Rozdział pierwszy
Piotr Bezuchow stał w kącie wielkiej sali balowej. Przyglądał się eleganckim gościom, którzy przechadzali się po wykwintnym wnętrzu i z uśmiechem prowadzili rozmowy. Żałował, że nie potrafi konwersować tak wspaniale jak dziarski Anatol Kuragin czy jego dobry przyjaciel Andriej Bołkoński. Piotr nie czuł się dobrze na przyjęciach.
Andriej był wysoki, przystojny i doskonale prezentował się w galowym mundurze oficerskim. Cieszył się ogólną sympatią, mimo że od czasu, gdy w zeszłym roku się ożenił, stał się spokojniejszy i bardziej powściągliwy.
Anatol przybył ze swoim ojcem, księciem Kuraginem, i siostrą, Heleną. Anatol i Helena byli zdecydowanie najpiękniejszymi ludźmi w całej sali. Podobało im się, że skupiają na sobie uwagę wszystkich obecnych. Anatol zatańczył z kilkoma kobietami, podczas gdy Helena zdawała się nie zauważać, że Piotr nieśmiało zaprasza ją do tańca.
Piotr z ulgą przyjął propozycję Andrieja, by wyjść z przyjęcia przed jego zakończeniem i napić się odrobinę u niego w domu przy kominku. Czuł się zmęczony obserwacją tańczących, bardziej śmiałych niż on przyjaciół, i rozmowami o wojnie z Francją.
Wkrótce byli już w małym, eleganckim domu Andrieja w centrum Moskwy. Jego żona, Liza, urządziła wnętrza wedle najnowszej mody.
- Chciałbym mieć takie obycie towarzyskie jak ty. - Piotr z westchnieniem ulgi umościł się w jednym z foteli Andrieja. - Na przyjęciach wyglądasz na prawdziwie szczęśliwego.
Andriej pokiwał głową.
- Być może w rzeczywistości nie jestem aż tak bardzo szczęśliwy, przyjacielu - powiedział. - Jestem żonaty z kobietą, której nie kocham i aby uciec od mojego błędu, wyruszam na wojnę. Obiecaj, że nigdy nie postawisz się w takiej sytuacji.
Piotr rozumiał rozterki Andrieja z powodu ślubu z Lizą. Spieszyli się ze ślubem, choć było jasne, że do siebie nie pasują. A teraz Andriej wyruszał na wojnę, by walczyć o Rosję z Napoleonem i francuską armią.
- Andrieju, wiesz, co myślę o wojnie - powiedział Piotr. - Nie uważam, że walka jest dobrym rozwiązaniem. I postaram się wybierać żonę ostrożnie. Jeśli którakolwiek mnie zechce!
Obaj przyjaciele zaśmiali się na te słowa.