Tusk w trzeciej klasie
Dyplomata A: W maju 2025 roku Donald Tusk był pod presją. Ruszały
rozmowy pokojowe w Stambule. Wcześniej prowadzono negocjacje o wysłaniu
kontyngentu wojskowego państw europejskich na Ukrainę. W dyskusjach o przyszłości wojny i rozejmu nie było Polski, mimo że sprawowała
prezydencję w UE. Premier musiał mieć jakiś sukces. Musiał mieć zdjęcie,
że jest w procesie. W końcu pojawiła się na to szansa -?spotkanie w Kijowie, na którym był on oraz byli prezydent Francji Emmanuel Macron,
premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i kanclerz Niemiec Friedrich
Merz. Rozdzwoniły się telefony. Polski premier musiał być na miejscu w Kijowie akurat wtedy. Nie sam. Musiał mieć zdjęcie w dobrym
towarzystwie. Problem polegał na tym, że Wołodymyr Zełenski pamiętał, że
Tusk był pierwszym, który zadeklarował, że nie wyśle polskiego
kontyngentu na Ukrainę. Wiedział też od swoich urzędników i współpracowników z Biura Prezydenta, w jakim kierunku idą rozmowy o umowie o wolnym handlu z UE, która była negocjowana w czasie polskiej
prezydencji.
Dyplomata Z: Gdy wszyscy w KPRM cieszyli się z tego Kijowa i szykowanego zdjęcia, nikt nie zwrócił uwagi, jak organizowana jest
logistyka tej wizyty. Jak mogliśmy przegapić coś takiego? Okazało się,
że polski premier pojedzie do Kijowa osobnym pociągiem. Na ważny szczyt,
na którym dyskutowano o przyszłości wojny i pokoju, jednym pociągiem
pojechali Merz, Macron i Starmer, a w drugim pociągu, trzeciej klasy,
niczym w płackarcie -?podróżował Donald Tusk. W internecie i mediach
społecznościowych krążyły już zdjęcia z narady w pociągu w drodze do
ukraińskiej stolicy wielkich tego świata: Macrona, Starmera i Merza.
Oczywiście bez Tuska. Oni rozważali, co dalej z Ukrainą, Tusk czytał po
drodze gazety.
Dyplomata z Kijowa: O wysadzeniu Tuska z pociągu zdecydował
Zełenski, a konkretnie szef jego protokołu dyplomatycznego.
Były minister w rządzie Mateusza Morawieckiego: Przemyśl jest
miastem polskim. Mieliśmy możliwość zatrzymania pociągu, który wyruszył
bez Tuska. Zabrakło nam jaj. Sławomir Dębski na X dawał jasno do
zrozumienia, że zabrakło ludzi, którzy byliby gotowi zamarkować awarię
na torach i doprowadzić do tego, aby wszyscy pojechali "na kołach",
czyli samochodami. Najwyraźniej w ekipie Tuska nie było ludzi, którym
zależało na prestiżu i uratowaniu powagi urzędu premiera.
Ukraiński dyplomata X: Przed spotkaniem Merza, Starmera, Macrona i Tuska z Zełenskim w Kijowie polski premier marudził. Chciał, aby maraton
dyplomatyczny, również z udziałem szefów MSZ państw Unii, trwał jeden
dzień, a nie dwa. Uznaliśmy, że to trochę niepoważne. Polska nie
deklaruje wysyłania swoich wojsk na Ukrainę, wiosną 2025 mocno
schłodziła też swój wkład w pomoc dla nas. Dlaczego więc mielibyście
ustawiać agendę takich spotkań? Tym bardziej że chcieliśmy tymi
spotkaniami przykryć paradę 9 maja w Moskwie. Taka była nasza
perspektywa.
Ukraiński dyplomata Y: Tusk podobno uzasadniał konieczność skrócenia
szczytu w Kijowie swoimi problemami zdrowotnymi. Rezultat był taki, że
Ukraińcy postanowili go przeczołgać i wysadzili z pociągu, w którym w salonce zdjęcia robili sobie Starmer, Merz i Macron.
Wysokiej rangi urzędnik w MON: Nie jestem w stanie tego zrozumieć.
Tusk pojechał do Kijowa zaledwie kilka tygodni po tym, jak przekazaliśmy
Ukraińcom poważny pakiet broni. Może to nie była jakaś supernowoczesna
technika, ale jednak wciąż odgrywamy ważną rolę w ich dozbrajaniu.
Minister w rządzie Donalda Tuska: Numer z pociągiem to było zwykłe
chamstwo. I mówię to mimo ogromnej sympatii do Ukraińców. Jednak oni
mają w sobie jakiś taki komponent sowieckości. Czasami zapominamy, że
oni razem z Rosjanami tworzyli ZSRR. Budowali jedno państwo. Zapominamy,
że kraje na wschód od naszej granicy -?również Litwa -?to stara szkoła
dyplomacji, w której okazywanie pogardy i braku szacunku jest istotną
składową. Wydaje nam się, że jesteśmy zachodni i że możemy ich pouczać i im coś radzić. A tak naprawdę to my moglibyśmy się od nich uczyć
cwaniactwa, właściwie rozumianego chamstwa i asertywności w dyplomacji.
Polski dyplomata z Kijowa: Kierownik naszej placówki w Kijowie nie
miał lekko po tym incydencie. Zebrał opierdol za ten pociąg. On sam
oczywiście podkreślał, że nic się nie stało. Marginalizował temat, no bo
co miał robić? Sukces mu się zamienił w poważny problem. Zaklinał
rzeczywistość, choć wszyscy na placówce wiedzieli, i w Warszawie zresztą
też, że -?jak to się mówi -?"Tusk się wściekł". Szukał winnych, dopóki
nie pojawiły się inne problemy na horyzoncie. Żądał głów. Atmosferę
ostudziła dopiero prezydencka kampania wyborcza i problemy Rafała
Trzaskowskiego.
Urzędnik KPRM: Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego pozwoliliśmy
na wyjazd pociągu z Przemyśla bez Tuska. Mimo wszystko to nasz dworzec i nasze tory. Były miliony sposobów, aby temu zapobiec. Mieliśmy wiedzę,
że Zełenski lubi pokazywać swoim partnerom miejsce w szeregu.
Niezależnie od tego, czy jest silny, czy obiektywnie nie ma kart. Miałem
wrażenie, że poczuł się jak w szczycie sławy na przełomie lat 2022 i 2023. Wtedy gdy był gwiazdą i rozdawał zaszczyty.
Były minister w rządzie Mateusza Morawieckiego: Historia
prezydentury Zełenskiego to zarządzanie prestiżem. On jest aktorem,
rozumie popkulturę. Orientuje się, jak sprawić, aby ktoś wiedział, gdzie
jest jego miejsce w szeregu. Do tego ma w sobie pewną bezczelność.
Uderza nawet wtedy, gdy jego pozycja jest słaba. Bo przecież w maju 2025
roku Ukraina była klientem świata. Przypominała potworka -?państwo z silną, ogromną armią oraz służbami specjalnymi i zarazem państwo
wydmuszka gospodarcza i demograficzna. A Zełenski uderzył w swoim stylu,
bo to przecież było nie pierwszy raz. Wiosną 2022 roku z pociągu
wysadził Franka-Waltera Steinmeiera. Nie powiem, nawet ucieszyło nas to,
że Niemiec nie pojechał z Andrzejem Dudą i przywódcami państw bałtyckich
do Buczy. Tamta wizyta była historyczna. Później był czerwiec 2022 roku,
a wtedy Zełenski uderzył w nas. Zapomniał już, że to Polska i Duda
osobiście naciskali, aby dać perspektywę członkostwa w UE Ukrainie.
Zapomniał, że to Polska uruchomiła proces zbliżenia Ukrainy do Unii
Europejskiej. Do Kijowa zostali zaproszeni Macron, Mario Draghi i Olaf
Scholz, nas tam nie było. Europę Środkową miał reprezentować prezydent
Rumunii Klaus Iohannis. Ale on też -?jak Tusk kilka lat później -
pojechał osobnym składem. Dokładnie na tej samej zasadzie co Tusk. Innym
pociągiem. I wtedy też w sieci były zdjęcia trzech przywódców Wspólnoty
Reńskiej i "biedaka" z unijnych zadupi.
Współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy: Pamiętam spotkanie w maju
2022 roku. Siedzieliśmy na Bankowej (administracja prezydenta Ukrainy w Kijowie mieści się przy ulicy Bankowej -?przyp. Z.P.). Jakiś alkohol
był. Ale niedużo, bez przesady. Rozmawialiśmy ja, Jakub Kumoch, Andrij
Sybiha i Andrij Jermak. To już było po wysadzeniu z pociągu Steinmeiera.
W zasadzie upokorzeniu go. Śmialiśmy się. Darliśmy łacha z Niemców.
Pamiętam, że Jermak i Sybiha z emfazą zapewniali, że Polska i Ukraina są
skazane na wieczną miłość i przyjaźń. "Już na zawsze razem, nic nas nie
podzieli, jesteśmy na siebie skazani" -?tak to jakoś brzmiało.
Zapewniali, że z Niemcami nic się nie da zrobić. Sprawa jest nie do
odbudowania. Brzmiało to patetycznie. Po kilku głębszych nawet miło się
tego słucha. Pamiętam jednak też, że powiedziałem: "Panowie, obyśmy nie
musieli tego odszczekiwać". Nie pomyliłem się.
Niemiecki dyplomata z ambasady w Warszawie: Wiem, że w Polsce dobrze
pamięta się wysadzenie prezydenta Steinmeiera z pociągu jadącego do
Kijowa wiosną 2022 roku. Pamięta pozytywnie. Polakom podobała się tamta
sytuacja. Nam nie bardzo. Niezależnie od barw politycznych. Nasze
państwo nie zapomni tego Zełenskiemu. A jeśli chodzi o Polaków, to mam
wrażenie, że potraktowaliście ten wypadek jako wydarzenie jednostkowe i takie, które się nie powtórzy. I to był błąd. Bo jak widać Zełenski
traktuje takie zachowania jako metodę. Uznaje, że to skuteczny sposób na
zmiękczenie partnerów. To jego osobliwe nadzorowanie i karanie.
Zełenskiemu wydaje się, że jest jak panoptikon. Wszyscy są widoczni i czytelni, tylko nie on. No nie. Tak nie jest.
Dyplomata polski z Kijowa: Prośba czy też sugestia, aby Tusk jechał
innym pociągiem, przyszła do Kijowa z Berlina. To ludzie Merza poprosili
Zełenskiego o przysługę. Prestiżowy prztyczek. Niemcy nie zapomnieli o wysadzeniu Steinmeiera i o tym, że nie płakaliśmy z tego powodu. Oni do
dziś mają z tym zgryz. W zasadzie niezależnie od barw politycznych. W ich MSZ do dziś wspomina się ten incydent.
Urzędnik w KPRM: Od początku obawialiśmy się, że Merz będzie dążył
do podważenia wszędzie, gdzie się da, stosunków Warszawa -?Kijów. W interesie Niemiec nie było wzmacnianie potencjału Europy
Środkowo-Wschodniej. To miał być region umiarkowanie problematyczny, a nie historia sukcesu. To Berlin miał być głównym rozgrywającym w kształtowaniu polityki europejskiej wobec Ukrainy. Czy miał potencjał i czy się do tego nadawał, jest inną sprawą. Najważniejsze jest to, że
podstawowym zadaniem było trzymanie Polski z dala od Ukrainy.
Drony nad Polską
Minister w KPRM: Jesienią 2025 roku Rosjanie nad Polskę wysłali co
najmniej dwadzieścia dronów. Z czytelną intencją sprawdzenia naszych
systemów obrony powietrznej. Ewentualnie, aby wymusić na Polsce zerwanie
stosunków dyplomatycznych z Rosją, żeby móc przedstawić nas Trumpowi
jako państwo nieracjonalne i rusofobiczne.
Ale swoją grę wokół dronów rozpoczęli też Ukraińcy. Zełenski zawyżył
liczbę dronów, które wleciały w polską przestrzeń powietrzną.
Powiedział, że było ich ponad dziewięćdziesiąt. Mógł w zasadzie
powiedzieć milion. Liczby nie miały znaczenia. Markował wolę pomocy
Polsce. Ale my jej nie chcieliśmy. Zełenski natychmiast wszedł w narrację konieczności strącania rosyjskich dronów i pocisków rosyjskich
nad Ukrainą za pomocą natowskich, polskich systemów. W najlepszym
wariancie byłoby rozmieszczenie natowskich systemów na Ukrainie. W mojej
ocenie Zełenski od początku wojny próbował nas wciągnąć w jakimś stopniu
w konflikt z Rosją. Chciał ten konflikt umiędzynarodowić. Tę ocenę od
początku wojny podzielały polskie służby specjalne.
Minister w rządzie Donalda Tuska: Znów zabrakło Zełenskiemu
wyczucia. Stracił okazję, by siedzieć cicho -?można zacytować klasyka.
Podobnie jak na szczycie NATO w Wilnie w 2023 roku, kreował się na
kogoś, kto rozdaje karty. Wtedy zaproponował Polsce rozmieszczenie
ukraińskich wojsk w zamian za amerykańskie. Zgłosił taką propozycję
Amerykanom, oczywiście bez konsultowania tego z nami. Teraz było
podobnie. "Rozmawiałem z Meloni, rozmawiałem ze Starmerem, z sekretarzem
generalnym NATO". Kurwa, ze wszystkimi rozmawiał, tylko znowu nie z nami. Apelował o reakcję. Chyba najlepiej, jakbyśmy od razu Rosjanom i Białorusinom wypowiedzieli wojnę. Albo zapłacili za zbudowanie tarczy
antyrakietowej dla Ukrainy. Całe NATO żeby się zrzuciło -?byłoby
najlepiej.
Urzędnik w KPRM: Zełenskiego naprawdę trudno lubić. Niczym się nie
różni od Muska czy Trumpa. Kilka dni po tym, jak drony wleciały do
Polski, powiedział publicznie, że w razie zmasowanego ataku nie
zdołalibyśmy uratować ludzi. Mówił to polityk, który w wyniku wojny
stracił dwadzieścia procent terytorium swojego kraju. Brakowało mu
umiaru. Zaczął wyliczać, ile Ukraińcy zestrzeliwują dronów. Że mają
prawie dziewięćdziesięcioprocentową skuteczność. A my z dziewiętnastu
strąciliśmy cztery. Już nie było ponad dziewięćdziesiąt dronów, tylko
dziewiętnaście. Z liczeniem skuteczności też kłamał. Oni każdego drona,
który spadnie, traktują jako zestrzelonego. Czyli jeśli Gerań albo
Gerbera wpadnie do Zalewu Kijowskiego, do Dniepru albo na pole, to też
liczy się jako zestrzelony.
Wysoki rangą urzędnik w MON: Powiedzmy sobie szczerze, cała akcja
strącania dronów nad Polską nie była -?najdelikatniej mówiąc -?naszym
sukcesem. Nie potrzebowaliśmy jednak od Ukraińców mentorskiego tonu i setek memów, na których z nas drwili. Tym bardziej że nie mieli pojęcia,
jak wyglądało to wtargnięcie dronów nad Polskę.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: To, że Zełenski próbował wtedy
po raz drugi umiędzynarodowić konflikt, było oczywiste. Takie działanie
jest logiczne z ich punktu widzenia. To samo robili po Przewodowie.
Możliwe, że dlatego do dziś Zełenski nie chce przyznać, że tam spadł
ukraiński pocisk. Wtedy też chciał umiędzynarodowić konflikt.
Wysoki rangą urzędnik w MON: Zełenski nie doceniał naszej wiedzy na
temat tego, co w chwili wtargnięcia dronów nad Polskę robili Amerykanie
i co robiło NATO. Jesteśmy członkiem organizacji, zatem wiemy, co nieco
na temat kulis sprawy. Przede wszystkim gdy Amerykanie dowiedzieli się,
że drony wlatują nad Polskę, połączyli się bezpośrednio z Rosjanami i zapytali, o co chodzi. Amerykanie mają swoją stałą linię z Rosją. Na
potrzeby kryzysowych sytuacji. Amerykanie spytali więc wprost: bawicie
się, to prowokacja czy naprawdę zaczynacie wojnę? Gdyby Rosjanie
rzeczywiście chcieli się bić, reakcja NATO byłaby natychmiastowa.
Polski dyplomata w Kwaterze Głównej NATO: W czasie kryzysu dronowego
NATO oddelegowało na potrzeby obrony polskiego nieba sto maszyn z państw
NATO. Były gotowe w każdej chwili do kontruderzenia w Rosję. Te sto
maszyn zabezpieczał SACEUR (naczelny dowódca sił NATO w Europie -?przyp.
Z.P.).
Minister w rządzie Donalda Tuska: Gdy do Polski wleciały rosyjskie
drony, Zełenski oczywiście nie mógł powstrzymać się przed komentarzami.
I tradycyjnie pojawił się jako oferent pomocy. Gdybyśmy wzięli tę
mityczną pomoc od niego, już do końca świata przekonywałby, jaki jest
ważny i jak bardzo nam pomógł. Mam wrażenie, że on powtarzał te swoje
mantry przede wszystkim dlatego, że nie miał pojęcia, jak wyglądała
nasza współpraca w ramach NATO. OK, nie daliśmy rady z tymi dronami. Ale
to nie było tak, że my tylko czekaliśmy, aby poprosić Zełenskiego o pomoc. W momencie kryzysu ściśle współpracowaliśmy przede wszystkim z Francuzami i Amerykanami. Zełenski jak zwykle grzał atmosferę.
Najlepiej, gdybyśmy od razu uderzyli na Moskwę. Weszli do wojny.
Tymczasem naszym celem było coś zupełnie innego. Amerykanie pierwsze, co
zrobili, to chwycili za telefon i zadzwonili do Moskwy, żeby zapytać, o co chodzi i czy chcą naprawdę wojny. Francuzi pomagali nam ustalić, skąd
lecą drony i wspierali nas w prowadzeniu walki radioelektronicznej. Nie
potrzebowaliśmy pomocy Ukraińców. Uczyliśmy się sami. Zełenski
publicznie nas wyśmiewał, a nic nie wiedział o tym, jak spadały
poszczególne Gerbery. Nie miał pojęcia o sprawie. A my niespecjalnie
chcieliśmy z nim o tym rozmawiać.
Dyplomata X: Amerykanie nie chcieli eskalacji. Dążyli do wyciszenia
konfliktu. Ukraińcy mieli przeciwny cel. Chcieli grzać atmosferę.
Wykorzystać, ile się da, z tego zamieszania. Amerykanie na tamtym etapie
wojny dążyli do jak największej ukrainizacji wojny. Chcieli wyizolowania
tej wojny. Zamknięcia jej na Donbasie, maksimum na Zaporożu. Nie
zamierzali wchodzić w nową awanturę z Putinem. Wierzyli, że uda im się
porozumieć z Rosją. Chcieli uzyskać jej neutralność w rywalizacji USA z Chinami. W mojej opinii ta wiara była naiwna. Reset z Rosją nie mógł się
udać.
Wysokiej rangi urzędnik BBN za prezydentury Karola Nawrockiego:
Amerykanie nie chcieli eskalacji, ale to uderzało również w nas. Trump i jego ekipa byli przekonani, że Europa pełna jest rządów koalicyjnych,
które straszą swoich obywateli wojną. Poprzez strach próbują utrzymać
władzę i dlatego potrzebują kontynuowania wojny na Ukrainie. Dla nas
taka logika była niekorzystna. Z perspektywy Pałacu Prezydenckiego
próbowaliśmy przekonać Amerykanów, że dla Polski zagrożenie nie jest
iluzją. Podawaliśmy przykład zbrojeń Rosji w Leningradzkim Okręgu
Wojskowym, mówiliśmy, jak Rosjanie kłamią w kwestii swojej obecności
wojskowej w Arktyce, przykładem ich złej woli był atak dronowy przeciwko
Polsce.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: Po wtargnięciu dronów do Polski
Ukraińcy nie docenili jeszcze jednego. Naszej współpracy z Białorusinami. Teoretycznie stosunki z nimi mamy zamrożone, jednak w sprawach wojskowych współpracujemy. Oni, niezależnie od tego, co mówi
Łukaszenka -?nie są zainteresowani wybuchem wojny i eskalacją. Wiedzą,
że będą terenem, przez który przetoczy się wojna. Nie chcą być
pobojowiskiem. Każda eskalacja to również zagrożenie dla władzy
Łukaszenki. Gdy coś leciało w naszą stronę albo z terenu Białorusi, albo
z kierunku ukraińskiego, Białorusini informowali nas o tym. W tym
największym kryzysie dronowym ujawnili fakt współpracy z nami. Ale
wcześniej też dostarczali nam informacje.
