Dekoracja:
Na plebanii.
Głąb zasłonięta przez całą szerokość domem na
podmurowaniu: przed dworkiem ogródek, opłocony sztachetkami. W
domostwie, środkiem, wrota od sieni otwarte, z widokiem na
przestrzał; po prawej i lewej stronie podwoje okien, poprzez które
widać pokoiki plebańskie i w pokoikach tych, na wprost okien, drzwi
do dalszych wnętrznych izb.
Od wrót wschodowych wiedzie ścieżka ku
przodowi
sceny do wrotek w ogródku, który, przepołowiony w ten sposób, jest
ze strony lewej zapełniony tykami sterczącymi, z których zwieszają
się strzępy suche marniejącego, pnącego bobu; przed okienkami
krzaki malw badylaste, rozkwitłe i zgasłe, w łachmanach liści
przepalonych w słońcu.
Z prawej zaczyna się zagon ziemniakami
wysadzony;
widać tylko kilka grzęd i te przerywają się przy płocie granicznym;
z boku, tuż za płotem, gościniec. Z lewej, w pewnej oddali widać
kościółek drewniany, ocieniony olbrzymimi lipowymi konarami. Z
tyłu, poza plebańskim dworkiem, grunt podnosi się z wolna, pochyło,
później dość stromo, aż kończy się wałem, który ponad strzechą domu
wysoko garbem się znaczy; tamtędy wiedzie ścieżka w pole, na
ugór.
Wzdłuż zagonu, przy ziemniakach stoją ludzie
wsiowi, chłopy i baby, i kopią.
We drzwiach plebanii staje
Młoda i patrzy czas jakiś ku
pracującym.
Pracujący, spostrzegłszy ją, przerywają
robotę; przystają, podparci na motykach.
MŁODA
Haj tam, robota coś niesporo!
A raźnijże! Niemrawce!
Cóż to z tymi okopinami?
Pierwszy raz wam to, stare ludzie,
że się to nie umiecie brać?
Krzepcej się ruszcie!
CHÓR
Stęgłe bryły, - nieokież skała,
co jej nie można ubić;
nijak ich nie roztłuce.
MŁODA
Co by zaś ubić się nie dała?
Jeno bić z mocą! - Memłace!
CHÓR
Zdziwiajcie, jak ta wola!
Ziemia się sparła; nie puści. -
MŁODA
Ziemia człowieczej ręce korna;
A komuże to rola?!
Zstępuje ze schodków podmurowania i idzie ku
przodowi.
Imajcie motyk! - Cóż to? Tela
dzisiok skopane? Marnotrawce!
Leda psom braty, darmolęgi!
Kijców by na was trza, poganiać!
CHÓR
Przestańcie ta przyganiać!
Krzyk wasz gosposiu niczem
a sami pracy życzem,
jeno, z dopustu Boga,
ziemia spiekotą stęgła;
widzicie, jako wszędy
wezdłuż, jak idą grzędy,
żywość w badylach powięgła.
MŁODA
Dopust, nie dopust,
to nie prawda, gadanie!
Wasz kłam!
Wam się roboty nie chce!
I cóż, że jest spiekota?!
CHÓR
O cóż tyle wołanie?
Nie dziwna nam robota.
Kiejście tacy ozsierdzeni,
ano dziekujem za nię!
MŁODA
Przyjdą ta inksi, bo im dam
tela drugie, co wam!
Porobią!...
CHÓR
Twój kłam, gadanie!
Nie przyjdzie do cię nikt
na skopywanie!
U was tu praca hańbi człeka!
MŁODA
Psiewiary! Wyklinace!
CHÓR
Psiewiara ty! I plemie twe sobace!
Bier se twoje motyki!
Sama se skały kop!
Rzucają jej pod nogi motyki.
MŁODA
Znajdzie sie ta kaindziej chłop
robotny; jest ich ta dość,
co przyjdą kopać, nie trza was!
CHÓR
Nie przyjdzie nikt, nie damy.
My nie damy, - ty przeklętnico! -
MŁODA
A precz mi zjadłe chamy!
CHÓR
Ty chamska! Co ty inksego!?
Zwiedłaś ludzi do złego!
Grzesznico, - Bóg cię skarze!
MŁODA
Precz, od pola, - bajcarze!
Od strony kościoła słychać kilkakrotnie
ponawiane dzwonienie.
Wsiowi odchodzą, porzucając robotę.
Dziewka, ze służby plebańskiej, która się
od chwili krzątała w sieni, podchodzi ku
Młodej.
