Kobiety szpiedzy - Laura Manzanera

-
Proszę czekać

 

 

Tajne służby - początki organizacji

Systematycznym zbieraniem informacji dla europejskich władców zajmowali się z reguły dyplomaci. Informatorami i posłańcami posługiwano się okazjonalnie, natomiast rozbudowane siatki szpiegowskie z prawdziwego zdarzenia powstały znacznie później, pewne ożywienie przejawiając szczególnie podczas konfliktów zbrojnych. W końcu XV stulecia, gdy na tronie angielskim nastała dynastia Tudorów, pojawiły się bardzo skuteczne systemy wywiadu, które następnie, w czasach zmniejszania się zewnętrznych zagrożeń, słabły. I rzeczywiście, wywiad nie działał w sposób stały i regularny aż do XVII wieku, kiedy to pojawiły się państwa scentralizowane. Pionierem w dziedzinie szpiegostwa był Oliver Cromwell, który nie tylko wprowadził w Anglii republikę, lecz także zadbał o to, aby środki państwowe służyły rozwojowi gęstej siatki agentów. Używając jako szpiegów dyplomatów i intelektualistów, rządy starały się zapewnić kontrolę polityczną wewnątrz i na zewnątrz kraju. "Niewidoczność" kobiet, mniej rzucających się w oczy od mężczyzn, sprawiała, że najczęściej pełniły one funkcję kurierów, pomagały ukrywać zbiegów, a także aktywnie uczestniczyły w politycznych intrygach.

I tak w roku 1679 Jane Bradley, pracując jako kelnerka w londyńskiej Heaven Tavern, dowiedziała się o spisku przeciwko angielskiemu rządowi. Aphra Behn, która szpiegowała dla angielskiej Korony w czasie wojny z Niderlandami, zdążyła ostrzec rząd przed holenderskim atakiem na Medway - niestety, nie posłuchano jej i bitwa okazała się prawdziwym upokorzeniem dla floty Jej Królewskiej Mości. Natomiast do najbardziej znanych szpiegów XVII stulecia należała Lucy Hay, hrabina Carlisle. Jako podwójna agentka szpiegowała zarówno dla rojalistów, jak i dla parlamentarzystów, a na koniec została podwładną kardynała Richelieu. Należy także wspomnieć o Louise de Kéroualle, którą król Francji Ludwik XIV wydelegował na dwór Karola II - największym jej osiągnięciem była konwersja angielskiego monarchy na katolicyzm.

Lucy Hay - kobieta szpieg z Trzech muszkieterów

Hrabina Carlisle bawiła się w najbardziej niebezpieczną grę, jednocześnie szpiegując wszystkich, zarówno rojalistów, jak i przeciwników królewskiego panowania w Anglii, na koniec zaś zaczęła pracować dla kardynała Richelieu, pierwszego ministra króla Francji Ludwika XIII. Trudno się dziwić, że jej barwna biografia zainspirowała Aleksandra Dumas do stworzenia postaci Milady de Winter, jednej z bohaterek przygód D'Artagnana i trzech muszkieterów.

Urodzona w roku 1599 jako Lucy Percy, była córką hrabiego Northumberland, zwanego "Czarodziejem". Gdy skończyła piętnaście lat, matka zaczęła zabierać ją do pałacu Whitehall, głównej rezydencji angielskich monarchów, gdzie dzięki swojej nieprzeciętnej urodzie oraz inteligencji młodziutka Lucy szybko zyskała wpływy. Uchodziła za najbardziej czarującą pannę w całym królestwie, a jej uroki opiewało wielu ówczesnych poetów i artystów.

Z ciekawością obserwowała zabiegi dworzan o względy króla oraz pałacowe intrygi służące pozyskaniu ziemi lub innych dóbr, które umożliwiały awans w hierarchii społecznej i dawały bogactwo. Rywalizacja była ostra i na ogół łączyła się z korupcją. Nierzadko zdarzało się, że urzędnicy odpłatnie odstępowali własne żony lub córki. Ale Lucy to nie groziło, jej ojca bowiem uwięziono w Tower w następstwie spisku prochowego. Młodziutka panna Percy jeszcze wówczas nie mogła przewidzieć, że w czasie wojny domowej, którą w latach 1642-1649 wspierający króla Anglii Karola I rojaliści prowadzili z parlamentarzystami, zostanie wplątana w intrygi polityczne na najwyższym szczeblu.

Kiedy poznawała makiaweliczne rozgrywki dworskie, niesnaski między królem Jakubem I a parlamentem pogłębiły się. W Izbie Lordów monarcha prawie nie miał oponentów, jednak Izba Gmin długo go nie akceptowała, kwestionując boskie prawo królów do sprawowania władzy i zaciekle broniąc przywilejów szlacheckich. Tymczasem kosztowna wojna z Hiszpanią opróżniła monarsze sakwy i zmusiła króla do zwołania parlamentu, aby ten wyraził zgodę na nałożenie nowych podatków.

Lucy adorował sir James Hay, pochodzący z drobnej szkockiej szlachty, dwukrotnie od niej starszy wdowiec z dwójką dzieci. W oczach dziewczyny uosabiał pasjonujące dworskie życie, szybko więc odwzajemniła jego uczucie. Choć ojciec Lucy uważał, iż pretendent nie ma odpowiedniego pochodzenia i jest mężczyzną lekkomyślnym, żyjącym z darów monarchy, jego nadwątlony po długim pobycie w więzieniu autorytet nie był w stanie zapobiec ożenkowi, który odbył się 6 listopada 1617 roku w obecności króla. Pięć lat później, gdy małżonek został hrabią Carlisle, pozycja Lucy na dworze stała się jeszcze silniejsza.

James był mężczyzną inteligentnym, obdarzonym zmysłem dyplomaty, jednak przez lekkomyślność i rozrzutny styl życia stał się ulubionym tematem dworskich plotek. Nie oszczędzali go również ówcześni satyrycy. Podobno w chwili śmierci jego dług przekraczał osiemdziesiąt tysięcy funtów. Lucy jednak przywykła do wybryków męża, niepoprawnego utracjusza niepotrafiącego się oprzeć najlepszym perskim jedwabiom, niezwykle drogim indyjskim klejnotom, wytwornym weneckim strojom czy ubraniom z najcenniejszych hiszpańskich skór.

Prawa ręka kardynała Richelieu

Wkrótce Lucy urodziła Jamesowi dziecko. Spodziewała się, że ówczesny dziedzic Korony, książę Karol (przyszły Karol I), narzuci swoje wpływy, lecz ubiegł go George Villiers, nowy królewski faworyt, któremu wszyscy schlebiali. Kiedy Lucy zaczęła bywać na dworze, władza Villiersa była jeszcze niewielka i dopiero z czasem król mianował go kawalerem Orderu Podwiązki i nadał mu liczne tytuły, z których najcenniejszy - księcia Buckingham - otrzymał w 1623 roku. Wpływy Villiersa stale rosły, aż w końcu to on zaczął faktycznie rządzić Anglią.

Po śmierci Jakuba I w 1625 roku, gdy na tronie zasiadł Karol I, Villiers jako jeden z nielicznych zachował swoje wpływy. Choć Izba Lordów oskarżyła go o nadużycia, dzięki naciskom króla uwolniono go od wszelkich zarzutów. Znienawidzony przez parlament i purytanów, książę Buckingham usiłował pomagać francuskim protestantom (hugenotom) obleganym w La Rochelle przez wszechpotężnego kardynała Richelieu, pierwszego ministra króla Francji Ludwika XIII. Zginął w roku 1628, zamordowany w Portsmouth przez oficera marynarki, purytanina Johna Feltona, który za swój czyn zawisł na szubienicy.

Za panowania Karola I życie dworu uległo zmianie. Monarcha był dość powściągliwy i stronił od dworskiej teatralności. Bezprawne próby pozbawienia przywilejów niektórych członków parlamentu oraz podatki, jakie wprowadzał bez przyzwolenia obu Izb, wywoływały wielkie niezadowolenie.

Wydaje się pewne, że powodem współdziałania Lucy z kardynałem Richelieu była chęć zemsty na księciu Buckingham[1] za związek z Anną Austriaczką, żoną Ludwika XIII. Małżeństwo królewskiej pary nigdy nie było szczęśliwe i aż do śmierci monarchy w 1643 roku praktycznie żyli oni w separacji. Richelieu, ze względu na hiszpańskie pochodzenie Anny (była córką Filipa III), powątpiewał w jej lojalność wobec Francji i wykorzystywał krążące plotki, aby oskarżać królową o spiskowanie przeciw mężowi. Nigdy nie udowodniono jej winy, mimo iż książę Buckingham często odwiedzał Paryż i spotykał się z królową. Kardynała doszły słuchy, że Anna posłała swojemu domniemanemu kochankowi podarowany jej przez króla diamentowy naszyjnik, w czym dostrzegł szansę udowodnienia niewierności królowej oraz zniszczenia jej wpływów.

Lucy oddawała szpiegowskie przysługi zarówno rojalistom, jak i parlamentarzystom. Była kochanką zawziętych parlamentarnych wrogów, Thomasa Wentwortha, pierwszego hrabiego Strafford, i Johna Pyma. Po egzekucji Wentwortha opowiedziała się po stronie Pyma i jego zwolenników, którym zdradzała najbardziej tajne spośród planów króla i jego doradców. W porę udało jej się uprzedzić Roberta Devereux, hrabiego Essex, że Karol I zamierza go aresztować wraz z kilkoma innymi członkami parlamentu - wszyscy oni zdołali uciec. Było to jedno z jej największych osiągnięć.

W roku 1647 Lucy przyłączyła się do obozu prezbiterian, którzy zbierali się w jej salonie. Później, już w czasie wojny domowej w Anglii, aktywnie działała na rzecz rojalistów, niekiedy pośrednicząc między różnymi ich grupami, a nawet zastawiła swój naszyjnik z pereł wart półtora tysiąca funtów, uzyskane za niego pieniądze przekazując wojsku lorda Hollanda.

Dwudziestego pierwszego marca 1649 roku została aresztowana z powodu swej działalności i uwięziona na kilka miesięcy w londyńskim Tower. Z więzienia prowadziła zaszyfrowaną korespondencję z królem, wykorzystując pośrednictwo swojego brata, lorda Percy. Dwudziestego piątego września 1650 roku została wypuszczona na wolność za kaucją, jednak już nigdy nie odzyskała dawnych wpływów wśród rojalistów. Zmarła na apopleksję w 1660 roku, wkrótce po objęciu tronu przez Karola II i restauracji Stuartów, która nastąpiła po śmierci Olivera Cromwella, jednego z najważniejszych dowódców wojsk parlamentarzystów. Cromwell nie tylko pokonał armię Karola I, lecz także odegrał ważną rolę w osądzeniu monarchy, którego następnie skazano na śmierć i stracono w 1649 roku.

Prawdziwa Milady de Winter?

Według niektórych znawców literatury Aleksander Dumas tworząc postać Milady de Winter, jednej z bohaterek słynnej trylogii o trzech muszkieterach, wiele czerpał z biografii Lucy Hay.

Zanim Milady, tajemnicza kobieta o niezwykłej urodzie, została prawą ręką kardynała Richelieu, jako młoda dziewczyna znalazła się w klasztorze benedyktynek w Templemar, gdzie uwiodła księdza i namówiła go do ucieczki. Fundusze na tę eskapadę zdobyli, okradając kościół z naczyń liturgicznych. Oboje zostali złapani i uwięzieni, ona jednak zdołała rozkochać w sobie syna więziennego dozorcy i z jego pomocą uciekła. Młodego księdza osądzono i wypalono mu na ciele hańbiący znak czarnej lilii. Wyrok wykonał jego brat, kat z Lille. Poprzysiągł on sobie, że dopadnie kobietę, która doprowadziła jego brata do zguby, i ją także napiętnuje. I przysięgi tej dopełnił.

Po licznych perypetiach i przygodach Milady została hrabiną de la F?re. Pewnego dnia jednak jej nowo poślubiony małżonek odkrył haniebne piętno, a czując się oszukany, powiesił żonę na drzewie i opuścił swoje ziemie przekonany o jej śmierci. Jako wdowiec dołączył do muszkieterów Ludwika XIII, przybierając imię Atos. Jednakże kobieta zdołała przeżyć i uciekła do Anglii, gdzie po jakimś czasie wyszła za mąż za lorda de Winter, któremu urodziła dziecko. Parę godzin po tym, jak mąż ustanowił ją swoją dziedziczką, zapadł na tajemniczą chorobę... Podejrzewano, że za jego nagłą śmiercią stała Milady.

Już na usługach kardynała Richelieu Milady de Winter miała odwieść księcia Buckingham od wspierania hugenotów, a gdyby jej się to nie udało - zabić go. To ona namówiła do tej zbrodni purytanina Johna Feltona, zaufanego człowieka swojego szwagra, lorda de Winter. I to właśnie lord de Winter razem z czterema muszkieterami - prócz Atosa byli jeszcze D'Artagnan, Portos i Aramis - osądzili Milady i skazali na śmierć. Została ścięta, o ironio, przez kata z Lille, tego samego, który wypalił jej piętno, a teraz mógł pomścić swojego brata księdza, który po zdradzie wiarołomnej dziewczyny powiesił się. W drugim tomie trylogii - W dwadzieścia lat później - syn Milady, Mordaunt, bezskutecznie próbuje pomścić śmierć matki.

Mimo pewnych zbieżności opowieści Aleksandra Dumas są odległe od prawdy historycznej. Ich fabuła opiera się na antagonizmie między Ludwikiem XIII a kardynałem Richelieu - antagonizmie, który w rzeczywistości nie istniał - a także na wyolbrzymionym romansie Anny Austriaczki z księciem Buckingham. Nie jest również prawdziwa angielska misja D'Artagnana, który miał być posłany przez królową po nieopatrznie podarowany księciu naszyjnik z diamentów.

Pomijając wątpliwą wierność faktom historycznym, trudno zaprzeczyć, że Dumas musiał w jakiś sposób wykorzystać niemal powieściowe losy Lucy Hay, powołując do życia intrygującą kobietę szpiega na usługach kardynała Richelieu.

Louise de Kéroualle w służbie Ludwika XIV

Wielu Anglików nie mogło uwierzyć, że ich król zmarł jako katolik.

Karol II na łożu śmierci wyspowiadał się i otrzymał ostatnie namaszczenie z rąk katolickiego księdza. Co za zniewaga! Ani przez chwilę nie podejrzewali, że inspiratorką tej duchowej przemiany była kobieta, od lat jedna z ulubionych kochanek Jego Królewskiej Mości, na dodatek Francuzka i szpieg na usługach Ludwika XIV.

W roku 1668 Anglia zawiązała sojusz ze Szwecją i ze swoim dawnym wrogiem, Holandią, aby wspólnie stawić czoło Ludwikowi XIV w wojnie dewolucyjnej. Francuski monarcha żądał dla siebie Niderlandów Hiszpańskich, powołując się na dziedziczne prawa swojej żony Marii Teresy, córki zmarłego trzy lata wcześniej króla Hiszpanii Filipa IV. Mimo że Francja została zmuszona do podpisania traktatu pokojowego w Akwizgranie, który położył kres wojnie, Król Słońce nie rezygnował z planów podboju.

Zabiegając o sojusz z angielskim monarchą, Ludwik XIV postanowił posłużyć się mniej konwencjonalnymi metodami i wysłał szpiega, co wydawało mu się bardziej skuteczne niż dyplomacja i traktaty. Zamiłowanie Karola II do kobiet było znane aż nazbyt dobrze - nie bez powodu nazywano go "Wesołym Monarchą" - dlatego, aby zapewnić sukces intrydze, należało wysłać kobietę młodą i atrakcyjną. Idealną kandydatką okazała się Louise de Kéroualle, szlachcianka z Bretanii, od wczesnej młodości dama dworu Henrietty Anny Stuart, siostry króla Anglii i szwagierki Ludwika XIV, żony jego młodszego brata Filipa Orleańskiego. W roku 1670 Henrietta planowała wyjechać z Francji, gdzie rezydowała od ślubu, aby odwiedzić swego brata w Dover. Nadarzyła się idealna okazja, aby wybrana tajna agentka towarzyszyła jej w orszaku.

Louise jechała, mając wyznaczone dwa cele: przekonać króla, by opowiedział się po stronie francuskiego monarchy, i doprowadzić do odejścia od anglikanizmu, wprowadzonego na terenie Anglii przez Henryka VIII[2]. Dla początkującego szpiega było to arcytrudne wyzwanie. Jednak wbrew niewinnemu wyglądowi i dziecinnej twarzyczce - John Evelyn w Dziennikach pisał, że Louise miała "twarz małego dziecka" - Francuzka wykazała się sporą inteligencją i siłą perswazji. Świadomy trudów powierzonej jej misji i czyhających w mrocznym świecie polityki zagrożeń Ludwik XIV obiecał Louise ochronę i dużo pieniędzy.

Wysłanniczka dotarła do Dover w maju 1670 roku i wykorzystując wszystkie swe zdolności, przez dziesięć dni intensywnie zabiegała, by zbliżyć się do króla. Jak można było przewidzieć, Karol nie zdołał oprzeć się jej urokowi i natychmiast postanowił uzupełnić kolekcję swoich kochanek.

Wdzięki Louise doprowadziły do tego, że Anglia opuściła dotychczasowych sojuszników i połączyła swoje dążenia i profity z francuską Koroną. Louise musiała odczuwać ogromną satysfakcję, gdy - w znacznym stopniu dzięki jej zabiegom - podpisano tajny traktat z Dover. Zgodnie z jego ustaleniami Ludwik XIV zobowiązał się do płacenia Karolowi II dwustu tysięcy funtów rocznie, aby zminimalizować jego zależność od parlamentu. Obiecał również dostarczyć mu kontyngent sześciu tysięcy ludzi, żeby nawrócić Anglię na katolicyzm. W zamian Karol miał opuścić trójprzymierze i wesprzeć Francję w wojnie z Holandią[3], a także "tak szybko, jak na to pozwoli dobrostan jego dominiów", nawrócić się na katolicyzm. Jeśli rezultaty wojny okazałyby się korzystne dla Francuzów, Anglia w ramach rekompensaty miała otrzymać kilka ważnych holenderskich portów. Karol II starał się zachować umowę w tajemnicy, zwłaszcza klauzulę dotyczącą zmiany wyznania, być może dlatego, że wcale nie zamierzał się z niej wywiązać. Nie mógł wówczas przewidzieć, że w końcu to zrobi, choć stanie się to w ostatnich chwilach jego życia.

Mimo że Louise szybko odniosła pierwsze sukcesy i obaj monarchowie pragnęli, by pozostała na wyspie, Henrietta niechętnie godziła się na jej obecność w Anglii. Dlatego wróciła do Francji, obiecawszy wcześniej Karolowi, że wkrótce "będzie jego".

Przeznaczenie sprawiło, że na ponowne spotkanie nie trzeba było długo czekać. Trzydziestego czerwca, zaledwie dwa tygodnie po podpisaniu traktatu w Dover, Henrietta nagle zmarła, podobno otruta. Po jej śmierci nic już nie stało na przeszkodzie, żeby Louise wróciła na wyspę. Uradowany Karol tak niecierpliwie jej oczekiwał, że aż wysłał po nią jeden ze swoich statków. Zadowolony był również Ludwik XIV, widząc większe szanse na realizację swoich planów.

Królowa bez korony

By zapewnić sobie bliskość Louise, Karol mianował ją damą dworu królowej Katarzyny Bragança i umieścił w pałacu królewskim. Była to pierwsza z długiej serii szczodrych łask, bo żaden koszt nie wydawał się królowi nadmierny, gdy chodziło o nagrodzenie jej afektu. Mówiono nawet, że na ozdobienie komnat nowej lokatorki pałacu Whitehall wydano sumę dziesięć razy większą niż na apartamenty królowej...

Choć z pozoru spokojna i łagodna, Louise okazała się przebiegłą intrygantką, świadomą swojej pozycji. Z licznych kochanek Karola jako jedyna angażowała się w politykę i, wzbudzając respekt, współpracowała nie tylko z królem, lecz także z dygnitarzami i ambasadorami. Była wysoka, miała ładne oczy i długie włosy. Jej zniewalające rozmarzone spojrzenie i zmysłowe rysy doskonale pasowały do panującego wówczas kanonu urody. W krótkim czasie stała się ważną postacią na dworze. Karol nie spuszczał z niej wzroku, dworzanie jej schlebiali, nawet królowa ją tolerowała, okazując Louise większy szacunek niż Barbarze Palmer, księżnej Cleveland, innej królewskiej kochance. Wiele osób uważało, że zyskała wpływy większe nawet niż sama Katarzyna, stając się angielską "królową bez korony".

Między królewskimi kochankami istniała ostra rywalizacja i w tej dziedzinie Karol II nie miał czego zazdrościć Królowi Słońce w Wersalu. Chociaż z Katarzyną nie doczekał się dzieci, miał licznych nieślubnych potomków, z których wielu uznał, wśród nich Charlesa Lennoxa, syna Louise. Francuzka musiała jednak znosić konkurencję nie tylko Barbary Palmer. Jej główną rywalką okazała się aktorka Nell Gwyn, królewska metresa, która na dworze pojawiła się dwa lata przed nią. W roku 1671 obie rozpoczęły zaciekłą walkę o względy Karola, którego chyba bawiła ich nieskrywana nienawiść. Choć szanowana przez króla i wychwalana przez dwór, Louise przeżywała niepohamowane ataki zazdrości, widząc, jak zakochany w Nell monarcha dawał jej wszystko, czego tylko zapragnęła. Oburzona tym, że zwykła komediantka może cieszyć się takimi względami, ubliżała jej publicznie, na co ta reagowała drwiną. To Francuzkę jeszcze bardziej złościło. Musiała również znosić nienawiść wyraźnie sprzyjającego Nell angielskiego ludu.

"Katolicka lisica"

Pewnego razu, natknąwszy się na zbuntowany tłum, który zagrodził jej drogę, Nell miała zakrzyknąć: "Błagam was, uspokójcie się, jestem tylko protestancką dziwką", wyraźnie odnosząc się do Louise, znienawidzonej przez pospólstwo "katolickiej lisicy".

Mimo iż przez długi czas wrogowie spiskowali przeciw Louise, zdołała ona jednak pozyskać sobie sporą część dworzan. Ani doradcy monarchy, ani hierarchowie Kościoła anglikańskiego, ani nawet członkowie rodziny królewskiej nie umieli temu zapobiec. Dzięki osobistym wpływom i szpiegowskim talentom zdobyła wielką władzę. Stała się skutecznym "ambasadorem" Francji i dla jej spraw potrafiła zjednać wielu ministrów. Pisarz Charles de Saint-Évremond podsumował jej zasługi jednym zdaniem: "Francję połączyła z Anglią jedwabna wstążka opasująca kibić mademoiselle Kéroualle".

