ROZDZIAŁ 1
WYPADEK
Sivert i Vanja idą właśnie na plażę. Nauczyciele przygotowują dziś plan pracy na cały semestr, więc lekcje są odwołane.
- Oby tylko woda nie była za zimna. - Sivert aż się wzdryga.
Vanja wybucha śmiechem.
- Nie bądź mięczakiem - droczy się z nim.
Najlepsza plaża jest położona w głębi fiordu, niedaleko wielkiej fabryki. Sivert i Vanja kładą ręczniki na ziemi i podchodzą do brzegu, by sprawdzić temperaturę wody. W tej samej chwili rozlega się straszny huk.
- O rany... Co to było?
Sivert rozgląda się dookoła. Dostrzega przechyloną łódź przy fabrycznym nabrzeżu. Bucha z niej dym!
- Co się stało? - krzyczy Vanja. - Ta łódź się rozbiła?
Do Vanji i Siverta podbiega jakiś chłopiec.
- Słyszeliście huk?
Sivert nigdy wcześniej go nie widział. Co to za jeden? Wczasowicze już przecież wyjechali.
- Właśnie siadaliśmy z mamą do obiadu - ciągnie nieznajomy. - Talerze i szklanki aż nam zaczęły podskakiwać! To było niesamowite, jak przy trzęsieniu ziemi.
Aż tak źle to chyba nie było, myśli Sivert. Ale nic nie mówi. Bo w końcu coś się zaczęło dziać, najwyższa już pora.
- Pójdziesz z nami na przystań zobaczyć, co się stało? - pyta Vanja.
- Tak, chętnie - odpowiada chłopiec.
- A jak ty masz właściwie na imię? - pyta Vanja.
- Mo - odpowiada nowy chłopiec. - Dopiero co się tu przeprowadziłem. Mam zacząć piątą klasę.
- Ej! Ale fajnie! - Vanja aż podskakuje z radości. - My też chodzimy do piątej!
Na przystani zebrało się już całkiem sporo ludzi. Sivertowi udaje się dostrzec tylko kawałek dziobu łodzi. Jest solidnie wgnieciony.
- Skąd się wzięli ci wszyscy ludzie? - pyta Mo.
- Z fabryki - odpowiada Vanja. - Wcześniej większość naszych sąsiadów prowadziła gospodarstwa. Teraz prawie wszyscy pracują w fabryce.
- I co tam produkują?
- Opony - odpowiada Sivert.
- Nie, felgi - poprawia go Vanja. - Czyli to, co jest tak jakby w środku, to znaczy wewnątrz opony.
Sivert czuje, że wzbiera w nim irytacja. Czemu Vanja musi zawsze go poprawiać?
- Halo, przepraszam! - rozlega się donośny głos. Z łodzi gramoli się jakiś mężczyzna i staje na nabrzeżu. Zatrzymuje się tuż przed Vanją, Sivertem i Mo. - Dzieciom wstęp wzbroniony!
Mężczyzna macha rękoma. Dookoła jest pełno ludzi. Sivert próbuje wyciągnąć szyję i zobaczyć, co dzieje się za plecami krzyczącego faceta. Wygląda na to, że uszkodzone jest również nabrzeże, a nie tylko sama łódź. Wysiadają z niej jeszcze dwie osoby. Dyrektor fabryki i jakaś pani.
- Dzieciaki, słyszałyście mnie. Do domu, ale już!
- Dobrze, już dobrze - mamrocze ze złością Vanja, ale mimo to zaczyna się wycofywać.
- Kto to był ten krzykacz? - pyta Mo, gdy schodzą z nabrzeża.
- To Luke - wyjaśnia Vanja. - Chyba jest wicedyrektorem fabryki.
Mo kręci głową.
- Co za beznadziejny facet!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki