Osobista opowieść o ludziach i miejscach
Rzeka Amargosa to jeden z najniezwyklejszych cieków wodnych na świecie [...]. Możesz ją przekraczać raz po raz, wielokrotnie, nie zdając sobie nawet sprawy z jej istnienia, ale podczas sezonu burzowego potrafi się stać straszliwym narzędziem destrukcji.
William Caruthers, Loafing Along Death Valley Trails. A Personal Narrative of People and Places
Rzeka Amargosa zaczyna bieg jako rzadki deszcz na poligonie Pahute Mesa, niedaleko miejsca, gdzie Kalifornia staje się Nevadą. Strugi spływają po aluwialnych zboczach Frenchman Flat i Yucca Mountain, przesączają się do wnętrza skały, płyną na południe pod ziemią przez jakieś dziesięć tysięcy lat, dziewięćdziesiąt sześć kilometrów pod pustynną doliną, która mieni się turkusem, akwamaryną, smugami ametystu i kwarcu różowego, fałdami węgla drzewnego i onyksu, połyskującymi nad wyschniętymi jeziorami wyblakłego pyłu kostnego. Rzeka jest efemeryczna, czasami się pojawia, ale najczęściej jej nie ma, a nielicznych oaz strzegą nieprzeniknione gęstwiny ciernistych jadłoszynów o czarnej korze.
Jednak w pobliżu miejscowości Tecopa Amargosa wyłania się w niespodziewanej scenerii nadrzecznych cudów. Jadłoszyn, jak wszędzie, ale także zagrożone wyginięciem karpieńce i norniki kalifornijskie, rysie, kojoty, pałka szerokolistna, mięta, wierzba, której kora zawiera salicylany, oraz inne rośliny lecznicze. W tym miejscu rzeka skręca, kieruje się na zachód, a następnie na północ, co mój biolog nazywa meandrem J, a podczas tej wędrówki drąży kanion. Przez całą jego długość ciągną się źródła, a gorąca woda wypływa ze skały przez okrągły rok. Jadeitowe błoto wokół źródeł to bentonit, dobry na duszę, skórę, rozstrój żołądka i ukąszenie węża. Okład z tego minerału wyciąga truciznę. Mówi się, że woda również ma właściwości lecznicze. Mój biolog nazywa ją wodą reliktową.
Uznaliśmy to miejsce za nasze, moja rodzina i ja; nie przejęliśmy się tym, co kryje się pod tamtejszymi nazwami. Amargosa to nazwa hiszpańska. Tecopa pochodzi z języka Pajutów, od imienia pajuckiego wodza. W ten sposób koncern górniczy poprosił o zgodę na kopanie. Yucca Mountain, miejsce niedoszłego składowiska odpadów jądrowych Yucca Mountain, rodzaj jukka, podrodzina agawowe: agawa, juka i drzewo Jozuego. Jozue to imię starotestamentowe, dotarło tu wraz z mormonami i odnosi się do wyprowadzenia z pustyni każdego, kto tego potrzebuje. Rzeka Amargosa nie wydostaje się całkiem na wolność. Umiera poniżej poziomu morza gdzieś za Tecopą, wypalona, unosi się w niebo nad Doliną Śmierci. Śmierci w sensie śmierci - w sensie, że nikt nie wychodzi z tej doliny żywy.
Lato 1967, zwane Latem Miłości. Mój ojciec Paul Watkins skończył siedemnaście lat i wyruszył autostopem z domu rodziców w Thousand Oaks do dzielnicy Haight-Ashbury w San Francisco, a stamtąd do komuny w Taos. We wrześniu wrócił do domu w Los Angeles, żeby rozpocząć ostatni rok nauki. Ale nie mógł już wytrzymać w szkole. Tak twierdzi we wspomnieniach Moje życie z Charlesem Mansonem z 1979 roku, napisanych wspólnie z Guillermo Soledadem, "pod którym to pseudonimem kryje się wykładowca Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara". Paul rzucił liceum i funkcję przewodniczącego klasy i po raz kolejny uciekł do Haight, ale okazało się, że warunki się zmieniły, a atmosfera uległa pogorszeniu. W marcu 1968 roku był już znów w Los Angeles, mieszkał w namiocie w kanionie Topanga, chodził na wycieczki, palił trawkę i całymi dniami grał na flecie i waltorni.
Pewnego dnia Paul trąbił co sił wśród motyli, pszczół i gorczycy, gdy "dołączyły do niego dwie sójki". Tak właśnie lubi o tym opowiadać. Sójki - jays - przypomniały Paulowi o jego przyjacielu Jayu, który miał dom na skraju kanionu. Paul podążył za potokiem w tamtą stronę, a na miejscu odkrył, że samochód Jaya zniknął i teraz stał tam pomalowany na czarno szkolny autobus.
Paul zapukał do drzwi wejściowych domu. "W drzwiach stanęły dwie nagie nastolatki o smukłych nogach i włosach do pasa". Jay już tu nie mieszka - powiedziały Brenda i Żmijka, ale zaprosiły Paula do środka. Dziesięć czy dwanaście osób - głównie dziewczęta, w większości nagie - siedziało na podłodze dookoła niskiego stołu zastawionego świecami. W kominku płonął ogień. U szczytu stołu siedział rozebrany do pasa mężczyzna z gitarą.
Brenda przedstawiła Paula. Charlie zapytał: "Może zostaniesz i trochę z nami pograsz?".
Zagrali, Charlie mówił, a potem sesja muzyczna przerodziła się w orgię - "poruszaliśmy się razem w harmonijnym, twórczym rytmie".
Jakkolwiek harmonijny i twórczy był ten rytm, następnego dnia Paul obudził się o świcie, włożył mokasyny i zwiał. Pojechał autostopem do Big Sur, gdzie przez trzy miesiące biwakował samotnie na plaży, trochę pilnował ludziom domów, a potem znów zawędrował do Los Angeles. Założywszy, że wróci do swojego obozowiska autostopem, Paul stał z wyciągniętym kciukiem na rogu Topanga Canyon i Ventury, gdy po zaledwie kilku minutach zatrzymał się przy nim poobijany zielony plymouth. Żmijka i Brenda, świeżo po nurkowaniu w śmietniku, zaprosiły Paula, żeby obejrzał ich nowe mieszkanie.
Zajaracie? - zapytał z tylnego siedzenia.
Nie, dzięki. Wolimy się pokochać.
Żmijka ruszyła wzdłuż przełęczy Santa Susana do rancza Spahna. Paul wypakował swoje rzeczy i dołączył do grupy muzykującej w lesie. Potem Paul i Żmijka - piętnastolatka oddelegowana w tym celu przez Charliego - spędzili resztę popołudnia na pieprzeniu się w gaju eukaliptusowym. Tego wieczoru Charlie zawiózł Rodzinę do Bel Air, żeby tam pograć z Dennisem Wilsonem. Ten fragment brzmi jak opis najlepszego dnia w całym krótkim życiu Paula.
"U Spahna wszystko oglądało się przez chmurę pyłu" - pisze Paul o ranczu, które służyło jako plan filmowy, a gdzie mieszkał z Rodziną. Następnego dnia wyburzyli ścianę dzielącą więzienie od saloonu. Dziewczyny naznosiły tam materaców i gobelinów i zamieniły przestrzeń w wielką sypialnię. Chłopcy zainstalowali w rogu ubikację, bo nikomu nie wolno było wychodzić na zewnątrz podczas wieczornego rytuału muzyki, wykładów i orgii - "najcięższej terapii psychoseksualnej, jaką można sobie wyobrazić" - co mój tata przedstawia przeważnie jako świetną zabawę.
W tym wczesnym okresie Charlie nawoływał do rezygnacji z ego, poddania się i innych wschodnich ideałów, które odgapił od Beatlesów. Tamtego pierwszego lata było dużo kwasu, a także mnóstwo seksu grupowego, w którym nagminne gwałty kryły się pod postacią radykalnej akceptacji ciała, ale nie było mowy o przemocy. Nie było nawet tylu rozmów o rewolucji, ilu Paul by sobie życzył. Poprzedniego lata wpadł w Big Sur, policjanci spuścili mu łomot, kiedy był na kwasie, po czym spędził trochę czasu za kratkami. "Trochę czasu". Tak powiedział Charliemu, pomijając szczegóły dwudniowego pobytu w areszcie. Charlie odsiedział swoje, naprawdę odsiedział, i to właśnie pobyt w więzieniu sprawił, że był błyskotliwy, poważniejszy, bardziej zaangażowany niż wypalone przegrywy, z którymi Paul mieszkał w Haight i Taos.
Co nie znaczy, że u Spahna nie działo się nic fajnego. Dziewczyny gotowały, sprzątały i wyprawiały się na złodziejskie eskapady, żeby zaopatrzyć wszystkich w zuzu, jak Charlie określał śmieciowe żarcie. Chłopcy palili zioło, grali muzykę, urządzali dzikie przejażdżki po przełęczy Santa Susana ferrari Dennisa Wilsona, a w końcu je rozwalili. Sadie urodziła dziecko. Nie licząc kilku kiepskich doświadczeń - ataków szału, zadławień, dziwnych poleceń ("Paul, chodź no tu, pokaż tej dziewczynie, jak się obciąga") - to były piękne czasy.
Jednak tarcia między Rodziną a kowbojami Spahna, niegdyś z łatwością zażegnywane za pomocą alkoholu i prochów, zaczęły się nasilać. Charlie i Paul bezskutecznie próbowali przeniknąć do Fontanny Świata, tantrycznego klasztoru za wzgórzem. Do Rodziny dołączyły trzy nowe dziewczyny: Juanita, Leslie i siedemnastoletnia Catherine "Cappy" Gillies, której babcia miała ranczo w Dolinie Śmierci. To właśnie wtedy Charlie zaczął "na poważnie opowiadać o przeprowadzce na pustynię".
Przez cały październik członkowie Rodziny zajmowali się renowacją silnika swojego pięćdziesięciosześcioosobowego autobusu szkolnego i urządzaniem jego wnętrza - rozłożyli pluszowe dywany, powiesili satynowe zasłony z frędzlami, wstawili lodówkę i kuchenkę. W Halloween załadowali do środka "materace, koce, ubrania, instrumenty muzyczne, zapasy żywności, pięć skrzynek zuzu, kilogram trawy oraz pięćdziesiąt tabsów kwasu", po czym wyruszyli w drogę do Mojave. Pierwszą noc spędzili wygodnie w autobusie, na kolację mieli słodycze i narkotyki, a na deser seks. Nazajutrz o świcie kontynuowali tę magiczną, tajemniczą wyprawę na północ, w góry Panamint.
Kanion Goler, jedyna droga do rancza babci Cappy, okazał się zdradliwie stromy, zbyt wąski dla autobusu, najeżony przyniesionymi przez powodzie głazami. Musieli więc porzucić pojazd, wziąć na plecy wszystkie zapasy, jakie zdołali unieść, oraz dwoje niemowląt (jakiś czas wcześniej pojawiło się kolejne dziecko), a potem pokonać pieszo wiele kilometrów.
Rodzina próbowała się zadomowić w baraku na ranczu (wśród miejscowych znanym jako ranczo Myersów), ale Charlie popadał w coraz większą paranoję. Cappy powiedziała babci, że tylko dziewczyny będą tam mieszkać. Charlie i Paul szukali innego domostwa i wkrótce natrafili na jedno, położone nieco dalej w głąb kanionu Goler, najwyraźniej opuszczone. Namierzyli właścicielkę, Ma Barker, w Ballarat, pobliskiej opustoszałej osadzie. Razem przekonali Ma do wymiany rancza Barkerów na złotą płytę Beach Boysów.
