Rozdział 1
Krystian
Łubudu, łubudu, łubudu...
Ty-dy, ty-dy, ty-dy...
Miałem nieodparte wrażenie, że dudnienie mojego serca wypełnia całą przestrzeń, a mimo to nie byłem pewien, jaką melodię słyszę...
Ziemia do majora, zgłoś się.
Uprzejmie informujemy, że doszło do uszkodzenia twojego mózgu. No chyba że to wcale nieprawda, że leżysz sobie i wsłuchujesz się w "melodię serca".
Major do ziemi, zgłaszam się. I potwierdzam, doszło do katastrofy.
Nie mogłem uwierzyć, że TO rzeczywiście się wydarzyło...
Ja, prawie czterdziestoletni major ABW, nauczyciel akademicki, weteran wojenny i ona - niewinna młoda studentka (a także córka komendanta, o czym najwyraźniej całkiem zapomniałem...).
Nie do wiary!
Ale tak, naprawdę leżeliśmy ciasno spleceni w kałuży jej dziewiczej krwi. Tuliłem Sarę, jednocześnie gładziłem delikatnie jej ramię i przyciskałem usta do jej czoła. Bujałem naszymi ciałami w uspokajającym geście. Ja. Ten, dla którego czułość nie istniała.
Do dzisiaj, majorze. Witamy w innej rzeczywistości.
Miałem wrażenie, że byłbym zdolny zrobić absolutnie wszystko dla tej dziewczyny, byle tylko ją uszczęśliwić. Działo się ze mną coś niepojętego.
Nie wiem jak, ale powinieneś omijać samego siebie, i to szerokim łukiem...
Albo chociaż spakować niezaspokojonego fiuta wraz ze spuchniętymi jajami i iść odzyskać zdrowy rozsądek. Na przykład do Justyny.
A co to jest "justyny"?
Jezuuu...
W mojej głowie było istne wariactwo.
To nigdy nie powinno mieć miejsca!
- Dziękuję, panie Krystianie.
Głos Sary kojarzył się ze słodyczą, którą chciałem i jednocześnie nie chciałem. Moralniak walczył we mnie ze spokojem. Z jednej strony mój umysł ganił mnie za karygodne zachowania, których się dopuszczałem wobec tej młodej kobiety. Wciąż i wciąż podsuwał te wszystkie argumenty, że nie powinienem mącić w życiu Sary. Z drugiej natomiast, kiedy znajdowała się obok mnie i mogłem jej dotknąć, trudno było mi przykładać dużą wagę do moich występków. Przy Sarze nie miałem wrażenia, że robię coś złego...
- I przepraszam - dodała i zostawiła pocałunek na moim torsie.
- Przepraszam, pani Saro. - Odwdzięczyłem się, muskając wargami jej czoło. To nie powinno być łatwe dla kogoś, kto nie miał absolutnie żadnego doświadczenia w pieszczotach z kobietami. Prawda była jednak taka, że nie sprawiło mi to żadnych trudności. Dbanie o tę słodką istotę przychodziło mi z niezwykłą łatwością. I właśnie to bardzo mnie niepokoiło. Nie poznawałem samego siebie. Nie chciałem się zmieniać. Chciałem, żeby praca z powrotem stała się centrum mojego życia. O! To pewnie odsunięcie mnie od służby i w konsekwencji zbyt duża ilość wolnego czasu stanowiły wyjaśnienie moich ostatnich szaleństw, tak zupełnie niepasujących do zasad, którymi się kierowałem.
Taaa... Tylko że zacząłeś świrować przy tym aniołku, gdy jeszcze pełniłeś czynną służbę...
Ona jest młoda! I piękna! I nietuzinkowa! I słodka! To nic dziwnego, że chcę ją mieć!
Kto jak kto, ale ty nie powinieneś ulec pokusie! Niczym się teraz nie różnisz od przestępców. Oni też CHCĄ. Pieniędzy, władzy, łatwego życia, a może adrenaliny. Nieważne. Istotne jest to, że jak chcą, to biorą, nie patrząc na coś takiego jak kręgosłup moralny. I ty, Krystek, właśnie robisz coś takiego. Powinieneś trzymać się z daleka od niczym nieskalanej Sary. Nie niszcz jej wrażliwości... Do spuszczenia z kija znasz odpowiednie kobiety.
Walczyłem z chaosem w głowie, nie przestawałem przy tym ani na moment głaskać delikatnej skóry. Przyjemnie się jej dotykało. Zrezygnowanie z tego wydawało mi się trudniejsze niż skończenie ze skubaniem słonecznika. Musiałem jednak się opamiętać. Wkrótce. Na razie przesunąłem dłoń na policzek dziewczyny. Sara była równie milcząca jak ja. Zbadałem pod palcem jej brodę, usta, czubek nosa i jego grzbiet, a potem odrysowałem opuszką jedną z brwi.
- O czym myślisz, aniołku? - zapytałem.
- Powiem ci, jak ty mi powiesz.
Cóż, w takim razie nie było tematu, bo ja na pewno ci nie zdradzę, jaki jestem popaprany.
- A jak się czujesz? - zadałem inne pytanie.
- Fizycznie czy mentalnie?
- Ból przestanie w końcu doskwierać, pani Saro. Pytam o głowę.
- Och, ona ma się dobrze - zapewniła. - Nie posiadam się ze szczęścia, że pozwalasz mi się poprzytulać, panie Krystianie. - Przy tych słowach ścisnęła mnie jak maskotkę. - To bardzo miłe, że wychodzisz dla mnie ze swojej strefy komfortu.
Poczułem lekkie zmieszanie. Nie chciałem, żeby ktokolwiek mnie znał, a ona wyraźnie rozgaszczała się w moim umyśle...
Uciekaj...
- Spokojnie... - Sara kolejny raz pocałowała moją klatę. Dlaczego tym razem miałem wrażenie, że chciała sięgnąć serca? - Nikomu nie powiem. Supertajne, hę?
- Pani Sarooo... - parsknąłem. - I co ja mam z tobą zrobić?
- Możesz mnie umyć.
To wygląda na szach. Bezpośrednie zagrożenie króla. Uciekaj przed matem...
Branie prysznica traktowałem jako czynność typowo higieniczną, którą wykonuje się w samotności. Uważałem, że dzielenie z kimś takiego doświadczenia to większa intymność niż seks. A ja nigdy nie robiłem nic ponad zaspokojenie podstawowych potrzeb.
No idź już. Przecież obaj wiemy, że i tak to zrobisz.
Westchnąłem na te drwiny własnego umysłu. Miał rację.
- Dobrze - zgodziłem się. - Umyję cię, ale najpierw powiedz, o czym myślałaś, kiedy pytałem.
- Zastanawiałam się, co robi zoo, jak zdechnie im gigantyczny słoń.
W ten sposób brutalnie i bez ostrzeżenia sprawiała, że wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem. Nie wierzyłem w to, co usłyszałem.
Ona chyba nie jest całkiem zdrowa. I mam nadzieję, że nigdy nie wyzdrowieje. Coś niesamowitego.
- Czy ja chcę wiedzieć, co takiego skojarzyło ci się z trąbą, że pomyślałaś o słoniu? I dlaczego zdechłym? - wydusiłem z trudem.
- Nurtuje mnie też kwestia żyrafy z dłuuugą szyją.
Dobiła mnie. Nie byłem pewien, czy Sara jest oderwana od rzeczywistości, czy ma błyskotliwe poczucie humoru, ale to nie robiło różnicy. Nigdy nikt nie podobał mi się w takim stopniu. Wszelkie "justyny" i inne szkarady nie dorastały pani Sarze do pięt. To dlatego wolałem zrezygnować z zaspokojenia własnych potrzeb i odpowiadać na niedorzeczne pytania...
- Istnieją wielkie krematoria. Zwierzęta tnie się na kawałki, jeśli się nie mieszczą. Ponadto praktykuje się również grzebanie w ziemi, używanie zwłok do badań albo przewiezienie ich do ekosystemu, w którym rozkładają się naturalnie, stając się pożywieniem dla hien i innych padlinożerców. Wszystko zależy od danego kraju, pozwoleń, a szczególnie od powodu zgonu. Jeśli zwierzę było chore, dba się o zniszczenie patogenów, żeby nie mogły się rozprzestrzeniać - wyjaśniłem, ciesząc oko szerokim uśmiechem, jaki przed sobą widziałem. - Pani Saro... - dodałem, nie mogąc się powstrzymać.
