtujących naszą drogę życiową wynikają często z najbardziej trywialnych okoliczności". Poparł swój wywód kilkoma
przykładami, z których jeden został zaczerpnięty z jego własnego życia.
Na studiach dyplomowych Bandura znudzony lekturą postanowił zagrać z przyjacielem w golfa. Przypadek zrządził, że na polu obok znalazły się
dwie atrakcyjne golfistki; wkrótce grali już we czworo. Po meczu Bandura
umówił się z jedną z kobiet i w końcu ją poślubił. Przypadkowe spotkanie
na polu golfowym odmieniło całe jego życie.
W kolejnym przykładzie Bandura opisuje, jak w wyniku zwykłego
nieporozumienia Ronald Reagan poznał swoją przyszłą żonę, Nancy.
Jesienią 1949 roku Nancy Davis zauważyła swoje nazwisko na liście
sympatyków komunizmu, którą opublikowano w hollywoodzkiej gazecie. Nancy
wiedziała, że jej nazwisko nie powinno się tam znaleźć i że
nieporozumienie wynika z faktu istnienia innej Nancy Davis, również
aktorki. Niepokoiła się, że lista może mieć negatywny wpływ na jej
karierę, poprosiła więc swojego reżysera, aby przedyskutował tę sprawę z prezesem Cechu Aktorów Kinowych, Ronaldem Reaganem. Reagan zapewnił
reżysera, że rozumie sytuację i że cech będzie bronił Nancy, gdyby
ktokolwiek działał na jej szkodę w przekonaniu, że jest komunistką.
Davis poprosiła o spotkanie z Reaganem, aby dokładniej omówić problem.
Spotkali się, zakochali w sobie i po niedługim czasie byli już
małżeństwem. Jedno szczęśliwe spotkanie odmieniło ich życie na zawsze.
Kilku badaczy poruszało też zagadnienie wpływu szczęśliwych i pechowych
zdarzeń na wybór zawodu przez ludzi i na przebieg ich kariery. Oni
również zauważali, jak niebagatelny jest ów wpływ - wiele osób
opowiadało, w jaki sposób przypadkowe spotkania i okazje doprowadzały do
istotnego zwrotu w ich karierze lub do znaczącego awansu. Potężny efekt,
jaki wywiera przypadek na zawodowe życie ludzi, sprowokował jednego z czołowych amerykańskich doradców zawodowych do następującej wypowiedzi:
Każdy z nas mógłby opowiedzieć wiele historii o tym, jak poważne,
nieplanowane zdarzenia znacząco wpłynęły na jego karierę, i o tym, w jaki sposób tysiące nieplanowanych drobiazgów wpłynęły na nią choćby
minimalnie. Nieplanowane zdarzenia mające na nas wpływ nie są
rzadkością; dochodzi do nich codziennie. Przypadek nie jest przypadkowy.
Przypadek jest wszechobecny.
Tego typu czynniki z pewnością wpłynęły również na moją karierę. Kiedy
miałem osiem lat, poproszono mnie w szkole, żebym napisał pracę o historii szachów. Jako pilny uczeń udałem się do miejscowej biblioteki,
aby poszukać jakichś książek na ten temat. Przypadkiem skierowano mnie
do niewłaściwej półki, gdzie natknąłem się na książki o sztuczkach
magicznych. Zaciekawiony zacząłem czytać o sekretach magików starających
się dokazać niemożliwego. To było moje pierwsze zetknięcie ze światem
iluzji i wpłynęło ono na całe moje życie. Nie mam pojęcia, co by się
stało, gdybym został skierowany do właściwej półki i znalazł książki o szachach. Być może nie zainteresowałbym się magią, nie wykształciłbym
się na psychologa i nie przeprowadził badań opisanych w tej książce.
Przypadek miał też niemały wpływ na karierę wielu sławnych ludzi
biznesu.
Pod koniec swojej kariery Joseph Pulitzer odnosił ogromne sukcesy jako
biznesmen i znany filantrop. Był właścicielem jednej z największych
gazet Ameryki, pomagał w zbiórce funduszy na budowę postumentu, na
którym stoi dziś Statua Wolności, i ufundował znaną na całym świecie
dziennikarską nagrodę Pulitzera. A jednak to wszystko mogłoby się nie
wydarzyć, gdyby nie jeden szczęśliwy przypadek. Pulitzer urodził się na
Węgrzech. Jako młody człowiek był chorowity i miał fatalny wzrok. W wieku 17 lat przyjechał do Ameryki jako imigrant bez grosza przy duszy.
Bardzo trudno było mu znaleźć pracę, spędzał więc mnóstwo czasu w miejscowej bibliotece, grając w szachy. Pewnego dnia spotkał tam
redaktora naczelnego lokalnej gazety. Redaktor zaoferował mu posadę
młodszego reportera. Po czterech latach nadarzyła się okazja wykupienia
udziałów w gazecie, i Pulitzer skwapliwie z niej skorzystał. Decyzja
była mądra - gazeta zaczęła odnosić sukcesy, przynosząc mu znaczny zysk.
Pulitzer przez całe życie podejmował trafne decyzje, aż został
redaktorem naczelnym, a w końcu właścicielem dwóch najbardziej znanych
dzienników swoich czasów. Pod koniec kariery człowiek, który zaczynał ją
jako biedny imigrant, stał się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Cała jego kariera mogłaby przybrać zupełnie inny
obrót, gdyby nie przypadkowe spotkanie w sali szachowej w bibliotece.
Również wielu innych ludzi biznesu przypisuje swój sukces przypadkowym
spotkaniom i uśmiechowi fortuny. Przykładem może być historia Barnetta
Helzberga Juniora. Do 1994 roku Helzberg stworzył sieć znanych w całej
Ameryce sklepów jubilerskich, o rocznych przychodach wysokości około 300
000 000 dolarów. Pewnego dnia, przechodząc obok hotelu Plaza w Nowym
Jorku, usłyszał, że jakaś kobieta zawołała "Panie Buffett" do mężczyzny,
który znajdował się obok niego. Helzbergowi przyszło do głowy, że może
to być Warren Buffett - jeden z najbardziej znanych inwestorów w Stanach
Zjednoczonych. Helzberg nie znał Buffetta, ale czytał o finansowych
kryteriach, które Buffett stosuje, kupując jakąś firmę. Helzberg,
któremu niedawno stuknęła sześćdziesiątka i który myślał o sprzedaży
interesu, uznał, że jego firma może zainteresować Buffetta. Wykorzystał
okazję, podszedł do nieznajomego i przedstawił się. Okazało się, że
mężczyzna to rzeczywiście Warren Buffett, a przypadkowe spotkanie
przyniosło niespodziewane owoce, gdyż jakiś rok później Buffett
zdecydował się kupić sieć sklepów Helzberga. A wszystko dlatego, że
Helzberg szedł nowojorską ulicą akurat w chwili, kiedy kobieta wołała
Buffetta po nazwisku.
