Rozdział 2
Szamański namiot Szepczącej Wody rozstawiono poza obrębem osady, nad samą rzeką. Nadbrzeżne zarośla i niskie drzewa osłaniały go przed niepożądanym wzrokiem, zapewniając szamance i jej podopiecznym prywatność. Kiedy Yuno i Miro zbliżyli się do skrywających go zarośli, ich uszu doszło jękliwe zawodzenie muzyki. Szepcząca Woda siedziała w wejściu niewielkiej jurty. Ubrana była w bogato haftowaną szatę, a we włosy wplecione miała pióra i sznury paciorków. Grała na jakimś instrumencie, przeciągając po strunach niewielkim łukiem. Kołysała się przy tym lekko.
Gdy usłyszała kroki nadchodzących, podniosła dotąd przymknięte powieki i uśmiechnęła się do Yuno.
- Duchy na ciebie czekają, moja droga.
- To... miło - odparła skonfundowana magini, a Miro musiał przygryźć wargę, żeby powstrzymać śmiech. Nie opowiadał jej wiele o szamańskim ceremoniale. Chciał, żeby mogła go doświadczyć ze świeżym umysłem, tak jak on przed latami, kiedy to wszystko było dla niego nowe, zachwycające i zupełnie niezrozumiałe.
Szamanka odłożyła smyczek i wstała, przywołując ich bliżej zachęcającym gestem.
- W mojej jurcie nie dosięgną cię żadna magia ani uroki - zwróciła się do Yuno. - Duchy sprawią, że będziesz niewidoczna zarówno dla swojego prześladowcy, jak i dla nieudanego zaklęcia.
Wnętrze uderzało radosnymi kolorami. