Kobiety od A do Z - Katarzyna Miller, Dariusz Janiszewski

Kup ebooka

36.90 zł
30.63 zł (30,26 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
.

Wła­śnie wzno­wiono u nas esej "Wła­sny po­kój" Vir­gi­nii Wo­olf w tłu­ma­cze­niu Agnieszki Graff. Ory­gi­nalna książka ma już 90 lat i do­ty­czy przede wszyst­kim sy­tu­acji ów­cze­snych ko­biet pi­szą­cych. Stała się fe­mi­ni­stycz­nym ma­ni­fe­stem, a za­warte w niej po­stu­laty wła­snej prze­strzeni do dzia­ła­nia i wy­na­gro­dze­nia, bez któ­rego nie ma nie­za­leż­no­ści, są wciąż ak­tu­alne. "Wła­sny po­kój" ujaw­nia pro­stą prawdę o ko­bie­tach - po­tra­fią się unie­za­leż­nić od męż­czy­zny i bar­dzo do­brze żyć.

Szkoda, że mimo upływu pra­wie stu lat ko­biety wciąż cza­sem re­zy­gnują z prawa do swo­jego miej­sca. Naj­czę­ściej w ro­dzin­nym miesz­ka­niu dzieci mają swoje po­koje, mąż ma ga­bi­net, a ko­bieta scho­dzi na dal­szy plan. Znam też wiele ko­biet, które po utra­cie pracy zo­stają w domu. Part­ner mówi im: "Nie mu­sisz pra­co­wać, ja się tobą za­opie­kuję", i one w to idą. A prze­cież praca to też moż­li­wość sa­mo­re­ali­za­cji, nie­za­leż­no­ści fi­nan­so­wej i kon­tak­tów z ludźmi poza do­mem. Pa­mię­tajmy, że spraw­dza się rów­nież jako le­kar­stwo na syn­drom pu­stego gniazda.

Dziś mo­żemy za­ob­ser­wo­wać współ­ist­nie­nie krań­cowo róż­nych po­staw ko­biet wo­bec au­to­no­mii. Mamy ko­biety świa­dome swo­ich po­trzeb, które po­tra­fią o nie dbać, za­wal­czyć, i ta­kie, które zwra­cają się w stronę tra­dy­cyj­nych ról i wzor­ców. Przy­po­mina mi to po­dział so­cjo­loga Da­vida Rie­smana na lu­dzi ze­wną­trz­ste­row­nych i we­wnątrz­ste­row­nych. Czyli tych, któ­rzy po­le­gają na in­nych, speł­niają cu­dze ocze­ki­wa­nia, bo nie mają wła­snych i nie do­stali do nich prawa, oraz ta­kich, któ­rzy de­cy­dują sa­mo­dziel­nie, ro­zu­mieją swoją war­tość jako nie­po­wta­rzal­nej jed­nostki. Chcia­ła­bym, żeby co­raz wię­cej ko­biet się tak czuło, żeby były prze­ko­nane o swo­ich moż­li­wo­ściach, war­to­ści i mocy.

Ko­bieta au­to­no­miczna jest ko­bietą bo­gatą we­wnętrz­nie, nie ogra­ni­cza się do roli matki, żony czy ko­chanki. Wie, co się na­około niej dzieje, i wy­biera to, co ją in­te­re­suje. Ob­cho­dzi ją świat i jej w nim rola. Ma swój głos i po­trafi go użyć. Kie­ruje się swo­imi po­my­słami, po­trze­bami, po­dej­muje de­cy­zje, ma świa­do­mość, że to, co robi, jest jej wy­bo­rem. Nie pyta: "Co ja dzi­siaj mu­szę?", tylko: "Czego ja dzi­siaj chcę, na co mam ochotę?". Może de­cy­do­wać się na kom­pro­mis, po­trafi ofia­ro­wać coś in­nym, nie re­zy­gnuje jed­nak z sie­bie bez prze­rwy. Daje so­bie prawo do błę­dów, nie uważa ich za ko­niec świata, tylko uczy się na nich. Sza­nuje wy­bory in­nych lu­dzi, nie wcho­dzi ni­komu na głowę. Nie wal­czy jak fu­ria o rze­czy nie­ważne, a o ważne po­trafi.

Naj­czę­ściej przy­cho­dzą do mnie ko­biety, które pró­bują sie­bie le­piej roz­po­znać, zo­ba­czyć, co można w ży­ciu, co im wolno. Bo im na wiele nie po­zwa­lano i te­raz same nie po­tra­fią po nie­za­leż­ność się­gnąć, szu­kają ko­goś, kto im na nią po­zwoli. To sku­tek wy­cho­wa­nia, a wła­ści­wie tre­sury, nad­uży­wa­nia dzieci naj­pierw przez ro­dzi­ców, a po­tem przez sys­tem edu­ka­cji. Krze­piące, że mimo ta­kich do­świad­czeń ko­biety po­szu­kują wol­no­ści. Bo prze­strzeń wol­no­ści można so­bie stwo­rzyć mimo opre­syj­no­ści sys­temu, w któ­rym się funk­cjo­nuje. Można być wol­nym na­wet w wię­zie­niu, cho­ciaż nie przy­cho­dzi to ła­two. Jak stwo­rzyć wła­sną prze­strzeń wbrew pa­triar­cha­towi? Choćby wy­brać za­wód, który się chce wy­ko­ny­wać, a nie ten, któ­rego chcą dla nas ta­tuś i ma­mu­sia, od­pu­ścić so­bie nie­po­trzebne za­da­nia, prze­stać speł­niać cu­dze ocze­ki­wa­nia i za­cząć się sie­bie py­tać, w jaki spo­sób chcę żyć, np. czy wciąż chcę być ze swoim part­ne­rem, przy­jaź­nić się z tymi ludźmi. I pró­bo­wać, spraw­dzać, zbie­rać wła­sne do­świad­cze­nia, to jest bar­dzo ważna rzecz.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki