Kobieta z ciemności - Karol Fitrzyk

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

- Wyłącz latarkę, nie chcę, żeby ktoś nas zobaczył - mówi ojciec.

Ciemny las wygląda upiornie, ramiona drzew wychylają się, by nas nastraszyć. Silny wiatr kołysze sosnami, świerki wydają grymas bólu, a modrzewie osypują nas szyszkami. Znam tętno tego miejsca, jego nastroje i dąsy, od zawsze wiedziałem, że przyjdzie nam zapłacić cenę za to, co robimy.

- Zapamiętałeś drogę? Wiesz, pod którym drzewem?

- Tak, tato. Na drzewie jest znak krzyża.

Dwunastoletni ja stoi jak zaklęty, patrząc na ojca i czując niepokój. Zawartość reklamówki, która ląduje w wykopanym dole, jest mi obca. Ale po reakcji taty wiem, że to coś ważnego.

Trzaski z lewej wybijają mnie z zamyślenia; rozglądając się nerwowo, czuję, jak zło czai się za drzewami. Jego macki odchylają gałęzie, by dostrzec to, co chcemy schować przed całym światem.

Tata przeklina pod nosem, korzenie i kamienie utrudniają mu kopanie.

- Przyświeć tutaj - szepcze łagodnym tonem.

Słup światła rozbłyska, przeganiając ciemność. Niebo zsyła na nas nieśmiały deszcz. Na mojej dłoni odbijają się drobne krople.

- Kurwa, jeszcze padać zaczęło - wścieka się ojciec.

Udaję, że przekleństwo nie robi na mnie wrażenia. Osłuchałem się z łaciną przez minione wakacje.

Chłód otula mnie niczym jesienny koc. Zaczynam się trząść, mokra koszulka przywarła do mojego ciała.

Przecieram wilgotne czoło, kilka włosów przykleiło się do mojej skóry. W duchu proszę, by to się już skończyło, a wspomnienie o tej chwili przepadło na zawsze.

- Nie możesz nikomu o tym powiedzieć, to jest nasza tajemnica. Dopiero gdy nam się coś stanie, możesz tu wrócić i to odkopać. Rozumiesz?

- Tak - potwierdzam od niechcenia.

- To na czarną godzinę, pamiętaj o tym!

Spoglądam na twarz ojca, jest brudna od ziemi, zakola błyszczą od potu, jedynie wąs wygląda na nienaganny.

Ojciec poprawia w dłoniach łopatę, zrzucanie ziemi do dołu kosztuje go resztę sił. Sapiąc, zrzuca kolejne bryły gleby.

Wyłączam latarkę. Coś zwraca moją uwagę. Rozglądam się, wzrok zdążył się już przyzwyczaić do ciemności. Czuję, jak spogląda na mnie obca para oczu; być może to zwierzyna, która ocenia zagrożenie, a może to ci, przed którymi tata ukrywa reklamówkę.

- Jeszcze chwila - mówi tata.

Deszcz rozgościł się na dobre, twarde krople odbijają się od mojej czaszki. Szybko staję się mokry jak namoczona gąbka. Chłód jest odczuwalny. Wrześniowa aura bywa kapryśna. Czuję, jak moje kończyny robią się sztywne. Wydychane powietrze zamienia się w parę. Pocieram ręce, chcę choć trochę poczuć, jak krew płynąca w żyłach ociepli zesztywniałe kończyny.

- Dobra, może być - mówi zadowolony z siebie ojciec.

Spoglądam na niego, satysfakcja z wykonanej pracy miesza się na jego twarzy z niepokojem. Boi się tych, którzy nam zagrażają, ten strach pozostanie z nim na lata. Nigdy już nie wrócimy do tego miejsca. Stanie się ono owiane tajemnicą.

- Chodź, wracamy. Schowaj latarkę. - Tata mnie obejmuje, a ja wiem, że ten gest znaczy więcej, to zaproszenie do świata, w którym zło czai się blisko.

Nie wiem jeszcze, kim są oni, ojciec nie chce przedstawić mi zagrożenia. Mam być gotowy i czujny, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie ta godzina.

Droga do domu trwa w nieskończoność, potykam się o wystające korzenie i kamienie. Z czasem przyzwyczajam się do trudnego podłoża. Zbliżamy się do domu, w oddali zauważam światła. Mama jeszcze nie zasnęła. Czy wie o naszej wyprawie? Oczywiście, że tak, lecz i ona nigdy nie daje po sobie poznać, że zna naszą tajemnicę.

- Pamiętaj, nigdy nie będziemy o tym mówić, dopiero gdy się coś wydarzy, możesz tam wrócić i to wykopać. Rozumiesz?

- Rozumiem.

- Pamiętasz, pod którym drzewem to jest zakopane?

- Tak, ma wyryty krzyż na wysokości moich ramion.

- Dobrze. Drzewa są podobne do siebie, ale wiem, że znasz ten las jak własną kieszeń i że odnajdziesz to miejsce, gdy będzie trzeba.

Po głowie chodzą mi pytania. Czy zapytać ojca, co jest w środku i kim są oni? Dlaczego nam zagrażają?

Tyle znaków zapytania i zero odpowiedzi.

- Tato, co było w reklamówce?

- Pieniądze - burczy srogo.

- A kim są oni?

Ojciec zatrzymuje się i przyklęka, by znaleźć się na mojej wysokości.

- Kiedy wybije ta godzina, to zrozumiesz, na razie lepiej, żebyś nie wiedział. Chodź, jest już bardzo późno.

Więcej już go nie pytam. Pozwalam, by tajemnica stała się naszą prywatną religią. By dorastała wraz ze mną i odezwała się, gdy zło stanie u progu.

I

- Abonent, do którego dzwonisz, ma wyłączony telefon lub jest poza zasięgiem. Po sygnale zostaw wiadomość lub zadzwoń później - Słyszę pozbawiony emocji głos.

- Cześć, dzwonię już po raz kolejny. Wiem, że długo się nie odzywałem, ale jestem na lotnisku, zaraz mam lot do Wrocławia. Kurwa, nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć... Przepraszam, że tak długo nie dzwoniłem. Mam nadzieję, że nie stało się najgorsze. Przyjadę najszybciej, jak to możliwe.

Rozłączam się rozczarowany, miesiące ciszy między nami zrobiły swoje. Nie wiem, co spowodowało, że zapragnąłem wrócić do rodzinnego domu. Może to niewidzialna siła sprawiła, że przeszłość upomniała się o mnie. Coś mi mówi, że wracam, by rozliczyć się ze starymi demonami. A co, jeśli jest już za późno? Jeśli oni wrócili i jest już po wszystkim?

Gdy byłem mały, bałem się ciemności. W Jugowie krążyła opowieść o starszej kobiecie, która nocami nawiedza domy, by zabrać dzieci. Opowieść przekazywana z ust do ust była moim koszmarem. Kobieta nie mogła mieć dzieci, więc upominała się o cudze. Nazywaliśmy ją Kobietą z ciemności, bo to właśnie w niej zamieszkiwała. Była straszydłem, które odbierało sen i nakładało kołdrę na głowę. Dobrze wiedziałem, że potwory nie istnieją poza ludzkim umysłem, lecz wiedza bywa zbyteczna, gdy wyobraźnia wiedzie prym.

Mama śpiewała mi o niej dziwne piosenki, z czasem przywykłem do nich, jakby były nutą, która brzmi z tyłu głowy. Część z nich była w starym języku, jeszcze gdy ziemie te zamieszkiwali ludzie, których pochodzenie było nieokreślone. Z czasem pojąłem, że Kobieta z ciemności jest jak tlen. Wszechobecna i nieunikniona.

To, przed czym chronił mnie ojciec, miało być jeszcze gorsze. Oni mieli upomnieć się o swoje, przyjść, gdy czujność zaśnie. I zabrać wszystko, co im odebraliśmy. Dorastałem w lękach, z czasem Kobieta z ciemności stała się tylko dziecinną opowiastką, taką creepy historią, która ma dodać dreszczyku w jesienne wieczory.

Niestety, w każdej opowieści jest ziarno prawdy.

Na tablicy pojawia się mój lot, informacja o bramkach powoduje, że ruszam do wejścia. Tłum ludzi i znajomy mi język - trafiłem we właściwe miejsce.

W Irlandii żyje mi się dobrze. Praca za niezłą stawkę, narzeczona i spokojne tempo życia. Obrosłem w piórka, przestało mnie interesować, co się dzieje w rodzinnym domu. Cotygodniowe telefony zamieniły się w jedno połączenie w miesiącu, a potem jeszcze rzadziej. Z czasem zorientowałem się, że nie rozmawiałem z rodzicami przez pół roku. Ktoś mógłby pomyśleć: wyrodny syn. To jednak noc, podczas której zakopaliśmy w lesie tajemniczą reklamówkę, odbiła się na naszych relacjach. Gdy dorastałem, doszło do mnie, że ci, którzy nam zagrażają, nie są tylko bohaterami opowieści, która ma nastraszyć dzieciaka, ale również realnym zagrożeniem.

Pytanie, kim oni są, powracało niczym bumerang, z czasem oswoiłem się z tą myślą. Widziałem ich w wyobraźni - mieli białe maski na twarzach, milczący podchodzili pod nasz dom i wpatrywali się w okna. Ta wizja to połączenie dziesiątek filmów Hollywood i wybujałej wyobraźni, lecz i w tym znalazło się ziarno prawdy.

Kolejka przesuwa się w żółwim tempie, po raz kolejny wybieram numer do taty, u mamy już kilkakrotnie włączyła się poczta głosowa. I tym razem kończy się na komunikacie pozbawionym emocji.

- Kurwa!

Kilka osób spogląda na mnie, grzecznościowe "przepraszam" brzmi jak z ust niesfornego ucznia, którego nauczycielka przyłapała na popalaniu papierosów za szkołą.

Chowam telefon, przygotowaną kartę pokładową i dowód osobisty przekładam do prawej dłoni. Biorę głęboki oddech, dusi mnie jednak niepokój. Czuję, że brakuje mi tlenu, a serce bije w przyspieszonym rytmie. Co, jeśli stało się najgorsze? Jeśli na miejscu znajdę ciała rodziców? Czarne scenariusze przewijają się przez moją głowę. Widzę siebie stojącego w progu, bezradnego i przerażonego, czuję, jak moje ciało reaguje na tę wizję. Mięśnie stają się sztywne, głowa waży tonę, a nogi odmawiają posłuszeństwa.

- Mógłby się pan przesunąć do przodu? - Kobieta stojąca za mną wybija mnie z transu.

- Tak, przepraszam bardzo.

Robię krok do przodu, pracownice linii lotniczych są kilka metrów ode mnie. Zaraz przyjdzie kolej na mnie. Trochę się zmieniłem od momentu wystawienia dowodu osobistego, broda zdobi moją twarz, skutecznie zasłaniając rysy, spodziewam się podejrzanego spojrzenia ze strony obsługi.

Podchodzę do blondynki o pięknych oczach, lustruje mnie, czuję, że zaraz padną pytania, które mają potwierdzić moją tożsamość, lecz zamiast tego dziewczyna życzy mi udanego lotu.

Teraz najgorsze, sam lot. Boję się latania, świadomość, że będę kilka kilometrów na ziemią, mnie przeraża. Nie lubię nie mieć kontroli, a właśnie to mnie czeka - oddanie swojego losu pilotowi i maszynie za kilka milionów euro. Nie przekonuje mnie to. Podróż samochodem od zawsze jawiła mi się jako ta, podczas której mam kontrolę. Możliwość zatrzymania się w każdej chwili jest jak obietnica ewakuacji, w samolocie mogę co najwyżej poprawić się na siedzeniu i odmówić modlitwę.

Wychodzę na płytę lotniska, silny wiatr smaga mnie na otrzeźwienie. Zbyt wiele emocji siedzi w mojej głowie. Potrzebowałem tego, moja głowa znowu jest wolna od natrętnych myśli. Łapczywie łapię oddech, osoby przede mną wchodzą na pokład samolotu. Airbus wygląda imponująco, mam szacunek do maszyny, która potrafi pokonać setki kilometrów w kilka godzin. Ostrożnie stawiam stopę na pierwszym stopniu, staram się przegonić myśli.

Wiem, że na najgorsze jeszcze przyjdzie pora, rozsiadam się wygodnie w fotelu, teraz to nie ja kontroluję swój los. Zamykam oczy, jeszcze chwila, a wrócę tam, gdzie koszmary czają się za rogiem.