1
- No, jesteś nareszcie - fuknęła Klara z wyrzutem, kiedy kotka w końcu wśliznęła się do sypialni Kai. - Wszyscy poza tobą od dawna czekają.
- Wam łatwiej, Kaja i Dziadek śpią. A tam na piętrze cały czas rozróba: Rafał za żadne skarby nie chciał zasnąć. Szalał w łóżeczku. Szkoda, że nie widzieliście, jak potem Magda i Andrzej na zmianę nosili go na rękach. A Rafał, zachwycony, tylko robił do mnie oko. - Kotka Maja jest wyraźnie zadowolona z tajnych układów z Rafałem. - Dopiero jak łaskawca zasnął, mogłam i ja wymknąć się cichutko.
- Ależ ci ludzie zabawni! - Szarotka z wyższością wydęła policzki. - Kto to widział, żeby na przykład poważny chomik musiał nosić chomiczęta, nim zasną. Prawda, Rocky?
- No dobrze, wreszcie wszyscy ludzie w tym domu śpią - Maja rozłożyła się wygodnie na parapecie. - Możemy zaczynać naradę. Po co nas, Klaro, wezwałaś w takiej tajemnicy?
- Zaczynamy! - pisnął Rocky.
- ...czynamy! - Szarotka zdążyła tylko z drugą połową słowa. Nigdy nie jest w stanie nadążyć, aby wraz z Rockym powiedzieć równocześnie to samo, chociaż bardzo się stara.
- Dobra, zaczynamy - mruknął Batiar i kłapnął zębami w stronę Rumora. Ot tak, dla podkreślenia swojej pozycji, jak zwykle. Ten cały Rumor też niby pies, ale z wysokości swej potężnej postaci owczarka podhalańskiego Batiar zawsze uważa, że tylko on ma prawo decydować za obydwa psy w tym towarzystwie. Bo też i co to z Rumora za pies: taki, ot, jamnik króliczy. Dobrze, że przynajmniej długowłosy, bo puchaty i nie widać jaki z niego chudzielec.
Zamiast przytaknąć, Rumor tylko merdnął ogonem, żeby nikomu przypadkiem nie przyszło do głowy, że on - arystokrata - może iść w zawody o psie pierwszeństwo z byle pastuchem. Owczarek, i to podhalański, proszę... Przyjaźnić się z Batiarem jeszcze ujdzie. Ale żeby z nim konkurować, przesada i zbytek uprzejmości. Rumor wskoczył na łóżko Kai i zaszył się pod kołdrą dziewczynki niczym w króliczej norze. Tylko bezczelnie wystawił nos na całe towarzystwo.
Klara potuptała w stronę akwarium i wspięła się na tylne łapki, żeby z niewielkiej wysokości, właściwej śwince morskiej, spróbować sprawdzić, czy aby rybki też są już gotowe do nocnej narady. Z tymi rybkami to stałe zawracanie głowy. Nieźle się nagłowić trzeba, żeby się z nimi dogadać. Nigdy pary z ust. Najwyżej trochę wody.
Ale rybki najwyraźniej są gotowe. Nawet Bojownik dał sobie na chwilę spokój z wygłupami. Dobrotliwie faluje przy ścianie akwarium i tylko od czasu do czasu łypie okiem w stronę Mieczyka, czyby tak nie rozwinąć znienacka swojej wspaniałej płetwy i nie pogonić strachajły. Mieczyk odpłynął w przeciwległy kąt akwarium - tak aby go od Bojownika oddzielało obydwoje Skalarów. Nigdy z tym postrzeleńcem nie wiadomo - ni stąd, ni zowąd rozwinie ten swój grzebień stu-barwny i pogoni. Licho wie, kiedyś rzeczywiście mógłby nadgryźć Mieczykowi koniuszek jego pięknego ogona. Szkoda by było Mieczykowego ogona - taki czarniutki i tak cudownie sztywny, że Mieczykowa wprost nie potrafi od niego oderwać spojrzenia. W sumie jednak w akwarium spokój. Jeszcze tylko obydwie Molinezje gonią się wśród wodorostów, ale Klara może uznać, że rybki są do spotkania gotowe. Świnka morska odwraca się więc w stronę zgromadzonych zwierzaków i dla zwiększenia efektu przez chwilę jeszcze drapie się łapką za uchem.
- Zaczynamy! - decyduje wreszcie. - Tylko bądźcie cicho, bo Kaja mogłaby się obudzić.
- Nie obudzi się - Rumor wysunął nos spod kołdry swojej pani. - Ona tylko tak opowiada, że za oknem przez ogród od strony lasu łażą strachy i dlatego musi mieć przez całą noc zaświeconą lampkę. Bardzo dobrze - przynajmniej nam widno. A Kaja i tak śpi przy tym świetle jak suseł. Ja wiem najlepiej, bo przecież co noc posypiam trochę u każdego w łóżku. Ktoś w końcu musi pilnować porządku. Na Batiara nie mogę liczyć
- chrapie, jak gdyby miał chrapy. Mimo że nie koń a pies, chociaż pastuch.
- Cicho, ty króliku jeden, do nory! - burknął basem Batiar.
- Wie doskonale, że jamnik nie cierpi tego swojego przydomka króliczy.
- Spokój wreszcie! - Klara zaskrzypiała wystającymi ząbkami. - Nie ma się o co obrażać. Mnie też nazywają świnką, chociaż jestem świnką morską.
- Zupełna racja - kotka jest zadowolona, że może przygadać psom. - Nie po to nie śpię już pół nocy, aby wysłuchiwać psiego jazgotu. - Z wysokości parapetu Maja omiotła psy powłóczystym spojrzeniem. Kiedy tak po kociemu mruży oczy, nigdy nie wiadomo czy mówi serio, czy kpi. - Nie martw się Klaro: świnką albo się jest, albo się nie jest.
- Świnią się bywa. Nawet jeżeli jest się kotką - odciął się spod kołdry Rumor, który z Mają zawsze ma trochę na pieńku.
- A króliczym jamnikiem jest się raz na zawsze - Maja bąknęła to tak obojętnie, jak gdyby to był jedynie pomruk przeciągania się. - Piszcz, Klara, co masz do wypiszczenia.
Widząc, że świnka morska ma rzeczywiście poważną minę, nawet kotka przestała kpiąco mrużyć oczy.
- Mam problem - zaczęła Klara.
- Kaja też ma problem - wtrącił się Batiar, przerywając śwince morskiej. - Magda stale na nią krzyczy, że zostawiasz bobki na dywanie. Tak, jakby Kaja mogła coś na to poradzić. Zobaczysz, Klara, przestaną wypuszczać cię z tej klatki. Doigrasz się.
- Nie przerywaj! - Klara ma minę naprawdę poważną. - To nasz wspólny problem: jak ich oswoić?
Zwierzaki spojrzały po sobie szczerze zdziwione. Co ta Klara wygaduje? Nawet Bojownik przez chwilę zapomniał prowokować Mieczyka.