Kobieta średniowiecza - Eleanor Janega

Kup ebooka

43.90 zł
35.56 zł (26,34 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Pod ko­niec XIV wieku pra­ski ar­chi­dia­kon Pa­weł z Ja­no­wic po­sta­no­wił od­wie­dzić ko­ścioły pa­ra­fialne wiel­kiego mia­sta kró­lew­skiego i do­wie­dzieć się, czy miej­scowa lud­ność zmaga się z pro­ble­mami na­tury re­li­gij­nej, któ­rym chcia­łaby za­ra­dzić. W pa­ra­fii św. An­drzeja Wiel­kiego na Sta­rym Mie­ście ar­chi­dia­kon usły­szał o "pew­nej ko­bie­cie zwa­nej Domką". We­dług współ­pa­ra­fian Domka, choć była żoną jed­nego z kró­lew­skich szam­be­la­nów, miesz­kała w domu nie­ja­kiego Hen­ryka z grupą "po­dej­rza­nych ko­biet", któ­rej na­wet prze­wo­dziła. Aby za­ro­bić na ży­cie, nie­wia­sty sprze­da­wały ma­giczne zioła po­dobno le­czące do­le­gli­wo­ści głowy[1]. Pa­ra­fia­nom ten układ wy­da­wał się "po­dej­rzany" z kilku po­wo­dów. Po pierw­sze, Domki nie kon­tro­lo­wał mąż, na­to­miast po­zo­stałe ko­biety naj­wy­raź­niej nie były zwią­zane z żad­nym męż­czy­zną poza go­spo­da­rzem. Po dru­gie, cho­ciaż for­mal­nie rzecz bio­rąc, ich biz­nes zie­lar­ski był le­galny, one naj­wy­raź­niej sto­so­wały ja­kieś ma­giczne spe­cy­fiki, i po trze­cie, grupa ko­biet miesz­ka­jąca ra­zem w ta­kiej kon­fi­gu­ra­cji mu­siała naj­pew­niej pro­wa­dzić nie­le­galny bur­del.

Domka i jej współ­lo­ka­torki bu­dziły w lu­dziach nie­po­kój, ale nie­wia­sty w śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­pie w ogóle miały pod górkę, cho­ciaż w inny spo­sób, niż więk­szość z nas my­śli. Wiemy, że miały trudno, tak kształ­to­wało się na­sze spo­łe­czeń­stwo, a współ­cze­śnie ko­biety na­dal znaj­dują się w dużo gor­szej sy­tu­acji niż męż­czyźni. Dziś mię­dzy in­nymi otrzy­mu­jemy niż­sze wy­na­gro­dze­nie za tę samą pracę, wy­ko­nu­jemy nie­pro­por­cjo­nal­nie wię­cej obo­wiąz­ków do­mo­wych, le­ka­rze re­agują nie­do­wie­rza­niem na na­sze silne do­le­gli­wo­ści bó­lowe. Za­wsze po­win­ny­śmy wy­glą­dać atrak­cyj­nie, ale sy­piać tylko z nie­licz­nymi part­ne­rami, na co dzień spo­ty­kamy się z mo­le­sto­wa­niem, nad­uży­ciami sek­su­al­nymi i na­ru­sze­niem nie­ty­kal­no­ści. Je­śli prze­cho­dzimy przez to wszystko na­wet te­raz, w epoce fe­mi­ni­zmu, to oczy­wi­ste, że ko­bie­tom w śre­dnio­wie­czu wio­dło się go­rzej, szcze­gól­nie że nie miały do­stępu do TEJ ta­bletki, ustaw o rów­nych pra­wach czy pio­senki Nine to five Dolly Par­ton. Rzadko jed­nak pró­bu­jemy się do­wie­dzieć, jak po­strze­gano i trak­to­wano ko­biety ży­jące w tam­tej epoce i ja­kie były tego po­wody. Za­kła­damy po pro­stu, że mie­rzyły się z bar­dziej dra­koń­ską wer­sją na­szych pro­ble­mów. Jest to po­nie­kąd prawda, po­nie­waż lu­dzie do­nie­śli na Domkę i jej ko­le­żanki ar­chi­dia­ko­nowi, który mógł je eks­ko­mu­ni­ko­wać i wy­pę­dzić z do­mów. W tym wy­padku jed­nak naj­wy­raź­niej do tego nie do­szło. Czy te ko­biety były "po­dej­rzane" i stały się przed­mio­tem wni­kli­wej ob­ser­wa­cji i plo­tek spo­łecz­no­ści? Tak! Czy Ko­ściół za­mie­rzał coś z tym zro­bić? Nie. W końcu te ko­biety po pro­stu ro­biły to, co zwy­kle ro­bią ko­biety - po­dej­rzane rze­czy. Nie dało się temu za­ra­dzić.

Kiedy ba­ga­te­li­zu­jemy ta­kie hi­sto­rie i za­kła­damy, że ko­biety za­wsze trak­to­wano w ten spo­sób, który do­piero od nie­dawna bu­dzi sprze­ciw, zga­dzamy się, że spo­łe­czeń­stwo za­wsze ta­kie było, i tak już jest. Nasz świat jako zbio­ro­wość re­aguje na na­tu­ralne braki u ko­biet i tak się or­ga­ni­zuje, aby się do nich do­sto­so­wać.

Taki fa­ta­lizm wy­wo­łuje wście­kłość. Gdy za­kła­damy, że tak za­wsze było i że spo­łeczne ocze­ki­wa­nia wo­bec ko­biet ukształ­to­wały się w wy­niku ja­kiejś nie­zmien­nej prawdy o po­nad po­ło­wie świa­to­wej po­pu­la­cji, uprasz­czamy sprawę. Co wię­cej, po­peł­niamy rów­nież błąd i wnio­sku­jemy z po­mi­nię­ciem prawdy hi­sto­rycz­nej. Bez względu na to, ja­kie obawy bu­dzą obec­nie ko­biety, mo­żemy uznać, że nie fik­sują się na sek­sie albo po­zo­sta­wione same so­bie nie za­kła­dają bur­delu i nie sprze­dają na boku ma­gicz­nych ziół. Naj­wy­raź­niej pewne rze­czy się zmie­niły.

Je­śli chcemy zro­zu­mieć, w jaki spo­sób w spo­łe­czeń­stwie za­chod­nim ukształ­to­wało się obecne po­dej­ście do ko­biet, mu­simy cof­nąć się do śre­dnio­wiecz­nej Eu­ropy. Nie­stety czę­sto wie­dzę o tym okre­sie uwa­żamy za nie­zro­zu­miałą lub nie­po­trzebną. "Śre­dnio­wieczny" ozna­cza dla nas tyle, co "za­co­fany" czy "bar­ba­rzyń­ski". Coś, co po­zna­li­śmy, ale zo­sta­wi­li­śmy za sobą, a w re­zul­ta­cie udo­sko­na­li­li­śmy się. Je­ste­śmy prze­ko­nani, że wszystko już wiemy o tam­tym okre­sie, więc się nim nie in­te­re­su­jemy. To po­dej­ście błędne, a co gor­sza - utrud­nia­jące dą­że­nie do rów­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści.

Śre­dnio­wie­cze ozna­cza do­słow­nie "wieki śred­nie". Epoka obej­mu­jąca około ty­siąca stu lat, od upadku ce­sar­stwa za­chod­nio­rzym­skiego w 476 roku do mniej wię­cej XVI wieku, okres mię­dzy sta­ro­żyt­no­ścią a na­szą epoką no­wo­żytną. In­nymi słowy, jest to swego ro­dzaju po­most, wy­ja­śnie­nie, jak współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwo ewo­lu­owało od cza­sów sta­ro­żyt­nych. A ra­czej sta­no­wi­łoby ten po­most, gdy­by­śmy wy­cią­gnęli wła­ściwe wnio­ski.

Śre­dnio­wie­cze usy­tu­owane jest po­mię­dzy dwoma epo­kami, więc ba­da­nie ów­cze­snych ról płcio­wych po­zwala zro­zu­mieć, skąd wzięły się nie­które z na­szych dzi­siej­szych ocze­ki­wań. Po­strze­gamy ko­biety jako "z na­tury" słab­sze i gor­sze, wy­ma­ga­jące za­tem ochrony i prze­wod­nic­twa, a to po­zo­sta­łość po sta­ro­żyt­no­ści i śre­dnio­wie­czu. Gdy w końcu to poj­miemy, bę­dziemy mo­gli się za­sta­no­wić, dla­czego na­dal w to wie­rzymy. Je­śli lu­dzi śre­dnio­wie­cza uzna­jemy za za­co­fa­nych, dla­czego po­dzie­lamy ich po­glądy na te­mat ko­biet?

Co wię­cej, gdy przyj­rzymy się bli­żej ro­lom płcio­wym w śre­dnio­wie­czu, zo­ba­czymy, jak wiele za­ło­żeń na te­mat ko­biet dra­stycz­nie się zmie­niło. Pro­blem w tym, że ocze­ki­wa­nia wo­bec płci ule­gły zmia­nie, ale na­sze naj­gor­sze i nie­wła­ściwe za­cho­wa­nia już nie. Te dru­gie jed­nak sami mo­żemy zmo­dy­fi­ko­wać. Po­dob­nie mo­żemy po­stą­pić z pew­nym prze­ko­na­niem, które nie­ustan­nie nam to­wa­rzy­szy: że ko­biety są gor­sze od męż­czyzn.

W tej książce prze­ana­li­zu­jemy brak kon­se­kwen­cji w spo­łecz­nym po­dej­ściu do ko­biet. Sku­pimy się naj­pierw na in­te­lek­tu­al­nych ko­rze­niach śre­dnio­wiecz­nych kon­cep­cji ról płcio­wych. Sta­ro­żytne dzieła Pla­tona, Ary­sto­te­lesa, Ga­lena i Hi­po­kra­tesa wpły­nęły na po­strze­ga­nie ko­biet i płci w śre­dnio­wie­czu. Prócz tego mu­simy wró­cić do re­li­gij­nych ko­rzeni Eu­ropy, czyli do po­glą­dów oj­ców Ko­ścioła, ta­kich jak Au­gu­styn i Hie­ro­nim, któ­rych dzieła stwo­rzyły ramy dla teo­lo­gii chrze­ści­jań­skiej. Gdy do­brze po­znamy sta­ro­żyt­nych my­śli­cieli, mo­żemy zmie­rzyć się z ich śre­dnio­wiecz­nymi ko­le­gami i ko­le­żan­kami. Będą wśród nich Al­bert Wielki, To­masz z Akwinu czy Hil­de­garda z Bin­gen, ale także tacy świeccy pi­sa­rze i pi­sarki, jak Geof­frey Chau­cer i Kry­styna de Pi­zan, któ­rych dzieła nie zga­dzają się z po­glą­dami uczo­nych.

Kiedy już do­kład­nie po­znamy au­to­rów i au­torki wy­bra­nych teo­rii, do­wiemy się, jak do­cie­rały do spo­łe­czeń­stwa, przej­dziemy do roz­wa­żań nad pięk­nem, naj­waż­niej­szą z ko­bie­cych cech. Od­kry­jemy, że lu­dzie śre­dnio­wie­cza nie tylko wra­cali do prze­szło­ści, aby zwe­ry­fi­ko­wać swoją wie­dzę, ale też pra­gnęli zro­zu­mieć, czym jest ko­biece piękno. A to, co uzna­wano w śre­dnio­wie­czu za atrak­cyjne, po­może po­jąć, dla­czego ko­biety dbały o urodę i ubie­rały się w taki, a nie inny spo­sób, i ile pracy wkła­dały w to, by spro­stać stan­dar­dom piękna. A cho­ciaż wma­wiano im, że ist­nieje je­den ideał urody, za­bra­niano im jed­no­cze­śnie do niego dą­żyć. Ko­biety miały po pro­stu być piękne same z sie­bie, a ja­kie­kol­wiek próby in­ge­ro­wa­nia w wy­gląd na­ra­żały je na śmiesz­ność, a na­wet utratę szans na zba­wie­nie. Nie­wia­sty mu­siały się po­do­bać i do­brze wyjść za mąż we­dług ści­śle okre­ślo­nych kry­te­riów, a za­ra­zem nie in­ge­ro­wać w swój wy­gląd, cho­ciaż tym sa­mym uła­twi­łyby so­bie za­da­nie.

Nie­stety, choć ko­biety mu­siały ucie­le­śniać piękno, czę­sto je za to po­tę­piano, po­nie­waż od­wra­cały uwagę męż­czyzn od wznio­słych spraw oby­wa­tel­skich i roz­wa­żań re­li­gij­nych na rzecz kwe­stii naj­bar­dziej pod­sta­wo­wej i ko­bie­cej, czyli seksu. Aby le­piej zro­zu­mieć ta­kie po­strze­ga­nie seksu, mu­simy się orien­to­wać, ja­kimi dok­try­nami wiary kie­ro­wali się lu­dzie tam­tego okresu. Więk­szość chrze­ści­jan jed­nak ry­zy­ko­wała zba­wie­nie du­szy w za­mian za do­brą za­bawę, ła­miąc za­kazy Ko­ścioła do­ty­czące seksu, a winne temu były ko­biety. Ina­czej niż dziś, uwa­żano ko­biety za ogłu­pione sek­sem i nie­na­sy­cone - tak bar­dzo, że nie­ustan­nie przej­mo­wano się ich do­mnie­maną roz­wią­zło­ścią. Uwa­żano na­wet, że sto­sują ma­gię, aby za­spo­koić swoje po­trzeby. Krótko mó­wiąc, śre­dnio­wieczna kon­cep­cja ko­bie­cej sek­su­al­no­ści wy­daje się w ni­czym nie przy­po­mi­nać na­szej, poza tym, że oby­dwie uznano za coś złego.

Gdy już usta­limy, jak nie­wia­sty po­winny wy­glą­dać i ko­chać, wyj­dziemy z ich sy­pialni i wię­cej uwagi po­świę­cimy in­nym ocze­ki­wa­niom. Ko­biety miały być przede wszyst­kim żo­nami i mat­kami. Ko­ściół cza­sami pró­bo­wał za­gar­nąć je dla sie­bie, w pierw­szej ko­lej­no­ści po­strze­gano je jed­nak jako istoty roz­pło­dowe.

Więk­szość ko­biet wy­cho­dziła za mąż i ro­dziła dzieci, a mu­siała przy tym wy­ko­ny­wać sze­reg cięż­kich za­jęć. Śre­dnio­wieczne nie­wia­sty to przede wszyst­kim chłopki, które dzień w dzień pra­co­wały w polu. Poza tym, po­dob­nie jak miesz­czanki, mo­gły zaj­mo­wać się cha­łup­nic­twem, na przy­kład tkać, wy­pie­kać chleby czy wa­rzyć piwo. Nie­liczne ko­biety były ar­tyst­kami, rze­mieśl­nicz­kami, han­dlar­kami czy wy­ko­ny­wały za­wody me­dyczne, a inne szły do za­konu. Na­wet ma­jętne mu­siały po­nie­kąd pra­co­wać. Przy­na­leż­ność do moż­nego lub kró­lew­skiego rodu rów­nież sta­no­wiła spe­cy­ficzną formę ob­cią­ża­ją­cej pracy. Za­tem choć ko­biety były przede wszyst­kim żo­nami i mat­kami, na tym nie koń­czyła się ich rola. Mu­siały pra­co­wać, na­wet je­śli ich pracę ce­niono ni­żej.

W koń­co­wych czę­ściach książki omó­wimy na­sze ocze­ki­wa­nia wo­bec ko­biet. Zo­ba­czymy, jak wy­ko­rzy­stuje się fi­lo­zo­ficzne i na­ukowe kon­cep­cje ko­bie­cej na­tury jako do­wód, że ko­biety za­wsze trak­to­wano w ten sam spo­sób, a prze­cież obec­nie prze­ży­wają swój złoty wiek. Gdy po­znamy śre­dnio­wieczne wy­ma­ga­nia wo­bec nich i re­alia ich ży­cia, za­uwa­żymy, że obecne ocze­ki­wa­nia w ni­czym nie przy­po­mi­nają tych "tra­dy­cyj­nych". Z upły­wem czasu na­sze wy­obra­że­nie ide­ału ko­biety bar­dzo się zmie­niło, po­dob­nie jak wy­obra­że­nie jej bra­ków. Nie zmie­niła się na­to­miast chęć pod­po­rząd­ko­wa­nia so­bie ko­biet - osą­dza­nia ich we­dług naj­su­row­szych kry­te­riów i uzna­wa­nia ich za gor­sze. Re­zul­tat jest taki sam, po pro­stu używa się in­nych ar­gu­men­tów.

Nie jest to jed­nak książka fa­ta­li­styczna. Skoro na­dal źle trak­tu­jemy ko­biety i wy­my­ślamy co­raz now­sze kon­cep­cje, aby to uspra­wie­dli­wić, mo­żemy te kon­cep­cje prze­for­mu­ło­wać z sza­cun­kiem dla zdol­no­ści i pra­gnień ko­biet. Gdy tylko zro­zu­miemy, że uprze­dze­nia to kon­struk­cje kul­tu­rowe, mo­żemy je zde­kon­stru­ować i za­cząć od nowa. Za­tem w roz­dziale pierw­szym za­cznijmy tę de­kon­struk­cję od ko­rzeni, czyli od fi­lo­zo­ficz­nych ram po­strze­ga­nia ko­biet w śre­dnio­wie­czu.