MŁODA
Wierzysz ty we sny?
DZIEWKA
Nie. -
MŁODA
Ale to prawda co we śnie - ?
DZIEWKA
Ano juści. -
MŁODA
Jakoż nie wierzysz ty?
DZIEWKA
A bo mi się nic nie śni.
MŁODA
Tak... - ?
Dziewka próbuje gruntu motyką.
DZIEWKA
Spalony grunt do krzty. -
Ziemia nie puści. - Skała!
MŁODA
No?
DZIEWKA
A coście śnili?
MŁODA
milczy
mówi:
Nic, - jeno mam się strzec
czyjego przeklinania,
bo stałoby się prawdą,
co ze snu wiem.
DZIEWKA
Cóż wiecie ze snu?!
MŁODA
To, czego nie chciał rzec.
To, o co pytać broni.
DZIEWKA
To z wami nic nie gada?
MŁODA
Jeno nade mną biada.
Odepchnął mię wylękłą;
milczy, ode mnie stroni,
że mi ano okież serce nie pękło - -
DZIEWKA
Ano to się trza strzec.
MŁODA
Ludzie skorzy do słowa,
cóż ta ludziom obmowa,
cóż im kogo na gębie mleć?
A to się, patrzę, leda śmieć
na mnie rzuca! -
A ja bez to mam drżeć,
żeby nie zaklął!? -
DZIEWKA
A snu nie opowicie?
MŁODA
A wy to nic nie śnicie,
nic? -
DZIEWKA
Jak legnę spracowana,
dak dośpiem zawdy rana
kamieniem,
bez nijakiego lęku. -
Straszycie się złym snem - ?
Wiecie co - - ?
MŁODA
Wiem, - co wiem!
Słychać ponowne dzwonienie od strony
kościoła.
Dziewka pozbierała tymczasem porzucane na
ziemi motyki i niesie je do sieni, gdzie znika z drugiej strony
domu;
Młoda stoi czas jakiś, zasępiona, -
odchodzi powoli ku plebanii, do sieni i znika w komorze.
Z boku, z prawej, od gościńca, spoza dworku,
idzie
Parobek ku plebanii; tejże chwili z wrót
plebanii występuje
Ksiądz, w rewerendzie czarnej, w berecie, z
książką, zmierzając ku kościołowi;
Parobek zastępuje mu drogę,
Ksiądz na jego głos zwraca się ostro.
PAROBEK
Idę się pytać;
jak to naskładać tego drzewa,
co to kupione. -
KSIĄDZ
Pomówiewa
teraz co insze, - słuchaj no ty,
jak mi tu będziesz w noc się włóczył
do dziwek wsiowych, - precz wygonię!
Spłać Kaśce krzywdę!
PAROBEK
Ja ta o nię
nie stoję, proszę Wielebności.
KSIĄDZ
Skrzywdziłeś, napraw głupią winę.
PAROBEK
Ja winien, ona też jednako!
KSIĄDZ
Dla dziecka litość cię nie ruszy?
Twoja powinność, zgodzić jako.
PAROBEK
A dyć mi łeb dość suszy.
KSIĄDZ
Najlepiej zrobisz, jak ją pojmiesz.
PAROBEK
Za babę? - ? To mię do krzty zmoże.
Nie mam ta tela grontów.
KSIĄDZ
Przemarnisz resztę, to ci gadać;
ona ma uskładane trochę.
PAROBEK
Ćmaje tak, chytra; mnie nie złapi.
Kiej mnie, jagem jest, prawie.
KSIĄDZ
W pogwar z przecherą się tu zadać - ?!
Sprośniku, spomnij srogie Piekło;
widziałeś w kruchcie obraz Sądu;
duszę podajesz Diabłu!
PAROBEK
Po co sobakę próżno wołać,
tak niby nadaremno;
trza splunąć, by co nie urzekło!
KSIĄDZ
Bluźnierstwo ci się gruźli w ustach!
Uroki? - We łbie wciąż ciemno? -
- Chcesz ta czego?
PAROBEK
...bo bym składał
do sągów, co na wozach stoi.
KSIĄDZ
- Powiedzą ci tu w domu!
Krzywdziłby!?
Cię!? Kary Bożej się nie boi!
PAROBEK
Tego nie mówię. - Gospodyni
powiedzą, co z sągami??
KSIĄDZ
Patrz swego nosa! - Mnie ci wara,
bąkać z gospodyniami!
woła za odchodzącym
Hej, - !
Niech stoją! Potem się wywiezie.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ
WERSJI.