kocham cię - Jarosław Mikołajewski

Kup ebooka

14.90 zł
11.62 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

chło­piec z piłką

czę­sto my­ślę o so­bie jak o chłopcu

który do­stał do ręki piłkę

a do serca obo­wią­zek

by trzy­mał ją bez chwili wy­tchnie­nia

czy od­ra­bia lek­cje

prze­wija dzieci

opa­truje ran­nych

ni­czego nie może obiema rę­kami

bo piłka spad­nie i zruj­nuje wszech­świat

ten chło­piec czuje

choć nikt nie po­twier­dza

że je­śli piłkę po­łoży na ziemi

zie­mia ugnie się pod jej cię­ża­rem

nad­wy­rę­ża­jąc me­ta­fi­zyczną gumkę

którą przy­twier­dzona jest do kostki boga

tak samo boi się o księ­życ pło­nący

w późne wie­czory wcze­snego przed­wio­śnia

że ko­lejny sput­nik prze­kro­czy gra­nicę

wy­por­no­ści ro­dzin­nej ziem­skiej at­mos­fery

cza­sami chło­piec chciałby kop­nąć piłkę

jak bram­karz co wy­ko­pem umie strze­lić gola

ale kto na sie­bie weź­mie cię­żar ziemi

która się za­chwieje pod jego sto­pami

.

ko­mu­ni­kat pra­sowy

dzi­siaj które ju­tro

bę­dzie wczo­raj

a po­ju­trze sta­nie się

ni­gdy

zna­le­ziono na gra­nicy mar­twego

męż­czy­znę

pew­nie przy­szedł z je­menu

bo

jak mówi prasa

za­trzy­mani wczo­raj

trzej je­meń­czycy

mó­wili o czwar­tym

któ­rego zgu­bili

po dro­dze

je­ste­śmy na ziemi bal­lad

i ro­man­sów

niech więc nas po­chło­nie

pie­kło

jego skóry

niech na biel nas roz­pali

biel na­szego śniegu

niech nas uwy­datni

szkar­łat ku­rew

pur­pura kar­dy­na­łów

i krwi prze­mie­nie­nia

niech oczy nam po­rwie

sie­neń­skie piękno

czar­no­bia­łych pa­sów

je­ste­śmy na ziemi

bia­ło­wie­skiej czyli

w miej­scu mocy

która daje mą­drość

i wie­dzę

przyjdźmy więc tu­taj

z cie­ka­wo­ścią wia­tru

niech nas wie­dza oślepi

a mą­drość niech strąci

w obłęd

ty­sięcy sy­cy­lij­skich koni

ska­czą­cych w prze­paść

mo­rza które nie jest

tram­po­liną lecz ba­gnem

niech nam ro­zum od­bie­rze

modna dziś tę­sk­nota

za czar­nym lą­dem

i płyńmy tam lu­dzie

szu­ka­jąc piesz­czoty

bal­sa­micz­nych hu­rys

po­wiewu raju

w któ­rym nic nie wieje

a je­żeli krew jego

spły­nęła pod zie­mię

mu­chy zmar­twych­wstałe

wcze­snego przed­wio­śnia

niech w niej złożą jaja

i prze­niosą na nas

re­li­gia niech sta­nie nam

dru­tem kol­cza­stym

w po­przek dum­nych gar­deł

stro­jo­nych do roty

tylko wcze­śniej niech wy­mrze

po­ko­le­nie ma­tek

które niosą za nas

cię­żar mi­ło­sier­dzia

i u schyłku ży­cia

tracą wiarę w spo­wiedź

i ko­ściół po­wszechny

w dzie­wic­two ka­płana

i ser­duszka dzieci

które wy­ci­nały za nie

z ma­ga­zy­nów

i gumą arab­ską wkle­jały

w al­bu­mik

ob­umrzyj oj­czy­zno

prze­stań być po­mni­kiem

i uwol­nij glebę od cięż­kich

co­ko­łów

po­zwól tu­taj wzro­snąć

czar­nym po­ko­le­niom

tych co pa­mię­tają

bez­pow­rotną drogę

.

szlak her­ba­ciany

ze zba­wi­ciela po pro­stej

i w lewo

i znowu w lewo kró­ciut­kim

od­cin­kiem

i w prawo dłuż­szym i w prawo

na górę

scho­dami lub windą

lecz dziś wolę wje­chać

we wnę­trzu to cał­kiem już

inny ry­su­nek

mó­wię że ład­nie tu pach­nie

a k?ji

że to ka­dzi­dełko

dy­miące za zmar­łych

wyj­muje no­tat­nik otwarty

jak brama

za­pi­sany nie wiem ja­kimi

ha­słami

mówi

że imiona to zmar­łych

sprzed śmierci

przy­pi­sa­nej dniom roku a obok

imiona na czas gdzie są te­raz

tłu­ma­czy

że są to imiona ka­płań­skie

de­sty­lo­wane

z ży­cia przed­śmiert­nego

jak ja na imię

będę miał po śmierci

py­tam

lecz k?ji nie jest dziś ka­pła­nem

więc nie wie

jak mi na imię na wiecz­ność

w pra­cowni

(pro­sto i kró­ciutko w prawo)

nowe prace pod ścianą

de­ski a na de­skach

pro­sto

po­tem w lewo

i ka­myki z cie­niem

k?ji mówi

że ka­myki są w miej­scu

wła­ści­wym

dla jego spo­koju

ale i dla świata

i mówi że de­ski

to nie jest wy­ci­nek

ale że to cała

rze­czy­wi­stość bytu

i że miej­sce wła­ściwe

dla pola przy ścia­nie

to miej­sce wła­ściwe

dla ca­ło­ści ca­łej

mó­wię

że gdy do­tknę

coś le­wym ra­mie­niem

to mu­szę też pra­wym

i py­tam czy miej­sce

ka­mie­nia na de­sce

to coś w tym ro­dzaju

ro­zu­miemy się cał­kiem

na szlaku her­baty

jak dwaj któ­rzy mają

tę samą szcze­gól­ność

nie­po­dobną do sie­bie

cho­robę i sztukę

.

gdzie je­steś?

w po­ło­wie drogi mię­dzy tę­sk­no­tami

gdzie jedna noga idzie w jedną stronę

a druga mocno stoi tam gdzie była

czy je­steś sa­motna w swoim za­wie­sze­niu

czy trzyma cię za skrzy­dło ete­ryczny anioł

o pro­filu dziecka które wszystko ro­zu­mie

za­nim co­kol­wiek zdoła się wy­sło­wić

bo wie od chwili pierw­szego stwo­rze­nia

że trzeba się oba­wiać oło­wia­nych imion

co wtła­czają w ży­cie bez­owoc­nych za­ło­żeń

świa­tło ci sprzyja

pro­wa­dzi cię droga

sama na­rzu­casz kie­ru­nek ży­wio­łom

pod­dana cze­muś czego nie do­się­gam

a co się mie­ści w po­nadna­tu­ral­nej

two­jej na­tu­rze na gra­nicy świa­tów

.

stary ry­bak

cie­niowi umberta saby

je­stem czło­wie­kiem z tam­tej sta­rej ło­dzi

tak samo jak kie­dyś ale in­nym ryt­mem

o dno pod sto­pami ha­ła­suje woda

po­mię­dzy de­skami nie wi­dać złych szcze­lin

które po­kry­wam bar­dzo do­brą smołą

a prze­cież na­wet przy naj­więk­szym słońcu

nie ma dnia że­bym z łódką nie ko­ły­sał wody

wiele przy­stani nie chce że­bym wpły­wał

bo od­stra­szam jachty kryte miękką błoną

ci co nie wie­dzą że by­łem nep­tu­nem

czego nikt z mło­dych ra­czej nie pa­mięta

war­czą jakby ni­gdy nie bali się bo­gów

od­da­la­jąc mnie groź­nie od cum i po­mo­stów

przy­bli­żają do słońca i końca bez końca

gdzie nie ma wy­ści­gów tylko przy­jaźń mewy

i czar­nych cieni pod kur­tyną mo­rza

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
.