A w jaki sposób sam Buffett stał się jednym z najbogatszych Amerykanów?
W wywiadzie dla magazynu "Fortune" wyjaśnił, jak ważną rolę odegrał
szczęśliwy traf w początkach jego kariery. Kiedy miał 20 lat wyrzucono
go z Harvard Business School. Natychmiast poszedł do biblioteki, aby
poszukać możliwości dostania się do innych szkół biznesu. Właśnie wtedy
dowiedział się, że dwóch profesorów, których pracę podziwiał, wykłada w Columbia University. W ostatniej chwili złożył tam papiery i został
przyjęty. Jeden z profesorów stał się z czasem jego mentorem i pomógł mu
rozpocząć błyskotliwą karierę biznesową. Buffett stwierdził później:
"Chyba najszczęśliwszym zrządzeniem losu w moim życiu było to, że
wyrzucono mnie z Harvardu".
Znacząca rola szczęścia w karierach ludzi nie ogranicza się tylko do
świata biznesu. W 1979 roku hollywoodzki producent, George Miller,
poszukiwał zahartowanego w bitwach, poznaczonego szramami twardziela do
głównej roli w filmie Mad Max. W nocy przed przesłuchaniem Mel Gibson,
wówczas jeszcze nieznany australijski aktor, został napadnięty na ulicy
przez trzech pijanych mężczyzn. Na przesłuchaniu zjawił się poobijany i zmęczony, i Miller natychmiast dał mu rolę. Brytyjska supermodelka Kate
Moss miała równie wiele szczęścia. Na początku lat 90. jechała z ojcem
na wakacje. Kiedy stali w kolejce do odprawy na lotnisku JFK,
przechodzący obok łowca talentów zauważył jej uderzającą urodę. Moss
została jedną z najlepiej zarabiających i najbardziej rozchwytywanych
modelek - a wszystko z powodu przypadkowego, szczęśliwego spotkania.
Przypadek często ma wpływ na sukces aktorów i modelek - ale nie tylko.
To samo dotyczy naukowców i polityków.
Chyba najbardziej znanym przykładem takiego naukowego szczęśliwego trafu
jest odkrycie penicyliny przez sir Alexandra Fleminga. W latach 20.
ubiegłego wieku Fleming pracował nad uzyskaniem skutecznych
antybiotyków. Jego badania obejmowały między innymi oglądanie pod
mikroskopem bakterii sztucznie wyhodowanych w płaskich, szklanych
pojemnikach, tak zwanych naczyniach Petriego. Gdy Fleming niechcący
pozostawił jedno z naczyń nieprzykryte, dostała się do niego odrobina
pleśni. Przypadek zrządził, że pleśń ta zawierała substancję niszczącą
akurat ten typ bakterii, który był w naczyniu. Fleming zauważył efekt
działania pleśni i zajął się identyfikacją substancji, która była
odpowiedzialna za ten proces. W końcu odkrył antybiotyk i nazwał go
penicyliną. Przypadkowe odkrycie Fleminga uratowało niezliczone
istnienia i zostało okrzyknięte jednym z najważniejszych kroków w historii medycyny.
Przypadki i wypadki często zmieniały bieg nauki i odegrały ogromną rolę
w wielu odkryciach i wynalazkach, takich jak na przykład pigułka
antykoncepcyjna, promienie X, fotografia, bezodpryskowe szyby,
syntetyczne słodziki, zapięcia na rzepy, insulina czy aspiryna.
Istotną rolę, jaką szczęśliwy przypadek może odgrywać w polityce,
ilustruje kariera amerykańskiego prezydenta Harry'ego Trumana. Jako
młody człowiek Truman doświadczył wielu przeciwności losu. Po ukończeniu
szkoły średniej zamierzał pójść na studia, ale jego ojciec stracił
niemal cały majątek w wyniku nieudanego przedsięwzięcia, i Truman
spędził najlepsze lata młodości, orząc farmę swego dziadka. Tuż po
zakończeniu I wojny światowej założył sklep odzieżowy w Kansas City, ale
znów miał pecha - zbankrutował z powodu recesji. Dopiero kiedy dobiegał
czterdziestki, los uśmiechnął się do niego po raz pierwszy - przyjaciel
namówił go, aby wystartował w konkursie na sędziego stanowego, i niespodziewanie Truman zdobył to stanowisko. W wieku 42 lat wystartował
w wyborach na stanowisko przewodniczącego sądu i znów wygrał. Kilka lat
później został nominowany do Senatu Stanów Zjednoczonych - zwyciężył po
raz kolejny. W roku 1944 demokraci zrezygnowali z kandydatury ówczesnego
wiceprezydenta, Henry'ego Wallace'a, i wystawili Trumana jako swojego
kandydata na prezydenta. Wybory wygrał Franklin D. Roosevelt, ale zmarł
niespodziewanie zaledwie 82 dni po objęciu urzędu i Truman został
prezydentem. Szczęście dopisywało mu w dalszym ciągu podczas pełnienia
urzędu - dokonał jednego z największych przewrotów w politycznej
historii Stanów Zjednoczonych, wygrywając w 1948 roku w wyborach
prezydenckich z Thomasem E. Deweyem, a kilka lat później wyszedł cało z próby zamachu na swoje życie przeprowadzonej przez portorykańskich
nacjonalistów. W swoich wspomnieniach napisał:
Popularność i rozgłos to nie wszystkie czynniki konieczne do wygrania
wyborów. Jednym z najważniejszych jest szczęście. Jeśli o mnie chodzi,
szczęście zawsze było po mojej stronie.
Szczęście, ten popularny fart, odgrywa niezwykle znaczącą rolę w bardzo
wielu dziedzinach. Potrafi odmienić bieg zarówno naszego życia
osobistego, jak i zawodowego. Dla wielu osób jest to przerażająca myśl.
Większość ludzi wolałaby myśleć, że sami kierują swoją przyszłością.
Starają się z całych sił osiągnąć konkretne wyniki i uniknąć pewnych
zdarzeń, ale to poczucie kontroli w dużym stopniu jest iluzją. Ślepy
traf stroi sobie z nas żarty mimo naszych najlepszych intencji. Jest w stanie zmienić wszystko w ciągu kilku sekund - na lepsze lub na gorsze.
W każdej chwili, w każdym miejscu i bez ostrzeżenia.
