Wśród studentów niemieckiej wyższej szkoły technicznej, odpowiednika naszej politechniki, przeprowadzono ankietę na temat męskiej seksualności. Pytania dotyczyły głównie orientacji seksualnej, potencji, przedwczesnego wytrysku, anatomii, a także znajomości nowoczesnej antykoncepcji. Okazało się, że inteligentni adepci nie mieli najmniejszej wiedzy na temat budowy własnego ciała. Ponad 85 procent z nich nie wiedziało, gdzie leży i jakie funkcje pełni prostata. 72 procent nie miało natomiast pojęcia, do czego służą jądra.
Nieznajomość własnej anatomii cechuje także polskich mężczyzn, o czym świadczą dotychczas przeprowadzone badania i historie z gabinetów, opowiadane w formie anegdot. Zamierzam jednak ich bronić - winę ponosi system: w polskich szkołach lekcje z zakresu wychowania seksualnego praktycznie od zawsze były marginalizowane. Z kolei na lekcjach biologii młodzi chłopcy poznają budowę pantofelka i analizują rozmnażanie przez pączkowanie, zamiast dowiedzieć się czegoś o sobie. Dopiero gdy się okazuje, jak trudno sprawić, by kobieta zaszła w ciążę, mężczyźni po kryjomu pytają "doktora Google'a" o anatomię i fizjologię swojego układu rozrodczego i konfrontują się z myślą Sofoklesa: Scio me nihil scire (Wiem, że nic nie wiem). To dlatego mój dobry przyjaciel i mentor w dziedzinie seksuologii profesor Zbigniew Izdebski od lat walczy o wprowadzenie do szkół przedmiotu seksuologia.
W tym miejscu przypomina mi się rozmowa z jednym z moich pierwszych pacjentów - panem Michałem, przystojnym prawnikiem przed czterdziestką. Wszedł do mojego gabinetu niepewnym krokiem, w powietrzu wyczułam napięcie, frustrację i coś o wiele mniej uchwytnego. Po chwili już wiedziałam... Sposób, w jaki mój nowy pacjent wypowiedział pierwsze zdanie, wskazywał na jedno: "Zawiodłem, poniosłem porażkę, a przecież jestem zaprogramowany na sukces".
- Pani doktor, od roku bezskutecznie staram się zostać ojcem. Wie pani, jak się czuję, nie mogąc zapłodnić kobiety? Jak półmężczyzna, bezużyteczny, wybrakowany...
- Nie jest pan jedyny, to problem współczesnych mężczyzn - powiedziałam, próbując dodać mu otuchy. - Czy miał pan już wykonaną diagnostykę w celu oceny płodności, a może podjął pan leczenie? - zapytałam.
- Nie, zaciążenie zawsze wydawało mi się proste. Seks bez prezerwatywy i już. Tylko że po tym "już" nie ma nic, a właściwie jest problem. Najpierw moja przyjaciółka udała się do ginekologa. Po dokładnym przebadaniu okazało się, że wszystko jest z nią okej. Ginekolog stwierdził, że pora na mnie. Dlatego jestem u pani. Chciałbym się dowiedzieć, od czego powinienem zacząć.
- Panie Michale, chociaż może się to panu wydać banalne, to zaczniemy od anatomii i fizjologii męskości, a potem wspólnie wytyczymy drogę do ojcostwa. Dowie się pan, dlaczego diagnostyka i leczenie zaburzeń prokreacji, a przede wszystkim poprawa jakości nasienia wymagają czasu. Wytłumaczę też panu, jakie badania i w jakim celu zlecane są pacjentom starającym się o potomstwo oraz z jakiego powodu wiele reklamowanych parafarmaceutyków na poprawę płodności zawiera takie, a nie inne związki. Mężczyźni są bardziej skomplikowani, niż pan myśli - dodałam, widząc rosnące zainteresowanie pana Michała.
- Jak mam to rozumieć? - zapytał.
- To znaczy, że ich męskość wcale nie kończy się na penisie. Są narządy płciowe zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzny męski układ płciowy składa się z moszny i prącia. Natomiast wewnętrzne narządy płciowe to jądra, najądrza, nasieniowody, pęcherzyki nasienne, prostata, czyli gruczoł krokowy, i gruczoły opuszkowo-cewkowe. Moszna, a właściwie worek mosznowy, to miejsce, w którym znajdują się nie tylko jądra, ale i najądrza oraz początkowe odcinki nasieniowodów. Czy zastanawiał się pan nad tym, dlaczego skóra moszny jest tak mocno pofałdowana?
- Pani doktor, w życiu to zastanawiam się nad tym, jak uniknąć zapłacenia podatku albo jak obniżyć jego wysokość, a moszna ma z tym niewiele wspólnego...
- Tak myślałam, ciało musi poczekać. Przed laty student, któremu zadałam to samo pytanie, odpowiedział, że pofałdowanie skóry moszny zapewnia ochronę przed urazami. Może częściowo miał rację, ale ewolucyjnie jest ona ważnym regulatorem ciepła naszych gruczołów płciowych.
- Chroni jądra przed zimnem?
- Przed przegrzaniem. Od dawna wiadomo, że przegrzanie wpływa bardzo niekorzystnie na męskie gonady i jakość nasienia. W wyniku hipertermii jąder dochodzi do upośledzenia spermatogenezy. Obserwujemy wtedy zmniejszoną ich liczbę oraz osłabienie ruchliwości. W praktyce z zakłóceniami prawidłowej termoregulacji jąder spotykamy się u informatyków, kierowców, hutników. Również nowy styl życia z urlopami w luksusowych hotelach spa, w których mężczyźni korzystają z jacuzzi, gorących saun, czy stałe włączanie podgrzewania siedzeń w samochodzie grozi przegrzaniem jąder i zmniejszeniem produkcji plemników. To samo dotyczy modnej uciskającej bielizny, ciasnych dżinsów czy źle zaprojektowanych siodełek rowerowych. Na szczęście mamy pewną ochronę w postaci pofałdowanej skóry moszny, której temperatura jest niższa o około 2 stopnie od ciepłoty ciała. Poza tym badania pokazują, że w przypadku ustąpienia czynnika termicznego osłabienie jakości nasienia, związane z przegrzaniem moszny i jąder, może mieć charakter przejściowy. Tak więc, panie Michale, od dzisiaj koniec z jacuzzi, rowerem i proszę zamienić ciasne slipy na modne bokserki. - Mój pacjent uśmiechnął się tylko i skinął głową. - A teraz zrobię panu szybki kurs wiedzy o penisie.
- Z całym szacunkiem, pani doktor, będziemy teraz o NIM rozmawiać?
- Proszę nie udawać świętszego od papieża. ON ma swoje miejsce w historii. Od niepamiętnych czasów sztuka wiązała się z kultem płodności. O Wenus na pewno pan słyszał...
- Obraz Tycjana? Widziałem w National Gallery of Art w Waszyngtonie. I powiem pani, że dla mnie jest zmysłowa, apetyczna, kobieca. Włoch miał oko.
- Nie miałam na myśli Wenus z Urbino, ale z Willendorfu. Kamienną figurkę kobiecą z okresu paleolitu, eksponującą trzeciorzędowe cechy płciowe: piersi i szerokie biodra. Próbuję panu powiedzieć, że już od prehistorycznych czasów kobiecość i męskość w każdej kulturze utożsamiano z płodnością, czego przykładem są symbole falliczne przedstawiające penisa. Co ciekawe, nie zawsze uważano, że duży rozmiar oznacza macho. Na przykład w starożytnej Grecji ideał mężczyzny był przedstawiany jako osobnik z małym penisem. Hellenowie twierdzili, że o atrakcyjności mężczyzny decyduje jego inteligencja, a nie wielkość przyrodzenia. Właśnie mały fallus miał pozwalać mężczyźnie zachować równowagę duchową i trzeźwość umysłu. Podczas olimpiad w Atenach na atrakcyjność mężczyzny miała wpływ piękna muskulatura jego ciała, a nie penis. Zawodnicy z dużymi penisami byli uważani za niegrzeszących inteligencją, wręcz prymitywnych.
- Coś w tym jest... Przepraszam, myślę na głos. Proszę kontynuować, pani doktor...
- Starożytni Grecy zwracali również uwagę na wpływ penisa na męską psychikę. I tak Sofokles, jeden z trzech najwybitniejszych tragików Hellady, twierdził, że mieć penisa to być "przykutym łańcuchem do szaleńca".
- Muszę się zgodzić...
- Wielkie umysły myślą podobnie - odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem. - Wracając do tematu, z wszechobecnym kultem fallusa spotykamy się w starożytnym Rzymie. Na przykład w Pompei, mieście w dzisiejszej Kampanii we Włoszech, często wieszano przy domach fallusy ze skrzydłami, uważane za symbole dobrobytu, chroniące przed złem. Wielki geniusz renesansu Leonardo da Vinci poszedł nawet o krok dalej i przypisał "rózdze", czyli męskiemu członkowi, inteligencję. W jednym ze swoich tekstów pisał: "Rózga reaguje z ludzką inteligencją, a czasami ma swą własną inteligencję. Robi, co jej się podoba, gdy czuwamy bądź śpimy. Nierzadko mężczyzna śpi, a ona czuwa, nierzadko mężczyzna czuwa, a ona śpi. Często mężczyzna pragnąłby ją widzieć w akcji, ale ona nie chce; często ona chciałaby, a mężczyzna zawodzi. Stąd czasem się wydaje, że twór ten wiedzie własne życie i ma własną inteligencję - oddzielone od człowieka.
- Pani doktor, mistrz trafił w sedno: "Nierzadko mężczyzna śpi, a ona czuwa, nierzadko mężczyzna czuwa, a ona śpi", muszę to sobie zanotować. Co było dalej?
- Pod koniec XX wieku w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie powstał Kościół Świętego Priapa, którego patronem był grecki bożek z ogromnym prąciem. Jego wyznawcy podczas grupowych ceremonii byli zobowiązani do czczenia penisa nago. Nie zawsze fallus oceniany był jednak pozytywnie. W XVIII wieku w Rosji powstała sekta religijna skopców (rzezańców), zwanych też "białymi gołębiami", którzy uważali ascezę i kastrację lub surową wstrzemięźliwość płciową za warunek zbawienia. Skopcy wierzyli nawet w to, że genitalia wyrosły na ciele pierwszych rodziców jako kara za grzech pierworodny. Co przerażające, stworzyli dwa stopnie "czystości": "rangę anielską" zapewniało usunięcie jąder, "rangę archanielską" usunięcie jąder i członka. Chcąc zadbać o liczebność sekty, jej członkowie poddawali się kastracji już po spłodzeniu dzieci. Tak więc, jak pan widzi, penis jako symbol męskości wzbudzał przez tysiące lat wiele pozytywnych i negatywnych namiętności.
- Teoria za nami, porozmawiajmy o praktyce.
- Taki miałam zamiar, ale zanim przejdziemy do mechanizmu erekcji, zajmiemy się budową prącia. W końcu to ona umożliwia mu spełnienie podstawowej funkcji, czyli wyprowadzenia na zewnątrz nasienia i moczu. Jak pan na pewno wie, kształt i wielkość penisa różnią się osobniczo. W stanie spoczynku ma 8,6-10,7 centymetra, a w stanie wzwodu 12,9-16 centymetrów długości (średnia 13,6 centymetra), średnica zaś wynosi 3-5 centymetrów (średnia 3,95 centymetra). Tak ważny dla wielu mężczyzn "rozmiar" różni się w zależności od ludzkiej rasy. Średnia długość w populacji europejskiej (tak zwanej rasy kaukaskiej) jest większa niż u Azjatów, ale zdecydowanie mniejsza od obdarzonych w sposób naturalny dużymi członkami Afrykanów i Afroamerykanów. To budowa penisa umożliwia mu w krótkim czasie zmianę objętości i twardości, żeby po usztywnieniu można było go wprowadzić do pochwy i odbyć stosunek. Przez całą długość penisa biegnie cewka moczowa, która zarówno służy oddawaniu moczu, jak i jest przewodem wyprowadzającym nasienie. Anatomicznie wyróżniamy trzy elementy penisa...
- Aż trzy? - dopytywał zdezorientowany pacjent.
- Przecież mówiłam panu, że mężczyźni są bardziej skomplikowani, niż im się wydaje. Tylko nie mają okazji się o tym dowiedzieć. Chyba że wybiorą się na medycynę.
- Albo trafią w takie miejsce jak to...
Nareszcie, pomyślałam. Uwagę pacjenta miałam od początku, teraz zdobyłam jego zaufanie i wróciłam do naszego "szybkiego kursu wiedzy o penisie".
- Prącie zaczyna się tak zwaną nasadą, która przechodzi w trzon - kontynuowałam. - W trzonie z lewej i z prawej strony znajdują się dwa podłużne ciała jamiste, a także jedno ciało gąbczaste, którego widocznym na zewnątrz zakończeniem jest ukrwiona, bardzo wrażliwa na dotyk główka - żołądź. Prącie pokryte jest przesuwalną skórą, która może przystosować się do zmiany jego kształtu i wielkości podczas erekcji, czyli wzwodu. To ona tworzy fałd skóry zwany napletkiem, pokrywający żołądź i połączony z nią wędzidełkiem. Podczas erekcji napletek odsuwa się i odsłania żołądź. Wzwód penisa jest niezbędnym warunkiem wprowadzenia go do pochwy i odbycia stosunku. Innymi słowy, musi dojść do usztywnienia i zwiększenia wymiarów prącia, co jest możliwe dzięki współdziałaniu trzech układów: nerwowego, hormonalnego i naczyniowego. Zostają one uruchomione pod jednym warunkiem...
W tym momencie pan Michał wszedł mi w słowo, mówiąc:
- Pożądania?
- Pięknie pan to ujął. Romantycznie, literacko. My, lekarze, jesteśmy bardziej pragmatyczni i nazywamy to pobudzeniem psychicznym. To nasza psychika, emocje pobudzają wszystkie pozostałe mechanizmy erekcji. To nie jest tak jak w reklamach środków na erekcję: połykasz tabletkę i myk, myk, jesteś gotowy na seks. Pamiętam, jak przed laty, kiedy nie było jeszcze takiej wiedzy wśród mężczyzn na temat leków na potencję, jeden z pacjentów, któremu zapisałam niebieską tabletkę, zapytał mnie, czy od teraz będzie chodził przez cały czas po mieście ze stojącym penisem. Prawda jest jednak taka, że tabletka nie zadziała, a z seksu będą nici, jeśli nie zostaną pobudzone zmysły wzroku, dotyku, słuchu, a czasem węchu. Wbrew powszechnym mitom seksualność mężczyzn też zaczyna się w głowie, to nie jest tak, że on zawsze może!
- Wiedziałem... i da Vinci też...
- Tak, pamięta pan, co napisał o rózdze: "Często mężczyzna pragnąłby ją widzieć w akcji, ale ona nie chce; często ona chciałaby, a mężczyzna zawodzi". Dzisiaj wiemy więcej od geniusza i potrafimy to wyjaśnić. Jak już wspomniałam wcześniej, warunkiem sine qua non, czyli koniecznym, do odbycia stosunku jest pełny wzwód, wymagający zestrojenia układu nerwowego, hormonalnego i krążenia. Finał koncertu to wytrysk nasienia, czyli ejakulacja, której najczęściej towarzyszy orgazm, moment najsilniejszego podniecenia seksualnego. To on sprawia, że mężczyzna po stosunku czuje odprężenie, zadowolenie...
- Nirwanę?
- Tak, tak zwany błogostan. Jest też zmęczony fizycznie i ma ochotę na drzemkę, czego kobiety wydają się nie rozumieć...
- Pani doktor, dotarliśmy do wytrysku i muszę coś wyznać. Boję się, że strzelam ślepakami...