Kobieta, która skłamała - Claire Douglas

Kup ebooka

49.90 zł
41.42 zł (34,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

 

 

PROLOG

MAJ 2022

 

 

 

Nad górną wargą posterunkowego Anthony'ego Haddocka widać pot, grzywka przykleiła mu się do czoła, a krawat ma przekrzywiony. Pod jego oczami widnieją fioletowe smugi, koszula jest pognieciona. Emilia musi wyglądać na równie wyczerpaną - od wczoraj nie przespała ani minuty. Nie pamięta nawet, czy rano uczesała włosy (bo na pewno nie umyła zębów) i wciąż ma na sobie wczorajsze ubrania.

- Jeszcze raz chcę powiedzieć, że jest mi bardzo przykro z powodu pani straty - mówi szczerze. Jego wielka grdyka podskakuje przy przełykaniu śliny. Nie jest w stanie oderwać od niej wzroku. Wbija paznokcie w skórę, żeby się nie rozpłakać. Przecież nie może go za to winić, tego mężczyzny w wymiętej koszuli z krótkim rękawem, w której wygląda jak szóstoklasista. Powinna była się bardziej wykłócać, gdy została mu przedstawiona w zeszłym miesiącu. Może wtedy nie znaleźliby się tu, w tym dusznym, klaustrofobicznym pokoju w najgorętszy dzień tego roku.

Przesuwa się na krześle, spódnica przywiera do jej ud. Notatnik - ten sam, którego zaczęła używać za radą policjanta, gdy to wszystko się zaczęło - leży między nimi na stole. Jej piętnastoletnia córka, Jasmine, dała jej go w styczniu na urodziny, żeby mogła w nim zapisywać wszystko, co dotyczy jej nowej książki, pierwszej samodzielnej powieści. Na okładce znajdują się motyle, a Emilia zawsze uważała, że oznaczają odnowę, zmianę. Dojrzewanie. Ostatecznie nie spełnił swojego celu. Teraz kryje w sobie wszystkie pokręcone wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy. Makabryczne echa historii, które zostały już napisane. A teraz dodatkowo morderstwo osoby, którą kochała.

- Robimy wszystko, co w naszej mocy, by schwytać osobę, która jest za to odpowiedzialna. - Posterunkowy milczy przez chwilę, nie odrywając od niej wzroku, a potem dodaje: - Jest pani pewna, że to ktoś, kogo pani zna? - Haddock zerka na listę nazwisk, którą mu podała.

- Tak, jestem tego pewna. - Chciałaby się mylić, ale wie, że tak nie jest. - Jej ostatni rozdział przeczytali tylko moi bliscy przyjaciele i redaktorka. Książka nie została jeszcze opublikowana, a niektóre wydarzenia, zwłaszcza te z ostatnich tygodni, cóż, pochodzą z tego manuskryptu.

Kiwa głową, usta ma zaciśnięte. Nic nie mówi. Nie musi. Jego milczenie zawiera wszystkie kluczowe informacje.

Chodzi o to, że Emilii Ward, autorce bestsellerowej serii kryminalnej o komisarz Moody, kończy się czas. Na końcu Jej ostatniego rozdziału uśmierca ukochaną główną bohaterkę, komisarz Mirandę Moody. Jeśli schemat pozostanie niezmieniony, jeśli osoba, która to robi, chce się trzymać fabuły, to oznacza, że do zrealizowania została ostatnia rzecz.

Śmierć Moody.

A co za tym idzie, jej śmierć.

 

 

 

 

 

 

 

1

MARZEC 2022

 

 

 

To się dzieje, gdy Emilia jedzie autobusem do domu i patrzy na zachmurzone niebo, myśląc, że za dużo zjadła na lunch.

Przez ulice szybko przejeżdża radiowóz na sygnale, a za nim, w krótkich odstępach, dwa kolejne.

Nie myśli o tym za wiele. Kolejny wypadek. Już do nich przywykła. W końcu jest piątek, godzina szesnasta czterdzieści pięć w Londynie. Początek wzmożonego weekendowego ruchu.

Odchyla się na siedzeniu i zastanawia, czy zdoła jakoś poluzować pas spódnicy. Nie powinna była jeść tej szarlotki z kremem.

Z torby, która leży u jej stóp, wystaje egzemplarz "Grazia", który kupiła przed tym, jak wsiadła do autobusu na High Street Kensington. Podróż ciągnie się naprawdę długo, w dodatku obawia się choroby lokomocyjnej, dlatego po niego nie sięga.

Obok niej siada starsza kobieta z wzorzystą pomarańczową chustką na głowie. Tuli do siebie długowłosego jamnika. Gdy autobus się zatrzymuje, wyrzucając z siebie opary, które wlatują do środka przez otwarte okno, ta prycha ze zniecierpliwieniem.

Odwraca się do Emilii ze zirytowaną miną.

- Rigsby za chwilę będzie musiał zrobić siku.

Pies spogląda na Emilię smutnymi, brązowymi oczami. Uśmiecha się uspokajająco do kobiety, ale pochyla się i przesuwa torebkę między udo a okno, w razie gdyby Rigsby postanowił opróżnić pęcherz na jej ukochaną torbę z Mulberry.

Znajdują się na Kew Road. Niedługo będą mijać Kew Gardens, ale przez awarię metra drogi są bardziej zapchane niż zwykle. I właśnie dlatego tkwi w autobusie, czując zapach nadziewanego pasztecika, którego je młody chłopak na siedzeniu przed nią, i zagrożona tym, że nasika na nią pies.

Nie może się doczekać, kiedy powie Elliotowi o swoim spotkaniu z redaktorką. Zadzwoniła do niego od razu po wyjściu z restauracji, przede wszystkim po to, żeby przypomnieć mu o odebraniu Wilfiego ze szkoły, ale nie miała okazji powiedzieć reszty.

Rano była bardzo zestresowana: nie mogła znaleźć ulubionej apaszki w panterkę, a potem zapomniała, gdzie położyła klucz od domu.

- Wszystko będzie dobrze - powiedział Elliot, gdy już stała gotowa do wyjścia. Pocałował ją w policzek, żeby nie rozmazać pomadki. - Po prostu bądź szczera. Ona zrozumie. To twoja kariera.

I była szczera, przynajmniej do pewnego stopnia. Jej redaktorka Hannah, aż zbladła, gdy Emilia przyznała, że w dziesiątej części serii chce uśmiercić główną bohaterkę.

Hannah jest prawie w ósmym miesiącu ciąży, a Emilia martwiła się, że wywoła u niej wcześniejszy poród. Eleganckie palce Hannah ściskały szklankę z lemoniadą, jakby ktoś je do niej przymroził, gdy Emilia tłumaczyła, że zamiast części jedenastej chciałaby napisać samodzielną powieść, bo czuje, że historia komisarz Mirandy Moody dobiegła końca. Nie powiedziała, że ta dziesiąta część była najtrudniejszą książką, jaką przyszło jej napisać, i że w pewnej chwili obawiała się, że nie zdoła wymyślić wystarczająco dobrej fabuły.

Hannah potrzebowała dobrych kilku chwil, żeby odpowiedzieć.

W końcu odrzekła napiętym głosem:

- Seria o Moody sprzedała się w Wielkiej Brytanii w ponad dwóch milionach egzemplarzy. To ogromne ryzyko.

Emilia zdawała sobie z tego sprawę. I ją to przerażało. Ale jednocześnie czuła, że to już najwyższy czas na zamknięcie tej historii. Dziesięć książek w dziesięć lat, a pisanie Jej ostatniego rozdziału było naprawdę trudne.

Lunch zakończył się czymś w rodzaju rozejmu: Emilia miała przesłać pierwszą wersję Jej ostatniego rozdziału, włącznie z częścią, w której ginie Moody, a Hannah miała zobaczyć, czy to się sprawdzi. Jeśli nie, Emilia miała zmienić zakończenie i zrobić sobie przerwę. A potem napisać coś innego, zostawiając otwartą furtkę na powrót komisarz Moody.

Autobus nadal nie ruszył z miejsca, a Emilia widzi przed sobą jedynie sznur samochodów. Zastanawia się, czy nie iść dalej pieszo, bo stąd będzie to zaledwie dwudziestominutowy spacer, ale jeśli kierowca nie zgodzi się jej wypuścić, będzie musiała przejść z powrotem na swoje miejsce, mijając wszystkich tych ludzi.

Otwierają się podwójne drzwi z przodu, a do środka wsiada policjant. Pasażerowie milkną i spoglądają na siebie pytająco. Kobieta, która siedzi obok niej, odchyla się w prawo, żeby zobaczyć, co się dzieje, a potem odwraca do Emilii i pyta ostro:

- Co on tu robi?

Tak jakby Emilia znała odpowiedź.

- Może informuje kierowcę, że był wypadek - mówi uprzejmie Emilia. - Albo że droga jest zablokowana.

Policjant wysiada z autobusu, a kierowca wstaje i zwraca się do pasażerów.

- Bardzo mi przykro - mówi, twarz ma rumianą, a marynarka napina się na jego brzuchu - ale obawiam się, że dalej na drodze doszło do naprawdę poważnego wypadku. Niestety, będziecie państwo musieli tutaj wysiąść.

Ludzie jęczą i klną. Chłopak z siedzenia przed nią chowa resztę przekąski do torby. Kobieta obok narzeka głośno na niedogodności. Emilia myśli sobie, że przynajmniej Rigsby zrobi siku i patrzy, jak pasażerka stawia psa na podłodze tak delikatnie, jakby był zrobiony ze szkła.

Nie może się doczekać, żeby wysiąść, ale czeka cierpliwie, aż wszyscy wstaną i skierują się do wyjścia. Jej telefon dzwoni, akurat gdy wysiada z autobusu.

- Hej, Jas. - Wiatr się nasila, a ona otula się mocniej skórzaną kurtką żałując, że nie założyła czegoś cieplejszego. Tłum z autobusu zbiera się przed nią i Emilia za żadne skarby nie może tych ludzi wyprzedzić. Rigsby podnosi łapę przy najbliższej latarni.

- Gdzie jesteś? Wilf zachowuje się jak bachor, Elliot w ogóle go nie uspokaja, a tata miał mnie odebrać, ale się spóźnia. I nie mogę znaleźć moich spodni z wysokim stanem.

Emilia bierze głęboki oddech i przykłada telefon do drugiego ucha.

- Powinny być w suszarce. Już wracam do domu. Po drodze był jakiś wypadek.

- Wypadek? - Emilia słyszy strach w głosie córki. Mimo że jest nerwowa i przechodzi czas burzy hormonów, w głębi duszy pozostaje wrażliwa i martwi się o bliskich.

- Wszystko jest w porządku - zapewnia córkę. - To nie ma nic wspólnego ze mną. Ale musiałam wysiąść z autobusu.

- Elliot nie może po ciebie przyjechać?

Emilia rozgląda się po ulicy. Samochody stoją niemal zderzak w zderzak. Ktoś trąbi, na co od razu zgrzyta zębami. Dlaczego ludzie to robią? Przecież w ten sposób nie przyspieszą ruchu drogowego. Przeciska się przez grupę ludzi i przyspiesza kroku, jej obcasy stukają o chodnik.

- Nie. Jestem niedaleko, a ulice są zablokowane. Będzie szybciej, jak wrócę pieszo. - Milczy przez chwilę. - Myślałam, że tata odbierze cię ze szkoły.

Jasmine prycha.

- Coś mu wypadło, więc złapałam szkolny autobus. Powiedział, że przyjedzie po mnie do domu o osiemnastej...

Emilia wyobraża sobie, jak jej córka przewraca oczami. Wie, że Jasmine ma skomplikowaną relację z Jonasem.

- W porządku. Wrócę tak szybko, jak to możliwe. A twoje dżinsy...

- Wiem, wiem. Powiedziałaś, że są w suszarce. - W jej głosie słychać lekkość, co podnosi Emilię na duchu. Martwi się o Jasmine. Lockdowny miały zły wpływ na jej zdrowie psychiczne, choć Elliot był wspaniały, rozumiał ją i wspierał, bo jako nastolatek też cierpiał na stany lękowe. Jasmine zawsze miała problemy z odnalezieniem się w społeczeństwie, ale powrót do szkoły w dziesiątej klasie okazał się wyjątkowo dużym wyzwaniem. Naprawdę ma problem z ponownym się zaaklimatyzowaniem.

- Jeśli wyjdziesz przed moim powrotem, baw się dobrze u taty, i do zobaczenia w niedzielę. Kocham cię.

- Ja ciebie też - odpowiada Jasmine, po czym się rozłącza.

Emilia chowa telefon do kieszeni i przyspiesza. Chciałaby wrócić do domu, zanim Jasmine wyjdzie.

Myśli o swoim byłym mężu Jonasie oraz jego żonie Kristin - z którą się zresztą przyjaźniła - bawiących się z jej córką w szczęśliwą rodzinkę. Jakimś cudem udało jej się utrzymać dobre stosunki z Jonasem, ze względu na ich córkę, ale to nie zawsze było łatwe. O wiele trudniej jest wybaczyć Kristin.

Zarzuca torbę wyżej na ramię i żałuje, że nie założyła płaskich butów. Właśnie ma skręcić w boczną uliczkę, gdy dostrzega policjanta w odblaskowej kamizelce, który kieruje ruchem. Dwa wozy strażackie oraz mnóstwo radiowozów blokują drogę. Rozmyśla o tym, co mogło się wydarzyć.

 

 

 

 

 

 

 

2

 

 

 

- Nie wiem, co się dzieje, ale wszędzie była policja - mówi Emilia do Elliota, gdy przygotowują kolację w dużej, otwartej kuchni. To jej ulubione pomieszczenie w całym domu. Parkiet z jasnego drewna, marmurowe blaty i granatowe szafki. To centrum ich domu, miejsce, w którym wszyscy się gromadzą. Gdy wprowadzili się tutaj cztery lata temu, taka kuchnia była zaledwie marzeniem. Dopiero niedawno, po pięciu miesiącach prac budowlanych związanych z rozbudową i remontem, wszystko było gotowe. W zeszłym roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

- Nie mogłaś zapytać swojej przyjaciółki z policji, jak jej tam...?

Jej mąż ma tragiczną pamięć do imion. Wszyscy nazywają się po prostu "jak im tam".

- Louise. Mogłam, ale ona pracuje w wydziale kryminalnym, więc wątpię, że miałaby jakieś informacje na ten temat. - Sięga do szafy i automatycznie wyjmuje cztery talerze, ale wtedy przypomina sobie, że Jasmine jest u ojca, więc chowa jeden z powrotem. Nienawidzi kiedy Jasmine nie ma w domu. Wydaje się wtedy zbyt wielki i zbyt pusty. Elliot powiedział, że Kristin ją odebrała, bo Jonas nie miał pewności, czy uda mu się wyjść z biura. To strasznie zirytowało Emilię. Widuje się z córką co drugi weekend - mógłby dopilnować, żeby chociaż wtedy kończyć pracę na czas.

Odwraca się i patrzy na Elliota, który stoi przy blacie kuchennym. Miękki, kaszmirowy sweter napina się na jego szerokich ramionach, podkreślając wąską talię i opaloną skórę.

Przez lata często zastanawiała się, czy gdyby Kristin uwzięła się na Elliota, to ten uległby jej tak samo jak Jonas. Jest zupełnie inny niż jej były i nie tylko w kwestii wyglądu - on jest ciemny i krępy, z kolei Jonas żylasty, o blond włosach i jasnej skórze - ale ma też inny charakter. Jonas zawsze lubił flirtować, bo podoba mu się, gdy inne kobiety uważają go za atrakcyjnego i czarującego. Chce, żeby wszyscy go podziwiali i zawsze znajduje się w centrum zainteresowania. Ostatni wychodzi z baru, bez przerwy spotyka się z innymi znajomymi. Elliot jest zupełnie inny: szczery, czasami wręcz brutalnie (raz, gdy pofarbowała włosy na ciemno, powiedział jej, że wygląda jak Morticia Adams), i często unika spotkań towarzyskich, ale przy nim Emilia wie, na czym stoi.

Elliot kieruje się do telewizora, który znajduje się w salonie połączonym z kuchnią, a w podwójnych drzwiach do ogrodu odbija się wnętrze pomieszczenia. Sięga po pilota, którego Wilfie rzucił na szarą, lnianą sofę.

- Może powiedzą coś o tym w wiadomościach. - Odwraca się do niej z uśmiechem i celuje pilotem w telewizor, a jej serce zalewa fala miłości. To dobry człowiek. Taki, na którym można polegać. Nie jest próżny. Jako autorka zarabia więcej od niego, a on w ogóle nie ma z tym problemu. To dzięki jej pieniądzom mogli sobie pozwolić na tę wiktoriańską willę z pięcioma sypialniami przy jednej z głównych ulic Richmond Hill. Gdy Jonas zobaczył ją po raz pierwszy, zaklął pod nosem.

Emilia miesza jedzenie na patelni, zadowolona, że kurczak i papryka ładnie skwierczą, a zapach sprawia, że burczy jej w brzuchu, mimo że zjadła naprawdę syty lunch.

- Tato! Mogę obejrzeć Porę na przygodę? - Ich ośmioletni syn Wilfie wpada do pokoju, ściskając w ręce kontroler od playstation, i przeskakuje z nogi na nogę. To ciemnowłosa kula eksplodującej energii.

- Poczekaj chwilę, młody - odpowiada Elliot. - Musimy coś sprawdzić w wiadomościach... Mama zobaczyła coś ciekawego w drodze do domu i chcemy...

Ale Wilfie już wyszedł. Elliot patrzy z uniesionymi brwiami na Emilię, a ona tylko się śmieje. Od dawna żartują, że ich syn nie potrafi ustać ani usiedzieć w miejscu, chyba że chodzi o spanie albo jedzenie. Przy jedzeniu się nie spieszy, tak samo jak ona.

- Kolacja prawie gotowa! - woła, choć nie dostaje żadnej odpowiedzi. Pozwala mu grać na konsoli tylko dlatego, że jest piątkowy wieczór. Zdecydowanie to wykorzystuje, odkąd wróciła do domu, praktycznie nie wynurza się z pokoju.

- Moment... To chyba to - mówi Elliot i idzie w jej stronę tyłem, nie odrywając spojrzenia od telewizora.

Emilia zdejmuje patelnię z kuchenki i staje obok niego. On obejmuje ją ramieniem. Czuje się przy nim taka malutka ze swoim metr sześćdziesiąt wzrostu, kiedy on ma prawie metr osiemdziesiąt.

Patrzą, jak na ekranie pojawia się napis "Z OSTATNIEJ CHWILI", a po nim elegancko ubrana prezenterka z blond bobem omawia zdjęcia przedstawiające wejście do Kew Gardens, na których widać policję.

- W Kew Gardens w Londynie doszło dzisiaj do poważnego zdarzenia. Policja ewakuowała zwiedzających i zabezpieczyła Kew Road w obrębie ważnej atrakcji turystycznej z powodu podejrzenia ataku terrorystycznego. Pracownicy Kew Gardens otrzymali około szesnastej dwadzieścia pięć anonimową informację, że na terenie obiektu podłożono bombę. Torbę podróżną znalazła grupa saperów, ale przekazano nam, że była to mistyfikacja, a w środku znajdowało się stare radio tranzystorowe.

Prezenterka zaczyna omawiać kolejne informacje, więc Elliot wyłącza telewizor i odkłada pilota na stolik kawowy. Idzie w stronę płyty kuchennej, a ona podąża za nim, rozmyślając o tym, co właśnie usłyszeli.

Brzmi bardzo znajomo.

- Pewnie banda nastolatków myślała, że będzie śmiesznie - mówi Elliot, zaczynając nakładać jedzenie. - A to naprawdę poważna rzecz. Gdyby zostali złapani... - Podnosi wzrok i chyba zauważa jej minę, bo pyta, czy coś się stało.

Kręci głową.

- Nic. Po prostu... Nie wiem. To trochę dziwne.

- Co?

- W mojej pierwszej książce, wiesz, w Podpalaczu...

- Jak mógłbym zapomnieć? - mówi, jego spojrzenie łagodnieje. Poznali się w kawiarni, gdy pisała tę książkę, prawie jedenaście lat temu. Właśnie przechodziła przez rozwód i wynajmowała małe mieszkanie, gdzie mieszkała z Jasmine, po tym jak Jonas spłacił jej połowę ich wspólnego domu w Twickenham. Zawsze chciała napisać książkę, ale po studiach zatrudniła się w lokalnej gazecie.

Dowiedziała się, że jest w ciąży z Jasmine, gdy dopiero co dostała pracę jako autorka felietonów do jednego z niedzielnych dodatków. Miała dwadzieścia trzy lata, była spłukana i mieszkała z Jonasem, którego poznała na pierwszym roku studiów w Brighton, a ciąża nie była planowana. Gdy przekazała informację Jonasowi, ten się oświadczył, a kilka miesięcy później wzięli ślub. Była to skromna, szybka uroczystość w urzędzie stanu cywilnego.

Gdy Jasmine się urodziła, Emilia nie mogła wrócić do pracy na pełen etat. Opłaty za żłobek pochłonęłyby jej małą pensję, a rodzice mieszkali za daleko, żeby pomóc - choć nawet gdyby mieszkali w tym samym mieście, nie zgodziliby się na to. Dlatego zajmowała się freelancerką, kiedy tylko mogła. Gdy Jonas ją zostawił, każdą wolną chwilę spędzała na pisaniu książki o rozsądnej detektywce. O kimś silnym i odważnym, bo ona czuła się wtedy słaba i bezsilna.

Elliot wszedł wtedy do kawiarni nad rzeką podczas przerwy obiadowej, po spotkaniu z klientem. Gdy go zobaczyła, pomyślała sobie, że ma ciepłe, brązowe oczy. Że bije z nich dobro. Rozmawiali trochę po tym, jak go poprosiła, czy mógłby popilnować jej laptopa, bo musi iść do łazienki.

- Skąd wiedziałaś, że z nim nie ucieknę? - zapytał później.

- Bo masz twarz wzbudzającą zaufanie - odpowiedziała.

Nadal używa tego przeciwko niej, gdy oskarża go o zjedzenie ostatniej paczki chipsów albo wypicie resztki kawy.

Co, ja? Przecież mam wzbudzającą zaufanie twarz!

- O co chodzi? - pyta teraz, grzebiąc w szufladzie ze sztućcami.

- Cóż - mówi Emilia, niosąc talerze do dębowego stołu. - Pisałam o takim wydarzeniu. O fałszywym alarmie bombowym. Torba z radiem w Kew Gardens, pamiętasz?

Elliot odkłada sztućce na stół.

- Takie rzeczy się dzieją. To Londyn. Zwykły zbieg okoliczności. Napisałaś tę książkę wiele lat temu.

Oczywiście, że to zbieg okoliczności. Właśnie takie racjonalne myślenie kocha w swoim mężu. Ona rozpędza się od zera do setki w sekundę. Ale Elliot ma rację, to czysty przypadek. Podejrzewa, że to dzieciaki stroją sobie żarty.

Tak jak w jej książce.

Elliot wraca do wyspy kuchennej. Obserwuje go i stara się odeprzeć przeczucie, że to zbyt duży zbieg okoliczności. Minęło jedenaście lat od jej debiutu i przecież nie pamięta każdego zapisanego słowa. Ale wszystko do niej wraca.

Gdy zgłoszono podłożenie bomby w Kew Gardens, jej główna bohaterka, Miranda Moody, jechała Kew Road. Siedziała w autobusie, który musieli ewakuować.

I właśnie to jej się dzisiaj przydarzyło.

 

 

 

 

 

 

 

3

 

 

 

- Tędy. Ona jest tam...

Sierżant Saunders wskazuje na chłostany wiatrem budynek z widokiem na morze. Jest późne popołudnie, niebo przesłaniają gęste, białe chmury, a Saunders mocno tupie, żeby się rozgrzać, albo dlatego, że zaczyna już tracić cierpliwość. Z nim nigdy nie wiadomo. Jestem jego szefową, więc nie może mi powiedzieć, żebym ruszyła dupę, choć na pewno tak właśnie myśli. Nie mówię mu, że niemal wyprułam sobie flaki, żeby tu dotrzeć, ani że gdy zadzwonił, próbowałam przekonać mojego starego ojca, że jego żona - a moja matka - będzie miała lepiej w domu opieki. Ani że mój były mąż poinformował mnie, że ponownie się żeni.

Przez pięć lat wspólnej pracy nie powiedziałam mu o sobie ani jednej rzeczy związanej z życiem osobistym. Tak jest lepiej. A on nigdy nie przestaje gadać, więc wiem o nim wszystko. Poza piciem w barze z kumplami i kobietami, w których się zakochuje, a one nie odwzajemniają jego uczuć, niewiele się u niego dzieje.

Pokazujemy odznaki dwóm funkcjonariuszom, którzy pilnują wejścia do budynku, i zakładamy ochraniacze na buty. Teren zabezpieczono już taśmą policyjną. Unoszą ją, żebyśmy mogli wejść. Przechodzimy pod nią ostrożnie, żeby nie dotknąć drzwi, i wspinamy się po schodach. Brązowy dywan jest powycierany, ściany wyłożone drewnem w kolorze łososiowym.

Gdy docieramy na górę, od razu uderza mnie odór. Drzwi do jednego z pokojów stoją otworem, a technik kryminalistyki już pracuje w małej sypialni. Razem z Saundersem stoimy w progu, bardzo uważając, żeby niczego nie dotknąć, i czekamy, aż dostaniemy pozwolenie na wejście do środka. Z miejsca w którym stoimy, widzimy, że ofiara leży na plecach, ręce i nogi ma związane. Ma na sobie turkusową koszulę nocną z satyny, której przód jest cały przesiąknięty krwią.

Technik podnosi wzrok. To Celia Winters. Po pięćdziesiątce, zawzięta. Dobrze wiemy, że gdy wykonuje swoją pracę, lepiej nie włazić do pomieszczenia. Jest bardzo poważna i profesjonalna. Nikt nie zorientował by się, że jesteśmy przyjaciółkami, i że regularnie wychodzimy na drinki, najczęściej kończąc w barze z karaoke w centrum Plymouth.

- Zadźgana - oznajmia. - Kłuta wielokrotnie. Nie mam jeszcze dokładnego czasu zgonu, ale zgaduję, że nie żyje od co najmniej dwunastu godzin. Jest jeszcze coś. - Podchodzi do nogi ofiary. - Tutaj, na kostce...

Odwracam się do Saundersa, bo wiem, że jego mina i poziom adrenaliny będą identyczne jak moje. Wstrzymujemy oddech. Czekamy. Wiemy już, co powie.

- ... znamię. Jak tatuaż, ale zrobiony scyzorykiem. Wykonane niedawno, myślę, że tuż przed jej śmiercią albo zaraz po niej. Pewnie go stamtąd nie widzicie, jest małe i precyzyjne. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, ale przypomina głowę owada. Jest trójkątna, i do tego te dziwne oczy...

Wymieniamy z Saundersem spojrzenia. Wiemy dokładnie, co to jest, mimo że nie widzieliśmy tego od lat, a Saunders jedynie na zdjęciach.

Modliszka.

Do Celii chyba to dociera. Rozmawiałyśmy o tym, chociaż z nami nie pracowała, kiedy uderzył po raz ostatni.

Otwiera szeroko usta.

- Cholera - mruczy, patrząc mi w oczy.

Odpowiadam i nawet we własnych uszach brzmię ponuro.

- Wygląda na to, że wrócił.

 

 

 

 

 

 

 

4

 

 

 

Drzwi wejściowe są otwarte, światło ze środka pada na oszroniony chodnik. Jonas stoi do niej plecami, dlatego nie widzi, jak wysiada ze swojego nissana i stąpa ostrożnie, żeby się nie poślizgnąć.

Niezaradność jej byłego to jedna z tych rzeczy, za którymi Emilia zdecydowanie nie tęskni. Elliot zdążył już wysypać ich podjazd solą. Jak na początek marca jest naprawdę zimno.

- Pospiesz się! Twoja mama będzie tu za chwilę! - woła. Musiał ją usłyszeć albo wyczuć jej obecność, bo odwraca się i posyła spięty uśmiech. - Och. Cześć, Em. Wybacz, nie jest gotowa. Od czterdziestu pięciu minut powtarzam, żeby się zbierała. - Wzrusza ramionami, udając nonszalancję, ale z kilometra czuć od niego zdenerwowanie.

Czy Jasmine celowo stwarzała problemy? Jonas nie zawsze wie, jak radzić sobie z humorami ich córki.

- Co u niej? - pyta cicho Emilia.

- Nie było najgorzej. Wczoraj większość czasu spędziła zamknięta w pokoju, ale dzisiaj rano Kristin zabrała ją na zakupy. Wejdź, zmarzniesz na dworze. Napijesz się może herbaty? Może Jej Wysokość w tym czasie się ogarnie?

Wchodzi do środka i zatrzymuje się w korytarzu. Od czasu, gdy tu mieszkała, wystrój znacznie się zmienił. Teraz ściany mają ciepły, kamienny odcień, gdzieniegdzie wychylają się z nich mosiężne kinkiety, a na środku wisi ogromne lustro, które sprawia, że ta mała przestrzeń wydaje się o wiele większa. Jasmine powiedziała, że Kristin przechodzi ostatnio "fazę projektantki wnętrz".

Emilia rozważa napicie się herbaty. Czasami, gdy nie ma Kristin, przyjmuje zaproszenie, ale tym razem dostrzegła jej samochód przed domem.

- Dzięki, ale powinnam wracać - mówi i przymyka za sobą drzwi.

- Pewnie. - Mina nieco mu rzednie, a ona przypomina sobie chwilę sprzed lat, około roku od ich rozstania, gdy Jonas odwożąc Jasmine, przyznał się Emilii, że za nią tęskni. Dopiero zaczęła spotykać się z Elliotem, więc zignorowała to wyznanie, traktując je jako nagły przypływ zazdrości wobec innego mężczyzny. A to było dla niego typowe. Od tamtego czasu nie wspomniał o tym ani razu, ale sama świadomość, że kiedyś miało to miejsce, jest dla niej niczym drogocenny klejnot, który czasami podziwia, a potem chowa z powrotem w zakamarkach pamięci.

- Jak książka? Skończyłaś pisać?

- Tak, wysłałam ją już do redaktorki.

- Co tym razem porabia komisarz Miranda Moody?

- Myślę, że to najmroczniejsza część. Opowiada o seryjnym mordercy, który piętnuje swoje ofiary rysunkiem głowy insekta. Zadźgane kobiety. Słodko i lekko! - Śmieje się skromnie. - Och, a Miranda ginie na samym końcu.

- Co? - Jonas wpatruje się w nią szeroko otwartymi oczami. - Dlaczego? Wiesz, że ją uwielbiam!

- Dostała dziesięć książek. Miała swój czas na to, by lśnić.

- Ale dlaczego?

- Bo chcę napisać coś innego.

- Twój wydawca na pewno nie jest zadowolony.

- Udało nam się wypracować kompromis - opowiada mu o lunchu z redaktorką, na którym była w piątek.

- Czyli Hannah czyta teraz ostateczną wersję?

- Cóż, wątpię, że robi to dzisiaj, przecież jest niedziela. Ale mam nadzieję, że niedługo tekst do mnie wróci, bo jeśli Hannah uzna, że to się nie uda, poprosi mnie o zachowanie otwartego zakończenia. Może Moody zostanie ciężko ranna, ale nie zginie... Jeszcze nie wiem. Może tak będzie lepiej.

- Uważam, że powinnaś zostawić otwarte zakończenie. Ale wiesz, ja jestem tylko fanem.

- Musisz tak mówić jako ojciec mojego dziecka!

- Co musi mówić?

Odwracają się, gdy Kristin wchodzi do korytarza. Ma metr siedemdziesiąt wzrostu, z czego większość to nogi. Ciemne włosy zebrała w luźny, ale elegancki kok na czubku głowy. Przez wycięcia na ramionach w swetrze wybija się sztuczna opalenizna. Ma niemal czterdzieści lat, a wygląda równie cudownie jak wtedy, gdy Emilia poznała ją na studiach. Od razu czuje się przysadzista i mocniej owija grubym płaszczem, jakby chciała się zasłonić.

- Rozmawialiśmy o najnowszej książce Em.

- Och, tak, jestem naprawdę zaintrygowana. Ostatnia była świetna.

To ta jedna rzecz, którą musi im przyznać. Od zawsze wspierali ją w pisaniu. Okazywali wręcz fascynację. Możliwe, że bali się, że ich postacie zostaną opisane w którejś z książek. Pióro silniejsze od miecza i tak dalej.

- Dzięki. - Emilia czuje, że robi jej się gorąco w twarz. Nigdy nie wie, jak podchodzić do Kristin. Nawet wtedy, gdy wciąż się przyjaźniły, Kristin w ułamku sekundy z czarującej zmieniała się w zgryźliwą. Ale zawsze podziwiała jej przebojowość i szelmowskie poczucie humoru. Nikt nie był w stanie rozbawić jej tak jak Kristin, gdy jeszcze się przyjaźniły. I choć jest naprawdę piękna, nigdy nie traktowała siebie zbyt poważnie - gdy wychodziły wieczorami, wygłupiała się na parkiecie, w ogóle nie przywiązując wagi do tego, jak wyglądała. Nawet teraz, po tylu latach, nadal tęskni za ich dawną przyjaźnią.

Kristin nachyla się w stronę Jonasa, a on obejmuje ją i uśmiecha się z zadowoleniem. Minęło jedenaście lat, ale Emilia nadal doznaje lekkiego wstrząsu, gdy widzi ich tak w sobie zakochanych. Czuje się, jakby przeniosła się do jakiegoś alternatywnego świata.

- Mamy wieści - wtrąca przyjaciółka.

- Och, tak? - Czy Kristin jest w ciąży? Jest zaskoczona, że jeszcze do tego nie doszło. Kristin zawsze powtarzała, że pewnego dnia chciałaby mieć dzieci. Emilia zerka na brzuch swojej byłej przyjaciółki, ale ten jest równie płaski co wtedy, gdy miały po dwadzieścia dwa lata.

- Przeprowadzamy się. Nareszcie!

Zalewa ją fala ulgi, że jeszcze nie będą mieli dziecka. Jasmine miała zaledwie cztery latka, gdy Emilia poznała Elliota, a trzy lata później pojawił się Wilfie. Coś takiego, informacja o nowym dziecku, które mogłoby się pojawić w rodzinie, nie wpłynęłaby dobrze na jej córkę.

- To świetnie. Dokąd?

Proszę, tylko nie Richmond. Proszę, tylko nie Richmond.

- Teddington. Koło śluzy. Piękny dom. I mnóstwo miejsca, prawda, kochanie?

Jonas potakuje i uśmiecha się, ale Emilia nie jest głupia.

Widzi panikę w jego spojrzeniu.

- Cieszę się waszym szczęściem. - Wie, że odkąd się rozstali, Jonas miał problemy finansowe, i spłacenie długów naprawdę nie było łatwe. W dodatku nigdy nie chciał się przeprowadzać. Usprawiedliwiał to tym, że ma stąd pięć minut do domu rodziców, ale Emilia podejrzewała, że to z lenistwa, i że po prostu nie chce w swoim życiu zamieszania.

Jednocześnie pamięta błysk zazdrości w jego oczach, gdy Emilia i Elliot kupili cztery lata temu willę. Ma przeczucie, że Kristin nie jest zbyt pomocna w sferze finansowej, bo co chwilę zmienia pracę.

- Dziękuję. - Niebieskie oczy Kristin błyszczą. - Naprawdę nie mogę się doczekać, aż zacznę urządzanie wnętrza. Rozważam białe ściany i jasne podłogi. Światło w tym domu jest naprawdę wyjątkowe. Poczekaj, aż zobaczysz. To cudowne, móc wybrać swój własny dom. Ten tutaj... - Rozgląda się po wąskim korytarzu. - To nie jest coś, co sama bym wybrała.

Jonas patrzy na Emilię z uniesioną brwią. Ona nic nie mówi, chociaż mocno ją kusi, by zapytać Kristin, jaki dom wybrałaby, gdyby pracowała w lokalnej gazecie za niską pensję w wieku dwudziestu trzech lat i do tego była w ciąży. Emilia zawsze uważała, że bardzo dobrze sobie poradzili z Jonasem, skoro w tak młodym wieku kupili dom. Ale Kristin nigdy nie musiała się martwić o takie rzeczy. Podróżowała sobie beztrosko po Australii ze swoim bogatym chłopakiem. Wszyscy myśleli, że go poślubi.

- Okej - mówi Emilia, sugestywnie zerkając na zegarek, choć bez okularów nic nie widziała. - Gdzie jest Jas?

Jonas odwraca się, by zawołać ich córkę, a Jasmine zbiega po schodach z plecakiem na ramieniu i telefonem przy uchu.

- Tak, tak, przecież mówiłam, że już idę. - Po tym zwraca się do słuchawki: - Oddzwonię, Nance. - Chowa telefon do kieszeni i odgarnia blond włosy z twarzy. Gdy dociera na dół, wsuwa nogi w masywne, białe buty, które nigdy się Emilii nie podobały.

- Chodź, kochanie. Wracajmy do domu - mówi, obejmując córkę ramieniem.

- Czy przyjedzie do nas ciocia Ottilie?

Po twarzy Emilii przemyka uśmiech. Zawsze doświadcza tej odrobiny przyjemności, gdy widzi, jak Kristin skręca się na dźwięk imienia ich niegdyś wspólnej przyjaciółki. Co prawda, Ottilie raczej nie rozmawiała z Kristin przez ostatnie jedenaście lat, ale gdy Emilia je sobie przedstawiła jako nastolatki, stały się we trzy niemal nierozłączne. Trwało to dobre parę lat. Jednak to Emilia znała Ottilie od jedenastego roku życia, kiedy poznały się w szkole z internatem. Dużo razem przeszły i ich więź nadal jest bardzo głęboka. Ottilie nigdy nie wybaczyła Kristin złamania czegoś, co nazywała "dziewczyńskim kodeksem".

- Tak, przyjdzie Ottilie i dziadek Trevor. - Trevor to ojciec Elliota, więc technicznie rzecz biorąc, nie jest dziadkiem Jasmine, jednak ta dwójka od zawsze się uwielbiała.

- Co u Ottilie? - pyta Kristin, starając się wyglądać na niezainteresowaną, mimo że Emilia zdaje sobie sprawę z tej dziwnej fascynacji dawną przyjaciółką. Większość ludzi w ten sposób reaguje na Ottilie. To prawda, że jest wyjątkowa.

- Dobrze się jej wiedzie. Wręcz fantastycznie. Zaczęła się z kimś spotykać, ale jeszcze go nie poznałam. Mieszka w Niemczech. Poznała go, gdy odwiedzała tatę w Hamburgu.

- Cieszę się.

- A Elliot przygotowuje pieczeń.

Wie, że to dziecinne, ale Jonas beznadziejnie gotuje.

- Och, Elliot robi przepyszną pieczeń! - wykrzykuje Jas, co jeszcze bardziej cieszy Emilię.

- Jak cudownie - szczebiocze Kristin, gdy Emilia otwiera drzwi - jest móc jeść pieczone ziemniaki. Ja nie tknęłam węglowodanów od dwa tysiące ósmego!

Jasmine szybko tuli Jonasa i Kristin na pożegnanie, a Emilia popędza córkę w stronę samochodu, jednak na tyle wolno, by dziewczyna nie poślizgnęła się na oblodzonym chodniku. Czuje ulgę, że siedzi z powrotem w samochodzie. Boże, nie może się doczekać, aż Jasmine będzie wystarczająco duża, by jeździć sama, bo wtedy ona nie będzie musiała co dwa tygodnie widywać swojej byłej przyjaciółki.

 

 

 

Tytuł oryginału: The Woman Who Lied

 

The Woman Who Lied

Copyright ? Claire Douglas, 2023

All rights reserved.

Copyright for the Polish edition ? by Grupa Wydawnicza FILIA, 2024

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2024

 

Projekt okładki: Lee Motley / MJ

Zdjęcie na okładce: ? Béla Molnar

 

Redakcja, korekta, skład i łamanie: Editio

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

"DARKHART"

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

 

eISBN: 978-83-8357-358-8

 

 

Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

 

Seria: FILIA Mroczna strona

mrocznastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

SPIS TREŚCI

 

 

 

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

 

PROLOG

 

CZĘŚĆ PIERWSZA

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

 

CZĘŚĆ DRUGA

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

 

EPILOG

 

Karta redakcyjna