2
NORAH
Przy ustronnym stoliku na tyłach taniej meksykańskiej restauracji, mieszczącej się naprzeciwko linii kolejowej, Norah wyliczała w myślach, jak wielkim rozczarowaniem okazał się facet, z którym się tu umówiła. Po pierwsze: na swoim profilu Kevin twierdził, że jest "interesujący", a jednak już dwukrotnie wspomniał, jak uwielbia grać w Dungeons & Dragons. Po drugie: nazwał się "inteligentnym", a do twarzy ma przylepiony tępy, bezmyślny uśmiech prostaka (chociaż powszechnie wiadomo, że przeciętnie śmieszki mają znacząco niższy iloraz inteligencji niż ponuracy). Po trzecie (i było to jak na razie najbardziej rażące ze wszystkich rozczarowań): na profilówce był podobny do Harry'ego Stylesa, a koleś, który siedział naprzeciw, facjatę miał niczym łasica.
- No więc - powiedział Kevin, szczerząc się jak głupek - zauważyłem, że jesteś Norah z "h" na końcu. Czemu tak?
Norah wbiła w niego spojrzenie.
- Zauważyłam, że jesteś Kevin bez "h" na końcu - odparła. - Czemu tak?
- Jakie "h"? - zdumiał się. - W Kevinie?
Zamknęła oczy. Po czwarte: jego "wielkie poczucie humoru" najwyraźniej nie wychodziło poza sferę autodeklaracji.
Norah zaczęła się zastanawiać, czy gra jest aby warta świeczki. Chodziło jej tylko o parę drobnych robótek. Zajęłoby mu to najwyżej ze dwie godziny.
Kilka lat temu odkryła, że aby ogarnąć większość domowych napraw - łatwo i co ważniejsze: tanio - wystarczy umówić się z jakimś facetem na kolację i zaszczepić w jego umyśle mglistą sugestię seksu. Uznała się wówczas za absolutnie genialną. Szczególnie że tej aluzyjnej obietnicy musiała dotrzymywać bardzo rzadko. Zresztą nawet wtedy było warto. Dorastając w atmosferze niedostatku, nabrała skłonności do, nazwijmy to, oszczędnego operowania środkami. A ponieważ Kevin napisał na swoim randkowym profilu "złota rączka" (co nieuchronnie okaże się piątym rozczarowaniem), pomyślała, że będzie to całkiem prosta transakcja. Obudzą się w sobotę rano, pan Złota Rączka naprawi to i owo, a potem zniknie jeszcze przed lunchem.
Niestety nic z tego.
Jej terapeuta, Neil, ciągle powtarzał, że Norah ma dysfunkcyjny stosunek do seksu.
- Właściwie - odpowiedziała mu kiedyś - to wręcz przeciwnie. Uprawiam z facetem seks, a on naprawia mi instalację ciepłej wody. Albo czyści rynny. Albo opłaca jakiś rachunek. Czyli seks, całkiem dosłownie, pozwala mi funkcjonować.
Neil pozostał niewzruszony.
- Seks nie działa na zasadzie quid pro quo, Norah.
- Nie? - Zastanowiła się. - A na jakiej?
Nie odpowiedział od razu, więc Norah uznała się za zwyciężczynię. Okazało się jednak, że on po prostu nie spieszył się z odpowiedzią - udawał głęboki namysł, a w rzeczywistości pewnie wykorzystywał fakt, że płaciła mu za godzinę.
- To akt dawania sobie wzajemnej przyjemności - powiedział w końcu.
- No właśnie - przytaknęła Norah. - On ma przyjemność z seksu, a ja z darmowej pomocy w prowadzeniu domu.
Wtedy się zniecierpliwił.
- Norah, podejrzewam, że tak wypaczone pojęcie seksu i jego mocy bierze się z twojego dzieciństwa. Chcesz o tym trochę porozmawiać?
- Nie. - Norah chciała dalej udowadniać mu swoje racje. Wiedziała, że mogłaby odbyć jeszcze kilka takich rund, za każdym razem coraz mocniej wpajając mu przekonanie, że seks jest w istocie transakcją. Zamiast tego on wolał gadać o jej głupim dzieciństwie. Wielka szkoda.
- Lubisz dzieci? - zapytał ją Kevin z wyraźnym ożywieniem.
- Nie - odparła. - Lubię psy.
A mówiąc ściślej, lubiła te wielkie i głupie, które szczekają na wiatr i plączą się pod nogami za każdym razem, gdy człowiek podchodzi do drzwi. Norah miała trzy takie: krzyżówkę charta z dogiem niemieckim o imieniu Converse, rasowego charta o imieniu Kanapa oraz kundelka zwanego Klapkiem, który niemal na pewno miał domieszkę krwi bullmastiffa. Każdego z nich nazwała po pierwszej rzeczy, którą zniszczył po zamieszkaniu z nią.
Kevin wyszczerzył się, odsłaniając komicznie wielkie przednie zęby. Przypominał uliczną karykaturę.
- Mam jacka russella o imieniu Harvey!
Na miłość boską.
Najgorszą częścią każdej randki, jak powiedziała Neilowi na ostatniej sesji - znacznie gorszą niż seks, jeśli do niego doszło - była rozmowa. Wydawała się nie tylko nudna, ale też bezcelowa, zważywszy na fakt, że gdyby kiedyś mieli zostać partnerami życiowymi, to najprawdopodobniej spędziliby następne trzydzieści lub czterdzieści lat na gapieniu się w ekran telewizora albo komórki w przyjacielskim milczeniu. Dlaczego więc nie poćwiczyć tego milczenia już teraz, żeby nabrać wprawy? I przekonać się, czy w takiej ciszy czują się komfortowo.
Norah skinęła na kelnera, który czaił się w pobliżu.
- Czego pani sobie życzy?
- Lobotomii - odparła Norah. - Niech będzie podwójna.
Kelner uśmiechnął się złośliwie.
Za oknem przeszła para jamników ze swoimi właścicielami. Norah im pomachała. Kevin zamówił margaritę.
- Czym się zajmujesz, Norah? - zapytał, kiedy kelner się oddalił.
- Prowadzę swoją firmę.
- Serio? - Kevin pochylił się do przodu, żeby mieć lepszy widok na jej cycki. - A jaką?
- Rozwiązuję online testy psychometryczne za idiotów ubiegających się o pracę.
Zdezorientowana mina Kevina dowodziła, że w stosownych okolicznościach niemal na pewno potrzebowałby jej usług. Korciło ją, żeby wręczyć mu wizytówkę.
- Testy psychometryczne? - powtórzył.
- Dzisiejsze firmy są na tyle głupie, by sądzić, że zdobędą lepszych pracowników, jeśli kandydaci przejdą rygorystyczną selekcję w postaci niedorzecznych testów - wyjaśniła. - W rezultacie dostają najbardziej pomysłowych oszustów. Co, nie da się ukryć, przekłada się na sukces firmy...
- Więc ty rozwiązujesz te testy za nich?
- Satysfakcja gwarantowana albo zwrot pieniędzy - powiedziała tonem jak z amerykańskiej reklamy informacyjnej. Lubiła swój głos w takim wydaniu i często zastanawiała się, czy nie powinna wybrać się na jakieś przesłuchanie, żeby zacząć używać go zawodowo. - Zazwyczaj robię parę błędów, aby rekruterzy nie pomyśleli, że znaleźli geniusza. Brak pomyłek byłby nieodpowiedzialny.
- Jak to działa? - zapytał Kevin.
- To całkiem proste. Używam VPN, który przypisuje mój adres IP do lokalizacji klienta, a potem loguję się w tym samym czasie co kandydat i rozwiązuję test w czasie rzeczywistym. Klient wypełnia swoje dane i wysyła całość z własnego komputera. W zamian inkasuję trzysta dolarów.
- Trzysta dolców? Musisz być szokująco dobra w tych testach.
- Mnie raczej szokuje fakt, że ludzie sobie z nimi nie radzą. Martwię się o przyszłość świata, serio.
Norah rozkoszowała się swoim monologiem - nic nie sprawiało jej większej przyjemności niż wywody na temat tego, jakimi idiotami są ludzie - ale nagle zrzedła jej mina, kiedy ujrzała, że Kevin się na nią gapi. Maślanym wzrokiem.
- No co?
Pokazał zęby w łasiczym uśmiechu.
- Po prostu... jesteś naprawdę ładna.
Norah wiedziała, że jest atrakcyjna. Nie była ślepa ani, w przeciwieństwie do Kevina, głupia. Miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu - z czego większość stanowiły nogi - nieskazitelną oliwkową skórę i opadające brązowe włosy, dzięki uprzejmości matki Libanki. Miała też jasnoniebieskie oczy - niezwykłe przy jej cerze. Ludzie szaleli za nimi i często zatrzymywali ją na ulicy, by je skomentować, albo choć próbowali to zrobić, bo zwykle Norah ich wyprzedzała, mówiąc: "Tak, wiem, że mam niesamowite oczy, dziękuję". Zapewne powinna za nie podziękować swojemu ojcu, ale ponieważ nie wiedziała, kim on jest, nie zaprzątała sobie tym głowy.
Zdumiewało ją i dezorientowało, że jej piersi nie przyciągają aż tyle uwagi, choć obiektywnie rzecz biorąc, były przykładem doskonałej symetrii, proporcji i kształtu. Kiedy kilka lat temu Neil poprosił, by wymieniła jedną rzecz, za którą była wdzięczna, nie wahała się ani chwili. "Dziewczynki", odparła, zerkając w dół. Neil wydawał się zdezorientowany, więc uniosła bluzkę. Musiała potem znieść przydługi wykład na temat "stosownego zachowania podczas terapii".
Kevinowi uśmiech nie schodził z twarzy.
- Ja po prostu... no nie wierzę, że jestem z tobą na randce.
Norah właśnie doszła do wniosku, że żaden zakres pomocy czy napraw nie jest wart spędzania czasu z Kevinem, kiedy rozdzwonił się jej telefon. Więc jednak bogowie jej sprzyjali.
- Muszę odebrać - powiedziała, chwytając komórkę. - Halo?
- Czy rozmawiam z Norah Anderson?
- Tak. - Wcisnęła palec do ucha, przy którym nie trzymała telefonu, żeby wyciszyć odgłosy otoczenia. - Kto mówi?
- Nazywam się detektyw Ashleigh Patel.
Norah zmarszczyła brwi. To, że nie przypominała sobie, by kiedykolwiek miała do czynienia z detektyw Patel, mogło nic nie znaczyć. Kiedy wpadało się w tarapaty tak często jak Norah, nazwiska i głosy policjantów zlewały się w jedno.
- Przepraszam, pani detektyw! - rzuciła głośno Norah. - Jestem w restauracji i nie najlepiej panią słyszę. Chwileczkę, wyjdę na zewnątrz.
Pomachała do Kevina, który skinął jej głową, i wyszła na ruchliwą ulicę.
- W porządku, już jestem. W jakiej sprawie pani dzwoni?
- Chodzi o dochodzenie, które prowadzę.
- Jakie dochodzenie? - Norah szła przed siebie, oddalając się od restauracji. Nie zamierzała wracać. I tak wątpiła, czy Kevin umiałby naprawić wentylator w łazience.
- Należę do zespołu badającego przestępstwo, które mogło zostać popełnione mniej więcej w czasie, kiedy mieszkała pani w domu zastępczym Wild Meadows.
Norah stanęła jak wryta tak nieoczekiwanie, że wpadł na nią jakiś przechodzień. Obróciła się na pięcie i odepchnęła go od siebie, piorunując go wzrokiem, gdy nazwał ją "stukniętą suką".
- Dobrze się pani czuje? - zapytała policjantka.
Norah nie odpowiedziała. Nie mogła. Serce dudniło jej w uszach jak wtedy, gdy długo pływała pod wodą.
- Tak.
- To, co mam pani do powiedzenia, jest dość niepokojące - ostrzegła ją policjantka. - Może byłoby lepiej, gdyby nie była pani teraz sama.
- Norah!
Obejrzała się przez ramię. Kevin szedł ku niej energicznym krokiem. Szlag.
- Dorastałam w rodzinie zastępczej - powiedziała do telefonu i przyspieszyła kroku. - Jestem przyzwyczajona do niepokoju. Niech pani strzela.
Ruszyła biegiem.
- Hej! - zawołał Kevin. - Zaczekaj!
- Na pewno dobrze się pani czuje? - powtórzyła detektyw.
- Doskonale. - Norah zwolniła, po części z powodu szoku, a po części dlatego, że zabrakło jej tchu. Ostatnio biegała, kiedy goniła ją policja, więc nie była w formie.
- Cóż, w pani dawnym domu zastępczym prowadzone są prace budowlane i podczas kopania robotnicy odkryli...
- Norah! - zawołał jeszcze raz Kevin, będąc coraz bliżej.
Do chuja pana!
Zatrzymała się gwałtownie. Za dużo tego wszystkiego. Policja. Wild Meadows. Kevin.
Czegoś musiała się pozbyć.
- Sekundkę - powiedziała do policjantki. Opuściła telefon i poczekała, aż Kevin znalazł się tuż za nią, a potem odwróciła się na pięcie i powaliła go prawym sierpowym. Cios był solidny. Mocny i wyprowadzony z klatki piersiowej.
Kevin patrzył na nią z nizin chodnika, z nosa tryskała mu krew.
- Jezu! Za co to było?
- Halo, jest tam pani? - dopytywała się policjantka.
Norah znów przyłożyła telefon do ucha.
- Tak - odpowiedziała. - Przepraszam, proszę mówić dalej.