Klan (tom 1). Klan - Pascal Engman

Kup ebooka

37.90 zł
29.56 zł (29,18 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Od autora Prolog Część I Rozdział I Tylna okładka

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 6 7 8 9 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29

Prolog

Szpital Danderyd, 1 września 1997

Chłopiec leży na piersiach Fatimy. Kobieta ostrożnie wodzi dłonią po jego czarnych włoskach, zamyka oczy i wdycha zapach niemowlęcia. Mimo że jest tak maleńkie i kruche, jego ciałko emanuje siłą zdolną odmienić życie.

Chłopiec waży tylko 3341 gramów, lecz Fatima ma wrażenie, że to największy ciężar, jaki dźwigała w swoim dwudziestoletnim życiu.

- Josef - szepcze. - Mój Josef.

Na korytarzu rozbrzmiewają kroki. Nie pierwszy raz, bo słychać je od czasu do czasu i zawsze Fatima ma nadzieję, że to on, ojciec Josefa. Ale głosy i kroki przemijają. Zmierzają do innych miejsc. Daleko od niej. Do innych sal i innych historii, tam, gdzie ich dom. Fatima wie, że nie może na nim polegać. Że nie da jej oparcia. Choć mógłby się zmienić dla swojego syna. Tak jak to nowe maleńkie życie zmieniło ją.

Fatima nie jest już tą samą osobą, co wcześniej. Nie jest pewna, gdzie zaszła zmiana, lecz bez wątpienia do niej doszło.

- Jakoś to będzie - szepcze dalej. - Cokolwiek się wydarzy, nigdy ci niczego nie zabraknie. Dam ci dobre życie, mój maleńki.

Do jej oczu napływają łzy. Fatima mruży powieki i ponownie wciąga w nozdrza zapach dziecka.

Chwilę później ostrożnie przesuwa się w bok, podnosi chłopca i wychodzi z sali. Mruży oczy przed ostrym światłem. Osłania dłonią oczka Josefa, mimo że mały śpi. Znajduje pokój odwiedzin. Telewizor zawieszony pod sufitem miga bezgłośnymi obrazami. Brzęczą chłodziarki. Dziewczyna podchodzi do blatu we wnęce kuchennej, odkręca kran i odczekuje chwilę, aż woda zrobi się naprawdę zimna. Potem napełnia szklankę i siada na kanapie. Krzywi się z bólu. Szuka wygodnej pozycji, lecz jej nie znajduje.

Josef kwęka.

Fatima obnaża pierś i zaczyna karmić chłopca. Zatraca się w teraźniejszości. Wzdryga się, gdy dostrzega w drzwiach jakąś parę. Nieznajomi się uśmiechają. Kobieta trzyma na rękach zawiniątko - małe dziecko. Siada obok Fatimy, pochyla się ku niej i spogląda na Josefa.

- Chłopiec?

- Tak.

- Słodki. Jak ma na imię?

- Josef.

Niemowlę na rękach nieznajomej ma jasną skórę i bezwłosą główkę.

- A to Antonia - mówi kobieta. - Odkąd przyszła na świat, jeszcze ani razu nie zapłakała.

- Może nam się trafiło najspokojniejsze dziecko na świecie? - dodaje mężczyzna, który właśnie podszedł do kobiety i podaje jej szklankę soku. Potem przysuwa sobie krzesło i stawia je obok kanapy. - To twoje pierwsze? - pyta Fatimę.

Dziewczyna potwierdza skinieniem głowy.

- Ja i Michaela mamy już dwie starsze córki - kontynuuje nieznajomy. - Ciężko mi będzie z czterema kobietami w domu.

On i jego żona wymieniają spojrzenia. W ich uśmiechach widać miłość, jakąś historię, ale również przyszłość. Zbudowali razem cały świat. Na pewno mieszkają w pięknym domu z ogrodem, on pewnie regularnie strzyże trawnik i płaci rachunki na czas.

Za kilka godzin wrócą do tego miejsca.

A co zrobi ona?

"Może on do tego czasu przyjdzie" - myśli Fatima. "Może też będziemy tak siedzieli i się do siebie uśmiechali, z Josefem pośrodku, i snuli plany, jak teraz wszystko poukładamy".

Mimo bólu promieniującego od kręgosłupa prosto między nogi i mimo zmęczenia trzymającego ją za gardło Fatima czuje się silna. Pełna życiowej energii.

"Nieważne, czy on wróci, czy nie" - myśli.

Jeśli nie, ona i tak sobie poradzi.

Dla Josefa.

Z Josefem.

Zbuduje mu cały świat i będzie jego częścią oraz murem osłaniającym ten ich świat od wszystkiego, co czyha na zewnątrz.