Baśń
o rumaku zaklętym
Trzeba bardzo natężyć uwagę, aby od początku do końca wysłuchać baśni o zaklętym rumaku. Jest to bowiem baśń pełna zdarzeń niespodzianych i cudów niesłychanych. Naprawdę czarodziejska baśń. Toteż nieuważnemu i nieostrożnemu słuchaczowi łatwo zabłąkać się w tej baśni tak samo, jak
się pewien chłopiec zabłąkał w lesie czarodziejskim. O północy wszystkie
ścieżki i drogi tego dziwnego lasu zaczęły ze śmiechem skakać i pląsać i -?rozpląsane -?uciekały przed chłopcem, ile razy chciał na jedną z nich
nastąpić nogą, ażeby po niej wrócić do domu. Trzeba być bardzo uważnym
wówczas, kiedy się wchodzi do czarodziejskiego lasu, albo wówczas, kiedy
się słucha naprawdę czarodziejskiej baśni. Nawet królowie perscy,
arabscy i indyjscy natężali swoją królewską uwagę, gdy im opowiadano tę
dziwną i straszną, i osobliwą, i niepojętą baśń o rumaku zaklętym.
Prosimy więc o ciszę, gdyż oto baśń się zaczyna!
Każdemu, kto jest znawcą bajek z tysiąca i jednej nocy, wiadomo od
dawna, że w Persji Nowy Rok przypada na wiosnę. U nas -?na zimę, a tam -
na wiosnę. Pierwszy dzień wiosny jest jednocześnie pierwszym dniem roku.
Persowie kochają słońce i kwiaty i dlatego też rozpoczynają swój rok
wówczas, kiedy na świecie jest dużo słońca i dużo kwiatów. W dniu owym
na całej ziemi perskiej odbywa się wielkie święto. To bardzo przyjemnie,
kiedy nadchodzi wielkie święto i dzieją się rozmaite czary. Trzeba
bowiem zauważyć, że w Persji jest wielu rozmaitych czarowników,
szczególnie w głównym mieście -?stolicy Persji, która się nazywa Szyraz.
W takim właśnie dniu, na Nowy Rok, w Szyrazie odbywało się wspaniałe
święto. Na ogromnym placu przed pałacem królewskim ustawiono wysoki
tron, rzeźbiony ze złota wydobytego niegdyś z Sezamu. Na tym tronie
zasiadł sam król w płaszczu purpurowym i w koronie gęsto nabijanej
brylantami. Ciekawi poddani starannie zadzierali nosy do góry, ażeby
zajrzeć w oślepiający blask korony królewskiej. Ale promienie słońca,
odbite od brylantów, trafiały im wprost na twarze i przypiekały nosy
ciekawie zadarte do góry.
Po bokach tronu stali rycerze i dworzanie, a na przodzie stali muzykanci
nadworni. Muzykanci byli dumni ze swoich złotych i tajemniczych
instrumentów i z tego, że ich nauczono grać na tych instrumentach
rozmaite melodie. Grali tak zawzięcie i tak skocznie, i tak do tańca, że
nie tylko wszyscy poddani, ale nawet sam król nie mógł wytrzymać ani
usiedzieć na miejscu i z lekka poruszał się na złotym tronie w takt
muzyki. Wszyscy się poruszali i nucili półgłosem. Poddani nucili bez
słów, a król nucił takie słowa: "Przepraszam was, moi poddani, za to,
że, zamiast nikogo nie słuchać, słucham waszej gry na złotych
instrumentach i poruszam się w takt waszej muzyki".
Tak nucił król. Tymczasem coraz większe tłumy gromadziły się na placu,
bo każdy chciał zobaczyć króla, muzykantów i Nowy Rok.
Wówczas podchodzili do króla rozmaici ludzie z rozmaitych krain, żeby
się pochwalić magicznymi wynalazkami i czarnoksięskimi odkryciami. Taki
był bowiem obyczaj w Persji, że na Nowy Rok pokazywano królowi cuda i dziwy, nieznane dotąd nikomu.
Najpierw stanął przed królem Arab w białym turbanie i w białym płaszczu.
Arab pokazał królowi zwierciadło magiczne. Ktokolwiek zajrzał do tego
zwierciadła, ten zamiast własnej twarzy widział twarz swego
prapradziada. Prapradziad kiwał w zwierciadle głową na powitanie i uśmiechał się, zupełnie jak żywy. Królowi zwierciadło magiczne bardzo
się podobało. Kupił je i kazał natychmiast złożyć do swego skarbca.
Potem zbliżył się do tronu młody Syryjczyk i położył przed królem
zaklętego dukata. Dukat był złoty i miał tę właściwość, że ktokolwiek
wsunął go do kieszeni, ten natychmiast dostawał na twarzy mocnych
rumieńców. Królowi bardzo się ten dukat podobał i też go kazał złożyć do
swego skarbca.
Po Syryjczyku zjawił się Pers i rozwinął przed królem wielki dywan.
Dywan był utkany z tej samej purpury, która się pali na obłokach
wieczorem, kiedy słońce zachodzi. Dość było rozesłać ten dywan w pokoju,
żeby natychmiast słyszeć, jak słońce, zachodząc, opowiada złote i purpurowe bajki, pełne złotych i purpurowych strachów. Żaden człowiek
nie umiałby opowiedzieć takich bajek! Królowi dywan bardzo się podobał,
kupił go i kazał złożyć do skarbca.
I wielu jeszcze innych czarowników pokazywało królowi różne cuda i dziwy. A gdy już wszyscy wszystko pokazali, król dał znak dłonią, że
uroczystość skończona. Muzykanci przestali grać na złotych
instrumentach. Czarownicy wyruszyli z powrotem w drogę -?każdy do swojej
ojczyzny. Poddani zaczęli się rozchodzić do domu. Wtem -?nagle -?ni
stąd, ni zowąd -?wysunął się z tłumu jakiś Indianin. Indianin prowadził
za uzdę pięknego rumaka, na którym błyszczał złoty czaprak i złote
siodło. Rumak był wyciosany z drzewa, ale tak dobrze i dokładnie, że nie
tylko wyglądał jak żywy, lecz naprawdę się poruszał, wywracał ogniste
ślepia, rozdymał nozdrza i dzwonił złotymi kopytami o ziemię tak
zgrabnie i tak naumyślnie, jakby chciał przy tym powiedzieć: "Czy
słyszycie, jak ładnie dzwonię?".
Wszyscy spojrzeli na Indianina i on spojrzał na wszystkich. Wszyscy na
jego widok uczuli jakąś trwogę, ale on żadnej trwogi nie uczuł. Szybko i nagle razem z rumakiem zbliżył się do króla, padł przed nim czołem na
ziemię, bo tak kazał obyczaj, potem powstał, wskazał dłonią swego rumaka
i rzekł z tajemniczym uśmiechem na twarzy:
-?Królu, zbliżam się do ciebie ostatni, ale zadziwię ciebie cudem
największym ze wszystkich cudów! Tym cudem jest mój rumak. Spójrz tylko
na niego, a zobaczysz, że mówię prawdę.
Król spojrzał na rumaka i rzeczywiście był zachwycony jego widokiem.
Wszakże ukrył przed Indianinem swój zachwyt, bo chciał pokazać, że jest
znawcą cudów i że już nieraz widywał daleko wspanialsze dziwy. Żeby to
pokazać, zmrużył oczy, skrzywił usta i rzekł z przekąsem:
-?Już nieraz widywałem daleko wspanialsze dziwy, bo jestem królem, a nie
byle jakim włóczęgą. Wprawdzie twój koń jest bardzo dobrze i dokładnie
rzeźbiony w drzewie, ale znam rzeźbiarzy, którzy potrafią wyrzeźbić
takiego samego, a nawet piękniejszego konia.
Indianin, słysząc te słowa, znowu się uśmiechnął tajemniczo i odpowiedział królowi:
-?Ten koń nie tylko ma piękny wygląd, ale posiada zdolności
czarodziejskie. Jest to koń naprawdę czarodziejski, niepodobny do
innych, zwyczajnych koni. Znam jeden taki sekret, że mogę mego rumaka
przymusić do bardzo szybkiego biegu. Ten, kogo nauczę mego sekretu, może
tak samo jak ja jeździć na moim rumaku. My, czarnoksiężnicy, lubimy
wszystko robić po czarnoksięsku. Nudzi nas zwyczajna jazda na zwyczajnym
koniu. Daleko większą przyjemność sprawia nam zaklęta jazda na rumaku
zaklętym. Jeżeli Wasza Królewska Mość życzy sobie tego, to natychmiast
mogę dosiąść mego rumaka i wypróbować go przed oczyma Waszej Królewskiej
Mości i wszystkich poddanych.
-?Dobrze -?zawołał król -?życzę sobie tego, bo chcę się przekonać
naocznie, czy twój rumak jest naprawdę rumakiem zaklętym. Pamiętam, że
niańka, kiedy byłem małym chłopcem, opowiadała mi pewnej nocy bajkę o rumaku zaklętym. Może to jest ten sam rumak z tej samej bajki. A choćby
nawet był rumakiem z jakiejś innej bajki, w każdym razie chcę, żebyś go
dosiadł w moich oczach.
Indianin natychmiast dosiadł rumaka, poprawił się w złotym siodle,
ściągnął złote cugle i zapytał króla z tym samym tajemniczym uśmiechem:
-?Królu, dokąd mi teraz każesz pojechać?
Król długo się namyślał, aż wreszcie rzekł:
-?Widzisz tam, przed nami, za miastem, w pustyni, daleką górę. Ta góra
jest tak daleka, że nie widać jej wyraźnych kształtów. Widać tylko
błękitną mgłę. Ale ta mgła błękitna jest właśnie górą, bardzo oddaloną
od naszych oczu. Słońce teraz oświetla ową górę, a właściwie ową mgłę
błękitną. Oświetlona słońcem mgła błękitna wygląda jak złota. Skieruj
swego rumaka do owej mgły złotej, która jest mgłą błękitną, a gdy się
zbliżysz do niej, zmieni się w górę. U podnóża góry rośnie palma. Znam
wszystkie liście tej palmy, bo sam ją własnoręcznie zasadziłem. Zerwij
jeden liść palmowy i przywieź mi go z powrotem na dowód, żeś był u podnóża góry.
Ledwie król wyrzekł te słowa, Indianin natychmiast przykręcił śrubkę
ukrytą na szyi konia, pod grzywą. Czarodziejsko nakręcony koń uniósł się
wraz z Indianinem w powietrze. Uniósł się tak szybko, że od razu znikł w obłokach. I król, i jego poddani krzyknęli ze zdziwienia i szeroko
otworzyli usta i oczy. Nie zdążyli jeszcze przymknąć ust i oczu, a już
zobaczyli w obłokach powracającego konno Indianina. Indianin szybko
spuszczał się z obłoków na ziemię. Skierował konia na plac -?przed tron
królewski. W jednej dłoni trzymał cugle, a w drugiej liść palmowy,
zerwany u podnóża góry. Zatrzymał rumaka przed królem, zeskoczył z siodła na ziemię, padł czołem do stóp królewskich i złożył wielki liść
palmowy.
-?Tak! -?zawołał król, zachwycony tym niezwykłym cudem. -?To jest na
pewno ten sam rumak zaklęty, o którym opowiadała mi moja niańka, kiedy
byłem jeszcze małym chłopcem! Jest to bezwarunkowo najpiękniejszy rumak
z najpiękniejszej bajki! Chcę koniecznie kupić od ciebie tego rumaka!
Dam ci w zamian tyle dukatów, ile tylko zażądasz!
Indianin znów się uśmiechnął tajemniczo i tak odpowiedział królowi:
-?Królu, otrzymałem tego rumaka od jednego ze znajomych czarowników. Nie
chciał brać w zamian ani dukatów, ani talarów. Zażądał natomiast ręki
mojej siostry. Prócz tego musiałem mu złożyć przysięgę, że nigdy nikomu
ani za dukaty, ani za talary nie sprzedam mego rumaka. Cudów sprzedawać
nie wolno. Wolno mi tylko podarować zaklętego rumaka temu, kto mi odda
za żonę swoją siostrę lub córkę. Jeżeli chcesz zostać szczęśliwym
właścicielem zaklętego rumaka, to musisz oddać mi za żonę swoją piękną
córkę: królewnę perską!
Słysząc te zuchwałe słowa, wszyscy dworzanie i ministrowie wybuchnęli
głośnym śmiechem. Damy dworskie zawołały chórem: "Jak śmiesz obrażać
naszą królewnę, która tylko królewicza poślubić może!". Ale najbardziej
rozgniewał się na zuchwałego Indianina syn królewski, młody książę
Firuz-Szach. Nic jednak nie powiedział, bo był pewien, że sam król
ukarze śmiałka. Królowi jednak tak się podobał rumak zaklęty, że nie
wiedział, co ma teraz począć i jak postąpić. Zamyślił się i milczał.
Milczał i patrzył na rumaka. Patrzył na rumaka i zachwycał się jego
złotymi kopytami. Wówczas książę Firuz-Szach wystąpił naprzód i rzekł
głosem spokojnym:
-?Przepraszam cię, mój ojcze-królu, za to, że się ośmielę zrobić ci
uwagę. Zuchwały Indianin obraził twoją córkę a moją siostrę. Wobec
wszystkich zebranych na tym placu zażądał jej w zamian za swego konia.
Zapomniał o tym, że moja siostra a twoja córka jest królewną i może
poślubić tylko królewicza. Ale ty, królu, zamiast ukarać zuchwałego
Indianina, zamyśliłeś się i milczysz. Milczysz i patrzysz na rumaka.
Patrzysz na rumaka i zachwycasz się jego złotymi kopytami!
-?Przepraszam cię, mój synu -?odrzekł król -?przepraszam cię za to, że
mnie tak olśniły złote kopyta zaklętego rumaka. Kocham moją córkę i nigdy nie wydałbym jej za mąż za nieznanego włóczęgę. Wiem, ilu złych
czarowników błąka się po naszej ziemi. Może Indianin jest jednym z takich złych czarowników. Prócz tego córka moja jest królewną i musi
poślubić królewicza. Ale pomyśl sam, jak to przyjemnie mieć w swoim
skarbcu zaklętego rumaka! Cały naród byłby mi wdzięczny za taki nabytek!
Kto posiada zaklętego rumaka, ten może swobodnie bujać w obłokach i zwyciężać swoich wrogów chodzących po ziemi. Pomyśl, co by to był dla
mnie za smutek, gdyby król innej krainy zgodził się na zuchwałe żądanie
Indianina, oddał mu za żonę swoją córkę i otrzymał w zamian zaklętego
rumaka! Gdyby się tak stało, umarłbym chyba z rozpaczy! A przecież wiem,
że ani ty, mój synu, ani moi poddani nie życzą sobie tego, żebym umarł z rozpaczy. Dlatego też milczę i namyślam się, co mam uczynić. Chciałbym,
mój synu, żebyś ty teraz wypróbował zaklętego rumaka. Ciekawy jestem,
czy ów rumak będzie posłuszny tobie tak samo jak był posłuszny
Indianinowi. Nie wątpię, że Indianin pozwoli ci dosiąść swego rumaka.
Indianin, słysząc te słowa, natychmiast zbliżył się z rumakiem do
księcia Firuz-Szacha, żeby mu podać strzemię i nauczyć go sekretu. Lecz
Firuz-Szach podpatrzył dawniej, jak Indianin przykręcał śrubkę na szyi
konia. I zanim Indianin zdążył cokolwiek powiedzieć, wskoczył na siodło
i przykręcił śrubkę. Zaledwie to uczynił, rumak w mgnieniu oka uniósł go
w powietrze. Firuz-Szach zniknął z oczu króla i wszystkich jego
poddanych.
-?Kto widzi w obłokach mego syna? -?zapytał król zlękniony i zdumiony.
-?Nikt, nikt, nikt! -?odezwały się zewsząd głosy.
Wówczas król zwrócił się do ministra dworu i zapytał:
-?Czyś zginął kiedykolwiek w obłokach i czy wiesz, co w takich razach
czynić trzeba?
Minister dworu zarumienił się po uszy i rzekł:
-?Niech mi Wasza Królewska Mość wybaczy moją ociężałość. Mam już
sześćdziesiąt lat i jestem bardzo otyły. Odkąd żyję na świecie, nie
zdarzyło mi się jeszcze zginąć w obłokach i nie wiem, co się w takich
razach czyni.
Król zawołał zrozpaczony:
-?Mam ministra dworu, który nie może mi pomóc wtedy, kiedy spada na mnie
prawdziwe nieszczęście! Syn mój zginął w obłokach! Jestem
najnieszczęśliwszym ze wszystkich ojców na ziemi! Po cóż namówiłem swego
syna, ażeby dosiadł zaklętego rumaka? Gdzie jest Indianin, sprawca mego
nieszczęścia?
Indianin padł czołem na ziemię i zawołał:
-?Królu! Nie z mojej winy syn twój zginął w obłokach. Chciałem go przed
odjazdem nauczyć sekretu kierowania rumakiem. Ale syn twój, nieostrożny
i dumny, jak każdy zresztą młodzieniec, nie czekał nawet na moje rady.
Widział on dawniej, jak przykręcałem śrubkę na szyi mego konia, nakręcił
ją, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, i zginął natychmiast w obłokach. Tymczasem przykręcenie tej śrubki zmusza rumaka do
nieustannego lotu w dal i wzwyż, przed siebie. Aby go zatrzymać i skierować z powrotem ku ziemi, trzeba pokręcić inną, mniejszą śrubkę,
ukrytą niżej, pod czaprakiem. Nie wiem, czy książę Firuz-Szach domyśli
się tej tajemnicy. Nie mogę być jednak odpowiedzialny za życie młodego
księcia.
-?Boję się -?rzekł król -?że koń twój rozbryka się w obłokach i wysadzi
z siodła mego syna. Z takiej wysokości nie spada się na ziemię
bezkarnie. Śmierć jest wówczas pewna i nieunikniona.
-?Królu, co do tego możesz być spokojny -?odrzekł Indianin. -?Koń mój
nie jest znarowiony i nigdy nie bryka. Nikogo dotąd nie wysadził z siodła i nie stanął dęba nawet przed największą chmurą. Mogę ci
przysiąc, że nie uczyni nic złego Firuz-Szachowi i że nie pozwoli mu
upaść na ziemię.
-?W takim razie -?rzekł król -?będę czekał na powrót mego syna z obłoków
przez trzy miesiące. Jeżeli w ciągu tego czasu nie wróci, każę ci odciąć
głowę. A tymczasem wtrącę cię do więzienia, żebyś nie uciekł przed
upływem trzech miesięcy.
Natychmiast wtrącono Indianina do więzienia, a król wrócił do pałacu,
aby tam wyczekiwać swego syna.
* * *
Tymczasem książę Firuz-Szach, uniesiony tak szybko i tak od razu w powietrze, nie rozumiał, co się z nim dzieje. Nie stracił jednak
przytomności, bo był odważny. A odwaga jest potrzebna, szczególnie
wtedy, kiedy się lata po obłokach. Ziemia od dawna znikła mu z oczu.
Widział tylko obłoki oświetlone słońcem. Jedne były złote, drugie -
srebrne. Niektóre paliły się tak mocno, że aż dym złoty z nich buchał,
jak podczas pożaru. Firuz-Szach nie widział nic prócz obłoków i słońca.
Rumak biegł szybko i złotymi kopytami uderzał w obłoki tak mocno, że się
czasem rozpryskiwały na strzępy. Firuz-Szach czuł, że koń unosi go coraz
wyżej i wyżej, coraz dalej od ziemi i od pałacu. Spojrzał w dół -?i zobaczył pustkę i przepaść. Doznał zawrotu głowy i pomyślał, że taka
podróż po obłokach jest niebezpieczna i że trzeba wrócić na ziemię.
Zakręcił więc tę samą śrubkę w przeciwną stronę. Zdawało mu się, że tym
sposobem skieruje rumaka z powrotem na ziemię. Ale to nic nie pomogło.
Rumak pędził dalej, nie zwalniając biegu. Tymczasem słońce, które było
dotąd nad głową Firuz-Szacha, zsunęło się niżej i świeciło mu teraz
prosto w oczy. "W obłokach jest jeszcze dzień -?pomyślał Firuz-Szach -
ale na ziemi na pewno panuje teraz noc. Właściwie czas wracać do domu.
Ale jak to zrobić? Czy czasem prócz tej śrubki, którą znam, nie ma
jeszcze innej śrubki, której nie znam? Muszę poszukać innej śrubki".
Koń galopował po niebie, przeskakując z obłoku na obłok, a Firuz-Szach
szukał tymczasem drugiej śrubki. Właśnie koń wspiął się na olbrzymią,
puszystą i z lekka po brzegach purpurową chmurę, która miała wierzchołek
złocisty.
Firuz-Szach uczuł, że chmura zakołysała się pod kopytami końskimi.
Wierzchowiec natychmiast odbił się od purpurowych brzegów chmury i w jednym skoku przedostał się na jej złocisty wierzchołek, a potem ze
złocistego wierzchołka zsunął się w dół na drugą stronę chmury i przeskoczył z niej na pobliski obłok srebrny i chwiejny. W tej samej
chwili, wstrząśnięty raptownym i niespodzianym podskokiem rumaka,
Firuz-Szach bezwiednie chwycił dłonią za czaprak wysunięty spod siodła
ku przodowi. Wówczas młody książę uczuł pod czaprakiem jakiś przedmiot
mały i twardy. Zajrzał pod czaprak -?i jakaż była jego radość, gdy
zobaczył drugą, nieznaną mu śrubkę!
-?To ona -?zawołał -?to ona! Długo marzyłem o tej śrubce i znalazłem ją
nareszcie! Teraz bieg rumaka zależy od mojej woli.
Trudno doprawdy opisać radość Firuz-Szacha. Nikt z nas nie był w jego
położeniu, więc nikt nie wie, jak to przyjemnie, podróżując po obłokach,
znaleźć taką śrubkę, od której zależy zbawienie. Firuz-Szach natychmiast
pokręcił śrubką i uczuł, że rumak, zamiast unosić się ku górze, z wolna
opuszcza się na ziemię. Opuszcza się coraz niżej, coraz niżej i tak
ostrożnie, żeby jeździec nie spadł z siodła. Firuz-Szach spojrzał w dół
i zobaczył, że tam w dole, pod obłokami, coś zielenieje. Ucieszył się,
bo zrozumiał, że to zielenieje ziemia. Nie widać jej było wcale. Widać
było tylko cudowną, daleką, zieloną barwę. Ale im niżej opuszczał się
rumak, tym wyraźniej widniała ziemia. Już Firuz-Szach zauważył czerwone
i niebieskie barwy. Czerwone były zapewne dachy domów, a niebieskie -
rzeki, jeziora i strumienie. Lecz długo, bardzo długo i powoli zbliżał
się do ziemi rumak zaklęty, że kiedy zbliżył się zupełnie, noc panowała
na ziemi, a w niebiosach paliły się gwiazdy. Rumak dotknął ziemi
kopytami i zatrzymał się wśród ciemności nocnych. Firuz-Szach zsiadł z rumaka i postawił na ziemi swe stopy, które tak długo bujały w powietrzu, po obłokach. Ledwo mógł się utrzymać na nogach -?tak go
osłabiła jazda powietrzna i głód, bo od chwili odjazdu ze swej ojczyzny
ku niebiosom nic nie miał w ustach. Zaczął się uważnie rozglądać dokoła,
żeby rozpoznać w mroku, gdzie się znajduje. W ciemnym pokoju trudno
rozpoznać, gdzie stoi krzesło, a gdzie stół, a gdzie łóżko. Co chwila,
idąc po omacku, zawadza się to o stół, to o łóżko, to znów o krzesło.
Wydaje się, że wszystkie te przedmioty zmieniły swoje zwykłe miejsca i że się same ustawiły inaczej, niż je we dnie ludzie ustawili. Ale daleko
trudniej niż w ciemnym pokoju dać sobie rady w ciemnej i nieznanej
miejscowości. Drzewa wyglądają po ciemku jak strachy i potwory.
Przedmioty bliskie robią wrażenie dalekich, a dalekie -?bliskich.
Wszystko dokoła zmienia swe kształty obce i nieznane, wszystko chowa się
w mroku, ucieka i znowu, strasząc, podchodzi bliżej. Firuz-Szach znalazł
się właśnie w ciemnej i nieznanej miejscowości. Toteż przez czas długi
nie mógł zrozumieć, gdzie jest i co się z nim dzieje. Wytężał wzrok na
próżno, bo nic nie widział. Ale powoli oczy jego przyzwyczaiły się do
ciemności i zaczęły coraz lepiej rozróżniać wszystkie przedmioty.
Wówczas dopiero Firuz-Szach zrozumiał, że stoi nie na ziemi, lecz na
tarasie, gdzie było pełno palm i kwiatów w olbrzymich alabastrowych
wazonach. Obejrzawszy dokładnie taras, Firuz-Szach przekonał się, że
taras znajduje się na dachu jakiegoś pałacu. Po chwili młody książę
zauważył schody, które wiodły z tarasu do wnętrza pałacu. W głębi
schodów, na ostatnim ich stopniu, ujrzał książę drzwi na wpół otwarte,
przez które można było wejść w tajemnicze i oświetlone komnaty pałacowe.
Książę zbliżył się do tych drzwi i pomyślał: "Mogę chyba śmiało wejść do
pałacu, bo nikt mnie nie weźmie za zbója lub niebezpiecznego włóczęgę.
Nie mam przy sobie żadnej broni, ani złych oczu, ani potwornej twarzy".
Pomyślawszy tak, szerzej roztworzył drzwi, ale starał się przy tym nie
czynić najmniejszego hałasu. Hałas mógłby obudzić i przerazić
kogokolwiek ze strażników lub służby, która spała w pierwszej komnacie.
Toteż książę ostrożnie i na palcach przeszedł przez tę komnatę i o mało
nie zawadził nogą o wargę tłustego strażnika, który się rozciągnął jak
długi na podłodze i chrapał tak mocno, że mu dolna warga podczas
chrapania zwisła bezwładnie i przylgnęła do podłogi. Firuz-Szach
zręcznie wyminął tę wargę, ale musiał wyminąć wielu jeszcze innych
strażników, bo pełno ich było w komnacie. Wszyscy byli czarni, wszyscy
chrapali i każdy miał szablę przy boku. Firuz-Szach domyślił się, że są
to Murzyni na usługach jakiejś pięknej księżniczki.
"Służących księżniczki już widziałem -?pomyślał Firuz-Szach -?chciałbym
teraz zobaczyć samą księżniczkę. Zapewne jest piękna i śpi bez chrapania
i bez szabli przy boku. Prócz tego jest dobra i lubi ratować
nieszczęśliwych ludzi, którzy na zaklętym rumaku przebyli pełną
niebezpieczeństw drogę".
Tak rozmyślając, Firuz-Szach zbliżył się do drzwi następnych. Te drzwi
były najładniejsze, całe ze złota, i na tym złocie wyryty był napis
purpurowy: "Tu śpi księżniczka". Firuz-Szach zręcznie, bez hałasu
otworzył te drzwi i wszedł do komnaty, która miała błękitne ściany,
błękitny sufit i błękitną podłogę. Na suficie wisiały błękitne lampy i oświetlały całą komnatę. Księżniczka spała na wysokim łożu pod błękitnym
baldachimem; dookoła zaś księżniczki, na mniejszych i mniej wygodnych
łożach, spały jej służebnice, ażeby snem swoim towarzyszyć snowi swej
pani. Firuz-Szach zbliżył się do śpiącej księżniczki i spojrzał na nią.
Była tak piękna, że się od razu w niej zakochał i pomyślał: "Jak się to
dobrze stało, że rumak zaklęty zawiózł mnie do tego pałacu. Nie chcę
innej żony prócz tej księżniczki, która śpi w błękitnej komnacie, pod
błękitnym baldachimem. Muszę ją przeprosić za to, że tak znienacka i niespodzianie wszedłem do jej komnaty podczas snu, który zapewne jest
tak samo piękny jak ta, która w tym śnie spoczywa. Prócz tego muszę,
korzystając z przypadku, okazać jej natychmiast swój zachwyt i szacunek".
W tym celu Firuz-Szach ukląkł obok łoża księżniczki i z lekka dotknął
jej dłoni swoją dłonią. Księżniczka otworzyła oczy, ale była tak
zdziwiona, że nawet nie krzyknęła, tylko patrzyła na klęczącego u stóp
łoża księcia.
Firuz-Szach, korzystając z pomyślnego dla siebie milczenia księżniczki,
pochylił głowę i rzekł te słowa:
-?Czcigodna księżniczko, dzięki dziwacznemu i naprawdę czarodziejskiemu
przypadkowi znalazłem się w twej komnacie mniej więcej o północy, kiedy
wszyscy ludzie zazwyczaj śpią i nikt nikogo nie budzi. Jestem synem
króla perskiego. Jeszcze wczoraj z rana byłem w Persji. Dziś jestem w nieznanej krainie. Grozi mi tu niebezpieczeństwo o ile ty, czcigodna
księżniczko, nie weźmiesz mnie pod swoją opiekę. Jestem pewien, że nie
odmówisz mi swojej opieki, bo jesteś piękna, a kto jest piękny, nie może
być zły.
Księżniczka przetarła senne oczy i odrzekła:
-?Rzeczywiście, jest godzina późna, ale wcale nie jestem zmęczona, bo
bardzo wcześnie ułożyły mnie dzisiaj do snu moje służebnice. Jestem
najmłodszą córką króla bengalskiego. Ojciec zbudował mi pałac za
miastem, z dala od swego pałacu, żebym miała świeże powietrze, bo w mieście panuje zaduch. Możesz być spokojny o siebie, mój niespodziany
gościu, bo w Bengalu gościnność i grzeczność nie mniej jest
rozpowszechniona jak w Persji. Nic złego ci się nie stanie. Strasznie
jestem ciekawa, jakim sposobem w tak krótkim czasie przebyłeś tak wielką
przestrzeń: od Persji do Bengalu. Jeszcze mnie więcej ciekawi, jakim
sposobem o tak późnej porze przedostałeś się do wnętrza mego pałacu. Ale
widzę po oczach, że jesteś zmęczony i głodny. Jutro z rana opowiesz mi
wszystko, a tymczasem zbudzę swoje służebnice i każę im nakarmić ciebie
i wskazać jeden z moich pokojów, w którym znajdziesz spokojny nocleg.
Księżniczka klasnęła w dłonie i wszystkie służebnice obudziły się od
razu. Wszystkie jednocześnie przetarły swe oczy i wszystkie jednocześnie
powstały ze swych łóżek, bo spały w ubraniu, aby były każdej chwili
gotowe na usługi księżniczki. Wszystkie wzięły do ręki po zapalonej
świecy i, błyskając świecami, podeszły do księżniczki, aby wysłuchać jej
rozkazów. Każda, przechodząc kolejno obok Firuz-Szacha, błyskała mu w oczy świecą i ze zdziwieniem oglądała jego twarz bladą, lecz spokojną.
A księżniczka rzekła:
-?Ten, któremu kolejno błyskałyście w oczy świecą, jest synem króla
perskiego. Nazywa się Firuz-Szach. Ponieważ zabłąkał się w nocy do
mojego pałacu, uważam go przeto za mego gościa. Jest zmęczony długą
podróżą, musi się pożywić i wypocząć. Nakarmcie go suto i urządźcie mu
wygodny nocleg w purpurowym pokoju.
Natychmiast wszystkie służebnice, błyskając świecami, zaprowadziły
Firuz-Szacha przez długi szereg komnat w głąb pałacu, do pokoju, który
się nazywał purpurowy, bo miał purpurowe ściany, purpurowy sufit i purpurową podłogę. Zanim Firuz-Szach zdążył obejrzeć swój pokój, już
służebnice księżniczki przyniosły mu na srebrnych tacach smaczne potrawy
i przygotowały łoże puchowe na nocleg. Potem wyszły, pozostawiając
księcia samego w purpurowym pokoju.
Firuz-Szach jadł szybko i dużo, bo podróż na rumaku zaklętym podnieciła
jego apetyt.
Po zjedzeniu wszystkich potraw i po wypiciu wszystkich win wyciągnął się
wreszcie na puchowym łożu i zasnął. Przez całą noc śniła mu się
księżniczka i rumak zaklęty, i smaczne potrawy na srebrnych tacach, i pokój purpurowy, w którym się właśnie znajdował.
Tymczasem księżniczka z niecierpliwością wyczekiwała powrotu swoich
służebnic. Gdy wreszcie wróciły, zawołała je do siebie i rzekła:
-?Czy według was młody książę jest szatynem czy brunetem?
-?Brunetem -?odpowiedziały służebnice.
-?Najzupełniej się zgadzam z waszym zdaniem -?rzekła księżniczka. -?Jest
to brunet bardzo piękny, dobry i szlachetny. Ciekawam, czy wam się
podobał tak samo jak mnie, czy nie tak samo?
-?Tak samo! -?zawołały chórem wszystkie służebnice, błyskając świecami.
-?Byłam tego pewna! -?rzekła księżniczka. -?I wiem, że byłybyście rade,
gdybym wyszła za mąż za Firuz-Szacha, bo wszakże trudno znaleźć
piękniejszego i szlachetniejszego młodzieńca na całym świecie!
-?Trudno! -?szepnęły zgodnie służebnice.
-?Nie wiem tylko -?ciągnęła dalej księżniczka -?czy Firuz-Szach zakocha
się we mnie.
-?Księżniczko! -?rzekła na to najstarsza ze służebnic -?jestem już stara
i doświadczona. Zauważyłam też od razu, że Firuz-Szach jest przeznaczony
tobie na męża, i cieszy mnie to bardzo, że wkrótce będę na waszym
weselu.
-?Ponieważ jesteś stara i doświadczona, wierzę ci najzupełniej -
odpowiedziała księżniczka. -?Ale teraz jestem śpiąca, przerwijcie więc
rozmowę i życzcie mi dobrej nocy.
-?Dobrej nocy! -?zawołały chórem służebnice, gasząc naraz wszystkie
swoje świece.
Księżniczka wyciągnęła się wygodnie na swoim łożu i zasnęła. Śnił się
jej książę Firuz-Szach, ale ponieważ książę nie zdążył jej jeszcze
opowiedzieć nic o rumaku zaklętym, więc rumak zaklęty nie przyśnił się
księżniczce.
Nazajutrz, skoro świt, księżniczka bengalska zerwała się ze swego łoża i pobiegła do zwierciadła. Wszystkie służebnice otoczyły ją kołem i czekały na rozkazy.
-?Muszę się ubrać ładnie -?zawołała księżniczka -?bo za chwilę zobaczę
się z młodym księciem. Poradźcie mi, jaki strój mam włożyć? Czy
purpurowy, czy błękitny, czy zielony, czy niebieski, czy biały?
Chciałabym włożyć wszystkie od razu, ale nie mogę tego uczynić, bo
chociaż każdy z osobna jest lekki jak puch, wszystkie razem byłyby za
ciężkie i nie mogłabym się zgrabnie poruszać. Poradźcie mi: który mam
wybrać?
Jedne służebnice radziły strój purpurowy, drugie -?błękitny, trzecie -
zielony, czwarte -?niebieski, piąte -?biały. Księżniczka załamała
dłonie, bo nie wiedziała, których służebnic ma posłuchać.
-?Nie umiecie mi poradzić -?rzekła smutnie -?może mi lepiej od was
poradzi moje zwierciadło. Podajcie mi po kolei wszystkie suknie, a ja po
kolei w każdej sukni będę się przeglądała w zwierciadle.
I służebnice ubierały ją po kolei w rozmaite suknie, a księżniczka
tymczasem patrzyła w zwierciadło, aż wreszcie zawołała:
-?Najładniej wyglądam w sukni błękitnej. Ubierzcie mnie w tę suknię, bo
już czas, abym się zobaczyła z księciem perskim.
I ubrana w suknię błękitną księżniczka poszła odwiedzić swego gościa,
gdyż była bardzo ciekawa jego przygód wczorajszych.
Książę Firuz-Szach już od dawna był na nogach. Siedział w swoim pokoju
przy oknie i patrzył na nową, nieznaną krainę bengalską.
Był poranek. Słońce świeciło. Kwiaty w polu były pełne rosy i rosa
błyszczała na słońcu. Książę Firuz-Szach patrzył przez okno na poranek,
na słońce, na kwiaty i na rosę. Wszystko w Bengalu było inne niż w Persji. Kwiaty były bengalskie i rosa -?bengalska, tylko słońce to samo
co w Persji.
Księżniczka weszła do jego pokoju i rzekła:
-?Obiecałeś mi wczoraj opowiedzieć o swojej podróży z Persji do Bengalu,
więc przychodzę, bo jestem ciekawa.
Firuz-Szach uśmiechnął się i powiedział:
-?Z rana wszystko się wydaje weselsze i nie tak straszne jak w nocy.
Gdybym ci w nocy opowiedział moje przygody, to na pewno nie mogłabyś
spać spokojnie, piękna księżniczko. Śniłby ci się rumak zaklęty i okropny Indianin.
-?Ponieważ nie znam dotąd rumaka zaklętego i okropnego Indianina, więc
widziałam we śnie tylko ciebie. Opowiedzże mi prędzej swoje przygody, bo
umieram z ciekawości.
Firuz-Szach opowiedział jej wszystko tak, jak było, od początku do
końca. Księżniczka słuchała drżąca ze wzruszenia. Przestraszył ją bardzo
Indianin, który podczas świąt Nowego Roku pokazał królowi perskiemu
zaklętego rumaka. I przestraszył ją rumak zaklęty. Ale najbardziej
przestraszyło ją opowiadanie o tym, jak książę Firuz-Szach dosiadł
zaklętego rumaka, pokręcił śrubkę na szyi, pod grzywą, i uniósł się
nagle w powietrze. I jak potem nie wiedział, że prócz tej śrubki jest
inna jeszcze, pod czaprakiem, i jak potem szukał tej śrubki, galopując
po obłokach. Ale ucieszyła się, słysząc, że młody książę znalazł tę
drugą śrubkę i że rumak spuścił się z obłoków razem z księciem na ziemię
i zatrzymał się na tarasie jej pałacu.
Klasnęła w ręce i zawołała:
-?Jak to dobrze, że rumak zaklęty zatrzymał się na tarasie mego pałacu!
Gdyby się zatrzymał gdzie indziej, tobym nigdy ciebie nie zobaczyła!
-?I ja bym ciebie nie zobaczył -?odpowiedział książę -?i nie mógłbym ci
opowiedzieć swoich przygód. Ale zobaczyłem, więc kocham. Myślę, że
rodzice nasi uradowaliby się bardzo, gdybyś została moją żoną. Znasz
moje przygody, moją odwagę i moją miłość. Ja znam twój pałac i twoją
piękność, lecz nie znam twojej miłości. Powiedz, czy mnie kochasz i czy
chcesz zostać moją żoną.
-?Kocham ciebie -?odrzekła królewna -?byłoby mi smutno i nudno, gdybyś
odjechał i nigdy nie powrócił do mego pałacu. Jedna z moich służebnic,
bardzo stara i doświadczona, powiedziała mi, że jesteś przeznaczony na
mego męża. I ja myślę tak samo. Ale zdaje mi się, żeś powinien pierwej
odwiedzić mego ojca, króla bengalskiego. Jestem pewna, że mu się
spodobasz i że się zgodzi na nasze małżeństwo.
Firuz-Szach odpowiedział na to księżniczce:
-?Nie mogę pokazać się na oczy królowi bengalskiemu bez bogatych strojów
i wspaniałej świty. Pomyślałby, że jestem byle jakim włóczęgą, a nie
księciem perskim.
-?Dlaczegóż ja nie pomyślałam tego? -?zapytała księżniczka.
-?Dlatego, że mnie kochasz. A kto kocha, ten widzi prawdę, chociażby ta
prawda była ukryta i nie miała ani bogatych strojów, ani wspaniałej
świty dookoła siebie. Ale twój ojciec, król bengalski, nie może mnie
pokochać od pierwszego wejrzenia, jak ty mnie pokochałaś. Jeśli zaś
spojrzy bez miłości na mój strój podróżny i na brak świty, może nie
zobaczyć prawdy i odepchnąć mnie jako włóczęgę, który tylko udaje, że
jest księciem perskim. Dlatego też chcę natychmiast wrócić do Persji i z odpowiednią świtą przybyć do Bengalu, aby prosić króla bengalskiego o twoją rękę.
Księżniczka się zasmuciła i zawołała:
-?Jak to? Jeszcze nie zdążyliśmy się przyjrzeć sobie dokładnie, a już
chcesz wracać do Persji? Boję się, że w Persji zapomnisz o mnie i nigdy
już nie wrócisz do Bengalu.
-?Nie bój się -?zawołał książę -?nigdy o tobie nie zapomnę. Zawsze będę
pamiętał, że jest na świecie kraj, który się nazywa Bengalem, i że jest
w tym kraju księżniczka, którą kocham. I zawsze znajdę drogę z Persji do
Bengalu, aby powrócić do ciebie.
-?Nie, nie! -?zawołała księżniczka, załamując dłonie. -?Nie odjeżdżaj i nie zostawiaj mnie samej, bo będę płakała po całych dniach i nocach. A mówiła mi jedna z moich służebnic, że kto długo płacze, ten może
zupełnie wypłakać oczy, aż mu te oczy razem ze łzami wypłyną. I nie
będzie miał oczu, i stanie się ślepy. Jeśli nie chcesz, żebym od łez
oślepła, musisz jeszcze jeden miesiąc zostać w moim pałacu.
Książę Firuz-Szach zgodził się zostać miesiąc jeden w pałacu.
Księżniczka, chcąc mu czas uprzyjemnić, oprowadzała go po ogrodach, po
lasach, po łąkach. Opowiadała mu rozmaite cuda, które się w Bengalu
zdarzyły. Chodziła z nim na polowanie. Kazała służebnicom swoim grać na
złotych instrumentach i zabawiać księcia śpiewem i tańcem. Ale po
miesiącu książę rzekł do księżniczki:
-?Umówiony miesiąc upłynął, muszę więc wracać do Persji. Ojciec mój
bardzo mnie kocha i wyobrażam sobie, jak się o mnie niepokoi! Pewno nie
sypia po nocach i nic prawie nie jada. Nie mogę pozwolić na to, aby tak
długo przebywał bez snu i bez jedzenia. Dziś więc postanowiłem odjechać
do Persji, tym bardziej że miałem w nocy sen dziwny, o którym ci dotąd
nic nie mówiłem, żeby cię nie przerażać.
-?Jeżeli mnie kochasz, nie powinieneś mieć przede mną żadnych tajemnic!
-?zawołała księżniczka. -?Musisz mi sen swój opowiedzieć. A jeżeli mi
nie opowiesz, pamiętaj, że i ja swoich snów nie będę ci opowiadała!
-?Dobrze -?zgodził się książę -?opowiem ci swój sen, ale się nie
przerażaj, bo sen jest dziwny i niezrozumiały. Otóż śniło mi się, że
chodzę po ulicach Persji i zbliżam się do więzienia, w którym zamknięto
rozmaitych przestępców i zbrodniarzy. Była noc i wszyscy zbrodniarze i przestępcy krzyczeli i płakali przez sen, bo im się śniły ich własne
zbrodnie i przestępstwa, ażeby ich straszyć we śnie. Całe więzienie
dygotało jak w febrze od tego krzyku i płaczu. A wysoko ponad murami
więzienia jarzyło się szafirowe niebo zapełnione gwiazdami. Jedna z tych
gwiazd oderwała się od nieba i, spadając na ziemię, zgasła. Wówczas
nagle ustał i krzyk, i płacz w więzieniu. Zrobiło się dokoła tak cicho,
że słychać było, jak przestępcy za murami przewracają się na swoich
łożach, umęczeni snami. Wtedy otwarło się jedno okno więzienne i za
kratami ukazała się blada, bardzo blada twarz owego Indianina, który to
przyszedł do Persji z rumakiem zaklętym. Indianin szeroko roztworzył
oczy i spojrzał na mnie. "Kto cię wtrącił do więzienia?" -?zapytałem
zdziwiony. "Zły los" -?odparł Indianin ponuro. "Czy na długo cię tam
zamknięto?" "Na trzy miesiące, po trzech zaś miesiącach mają mi odciąć
głowę. Nie pytaj mnie o nic więcej, bo nie wolno mi we śnie dać ci
dokładniejszych wiadomości. Udało mi się dzięki czarom zjawić się tobie
we śnie. Ale czary owe i sam sen wymagają ode mnie, abym przemawiał do
ciebie niejasno, niezrozumiale, dwuznacznie, mętnie, zawile, chwiejnie i niepochwytnie. Powiedz mi lepiej, gdzieś podział mego rumaka". "Jest w Bengalu -?odrzekłem -?ukryłem go na tarasie pałacu księżniczki
bengalskiej. Nic mu się złego nie stało. Nie popsułem go i nie
połamałem". "A czemu nie wracasz do Persji?" "Bo mi dobrze w Bengalu.
Wystarcza mi tymczasem to, że Persję odwiedzam we śnie. Wszak i w tej
chwili śni mi się Persja, nieprawdaż?" "Bezwarunkowo, śni ci się Persja
-?potwierdził Indianin. -?Ale jednocześnie śni ci się więzienie i ja w tym więzieniu. Już miesiąc cały czekam na ciebie. Od twego powrotu
zależy moje życie. Będę jeszcze czekał dwa miesiące, co razem trzy
miesiące stanowi. Czy nie uważasz, że trzy miesiące czekania mogą
doprowadzić do rozpaczy?" "Nie uważam -?odrzekłem -?nie rozumiem nawet,
czemu tak pragniesz mego powrotu i czemu życie twoje od niego zależy?
Nie byliśmy z sobą w przyjaźni i prawie się nie znamy. Co do mnie, wcale
nie tęsknię do ciebie". "Powtarzam -?odrzekł Indianin -?powtarzam, że
sen wymaga, abym przemawiał do ciebie niejasno, niezrozumiale,
dwuznacznie, mętnie, zawile, chwiejnie i niepochwytnie". "Cóż mi więc
jeszcze możesz we śnie powiedzieć?" -?zapytałem Indianina. Na to
Indianin się zaśmiał i zawołał:
Głowy, którą mam na karku,
Nie kupiłem na jarmarku,
Lecz dostałem ją od Boga
I dlatego jest mi -?droga.
Zaś gdy nóż tę głowę zetnie,
Kark wygląda bez niej szpetnie.
Czas upływa coraz chyżej,
A nóż grozi coraz bliżej,
Szkoda głowy nawet ciasnej,
A tym bardziej szkoda własnej!
I wymówiwszy te słowa, Indianin zaśmiał się szatańskim śmiechem,
zatrzasnął z gniewem okno więzienne i znikł za kratami. Wówczas całe
więzienie zadygotało od ponownych jęków, które mnie obudziły. Nie wiem,
co ten sen znaczy, i jak mam teraz postąpić: czy wrócić do Persji, czy
pozostać nadal w Bengalu?
-?Pozostań nadal w Bengalu! -?zawołała księżniczka. -?Indianin jest
czarodziejem i złym na pewno człowiekiem. Jeżeli we śnie namawiał cię do
powrotu, to znaczy, że cię coś złego w drodze czeka.
Książę Firuz-Szach posłuchał księżniczki i został w Bengalu.
Już dwa miesiące upływały od czasu, jak się Firuz-Szachowi przyśnił
Indianin, aż nagle pewnej nocy znów go nawiedził sen straszny.
Firuz-Szach nad ranem rzekł do księżniczki:
-?Sen, który miałem tej nocy, stanowczo zmusza mnie do powrotu do
Persji.
-?Opowiedz mi najpierw swój sen -?rzekła księżniczka -?bo może znów źle
go zrozumiałeś.
-?Śniło mi się -?powiedział Firuz-Szach -?że bawię się razem z tobą w piłkę na ogromnej zielonej łące. Dokoła pustka, ani żywej duszy, tylko
nas dwoje i piłka. Podrzucamy piłkę wysoko w powietrze i chwytamy ją na
wyścigi w nastawione dłonie. Piłka jest duża i dziwna, zgoła niepodobna
do innych piłek. Zaczynam się jej przyglądać i widzę, że jest to głowa
Indianina. Ile razy podrzucam ją w górę, tyle razy, wytrzeszczając oczy,
unosi się w powietrze i z wrzaskiem spada nam w ręce. Trudno mi bawić
się taką potworną piłką, ale muszę, bo sen mnie zaklął i przeznaczył mi
taką zabawę. Piłka tymczasem z rozwartymi ustami i wyszczerzonymi zębami
przelatuje z rąk twoich, księżniczko, do moich i z powrotem. Wreszcie
chwytam ją mocno w dłonie i mówię: "Czemu udajesz piłkę? Wszak widzę, że
jesteś głową Indianina". "A czemuż ty bawisz się mną jak piłką, jeżeli
wiesz, iż jestem głową ludzką?" "Bawię się tobą dlatego, że sen mnie do
tej zabawy zmusza. Na jawie nie robiłbym tego, ale we śnie muszę robić
to, co mi się śni, nie zaś to, co bym sam chciał uczynić". Na to głowa
Indianina wyszczerzyła zęby i rzekła: "Otóż nie tylko we śnie, lecz i na
jawie bawisz się mną jak piłką, bo nie myślisz wcale o powrocie do
Persji. Od twego powrotu zależy moje życie. Jeżeli nie wrócisz, to nożem
lub toporem odetną mnie od karku i spadnę na ziemię jak piłka. Wracaj
więc natychmiast, w przeciwnym razie zemszczę się na twoim ojcu, królu
perskim, za pomocą złych czarów, zaklęć, przekleństw i rozmaitych słów
magicznych. A teraz podrzuć mnie do góry, bo chce mi się wylecieć z twego snu i znowu przytwierdzić się do karku, na którym zawsze tkwię nie
jako piłka, lecz jako głowa". Podrzuciłem więc potworną piłkę do góry, a ona, unosząc się w powietrze, wywrzaskiwała takie słowa:
Odlatuję w górę,
W niebo i w chmurę,
Piłka wrzaskliwa,
Krwawa i żywa.
Znam czary liczne,
Słowa magiczne,
Zaklęcia skryte
I rozmaite!
Lecz z piłki krwawej
Nie rób zabawy,
Bo zemsta zdradnie
Na ciebie spadnie!
Wszak jestem przecie
Słynna na świecie
Głowa jedyna
Imć Indianina!
Pobyt w Bengalu,
O, książę, skróć
I wnet bez żalu
Do Persji wróć!
I wymawiając to słowo: "wróć!", piłka, a właściwie głowa Indianina,
znikła w powietrzu. Wówczas zbudziłem się i postanowiłem natychmiast
wrócić do Persji.
-?Ach! -?zawołała księżniczka -?dopiero trzeci miesiąc dobiega do końca,
a już chcesz mnie porzucić?
-?Trudno! -?odrzekł książę Firuz-Szach. -?Głowa Indianina wyraźnie mi
pogroziła we śnie, że się zemści na moim ojcu za pomocą złych czarów.
Pomimo że cię kocham, muszę do Persji natychmiast wracać i żadne prośby
twoje nie odmienią mego postanowienia.
Księżniczka zamyśliła się i rzekła:
-?W takim razie i ja z tobą do Persji pojadę. Tam weźmiemy ślub i zawiadomimy o ślubie mego ojca, króla bengalskiego. Czy na zaklętym
rumaku odbędziemy tę podróż?
-?Ma się rozumieć! -?zawołał Firuz-Szach. -?Odbędziemy ją na zaklętym
rumaku, i to zaraz, w tej chwili, bo czas nagli.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki