Kobieta z okna opowiadanie erotyczne - Robert Ren

Kup ebooka

3.99 zł
3.19 zł (0,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Mam na imię Agata, niedawno skończyłam trzydzieści dziewięć lat. Od dwunastu lat jestem rozwódką samodzielnie wychowującą trójkę dzieci: dwie córki i syna. Cała ta czeredka jest już pełnoletnia, a starsza z córek już nawet w pełni samodzielna. Byłego męża, który zaczął mnie zdradzać chyba już podczas mojej pierwszej ciąży, pogoniłam niestety dopiero po tym, jak zrobił mi trzecie dziecko.

Nie będę rozwodziła się na trudami samotnego rodzicielstwa, przeskoczę od razu do puenty, która brzmi: dałam radę. Zdobyłam wykształcenie, żadne z dzieci się nie wykoleiło, osiągnęłam bez niczyjej pomocy stabilizację życiową, w tym własne mieszkanie (co prawda, w kredycie) i małą firmę w branży obrotu nieruchomościami, która zdążyła zdobyć już jako taką renomę.

W jednym przez cały ten czas byłam konsekwentna: żadnego faceta, przynajmniej dopóki dzieci nie dorosną. Kiedy jednak mój syn - najmłodszy z całej trójki - skończył osiemnaście lat, naszła mnie myśl, że może warto by skończyć z tym całym celibatem.

"Jestem jeszcze przed czterdziestką" - pomyślałam. "Jeśli nie teraz, to kiedy?"

Nie powiem, żebym przez te wszystkie lata była absolutnie święta, zwłaszcza że natura obdarzyła mnie sporym temperamentem i ta trójeczka przecież nie pojawiła się na świecie przez przypadek. Były to jednak relacje powierzchowne, z "krótkim terminem ważności", ucinane bez sentymentu, gdy jakiś romantycznie usposobiony "dostawca zdrowotnych orgazmów" zbyt się "zadomawiał". A od dobrych trzech lat panowała w tej sferze chemicznie czysta posucha.

No ale nadszedł ten moment, że i ostatnie dziecko wydoroślało (przynajmniej formalnie), ja weszłam w obiecujący deal biznesowy, który otwierał nowe perspektywy przed moją firmą, a brak bliskich kontaktów z rodzajem męskim zaczął mi już nieco doskwierać. Te trzy elementy splotły się w jeden węzeł, a ten zaowocował zdarzeniami, do których opisania się tu zbieram.

***

Wnętrze samochodu wypełniał nasz ryk i zapach alkoholu. Siedząca za kierownicą Marta żartowała, że w razie kontroli alkomat wykaże, że jest pod wpływem od samego tylko wdychania oparów unoszących się w powietrzu. Hubert znał mnóstwo piosenek i naprawdę świetnie śpiewał. Ja starałam się dotrzymać mu kroku, tylko gdy wykonywał takie ogólnie znane piosenki, Marta zaś głównie wtórowała nam swoim cudownym, perlistym śmiechem, od czasu do czasu tylko podchwytując pojedyncze frazy.

Nie bawiłam się tak dobrze chyba od czasów studenckich. Bez żenady ciągnęłam jacka danielsa prosto z butelki, śmiałam się i śpiewałam, przyjmując dość swobodne pozy na tylnym siedzeniu.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.