Od ponad 100 lat naukowcy badają wpływ inteligencji, osobowości, genów,
wyglądu i wychowania na nasze życie. Nie ma wątpliwości, że te prace
pozwoliły uzyskać głęboki wgląd w ludzkie uwarunkowania. Jednak mimo
ogromu wysiłku bardzo niewiele uwagi poświęcono kwestii szczęścia i pecha. Podejrzewam, że psychologowie unikają tego tematu, ponieważ wolą
- co jest zupełnie zrozumiałe - badać czynniki, które łatwiej dają się
mierzyć i kontrolować. Zmierzenie inteligencji i opisanie kategorii
ludzkiej osobowości jest stosunkowo proste, ale jak zmierzyć szczęście i kontrolować przypadek?
ĆWICZENIE 2
Rola szczęścia w życiu
Na nowej stronie Dziennika Szczęścia zapisz liczbę między 1 a 7, żeby
wskazać, do jakiego stopnia, twoim zdaniem, szczęście miało wpływ na
twoje życie. Zastosuj następującą skalę:
1
2
3
4
5
6
7
wcale
w dużym stopniu
Teraz pod spodem w kilku zdaniach, opisz:
W jaki sposób poznałeś swojego partnera.
W jaki sposób poznałeś najbliższego przyjaciela.
Główne czynniki, które wpłynęły na wybór twojego zawodu.
Najbardziej znaczące wydarzenie, które miało pozytywny wpływ na twoje
życie.
Następnie zastanów się, jaki udział w tych wydarzeniach miało szczęście.
Pomyśl, w jaki sposób drobne zmiany - na przykład rezygnacja z pójścia
na jakieś przyjęcie czy spotkanie, wybór skrętu w lewo zamiast w prawo
czy otwarcie gazety na tej, a nie innej stronie - mogły wpłynąć na te
wydarzenia, a być może nawet odmienić całkowicie bieg twojego życia.
I w końcu, biorąc to wszystko pod uwagę, wróć do pytania na samym
początku ćwiczenia. Odpowiedz na nie jeszcze raz. Zapisz ponownie liczbę
między 1 a 7, aby określić, w jakim stopniu szczęście wpłynęło na twoje
życie. Czy teraz liczba będzie taka sama?
Większość ludzi, wykonując to ćwiczenie, zaczyna zdawać sobie sprawę z roli, jaką szczęśliwy traf odegrał w ich życiu, i odpowiadając na
pytanie po raz drugi, wskazuje wyższą liczbę.
Sytuacja ta przypomina starą historyjkę o człowieku, który wie, że
zgubił skarb w jednym końcu ulicy, ale szuka go w drugim, bo tam jest
jaśniej. Psychologowie postanowili nie badać kwestii szczęścia, bo o wiele łatwiej jest badać inne zagadnienia. Mnie jednak zawsze
interesowały nietypowe obszary psychologii - obszary, których inni
badacze wolą unikać. W rezultacie często znajdowałem skarby w miejscach,
które inni ignorowali.
We wstępie do książki opisałem, jak zainteresowałem się zagadnieniem
szczęścia po usłyszeniu, jak ważną i zróżnicowaną rolę odegrało ono w życiu słuchaczy jednej z moich pogadanek. Wkrótce potem postanowiłem
przeprowadzić wstępne badania dotyczące tego zagadnienia. Zacząłem od
sondy, która miała wskazać, jaki procent ludzi uważa się za szczęściarzy
i pechowców i czy fart lub pech koncentruje się tylko w jednej sferze
ich życia, czy też ma wpływ na wiele różnych sfer. Wraz z grupą
studentów przez tydzień jeździłem o różnych porach do centrum Londynu.
Zapytaliśmy dużą liczbę przypadkowo wybranych przechodniów o rolę
szczęścia w ich życiu. Sonda była podzielona na dwie części. Najpierw
pytaliśmy ludzi, czy uważają się za szczęściarzy, czy za pechowców - to
znaczy, czy pozornie przypadkowe wydarzenia działają zwykle na ich
korzyść, czy też wręcz przeciwnie. Potem chcieliśmy wiedzieć, czy mają
szczęście lub pecha w ośmiu różnych obszarach życia, włączając w to
życie zawodowe, związki osobiste, życie rodzinne, zdrowie i finanse.
Przepytaliśmy bardzo zróżnicowaną grupę - mężczyzn i kobiety, osoby
starsze i młodsze. W rezultacie okazało się, że 50% ludzi twierdzi, iż
stale dopisuje im szczęście, a 14% uważa, że stale prześladuje ich pech.
Innymi słowy 64% (czyli prawie dwie trzecie) badanych uznało się za
permanentnych szczęściarzy lub pechowców.
Interesujące było, iż wśród badanych istniała silna tendencja do
przypisywania sobie szczęścia lub pecha w kilku różnych sferach życia.
Ludzie, którym fortuna sprzyjała w kwestiach finansowych, twierdzili, że
sprzyja im ona również w życiu osobistym, a ci, którym nie wiodło się w pracy, byli pechowcami również w miłości.
To proste badanie pozwoliło nam stwierdzić, że w wypadku większości
ludzi doświadczane przez nich szczęście lub pech wykazują zdumiewającą
konsekwencję. Wyglądało na to, że niektórym los stale sprzyja, podczas
gdy inni jak magnes przyciągają nieszczęście. Co ciekawe, większość
przepytanych osób była przekonana, że ich szczęście lub pech zależą
wyłącznie od przypadku. Życie szczęściarzy było wręcz naszpikowane
przypadkowymi okazjami - na przykład spotkanie ukochanej osoby czy
kolegi po fachu - z których zawsze wynikało coś dobrego. Pechowcy
również uważali, że wypadki i nieszczęścia stają na ich drodze
przypadkiem. Ja jednak nie byłem o tym do końca przekonany. Długoletnie
studia nad psychologią iluzji nauczyły mnie, iż rzeczy często nie są
tym, czym się wydają, a rzeczywistość bywa dziwniejsza i ciekawsza od
iluzji.
Szczęście po prostu nie mogło być wynikiem przypadkowych zdarzeń. Zbyt
wielu ludzi permanentnie doświadczało uśmiechów losu czy pecha, aby to
wszystko miało zależeć wyłącznie od przypadku. Musiało być coś, co
powodowało, że jednym stale wiodło się w życiu doskonale, a innym
fatalnie. Bardzo chciałem zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego
jednym pisany jest sukces, a innym porażka? Czy wszyscy są częścią
jakiegoś nieogarnionego, kosmicznego planu? Czy dzięki jakimś
parapsychicznym zdolnościom tworzą własne szczęście i pecha? A może
wyjaśnieniem są różnice w ich przekonaniach i zachowaniu? A przede
wszystkim - jeśli zrozumiemy, co się tak naprawdę dzieje, to czy
będziemy w stanie "poprawić" ludzkie szczęście?
Przeprowadzona sonda postawiła przede mną wiele interesujących pytań.
Postanowiłem poszukać na nie odpowiedzi.
Rozdział 2
Szczęście i pech
Wyniki sondy ukazały, że większość ludzi uważa się za permanentnych
szczęściarzy lub pechowców i że ich szczęście czy pech dotyczy wielu
różnych dziedzin życia. To odkrycie spowodowało, że zapragnąłem
dowiedzieć się czegoś więcej o naturze szczęścia.
Uznałem, że najlepszym sposobem będzie przeprowadzenie badań naukowych
na grupach wyjątkowo szczęśliwych i pechowych ludzi. To podejście często
stosowane przez psychologów. Aby dowiedzieć się, w jaki sposób działa
nasza pamięć, naukowcy badają osoby o wyjątkowych zdolnościach
zapamiętywania i te, które mają z tym kłopoty. Ważnych odkryć w dziedzinie koordynacji wzrokowo-ruchowej dokonano, badając wybitnych
sportowców i żonglerów. Niektóre tajemnice ludzkiego sposobu
postrzegania rozwiązano dzięki pracy z uzdolnionymi artystami i osobami
niewidzącymi. Domyślałem się jednak, że znalezienie wyjątkowych
szczęściarzy i pechowców, którzy zechcieliby wziąć udział w badaniach,
wcale nie będzie łatwe. Nie bardzo wiedziałem nawet, od czego zacząć
poszukiwania.
Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że kilku dziennikarzy prasowych
usłyszało o sondzie, którą przeprowadziłem w Londynie, i zwróciło się do
mnie z pytaniem o możliwość napisania o mojej pracy artykułów dla
różnych gazet i magazynów. Poprosiłem ich, aby wspomnieli, że zamierzam
prowadzić dalsze badania na ten temat i że chciałbym nawiązać kontakt z osobami skłonnymi wziąć w nich udział. Każdy opublikowany artykuł
przynosił kilka kolejnych telefonów do laboratorium, powoli zacząłem
więc kompletować grupę szczęśliwych i pechowych ochotników. W ciągu
ostatnich ośmiu lat grupa ta powiększyła się o kolejnych szczęściarzy i pechowców, którzy dowiedzieli się o moich badaniach z telewizji, radia
czy Internetu. W sumie zebrałem wyjątkową grupę kilkuset kobiet i mężczyzn. Najmłodszym uczestnikiem był osiemnastoletni student, a najstarszym osiemdziesięcioczteroletni emerytowany księgowy. W grupie
znajdowali się reprezentanci najróżniejszych zawodów - biznesmeni,
naukowcy, robotnicy, nauczyciele, gospodynie domowe, lekarze,
informatycy, sekretarki, handlowcy i pielęgniarki. Wszyscy oni pozwolili
mi obejrzeć pod mikroskopem swoje życie i umysły. Z wieloma z nich
przeprowadziłem długie wywiady; innych poprosiłem, aby prowadzili
dzienniki. Niektórych zapraszałem do laboratorium, żeby wzięli udział w eksperymentach, niektórym dałem do wypełnienia skomplikowane
kwestionariusze psychologiczne. W wyniku badań uzyskałem ogromną ilość
informacji. Z pomocą tych wyjątkowych ludzi powoli odkryłem tajemnicę
powodzenia w życiu.
Szczęściarze i pechowcy
Przede wszystkim chciałem się dowiedzieć, jak to jest mieć szczęście
albo pecha. Postanowiłem zapytać uczestników o kluczowe wydarzenia w ich
życiu - ich historie stanowią niezwykły dowód potęgi szczęśliwego i nieszczęśliwego trafu.
Jodie jest trzydziestosześcioletnią poetką z Teksasu. Uważa się za
prawdziwą szczęściarę - przypadkowe uśmiechy losu pomogły jej osiągnąć
wiele wymarzonych celów. Kilka lat temu Jodie postanowiła pójść za
głosem serca i odmienić swoje życie. Od wczesnej młodości chciała być
pisarką i poetką. W Internecie natknęła się na stronę organizacji
prowadzącej letnie spotkania promujące i wspierające kobiety-pisarki.
Jodie od razu spodobała się atmosfera panująca na tych spotkaniach i pomyślała, że chętnie poprowadziłaby na nich wykłady. Kilka dni później
spotkała przypadkiem założycielkę organizacji, zaczęła z nią rozmawiać i wspomniała, że mieszka w Teksasie. Kobieta powiedziała, że zamierza
zorganizować tam jednodniową konferencję, i zapytała Jodie, czy
zechciałaby poprowadzić warsztaty. Jodie bardzo dobrze się spisała i została poproszona o poprowadzenie wykładów na kolejnej konferencji.
Jodie znalazła również inną stronę internetową, zawierającą najświeższe
informacje o wydarzeniach poetyckich w różnych miastach Stanów
Zjednoczonych. Zauważyła, że na stronie tej nie ma żadnych doniesień z Teksasu, zaczęła więc przysyłać swoje materiały. W rezultacie nawiązała
stały kontakt z Billem, założycielem strony. Pewnego dnia na odczycie
poetyckim w Nowym Jorku przypadkiem poznała Billa. W trakcie rozmowy
Bill zapytał ją, czy nie mogłaby przyjechać do Nowego Jorku i pomóc w organizacji kilku zaplanowanych przeglądów poetyckich. Jodie była
podekscytowana nadarzającą się okazją. Jedynym problemem był brak
mieszkania w Nowym Jorku. Wspomniała o tym Billowi, a on wysłał
wiadomość do wszystkich swoich internetowych znajomych. Po kilku dniach
Jodie dostała wiadomość od kobiety, która zaproponowała jej pokój do
wynajęcia w dobrej dzielnicy i po bardzo niskiej cenie. Jodie
przeprowadziła się do Nowego Jorku i teraz zarabia na siebie jako poetka
i pisarka.
Jodie tak mówi o wpływie szczęśliwych zbiegów okoliczności na jej życie:
Mam wyjątkowe szczęście, które pomogło mi osiągnąć wiele najbardziej
wymarzonych, najważniejszych celów. Czuję, że mam całkowitą kontrolę nad
życiem. Wszystko, czego pragnęłam, stało się faktem. A kiedy
postanowiłam obrać nowy kierunek, wszystko potoczyło się bardzo szybko.
To niesamowite.
Życie trzydziestoczteroletniej Susan jest zupełnie inne. Jej pech zaczął
się już w dzieciństwie. Jako dziecko rozbiła sobie czaszkę o kamień,
zbierając stokrotki. Była uwalniana przez strażaków, kiedy noga utkwiła
jej między prętami kraty, została też uderzona w głowę tablicą, która
spadła ze ściany budynku. Ale pech Susan nie ograniczał się do jej
młodych lat. Jako osoba dorosła ma pecha w miłości. Kiedyś umówiła się
na randkę w ciemno, ale jej partner miał wypadek motocyklowy w drodze na
spotkanie i złamał obie nogi. Następny partner wpadł na szklane drzwi i złamał nos. Kościół, w którym miała wziąć ślub, spłonął podpalony przez
piromana dwa dni przed uroczystością.
Susan miała też zdumiewająco wiele wypadków, i to wcale nie drobnych.
Kiedyś upadła i złamała rękę. Wkrótce potem, w wyniku drugiego upadku,
złamała nogę. Zdając egzamin na prawo jazdy, wjechała w mur ogrodu i musiała zapłacić za uszkodzenie auta, gdyż nie było ono ubezpieczone.
Ale to nie koniec problemów z prowadzeniem samochodu. Pewnego wyjątkowo
pechowego dnia brała podobno udział w ośmiu wypadkach w trakcie jednej
podróży, liczącej niecałe 80 kilometrów. Podczas jednego z wywiadów
przyznała mi ze łzami w oczach: "Mało kto chce wsiadać ze mną do
samochodu, a kiedy idę do kogoś w odwiedziny, proszą mnie, żebym usiadła
i nie ruszała się z miejsca".
Rozmowy z takimi pechowcami jak Susan często napełniały mnie smutkiem.
Ludzie ci najwyraźniej starali się z całych sił, aby ich życie było
udane i produktywne, ale wszystko jakby sprzysięgło się przeciwko nim.
Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, kiedy rozmawiałem ze
szczęściarzami. Los uśmiechał się do nich cały czas.
Jednym z największych szczęściarzy, którzy brali udział w moich
badaniach, był czterdziestodwuletni menedżer sprzedaży i marketingu,
Lee. Fortuna sprzyjała mu przez całe życie. Kiedy miał zaledwie 16 lat,
najął się do pracy na farmie, na wsi, gdzie się wychował. Pewnego razu,
pomagając w polu, siedział z tyłu wielkiego traktora, ciągnącego
automatyczny pług. Przyjaciel postanowił zabrać traktor na małą
przejażdżkę. Nie zdawał sobie sprawy, że ruch traktora spycha Lee z siedzenia, wprost na poruszające się ostrza. Podczas jednego z wywiadów
Lee opowiedział mi, co było dalej:
Nie miałem się czego złapać. Z prawej i lewej były obracające się koła
traktora. Zrozumiałem, że zaraz spadnę; pamiętam, jak rozglądałem się na
obie strony i myślałem, że nie dam rady zeskoczyć, bo pług jest za
szeroki. Byłem przekonany, że ostrza potną mnie na kawałki. W chwili,
kiedy zacząłem spadać, nastąpiło szarpnięcie. Rzuciło mnie do tyłu.
Ogniwo z nierdzewnej stali łączące traktor z pługiem zerwało się nagle.
Szef nie miał pojęcia, dlaczego tak się stało - kupił je tydzień
wcześniej. Pomyślałem sobie: "Lee, ależ miałeś szczęście". I to
szczęście już zawsze mi towarzyszyło.
Ojciec Lee był ogrodnikiem i projektantem zieleni; w młodości Lee często
pomagał mu w pracy. Pewnego razu ojciec poprosił go o pomoc przy
szczególnie trudnym zleceniu. Lee wcale nie miał ochoty z nim iść, ale
czuł, że powinien. Poszedł z ojcem, poznał kobietę swoich marzeń i natychmiast się zakochał. Wiedział, że są dla siebie stworzeni, i jego
przeczucie okazało się niezwykle trafne - są udanym małżeństwem od 25
lat.
Lee doskonale wiodło się również w interesach i wierzy, że fart odegrał
znaczącą rolę w jego drodze do sukcesu:
Zajmowałem się sprzedażą i marketingiem od ponad 20 lat i w tej chwili
jestem menedżerem w dużej sieci sklepów sprzedających zabawki
edukacyjne. Mam na koncie całą masę nagród i awansów i dzięki moim
wynikom powierza mi się naprawdę odpowiedzialne zadania. Szczęście miało
ogromny udział w moim sukcesie. Jakimś cudem zawsze znajduję się w odpowiednim miejscu i czasie. Nie wiem, co przyciąga mnie do konkretnej
firmy w chwili, kiedy akurat potrzebują tego, co mam do zaoferowania -
ale dziwię się tak ciągle.
Szczęście Lee przyniosło i jemu, i jego firmie ogromne korzyści
finansowe. Dla innych uczestników moich badań los nie był tak łaskawy.
Przyjrzyjmy się historii pięćdziesięcioletniego wydawcy z Londynu,
Stephena. Stephen przez całe życie miał finansowego pecha. Czasami jego
niepowodzenia były dość mało znaczące, czasami miały o wiele
poważniejsze konsekwencje.
Kupił kiedyś gazetę, do której dołączony był los-zdrapka i był
przekonany, że wygrał dużą sumę, ale w wyniku drukarskiej pomyłki tę
samą nagrodę wygrało ponad 30 000 osób i każda z nich otrzymała zaledwie
kilka funtów. W innym gazetowym konkursie Stephen wygrał dużą liczbę
akcji i obligacji znanej firmy. Niedługo później na giełdzie nastąpił
niespodziewanie jeden z najgorszych w historii krachów i z dnia na dzień
akcje Stephena stały się niemal bezwartościowe.
Kiedyś Stephen wynajął wolną część swojego biura prawnikowi, który
zaoferował się pomóc mu w papierkowej robocie. Przez pierwszych kilka
miesięcy wszystko szło dobrze, ale potem do Stephena zaczęły przychodzić
monity w sprawie niespłaconych rachunków. Odkrył w końcu, że prawnik ich
nie płaci, tylko przywłaszcza sobie pieniądze firmy. Stephen ciężko
pracował, aby utrzymać firmę, ale stres w końcu odbił się na jego
zdrowiu. Mimo iż wcześniej nie chorował, doznał nagle bardzo poważnego
ataku serca i musiał ogłosić bankructwo. Od tamtej pory nie pracuje.
Stephen żalił mi się:
Teraz nie mam ani firmy, ani pieniędzy. Zawsze dawałem z siebie wszystko
i czasami myślę, że ktoś tam w górze mógł mnie potraktować bardziej
sprawiedliwie... Uważam, że zasłużyłem na więcej, niż mi dano, ale
widocznie tak zostały rozdane karty.
Konkursy Lynne
Szczęście uśmiechnęło się do Lynne, kiedy przypadkiem natknęła się na
artykuł o kobiecie, której udało się wygrać kilka imponujących nagród w różnych konkursach i losowaniach. Lynne postanowiła wysłać rozwiązanie
krzyżówki i wygrała 10 funtów. Kilka tygodni później wzięła udział w kolejnym losowaniu i wygrała trzy sportowe rowery. Wkrótce potem poszła
na rozmowę w sprawie pracy - starała się o stanowisko wykładowcy na
wieczorowym kursie dla projektantów odzieży. Na biurku kobiety
prowadzącej rozmowę kwalifikacyjną stał słoik z kawą, z przylepionym
kuponem konkursowym. Lynne zapytała, czy może sobie wziąć etykietkę.
Kobieta zapytała, po co jej to, Lynne opowiedziała jej więc, jak wygrała
kilka konkursów. Kobieta zaproponowała jej, by uczyła na dwóch
wieczorowych kursach - projektowania odzieży i wygrywania konkursów.
Lynne przyjęła propozycję. Zaczęła wysyłać o wiele więcej zgłoszeń
konkursowych i wygrała wiele nagród, w tym dwa samochody i kilka
zagranicznych wycieczek.
Co ciekawe, wygrane konkursy pozwoliły Lynne zrealizować marzenie jej
życia - zostać pisarką. W 1992 roku opisała swoje doświadczenia w książce. Aby zareklamować książkę, wydawca wysłał notatkę do lokalnej
gazety, która opublikowała artykuł na jej temat. Następnego dnia
historią Lynne zainteresowały się ogólnokrajowe dzienniki; Lynne
zaproszono też do udziału w kilku programach telewizyjnych i do
napisania kilku artykułów prasowych o wygrywaniu konkursów. W roku 1996
zadzwoniono do niej z redakcji dużego dziennika i poproszono, aby
redagowała dla nich codzienną kolumnę konkursową. Jej kolumna,
zatytułowana Wygraj z Lynne, była bardzo popularna i ukazywała się przez
wiele lat.
Lynne spełniła wiele swoich życiowych ambicji, od ponad 40 lat jest
szczęśliwą mężatką i ma wspaniałe życie rodzinne. Jak wiele osób
biorących udział w moich badaniach, uważa, że najważniejszą rolę w jej
sukcesach odegrał szczęśliwy traf.
Przeprowadziłem rozmowy z setkami uczestników badań, a potem przejrzałem
ich wypowiedzi, aby odkryć stałe elementy wpływu szczęścia i pecha na
ich życie. Analiza ta wykazała cztery główne różnice między pechowcami a szczęściarzami:
1. Szczęściarze bez przerwy natrafiają na korzystne okazje. Przypadkiem
spotykają ludzi, którzy wywierają dobroczynny wpływ na ich życie, umieją
się doszukać interesujących ogłoszeń w gazetach. W przeciwieństwie do
nich pechowcy rzadko doświadczają tego typu zbiegów okoliczności albo,
jak w wypadku Stephena, trafiają na ludzi, którzy mają negatywny wpływ
na ich życie.
2. Szczęściarze instynktownie podejmują właściwe decyzje. Po prostu
czują, kiedy jakaś biznesowa decyzja jest słuszna albo że komuś nie
powinno się ufać. Decyzje pechowców często kończą się porażką.
3. Szczęściarze mają niezwykłą zdolność spełniania swoich marzeń i ambicji, realizowania planów. I znów pechowcy są zupełnym
przeciwieństwem - ich marzenia i ambicje przeważnie pozostają w sferze
fantazji.
4. Szczęściarze potrafią również przekształcać swojego pecha w szczęście. Pechowcom brakuje tej umiejętności - ich niepowodzenia
prowadzą wyłącznie do katastrof i klęsk.
Różnice między dwiema grupami były uderzające, ale dlaczego tak się
działo? Dlaczego jednym wszystko w życiu się udawało, a innym wręcz
przeciwnie?
Niektórzy autorzy wysuwają przypuszczenie, że pechowcy i szczęściarze
mogą wykorzystywać jakiś rodzaj parapsychicznych zdolności, dzięki
którym sami tworzą swój dobry czy zły los. Nietrudno zgadnąć, dlaczego
sugerują coś takiego. Weźmy na przykład Susan i Lynne. Być może
szczęściarze tacy jak Lynne wygrywają konkursy i losowania, bo dzięki
zdolnościom parapsychicznym są w stanie przewidzieć, który kupon wygra.
Być może Susan ma podobne zdolności, ale używa ich w autodestrukcyjny
sposób, sprawiając, że wszystko działa na jej niekorzyść.
Była to interesująca myśl, godna rzetelnego zbadania, ale wcale niełatwo
sprawdzić, czy szczęściarze są lepszymi mediami niż pechowcy. Musiałem
zaaranżować sytuację, w której duża liczba wyjątkowo szczęśliwych i pechowych ludzi zostałaby poproszona o odgadnięcie wyniku jakiegoś
losowego wydarzenia.
Szczęście na loterii
Wkrótce po tym, jak rozpocząłem badania, zadzwonił do mnie pewien
producent telewizyjny, który realizował nowy program popularnonaukowy i bardzo zależało mu, aby program ten był interaktywny. Chciał, żeby
widzowie nie tylko go oglądali, ale żeby brali w nim udział. Umówiłem
się na spotkanie z moim ówczesnym asystentem, Matthew Smithem, i jeszcze
jednym psychologiem zainteresowanym badaniem zagadnienia szczęścia,
doktorem Peterem Harrisem. Przyszedł nam do głowy bardzo prosty sposób -
dlaczego by nie poprosić widzów programu, żeby spróbowali przewidzieć
wygrane liczby w Narodowej Loterii Brytyjskiej? Rozwiązanie było
doskonałe. Będziemy mieć miliony widzów, więc na pewno na nasz apel
odpowie duża liczba osób, które zechcą wziąć udział w badaniu. Losowanie
liczb zależy wyłącznie od przypadku, a uczestnicy będą mieli niemałą
motywację, aby trafnie przewidzieć wyniki.
Program oglądało około 13 000 000 widzów. Pod koniec programu
realizatorzy puścili krótki film o naszym projekcie. Skontaktowali się z Susan i Lynne i w skrócie przedstawili ich losy. Poprosili również o kontakt wszystkich, którzy uważają się za wyjątkowych szczęściarzy czy
pechowców i mają zamiar zagrać w tym tygodniu na loterii. Spodziewaliśmy
się kilkuset zgłoszeń. W krótkim czasie odebraliśmy około miliona
telefonów.
Pierwszemu tysiącowi chętnych wysłaliśmy prosty formularz. Aby wziąć
udział w loterii, trzeba nabyć kupon i wybrać sześć różnych liczb od 1
do 49. Pojedynczy kupon kosztuje funta, a uczestnicy mogą kupić dowolną
ich liczbę. W naszym formularzu poprosiliśmy wszystkich, aby wypełnili
krótki kwestionariusz, który pozwoli nam zakwalifikować ich do grupy
szczęściarzy lub pechowców (patrz ĆWICZENIE 3) i powie nam, jakie liczby
wytypowali poszczególni uczestnicy.
ĆWICZENIE 3
Kwestionariusz szczęścia
Wraz z kolegami opracowaliśmy prosty kwestionariusz, pozwalający nam
jednoznacznie sklasyfikować uczestników jako szczęściarzy, pechowców i neutralnych (to znaczy niezaliczających się do żadnej z dwóch pierwszych
kategorii). Przeczytaj go uważnie i zanotuj wyniki w Dzienniku
Szczęścia, aby dowiedzieć się, do której kategorii się zaliczasz.
Żeby wypełnić kwestionariusz, przeczytaj umieszczone poniżej dwa opisy i przy każdym z nich zanotuj liczbę między 1 i 7, określającą, w jakim
stopniu do ciebie pasują. Zastosuj następującą skalę:
1
2
3
4
5
6
7
wciąż nie pasuje
pasuje
Szczęściarz: Przypadkowe wydarzenia zwykle działają na jego korzyść.
Częściej niż inni wygrywa w loteriach fantowych i konkursach, często
spotyka ludzi, którzy okazują się w jakiś sposób pomocni, szczęście
odgrywa dużą rolę w osiąganiu przez niego celów i realizacji marzeń.
W jakim stopniu pasuje do ciebie ten opis?
...........................................
Pechowiec: Jest przeciwieństwem szczęściarza. Przypadkowe wydarzenia
zwykle działają na jego niekorzyść. Nigdy nie wygrywa niczego w konkursach, często bierze udział w wypadkach niewynikających z jego
winy, ma pecha w miłości, a w życiu zawodowym wciąż doświadcza
niepowodzeń.
W jakim stopniu pasuje do ciebie ten opis?
...........................................
Punktacja
Na podstawie odpowiedzi uczestnicy są sklasyfikowani jako szczęściarze,
pechowcy i neutralni. Klasyfikacja jest bardzo prosta. Wystarczy
obliczyć Współczynnik Szczęścia, odejmując ocenę drugiego opisu
(pechowiec) od oceny pierwszego opisu (szczęściarz). Tak więc jeśli
pierwszemu opisowi dałeś 5 punktów, a drugiemu 1 punkt, twój
Współczynnik Szczęścia będzie wynosił +4. Jeśli jednak pierwszy opis
oceniłeś na 2, a drugi na 7, Współczynnik Szczęścia wyniesie -5.
Spróbujmy jeszcze raz: pierwszy opis 5, drugi opis 4, Współczynnik
Szczęścia +1.
Jeśli twój Współczynnik Szczęścia wynosi +3 lub więcej, kwalifikujesz
się do grupy szczęściarzy. Jeśli wynosi -3 lub mniej, trzeba cię uznać
za pechowca. Wszelkie wyniki pośrednie kwalifikują cię jako neutralnego
(to znaczy ani szczęściarza, ani pechowca). Tak więc wskaźniki +4, -5 i +1 to odpowiednio szczęściarz, pechowiec i neutralny.
Formularze zostały odesłane prawie natychmiast. Losowanie miało się
odbyć za kilka dni, musieliśmy więc działać szybko. Odpowiedzi przysłało
ponad 700 osób. W sumie uczestnicy zamierzali kupić ponad 2000 losów.
Kiedy dzień przed losowaniem skończyliśmy przetwarzać dane,
zrozumieliśmy, że posiadamy naprawdę cenne informacje.
Załóżmy, że naprawdę istnieje związek między fartem w grach losowych i zdolnościami parapsychicznymi, że szczęściarze rzeczywiście trafniej
przewidują wygrane liczby. Gdyby tak było, to liczby, które wytypowali
szczęściarze, powinny się okazać zwycięskie. Aby więc wygrać na loterii,
wystarczyłoby wyszukać liczby najczęściej typowane przez szczęściarzy i omijane przez pechowców. Dopiero teraz przyszło nam do głowy, że jeśli
ta teoria jest słuszna, dane zebrane przez nas w tym eksperymencie
mogłyby nas uczynić milionerami.
Przedyskutowaliśmy etyczną stronę całej sprawy. Po chwili zaczęliśmy
analizować dane. Zauważyliśmy, że faktycznie niektóre liczby częściej
były wybierane przez szczęściarzy i omijane przez pechowców. Różnice
były niewielkie, mimo to mogły mieć kluczowe znaczenie. Po starannym
przeanalizowaniu danych wytypowaliśmy liczby, które uznaliśmy za
najbardziej prawdopodobne: 1, 7, 17, 29, 37 i 44. Po raz pierwszy i jedyny kupiłem wtedy los na loterię.
Losowanie Narodowej Loterii Brytyjskiej odbywa się zawsze w sobotę
wieczorem i jest nadawane na żywo w telewizji, w porze największej
oglądalności. Jak zwykle w obrotowym bębnie umieszczono 49 kul, po czym
wylosowano sześć kul oraz jedną kulę "bonusową". Wygrały liczby: 2, 13,
19, 21, 32, 45. Nie mieliśmy ani jednego trafienia.
Ale czy szczęściarzom i pechowcom z naszego eksperymentu poszło lepiej?
Z 700 uczestników jakiekolwiek pieniądze wygrało tylko 36 osób, po równo
z jednej i drugiej grupy. Tylko dwóm osobom udało się wytypować po
cztery trafne liczby i wygrać po 58 funtów. Jedna z tych osób
zaklasyfikowała się jako szczęściarz, druga jako pechowiec. W całej
grupie zarówno szczęściarze, jak i pechowcy nabyli średnio trzy kupony,
wytypowali po jednej trafnej liczbie na każdym kuponie i stracili około
dwóch i pół funta każdy.
W eksperymencie wzięły udział setki osób, które uważały się za
szczęściarzy i pechowców. Losowanie liczb w loterii było zupełnie
przypadkowe i nieprzewidywalne. Każdy z uczestników miał wysoką
motywację, aby wygrać. Gdyby szczęściarze byli obdarzeni zdolnościami
parapsychicznymi, powinni wytypować więcej trafnych liczb niż pechowcy i wygrać więcej pieniędzy. Okazało się jednak, że nie wypadli oni ani
lepiej, ani gorzej niż pechowcy. Prawie wszyscy uczestnicy eksperymentu,
łącznie ze mną, stracili niewielką ilość pieniędzy. Wyniki wskazywały,
że szczęście nie zależy od zdolności parapsychicznych.
ĆWICZENIE 4
Szczęście a satysfakcja życiowa
Kwestionariusz satysfakcji życiowej
To ćwiczenie ma wykazać, jak bardzo jesteś w tym momencie zadowolony z życia. Na nowej stronie Dziennika szczęścia zapisz w kolumnie
następujące hasła:
Życie (ogólnie pojęte)
Życie rodzinne
Życie osobiste
Sytuacja finansowa
Zdrowie
Kariera zawodowa
Teraz obok każdego z haseł zanotuj liczbę od 1 do 7, określającą, w jakim stopniu jesteś zadowolony z poszczególnych aspektów twojego życia.
Zastosuj następującą skalę:
1
2
3
4
5
6
7
bardzo niezadowolony
bardzo zadowolony
Punktacja
Moje doświadczenia z tym kwestionariuszem wykazały, że poziom życiowej
satysfakcji u poszczególnych ludzi jest stosunkowo stabilny, nie zmienia
się z upływem czasu.
Podsumuj swoje wyniki i porównaj z poniższą skalą, aby przekonać się,
czy twój poziom życiowej satysfakcji jest niski, średni czy wysoki.
Niski: 6 - 26 punktów
Średni: 27 - 32 punkty
Wysoki: 33 - 42 punkty
Podczas badań dałem ten kwestionariusz około 200 szczęśliwym, pechowym i neutralnym osobom. Wyniki są ukazane na wykresie poniżej. Szczęściarze
są o wiele bardziej zadowoleni z różnych dziedzin swojego życia niż
pechowcy i osoby neutralne. Najbardziej niezadowoleni z życia są
niezmiennie pechowcy.
Skoro nie chodzi o zdolności parapsychiczne, co jeszcze mogłoby
wyjaśniać różnicę między szczęściarzami a pechowcami? Byłem ciekaw, czy
różnią się oni pod względem inteligencji. Może osoby takie jak Jodie i Lee są po prostu bystrzejsze niż ludzie jak Susan i Stephen i dlatego
odnoszą w życiu sukcesy? Postanowiłem dowiedzieć się, czy rzeczywiście
tak jest, prosząc grupę ludzi o wypełnienie Kwestionariusza Szczęścia i poddanie się testom mierzącym dwa rodzaje inteligencji.
Takie testy są stosowane w eksperymentach psychologicznych na całym
świecie i pozwalają przewidzieć, jak dobrze ludzie będą sobie radzić w szkole, na studiach i w pewnych zawodach. Testy mierzyły werbalną i niewerbalną inteligencję uczestników. Obliczyłem liczbę prawidłowych
odpowiedzi i porównałem wyniki szczęściarzy i pechowców. Obie grupy
uzyskały mniej więcej takie same wyniki w obu testach. W końcu
porównałem wyniki pechowców i szczęściarzy z wynikami osób neutralnych.
I znów nie było różnic. Rezultat eksperymentu był jasny - szczęście i pech nie są związane z inteligencją.
W stronę czterech praw szczęścia
Choć moje badania wykazały, że to, czy komuś dopisze szczęście, nie ma
związku ze zdolnościami parapsychicznymi ani inteligencją, zacząłem się
zastanawiać, czy umysł ludzki nie może na nie wpływać w jakiś inny
sposób. Czy pechowcy i szczęściarze mają takie samo podejście do życia?
A jeśli nie, to czy ich punkt widzenia jest odpowiedzialny za kreowanie
pozytywnych i negatywnych wydarzeń w ich życiu? Szczęście jest
powszechnie uważane za zewnętrzną siłę: czasem los się do nas uśmiecha,
a czasem nie. A jeśli tworzymy własne szczęście? Jeśli pechowcy i szczęściarze są odpowiedzialni za większość pomyślnych i niepomyślnych
zrządzeń losu, które stają im na drodze?
Pewną podpowiedź dał mi eksperyment z loterią. W formularzach wysłanych
do uczestników znajdowało się pytanie o ich oczekiwania co do wygranej.
Wszyscy zostali poproszeni o ocenę, do jakiego stopnia wierzą w swoją
wygraną w nadchodzącym losowaniu. Mieli po prostu zakreślić liczbę
między 1 i 7. O ile 1 określało zupełny brak wiary, o tyle 7 oznaczało
100-procentową pewność wygranej. Kiedy wraz z kolegami ponownie
przeanalizowaliśmy rezultaty, odkryliśmy coś zaskakującego. Jak zostało
ukazane na wykresie na stronie 40, wiara szczęściarzy w wygraną była
ponad dwa razy większa niż wiara pechowców.
W wypadku gier losowych takich jak loteria takie oczekiwania niewiele
pomogą. Osoba, która święcie wierzy w wygraną, wypadnie tak samo jak ta,
której oczekiwania są niskie. Jednak życie to nie loteria. Często nasze
oczekiwania mają zasadnicze znaczenie. Od nich zależy, czy będziemy
czegoś próbować, czy będziemy wytrwali w obliczu niepowodzenia, jaki
stosunek będziemy mieć do innych i jak inni będą się odnosić do nas.
Zbadanie tej tezy miało kluczowe znaczenie i przez kolejnych kilka lat
koncentrowałem swoje wysiłki na zrozumieniu, w jaki sposób zachowują się
i myślą szczęściarze i pechowcy.
W końcu zidentyfikowałem psychologiczne mechanizmy, leżące u podstaw
czterech głównych różnic między tymi dwiema grupami ludzi. Są to cztery
prawa szczęścia. Każde z nich dzieli się na kilka pomniejszych reguł,
których w sumie jest 12. Zrozumienie tych czterech głównych praw i 12
reguł stanowi klucz do zrozumienia istoty życiowej pomyślności.
Cztery kolejne rozdziały szczegółowo opisują te prawa i reguły. Omówiłem
w nich najróżniejsze eksperymenty, które pozwoliły mi sformułować
kolejne prawa, i efekt, jaki wywarły one na życie szczęściarzy i pechowców. Swoje tezy zilustrowałem licznymi przykładami z życia ludzi,
którzy zechcieli wziąć udział w moich pracach, a czytelnikom daję wiele
okazji, aby mogli ocenić rolę opisanych praw we własnym życiu.
Pora odkryć nareszcie sekret szczęściarzy.