"Dolina Śmierci stała się punktem zwrotnym dla Rodziny Mansona" - "napisał" mój ojciec. Według legendy naszej rodziny to właśnie ta pustynia uratowała mu życie, ale najpierw usilnie próbowała go zabić. "Kosmiczna pustka pustyni stanowiła idealne miejsce do programowania młodych umysłów". Ogrom przestrzeni wypełnionej tylko przez gwiazdy, bezdrzewne pasma górskie i głębokie doliny sprawiał, że umysły łatwiej się poddawały. "Kiedy nieskończoność była tak blisko, łatwiej było się podporządkować. [...] Idee, które w zachodnim Los Angeles wydawałyby mi się zupełnie niepojęte, w krystalicznie czysty poranek na szczycie pasma górskiego Panamint stawały się całkowicie zrozumiałe".
Dolina Śmierci w dużej mierze zainspirowała apokaliptyczną wizję Charliego - szczególnie rzeka widmo Amargosa, która to płynęła, to szalała, to znów zupełnie wysychała. Obsesyjnie myślał zwłaszcza o jednym źródle, Devil's Hole, bezdennym zbiorniku, w którym woda faluje od trzęsień ziemi po drugiej stronie świata.
"To zjawisko zawsze intrygowało Charliego, który od przyjazdu zaczął mówić o 'dziurze' na pustyni, która doprowadzi nas do wody, może nawet do jeziora i miejsca do życia". Mityczna hydrogeologia Charliego kazała mu zabierać Paula na wyczerpujące nocne wędrówki w poszukiwaniu "podziemnego świata, jaskini, miejsca, gdzie moglibyśmy zabrać Rodzinę i urządzić sobie dom, gdy wszystko jebnie". Chodzili po górach, palili, Charlie gadał. Paul zbierał kamienie i gapił się nienaukowo na ogrom gwiazd nad nim. Czyżby zawsze tam były?
W nocy robiło się coraz zimniej. Wyprawy po zaopatrzenie do Los Angeles i Vegas wymagały wielogodzinnych wędrówek, najpierw w dół, a potem z powrotem pod górę ze zdobytymi łupami. Wiecznie brakowało benzyny. Izolacja sprzyjała szaleństwu. Paul widział, jak pogarsza się stan jego przyjaciela Brooksa Postona, który rąbał drewno od wschodu do zachodu słońca, żeby unikać Charliego. Sam Charlie z trudem przystosowywał się do życia na pustyni - całymi dniami drzemał w hamaku, a po zmierzchu szalał jak demon. "Dziecko kwiat w Charliem Mansonie umierało, więdło w Dolinie Śmierci w dzień i zamarzało w nocy".
"Potem, w jednej chwili, wszystko diametralnie się zmieniło". Charlie pojechał do Los Angeles na spotkanie z Dennisem Wilsonem i Terrym Melcherem i wrócił w euforii, bo przesłuchał Biały album i znalazł tam nazwę dla swojego proroctwa o zagładzie: Helter Skelter. Powiedział, że w mieście panuje nienawiść rasowa, co stwarza idealne warunki dla albumu Rodziny. Mogli zwabić młodą miłość na pustynię, podczas gdy reszta świata będzie płonąć. Beatlesi "przełożyli rewolucję na muzykę".
Później, po wszystkim, Charlie zapytał: "Dlaczego zwalacie winę na mnie? To nie ja napisałem muzykę".
Wezwał Rodzinę (z wyjątkiem Brooksa i Juanity) do Los Angeles, do Yellow Submarine, pomalowanego na żółto dwupiętrowego domu przy Gresham Street w Canoga Park. "Przedmieścia [...] dość spokojne w porównaniu z LA, ale po mieszkaniu na pustyni - pełne zgiełku". Zanurzony wraz ze swoją Rodziną w Żółtej Łodzi Podwodnej Charlie kontynuował "makabryczne gadki" i sprawdziany. Paul zapisał się do liceum w Birmingham, żeby werbować nastolatki. Do akcji wkroczyła "brygada macho: mechanicy, motocykliści i byli skazańcy", weterani z Wietnamu, mężczyźni, którzy podobnie jak Charlie przeszli przez stanowy system opiekuńczy, "gotowi robić to, co im kazano, w zamian za seks i dobre zioło". Charlie wysyłał "Sadie, Ellę, Stephanie, Katie i Mary do pracy w klubach tańca topless w dolinie. Chcieliśmy kupić samochody i odpowiednio je wyposażyć, a do tego potrzebowaliśmy pieniędzy. Dziewczyny pracowały z ochotą".
Na Gresham Street Rodzina skupiła się na swojej muzyce. Sesje w studiu nagraniowym Briana Wilsona nie przebiegały najlepiej. Charlie namówił Terry'ego Melchera, żeby przyjechał posłuchać, jak grają w Yellow Submarine. Dziewczyny posprzątały dom, ustawiły instrumenty i przygotowały kolację: "warzywa, lasagne, sałatę, francuskie pieczywo i świeżo upieczone ciasteczka. Potem ukręciły trochę porządnego zioła". Melcher nie przyszedł. Charlie powiedział, że "słowo tego skurwiela jest niewarte złamanego grosza".
"Przygotowania do Helter Skelter przyspieszyły". Członkowie Rodziny przenieśli się z powrotem na ranczo Spahna, zaczęli gromadzić terenówki buggy i harleye, a także słuchali bez przerwy Białego albumu. Charlie gadał o Apokalipsie świętego Jana, o rozdziale dziewiątym, o szarańczy i skorpionach, o gitarach elektrycznych i o nadchodzącym holokauście, który Rodzina przeżyje w swojej dziurze. Powiedział, że "kiedy skończy się walka, przyjdą muzułmanie i posprzątają cały bajzel [...], bo czarnuchy zawsze sprzątały bajzel po białasach. Ale czarnuch sobie z tym nie poradzi, przyjdzie i rzuci: 'Ja już swoje zrobiłem, stary. [...] Pozabijałem wszystkich i mam dość zabijania. Walka się skończyła'. A my wtedy podrapiemy czarnego po głowie, kopniemy go w tyłek i powiemy, żeby spadał zbierać bawełnę".
Mniej więcej w tym samym czasie Charlie polecił Paulowi ukraść "dodge'a, półciężarówkę wykorzystywaną do przewozu broni oraz jako ambulans", i zabrał go na wyprawę po zaopatrzenie w góry Panamint. Paul pomyślał o Brooksie, "zamkniętym w sobie jak zombie" i wycofanym, kiedy ostatnio go widział. Wahał się tylko przez moment, a potem zrobił zwarcie w kablach i uruchomił silnik dodge'a. Do czwartej rano zdążył załadować do ukradzionego wozu zapasy i "kilka dziewczyn [...] wciąż w koszulkach nocnych i T-shirtach". O świcie cała grupa znalazła się z powrotem na pustyni, myśląc, że są wolni.
Tymczasem wpadli - policja zatrzymała kradziony samochód pod osadą Mojave, a cała ekipa trafiła do aresztu hrabstwa LA. Następnego dnia rano Paul został przewieziony do więzienia w Los Angeles. Postawiono mu zarzut kradzieży auta i po kilku dniach wypuszczono.
"Nagły powrót do Spahna, po tym, jak spodziewałem się, że spędzę trochę czasu na pustyni, jeszcze bardziej uświadomił mi, jak bardzo sprawy się pogorszyły". Kowboje zaczęli nosić pistolety i noże myśliwskie, dało się wyczuć od nich złe wibracje. Od Charliego też. "Trzeba tam sprowadzić pieprzoną ciężarówkę. Coś nas powstrzymuje". Pewnego popołudnia pod koniec czerwca Paul i Charlie poszli na padok. Charlie wspiął się na ogrodzenie, usiadł i obserwował konie. Paul zapytał, jak długo jeszcze. Charlie spojrzał na niego z góry i puścił oko. "Helter Skelter nadchodzi - powiedział. - Ale wygląda na to, że trzeba będzie pokazać czarnuchom, jak to się robi".
Kolejna wyprawa w góry Panamint i kolejna wpadka. Wypuszczony na wolność Paul - na nowo doceniwszy zasadę Charliego, że tylko dziewczyny mogą mieć przy sobie narkotyki - zatęsknił za pustynią. Co za bariera go powstrzymywała? Czuł ją, kiedy wyjeżdżał autostopem z miasta, czuł ją przez całą drogę do Ballarat. Była z nim podczas wędrówki w górę kanionu Goler, aż do momentu, gdy zobaczył, jak Brooks "sunie w dół wzgórza niczym rozochocona koza".
Brooks powiedział: "Wspinałem się po górach. Spotkałem jednego takiego gościa, starego poszukiwacza".
Był to Paul Crockett, Duży Paul, człowiek, który zdaniem mojego ojca przyczynił się do jego deprogramowania. Trzej mężczyźni wędrowali po pustyni przez trzy dni. Crockett pokazał Paulowi i Brooksowi aksamitną konsystencję glinki bentonitowej, nauczył ich znajdować opal, lapis-lazuli, złoto. Udowodnił im, że pustynia to organizm. W kopalni zwanej Gold Dollar uświadomił im, że wszystko odbywa się na mocy zgody.
Paul powiedział: "Charlie mówi, że wszystko dzieje się w twojej wyobraźni".
"W pewnym sensie tak [...]. Ale tak jest, bo się na to zgadzamy..."
Góry Panamint zgodziły się na Paula i zaoferowały mu czyste powietrze i wodę, trzeźwość, medytację, ciemne niebo oraz głęboki sen. Poranki mijały mu na wspinaczce na szczyt, a potem schodzeniu z góry z plecakiem pełnym tejże góry. Popołudnia spędzał, pomagając Juanicie w ogrodzie, przygotowując pochodzące z góry jedzenie lub ścierając górę w moździerzu tłuczkiem, żeby wyłuskać złoto z kwarcowej bazy. Wieczór oznaczał kolację i muzykowanie.
Wtedy to Mały Paul wyruszył na mistyczną wyprawę do Las Vegas, która ostatecznie odcięła go od Charliego. W Vegas ukradł motocykl, "trzy żywe kurczaki, koguta, dwa arbuzy i dwa tuziny jaj". Załadował łup na motor i z mozołem go taszczył, ale rozbił się głęboko w kanionie Goler. Temperatura wynosiła ponad pięćdziesiąt stopni.
Kiedy dotarł wreszcie z powrotem na ranczo Barkerów, odwodniony i zdezorientowany, niosąc pod pachą ocalały, rozgdakany drób, stało się coś dziwnego. Duży Paul uzdrowił Małego Paula. Crockett położył dłonie na jego pokiereszowanym ciele i słowami odpędził ból. Mój ojciec poczuł, jak cierpienie ulatnia się w suchym powietrzu niczym mgła agonii, która - jak wyraźnie teraz widział - należała do przeszłości.
W czasie gdy dokonywano morderstw, on przebywał w Dolinie Śmierci. Niedługo potem wrócił na ranczo Spahna, niczego nieświadomy, i poprosił o zwolnienie go z zobowiązań. Charlie odparł: "Nie ma sprawy, Paul".
Tej nocy Żmijka wczołgała się do jego śpiwora, żeby się pożegnać. "Wiedziałem, że to Charlie ją przysłał, ale to nie miało znaczenia".
Rodzina podążyła za Paulem w góry. Mały Paul, Duży Paul, Brooks i Juanita słyszeli ich przez całą noc, wojenne okrzyki i ryk silników terenówek odbijały się echem od ścian kanionu. Rodzina przeniosła się na ranczo Barkerów, podczas gdy Crockett i jego apostaci zostali kilkaset metrów niżej, w baraku na ranczu Myersów.
Charlie zaczął opowiadać o swoich pełzandach. Mówił: "Z niczego cię nie zwolniłem".
Mówił: "Nieźle go żeśmy pociachali".
Mówił: "Słyszeliście o Bobbym i Mary? Siedzą w więzieniu za morderstwo Gary'ego Hinmana".
- Zrobili to?
- Pewnie, że tak... Ty to zrobiłeś, ja to zrobiłem... Wszyscy to zrobiliśmy".
Juanita odeszła. Brooks chciał odejść. Crockett nie zamierzał dopuścić, by ktokolwiek przepędził go z jego działki. Charlie ponownie wysłał Żmijkę do Paula. Był sierpień, w Dolinie Śmierci o ósmej rano temperatura sięgała czterdziestu ośmiu stopni. Ktoś przyniósł przesyłki z zapomnianej skrzynki pocztowej. Wojsko USA wzywało Paula do Los Angeles przed komisję lekarską.
"Po wygłoszeniu starannie przemyślanego wywodu na temat zalet narkotyków w poszerzaniu świadomości", co w połączeniu z kartoteką policyjną sprawiło, że został uznany za niezdolnego do służby wojskowej, Paul wrócił na pustynię wraz z Brendą i Clemem. Brenda siedziała pośrodku. Clem prowadził. Prowadził i mówił. Przez całą noc podróży po pustyni Clem mówił o zabiciu Shorty'ego Shei. "Stary, ale to była jazda. W życiu nie widziałem tyle krwi. Więc kiedy Charlie mi kazał, wziąłem maczetę i odciąłem mu głowę, żeby przestał gadać... a ona po prostu stoczyła się ze ścieżki, blup... blup... blup... blup... Poleciała w chwasty".
Paul nie powiedział Crockettowi ani nikomu innemu, co usłyszał od Clema. Gdyby to wyjawił, musiałby tego wysłuchać jeszcze raz, musiałby się tego dowiedzieć i to przeżyć. Spór między obozem Crocketta a Charliem trwał przez całe lato 1969 roku, aż do jesieni, kiedy to detektywom wyczerpały się tropy dotyczące morderstw Tate-LaBianca. Charlie i Tex zaczęli przynosić broń do posiadłości Myersów, żeby ćwiczyć strzelanie do celu. Nocami Brooks albo Paul otwierali drzwi baraku i natykali się na Texa i Charliego, przykucniętych w ciemności, z nożami w zębach.
W końcu apostaci postanawiają się zmyć. Wyruszają w nocy mimo zimna i pokonują dziewięćdziesiąt kilometrów do miejscowości Shoshone, zamieszkanej przez trzydzieści osób. Stacja benzynowa i poczta po jednej stronie autostrady 127, bar, restauracja i posterunek szeryfa hrabstwa Inyo po drugiej. Paul i Brooks mówią zastępcy szeryfa wszystko, co wiedzą. Ten każe im zostać na miejscu. Prosi przywódcę mieszkańców Shoshone o przysługę: "Znajdź tym chłopcom jakiś kąt - gdzieś na uboczu". Żona mężczyzny prowadzi chłopaków do tufowych jaskiń w wąwozie Dublin, miejsca, które ludzie po dziś dzień mylnie nazywają grotami Mansona. (Sam Manson nigdy tam nawet nie zajrzał).
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.