Kocia Szajka i zaginione bajki - Agata Romaniuk

Kup ebooka

36.99 zł
33.29 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
Rozdział pierwszy
 
 

Na cieszyńskim boisku stanęły naprzeciwko siebie dwie drużyny. Zawodnicy mieli poważne miny, piłkarskie korki i wełniane getry. Biała piłka jaśniała w wiosennej trawie. Tylko czekać, aż sędzia odgwiżdże początek historycznego meczu. W powietrzu dało się wyczuć napięcie, a cisza niemal wibrowała w uszach.

Nagle wszyscy usłyszeli głośne miauczenie. Sędzia rozejrzał się po trybunach ustawionych nad rzeką Olzą.

- Bardzo przepraszam za Precelka - odezwał się kot Morfeusz, pulchny rudzielec, który trzymał na kolanach małego pręgowanego kotka. - To jego pierwszy mecz piłkarski. Jeszcze nie umie kibicować.

Bronka od Cieślarów, czarna kotka w żółtych getrach, ruszyła do ataku wraz z pierwszym gwizdkiem. Po prawej stronie boiska była ich piątka: oprócz Bronki jeszcze Lola, Komandos i bracia Piksele, członkowie cieszyńskiej Kociej Szajki. Po lewej goście - dachowce z Ostrawy: dzikie, pręgowane i nieprzewidywalne. Czeskie koty cieszyły się złą sławą. Zasłużenie. Potrafiły używać pazurów tak, żeby żaden sędzia nie miał szansy tego zauważyć. Zdarzało im się także odebrać piłkę ogonem, a na to pozwala się tylko bramkarzom. Najgorsze jednak było to, że zawsze ciągały przeciwników za wąsy. Dlatego na wszelki wypadek Komandos kazał swoim zawodnikom zaczesać wąsy na gładko, a Lola usztywniła je miodem. Istniała co prawda pokusa, żeby zlizać go w czasie meczu, ale nie było na to czasu.

- Ciągle zaciskam pazurki - szepnął Morfeusz do siedzącej koło niego różowej kotki Poziomki. - Do jasnej myszery! Myślisz, że nasi wygrają?

- Mam nadzieję - odpowiedziała Poziomka. - Spójrz na nich. Ogony jak błyskawice. Cisną na bramkę, jakby ich tuzin psów gonił. A w ślizg wchodzą jak po maśle.

- Albo po roztopionej czekoladzie - rozmarzył się Morfeusz. - Na pewno zaraz strzelimy gola.

Tymczasem czeskie koty grały naprawdę brutalnie. Jeden z nich pociągnął Bronkę za ogon i mało brakowało, a ugryzłaby go w ucho. Sędzia odgwizdał faul. Napastnik dostał czerwoną kartkę. Mecz sędziował starszy już wiekiem, ale bardzo doświadczony kot Hortensjusz, który kiedyś święcił triumfy w czeskiej lidze, w czasach, kiedy koci piłkarze nosili dłuższą sierść na karku.

 
 
 

Faul nie zgasił ducha Bronki, wręcz przeciwnie. Ruszyła do ataku ze zdwojoną prędkością. Spod jej pazurów poszły iskry, a przeciwnicy nie mogli jej zatrzymać. Podanie do Komandosa. Komandos do Loli. Celnie, mocno z prawej. Wybicie. Kotka Lola zgrabnie podała piłkę tylnymi łapkami, fikając jednocześnie kozła. Przyjęli ją bracia Piksele i - czy to możliwe? - tak, goool dwułapkowy!

 
 
 

Wiwatom nie było końca. Szajka prowadziła 1:0. Wydawało się, że teraz nic już ich nie zatrzyma. Niestety, pod koniec pierwszej połowy zaczęło padać. Z minuty na minutę krople stawały się coraz cięższe i po chwili wszyscy wiedzieli, że mają do czynienia z pierwszą tej wiosny burzą. Murawa szybko stała się wilgotna i koty ślizgały się na niej rozpaczliwie, a łapy rozjeżdżały im się na boki. Sędzia Hortensjusz uznał, że czas przerwać grę. Koty to nie ludzie, wiedzą, kiedy trzeba odpuścić.

Ustalono, że zespoły dokończą rozgrywkę, jak tylko wyjdzie słońce. Tymczasem koty rozbiegły się na dwie strony rzeki Olzy. Kocia Szajka na polski, a goście na czeski brzeg.

 

W kociej kryjówce było sucho i ciepło. Poziomka przygotowała dla każdego zmokniętego zawodnika i kibica po kubku kakao z mysią posypką, a Morfeusz cytrynowe półksiężyce, które upiekł rano z kotkiem Precelkiem. Wszyscy pomlaskiwali ze smakiem i jedynie Piksele byli ciut rozczarowani, że w nagrodę za gola nie dostali podwójnej porcji ciasteczek. Za oknem wciąż zacinał deszcz, a zmęczone i ospałe koty porozkładały się po kątach. Tylko Precelek fikał w najlepsze, udając, że strzela gole korkiem od wanny.

- Czas na twoją drzemkę, Precelku. Pani Wieczorynka przyniosła ci kocyk. - Morfeusz próbował bez powodzenia złapać malucha.

Kotek jednak obrócił się na pięcie, podniósł ogon i zrobił kolejnego fikołka. Rudzielec westchnął i nachylił się do Poziomki, mówiąc:

- Może pooglądam z nim stare kreskówki? To go szybciej uśpi.

- Tak! Ja też chcę - ucieszyła się Bronka. - Najlepiej puść bajki o kreciku.

- O kleciku? Nie o kleciku! - zapiszczał Precelek, który nadal trochę seplenił, po czym schował się pod stołem. Morfeusz wyjaśnił pozostałym kotom, że malec boi się czarnego krecika z czeskich bajek, bo przypomina mu diabełka.

- Krecik? Diabełka? - zdziwiła się Bronka, biorąc się pod boki. - To ty chyba beboka nie widziałeś, Precelku.

- Kogo? - Morfeusz zmarszczył nos ze zdziwienia.

- Bebok to taki mały, kudłaty, wredny stworek - wyjaśniła Bronka od Cieślarów. - Chcesz, to pokażę ci w internecie, choć tak naprawdę - ściszyła głos - nawet najstarsze koty nie wiedzą, jak wygląda.

Rudzielec odmówił, nie zamierzał oglądać żadnego beboka. Nie sądził, że od tego byłoby Precelkowi łatwiej zasnąć.

- Puszczę mu lepiej Reksia - zdecydował.

- Chcesz, żeby oglądał bajkę o psie? - mruknął z kąta bardzo zdziwiony starszy Piksel, a młodszy Piksel zawtórował mu pochrapywaniem.

- Czemu nie? Pies też może mieć superprzygody, nie tylko koty. A już zwłaszcza pies z takim dobrym sercem jak Reksio - tłumaczył się Morfeusz, szukając pilota do telewizora.

- Przyznaj się, Morfi - powiedziała Bronka, która właśnie zwinęła się przed telewizorem - że sam koniecznie chcesz znowu zobaczyć ten odcinek, w którym Reksio jest strażakiem. Albo "Reksio detektyw". Chociaż... co ja gadam? Kradzież jajka? Co to niby za afera kryminalna?

- Tak naprawdę to najbardziej lubię, jak pokazują środek jego budy - przyznał się Morfeusz i wziął rozfikanego Precelka na kolana.

- Ja też - rozmarzyła się Poziomka. - A pamiętasz, jak Reksio miał w budzie świerszcza, który spał w pudełku po zapałkach?

 
 

- Tak, i Reksio włożył tam słomę, żeby mu było ciepło - przypomniał sobie Morfeusz i uśmiechnął się na samą myśl.

 

Zanim zdążyli sobie przypomnieć kolejne historie, znudzona już nieco Bronka wystawiła pazurek i włączyła pierwszy lepszy odcinek. Okazało się, że żaden z kotów nigdy wcześniej go nie oglądał. Na ekranie pojawiła się buda, a z niej wyjrzała znajoma psia głowa. Potem do Reksia dołączyły kolejne postaci.

- Kotki lozlabiają! - zawołał Precelek na widok psot dwóch zaprzyjaźnionych z Reksiem kotów.

Poziomka spojrzała na Morfeusza, który podszedł do ekranu tak blisko, jak tylko było to możliwe. Miauknął cicho, a jego futro całe się nastroszyło. Musiał zobaczyć coś naprawdę niepokojącego. Teraz wszystkie kocie ślepia wpatrywały się w ekran. Bronka położyła przyjacielowi łapę na ramieniu i zapytała z niespotykaną u niej delikatnością:

- Czy ten rudy to przypadkiem nie... - urwała, bo Morfeusz jej przerwał.

- Tak, ten rudy kot to mój ojciec.

- Szczurza twarz! - zaklęła pod wąsami czarna kotka.

 

[...]