WSTĘP
Wrażliwość przechodzi dzisiaj rewolucję.
Cecha ta, jeszcze niedawno uznawana za oznakę niedojrzałości i egzaltacji, rozumiana jest już znacznie szerzej - jako wyjątkowy dar
czucia więcej i głębiej. Wyciąga się ją z dna szafy, zachęcając, by się
wreszcie nie wstydzić i zacząć szanować jej żywą obecność. Być wrażliwą
oznacza być skontaktowaną ze swoimi emocjami, nawet tymi nieznośnymi jak
wstyd. Ale też odważną, bo okazanie jej w czasach tak mało wrażliwych
jest aktem pewności siebie, wysokiego poczucia własnej wartości. Nie
mając go, człowiek udaje, że jego wrażliwość nie istnieje, nakłada na
twarz maskę obojętności, gniewu, pozornego opanowania. W środku zaś jego
wrażliwość niczym małe dziecko łka i domaga się uwagi, poświęcenia jej
chwili, zatrzymania się w tym pędzie, jaki narzuca świat.
STOP. Stań i posłuchaj siebie. Zadaj sobie pytanie, gdzie w ciele lokują
się twoje emocje. Nad czym płaczesz po cichu, co cię wzrusza, co
zaprząta twoją uwagę. Tak my, terapeuci, szukamy u pacjentów ich
osobistej wrażliwości. Powoli i ostrożnie, zdając sobie sprawę, że
jakikolwiek fałszywy ruch może sprawić, że osoba wycofa się, schowa
swoją delikatną cząstkę JA i znowu ukaże obojętne, chłodne oblicze.
Skrywanie wrażliwości, udawanie, że nic nas nie dotyka, nie stymuluje
nadmiernie, że jesteśmy odporne na hejt, krytykę, niesprawiedliwość, to
często nasza próba okiełznania uczuć i prezentowania siebie z pozycji
siły - jestem twarda i niewzruszona jak kamień. Mnóstwo osób, o których
myślę, kiedy mówię wrażliwość, to właśnie te z pozoru dziarskie,
bezwzględne, które poranione cząstki siebie chowają na dnie serca. Mój
gabinet odwiedzają kobiety mówiące: "Pani Kasiu, muszę coś ze sobą
zrobić, bo czuję za bardzo". Wyliczają, że za bardzo kochają, za bardzo
się martwią, za bardzo się irytują, innymi słowy: za bardzo czują.
Pragną, żebym "to" od nich zabrała, żebym je znieczuliła na emocjonalne
sytuacje życiowe. Zazdroszczą osobom z maskami obojętności na twarzach.
One też chciałyby nakładać takie maski, ale nie potrafią, bo ich
wrażliwość jest trudna do okiełznania. Bywają i takie historie, w których wrażliwości nie mogą już znieść ani kobieta, ani jej otoczenie.
Kiedy jest tak destrukcyjna, że rujnuje emocjonalnie, zabiera radość
życia - bo kobieta nadwrażliwa ciągle przeżywa, ciągle się czymś
denerwuje, każdy bodziec wytrąca ją z równowagi. Cierpi niewspółmiernie
do sytuacji.
"Czuć za bardzo" - to sformułowanie może brzmieć pejoratywnie i oceniająco. Tak niestety często myślą o sobie kobiety, ale też ich
bliscy - zupełnie jakby wrażliwość dało się zmierzyć za pomocą miarki.
"Czuć za bardzo" oznacza więc dla niektórych czuć przesadnie albo zbyt
egzaltowanie. Można też rozumieć czucie za bardzo jako doświadczanie
intensywniejszego odbierania bodźców, doświadczanie życia w pełni, na
pogłębionym poziomie, wnikanie całą sobą w różne sytuacje życiowe.
Niniejszą książkę oparłam na własnych refleksjach dotyczących kobiecego
uwrażliwienia. Przyglądam się tu pojęciu wysokiej wrażliwości i różnym
jej komponentom. Dlaczego? Dlatego że wysoka wrażliwość to cecha aż 20
procent społeczeństwa. Mimo licznych badań oraz analiz wciąż jednak tak
mało ją rozumiemy i rozwijamy. Wciąż się jej wstydzimy, a czasem wręcz
żałujemy, że ją mamy. Zwłaszcza my, kobiety. Niektóre z nas fantazjują,
że wiele spraw wyglądałoby inaczej, gdyby nie ta wyjątkowa czułość na
bodźce, tak bardzo utrudniająca życie w świecie "zdominowanym przez
niskowrażliwców", jak to kiedyś powiedziała jedna z moich pacjentek.
Koncepcje wyjaśniające wysoką wrażliwość, na których oparłam tę
publikację, nadają jej znaczenie i rangę, pokazują, jak olbrzymią może
być wartością, jeśli potrafimy właściwie się nią zaopiekować i umiejętnie o siebie zadbać. Cecha ta jest w moim przekonaniu darem -
intuicją, umiejętnością przeczuwania, wyczuwania, przenikliwego
rozszyfrowywania zamysłów innych ludzi. Podejrzewam, że wysoka
wrażliwość mogła być domeną kobiet uznawanych w średniowieczu za
czarownice. Współcześnie może się kojarzyć z magicznymi zdolnościami, bo
osoby nią obdarzone dostrzegają to, co umyka nisko i przeciętnie
wrażliwym: mikrogesty, drobne zmiany w mimice, intencje rozmówców. Ceną
za tę spostrzegawczość jest jednak nadwrażliwość na bodźce sensoryczne,
na dźwięk, dotyk, smak, zapach, co bywa wyczerpujące, zwłaszcza gdy
osoba wrażliwa usiłuje się dopasować do świata, gdy nie akceptuje i nie
rozumie siebie i własnych potrzeb, gdy nie wie, jak mogłaby sobie pomóc
w chwilach przestymulowania.
Mam nadzieję, że ta książka pozwoli przyjrzeć się własnej wrażliwości z większą uwagą i empatią. Że zainspiruje do zatroszczenia się o swoje JA.
Że rozwieje mity dotyczące wrażliwości - kojarzenie jej z nieśmiałością,
infantylnością, dziwacznością czy egzaltacją. Że pomoże podnieść
poczucie własnej wartości, często zaniżone na skutek interakcji z nisko
wrażliwym środowiskiem i prób dostosowania się do niego. Być wysoko
wrażliwą dziewczyną wcale nie jest łatwo. Każdy dzień to wyzwanie,
ponieważ współczesne tempo życia jest tak szybkie, że nadążają niemal
wyłącznie osoby nisko wrażliwe. Mało kto zastanawia się, jak w danej
sytuacji, na przykład tłumnych protestów na ulicach, odnajdą się ludzie
wysoko wrażliwi, a przecież czują się oni często zupełnie inaczej niż
pozostali - zagubieni, przytłoczeni, a czasem nawet pełni obaw.
Początkowo wydawało mi się, że ta książka będzie opowieścią o innych
kobietach, bo nie definiowałam siebie jako wysoko wrażliwej. Tak
myślałam, niechętna temu, by przyglądać się pod własnym kątem koncepcji
osób wysoko wrażliwych autorstwa dr Elaine Aron. Dzień po dniu docierało
do mnie jednak, że cechy, które widziałam w sobie jako słabości (na
przykład to, że nie znoszę tłumów, hałasu i intensywnych perfum) oraz
jako talenty (umiejętność słuchania i analizowania czyichś przeżyć),
wynikają m.in. z wysokiej wrażliwości. Było to dla mnie odkrywcze i przebudzające. Wskazało mi bowiem ważny kierunek - że tak naprawdę część
z nas może nie rozumieć, dlaczego tak trudno się żyje we współczesnym
świecie, dlaczego głęboko przeżywamy coś, na co inni nie zwracają uwagi.
Dzięki koncepcji wysokiej wrażliwości można już zrozumieć, dlaczego nasi
przyjaciele nie widzą tak dla nas jasnych i oczywistych sygnałów, gdy w towarzystwie pojawia się osoba z nieuczciwymi zamiarami.
Jestem głęboko wdzięczna, że pisząc tę książkę, mogłam się inspirować
doświadczeniami wielu wysoko wrażliwych kobiet, które podzieliły się ze
mną swoimi poruszającymi historiami. Chcę im bardzo podziękować za
wszystkie prywatne, intymne opowieści, które pomogły mi w pełni
zrozumieć tę cechę. Pragnę też wyrazić swoją największą wdzięczność
wszystkim kobietom, które wsparły mnie w pisaniu tej książki -
ekspertkom, które goszczą na jej łamach, oraz moim przyjaciołom, dzięki
którym sama będąc wysoko wrażliwa, mogę spokojnie żyć w świecie czasami
tak bardzo przytłaczającym intensywnością bodźców.
Być może słyszałaś wielokrotnie, że jesteś
zbyt wrażliwa, dziwna, że powinnaś się dostosować do tempa współczesnego
świata. Ten świat oferuje nam wiele intensywnych doznań, ale skoro inni
funkcjonują w nim bez szkody dla siebie, ty także mogłabyś się tego
nauczyć. Choć jest ci trudno, być może zaciskasz zęby i zmuszasz się do
aktywności, które zupełnie ci nie pasują, jak na przykład uczestniczenie
w głośnych imprezach masowych. A może doszłaś do skrajności i zaczęłaś
się izolować od swoich przyjaciół w poczuciu niedostosowania do reszty?
Dziewczyny o wysokiej wrażliwości, szukając dla siebie przestrzeni
życiowej, niejednokrotnie nadszarpują własne emocjonalne granice. Chcą
się dopasować do standardów świata zdominowanego przez ludzi przeciętnie
wrażliwych lub z wrażliwością stłumioną, wypartą do nieświadomości.
Często im się to udaje. Wykonują swoje zadania, bezbłędnie wtapiając się
w otoczenie. Radzą sobie z życiem podobnie jak umiarkowanie wrażliwa
pani Kowalska. Różnica jest taka, że płacą bardzo wysoką cenę za
dopasowanie się do reszty. Forsują własne granice, więc po zbytnio
obciążających aktywnościach czują się tak jak osoba bez kondycji, która
przebiegła półmaraton. Są zmęczone, wyczerpane, nie mogą złapać tchu.
Kręci im się w głowie. W hałasie pochwał czują się osamotnione i odosobnione. Bo owszem, udało się, wygłosiły na przykład świetną
prezentację, ale czują się po niej fatalnie. Nie tyle nawet po samej
prezentacji, ile później: kiedy przyjmują gratulacje, podają rękę,
odpowiadają na pytania publiczności. Bezpośredni kontakt z tak dużą
ilością bodźców wywołuje w nich bowiem nieznośne poczucie przytłoczenia
i niepewności. Te uczucia nierzadko przewyższają dumę i zadowolenie z siebie.
Są też takie dziewczyny, które zrezygnowały z dostosowania się i starają
się żyć po swojemu, chociaż czują swoją odmienność, gdy porusza je
łagodna muzyka, a piękny widok z okna na ośnieżone szczyty Tatr
przyprawia o gęsią skórkę, a nawet łzy wzruszenia. Czasami żyją trochę
wolniej, bo wyłapywanie zmysłami otoczenia niezmiernie je pochłania.
Dzięki temu doświadczają więcej. Na przykład przebywając z obcą osobą w pomieszczeniu, szybko wyczuwają jej intencje. Dlaczego? Dlatego że
rozróżniają szczegóły, mikrogesty, drobne zmiany mimiki dla wielu
kompletnie niedostrzegalne. Potrafią odczytywać emocje ludzi, więc dla
przyjaciół bywają wyrocznią - zwykle ich spostrzeżenia o innych są
trafne i trudno uchwytne dla przeciętnie wrażliwych. Często też
bezbłędnie potrafią wyłapywać z przestrzeni to, co kluczowe, i właściwie
nazywać klimat danej sytuacji, miejsca czy panującej atmosfery.
Wrażliwość zatem jest cechą nieoczywistą i trudną do zakwalifikowania.
To zaleta czy wada? Czy takim ludziom - wysoko wrażliwym - żyje się
lepiej, czy jednak gorzej? Jak sprawdzają się w roli szefów, rodziców,
kochanków? Czy można się nauczyć od nich tej uważności na świat? Czy ich
samych można nauczyć funkcjonowania w świecie pełnym doznań, tak aby nie
musieli tego odchorowywać? To pytania, które zadałam sobie, gdy pierwszy
raz dowiedziałam się o istnieniu koncepcji wysokiej wrażliwości. Było to
kilka lat temu, kiedy zaczęłam interesować się postacią dr Elaine Aron.
To ona, bazując na swoich osobistych doświadczeniach i badaniach
przeprowadzonych w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, opisała i wypromowała pojęcie wysokiej wrażliwości w książce Wysoko wrażliwi. Jak
funkcjonować w świecie, który nas przytłacza1. Ale wcale
nie była pierwszym psychologiem, który pochylił się nad zjawiskiem
szczególnego uwrażliwienia. Już Carl Gustav Jung w latach
pięćdziesiątych opisał specyfikę tego stanu emocjonalnego, sugerując, że
niemal 25 procent światowej populacji wyróżnia się ponadprzeciętnym
poziomem uwrażliwienia na docierające zewsząd bodźce. Jung stanowczo
podkreślał przy tym, że nawet bardzo wysoki poziom wrażliwości nie
świadczy o żadnej chorobie ani niedomaganiach emocjonalnych, a jest po
prostu jedną z cech charakteru człowieka - zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
Mimo że książka ta traktuje o wrażliwości kobiecej, już na samym wstępie
muszę zaznaczyć, że mężczyźni w podobnym stopniu doświadczają wysokiej
wrażliwości i jej konsekwencji społecznych. Cecha ta jednak w ich
przypadku wiąże się z pewnymi kłopotami, ma inne tło. Przede wszystkim
wrażliwi mężczyźni stykają się z większą agresją i odrzuceniem. Ponieważ
stereotypowo wrażliwość przypisywana jest kobietom, mężczyzna wrażliwy
posądzany jest zwykle o bycie (cyt.) "zniewieściałym, delikatnym jak
dziewczyna lub niemęskim". Te sformułowania i idący za nimi ostracyzm
sprawiają, że większość mężczyzn głęboko ukrywa swoje czułe JA.
Wybrzmiewa ono potem różnorako. Wysoko wrażliwi mężczyźni uczą się
egzystować w stereotypowo męskim świecie, jedynie w samotności zdobywają
się na ekspresję swojej wrażliwości. Ci, którzy mają jej ogromne
pokłady, a równocześnie nie tolerują tej części JA, nierzadko zapadają
na zdrowiu psychicznym - zmagają się z depresją albo uzależnieniami.
Jako psychoterapeutka często spotykam ich w gabinecie. Pełnych niechęci
do siebie, zirytowanych własną niewydolnością i całkowicie odciętych od
swoich uczuć. Owo odcięcie może nawet przybierać formę nadmiernej
kompensacji. Co to znaczy? Że próbują ukryć swoją delikatność
emocjonalną zachowaniem aż nad wyraz znieczulonym i niewrażliwym.
Przykrywają ją agresją, wrogością lub też nieustępliwymi standardami
narzucanymi sobie i innym. Praca z takim pacjentem to duże wyzwanie, bo
żeby mężczyzna "przyznał się" do swojej wysokiej wrażliwości i otworzył
na rozmowę o miękkich uczuciach, musi nabrać naprawdę dużego zaufania do
terapeuty. Bywa, że proces ten trwa całymi miesiącami.
Z kobietami jest trochę inaczej. Nasza wysoka wrażliwość jest społecznie
bardziej akceptowana niż męska i może trochę łatwiej nam o niej
opowiadać i ją w sobie zaakceptować. Marne to jednak pocieszenie, gdy
świat, który nie przytłacza koleżanek, nas przyprawia o zawrót głowy.
Ponieważ wysoka wrażliwość to nie choroba, a i jej definicje są dość
nieostre, kobiety codziennie borykają się z próbą przekazania innym, jak
by chciały być traktowane i czego potrzebują od ludzi w związku ze swoją
delikatnością emocjonalną. I często uderzają głową w mur, bo świat
jeszcze nie do końca rozumie, czym jest wrażliwość, szybko ocenia je
jako przesadnie rozczulające się nad sobą.
Kim więc są kobiety, które czują za bardzo? Czy bycie kobiecą nie polega
właśnie na byciu uwrażliwioną? W kwestii wrażliwości kobiet narosło
wiele krzywdzących mitów i nieporozumień. Najgorszy z nich to ten, że
kobiety takie już są z natury, że się wszystkim za bardzo przejmują i zbyt wiele biorą do siebie. Że są histeryczkami, w których zaklęta jest
rozkapryszona, wzruszająca się byle czym dziewczynka. Te wrogie i nieprzyjazne określenia lokują wrażliwość na tej samej półce co
niedojrzałość, infantylność czy też nieumiejętność panowania nad
emocjami. W języku potocznym właśnie tak ludzie definiują uwrażliwienie.
Przyczynia się to do wewnętrznej stygmatyzacji osób wysoko wrażliwych (w książce będę się posługiwała skrótem OWW), które nierzadko postrzegają
siebie jako nieprzystosowane, niedające rady, niespełniające standardów
społecznych. Narzucony przez współczesną kulturę pęd życia przytłacza i sprawia, że przez całe lata funkcjonują nieszczęśliwe i zagubione. OWW
nie potrafiąc dostosować się do wymogów otoczenia, ma nawet poczucie, że
cierpi na niezdiagnozowane zaburzenia osobowości, dlatego odwiedza
gabinety terapeutów, licząc, że ci poradzą, jak nauczyć się "normalnego"
funkcjonowania.
Kiedy na swojej drodze spotykam pacjentki charakteryzujące się wysoką
wrażliwością, słyszę od nich przeróżne diagnozy, które sobie stawiają,
próbując dociec, co im dolega, co sprawia, że czują wewnętrzną
odmienność. Kiedy wreszcie poznają pojęcie wysokiej wrażliwości, doznają
ulgi. Ulgi, że ktoś to fachowo opisał, że wiele osób tak ma, że są
sposoby na radzenie sobie z trudnościami i że (co najważniejsze)
wszystko z nimi w porządku. Jedna z moich pacjentek określiła kiedyś tę
cechę w taki sposób: "Widzę świat zbyt jaskrawie, co mnie czasem męczy,
bo jest zbyt rażący, ale innym razem, gdy mieni się kolorami, to raduję
się, że widzę je bardziej intensywne niż inni". To piękna definicja
wrażliwości sensorycznej. Gdyby ją jednak ująć bardziej "klinicznie", to
miałaby taki kształt, jaki opisuje psychoterapeutka specjalizująca się w pracy z OWW Mel Collins: "Osoba wysoko wrażliwa przetwarza emocje
głębiej niż przeciętny człowiek i często dłużej w nich pozostaje. Jest
refleksyjna i ma tendencję do popadania w zadumę. Może być także
bardziej reaktywna na sytuacje, jakie zdarzają się w jej życiu. Silnie
współodczuwa emocje ludzi, których ma dookoła siebie, zarówno dobre, jak
i złe. Wyłapuje niuanse w zachowaniu innych i jest wysoce empatyczna.
Ale drażni ją nadmierna stymulacja, duża ilość bodźców. Ma niską
tolerancję na hałas i gwar. Jeśli jej układ nerwowy jest
przestymulowany, czuje się przytłoczona i dziwnie
pobudzona"2.
Kobieta wysoko wrażliwa głęboko doświadcza świata wszystkimi zmysłami.
Dzięki temu, że jest tak uważna na szczegóły, może mieć bardzo dobrą
intuicję, która nie jest paranormalną cechą, tylko wynika z wrażliwości
sensorycznej.
Hej, możesz zawołać, mi też raz po raz pęka głowa od nadmiaru bodźców, a przecież nie jestem wysoko wrażliwa! Niewykluczone. Zdaniem Mel Collins
wszyscy ludzie czasami czują się tak, jakby byli OWW. Kiedy jesteśmy
zmęczone, mamy gorszy humor albo wahania hormonalne, to byle dźwięk może
nas przyprawić o kołatanie serca. Kojarzysz ten moment, gdy jesteś mocno
skupiona, a tu nagle komuś obok ciebie talerz wypada z rąk i rozbija się
na terakocie albo twój pies znienacka zaczyna szczekać, aż podskakujesz
na fotelu? Takie nieoczekiwane dźwięki od czasu do czasu wszystkich nas
drażnią i wyprowadzają z równowagi, ale nie przeżywamy tego stanu
permanentnie. Osoba wysoko wrażliwa natomiast takiego typu rozdrażnienia
doznaje praktycznie codziennie, zmagając się ze światem.
CO ROZGRYWA SIĘ W MÓZGU OSOBY, KTÓRA CZUJE ZA BARDZO
Tytuł tego podrozdziału wzbudza we mnie lekki sprzeciw, bo żeby ująć
tematykę kompletnie, powinnam go przeformułować na: Co się dzieje w mózgu, sercu i ciele osoby wrażliwej. Jako że wysoka wrażliwość nie jest
chorobą, lecz cechą osobowości, zacznę od tego, że wszystkie narządy
wewnętrzne OWW działają sprawnie, jeśli nie toczy ich inna, niezwiązana
z naszym zagadnieniem choroba. Badania przeprowadzone przez dr Elaine
Aron wskazują jednak na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu
osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. Dr Aron, jako
pionierka pracy naukowej nad wysoką wrażliwością, wiedziała, że aby jej
teoria została potraktowana poważnie, musi opierać się na istotnych
badaniach klinicznych. Same obserwacje i wywiady z osobami czującymi
podobnie nie wystarczyłyby do tego, aby stworzyć tak potężną teorię.
Dlatego dr Aron wraz z mężem podjęła się zbadania aktywności mózgu z użyciem funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego
(fMRI). Małżeństwo chciało przyjrzeć się dokładnie, w jaki sposób
ośrodkowy układ nerwowy reaguje na docierające do niego bodźce z zewnątrz. Eksperymenty badaczy udowodniły, że 15-20 procent populacji
reaguje z dużo większą wrażliwością niż przeciętna. Tak wyglądał
początek odkrywania tej cechy osobowości człowieka. Do dziś
przeprowadzane są liczne analizy sprawdzające wysoką wrażliwość w odniesieniu do innych cech. Naukowcy z całego świata publikują swoje
wyniki na stronie www.hsperson.com.
Zbierając je w całość, wysnuwają dziś cztery główne wnioski dotyczące
specyfiki funkcjonowania układu nerwowego osób wysoko wrażliwych. Oto
one:
Mózg osoby wysoko wrażliwej w odmienny sposób reaguje na dopaminę
Dopamina jest neuroprzekaźnikiem uwalnianym z zakończeń nerwowych układu
współczulnego i rdzenia nadnerczy. Znajdziemy ją w obwodowym i ośrodkowym układzie nerwowym. W istotny sposób wpływa na psychikę -
przede wszystkim zwiększa motywację do działania i powoduje, że człowiek
ma więcej energii i chęci do życia, do tworzenia. Dopamina najpierw
popycha nas do działania, a następnie odpowiada za błogie poczucie
zwycięstwa. Reguluje motywację do poszukiwania zewnętrznych bodźców
wzmacniających. "Z punktu widzenia dopaminy posiadanie nie jest
interesujące. Liczy się tylko zdobywanie. Jeśli mieszkasz pod mostem,
dopamina sprawi, że zapragniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda
od ciebie domu. Gdybyś zamieszkał w najdroższej rezydencji na Ziemi,
wzbudziłaby pragnienie zamku na Księżycu. Dopamina nie zna miary dobrego
i nie wie, co to linia mety" - wyjaśniają Daniel Z. Lieberman i Michael
E. Long, autorzy książki Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny
dopalacz3.
Dowiedziono, że osoby wysoko wrażliwe są mniej łase na nagrody
zewnętrzne niż osoby o umiarkowanym poziomie wrażliwości. Oznacza to, że
wizja nagrody nie jest dla nich na tyle kusząca, by uporczywie za nią
podążały. Bardziej w ich stylu jest uważne przetwarzanie informacji,
przyglądanie się różnym zjawiskom w powolnym skupieniu. Przez to zwykle
bywają dokładniejsze i bardziej sumienne, nie mają tak silnej potrzeby
rywalizacji, nie są nigdy ślepo nastawione na wygraną. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie dwie siostry (Wiolę - wysoko wrażliwą i Natalkę - nisko wrażliwą), które starają się o udział w olimpiadzie
matematycznej i w ramach przygotowań z zapałem rozwiązują kolejne
zadania. Dziewczynka wysoko wrażliwa, choć równie pilnie przykłada się
do zadań, nie jest tak podekscytowana wizją prestiżu olimpijskiego jak
jej nisko wrażliwa siostra, która fantazjuje o podium i wyobraża sobie
wygraną, co ją bardzo pobudza. Silne pobudzenie nie zawsze dobrze działa
na koncentrację i uważność potrzebne do prawidłowego przetwarzania
informacji. Dlatego w efekcie niewykluczony byłby scenariusz, że to ta
pierwsza poradziłaby sobie z zadaniami lepiej, gdyż sytuacja nie byłaby
dla niej wysoce stymulująca, więc mogłaby się lepiej skupić niż siostra.
Ale nie jest to takie proste - bo gdyby zadania były rozwiązywane w dużej sali, hałaśliwej, z setką nastolatków, to otoczenie działałoby na
Wiolę - wysoko wrażliwą - przytłaczająco i dekoncentrująco.
Nadmiar wrażeń i pobudzenia są dla OWW niezwykle energochłonne i mogą
bardzo wytrącać z rytmu. Osoba wrażliwa, żeby pracować wydajnie, musi
mieć zapewnioną przestrzeń odbodźcowaną. Dlatego sporo wrażliwych osób
ceni sobie pracę zdalną, pracę w małych firmach, gdzie nie ma wielu osób
dookoła. Co prawda jeśli wykonują zawód, którego nie da się uprawiać w pojedynkę, i tak z reguły radzą sobie z zadaniami, ale koszt, jaki
ponoszą, jest bardzo duży.
Warto, żeby wybrzmiała tu kluczowa uwaga: przestymulowanie, jakiego
bardzo często doświadczają osoby o wysokiej wrażliwości, jest
utrudnieniem, ale nie uniemożliwia wykonywania różnych zawodów.
Popularna piosenkarka rockowa Alanis Morissette, osoba z pierwszych
stron gazet, stymulowana zewsząd, jest jedną z najbardziej znanych na
świecie wysoko wrażliwych kobiet. Jej kariera w niczym nie odbiega od
kariery ekstrawertycznych gwiazd popkultury. Ale ze względu na swoją
cechę płaci ona wyższą cenę za tę nadmierną dla jej ośrodkowego układu
nerwowego stymulację i potrzebuje statystycznie więcej czasu, żeby się
zregenerować.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Elaine N. Aron, Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza, przeł. D. Rossowski, J. Biecki, Feeria 2017. [wróć]
Mel Collins, The Handbook for Highly Sensitive People: How to Transform Feeling Overwhelmed and Frazzled to Empowered and Fulfilled, Watkins Publishing 2019. [wróć]
Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long, Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz, przeł. J. Irzykowski, Feeria Science 2019, s. 64. [wróć]