Nina nie miała ochoty wychodzić z domu, a już zwłaszcza - udawać się na pchli targ organizowany w okolicy, gdzie mieszkała jej przyjaciółka Sandra. Od kilku tygodni, czyli odkąd odkryła zdradę Mateusza, działała jak na autopilocie: praca, zakupy, do domu, gdzie najlepiej było zaszyć się pod kołdrą i płakać. Dziwiła się, że jeszcze jej nie zwolnili, albo przynajmniej nie dali poważnego ostrzeżenia. Wykonywała swoje obowiązki, nie zawalała, a w każdym razie tak jej się wydawało, ale myślami była daleko. Ciągle obracała w głowie jedno pytanie: "Jak on mógł jej to zrobić?".
Ślub był już zaplanowany i właśnie zabierali się do rozsyłania zaproszeń, kiedy się dowiedziała. Ta druga dziewczyna po prostu napisała do Niny i wysłała jej ich wspólne zdjęcia z jakiegoś weekendu, który on oficjalnie spędził na wyjazdowym szkoleniu. No jasne - szkolenia wyjazdowe w weekend! Była naprawdę mocno zaślepiona i naiwna, że w to uwierzyła. A Sandra od dawna próbowała jej uświadomić, że z tym gościem jest coś nie tak.
- On cię oszukuje, Nina - mówiła podczas babskich wieczorów. - Nikt tyle nie pracuje i jeszcze z tak marnymi efektami. Coś się za tym kryje. I ja podejrzewam tę nową koleżankę z pracy, o której ci opowiadał.
Oczywiście, że Nina była zaniepokojona pojawieniem się tej nowej laski w zespole Mateusza. Była młodsza, bardzo przebojowa i w ogóle miała same zalety. Przede wszystkim merytoryczne, bo była cennym nabytkiem dla firmy. Tak to jej tłumaczył Mateusz. Ninie nie podobały się wieczorne telefony i jakieś telekonferencje, ale ponoć pracowali nad dużym, trudnym, międzynarodowym projektem i musieli się kontaktować, jak to zespół.
Poza tym przecież zbliżał się ślub. Gdyby Mateusz miał kogoś innego, nie chodziłby z Niną wybierać sali i dodatków, nie angażował firmy kateringowej, specjalistki od wystroju, zespołu muzycznego i nie konsultował koloru zaproszeń. A był tym pochłonięty bez reszty, zupełnie jak ona.
No i wreszcie, gdy akurat układali listę gości, wybuchła bomba, a za nią kolejne. Bo fakt, że Mateusz zdradzał ją z Emilią, nie był jedynym szokiem. Drugi przyszedł chwilę później - ich wspólni znajomi doskonale się orientowali w sytuacji. I co więcej - najwyraźniej sądzili, że Emilia bardziej pasuje do Mateusza.
- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? - wysyczała Nina, której nagle zawalił się cały świat. Uświadomiła sobie, że była z kimś, kogo w ogóle nie znała. Uważała, że wolność w związku jest ważna, miała zaufanie, nie dostrzegała oczywistych oznak, choć Sandra zwracała jej uwagę. - Po ślubie? - dodała jeszcze, tym razem zrezygnowanym tonem.
- Nie, no coś ty - odpowiedział, ale najwyraźniej mu ulżyło, że Emilia załatwiła sprawę za niego. Dla Niny był to kolejny wstrząs. Nie miała pojęcia, że jej chłopak to taki pętak.
Próbował coś tłumaczyć, wciskać jej jakieś kłamstwa, że to niby wydarzyło się tak nagle i poniekąd wbrew jego woli, ale nie potrafiła już słuchać tych bzdur. Wywaliła go z domu, a potem podczas jednego z samotnych spacerów, na którym próbowała się uspokoić, wyrzuciła pierścionek zaręczynowy do Wisły. Zrobiła to zresztą w symboliczny sposób i po fakcie było jej trochę wstyd, że tak teatralnie zareagowała - poszła na kładkę zakochanych łączącą Kazimierz z Podgórzem, tam gdzie zawieszone są te niesamowite balansujące rzeźby - i cisnęła pierścionek do rzeki.
- Głupio zrobiłaś - skomentowała Sandra. - Trzeba było go sprzedać. Kupiłabyś sobie coś innego, ładniejszego. Albo oddać na cele charytatywne.
- Przynajmniej zamknęłam ten etap - odparła Nina.
- Guzik tam zamknęłaś. Ciągle myślisz o tym gnojku. Po prostu przestań.
Łatwo powiedzieć. A teraz jeszcze dowiedziała się od wspólnych znajomych, że Mateusz i Emilia biorą kameralny i szybki ślub. W Wenecji, bo to było ich największym marzeniem. Ta wiadomość dodatkowo wytrąciła ją z równowagi. Pomyślała o roku przygotowań do ich uroczystości. O tych wszystkich planach, projektach, wspólnych pomysłach... Jakie to było głupie! Że też dała się tak nabrać.
Tym bardziej nie miała ochoty na ten pchli targ i spacer z Sandrą, ale przyjaciółka była nieugięta. Prawie na siłę wyciągnęła ją z domu, a wcześniej zmusiła do ubrania się i porządnego uczesania.
- Biorą ślub, to się rozwiodą - zawyrokowała. - Nie wiesz, że rozwód zaczyna się już w dniu ślubu? Widziałam przypadkiem w internecie, jak jeden ekspert o tym mówił.
- Szkoda, że mi tego nie powiedziałaś i nie przestrzegałaś - sarkastycznie rzuciła Nina.
- Przestrzegałam cię tysiące razy, tłumaczyłam ci, jaki to egzemplarz, tylko mnie nie słuchałaś.
- Dzięki, potrzebowałam, żebyś mnie dobiła.
Sandra się uśmiechnęła.
- Przepraszam. Nie chciałam ci pogarszać nastroju, choć o to chyba trudno. Zaraz ci go poprawię. Ten pchli targ jest naprawdę super. Na ostatnim kupiłam sobie taki dziwny wazon, który praktycznie leży, kwiaty wkłada się do niego bokiem...
- Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić - westchnęła Nina, nadal sceptycznie nastawiona.
Niespodziewanie jednak pchli targ ją rozerwał. Było tyle tak różnorodnych stoisk, z tak dziwnymi przedmiotami, że na chwilę zapomniała o smutkach. Sandra oczywiście nakupowała rozmaitego badziewia, bo uwielbiała takie okazje. Nina nie mogła się na nic zdecydować.
- Wybierz sobie coś - zachęcała przyjaciółka, kiedy piły kawę przy stoliku tuż obok stanowiska, na którym dwóch facetów sprzedawało płyty winylowe.
- Nie mam nastroju - wykręcała się Nina. - Nie potrzebuję ani misia-budzika, ani starej filiżanki, ani nawet dziwnego nakrycia głowy. - Zatoczyła ręką koło.
- W takim razie ja mam coś dla ciebie. Tylko się nie obraź za inicjatywę - zastrzegła Sandra i podała przyjaciółce zgrabne pudełeczko ozdobione intarsją, coś w rodzaju kasetki na biżuterię. Nina wzięła je do ręki z pewnym wahaniem i ostrożnie obejrzała. Po otwarciu wieczka rozległa się przyjemna melodia, którą Nina znała, ale nie mogła sobie przypomnieć, co to za piosenka.
- No wiesz... - mruknęła, zaglądając do środka. Wnętrze podzielone było na dwie części, w jednej znajdował się mechanizm pozytywki, zamknięty pod wieczkiem, do drugiej, wyłożonej aksamitem, można było schować różne drobiazgi. Przedmiot przypominał małe dzieło sztuki, takie z duszą, i kiedyś Nina pewnie by to doceniła, ale teraz jakoś nie umiała wykrzesać z siebie entuzjazmu.
- Chciałam, żebyś miała coś oryginalnego i nietypowego, poważnie: naszukałam się czegoś w twoim guście. Facet, który to sprzedawał - skinęła głową w kierunku stoiska, na którym uwijał się starszy mężczyzna pokazujący klientkom zabytkową biżuterię - mówił, że to unikat. Kiedyś sprzedawali je w Sukiennicach, takie były popularne. No i robimy dobry uczynek, kasa idzie na cele charytatywne, tak mi powiedział. To inicjatywa którejś z okolicznych szkół.
- Naprawdę piękna... - Nina obróciła skrzyneczkę do góry nogami, żeby obejrzeć ją dokładnie. Coś zagrzechotało w środku, a gdy otworzyła wieczko, pozytywka nie zadziałała. - Ojej, chyba ją zepsułam! - Zmartwiła się. - Da się to otworzyć i zajrzeć do wnętrza?
Sandra pochyliła się nad pudełkiem i uważnie się przyjrzała.
- Tu jest jakiś zatrzask, poczekaj, podważę spinką do włosów.
- Uważaj, żeby nie zniszczyć - przestrzegła ją przyjaciółka, która już weszła w rolę właścicielki pudełka i nie chciała, żeby ładna rzecz uległa uszkodzeniu.
- Spokojna głowa. Ostrożność to moje drugie imię. Jestem w końcu prawnikiem. Proszę bardzo! Puściło. Nic się nie stało, po prostu coś zablokowało mechanizm... Zaraz, zaraz... - Z zaangażowaniem dłubała spinką w szufladce z pozytywką.
- Tam coś jest! - Nina była wyraźnie zaskoczona. Sandra triumfalnie wydobyła drobny przedmiot, który zatrzymał mechanizm.
- Pierścionek - powiedziała z zadowoleniem. - Dodatkowy bonus. Raczej niewiele wart, ale chyba srebrny. Zobaczymy, czy jest próba.
Nina uśmiechnęła się lekko. Cała Sandra - była niezwykle praktyczną osobą, którą trudno zaskoczyć. Myślała trzeźwo i nigdy nie dawała się wytrącić z równowagi. No ale takie zalety ceniło się w jej zawodzie, a ona była w tym świetna. Znały się z Niną jeszcze z liceum. I to właśnie Sandra zawsze przejmowała inicjatywę i dyrygowała wszystkim. Pierwszego dnia w szkole to ona podeszła do Niny i zapytała, czy usiądą razem w ławce. Ona także nikogo nie znała i z tłumu uczniów wybrała właśnie tę koleżankę, uznając, że wygląda na najrozsądniejszą i najmniej "kłapiącą dziobem", jak to później objaśniła zdumionej Ninie. Przez całą szkołę trzymały się razem, tworzyły zgrany duet, w którym Sandra była przebojowa i zadziorna, a Nina spokojna i refleksyjna. Doskonale się przy tym zgadzały i nigdy nie kłóciły. Nie było więc zaskoczeniem, że ich przyjaźń przetrwała do dziś. Mogły na siebie liczyć w wielu trudnych chwilach i były blisko siebie na dobre i na złe.
Teraz Sandra pochylała się z uwagą nad pierścionkiem - oksydowaną szeroką obrączką z ładnym falistym wzorem - i badała go metodycznie ze zmarszczonymi brwiami.
- Tu jest jakiś napis - orzekła po chwili, podając przedmiot Ninie, która wytężyła wzrok. Miała lepszy wzrok niż przyjaciółka.
- Rzeczywiście. Jakaś data chyba.
- Data i tekst. Niezbyt wyraźnie widać.
- Na zawsze... - Nina rozszyfrowała, a potem przysunęła pierścionek bliżej oczu. - Na zawsze ty - odczytała z pewnym wysiłkiem.