- Och, panie Krystianie... Wiedziałam, że to fascynujące zagadnienie. - Zagryzła wargę, a w jej oczach pojawiły się psotne chochliki. - W pana ustach nawet kawałki zdechłego słonia brzmią seksownie, profesorze... - Zaczęła sunąć palcem w dół mojej klaty. Zrobiło się niebezpiecznie. Byłem boleśnie głodny i ten głód nie miał nic wspólnego z jedzeniem.
- To chodźmy - bąknąłem, odsuwając się. Lub, co bardziej zgodne z prawdą, uciekając od dziewczyny. Szybkim ruchem ściągnąłem nie do końca zużytą prezerwatywę. Na razie porzuciłem ją obok łóżka i już zamierzałem ruszyć do łazienki, ale wystarczył jeden rzut oka na piękną Sarę leżącą w kałuży krwi, by moje plany szlag trafił...
Ten wieczór miał należeć do niej. Chciałem, żeby miło go wspominała.
Wziąłem ją na ręce.
Trudno stwierdzić, jak to się stało, że trzymam w ramionach młodszą o dziewiętnaście lat dziewczynę, jakby była panną młodą...
Nagą panną młodą.
A, no to wiele wyjaśnia!
Tylko chory by się nie skusił.
Wygląda na to, że jestem okazem zdrowia!
- Ups... - Sara zrobiła wielkie oczy, patrząc na wielką plamę zdobiącą prześcieradło. - Pomyślą, że kogoś zabiłam.
- Dam im namiar na ekipę od usuwania śladów zbrodni - zażartowałem i przekroczyłem próg łazienki. Małej łazienki. Jak się okazało, była znacznie mniejsza niż moja...
Ciasno tu.
Kolejny zamach na króla, pani Saro... Ale na szach-mat nie licz. Nie będzie go. Musisz wiedzieć, że jestem wybornym szachistą.
Wziąłem motywujący wdech i zrobiłem te dwa kroki dzielące nas od kabiny. Ostrożnie postawiłem Sarę w brodziku i się wyprostowałem. Nie musiałem pytać, czy wszystko w porządku, bo radość na jej twarzy widoczna była gołym okiem. Sara niemal z dziecięcą szczerością wyrażała emocje. Ta jej prostota mimowolnie sprawiała, że się uśmiechałem. Byłem nią urzeczony. Ciągnęło mnie do niej jak ćmę do światła. Nie rozumiałem tego. Miała oczy, usta, nos, włosy, czoło. Wszystko to samo, co większość ludzi. Na pozór zwyczajna kobieta. A jednak widziałem w niej arcydzieło.
Przysunąłem się bliżej, by zamknąć za sobą kabinę. Sara sięgnęła po słuchawkę. Ustawiła odpowiednią temperaturę, a po chwili skierowała strumień na mój tors. Obserwowałem ją jak zahipnotyzowany. Bez słowa i bez zastanowienia przejąłem słuchawkę, którą wcisnęła mi w rękę. Nabrała z dozownika żel i rozsmarowała go w dłoniach. Czekałem, aż zacznie się dotykać. Wzdrygnąłem się, zaskoczony, kiedy to mnie dotknęła. Przyłożyła swoje drobne, nieskazitelne palce do skóry, którą przecinały liczne blizny. To mnie otrzeźwiło. Musiałem natychmiast się zreflektować. To ja miałem myć ją! Nie zamierzałem wyjść na niedoświadczonego barana. Mniej więcej wiedziałem już, co robić - naśladowanie Sary wydawało się bajecznie proste. Szybko jednak się okazało, że się pomyliłem. Bo na jej plecach rozsypane były włosy. Zmoczyć? Nie zmoczyć? Nie wiedziałem.
Na razie polałem ją od pleców w dół. Gdy przeniosłem strumień wody na przód, pojawiła się druga rozterka. Zawsze sądziłem, że pachy są częścią ciała, której należy się większa uwaga, ale ten nasz wspólny prysznic raczej nie miał typowo higienicznego celu. Wyglądało na to, że Sara nadawała mu głębsze znaczenie. Badała pod palcami wszelkie krzywizny mojego ciała i się przyglądała - swoim ruchom, a może mojej skórze. Tego też nie wiedziałem.
Zrezygnowałem na razie z umycia miejsc będących siedliskiem potu. W zasadzie, jakie to miało znaczenie, skoro przed oczami miałem pięknie sterczące sutki w różowych obwódkach. To na nie skierowałem strumień wody ze słuchawki. Po chwili z trudem odłożyłem ją na statyw. Widok kurczących się pod wpływem wilgoci brodawek był zachwycający - zaparło mi dech.
Całkiem dobrze się składało, że byłem odpowiedzialny za umycie tego aniołka. Gorzej, że moje ciało nie współpracowało z mózgiem. Zamiast sięgnąć po żel, objąłem dłońmi pośladki Sary i podniosłem ją w akompaniamencie pisku, a potem przywarłem ustami do jej piersi.
O taaak... - zawyłem w myślach.
O nie! Opamiętaj się, stary - zareagował głos rozsądku.
Nie chcę!
Oparłem Sarę o ściankę i jeszcze żarliwiej wpiłem się w doskonałą wypukłość.
Ona się nie nadaje na drugą rundę. Daj jej się zagoić!!!
Och, nieee, racja...
Jaja przegrały w wewnętrznej walce z rozumem. Musiałem okiełznać żądzę, bo w żadnym wypadku nie chciałem zrobić Sarze krzywdy.
Ale ona jęczy!
Nie zamieniaj więc tego na ryk bólu.
Odłóż. Nie twoje. Odsuń się. Wróć do siebie!
Ochłonąłem odrobinę. Oderwałem się od dziewczyny. Powoli postawiłem ją na nogi. Zamknąłem oczy. Chciałem wziąć kilka głębokich wdechów, ale Sara nie pozwoliła mi nawet na jeden. Czy ona właśnie wzięła w usta mojego fiuta? Gwałtownie podniosłem powieki.
Szach-mat, co nie?
Och, kurwa.
Sara na kolanach to spektakularny szach-mat. Nieważne, że oszukiwała.
Halo! Mózg do Krystiana! Weź ją podnieś. Miało być stosunkowo romantycznie. Trzymaj fason do końca. To jej pierwszy raz. Ten wieczór należy do niej, nie do ciebie.
Ale ona chce...
Nie zalejesz jej gardła. Nie, nie, nie. No już. Raz, raz. Podnieś ją.
- Sara, Sara, Sara - wydusiłem pospiesznie, korzystając z chwili trzeźwości umysłu. - Wstań. - Złapałem ją pod pachami i pociągnąłem.
- Zrobiłam coś źle. Przepraszam, nie umiem, ale zaraz się nauczę. Obiecuję - rzuciła, mrugając przy tym nadmiernie.
Kuuurwa... I co ja mam z tobą począć, pani Saro?
- Powiedz, co zrobiłam źle. Poprawię...
- Ćśśś... - przerwałem, bo ten niedorzeczny pomysł mordował mój zdrowy rozsądek, a jednocześnie bardzo podobał się pewnej części ciała... - Obciąganie pierwsza klasa, piątka z plusem, a nawet szóstka z koroną - zapewniłem.
- To w czym rzecz? - Ściągnęła brwi. W odpowiedzi powiodłem dłonią między jej uda, a następnie najdelikatniej, jak umiałem, zacząłem wsuwać w nią palec. Widoczne na twarzy dziewczyny niezrozumienie przeszło w grymas bólu. Nie musiałem już pytać o więcej.
- Wiszę ci jeden delikatny raz. - Puściłem jej oko, zabierając rękę. - Jak się zagoisz - podkreśliłem. - Wtedy dam ci idealny pierwszy drugi raz.
- Może nawet dwa?
Rozbroiła mnie tym.
- W porywach do trzech, pani Saro.
- Oczywiście, panie Krystianie - potwierdziła i rozciągnęła usta w uśmiechu. - Ale... zgodzisz się ze mną... to znaczy... - jąkała się. - Proszę, zgódź się ze mną... że... to dzisiaj... nie powinno się w ogóle wliczać w te trzy.
- Pani Sarooo... - Roześmiałem się.
- Zgadzasz się? - Wlepiła we mnie pełen nadziei wzrok i pokiwała energicznie głową.
- Wykluczone, pani Saro.
- Dobrze, panie Krystianie. Niech będzie, że zostały nam już tylko dwa razy - poddała się. Tak przynajmniej pomyślałem, dopóki nie dodała: - W porywach do trzech. Maks cztery.
Prowadziliśmy typową dla nas rozmowę, pełną absurdów i niewypowiedzianych pragnień, aż w końcu musiałem to uciąć. Fizjologia dawała o sobie znać. Potrzebowałem rozładować napięcie, zamiast ciągle je podnosić.
Raczej nie mogłem uznać naszego prysznica za dokładny, ale w końcu nie o to w nim chodziło. Wyszliśmy z kabiny i okryłem Sarę hotelowym ręcznikiem. Drugi zabrałem do sypialni. Nie użyłem go jednak do wytarcia się. Przykryłem nim pokaźną plamę krwi zdobiącą materac.
Spływającą po mnie wodę natychmiast pochłaniał dywan. Przemierzyłem pokój, by zgarnąć swoje rzeczy. Włożyłem kąpielówki. Mała kieszonka była idealna na zużytą prezerwatywę.
A zawsze się zastanawiałeś, po chuj te kieszonki.
Sięgnąłem po portfel. Wyjąłem z niego dwieście euro i skierowałem się z powrotem do łazienki, ale zawahałem się pod wpływem nagłej myśli.
Ja chrzanię. Dosłownie na moment rozdzieliła mnie z Sarą ściana i tyle wystarczyło, żeby wkradła się niezręczność. Oj, niedobrze...
Mogłem się założyć, że gdy tylko jutro otworzę oczy, na żywca zeżrą mnie wyrzuty sumienia.
A może nie? - pomyślałem, wychylając się zza futryny. Niewiarygodne, że wystarczyła chwila, bym zapomniał o niezręczności.
Byłem natomiast niepocieszony, widząc Sarę w ubraniu, bo choć te różowe fatałaszki w czarne kulki wyglądały na niej seksownie, to jednak bardzo chciałem je ściągnąć...
Czas na ciebie, Krystian!!!
- Zostaw to jutro na pościeli, jak będziesz szła na śniadanie - poleciłem, kładąc na blacie dwa banknoty.
- Dlaczego? Chcesz sprawdzić, czy tu kradną? Mogę ci powiedzieć. Kradną. Drugiego dnia zostawiłam luzem drobne na stoliku i wszystko zniknęło.
Rozśmieszyła mnie. Czy ona miała jakiekolwiek pojęcie o świecie?
- Serwis sprzątający był pewny, że to napiwek, pani Saro. Nikt nie chciał cię okraść.
- Gadasz?! - wykrztusiła i spojrzała na mnie, jakbym co najmniej zdradził, że Mikołaj nie istnieje. - Toż to przecież strasznie głupie, Krystian. - Sara nie miała litości, jeśli chodzi o rozbawianie mnie. - A co, gdybym zostawiała we własnym pokoju więcej pieniędzy?
- Zapewne zastałabyś na łóżku łabędzia z ręczników, a za dodatkową stówę rozsypaliby ci na pościeli płatki róż - objaśniłem, a wtedy potrząsnęła głową, jakby nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
- Czyli chcesz łabędzia i płatki róż? Za dwieście euro? Z całym szacunkiem, Krystian, ale... czyś ty zwariował? Zaraz się tego nauczę i zrobię ci za darmo.
- Pani Sarooo... - wydusiłem, zanosząc się śmiechem. - Jesteś nie do podrobienia.
- Ty też, panie Krystianie. Kto by pomyślał, że masz taką słabość do łabędzi.
Nie dawała mi szans na okiełzanie wesołości.
- I do róż... - parsknąłem.
- I do róż... - powtórzyła niemrawo. Jednocześnie mrugała nadmiernie, jakby to miało pomóc jej zrozumieć moje zachowanie.
Przesłodkie stworzenie...
- Poza łabędziem i różami chciałbym też zadośćuczynić za ślady morderstwa w twoim łóżku.
- Och. Aha. Och. Ojej... - Sara nie przestawała mrugać podczas przetwarzania moich słów. - Ale... To tylko krew, Krystian. Wydaje mi się, że materac ma nakładkę ochronną, na wypadek gdyby ktoś dostał na przykład okresu w nocy. Ściągną ją i upiorą bez problemu. To tyle nie kosztuje...
- Tyle kosztuje dyskrecja, pani Saro. Po prostu zostaw te pieniądze, na wypadek gdyby ktoś nie pomyślał o okresie, widząc... - urwałem, bo rozległo się pukanie do drzwi.
- Widząc? - dopytała, jakby nie usłyszała tego co ja.
- Ktoś puka - poinformowałem.
- To mogą być moi rodzice albo ojciec Witka, z którym rzekomo dzielę ten pokój - przypomniała. - Zazwyczaj nie otwieram, udając, że nie ma nas w środku.
- No tak, rzeczywiście... - podsumowałem.
Nałożyłem na siebie obowiązek usatysfakcjonowania Sary w momencie, kiedy zdecydowałem się ją rozdziewiczyć. Mogłem już uznać zadanie za wykonane, byłem z siebie zadowolony. Postanowiłem jednak jeszcze postawić kropkę nad i. Zgarnąłem dziewczynę w objęcia, a ona pisnęła cicho. Położyłem ją na rozłożonym ręczniku. Naciągnąłem na jej ciało prześcieradło i pocałowałem jej rumiany policzek. Powstrzymałem się, by nie przesunąć warg niżej.
Czułem naprawdę wielką presję, żeby już wyjść. Miałem wrażenie, że spuchnięte jaja powodują zatory w moim krwiobiegu.
Oczami wyobrazi widziałem, jak robię się fioletowy na twarzy.
- Dobranoc, aniołku. - Cmoknąłem ją w czubek nosa. - Wyśpij się, pani Saro - dodałem i zostawiłem szybkiego całusa na ustach, które prosiły się o więcej. Tyle że więcej było bardzo ryzykowne...
- Zostań ze mną.
Prośba Sary spowodowała, że zamarłem. Bardzo nie chciałem jej zawieść, pokazać, że tak naprawdę jestem dupkiem, ale ona zmuszała mnie do tego, bo na to, że z nią zostanę, z całą pewnością nie było szans.
- Tylko dzisiaj. Przysięgam, że nie będę o tym pamiętać - spróbowała zażartować.
- Nie mogę... - odparłem przepraszającym tonem. Naprawdę chciałem stanąć na wysokości zadania i sprawić, że ten wieczór od początku do końca będzie taki, jakiego oczekiwała, ale to było niewykonalne. Nie zasnąłbym. Ludzie podczas snu są bezbronni. Nie mają też świadomości, co wówczas robią. Są więc pozbawieni kontroli, obnażeni i wystawieni na obserwację. Walka na wojnie to najbardziej satysfakcjonujące zajęcie ze wszystkich, z jakimi miałem do czynienia. Z kolei dzielenie wspólnej przestrzeni z żołnierzami należało do najgorszych koszmarów. Wiecznie ktoś się pałętał, zaglądał i oddychał obok mnie. Umiałem wytrzymać tylko z samym sobą.
- To poczekaj, aż ja zasnę - poprosiła. - Możesz to dla mnie zrobić?
Szach. Szach. Szach. Szach!!!
Najwyżej wybuchną ci jaja. Co to takiego, Krystek. Poświęcenie jest warte uśmiechu aniołka, prawda?
- Mogę, aniołku - zgodziłem się, mimo że znajdowałem się już u kresu wytrzymałości. Położyłem się, a Sara nie odczekała ani sekundy - od razu wczepiła się we mnie i potraktowała moją klatę jak wygodną poduszkę.
- Dziękuję, panie Krystianie. - Chwyciła moją dłoń i przystawiła sobie do ust. - Masz piękne dłonie.
Zszokowała mnie. To jej dłonie były piękne. Miała drobne palce, nieskazitelną skórę. Młodą skórę. Moje wielkie ręce w porównaniu z jej rączkami stanowiły kolosalny kontrast.
- Mogłabym patrzeć na nie cały czas. - Przesunęła opuszką po wystającej żyle. - To najbardziej męskie dłonie, jakie...
- Ćśśś... - uciszyłem ją. Nie miałem już czasu na pogaduszki, szczególnie że moje podniecenie się potęgowało, kiedy Sara tak się mną zachwycała. Akurat mną. Byłem dla niej atrakcyjniejszy od młodszych, przystojniejszych chłopaków. - Śpij, pani Saro.
- Dobranoc, panie Krystianie. - Liczyłem, że to jej ostatnie słowa, ale się pomyliłem. Nie minęła minuta, gdy odezwała się ponownie: - Mogłabym...
- Pani Saro - upomniałem ją ze śmiechem.
- Ale...
- Ćś!
- Mhm... - mruknęła. Zapadła cisza, podczas której dźwięki naszych oddechów mieszały się ze sobą okropnie głośno. Kiedy ja z trudem radziłem sobie ze zdenerwowaniem, Sara swobodnie przesuwała tymi swoimi małymi paluszkami po moim torsie. - To niesamowite, jak... - Znów usłyszałem jej głos, jednak urwała pod wpływem znaczącego chrząknięcia, jakie z siebie wydałem. - Bije ci serce - dokończyła.
- Niesamowite jest to, że ci uwierzyłem, że chcesz spać, gaduło.
- Ale ja przecież nie mówiłam, że chcę spać. - Uniosła głowę i bezceremonialnie smagnęła językiem moje usta. - Gdyby to ode mnie zależało, wykorzystałabym jeden raz na dorobienie uśmiechu do szóstki z koroną.
Ja pierdolę...
Wypuść mnie z tego więzienia!!! - tak mój naprężony penis nazwał uciskające go kąpielówki.
- Cicho, pani Saro - wycedziłem.
- To by mnie skutecznie uciszyło, panie Krystianie.
- Jezuuu... - wyjęczałem, wyobrażając sobie jej usteczka wokół fiuta. - Niesamowicie trafna uwaga - wymamrotałem.
- Tylko raz. Proszę... - Nie czekając na odpowiedź, przyssała się do mojej szyi.
Szach-mat.
Nawet nie próbowałem znaleźć argumentu, dlaczego miałbym nie spełnić zachcianki tego słodkiego aniołka. Mój mózg przestał istnieć. Miałem w dupie, że pokój jest jasno oświetlony. Sara patrzyła na moją twarz, a jednocześnie sunęła wargami coraz niżej. Widziała teraz więcej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Nigdy nie byłem tak obnażony i nigdy nikt nie miał nade mną takiej kontroli jak ta mała kobietka. Wiedziałem, że doprowadzi mnie na szczyt żenująco szybko, że będę palił się ze wstydu do końca życia, ale w tej chwili nic się nie liczyło...
Sara wsunęła palce za gumkę moich szortów. Już po raz drugi dzisiaj została pierwszą kobietą, której pozwoliłem się rozebrać. Dałem jej pełną swobodę... albo raczej ona zawłaszczyła sobie całego mnie. Nie potrafiłem odwrócić od niej wzroku. Kiedy jednak z wyraźnym zadowoleniem przejechała językiem po żołędzi, powieki same chciały mi się zamknąć. Musiałem z nimi walczyć. Mrużąc oczy, zacisnąłem zęby i zasyczałem mimowolnie.
Kurwa!!!
Co ona wyrabia?!!!
Zaczęła całować penisa po całej długości i ocierać się o niego policzkiem. Smakowała go i pieściła jednocześnie. Widoczna przyjemność, jaką jej to sprawiało, powodowała, że chciałem krzyczeć z rozkoszy. Seks zyskał nowe znaczenie. To już nie była zwyczajna czynność, ale coś, co rozgrywało się na poziomie emocjonalnym. Byłem tak oszołomiony, że rozum całkowicie zagubił się w labiryncie doznań. Czułem się, jakbym zaraz miał przestać istnieć. Jęki Sary mnie ogłuszały. Byłem zamknięty w jakiejś bańce. Nie miałem już na nic wpływu. Zostałem bez reszty obezwładniony.
Sara bez żadnych hamulców wzięła do ust jądro. Gdy zassała drugie, niemal pociekły mi łzy. Balansowałem na boleśnie epickiej granicy. Traciłem kontakt z rzeczywistością. Mocny uścisk u nasady fiuta był jak kotwica, nie wiedziałem tylko, czy spuszczana na dno, czy wciągana na pokład.
Urwana, Krystian. Urwana i zgubiona w najczarniejszej głębi oceanu - podpowiedział mi jakiś głos, kiedy dziewczyna wzięła mnie tak głęboko, aż uderzyłem w jej gardło. Chwyciła moją dłoń i poprowadziła do swoich włosów. Poczułem je pod palcami. Nawet już tego nie zobaczyłem.
Utonąłem...
Do życia przywrócił mnie ostatni spazm, ale dalej pozostawałem ogłuszony. Szumiało mi w uszach, w głowie miałem papkę. Dopiero po chwili zaczęły docierać do mnie dźwięki. Najpierw usłyszałem dudnienie własnego serca. Drugie w kolejności było cmoknięcie. Uchyliłem powieki. Przywitał mnie absolutnie najpiękniejszy widok w całym wszechświecie.
Arcydzieło. Mój aniołek miał rumiane policzki, zamglone spojrzenie i ze smakiem oblizywał malinowe usta. Brakowało mi słów, żeby się odezwać. Spektakularna szóstka z koroną nie oddawała ani trochę tego, co przeżyłem. Ledwo uszedłem z życiem. Sara też się nie odzywała. Obserwowałem ją tylko, o niczym nie myślałem. Podciągnęła koszulkę pod szyję, a ja nawet się nie zastanawiałem nad tym dziwactwem. Po chwili wyjaśnienie przyszło samo. Sara opadła na mnie, przyciskając swoje młode piersi do mojej skóry. Jej mały nosek przesunął się po moim policzku, który następnie pocałowała. Żadne myśli wciąż jeszcze nie kręciły mi się po głowie, kiedy sięgnęła po moją rękę i zarzuciła ją sobie na plecy. Przytuliłem ją zgodnie z sugestią, używając także drugiego ramienia.
- Mój orgazm miał orgazm, panie Krystianie - szepnęła mi do ucha.
Dalej nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Zostałem powalony... Tkwiłem w nicości. Drobne palce przyjemnie drapały mnie po głowie. Moje ciało wydawało się coraz cięższe. Musiałem się zebrać. Czekając, aż Sara znieruchomieje, sam zacząłem gładzić jej skórę. To było na tyle uzależniające, że bez protestów znosiłem kolejne minuty w tej pozycji. Nie miałem pojęcia, ile minęło czasu, gdy uznałem, że aniołek w końcu śpi. Chciałem przełożyć ją delikatnie na materac, lecz nieoczekiwanie zacisnęły się na mnie palce.
- Jeszcze nie zasnęłam.
Wyborny szachista, co? Jak widać szachistka wyborniejsza.
Wytrzymałem może z dziesięć minut więcej. Dla niej. Ale potem naprawdę musiałem iść. Nie byłem w stanie dłużej tego ciągnąć. Nawet dla Sary. Potrzebowałem drinka, tego swoistego odprężenia, które oferował płynący w krwiobiegu alkohol.
- Dobranoc, pani Saro - szepnąłem, jednocześnie zacząłem wyswobadzać się spod niej. Nie zamierzałem pozwolić na przedłużenie tego wieczoru. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że dziewczyna zdążyła usnąć. Nie przebudziła się, kiedy jej głowa opadła na poduszkę. W kolejne ruchy włożyłem już więcej subtelności. Delikatnie naciągnąłem na Sarę prześcieradło, a następnie powoli przetoczyłem się na drugi koniec materaca. Wstałem bezszelestnie. Ubrałem się pospiesznie i bez zwłoki skierowałem do wyjścia, ale mój wzrok przykuła spokojna twarz aniołka. Nieskazitelna, doskonała, idealna. Nigdy nie widziałem niczego piękniejszego. Jak miałem powstrzymać potrzebę zbliżenia się do niej? To było niemożliwe. Pochyliłem się...
Patrzyłem na nią dłużej, niż zajęło jej zapadnięcie w sen. Dokładnie zlustrowałem każdy milimetr odsłoniętej skóry. Przyjrzałem się włosom i paznokciom. Wszystko cholernie mi się w niej podobało. Ale w końcu wyszedłem. W brzydkim stylu. Zupełnie jak jakiś dupek wymykający się po przygodnym seksie.
Tylko że właśnie tak było. To nie mogło być niczym innym, niczym więcej...