Klucze - Adam Lang

-
Proszę czekać

Koniec świata

Mieliśmy wspaniały dywan. Dość cienki, szorstki, w brązowe, zielone, szare i czarne kwadraty poprzedzielane grubymi paskami. Idealny do zabawy w wojsko. Koszary zawsze znajdowały się na najciemniejszym zielonym kwadracie. Tam stacjonowała moja jednostka. Baza czołgów wraz z dystrybutorami paliwa, warsztatem naprawczym i myjnią zajmowała szary kwadrat. Miałem całą walizkę wojska - kucharza i czterech kuchcików w fartuchach narzuconych na mundury oraz zaplecze medyczne i wszystkie szarże - od marszałka poprzez generałów, na rekrutach skończywszy. Samo rozstawienie ich na dywanie zajmowało ze dwie godziny, a wymarsz jednostki na poligon kolejne dwie. Potrafiłem siedzieć na tym dywanie całymi dniami, z przerwą jedynie na obiad. Czasem przychodziły sąsiadki z parteru i wtedy też zawsze bawiliśmy się w wojsko. Nie wiem, dlaczego się na to zgadzały. Chyba dlatego, że mogły sobie wybrać dowolne szarże. Zgadzałem się, żeby były marszałkami. Ja zawsze chciałem być dowódcą czołgu, siedzieć w wieżyczce i strzelać do ustawionych na poligonie kapci, wazoników i pudełek po herbacie.

Majaczy mi we wspomnieniu, jak babcia mówi mojej matce, że wojsko to nie żarty, i pyta, czy nie mam lepszych zabawek. Pewnie matka gryzła się tym, że bawię się żołnierzykami, ale ponieważ umiałem sam jeden, cicho, nie brudząc siebie ani niczego innego, przesiedzieć na tym dywanie cały dzień, pokusa zyskania tylu godzin świętego spokoju prawdopodobnie była dla niej nie do odparcia.

Tego dnia akurat się rozstawiałem. Przytaszczyłem walizkę na dywan, ustawiłem czołgi, baraki, jednostki, kuchnię i właśnie zabierałem się do kwatery głównej, gdy do pokoju wszedł mój tatuś. Był jakiś dziwny. Nawet nie zapytał, jak mi idzie, tylko warknął:

- Adam, daj walizkę.

Oniemiałem. Walizka miała tylko jedno zastosowanie: trzymałem w niej wojsko. Do głowy mi nie przyszło, że może służyć do innych celów. Zacząłem protestować, ale tatuś się ze mną nie patyczkował. Wziął walizkę i wyszedł z pokoju.

Zacząłem płakać. Zwabiona moim rykiem, do pokoju weszła matka. Pamiętam jak przez mgłę, że dziwnie wyglądała. Ruszała jej się szczęka, jak rybie, a na twarzy wystąpiły jej drobne czerwone plamki. Niewiele rozumiałem, ale jak to dzieciak wyczułem, że coś tu nie gra.

Matka usiadła na krześle. Byłem tak rozgoryczony tym, że tatuś odebrał mi walizkę, że pewnie wczepiłem się w nią, szukając sprawiedliwości.

- Adam, przestań płakać - powiedział tatuś jakoś tak niemiło.

- W walizce... - wydukałem przez łzy albo może tylko chciałem wydukać, tego już nie pamiętam. Matka płakała, tata stał w butach i w kurtce, a za nim moja walizka, która teraz była już tylko taty.

- Wybieraj: idziesz ze mną czy zostajesz z matką? - zapytał tatuś.

Nie zrozumiałem, o co mu chodzi. Pewnie jeszcze wtedy w ogóle nie rozumiałem znaczenia słowa "zostajesz".

Gdyby rodzice się kłócili, pewnie zacząłbym podejrzewać, że rodzina mi się sypie. Może nawet bym się zastanowił, z którym rodzicem wolę zostać. Ale oni pokłócili się tylko raz, właśnie wtedy.

- Twoja sprawa. Tylko pamiętaj: nie mam już syna. I nie próbuj mnie szukać! - wrzasnął.

Tatuś wyjął z kieszeni klucze i rzucił je w naszym kierunku. Pewnie chciał, żeby wylądowały na stole, ale nie trafił. W pęku były nie tylko klucze do mieszkania, ale też do piwnicy, gdzie uwielbiałem z nim chodzić i gdzie zawsze pamiętałem, że nie wolno dotykać trutek na szczury.

Klucze z brzękiem spadły na podłogę i tam zamarły z przerażenia, podobnie jak ja.

Tatuś wziął moją walizkę i wyszedł.

To był mój pierwszy koniec świata.

Czołgista

Co było potem? Chyba normalnie, jak w tysiącach podobnych przypadków. Pamiętam tylko jakieś strzępy.

- Adam zawsze ładnie bawił się w wojsko, a teraz już nie chce. Nie wiem dlaczego - powiedziała któregoś dnia matka.

Podsłuchiwałem. Siedziałem na balkonie i udawałem, że nie słucham, ale słuchałem, bo poruszany był najciekawszy temat świata: mama, babcia i ciotka Ewa mówiły o mnie. Pamiętam też, że kiedyś mama rozłożyła wojsko, usiadła po turecku na dywanie i powiedziała, że może się ze mną pobawić. Bardzo chciała, żeby stare czasy wróciły, ale nic dwa razy się nie zdarza.

Nie mam do matki pretensji. Rozumiem ją. Jak inne dzieciaki w mojej sytuacji przykleiłem się do niej na dobre. Dzień i noc miała mnie na karku. Pamiętam, że gdy szła do toalety, nie wolno jej było zamknąć drzwi, bo darłem się wniebogłosy. Nie mogłem jej na sekundę stracić z oczu. Bałem się, że wyjdzie cichcem z domu i nie wróci. Straciłem jednego rodzica, więc panicznie się bałem, że drugi też powie, że mnie już nie ma.

Chyba nigdy tego matce nie powiedziałem, ale nie mogłem już się bawić w wojsko. W walizce zostało czterech żołnierzy, ale za to tych najważniejszych. Przede wszystkim zostałem tam ja, czyli mój ukochany czołgista w masce z czasów pierwszej wojny światowej.

Żołnierzy pozbyłem się, gdy miałem dwanaście lat. Trafiłem na nich w piwnicy i wyrzuciłem do kosza.