W ciągu trzech lat pobytu na dworze Louise otrzymała od Karola II trzy tytuły szlacheckie: baronowej Petersfield, hrabiny Fareham i księżnej Portsmouth, co częściowo zaspokoiło jej ambicję, bo mimo iż pochodziła ze zubożałej szlachty, nie chciała być traktowana jak zwykła dama dworu. Prócz tego Korona wypłacała jej więcej niż szczodre pensje - tylko w roku 1677 otrzymała dwadzieścia siedem tysięcy trzysta funtów, nie licząc drogocennych upominków.

Mimo zaszczytów i dobrych relacji z najpotężniejszymi osobami w Anglii chciała więcej i stale narzekała, że nie ma żadnego francuskiego tytułu arystokratycznego. W końcu, na prośbę Karola II, Ludwik XIV nadał jej tytuł parowski księżnej d'Aubigny. Natomiast jej syn Charles Lennox otrzymał później od ojca tytuł księcia Richmond.

Szach królowi

Louise bardzo dbała o to, aby nie splamił jej domniemany spisek papistów. Ksiądz anglikański Tytus Oates ujawnił rzekome sprzysiężenie, którego celem miało być zabicie króla i zastąpienie go jego bratem Jakubem, katolickim księciem Yorku. Rozpętało to antykatolicką histerię, w której wyniku w latach 1678-1681 zgładzono wielu niewinnych ludzi. Jednak nawet z tego niebezpieczeństwa Louise wyszła obronną ręką.

Swój ostatni wielki sukces osiągnęła podczas agonii Karola II, który zmarł 6 lutego 1685 roku. Postarała się go nakłonić, aby wypełnił klauzulę traktatu w Dover, i nim jeszcze było za późno, posłała do jego komnat ojca Johna Huddlestona, który udzielił monarsze ostatniego namaszczenia. Karol II przeszedł na katolicyzm na łożu śmierci i w ten sposób stał się pierwszym katolikiem panującym w Anglii od 1567 roku, gdy Marię I Stuart zmuszono do zrzeczenia się tronu Szkocji[4]. Był to prawdziwy szach królowi.

Mimo tego triumfu Louise musiała się poczuć upokorzona, gdy dowiedziała się, że król swoją ostatnią myśl poświęcił nie jej, lecz Nell Gwyn, prosząc, "aby nie pozwolono na to, żeby biedna Nelly cierpiała głód".

Nowy katolicki król Anglii, Jakub II, osobiście odwiedził Louise, zapewniając ją o swojej życzliwości i protekcji, które jednak nie trwały długo, albowiem w roku 1688 został on obalony i Korona ponownie przeszła w ręce protestantów - córki Jakuba, Marii (Maria II), i jej męża Wilhelma Orańskiego, który zasiadł na tronie jako Wilhelm III.

Po powrocie do Francji okazało się, że Louise utraciła swoje dawne wpływy, a zabłysnąć w towarzystwie już jej się nie udało. Wycofała się do swojego zamku w Aubigny, gdzie gnębili ją wierzyciele. W końcu Ludwik XIV, aby ją przed nimi chronić, przyznał jej stałą pensję. Ponownie wyjechała do Anglii w 1715 roku, w nadziei na zwiększenie swoich dochodów, jednak panujący wówczas Jerzy I odmówił jej uposażenia. Na szczęście jej majątek we Francji znacznie się powiększył, gdy w 1721 roku "w uznaniu jej wielkich zasług dla kraju" otrzymała sześćset tysięcy funtów.

Louise de Kéroualle zmarła w Paryżu 14 listopada 1734 roku w wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Filozof Voltaire, który poznał ją, gdy miała lat siedemdziesiąt, zobaczył "przyjemną i szlachetną twarz, której lata nie pozbawiły świeżości".

1 Od ok. 1620 roku Lucy była kochanką księcia Buckingham, jednak uczucia księcia znacznie się ochłodziły, gdy ten związał się z Anną Austriaczką (przyp. tłum.).

2 Henryk VIII, który pragnął ożenić się z Anną Boleyn, zabiegał u papieża o unieważnienie swojego poprzedniego małżeństwa z Katarzyną Aragońską. Papież Klemens VII, całkowicie zależny od siostrzeńca Katarzyny, cesarza Karola V, nie wyraził na to zgody. Mimo to monarcha się rozwiódł i ożenił ponownie, za co został obłożony ekskomuniką. Wówczas to, w roku 1534, angielski parlament uchwalił ustawy, które przypieczętowały rozłam z Rzymem i doprowadziły do powstania Kościoła anglikańskiego.

3 Po zaatakowaniu Holandii w 1672 roku Francja musiała stawić czoło poczwórnemu sojuszowi Brandenburgii, Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, Hiszpanii oraz Zjednoczonych Prowincji. Na mocy pokoju w Nijmegen, podpisanego w 1678 roku, Francja, kosztem Hiszpanii, pozyskała Franche-Comté.

4 Maria I Stuart została koronowana, mając siedem dni. Chociaż była katoliczką, starała się rządzić w kraju w większości protestanckim, ale dworskie intrygi zmusiły ją do ucieczki do Anglii. W 1587 roku została ścięta za udział w spisku mającym doprowadzić do pozbawienia tronu jej kuzynki Elżbiety I.

 

 

Dwa tysiące lat szpiegostwa kobiet

Zdecydowaną większość wojen, rewolucji zaplanowali i przeprowadzili mężczyźni, a zatem wydawać by się mogło, że również w wywiadzie przypadała im rola monopolistów. Nic bardziej mylnego.

Najbardziej znaną kobietą szpiegiem pozostaje legendarna Mata Hari, choć jej talenty wywiadowcze są więcej niż dyskusyjne. Ale nie tylko ona parała się tym rzemiosłem. Od starożytności aż do czasów współczesnych potężnemu światu tajnych służb kobiety oddawały nieocenione przysługi, kierując się najróżniejszymi motywami: patriotyzmem, obroną ideałów politycznych lub społecznych, chęcią zasmakowania przygody, miłością lub żądzą zemsty, strachem, pieniędzmi, pragnieniem władzy... Niektóre z nich były szpiegami przez krótki czas, inne działały przez całe dziesięciolecia.

Na stronach tej książki pojawi się wiele kobiet, które łączy pewna cecha wspólna, a mianowicie odwaga. Czy to na wyszukanych dworskich salonach, czy na polach krwawych walk ich historie splatały się z polityką, zdradą, miłością, namiętnością, a przede wszystkim z jakąś skrywaną tajemnicą.

Oprócz nielicznych wyjątków o kobietach szpiegach nie mówiono wcale albo idealizowano je w literackim bądź filmowym przekazie, otaczając legendą, która przesłaniała historyczną prawdę. A wszystko przez płeć. Dlatego przedstawienie tych heroin, opisanie ich prawdziwych bądź fikcyjnych dokonań wydaje się aktem dziejowej sprawiedliwości.

Jak próbowała wyjaśniać Marthe Richer, jedna z największych agentek XX stulecia, zawód szpiega:

jest zupełnie niepodobny do powszechnych o nim wyobrażeń, nie jest rzuceniem się w romantyczną przygodę, w której zagrożenie wyostrza przyjemność, ani zabawą w femme fatale, ani też odkrywaniem sekretów w zamian za góry złota. Szpiegowanie to przede wszystkim walka "tajnych służb", gdzie wszystko rozgrywa się w cieniu, a żołnierze giną w ciszy, jak w potrzasku.

Książka ta stara się udowodnić, że od stuleci kobiety nie stanowiły jedynie tła dla historii szpiegostwa, lecz w jego dziejach zapisały istotne rozdziały, z nawiązką potwierdzając swój profesjonalizm. Te, które tu przedstawiono, w żadnym razie nie wyczerpują obszernej listy znanych i nieznanych agentek, choć mogą uchodzić za reprezentatywne, potwierdzają jednak, że zarówno podczas wojny, jak i w czasach pokoju kobiety są nieodzowne dla dobrego funkcjonowania wywiadu.

 

 

Prehistoria szpiegostwa

Szpiegowanie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów i jest umiejętnością niezależną od płci. Posługiwały się nim społeczności wszystkich epok, świadome, jak ważna jest wiedza o działaniach i zamiarach bliźniego, o jego sile i słabościach. Od zawsze też odpowiednio ukierunkowana ludzka ciekawość służyła zorganizowanemu gromadzeniu informacji istotnych dla rywalizujących ze sobą państw i ośrodków władzy.

Drugi najstarszy zawód świata

Zwolennicy teorii, jakoby szpiegostwo było po prostytucji "drugim najstarszym zawodem świata", przekonują, że rozprzestrzenienie się tak fundamentalnych umiejętności jak krzesanie ognia czy konstrukcja koła było możliwe jedynie dzięki prymitywnemu systemowi wywiadu i "kradzieży" pomysłów.

Choć prehistoria w tym względzie w zasadzie nie pozostawiła po sobie śladów, można przypuszczać, że najdawniejsze społeczności chciały wiedzieć, jaką bronią dysponują ich potencjalni nieprzyjaciele, gdzie ją gromadzą i z czego wytwarzają. Od tego często zależało ich być albo nie być. Pozyskiwanie takich informacji o sąsiednich plemionach - zarówno przyjaznych, jak i wrogich - wymagało sporo czasu i... ludzi. Minęły wieki, zanim zwykłych zdrajców, którzy w zamian za korzyści dostarczali wrogowi informacji, czy szpiegów gotowych narazić się na niebezpieczeństwo, aby pomóc własnej wspólnocie, zastąpiły używane współcześnie systemy inwigilacji. Warto jednak tę historię opowiedzieć od początku.

Sztuka oszukiwania

W VI wieku p.n.e., zwanym w Chinach epoką przejściową, kiedy to wymieranie starych feudalnych dynastii spowodowało rozbicie kraju na niezależne państewka, filozof i strateg Sun Zi stworzył traktat zatytułowany Sztuka wojenna, w którym twierdził, że wojna jest "sztuką wprowadzania w błąd", a "szczytem wojennych umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki". Szczegółowo opisał, jak należy zorganizować struktury wywiadu, jak używać podwójnych agentów oraz dezerterów. Uważał, że wcześniejsze rozpoznanie może dać zwycięstwo każdemu władcy i że wiedzy tej "nie uzyska się od duchów, bogów czy gwiazd, lecz jedynie od osób znających dobrze sytuację wroga".

Sun Zi wyróżnił pięć rodzajów potencjalnych szpiegów: tych, którzy przynoszą informacje o przeciwniku (aktywnych); tych, którzy przebywają w obozie wroga (pasywnych); tych, którzy mieszkają w danej okolicy (miejscowych); urzędników nieprzyjaciela (wewnętrznych) i wreszcie pozyskanych (odwróconych) agentów przeciwnika.

Fenicjanie, naród kupiecki, którzy założyli wiele kolonii od Azji Mniejszej po Półwysep Iberyjski, kontrolę nad basenem Morza Śródziemnego zawdzięczali między innymi zakładanym w swoich portach świątyniom-burdelom. Służące w nich niewolnice (u Fenicjan kadesche, u Greków hierodule) pełniły dwojaką funkcję: zabawiały mężczyzn, jednocześnie wydobywając od nich informacje, niekiedy bardzo cenne, pozwalające wyprzedzać nadchodzące zagrożenie.

Trucicielstwo

Jeden z najbardziej wyszukanych systemów wywiadu istniał w starożytnych Indiach. Do najwybitniejszych mistrzów sztuki szpiegowania należał Ćanakja (ok. 350-283 r. p.n.e.), który pomógł dojść do władzy cesarzowi Ćandragupcie, założycielowi dynastii Maurja i twórcy pierwszego zjednoczonego imperium indyjskiego. Jako doradca i minister monarchy Ćanakja zorganizował służbę wywiadowczą, w której ważną rolę powierzył kobietom. Między innymi doskonalono je w sposobach zdobywania informacji o zachowaniu dworzan.

Bardzo często posługiwano się tak zwanymi visakanyas, pannami trucicielkami, których zadanie polegało na fizycznym eliminowaniu kłopotliwego przywódcy, choćby był nim nawet sam król - skórę tych szczególnych agentek, wybieranych spośród najpiękniejszych dziewcząt królestwa, nasycano trucizną, która przenosiła się na ciało ofiary przez dotyk. Niekiedy miały one jedynie za zadanie dodać truciznę do jedzenia lub picia i podać swej ofierze. Korzystano także z usług kobiet cierpiących na choroby weneryczne, a te po prostu zarażały politycznych przeciwników.

W starożytności szpiegostwo pojawiło się również w świecie łacińskim. Rolę wywiadu około 390 roku p.n.e. akcentował historyk rzymski Wegecjusz na kartach swego traktatu o strategii i taktyce Epitoma rei militaris (Zarys wojskowości), które to dzieło cieszyło się wielką popularnością aż po wiek XVIII.

Zza kotary

W świecie starożytnym szpiegowanie równało się zdradzie. Pionierzy wywiadu, których metody dziś wydają się prymitywne, poprzestawali zwykle na przenikaniu do obozów wojskowych lub sypialni, by podsłuchiwać prywatne rozmowy, których treść mogła okazać się ważna. W takich misjach kobiety były nieocenione - wystarczyło, że miały nieco intuicji, sprytu, no i pamięć, aby ich praca przynosiła oczekiwane rezultaty.

Jeśli wierzyć mitologii, bardzo ważnymi ośrodkami wywiadu były greckie wyrocznie i egipskie bądź azjatyckie świątynie, gdzie władcy zdążali w poszukiwaniu rady przed podjęciem ważnej decyzji. Z proroctwami, jakich udzielały im wprowadzone w stan transu wieszczki z takich wyroczni jak te w Delfach czy Erytrei, liczono się bardziej niż z najlepszymi strategami wojskowymi. Wieszczki nie tylko poznawały sekrety władców, lecz także mogły aktywnie wpływać na ich decyzje.

Przed dwoma tysiącami lat wodzowie i przywódcy polityczni, bez techniki, bez współcześnie nam znanych urządzeń, chcąc cało wyjść z zastawianych na nich sideł, zmuszeni byli radzić sobie inaczej. Archaiczny poprzednik ukrytego mikrofonu to przecież nic innego jak ucho nasłuchujące zza zasłony - metoda jakże odmienna, choć cel identyczny.

Wiele się mówi o wzbudzających postrach legionach wszechpotężnego imperium rzymskiego, za to niewiele wspomina o roli, jaką w jego powstaniu, ekspansji i długotrwałym istnieniu odegrał wywiad. Historycy rzymscy, uparcie twierdzący, że wojsko rzymskie nie zwyciężało wrogów podstępem, lecz dzięki lepszemu uzbrojeniu, mają zapewne rację - legiony przewyższały wszystkich przeciwników uzbrojeniem, taktyką, manewrowością i dyscypliną, lecz nie tylko ich przeciwnicy uciekali się do tajnych operacji. Rzymianie stosowali pełną gamę ówczesnych technik wywiadowczych, nieodzownych w każdej cywilizacji, jeśli ta chciała zapanować nad światem. Często posługiwali się niewolnikami, którzy przenikali na terytorium wroga w poszukiwaniu wysuniętych posterunków i wartowni, ustalając najdogodniejsze miejsca przepraw i pory ataku. Do dyskretnego podsłuchiwania ważnych rozmów znakomicie nadawali się służący.

Żadnych skrupułów nie miało też wielu senatorów, którzy wyłącznie dla własnych korzyści organizowali całe siatki informatorów - brak właściwego rozeznania w sytuacji mógł decydować zarówno o awansie, jak i o upadku ich kariery. A ponieważ każdy z liczących się rodów arystokratycznych dysponował własnym wywiadem, niełatwo było stworzyć jedną scentralizowaną służbę, która czuwałaby nad interesami cesarstwa.

W I wieku p.n.e. Juliusz Cezar rozkazał utrzymywać w ścisłym sekrecie skład stopu, z jakiego Rzymianie wyrabiali swoje złowrogie miecze, i zorganizował system kurierów biegłych w posługiwaniu się szyframi - wojskowe plany nie miały prawa wpaść w ręce wrogów. Z czasem samo utrzymanie się cesarza na tronie zaczęło być najistotniejsze, wobec czego większość działań wywiadowczych skoncentrowano w granicach imperium, na cesarskim dworze.

 

 

W imię wiary

Prawdopodobnie pierwsza operacja szpiegowska, o której zachowały się wzmianki pisane, odnotowana została w Starym Testamencie i odnosi się do XII wieku p.n.e. Prorok Jozue, który po śmierci Mojżesza miał doprowadzić Izraelitów do Ziemi Obiecanej i obmyślał w obozie Szittim sposób zdobycia Jerycha, wysłał tam dwóch zwiadowców, by zdobyli informację o sile wojskowej, nastrojach i wszystkim, co się działo za potężnymi murami miasta. Poprosili oni o nocleg nierządnicę Rachab, która nie tylko ich nie wydała, lecz także okazała wszechstronną pomoc - kiedy król Jerycha, dowiedziawszy się o przybyciu szpiegów, polecił ich aresztować, Rachab ukryła mężczyzn na dachu pod łodygami lnu, a później pomogła im opuścić się z okna po sznurze i poradziła, aby ukryli się w górach. W zamian za pomoc przyrzekli, że po zdobyciu miasta ona i jej rodzina będą oszczędzeni, a znakiem rozpoznawczym będzie czerwony powróz, który wywiesi z okna swego domu. Obietnica została dotrzymana. Gdy dźwięk trąb zburzył mury miasta i Jozue rozkazał zabić wszystkie żyjące w nim istoty: "mężczyzn i kobiety, młodzieńców i starców, woły, owce i osły", śmierci uniknęła jedynie Rachab wraz z bliskimi - wszyscy oni dołączyli do ludu Izraela.

Na pamiątkę biblijnej kolaborantki jej imieniem nazwano powstałą w 1989 roku komórkę podległą Federalnej Służbie Wywiadowczej RFN, która pozyskiwała informacje, uciekając się do piractwa komputerowego.

Dalila i potęga uwodzenia

Rachab nie była jedynym szpiegiem opisanym w Biblii. W tym samym XII wieku p.n.e., gdy lud Izraela popadł w niewolę Filistynów, w pokoleniu Dana żył Manoach wraz ze swą bezpłodną żoną. Jak opisuje Księga Sędziów, ukazał się jej anioł i zapowiedział, że urodzi syna, który przyjmie śluby nazireatu, a zatem nie będzie mu wolno pić alkoholu, obcinać włosów ani zbliżać się do zwłok, jeśli bowiem to uczyni, utraci swoją nadnaturalną siłę fizyczną, a to dzięki niej ma dokonać wielkich czynów.

Istotnie, Samson dokonywał czynów dla zwykłych ludzi niemożliwych: zabił gołymi rękami lwa, burzył domy, za pomocą oślej szczęki - jedynej broni, jaką dysponował - pokonał tysiące Filistynów. A ponieważ nadnaturalna siła stale im zagrażała, postanowili poznać tajemnicę Samsona. W tym celu posłużyli się piękną Dalilą, w której ten był szaleńczo zakochany, to jej powierzając misję wydarcia sekretu. Zapytany o źródło swej siły, Samson trzykrotnie próbował ukochaną zbyć kłamstwem, jednak za czwartym razem, zniewolony jej pięknem, strojem i zapachem perfum, otworzył swoje serce i wyznał prawdę. Kiedy zasnął, Dalila kazała ogolić mu głowę i jak potulnego baranka dostarczyła Filistynom, którzy oślepili siłacza i zmusili do poniżających prac. Ale czas mijał i włosy zaczęły odrastać. Gdy nadeszło święto boga Dagona, jeńca pokazano publicznie. Lecz Samson, odzyskawszy już dawną moc, powalił kolumny świątyni, grzebiąc pod jej gruzami siebie i trzy tysiące zgromadzonych tam Filistynów.

 

 

Szpiegostwo w średniowieczu

Prostytucja - broń obosieczna

W średniowieczu spotykamy się z wywiadem właściwym, czyli niejawnym zbieraniem informacji z zewnątrz, kontrwywiadem działającym w granicach własnego państwa oraz dezinformacją, a więc rozpowszechnianiem z pozoru wiarygodnych wiadomości, które faktycznie są fałszywe.

Jedna z bardzo częstych metod szpiegowania polegała na wykorzystywaniu prostytutek. Europa Zachodnia zinstytucjonalizowała nierząd, sankcjonując tzw. prostibulum publicum, czyli prostytucję publiczną uprawianą w burdelach, budowanych i zarządzanych przez władze. Kobiety pracujące w tych przybytkach zwykle pełniły dwojaką funkcję: zaspokajały żądze klientów i służyły władzy jako agentki wywiadu. Wojskowi i politycy mogli kupować tajne informacje nie tylko od nierządnic i nałożnic, lecz także od błaznów i trubadurów, należących na ogół do bliskiego otoczenia najpotężniejszych osób.

Na Półwyspie Iberyjskim szpiegostwo rozkwitło w XI i XII stuleciu, kiedy to obszar ten podzielony był między królestwa chrześcijańskie na północy i muzułmańskie taify na południu. W pierwszych wiekach istnienia Al-Andalus arabscy dygnitarze zatrudniali do pracy wywiadowczej chrześcijan, z kolei władcy chrześcijańscy werbowali muzułmanów, aby na terytoriach wroga mieć własnych informatorów.

W służbie króla

Najpóźniej od XIII wieku królowie Aragonii dysponowali siatką szpiegów obejmującą całe rozległe terytorium. Należeli do niej mężczyźni i kobiety, ludzie prości i arystokraci, którym powierzano konkretne zadania, wypełniane często pod przykrywką tak dyplomatów, jak i renegatów.

Jak wynika z zachowanych wielkich archiwów królewskich utworzonych w końcu XV wieku, liczba "zawodowych" szpiegów z lat 1460-1560 była większa niż we wszystkich pięciu poprzednich stuleciach. Ówczesne kroniki na ogół nie wymieniają jednak ich imion, po części dlatego, że byli to ludzie prości, po części ze względów bezpieczeństwa. Jest sprawą bezsporną, że w średniowieczu wielu europejskich władców właśnie kobietom powierzało zadania dyskretnego pozyskiwania informacji, trzeba było jednak jeszcze poczekać, by panie stały się ważnym elementem zorganizowanej agentury.