Cześć, Króliczku.
Prawda, że minęło trochę czasu?
Tęskniłyśmy, i owszem. Arcyogromnie.
I spójrz tylko na siebie. Wow. Znowu taka gotycka. Wróciły przerażająco żałobne ciuchy, a ciemne włosy znowu opadają ci na oczy. Jak zabawnie. Byłaś bardzo zajęta od naszego ostatniego spotkania, prawda? Najwyraźniej bardzo zajęta, bazgraniem bazgrołów w mroku. Wydawaniem swojej powiastki. O nas. Arcy to zabawne. I osiągnęłaś umiarkowany sukces. To naprawdę niesamowite, co dzisiaj czytują ludzie. Właśnie dlatego sprowadziłyśmy cię tutaj, na strych Kyry (pamiętasz ten strych?). Żeby w gronie starych przyjaciół wznieść toaścik za twoją pomyślność. Milutkie spotkanko z dawną kohortą z programu MFA, którą zostawiłaś daleko w literackim tyle, można by rzec. Cha, cha, cha. Nie myśl, że przemawia przez nas gorycz, Króliczku. O mój boże, nic podobnego. Bo czy nie unosimy za ciebie kieliszków?
O co chodzi, Króliczku? Nie możesz unieść kieliszka?
Och, to z powodu więzów, zgadza się.
Przepraszamy za to.
No to my wypijemy za ciebie. Może być? W zaistniałych okolicznościach przyda się trochę mocniejszego trunku, to na pewno. Odrobina Jasnego Słoneczka. Pamiętasz, Króliczku?
Och, na twoim miejscu, Króliczku, nie wiłybyśmy się tak bardzo na tym krześle. Tylko narobisz sobie więcej siniaków na nadgarstkach, na szyi, tak bardzo łabędziej...
Ale odchodzimy od tematu.
Raz jeszcze przepraszamy, że musiałyśmy cię trochę związać. Ale tak cudownie nadrobić zaległości, nie uważasz? Nas pięć spowite mrokiem. Ty wygodnie usadowiona na krześle i my cztery stojące nieopodal, w naszych uroczych króliczych maskach, tworzące półkole miłości i zrozumienia, podczas gdy nasze sukienki tak ślicznie połyskują w świetle księżyca myśliwych. Bo tej nocy na niebie świeci księżyc myśliwych, Króliczku. O tak. Spójrz za okno, jaki jest pełny i błyszczący (dokładnie w wigilię Wszystkich Świętych!), w noc tak pięknie brzemienną w krzyki. Także i twoje. Prawda, że marzyłaś o tej chwili? Uwierz, że my też. I kiedy przeczytałyśmy na listserv dla studentów Warren, że nasza koleżanka z roku wraca do miasta w ramach trasy promującej jej debiutancką powieść, pierwszą publikację w naszej kohorcie, pomyślałyśmy: "Czemu by nie ziścić tego marzenia? Czemu nie wesprzeć naszej starej przyjaciółki, Sam Mackey?". Czy też Samanthy Heather Mackey, jak pomysłowo nazwałaś się w swojej powiastce (prawda, że celowałaś w autofikcję?). A tak w ogóle to ogromnie spodobał nam się ukłon w stronę tego filmu z lat osiemdziesiątych, ten zabieg łagodzący imię, które inaczej przywodzi na myśl twoją chłopięcą energię. Mimo tego, jak się z nami pożegnałaś, Samantho, mimo wszystkich tych nieprzyjemności naprawdę uważamy, że udzielenie ci wsparcia to dojrzałe podejście do tematu. Nasz terapeuta powiedział nawet, że to może przysłużyć się naszym Uzdrawiającym Podróżom. Zostawić przeszłość za sobą i takie tam. Być dobrymi obywatelkami literackiego świata i takie tam. Kupić i przeczytać jej książkę, jak dorosłe osoby, bez wydzierania "suka" i bez odruchów wymiotnych. Polecieć do tego miasta w Nowej Anglii, do miasta naszej starej alma mater i wybrać się na jej czytanie w księgarni Uniwersytetu Warren. Jak widać, wszystkie miałyśmy taki sam pomysł! Wygląda na to, że nasza świadomość zbiorowa ostatecznie nie wyzionęła ducha. Albo może na nowo obudziła się do życia, poruszona twoją zdradą.
A tak w ogóle to bardzo śmiesznie wyglądałaś, kiedy zauważyłaś nas na widowni. Kiedy cię oklaskiwałyśmy, nie tyle dłońmi, ile oczami. Prawda, że jakby zamarłaś na chwilę tam na podeście na widok nas siedzących w ostatnim rzędzie? Każda z nas miała na sobie sukienkę w innym kolorze, więc razem tworzyłyśmy radosną tęczę, ucieleśniałyśmy święte żywioły: ziemi, powietrza, wody i ognia. Tak się do ciebie uśmiechałyśmy. Tak cię wspierałyśmy. Kiedy po raz pierwszy nasze spojrzenia się spotkały, oczy zaszły ci łzami, prawda? Nam też, Króliczku.
Zapewniamy, że to były łzy radości.
Chciałyśmy ci powiedzieć, jak niesamowicie zaprezentowałaś się na tym czytaniu. Jaka byłaś zabawna! Arcyzabawna, kiedy robiłaś z nas wywijające siekierami potwory. Tak arcyśmieszna, kiedy ujawniałaś nasze największe sekrety. Śmiałyśmy się do łez, naprawdę. Co mówisz, Króliczku? Trudno nam cię zrozumieć przez ten knebel, którym zatkałyśmy ci usta. Albo może to przez narkotyki, od których tak się ślinisz. Wcześniej, w księgarni, dodałyśmy ich odrobinę do wina, które przyniosłyśmy ci tylko z litości (tak bardzo się denerwowałaś!). I chociaż przyjęłaś je z wahaniem, Króliczku, ostatecznie je wypiłaś. Osuszyłaś butelkę do dna, prawda? Może z powodu stresu spowodowanego okolicznościami. Totalnie to rozumiemy. Zgadzamy się, że spotkania ze starymi przyjaciółmi bywają stresujące. Albo może to przez powrót tutaj na strych, gdzie wszystko się zaczęło. Warsztaty. Króliczki, chłopcy, krew, tyle krwi. Ta piękna, uświęcona sprawa, w której pozwoliłyśmy ci uczestniczyć, z dobroci naszych jebanych serc. Siekiera też wciąż tu jest, spójrz na nią. Tutaj w rogu, gdzie ją zostawiłyśmy. Cóż za koincydencja. Na ostrzu zostało nawet kilka plamek krwi. Czy to świeże plamki? Och, tego nie wiemy, Króliczku. Może i tak. Bóg jeden wie, co się tutaj działo. Prawda? Raptem dwie wiosny temu, a wydaje się, jakby minęła wieczność. Czyż nie? Odkąd wszystkie uzyskałyśmy dyplomy tej piekielnej instytucji i ruszyłyśmy własnymi, samotnymi ścieżkami w ten zimny, szeroki świat.
Niemniej przyjemnie czuć teraz tę siekierę w dłoniach. Jak za dawnych czasów. I wygląda na to, że nadal wiemy, jak nią uderzać i jak ją trzymać. To jak jazda na rowerze, naprawdę.
Zabawne, jak to wszystko wraca.
Co porabiałyśmy? Och, byłyśmy zajęte. Bardzo zajęte, tak jak ty, Króliczku. Czytaniem twojej książki i wrzeszczeniem. Cha, cha, cha. Marzeniami o zemście. Cha, cha, cha. Dzieleniem się tymi marzeniami podczas terapii, czasem wyrażaniem ich kolorami i zachwycaniem się nimi, dopóki nasz terapeuta maruda nie stwierdzał: "Na dzisiaj wystarczy". Ale tak na poważnie, uwielbiamy naszego terapeutę; to cudownie życzliwy i troskliwy człowiek. Jak on sobie siedzi w tym swoim skórzanym fotelu na Zoomie i gapi się ze współczuciem na nasz kwartet, powtarzając: "Mówcie, mówcie". Ogromnie pomaga nam na nowo dotrzeć do naszej kreatywności. To smutne, ale odkąd zniszczyłaś nasze dusze, tak jakby straciłyśmy siebie. Pracujemy jednak, żeby to odzyskać, zajmujemy się własnymi sprawami. Idzie nam naprawdę dobrze. Możesz nie wierzyć, ale ten wieczór stanowi istotną część naszej Kreatywnej Podróży.
I ty też jesteś jej istotną częścią.
Och, nie płacz, Króliczku! Nie zabijemy cię, nie bądź niemądra! Pamiętasz, że to nie twoja powieść, tylko rzeczywistość? W realu żadne z nas morderczynie, nawet jeśli odmalowałaś nas w dość paskudnych barwach. Nie, nie. Tylko trochę sobie pogawędzimy i tyle. Kolejno kolejno kolejno. Zmieniając się podczas rozmowy z tobą. Prawda, że fajnie? Jak w najdoskonalszym Sprośnym Salonie. (Prawda, że pamiętasz Sprośny Salon?) I nie przejmuj się, bo nie zamierzamy komentować twojej powieści. Mamy w tej sprawie do powiedzenia tylko jedno: bez komentarza, jak to mówią. Pomijając to, że się pomyliłaś. Kurewsko się pomyliłaś. Co do nas.
Morderczynie z siekierą? Daj spokój.
(Och, lepiej się nie szamotać, Króliczku, bo więzy zrobią ci tylko większe kuku).
O czym zatem zamierzamy mówić? Och, ile my o tym rozmyślałyśmy i rozmyślałyśmy! Nasz terapeuta zadał nam niedawno coś na kształt ćwiczenia literackiego. Pamiętasz takie ćwiczenia? "Zastanówcie się - powiedział łagodnie - co powiedziałybyście Samancie, gdybyście mogły posadzić ją obok i zwrócić się do niej z jedną tylko sprawą". I popatrzył na nas tymi swoimi zbyt niebieskimi oczami, które upiornie przypomniały nam o wszystkim tym, co uczyniłyśmy i straciłyśmy. I dobrze wiedziałyśmy. Co byśmy ci, kurwa, powiedziały. Nie, że jesteś kłamczuchą. Nie, że jesteś zdradziecką, psychotyczną dziwką. Nie, nie. Rozmowa o tobie nas jebie.
Pomyślałyśmy, że raczej opowiemy ci historię, Króliczku, uroczą historyjkę o nas.
Jak poznałyśmy się na pierwszym roku.
Jak razem przeciwstawiłyśmy się rzeczywistości i w zasadzie na nowo zdefiniowałyśmy prawa naturalnego świata.
Jak również i my stworzyłyśmy kiedyś coś pięknego, o tak. Piękniejszego od wszystkiego, co potrafisz pojąć tym swoim małym, malutkim rozumem. W dodatku prawdziwego. Wcześniej. Znacznie wcześniej, niż na horyzoncie pojawiłaś się ty. Kiedy byłaś ledwo małą czarną plamką w kącikach naszych umysłów i oczu.
Co próbujesz powiedzieć, Króliczku? Twoja wydawczyni spodziewa się ciebie w hotelu dziś wieczorem? Rano masz pociąg? Musisz dotrzeć do innego miasta, do innej księgarni na tej swojej kłamliwej trasie promocyjnej? Och, nie wiemy, czy zdążysz na jutrzejszy pociąg, Króliczku. Może, a może nie. To zależy od wielu rzeczy. Zobaczymy, jak sprawdzisz się w roli publiczności. Co ty na to? Coraline chce zacząć. Prawda, Króliczku? Babeczka, jak zdaje nam się, że nazwałaś ją w swoim opowiadaniu.
Ale twoje opowiadanie dobiegło końca.
Dlatego oprzyj się, odpręż i słuchaj. Kej?
Bo dzisiaj, w obryzganym księżycowym blaskiem mroku, nadszedł czas, żebyśmy znowu stworzyły coś pięknego.