.
Właśnie wznowiono u nas esej "Własny pokój" Virginii Woolf w tłumaczeniu Agnieszki Graff. Oryginalna książka ma już 90 lat i dotyczy przede wszystkim sytuacji ówczesnych kobiet piszących. Stała się feministycznym manifestem, a zawarte w niej postulaty własnej przestrzeni do działania i wynagrodzenia, bez którego nie ma niezależności, są wciąż aktualne. "Własny pokój" ujawnia prostą prawdę o kobietach - potrafią się uniezależnić od mężczyzny i bardzo dobrze żyć.
Szkoda, że mimo upływu prawie stu lat kobiety wciąż czasem rezygnują z prawa do swojego miejsca. Najczęściej w rodzinnym mieszkaniu dzieci mają swoje pokoje, mąż ma gabinet, a kobieta schodzi na dalszy plan. Znam też wiele kobiet, które po utracie pracy zostają w domu. Partner mówi im: "Nie musisz pracować, ja się tobą zaopiekuję", i one w to idą. A przecież praca to też możliwość samorealizacji, niezależności finansowej i kontaktów z ludźmi poza domem. Pamiętajmy, że sprawdza się również jako lekarstwo na syndrom pustego gniazda.
Dziś możemy zaobserwować współistnienie krańcowo różnych postaw kobiet wobec autonomii. Mamy kobiety świadome swoich potrzeb, które potrafią o nie dbać, zawalczyć, i takie, które zwracają się w stronę tradycyjnych ról i wzorców. Przypomina mi to podział socjologa Davida Riesmana na ludzi zewnątrzsterownych i wewnątrzsterownych. Czyli tych, którzy polegają na innych, spełniają cudze oczekiwania, bo nie mają własnych i nie dostali do nich prawa, oraz takich, którzy decydują samodzielnie, rozumieją swoją wartość jako niepowtarzalnej jednostki. Chciałabym, żeby coraz więcej kobiet się tak czuło, żeby były przekonane o swoich możliwościach, wartości i mocy.
Kobieta autonomiczna jest kobietą bogatą wewnętrznie, nie ogranicza się do roli matki, żony czy kochanki. Wie, co się naokoło niej dzieje, i wybiera to, co ją interesuje. Obchodzi ją świat i jej w nim rola. Ma swój głos i potrafi go użyć. Kieruje się swoimi pomysłami, potrzebami, podejmuje decyzje, ma świadomość, że to, co robi, jest jej wyborem. Nie pyta: "Co ja dzisiaj muszę?", tylko: "Czego ja dzisiaj chcę, na co mam ochotę?". Może decydować się na kompromis, potrafi ofiarować coś innym, nie rezygnuje jednak z siebie bez przerwy. Daje sobie prawo do błędów, nie uważa ich za koniec świata, tylko uczy się na nich. Szanuje wybory innych ludzi, nie wchodzi nikomu na głowę. Nie walczy jak furia o rzeczy nieważne, a o ważne potrafi.
Najczęściej przychodzą do mnie kobiety, które próbują siebie lepiej rozpoznać, zobaczyć, co można w życiu, co im wolno. Bo im na wiele nie pozwalano i teraz same nie potrafią po niezależność sięgnąć, szukają kogoś, kto im na nią pozwoli. To skutek wychowania, a właściwie tresury, nadużywania dzieci najpierw przez rodziców, a potem przez system edukacji. Krzepiące, że mimo takich doświadczeń kobiety poszukują wolności. Bo przestrzeń wolności można sobie stworzyć mimo opresyjności systemu, w którym się funkcjonuje. Można być wolnym nawet w więzieniu, chociaż nie przychodzi to łatwo. Jak stworzyć własną przestrzeń wbrew patriarchatowi? Choćby wybrać zawód, który się chce wykonywać, a nie ten, którego chcą dla nas tatuś i mamusia, odpuścić sobie niepotrzebne zadania, przestać spełniać cudze oczekiwania i zacząć się siebie pytać, w jaki sposób chcę żyć, np. czy wciąż chcę być ze swoim partnerem, przyjaźnić się z tymi ludźmi. I próbować, sprawdzać, zbierać własne doświadczenia, to jest bardzo ważna rzecz.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki