Prolog
- Wyłącz latarkę, nie chcę, żeby ktoś nas zobaczył - mówi ojciec.
Ciemny las wygląda upiornie, ramiona drzew wychylają się, by nas nastraszyć. Silny wiatr kołysze sosnami, świerki wydają grymas bólu, a modrzewie osypują nas szyszkami. Znam tętno tego miejsca, jego nastroje i dąsy, od zawsze wiedziałem, że przyjdzie nam zapłacić cenę za to, co robimy.
- Zapamiętałeś drogę? Wiesz, pod którym drzewem?
- Tak, tato. Na drzewie jest znak krzyża.
Dwunastoletni ja stoi jak zaklęty, patrząc na ojca i czując niepokój. Zawartość reklamówki, która ląduje w wykopanym dole, jest mi obca. Ale po reakcji taty wiem, że to coś ważnego.
Trzaski z lewej wybijają mnie z zamyślenia; rozglądając się nerwowo, czuję, jak zło czai się za drzewami. Jego macki odchylają gałęzie, by dostrzec to, co chcemy schować przed całym światem.
Tata przeklina pod nosem, korzenie i kamienie utrudniają mu kopanie.
- Przyświeć tutaj - szepcze łagodnym tonem.
Słup światła rozbłyska, przeganiając ciemność. Niebo zsyła na nas nieśmiały deszcz. Na mojej dłoni odbijają się drobne krople.
- Kurwa, jeszcze padać zaczęło - wścieka się ojciec.
Udaję, że przekleństwo nie robi na mnie wrażenia. Osłuchałem się z łaciną przez minione wakacje.
Chłód otula mnie niczym jesienny koc. Zaczynam się trząść, mokra koszulka przywarła do mojego ciała.
Przecieram wilgotne czoło, kilka włosów przykleiło się do mojej skóry. W duchu proszę, by to się już skończyło, a wspomnienie o tej chwili przepadło na zawsze.
- Nie możesz nikomu o tym powiedzieć, to jest nasza tajemnica. Dopiero gdy nam się coś stanie, możesz tu wrócić i to odkopać. Rozumiesz?
- Tak - potwierdzam od niechcenia.
- To na czarną godzinę, pamiętaj o tym!
Spoglądam na twarz ojca, jest brudna od ziemi, zakola błyszczą od potu, jedynie wąs wygląda na nienaganny.
Ojciec poprawia w dłoniach łopatę, zrzucanie ziemi do dołu kosztuje go resztę sił. Sapiąc, zrzuca kolejne bryły gleby.
Wyłączam latarkę. Coś zwraca moją uwagę. Rozglądam się, wzrok zdążył się już przyzwyczaić do ciemności. Czuję, jak spogląda na mnie obca para oczu; być może to zwierzyna, która ocenia zagrożenie, a może to ci, przed którymi tata ukrywa reklamówkę.
- Jeszcze chwila - mówi tata.
Deszcz rozgościł się na dobre, twarde krople odbijają się od mojej czaszki. Szybko staję się mokry jak namoczona gąbka. Chłód jest odczuwalny. Wrześniowa aura bywa kapryśna. Czuję, jak moje kończyny robią się sztywne. Wydychane powietrze zamienia się w parę. Pocieram ręce, chcę choć trochę poczuć, jak krew płynąca w żyłach ociepli zesztywniałe kończyny.
- Dobra, może być - mówi zadowolony z siebie ojciec.
Spoglądam na niego, satysfakcja z wykonanej pracy miesza się na jego twarzy z niepokojem. Boi się tych, którzy nam zagrażają, ten strach pozostanie z nim na lata. Nigdy już nie wrócimy do tego miejsca. Stanie się ono owiane tajemnicą.
- Chodź, wracamy. Schowaj latarkę. - Tata mnie obejmuje, a ja wiem, że ten gest znaczy więcej, to zaproszenie do świata, w którym zło czai się blisko.
Nie wiem jeszcze, kim są oni, ojciec nie chce przedstawić mi zagrożenia. Mam być gotowy i czujny, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie ta godzina.
Droga do domu trwa w nieskończoność, potykam się o wystające korzenie i kamienie. Z czasem przyzwyczajam się do trudnego podłoża. Zbliżamy się do domu, w oddali zauważam światła. Mama jeszcze nie zasnęła. Czy wie o naszej wyprawie? Oczywiście, że tak, lecz i ona nigdy nie daje po sobie poznać, że zna naszą tajemnicę.
- Pamiętaj, nigdy nie będziemy o tym mówić, dopiero gdy się coś wydarzy, możesz tam wrócić i to wykopać. Rozumiesz?
- Rozumiem.
- Pamiętasz, pod którym drzewem to jest zakopane?
- Tak, ma wyryty krzyż na wysokości moich ramion.
- Dobrze. Drzewa są podobne do siebie, ale wiem, że znasz ten las jak własną kieszeń i że odnajdziesz to miejsce, gdy będzie trzeba.
Po głowie chodzą mi pytania. Czy zapytać ojca, co jest w środku i kim są oni? Dlaczego nam zagrażają?
Tyle znaków zapytania i zero odpowiedzi.
- Tato, co było w reklamówce?
- Pieniądze - burczy srogo.
- A kim są oni?
Ojciec zatrzymuje się i przyklęka, by znaleźć się na mojej wysokości.
- Kiedy wybije ta godzina, to zrozumiesz, na razie lepiej, żebyś nie wiedział. Chodź, jest już bardzo późno.
Więcej już go nie pytam. Pozwalam, by tajemnica stała się naszą prywatną religią. By dorastała wraz ze mną i odezwała się, gdy zło stanie u progu.