4
Drzwi wejściowe są otwarte, światło ze środka pada na oszroniony chodnik. Jonas stoi do niej plecami, dlatego nie widzi, jak wysiada ze swojego nissana i stąpa ostrożnie, żeby się nie poślizgnąć.
Niezaradność jej byłego to jedna z tych rzeczy, za którymi Emilia zdecydowanie nie tęskni. Elliot zdążył już wysypać ich podjazd solą. Jak na początek marca jest naprawdę zimno.
- Pospiesz się! Twoja mama będzie tu za chwilę! - woła. Musiał ją usłyszeć albo wyczuć jej obecność, bo odwraca się i posyła spięty uśmiech. - Och. Cześć, Em. Wybacz, nie jest gotowa. Od czterdziestu pięciu minut powtarzam, żeby się zbierała. - Wzrusza ramionami, udając nonszalancję, ale z kilometra czuć od niego zdenerwowanie.
Czy Jasmine celowo stwarzała problemy? Jonas nie zawsze wie, jak radzić sobie z humorami ich córki.
- Co u niej? - pyta cicho Emilia.
- Nie było najgorzej. Wczoraj większość czasu spędziła zamknięta w pokoju, ale dzisiaj rano Kristin zabrała ją na zakupy. Wejdź, zmarzniesz na dworze. Napijesz się może herbaty? Może Jej Wysokość w tym czasie się ogarnie?
Wchodzi do środka i zatrzymuje się w korytarzu. Od czasu, gdy tu mieszkała, wystrój znacznie się zmienił. Teraz ściany mają ciepły, kamienny odcień, gdzieniegdzie wychylają się z nich mosiężne kinkiety, a na środku wisi ogromne lustro, które sprawia, że ta mała przestrzeń wydaje się o wiele większa. Jasmine powiedziała, że Kristin przechodzi ostatnio "fazę projektantki wnętrz".
Emilia rozważa napicie się herbaty. Czasami, gdy nie ma Kristin, przyjmuje zaproszenie, ale tym razem dostrzegła jej samochód przed domem.
- Dzięki, ale powinnam wracać - mówi i przymyka za sobą drzwi.
- Pewnie. - Mina nieco mu rzednie, a ona przypomina sobie chwilę sprzed lat, około roku od ich rozstania, gdy Jonas odwożąc Jasmine, przyznał się Emilii, że za nią tęskni. Dopiero zaczęła spotykać się z Elliotem, więc zignorowała to wyznanie, traktując je jako nagły przypływ zazdrości wobec innego mężczyzny. A to było dla niego typowe. Od tamtego czasu nie wspomniał o tym ani razu, ale sama świadomość, że kiedyś miało to miejsce, jest dla niej niczym drogocenny klejnot, który czasami podziwia, a potem chowa z powrotem w zakamarkach pamięci.
- Jak książka? Skończyłaś pisać?
- Tak, wysłałam ją już do redaktorki.
- Co tym razem porabia komisarz Miranda Moody?
- Myślę, że to najmroczniejsza część. Opowiada o seryjnym mordercy, który piętnuje swoje ofiary rysunkiem głowy insekta. Zadźgane kobiety. Słodko i lekko! - Śmieje się skromnie. - Och, a Miranda ginie na samym końcu.
- Co? - Jonas wpatruje się w nią szeroko otwartymi oczami. - Dlaczego? Wiesz, że ją uwielbiam!
- Dostała dziesięć książek. Miała swój czas na to, by lśnić.
- Ale dlaczego?
- Bo chcę napisać coś innego.
- Twój wydawca na pewno nie jest zadowolony.
- Udało nam się wypracować kompromis - opowiada mu o lunchu z redaktorką, na którym była w piątek.
- Czyli Hannah czyta teraz ostateczną wersję?
- Cóż, wątpię, że robi to dzisiaj, przecież jest niedziela. Ale mam nadzieję, że niedługo tekst do mnie wróci, bo jeśli Hannah uzna, że to się nie uda, poprosi mnie o zachowanie otwartego zakończenia. Może Moody zostanie ciężko ranna, ale nie zginie... Jeszcze nie wiem. Może tak będzie lepiej.
- Uważam, że powinnaś zostawić otwarte zakończenie. Ale wiesz, ja jestem tylko fanem.
- Musisz tak mówić jako ojciec mojego dziecka!
- Co musi mówić?
Odwracają się, gdy Kristin wchodzi do korytarza. Ma metr siedemdziesiąt wzrostu, z czego większość to nogi. Ciemne włosy zebrała w luźny, ale elegancki kok na czubku głowy. Przez wycięcia na ramionach w swetrze wybija się sztuczna opalenizna. Ma niemal czterdzieści lat, a wygląda równie cudownie jak wtedy, gdy Emilia poznała ją na studiach. Od razu czuje się przysadzista i mocniej owija grubym płaszczem, jakby chciała się zasłonić.
- Rozmawialiśmy o najnowszej książce Em.
- Och, tak, jestem naprawdę zaintrygowana. Ostatnia była świetna.
To ta jedna rzecz, którą musi im przyznać. Od zawsze wspierali ją w pisaniu. Okazywali wręcz fascynację. Możliwe, że bali się, że ich postacie zostaną opisane w którejś z książek. Pióro silniejsze od miecza i tak dalej.
- Dzięki. - Emilia czuje, że robi jej się gorąco w twarz. Nigdy nie wie, jak podchodzić do Kristin. Nawet wtedy, gdy wciąż się przyjaźniły, Kristin w ułamku sekundy z czarującej zmieniała się w zgryźliwą. Ale zawsze podziwiała jej przebojowość i szelmowskie poczucie humoru. Nikt nie był w stanie rozbawić jej tak jak Kristin, gdy jeszcze się przyjaźniły. I choć jest naprawdę piękna, nigdy nie traktowała siebie zbyt poważnie - gdy wychodziły wieczorami, wygłupiała się na parkiecie, w ogóle nie przywiązując wagi do tego, jak wyglądała. Nawet teraz, po tylu latach, nadal tęskni za ich dawną przyjaźnią.
Kristin nachyla się w stronę Jonasa, a on obejmuje ją i uśmiecha się z zadowoleniem. Minęło jedenaście lat, ale Emilia nadal doznaje lekkiego wstrząsu, gdy widzi ich tak w sobie zakochanych. Czuje się, jakby przeniosła się do jakiegoś alternatywnego świata.
- Mamy wieści - wtrąca przyjaciółka.
- Och, tak? - Czy Kristin jest w ciąży? Jest zaskoczona, że jeszcze do tego nie doszło. Kristin zawsze powtarzała, że pewnego dnia chciałaby mieć dzieci. Emilia zerka na brzuch swojej byłej przyjaciółki, ale ten jest równie płaski co wtedy, gdy miały po dwadzieścia dwa lata.
- Przeprowadzamy się. Nareszcie!
Zalewa ją fala ulgi, że jeszcze nie będą mieli dziecka. Jasmine miała zaledwie cztery latka, gdy Emilia poznała Elliota, a trzy lata później pojawił się Wilfie. Coś takiego, informacja o nowym dziecku, które mogłoby się pojawić w rodzinie, nie wpłynęłaby dobrze na jej córkę.
- To świetnie. Dokąd?
Proszę, tylko nie Richmond. Proszę, tylko nie Richmond.
- Teddington. Koło śluzy. Piękny dom. I mnóstwo miejsca, prawda, kochanie?
Jonas potakuje i uśmiecha się, ale Emilia nie jest głupia.
Widzi panikę w jego spojrzeniu.
- Cieszę się waszym szczęściem. - Wie, że odkąd się rozstali, Jonas miał problemy finansowe, i spłacenie długów naprawdę nie było łatwe. W dodatku nigdy nie chciał się przeprowadzać. Usprawiedliwiał to tym, że ma stąd pięć minut do domu rodziców, ale Emilia podejrzewała, że to z lenistwa, i że po prostu nie chce w swoim życiu zamieszania.
Jednocześnie pamięta błysk zazdrości w jego oczach, gdy Emilia i Elliot kupili cztery lata temu willę. Ma przeczucie, że Kristin nie jest zbyt pomocna w sferze finansowej, bo co chwilę zmienia pracę.
- Dziękuję. - Niebieskie oczy Kristin błyszczą. - Naprawdę nie mogę się doczekać, aż zacznę urządzanie wnętrza. Rozważam białe ściany i jasne podłogi. Światło w tym domu jest naprawdę wyjątkowe. Poczekaj, aż zobaczysz. To cudowne, móc wybrać swój własny dom. Ten tutaj... - Rozgląda się po wąskim korytarzu. - To nie jest coś, co sama bym wybrała.
Jonas patrzy na Emilię z uniesioną brwią. Ona nic nie mówi, chociaż mocno ją kusi, by zapytać Kristin, jaki dom wybrałaby, gdyby pracowała w lokalnej gazecie za niską pensję w wieku dwudziestu trzech lat i do tego była w ciąży. Emilia zawsze uważała, że bardzo dobrze sobie poradzili z Jonasem, skoro w tak młodym wieku kupili dom. Ale Kristin nigdy nie musiała się martwić o takie rzeczy. Podróżowała sobie beztrosko po Australii ze swoim bogatym chłopakiem. Wszyscy myśleli, że go poślubi.
- Okej - mówi Emilia, sugestywnie zerkając na zegarek, choć bez okularów nic nie widziała. - Gdzie jest Jas?
Jonas odwraca się, by zawołać ich córkę, a Jasmine zbiega po schodach z plecakiem na ramieniu i telefonem przy uchu.
- Tak, tak, przecież mówiłam, że już idę. - Po tym zwraca się do słuchawki: - Oddzwonię, Nance. - Chowa telefon do kieszeni i odgarnia blond włosy z twarzy. Gdy dociera na dół, wsuwa nogi w masywne, białe buty, które nigdy się Emilii nie podobały.
- Chodź, kochanie. Wracajmy do domu - mówi, obejmując córkę ramieniem.
- Czy przyjedzie do nas ciocia Ottilie?
Po twarzy Emilii przemyka uśmiech. Zawsze doświadcza tej odrobiny przyjemności, gdy widzi, jak Kristin skręca się na dźwięk imienia ich niegdyś wspólnej przyjaciółki. Co prawda, Ottilie raczej nie rozmawiała z Kristin przez ostatnie jedenaście lat, ale gdy Emilia je sobie przedstawiła jako nastolatki, stały się we trzy niemal nierozłączne. Trwało to dobre parę lat. Jednak to Emilia znała Ottilie od jedenastego roku życia, kiedy poznały się w szkole z internatem. Dużo razem przeszły i ich więź nadal jest bardzo głęboka. Ottilie nigdy nie wybaczyła Kristin złamania czegoś, co nazywała "dziewczyńskim kodeksem".
- Tak, przyjdzie Ottilie i dziadek Trevor. - Trevor to ojciec Elliota, więc technicznie rzecz biorąc, nie jest dziadkiem Jasmine, jednak ta dwójka od zawsze się uwielbiała.
- Co u Ottilie? - pyta Kristin, starając się wyglądać na niezainteresowaną, mimo że Emilia zdaje sobie sprawę z tej dziwnej fascynacji dawną przyjaciółką. Większość ludzi w ten sposób reaguje na Ottilie. To prawda, że jest wyjątkowa.
- Dobrze się jej wiedzie. Wręcz fantastycznie. Zaczęła się z kimś spotykać, ale jeszcze go nie poznałam. Mieszka w Niemczech. Poznała go, gdy odwiedzała tatę w Hamburgu.
- Cieszę się.
- A Elliot przygotowuje pieczeń.
Wie, że to dziecinne, ale Jonas beznadziejnie gotuje.
- Och, Elliot robi przepyszną pieczeń! - wykrzykuje Jas, co jeszcze bardziej cieszy Emilię.
- Jak cudownie - szczebiocze Kristin, gdy Emilia otwiera drzwi - jest móc jeść pieczone ziemniaki. Ja nie tknęłam węglowodanów od dwa tysiące ósmego!
Jasmine szybko tuli Jonasa i Kristin na pożegnanie, a Emilia popędza córkę w stronę samochodu, jednak na tyle wolno, by dziewczyna nie poślizgnęła się na oblodzonym chodniku. Czuje ulgę, że siedzi z powrotem w samochodzie. Boże, nie może się doczekać, aż Jasmine będzie wystarczająco duża, by jeździć sama, bo wtedy ona nie będzie musiała co dwa tygodnie widywać swojej byłej przyjaciółki.