Były minister w rządzie Mateusza Morawieckiego: Jeśli chcemy
zrozumieć, jaką pozycję zajmujemy w głowie Zełenskiego i jego
współpracowników, należy przypomnieć pewną mapę. Widziałem ją osobiście
w gabinecie szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryła Budanowa,
który dziś jest ważną postacią w otoczeniu Zełenskiego. Ta mapa
przedstawiała rozpad Rosji. Obwód kurski był dla Ukrainy. Inne regiony
przejmowały narody zamieszkujące Rosję. A czyj był obwód kaliningradzki?
Zaznaczono go jako teren Niemiec. Ukraińcom nawet przez myśl nie
przeszło, że można go zaznaczyć jako część wspólną Polski i państw
bałtyckich.
Polski dyplomata Z: Ta buta prowadzi mnie do wniosku, że w razie
wojny z Rosją nie będziemy mieli z automatu pomocy ze strony Ukrainy.
Oni zaczną handlować bezpieczeństwem. Nie zachowają się tak jak Polska w 2022 roku.
Kulisy przekazania MiG-ów i Su
Wysokiej rangi urzędnik w MON: Ukraińcy po zmianie władzy w Polsce
szybko zaczęli domagać się dostaw polskich MiG-29. Do rządu Donalda
Tuska pierwsze prośby w tej sprawie trafiły zaraz po zaprzysiężeniu.
Ukraińcy narzekali, że dajemy tylko amunicję. Chcieli coś większego.
Mówili o "pakiecie Tuska". O pozostałych w Polsce czołgach T-72, które,
nawiasem mówiąc, były kompletną ruiną, i o samolotach. Promowali również
możliwość przekazania przez nas koreańskich czołgów K2.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: Latem 2024 roku głośną sprawą
było zaangażowanie żołnierzy z Korei Północnej po stronie rosyjskiej w odbijaniu zajętych przez Ukraińców powiatów w obwodzie kurskim. Nasza
ambasada w Seulu pisała, że Korea Południowa rozważała przekazanie broni
Ukraińcom, aby ograniczyć zapędy Kim Dzong Una we współpracy z Rosją.
Sondowano, czy nie moglibyśmy przekazać Ukraińcom koreańskich czołgów
K2, które docierały do Polski, albo zestawów artyleryjskich Chunmu.
Wykluczyliśmy taką możliwość. Nie było opcji, aby oddawać nowy sprzęt.
Minister w Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy: Zapewniano nas,
że jeśli oddamy jakąś część koreańskiego sprzętu, dostaniemy
rekompensatę. Rozmowy były czysto teoretyczne. Nie zgodziliśmy się.
Pamiętaliśmy zapewnienia Niemców po przekazaniu T-72 wiosną 2022 roku.
Miała być podmiana. My dostarczamy czołgi Ukraińcom, Niemcy nam starsze
wersje Leopardów. Nigdy się tego nie doczekaliśmy. Nie dostaliśmy od
Niemców ani jednego czołgu w zamian za przekazane Ukraińcom maszyny
posowieckie. Ringtausch, tak to nazywali Niemcy. Wymiana okrężna.
Wszystko u nich jest okrężne. Zagmatwane i nieczytelne. Potem Niemcy
przekonywali nas, że źle ich zrozumieliśmy. Ich zdaniem miało chodzić o to, że jeśli zdecydujemy się na zakup Leopardów w Niemczech, to oni nam
obniżą cenę za tak zwane odstępne, czyli czołgi przekazane Ukrainie.
Dyplomata A: Friedrich Merz krytykował swojego poprzednika Olafa
Scholza za niewywiązanie się z obietnic w ramach programu Ringtausch.
Gdy tylko Merz doszedł do władzy, tak zmienił zasady tego programu, że z naszego punktu widzenia po prostu kontynuował politykę Scholza. To za
Merza Niemcy zaczęli mówić, że umowa była inna. Czyli my oddajemy swoje
czołgi Ukraińcom, ale nie kupujemy nowych w Korei Południowej czy USA,
tylko Leopardy. W końcu powiedzieli rozbrajająco, że nie mają tych
czołgów i ich nie wyczarują, dlatego nam ich nie przekazali. Oczywiście
kłamali. Cały czas mają około sześciuset Leopardów. My chcieliśmy raptem
czterdzieści cztery. Ich wojsko nie zawaliłoby się, gdyby przekazali nam
te czołgi, tak jak się umawialiśmy.
Minister Y w rządzie Donalda Tuska: Niemcy skompromitowali się tym,
że nie dotrzymali słowa w sprawie Ringtausch. PiS na każdym kroku
oskarża Tuska o to, że jest niemieckim agentem. Powiem tak: dyskusje o tym, jak Niemcy robią nas w ch..., prowadzone są niemal cały czas.
Sikorski zwykł mówić: "Niemcy? Niemcy jak zawsze nie chcą płacić". Mówią
dużo. Zapewniają. Ale to zawsze przede wszystkim słowa. Ładne
deklaracje. Błaszczak mówił, że ta okrężna wymiana to propaganda. Nie
powiedziałbym nigdy tego pod nazwiskiem -?Błaszczak miał rację.
Dyplomata A: Z powodu zachowania Niemców temat przekazywania
Ukraińcom sprzętu koreańskiego całkowicie upadł. Nikt go nie podjął, a Andrzej Duda ostatecznie podczas wizyty w Korei Południowej jesienią
2024 roku oświadczył, że nie ma o czym gadać.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: Trudno było się nie zgodzić z Dudą. Skorzystaliśmy, że to on za nas zrobił brudną robotę.
Minister Y w rządzie Donalda Tuska: Gdy Ukraińcy zaczęli na nas
naciskać w sprawie MiG-29, postanowiliśmy dać sobie czas. Znaliśmy
wszystkie doświadczenia z bronią dla Kijowa z przeszłości. Znane nam
były prośby i groźby, które wobec Andrzej Dudy na początku 2022 roku
stosował Zełenski. Te jego płacze i jęki, aby przekazać mu polskie
MiG-i, bo giną kobiety i dzieci. Tym razem też postanowił robić nas w ch... Z jednej strony szły rozmowy. Z drugiej publicznie pozwalał sobie
na połajanki pod adresem Polski. Oczywiście podczas wizyty w 2025 roku w Warszawie, gdy już było jasne, że MiG-i dostanie, oświadczył bez żenady,
że nigdy nie naciskał w tej sprawie. Tak jakbyśmy to my jeszcze go
prosili, żeby je przyjął. Całujemy rączki, niech pan przyjmie od nas
samoloty, dziękujemy, polecamy się na przyszłość. Coś tu było nie tak.
Dyplomata X: Gdy Zełenski odbierał samoloty w Warszawie w grudniu
2025 roku, zapewniał, że nie naciskał w ich sprawie. My pamiętaliśmy to
inaczej. Pod koniec października 2024 roku miał występ w Użhorodzie.
Zarzucił nam, że to przez nas Rosjanie zbombardowali magazyny gazu w Stryju. Bo nie dostarczyliśmy mu MiG-ów i nie zestrzeliwujemy rakiet
rosyjskich ze swojego terytorium. Bełkotał coś o obietnicy Jensa
Stoltenberga dla Polski. Zapewniał, że rozmawiał z nim o misji Air
Policing dla nas, choć my go o żadną przysługę nigdy nie prosiliśmy.
Więcej -?mówił, że Stoltenberg miał mu tę misję obiecać. Mimo że główny
zainteresowany, czyli Polska, o nią nie poprosił. To było żałosne. Nie
dało się tego słuchać. On wprost powiedział, że szukamy wymówek, aby nie
przekazać im MiG-ów. To było w całości kłamstwo. I to prymitywne. Bez
znajomości zasad funkcjonowania NATO. Bez szacunku dla nas. Od początku
mówiliśmy Ukraińcom, że przekażemy MiG-i, jeśli w zamian dostaniemy lub
kupimy inne samoloty w tej samej liczbie albo wtedy gdy MiG-om skończą
się resursy. I tak się stało.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: Zełenski w swoich kłamstwach się
pogubił. Mocno napsuł nam krwi. Autentycznie chcieliśmy przekazać im te
MiG-i już w 2024 roku. Sami rozmawialiśmy ze Szwedami i Niemcami, czy
nie byliby gotowi wysłać do Malborka swoich samolotów za te maszyny.
Tylko że chcieliśmy to mieć zapisane w dwustronnej umowie, a nie jako
misję policyjną na pół roku. We wrześniu 2024 roku szef BBN mówił
publicznie, że MiG-i polecą na Ukrainę, gdy skończą im się resursy albo
gdy Polska zdobędzie maszyny na ich zastępstwo.
Dyplomata przy NATO: Rozmowy ze Szwedami to nie były jakieś tajne
informacje. Sprawa była omawiana publicznie. Dziwiłem się tym
wypowiedziom Zełenskiego z Użhorodu. To była manipulacja. I to bardzo
prymitywna.
Minister X w rządzie Donalda Tuska: Najbardziej denerwujące było to,
że Zełenski powołał się przy tym na dopiero co podpisaną przez Tuska
umowę międzyrządową z Ukrainą, dotyczącą współpracy w dziedzinie
bezpieczeństwa. Twierdził, że na jej podstawie zobowiązaliśmy się do
zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą. To kompletna bzdura.
Aberracja. W umowie jest zapisane, że rozważymy przekazanie MiG-ów, a nie, że je przekażemy natychmiast. Moja teoria jest taka, że Zełenski
wpiął swoje pretensje w prezentowany wówczas przez siebie Plan
Zwycięstwa. Dostawy broni były częścią planu. Tak jak członkostwo w NATO, o którym on w tym planie mówił, a którego nikt nie przewidywał.
Zełenski budował iluzję. Od jesieni 2024 roku ukraiński prezydent
przygotowywał tak zwany stratcom (komunikację strategiczną -?przyp.
Z.P.), który uzasadni podpisanie jakiejś formy rozejmu z Rosją. Daleko
idące ustępstwa ze strony Ukrainy byłyby możliwe tylko, jeśli Zełenski
otrzyma członkostwo w NATO albo gwarancje bezpieczeństwa na wzór art. 5
Paktu Północnoatlantyckiego. W tym wszystkim ważne są również stałe i regularne dostawy broni czy zaangażowanie NATO w zestrzeliwanie pocisków
nad Ukrainą albo szerzej -?ochrona ukraińskiego nieba. Myślę, że dlatego
Zełenski był tak bezczelny. Grał o wysoką stawkę i wydawało mu się, że
może sobie na to pozwolić.
Minister w KPRM: W rozmowie z Sikorskim na kongresie YES w Kijowie
jesienią 2024 roku Zełenski miał żal, że udajemy wsparcie dla Ukrainy w jej rozmowach z UE. Bo Zełenski zakłada, że stanie się to za jego
kadencji. Co jest zupełnie nierealne. Na tym samym spotkaniu z Sikorskim
miał pretensje o to, że nie chcemy przekazać Ukrainie naszych MiG-29,
choć rozmowy na ten temat były już zaawansowane, a z biegiem czasu
zaczęliśmy w transzach przekazywać maszyny. Pokrzykiwał na Sikorskiego,
aż ten się obraził. Sikorski w takich sytuacjach jest pamiętliwy. W 2010
roku próbował namawiać Łukaszenkę na zmianę kursu wobec opozycji.
Wydawało mu się, że namówił go do tego, ale Łukaszenka go oszukał. Od
tamtego czasu ma uraz. To samo jest z Zełenskim. U Sikorskiego ma
przechlapane. On go uważa za furiata cierpiącego na PTSD. To nie był
koniec podtapiania Sikorskiego. Gdy na zamkniętym panelu Sikorski
powiedział, że Krym powinien zostać poddany na dwadzieścia lat pod
zarząd ONZ, Ukraińcy natychmiast napuścili na niego lidera Tatarów
krymskich Refata Czubarowa. Krytyczne stanowisko zajął Jermak. A na
końcu ukraiński MSZ. A Sikorski nie powiedział niczego kontrowersyjnego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki