Wstęp
Pod koniec XIV wieku praski archidiakon Paweł z Janowic postanowił odwiedzić kościoły parafialne wielkiego miasta królewskiego i dowiedzieć się, czy miejscowa ludność zmaga się z problemami natury religijnej, którym chciałaby zaradzić. W parafii św. Andrzeja Wielkiego na Starym Mieście archidiakon usłyszał o "pewnej kobiecie zwanej Domką". Według współparafian Domka, choć była żoną jednego z królewskich szambelanów, mieszkała w domu niejakiego Henryka z grupą "podejrzanych kobiet", której nawet przewodziła. Aby zarobić na życie, niewiasty sprzedawały magiczne zioła podobno leczące dolegliwości głowy[1]. Parafianom ten układ wydawał się "podejrzany" z kilku powodów. Po pierwsze, Domki nie kontrolował mąż, natomiast pozostałe kobiety najwyraźniej nie były związane z żadnym mężczyzną poza gospodarzem. Po drugie, chociaż formalnie rzecz biorąc, ich biznes zielarski był legalny, one najwyraźniej stosowały jakieś magiczne specyfiki, i po trzecie, grupa kobiet mieszkająca razem w takiej konfiguracji musiała najpewniej prowadzić nielegalny burdel.
Domka i jej współlokatorki budziły w ludziach niepokój, ale niewiasty w średniowiecznej Europie w ogóle miały pod górkę, chociaż w inny sposób, niż większość z nas myśli. Wiemy, że miały trudno, tak kształtowało się nasze społeczeństwo, a współcześnie kobiety nadal znajdują się w dużo gorszej sytuacji niż mężczyźni. Dziś między innymi otrzymujemy niższe wynagrodzenie za tę samą pracę, wykonujemy nieproporcjonalnie więcej obowiązków domowych, lekarze reagują niedowierzaniem na nasze silne dolegliwości bólowe. Zawsze powinnyśmy wyglądać atrakcyjnie, ale sypiać tylko z nielicznymi partnerami, na co dzień spotykamy się z molestowaniem, nadużyciami seksualnymi i naruszeniem nietykalności. Jeśli przechodzimy przez to wszystko nawet teraz, w epoce feminizmu, to oczywiste, że kobietom w średniowieczu wiodło się gorzej, szczególnie że nie miały dostępu do TEJ tabletki, ustaw o równych prawach czy piosenki Nine to five Dolly Parton. Rzadko jednak próbujemy się dowiedzieć, jak postrzegano i traktowano kobiety żyjące w tamtej epoce i jakie były tego powody. Zakładamy po prostu, że mierzyły się z bardziej drakońską wersją naszych problemów. Jest to poniekąd prawda, ponieważ ludzie donieśli na Domkę i jej koleżanki archidiakonowi, który mógł je ekskomunikować i wypędzić z domów. W tym wypadku jednak najwyraźniej do tego nie doszło. Czy te kobiety były "podejrzane" i stały się przedmiotem wnikliwej obserwacji i plotek społeczności? Tak! Czy Kościół zamierzał coś z tym zrobić? Nie. W końcu te kobiety po prostu robiły to, co zwykle robią kobiety - podejrzane rzeczy. Nie dało się temu zaradzić.
Kiedy bagatelizujemy takie historie i zakładamy, że kobiety zawsze traktowano w ten sposób, który dopiero od niedawna budzi sprzeciw, zgadzamy się, że społeczeństwo zawsze takie było, i tak już jest. Nasz świat jako zbiorowość reaguje na naturalne braki u kobiet i tak się organizuje, aby się do nich dostosować.
Taki fatalizm wywołuje wściekłość. Gdy zakładamy, że tak zawsze było i że społeczne oczekiwania wobec kobiet ukształtowały się w wyniku jakiejś niezmiennej prawdy o ponad połowie światowej populacji, upraszczamy sprawę. Co więcej, popełniamy również błąd i wnioskujemy z pominięciem prawdy historycznej. Bez względu na to, jakie obawy budzą obecnie kobiety, możemy uznać, że nie fiksują się na seksie albo pozostawione same sobie nie zakładają burdelu i nie sprzedają na boku magicznych ziół. Najwyraźniej pewne rzeczy się zmieniły.
Jeśli chcemy zrozumieć, w jaki sposób w społeczeństwie zachodnim ukształtowało się obecne podejście do kobiet, musimy cofnąć się do średniowiecznej Europy. Niestety często wiedzę o tym okresie uważamy za niezrozumiałą lub niepotrzebną. "Średniowieczny" oznacza dla nas tyle, co "zacofany" czy "barbarzyński". Coś, co poznaliśmy, ale zostawiliśmy za sobą, a w rezultacie udoskonaliliśmy się. Jesteśmy przekonani, że wszystko już wiemy o tamtym okresie, więc się nim nie interesujemy. To podejście błędne, a co gorsza - utrudniające dążenie do równości i sprawiedliwości.
Średniowiecze oznacza dosłownie "wieki średnie". Epoka obejmująca około tysiąca stu lat, od upadku cesarstwa zachodniorzymskiego w 476 roku do mniej więcej XVI wieku, okres między starożytnością a naszą epoką nowożytną. Innymi słowy, jest to swego rodzaju pomost, wyjaśnienie, jak współczesne społeczeństwo ewoluowało od czasów starożytnych. A raczej stanowiłoby ten pomost, gdybyśmy wyciągnęli właściwe wnioski.
Średniowiecze usytuowane jest pomiędzy dwoma epokami, więc badanie ówczesnych ról płciowych pozwala zrozumieć, skąd wzięły się niektóre z naszych dzisiejszych oczekiwań. Postrzegamy kobiety jako "z natury" słabsze i gorsze, wymagające zatem ochrony i przewodnictwa, a to pozostałość po starożytności i średniowieczu. Gdy w końcu to pojmiemy, będziemy mogli się zastanowić, dlaczego nadal w to wierzymy. Jeśli ludzi średniowiecza uznajemy za zacofanych, dlaczego podzielamy ich poglądy na temat kobiet?
Co więcej, gdy przyjrzymy się bliżej rolom płciowym w średniowieczu, zobaczymy, jak wiele założeń na temat kobiet drastycznie się zmieniło. Problem w tym, że oczekiwania wobec płci uległy zmianie, ale nasze najgorsze i niewłaściwe zachowania już nie. Te drugie jednak sami możemy zmodyfikować. Podobnie możemy postąpić z pewnym przekonaniem, które nieustannie nam towarzyszy: że kobiety są gorsze od mężczyzn.
W tej książce przeanalizujemy brak konsekwencji w społecznym podejściu do kobiet. Skupimy się najpierw na intelektualnych korzeniach średniowiecznych koncepcji ról płciowych. Starożytne dzieła Platona, Arystotelesa, Galena i Hipokratesa wpłynęły na postrzeganie kobiet i płci w średniowieczu. Prócz tego musimy wrócić do religijnych korzeni Europy, czyli do poglądów ojców Kościoła, takich jak Augustyn i Hieronim, których dzieła stworzyły ramy dla teologii chrześcijańskiej. Gdy dobrze poznamy starożytnych myślicieli, możemy zmierzyć się z ich średniowiecznymi kolegami i koleżankami. Będą wśród nich Albert Wielki, Tomasz z Akwinu czy Hildegarda z Bingen, ale także tacy świeccy pisarze i pisarki, jak Geoffrey Chaucer i Krystyna de Pizan, których dzieła nie zgadzają się z poglądami uczonych.
Kiedy już dokładnie poznamy autorów i autorki wybranych teorii, dowiemy się, jak docierały do społeczeństwa, przejdziemy do rozważań nad pięknem, najważniejszą z kobiecych cech. Odkryjemy, że ludzie średniowiecza nie tylko wracali do przeszłości, aby zweryfikować swoją wiedzę, ale też pragnęli zrozumieć, czym jest kobiece piękno. A to, co uznawano w średniowieczu za atrakcyjne, pomoże pojąć, dlaczego kobiety dbały o urodę i ubierały się w taki, a nie inny sposób, i ile pracy wkładały w to, by sprostać standardom piękna. A chociaż wmawiano im, że istnieje jeden ideał urody, zabraniano im jednocześnie do niego dążyć. Kobiety miały po prostu być piękne same z siebie, a jakiekolwiek próby ingerowania w wygląd narażały je na śmieszność, a nawet utratę szans na zbawienie. Niewiasty musiały się podobać i dobrze wyjść za mąż według ściśle określonych kryteriów, a zarazem nie ingerować w swój wygląd, chociaż tym samym ułatwiłyby sobie zadanie.
Niestety, choć kobiety musiały ucieleśniać piękno, często je za to potępiano, ponieważ odwracały uwagę mężczyzn od wzniosłych spraw obywatelskich i rozważań religijnych na rzecz kwestii najbardziej podstawowej i kobiecej, czyli seksu. Aby lepiej zrozumieć takie postrzeganie seksu, musimy się orientować, jakimi doktrynami wiary kierowali się ludzie tamtego okresu. Większość chrześcijan jednak ryzykowała zbawienie duszy w zamian za dobrą zabawę, łamiąc zakazy Kościoła dotyczące seksu, a winne temu były kobiety. Inaczej niż dziś, uważano kobiety za ogłupione seksem i nienasycone - tak bardzo, że nieustannie przejmowano się ich domniemaną rozwiązłością. Uważano nawet, że stosują magię, aby zaspokoić swoje potrzeby. Krótko mówiąc, średniowieczna koncepcja kobiecej seksualności wydaje się w niczym nie przypominać naszej, poza tym, że obydwie uznano za coś złego.
Gdy już ustalimy, jak niewiasty powinny wyglądać i kochać, wyjdziemy z ich sypialni i więcej uwagi poświęcimy innym oczekiwaniom. Kobiety miały być przede wszystkim żonami i matkami. Kościół czasami próbował zagarnąć je dla siebie, w pierwszej kolejności postrzegano je jednak jako istoty rozpłodowe.
Większość kobiet wychodziła za mąż i rodziła dzieci, a musiała przy tym wykonywać szereg ciężkich zajęć. Średniowieczne niewiasty to przede wszystkim chłopki, które dzień w dzień pracowały w polu. Poza tym, podobnie jak mieszczanki, mogły zajmować się chałupnictwem, na przykład tkać, wypiekać chleby czy warzyć piwo. Nieliczne kobiety były artystkami, rzemieślniczkami, handlarkami czy wykonywały zawody medyczne, a inne szły do zakonu. Nawet majętne musiały poniekąd pracować. Przynależność do możnego lub królewskiego rodu również stanowiła specyficzną formę obciążającej pracy. Zatem choć kobiety były przede wszystkim żonami i matkami, na tym nie kończyła się ich rola. Musiały pracować, nawet jeśli ich pracę ceniono niżej.
W końcowych częściach książki omówimy nasze oczekiwania wobec kobiet. Zobaczymy, jak wykorzystuje się filozoficzne i naukowe koncepcje kobiecej natury jako dowód, że kobiety zawsze traktowano w ten sam sposób, a przecież obecnie przeżywają swój złoty wiek. Gdy poznamy średniowieczne wymagania wobec nich i realia ich życia, zauważymy, że obecne oczekiwania w niczym nie przypominają tych "tradycyjnych". Z upływem czasu nasze wyobrażenie ideału kobiety bardzo się zmieniło, podobnie jak wyobrażenie jej braków. Nie zmieniła się natomiast chęć podporządkowania sobie kobiet - osądzania ich według najsurowszych kryteriów i uznawania ich za gorsze. Rezultat jest taki sam, po prostu używa się innych argumentów.
Nie jest to jednak książka fatalistyczna. Skoro nadal źle traktujemy kobiety i wymyślamy coraz nowsze koncepcje, aby to usprawiedliwić, możemy te koncepcje przeformułować z szacunkiem dla zdolności i pragnień kobiet. Gdy tylko zrozumiemy, że uprzedzenia to konstrukcje kulturowe, możemy je zdekonstruować i zacząć od nowa. Zatem w rozdziale pierwszym zacznijmy tę dekonstrukcję od korzeni, czyli od filozoficznych ram postrzegania kobiet w średniowieczu.