Wprowadzenie
Kiedy przygotowywałam się do napisania książki, którą teraz trzymasz w rękach, przypomniałam sobie wszystkie związki, w jakich byłam, zanim
doświadczyłam prawdziwej miłości. Chciałam, aby ta publikacja była
owocem nie tylko profesjonalnej wiedzy psychologicznej, ale także mojego
własnego życiowego doświadczenia.
Przeżyłam wiele toksycznych relacji i cierpiałam z powodu emocjonalnego
uzależnienia. Długo ignorowałam cichy wewnętrzny głosik, który
podpowiadał mi, że wcale nie wszystko jest w porządku. W tamtym okresie
unikałam zaglądania w głąb siebie z obawy przed tym, co mogłabym tam
znaleźć. Dlatego niestety uciszałam ten głos w mojej głowie, aż zupełnie
zniknął.
Uciszanie go wzmacniało głos tych, którzy próbowali sprawić, że poczuję
się nieważna. Gardziłam sobą tak bardzo, że stałam się - nie pierwszy
raz w życiu - swoim najgorszym wrogiem. Chociaż wypełniałam serca moich
partnerów, to moje własne serce trawiła pustka. Gdybym tylko mogła,
powiedziałabym Dantemu, żeby dodał jeszcze jeden krąg w swoim piekle -
byłoby nim cierpienie psychiczne. Nie mam co do tego wątpliwości.
Ale instynkt jest silny i nie poddaje się tak łatwo. Pewnego dnia
cichutki głosik powrócił i wiedziałam, że nadszedł właściwy moment.
Musiałam coś zrobić. Miałam dość wpadania w kółko w te same pułapki. W chwili kiedy całe moje życie właściwie legło w gruzach i znalazłam się w oku cyklonu, zebrałam wszystkie siły, by rozpocząć pracę nad sobą.
Życie wciąż serwowało mi liczne porażki, zarówno w sferze osobistej, jak
i zawodowej, ale coś zaczynało się zmieniać i odbierałam je inaczej. Nie
miałam już skłonności do autodestrukcji czy autosabotażu. Stałam się
dużo bardziej świadoma tego, co mnie spotyka.
Nie pamiętam dokładnego momentu swojej przemiany, nie mogę więc
powiedzieć, gdzie wtedy byłam ani co się działo wokół mnie, ale kojarzę
tę chwilę z okresem, w którym mieszkałam w Madrycie, mieście, które mnie
fascynowało, ale także stało się przyczyną moich problemów. Właśnie tam
na równi cierpiałam, jak i cieszyłam się życiem. Tam poznałam Alberta -
miłość mojego życia - który pomógł mi zrozumieć, że chociaż w przeszłości wiele razy się zakochiwałam, to nigdy tak naprawdę nie
poznałam prawdziwej miłości, dopóki on nie pojawił się w moim życiu.
Tobie, czytelniczko, chcę powiedzieć, że doskonale cię rozumiem (nawet
nie wiesz, jak bardzo). Wiem, że - podobnie jak to było w moim przypadku
- skrywasz w swoim wnętrzu wątpliwości i pytania, z którymi boisz się
skonfrontować. Być może już podejrzewasz, że pewne sprawy nie idą dobrze
i że to, czego doświadczasz w swoich związkach, może nie być zdrowe.
Możliwe, że zmagasz się z wszystkimi trudnościami naraz i chcesz się
wydostać z tego całego bagna, ale nie wiesz jak. Wiem, że czytasz tę
książkę, ponieważ także słyszysz ten cichy głosik, o którym pisałam
wcześniej, i w końcu postanowiłaś go posłuchać. Mam nadzieję, że
znajdziesz tutaj to, co sama chciałabym przeczytać w czasie, gdy w moim
sercu panowała ciemność.
Zamierzam zmotywować cię do introspekcji. Nieważne, w jakiej sytuacji
teraz jesteś - nigdy nie jest za wcześnie ani za późno na szczęście.
Będę ci towarzyszyć, pomagać ci wsłuchać się w siebie, zastanowić się
nad dręczącymi cię pytaniami i znaleźć na nie odpowiedzi, jakiekolwiek
by one nie były.
Teraz, patrząc wstecz, myślę, że gdyby kilka lat temu - kiedy miałam w życiu tylko niepewną pracę, przez którą z trudem wiązałam koniec z końcem, oraz bagaż doświadczeń w postaci kilku związków zależnych - ktoś
mi powiedział, że pewnego dnia będę osobą, jaką jestem teraz, nie
uwierzyłabym mu. Choć było mi trudno, nauczyłam się żyć niezależnie i cenić siebie. Odcięłam się od wszystkich ludzi, którzy chcieli tylko
wykorzystać mnie i to, jaka byłam. Odeszłam z pracy i mimo dojmującej
niepewności wróciłam z walizką pełną nadziei do kraju, w którym się
urodziłam. Zaczęłam od zera z postanowieniem, że po prostu zaufam sobie
i swoim możliwościom, zamiast polegać na innych. Choć byłam śmiertelnie
przerażona, wytrwałam w postanowieniu. Po drodze los zadał mi jeszcze
kilka ciosów z rodzaju tych, których nigdy się nie zapomina, ale to mnie
nie powstrzymało. Nie zbaczałam z obranej ścieżki. Powiedziałam sobie:
"Robisz swoje, rób swoje" - zdanie, które wciąż od czasu do czasu sobie
powtarzam. I tak nadszedł dzień, w którym moje wysiłki zaczęły przynosić
owoce, a na mojej drodze stanęli ludzie, którym mogłam w końcu zaufać.
Życie pokazało mi swoje drugie oblicze, a ja je zaakceptowałam.
María, którą jestem dzisiaj, nie ma nic wspólnego z Maríą, którą byłam
kiedyś, choć kosztowało mnie to wiele wylanych łez, przyniosło też
wielkie rozczarowania i niepokój, z którym wciąż się zmagam. Tak, to
prawda, mam za sobą trudny okres, ale teraz doświadczam wszystkiego, o czym zawsze marzyłam. Patrząc wstecz, nie mogę przestać myśleć, że to,
co przeszłam, w jakiś sposób mi pomogło, ponieważ nauczyło mnie stawiać
granice. Dlatego od czasu do czasu przywołuję któreś z bolesnych
wspomnień, płacząc i mocno przytulając samą siebie. Nic już nie jest
takie jak kiedyś, ale choć moje życie nie jest idealne, to teraz mam u boku jego najważniejsze filary: partnera i rodzinę, którym dedykuję tę
książkę. Dziękuję wam za to, że zawsze byliście i jesteście moją ostoją,
moim bezpiecznym oparciem, i zapewniacie mi emocjonalną stabilność,
której tak bardzo potrzebuję, kiedy nawiedzają mnie duchy przeszłości.
Rozdział 1. O toksycznych związkach i uzależnieniu emocjonalnym
Rozdział 1
O toksycznych związkach i uzależnieniu emocjonalnym
Zanim bardziej szczegółowo omówię różne koncepcje dotyczące związków,
chciałabym porozmawiać z tobą o znaczeniu tworzenia zdrowych więzi z innymi oraz z samą sobą.
Od chwili urodzenia, w miarę jak dorastamy, odkrywamy świat oraz
zdobywamy umiejętność wchodzenia w relacje z otaczającym nas
środowiskiem. To, czego i jak nauczymy się na początku, w dużej mierze
determinuje to, czego uczymy się później, jak przetwarzamy różne
informacje, jak odnosimy się do innych i jak reagujemy na bodźce (na
przykład problemy). Z tego powodu możemy powiedzieć, że nasza osobista
historia kształtuje nasze podejście do konfliktów, ale także do nas
samych i innych ludzi.
Po przeczytaniu tej książki już nigdy nie będziesz tą samą osobą.
Jedną z cech naszego mózgu jest neuroplastyczność (podatność na
kształtowanie), więc wszystko, absolutnie wszystko, co nam się
przydarza, zmienia sposób, w jaki postrzegamy świat. Nasz mózg zmienia
się w każdej sekundzie, kiedy przetwarza informacje. Jeśli powiem ci na
przykład, że każdy miesiąc, który zaczyna się w niedzielę, ma piątek
trzynastego, będzie to nowa informacja, którą twój mózg przetworzy i zintegruje jako część całości twojej wiedzy o świecie, co z kolei
pozwoli ci zmienić sposób, w jaki postrzegasz różne rzeczy. Właśnie
dlatego wiem, że po przeczytaniu tej książki już nigdy nie będziesz tą
samą osobą.
Tak samo jest z relacjami. Wszystko, czego uczymy się przez całe życie,
sprawia, że świadomie lub nieświadomie zmieniamy sposób, w jaki
przeżywamy związki, nawet jeśli nie zmieniamy partnera. Człowiek niczym
gąbka chłonie nowe zachowania, sytuacje, słowa, obrazy, sposoby
myślenia, a także postawy. Uczy się nawet tego, czego nie chce się
nauczyć.
Te przeżycia mogą okazać się prawdziwymi traumami (czyli doświadczeniami
o dużej intensywności emocjonalnej, które negatywnie wpływają na życie
danej osoby i pozostają wyryte w jej umyśle na zawsze). W relacjach z rodzicami, przyjaciółmi lub partnerami każde doświadczenie, które wiąże
się z emocjonalnym lub fizycznym cierpieniem, można uważać za
traumatyczne, ponieważ dotyka ono intymnej i afektywnej części psychiki.
To właśnie ten rodzaj traumy może później warunkować nasze podejście do
więzi, które może być toksyczne lub nie.
Toksyczna więź to taka, która powoduje dyskomfort. Jest ona
zdefiniowana przez samą nazwę: to, co toksyczne, jest dla nas złe,
szkodliwe.
Przyczynami toksycznej więzi mogą być wzajemne interakcje partnerów lub
przeszłość, jaką każdy z nich ma za sobą. Ponieważ widziałam i przeżyłam
wiele toksycznych relacji, jest dla mnie jasne, że związki są
determinowane przez zachowania. A zatem nie istnieją toksyczni ludzie,
istnieją tylko ludzie mający trudną historię oraz zwyczaje, które
prowadzą do toksycznych zachowań.
Podkreślam to, ponieważ uważam, że ocenianie kogoś jako toksycznego nie
tylko pozbawia go możliwości zmiany swoich zachowań i rozumienia świata,
ale także pośrednio nadaje mu etykietkę złego człowieka, czyli kogoś,
kto - przynajmniej z psychologicznego punktu widzenia - nie istnieje. W DSM-II2 (książce zawierającej kryteria diagnostyczne, których
używają psychologowie i psychiatrzy) nie występuje diagnoza "złej osoby"
lub "dobrej osoby". Psychologia jest nauką, dlatego rozważania na temat
dobra i zła najlepiej pozostawić religii oraz etyce konkretnej osoby.
Kiedy mówię o zależności emocjonalnej, mam na myśli afektywną
potrzebę i emocjonalne przywiązanie, które implikują niemożność
zakończenia relacji, co jest przyczyną cierpienia. Co prawda zdarzają
się przebłyski świadomości, kiedy to osoba zależna wyraźnie widzi, że
powinna zakończyć związek, w którym jest nieszczęśliwa, ale paraliżuje
ją strach.
Coś innego oznacza pojęcie współuzależnienia, które polega na tym,
że ludzie, którzy pozostają w toksycznym i zależnym związku, mają
nieodpartą potrzebę zadowolenia drugiej osoby, nieświadomie motywowaną
lękiem przed porzuceniem ("Jeśli dam mu wszystko, co mam najlepszego,
zadbam o niego i sprawię mu przyjemność, to on nigdy mnie nie zostawi").
Ludzie ci często wybierają na partnerów osoby z problemami (na przykład
z zaburzeniami psychicznymi, problemami fizycznymi, uzależnieniami od
różnych substancji czy hazardu) albo w jakimś sensie słabe. Przykładem
może być sytuacja, w której osoba współuzależniona słucha, jak jej
partner opowiada o cierpieniach z dzieciństwa lub doświadczeniach z poprzednich związków, a następnie angażuje się w strategię utrzymywania
ciągłej koncentracji uwagi na partnerze i jego problemach. Osoby
współuzależnione charakteryzują się zazwyczaj dużą wytrzymałością
psychiczną i mają tendencję do przyjmowania problemów partnera jako
własnych, często nadmiernie chroniąc go i stawiając jego potrzeby ponad
własnymi.
Muszę również przybliżyć pojęcie przemocy. Według Organizacji
Narodów Zjednoczonych "przemoc może być zdefiniowana jako wzorzec
zachowania stosowany w dowolnym związku w celu zdobycia lub utrzymania
kontroli nad partnerem(-ką). Przemoc to każdy fizyczny, seksualny,
emocjonalny, ekonomiczny lub psychologiczny akt, który dotyka drugą
osobę, jak również wszelkie groźby popełnienia takich czynów"3.
Innymi słowy, relacja przemocowa to taka, w której jedna z dwóch stron
ma kontrolę nad drugą albo w której możemy określić jedną stronę
(dominującą) jako agresora, a drugą stronę (uległą) jako ofiarę.
Osobowość zależna to zespół cech typowych dla jednostek o skłonnościach do tworzenia więzi zależnych. Osoby te mają tendencję do
odnoszenia się do innych (przyjaciół, rodziny, partnera) w sposób
obsesyjny, co może prowadzić do toksycznych związków. Jednak sama
osobowość zależna nie determinuje relacji opartej na emocjonalnej
zależności - mając ten typ osobowości, wciąż możesz być w zdrowym
związku, w którym oboje partnerów w sposób satysfakcjonujący zaspokaja
swoje potrzeby emocjonalne, zwłaszcza jeśli pracujesz nad rozwojem
osobistym, co pomaga ci zrozumieć, skąd bierze się charakterystyczny dla
ciebie sposób nawiązywania relacji, oraz wypracowujesz metody
wzmacniania emocjonalnej niezależności.
Nie trzeba dodawać, że każde z tych czterech pojęć wiąże się z emocjonalnym dyskomfortem, ale wiemy też, że nie musi on pojawiać się od
początku relacji. W mojej książce Ama tu sexo (Pokochaj swoją płeć)
zawarłam Historię żaby Genevi?ve i na jej podstawie objaśniłam
dynamikę związków zależnych, aby zobrazować, jak pozornie zdrowe związki
mogą łatwo ewoluować w relacje toksyczne i zależne.
Przyjrzyjmy się poszczególnym etapom związku i temu, w którym momencie
mogą zacząć się pojawiać omawiane problemy, czyli gdzie znajdują swoje
odzwierciedlenie wszystkie doświadczenia, które zdobyliśmy w ciągu
całego naszego życia.
Rozdział 2. Fazy miłości
Rozdział 2
Fazy miłości
Faza 1: Pociąg fizyczny
Wyobraź sobie następującą sytuację. Niespodziewanie spotykasz kogoś:
znajomego swojego przyjaciela, dziewczynę, którą od miesięcy masz na
oku, swoją sympatię z liceum albo osobę, którą poznałaś w aplikacji
randkowej.
Naprawdę chcesz spotykać się z tym kimś. Naprawdę bardzo chcesz.
Codziennie wyobrażasz sobie, jak by to było go zobaczyć, spędzić razem
czas i uprawiać seks. Nawet jeśli już byłaś z nim na kilku randkach, to
nadal o nim fantazjujesz. Na twojej twarzy maluje się zachwyt, kiedy
patrzysz na swój telefon i rozmawiasz z tym kimś. Zupełnie, jakby rzucił
na ciebie urok.
Faza 2: Zakochiwanie się, czyli miesiąc miodowy
To faza, w której mity, czyli niepisane zasady dotyczące romantycznej
miłości, wzmacniają kiełkujące uczucie.
Kiedy podczas randek i czatowania na WhatsAppie do białego rana już się
trochę poznaliście, dochodzisz do wniosku, że wpadłaś po uszy. Czujesz
się tak zakochana, że wierzysz, iż znalazłaś miłość swojego życia.
Wszystko w tej osobie wydaje ci się idealne i nie widzisz żadnych jej
wad (a jeśli już, to nie przywiązujesz do nich wagi). Jak to możliwe, że
nigdy wcześniej nie spotkałaś kogoś takiego? Gdzie on się podziewał
przez cały ten czas?
Pozwól, że coś ci powiem. Ta faza nie jest ani nie powinna być wieczna.
Według badań trwa ona około trzech lub czterech lat (chociaż spotkałam
pary, które były zakochane tylko przez kilka miesięcy). Zawsze nazywam
ją "przejściowym szaleństwem", ponieważ nasze ciało wydziela wówczas
koktajl substancji chemicznych sprawiający, że widzimy i czujemy rzeczy,
których tak naprawdę nie ma. To oszołomienie nie może trwać wiecznie,
ponieważ ciało, wierz lub nie, w rzeczywistości generuje wówczas stres
(możemy go nazwać eustresem, czyli stresem pozytywnym, który
sprawia, że czujesz motylki w brzuchu i serce wyrywa ci się z piersi).
Później wyjaśnię, jak to wygląda na poziomie biochemicznym, żebyś
dokładnie zrozumiała, o co mi chodzi.
Teraz powiem ci tylko, że choć wiele osób upiera się, że ich związek
pozostanie w tej fazie na zawsze, jest to niemożliwe. Gdybyśmy wszyscy
tkwili w stanie permanentnego zakochania, świat pogrążyłby się w chaosie
i prawdopodobnie w końcu byśmy się rozchorowali, bo zakochanie wywołuje
w naszym organizmie bałagan i zmusza go do wzmożonej aktywności. Dlatego
natura (która dobrze wie, co robi) stopniowo doprowadza nas do stanu
stabilizacji.
Faza 3: Rozczarowanie albo odkochanie się
To właśnie ten moment, kiedy zdejmujesz różowe okulary zauroczenia i uświadamiasz sobie, jak bardzo byłaś zaślepiona hajem wywołanym przez
wspomniany już koktajl substancji chemicznych.
Miałam przyjaciółkę, która, nie wiedząc nic o etapach miłości, mawiała,
że ktoś chyba rzucił klątwę na jej związki. Nazwała ją klątwą trzech lat
i opisywała jako pojawiający się za każdym razem kryzys, który zmuszał
ją do podjęcia decyzji, czy kontynuować związek, czy też nie. Mam
nadzieję, że czyta ona teraz tę książkę, bo chcę, żeby zrozumiała, że
to, co się działo w jej związkach, nie było żadną klątwą. Po prostu
kończyła się faza zakochania i przychodziła faza rozczarowania.
Na tym etapie ciągle zadajesz sobie pytania: "Dlaczego on nie ma już
ochoty pójść ze mną do łóżka? Czy to dlatego, że już mu się nie
podobam?". Być może wasze rozmowy nie są już tak głębokie, nie
spotykacie się tak często albo w zachowaniu partnera dostrzegasz rzeczy,
które ci się nie podobają.
Czas mija i przeżywasz pierwsze rozczarowania, ponieważ porównujesz małe
kryzysy w swoim związku ze stereotypami lub mitami dotyczącymi
romantycznej miłości, w które kiedyś święcie wierzyłaś.
W każdym związku, nie wiedząc jeszcze, czy będzie on zdrowy, czy nie, to
właśnie w tej fazie zaczynasz poznawać wady drugiej osoby i prosisz ją o zmianę oraz sama jesteś proszona o pracę nad swoimi słabymi stronami. I tu pojawia się niebezpieczeństwo, ponieważ w zależności od tego, jak
para poradzi sobie z tym kryzysem, będzie w stanie zbudować zdrowy
związek albo nie.
Jeśli pojawiające się konflikty zostaną potraktowane w sposób
funkcjonalny i adaptacyjny, partnerzy zaczną budować zdrową więź.
W tej fazie para przechodzi przez okres tak zwanego sprzężenia, które
polega na wzajemnym poznawaniu się i "dostosowywaniu" do siebie. Nie
oznacza to jednak podporządkowania się czy utraty własnej tożsamości.
Chodzi o obserwowanie tych aspektów relacji, które ci nie odpowiadają,
rozmawianie o nich z partnerem, proszenie o zmianę lub proponowanie
rozwiązań, z którymi obie strony czują się komfortowo, oraz o pracę nad
wdrożeniem tych zmian.
A zatem twoim zadaniem jest praca nad związkiem. Pamiętaj tylko:
budowanie relacji wymaga wysiłku, ale nie poświęcenia.
Faza 4: Prawdziwa miłość - dojrzała miłość - stabilny związek
To powinny być cele każdego związku. Najbardziej zaskakujący jest fakt,
że ta faza, charakteryzująca się uczuciem spokoju i stabilności, przez
wiele osób jest postrzegana jako nudna, pozbawiona miłości. Nic bardziej
mylnego. Partnerzy dalej się kochają, tylko przeżywają to w inny sposób.
Można powiedzieć, że na tym etapie przechodzisz od bycia zakochaną do
odczuwania miłości: znacznie bardziej skomplikowanego i złożonego
uczucia.
W tej fazie budujecie z partnerem prawdziwe i wierne zaangażowanie oraz
podejmujecie najważniejsze i najbardziej racjonalne decyzje. Związek
jest postrzegany przez was jako punkt oparcia, w którym dominują
komunikacja, dialog i negocjacje.
Tak właśnie jest.
"Pani hejtuje miłość" - mówią mi niektórzy. To nie tak. Nie chodzi o to,
że źle myślę o miłości - po prostu moja praca polega na rozumieniu
procesów, które kryją się za ludzkimi relacjami, i wyjaśnianiu, dlaczego
przebiegają tak, a nie inaczej, oraz dlaczego moi pacjenci czują to, co
czują, i myślą to, co myślą.
Zatem może i nie jestem wielbicielką stanu zakochania, jednak tak samo
jak wielu ludzi uwielbiam uczucie miłości. Wierzę też, że zakochanie
nie może trwać wiecznie - w przeciwieństwie do miłości.
Rozdział 3. Mity o miłości romantycznej
Rozdział 3
Mity o miłości romantycznej
Pisałam wcześniej, że w fazie zakochania pojawia się coś, co stanowi
element zbiorowej nieświadomości, która, jak możemy intuicyjnie
stwierdzić, determinuje również naszą wiedzę o związkach i sposób ich
doświadczania. Chodzi o mity dotyczące miłości romantycznej.
Mity te są uproszczonymi konstruktami, czyli przekonaniami, które mogą
wpływać na nasze zachowania. Stanowią pożywkę dla toksycznych relacji,
które polegają na utrzymywaniu funkcjonalnych więzi, ale jednocześnie
skazują nas na frustrację, niezadowolenie i porażkę.
Jeśli kiedykolwiek odkryłaś je w swoim sposobie pojmowania relacji,
musisz wiedzieć, że nie jest to wyłącznie twoja wina. Społeczeństwo, w którym żyjemy, stanowi idealne środowisko do tego, byśmy nasiąkali
fałszywymi przekonaniami o miłości, które nieodwracalnie warunkują nasze
zachowania. Nauczyliśmy się - aktywnie i pasywnie - że to na nich muszą
się opierać związki.
Istnieje wiele irracjonalnych przekonań na temat miłości i tego, jak
powinien wyglądać związek. Są takie, które znasz i łatwo identyfikujesz,
ale też inne, których nie jesteś świadoma. Mity często oddziałują na
podświadomość. Kiedy o nich czytasz, mogą ci się wydawać banałami, a jednak tkwią głęboko w tobie ukryte i mocno wpływają na wyobrażenia,
jakie możesz mieć o miłości i związkach.
1. Seks zawsze powinien być namiętny; jeśli nie jest, oznacza to koniec związku
To częsty scenariusz. Namiętność między dwojgiem ludzi z czasem
przygasa. Wyjaśnienie jest proste i może zostać podsumowane jednym
słowem: przyzwyczajenie. Pamiętaj, że ciało nie może pozostać wiecznie w fazie zauroczenia.
Ludzie przyzwyczajają się do rzeczy, które często widzą i robią - i nie
inaczej jest w związkach.
Kluczem do tego, by uniknąć popadnięcia w rutynę, jest wprowadzanie do
związku seksualnych innowacji - próbowanie nowych rzeczy, które pomogą
przywrócić wygasającą iskrę. Czasami dobrym rozwiązaniem może być
terapia, dzięki której zyskasz odpowiednią psychoedukację na temat
seksualności i związków oraz nauczysz się ćwiczeń, które będziesz mogła
wykonywać sama lub z partnerem, aby pracować nad pożądaniem.
2. Jeśli mój partner mnie kocha, zaakceptuje mnie taką, jaka jestem, nie prosząc mnie o żadną zmianę
Kiedy zakochujemy się w nowo poznanej osobie, uważamy, że jest to
chodzący ideał: idealizujemy partnera i zapominamy, że wszyscy jesteśmy
tylko ludźmi, a ludzie mają to do siebie, że są z natury niedoskonali. Z czasem, kiedy jako para stawiamy czoła szarej codzienności i różnym
sytuacjom, życie sprowadza nas na ziemię.
Wszyscy mamy różne punkty widzenia, opinie czy sposoby reagowania,
determinowane przede wszystkim przez doświadczenia i osobistą historię.
Dlatego też należy pamiętać, że ludzie nie są tacy sami (co czyni nas
wyjątkowymi).
Możesz czuć pokrewieństwo ze swoim partnerem w mnóstwie aspektów, ale to
nie oznacza, że jesteście w stu procentach identyczni. To właśnie z powodu tych różnic od czasu do czasu trzeba negocjować i osiągać
porozumienia, które sprawią, że oboje poczujecie się komfortowo. Ważne
jest, aby pamiętać, że nie chodzi o to, by zmieniać osobę, ale jej
zachowania w związku. Podkreślam to, ponieważ u wielu par, z którymi
pracowałam, spotykałam się z typowym sformułowaniem: "Taki po prostu
jestem. Jeśli ci to pasuje, w porządku. A jeśli nie, to wiesz, co
robić".
To zdanie jest zupełnie pozbawione sensu w kontekście związku. W okresie
docierania się absolutnie konieczna jest zmiana zachowań, które są
dysfunkcyjne i szkodliwe dla relacji; oczywiście to nie to samo, co
zmiana sposobu bycia, jednak niektórzy ludzie tego nie rozumieją, bo nie
wiedzą, jak oddzielić to, kim są, od tego, co robią.
Jeśli tak się składa, że twój partner nie potrafi rozgraniczyć tych
dwóch rzeczy, wyjaśnij mu, że w psychologii kategoryzujemy reakcje,
czyli dzielimy je na maksymalnie cztery typy:
reakcja behawioralna: zachowanie, na przykład pójście na siłownię,
czytanie książki, rozmowa z partnerem, sprzątanie domu, gotowanie
itp.;
reakcja poznawcza: myśli, na przykład nieustanne "wałkowanie"
problemu ("A co, jeśli sprawy nie potoczą się tak, jak tego
oczekuję?");
reakcja emocjonalna: emocje, na przykład: szczęście, smutek,
zazdrość, niepokój, strach itp.;
reakcja fizjologiczna: to, co dzieje się wewnątrz ciała, objawy
fizyczne, na przykład ból głowy, bezsenność, ucisk w klatce piersiowej
itp.
I żadna, absolutnie żadna z tych reakcji nie określa osoby, która ją
przejawia, a to dlatego, że reakcje to coś, co pojawia się i przemija.
Dziś są takie, a jutro mogą być zupełnie inne, ale sam człowiek, jego
wartości, najgłębsza istota czy mentalność pozostają niewzruszone. W naszych reakcjach możemy popełniać błędy; ale w tym, kim jesteśmy - już
nie.
3. Mój partner powinien wiedzieć, co myślę, co czuję i czego potrzebuję, ponieważ mnie zna
Kochanie kogoś nie oznacza umiejętności odgadywania, czego potrzebuje.
Podstawową umiejętnością w związku jest wzajemna komunikacja.
Przekazywanie myśli, uczuć i potrzeb jest niezbędne, aby druga osoba
mogła odpowiednio zareagować.
Błędem jest oczekiwać, że partner będzie przewidywać takie rzeczy,
ponieważ po prostu może mu się nie udać. A jeśli mu się nie uda, jest
całkiem prawdopodobne, że po obu stronach pojawi się uczucie frustracji:
u osoby, która czegoś nie odgadła, ponieważ nie wiedziała, co ma
odgadnąć, oraz u osoby, której myśli nie zostały odgadnięte.
W internecie krążyło kiedyś bardzo słynne zdanie (przypisywane Fridzie
Kahlo), które postanowiłam zmodyfikować. Brzmiało mniej więcej tak:
4. Jeśli mój partner mnie kocha, nigdy nie będzie się na mnie gniewać
Ludzie nie wybierają, kiedy będą się złościć albo czuć jakąkolwiek inną
emocję, ale mogą zarządzać swoimi emocjami, panować nad gniewem i komunikować się z innymi w sposób asertywny.
To zupełnie normalne i nieuniknione, że w związku złościmy się na siebie
nawzajem czy mamy konflikty, dopóki nie przeradzają się one w kłótnie.
Dla mnie są to dwa zupełnie różne pojęcia. Konflikty są okazją do
komunikowania się, wyrażania swojego zdania, słuchania opinii partnera i dojścia do porozumienia (jeśli okoliczności tego wymagają). Kłótnie
natomiast to takie konflikty, które wymykają się spod kontroli. Dlatego
nie ma nic złego w tym, aby wchodzić z czymś lub kimś w konflikt,
natomiast źle jest nie wiedzieć, jak sobie z tym poradzić.
O komunikacji pisałam już w książce Ama tu sexo, w której
przedstawiłam i wyjaśniłam krok po kroku wiele narzędzi i technik
użytecznych w ćwiczeniu asertywności. Jeśli jednak jej nie czytałaś,
chcę, żebyś wiedziała, że istnieją trzy style komunikacji: pasywny,
agresywny i asertywny. Jak już wspomniałam, w celu rozwiązywania
konfliktów zaleca się stosowanie stylu asertywnego. Przyjrzyjmy się
poniższym przykładom, aby zrozumieć, jak wyglądałby konflikt rozwiązany
za pomocą każdego z tych stylów.
Zrzuty ekranu z WhatsApp mówią same za siebie. Mam nadzieję, że zgodzisz
się ze mną, że styl asertywny jest najbardziej przyjemny i pojednawczy.
5. Jeśli naprawdę mnie kocha, zawsze musi się ze mną zgadzać
Bycie w związku powinno stanowić przyjemność. Jednak twój partner nie
jest dżinem z czarodziejskiej lampy.
Po pierwsze pamiętaj, że jeśli nie ma między wami komunikacji, to
choćbyście nie wiadomo jak bardzo się kochali, nie będziecie wiedzieć,
co się dzieje w głowie drugiej osoby.
Po drugie pamiętaj, że niektórych chwilowych potrzeb nie da się
zaspokoić w taki sposób, jak byśmy chcieli, albo ze względów
materialnych, albo dlatego, że oczekiwana zmiana nie jest dla partnera
wykonalna lub nie jest z nim spójna. Przykładem może być zaproponowanie
otwartego związku komuś, kto sobie tego nie wyobraża, albo - jak to
ostatnio widziałam na terapii - domaganie się od partnera wykonywania
praktyki seksualnej, która go odstręcza (nawet jeśli jest ona
powszechnie uznawana za zupełnie normalną).
6. Skoro jesteśmy zakochani, nigdy nie będziemy się na siebie złościć
Ludzie mają emocje i uczucia, a co za tym idzie, również prawo
zdenerwowania się; nie tylko na osobę, w której są zakochani, ale także
na wszystko, co wydaje im się niewłaściwe.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki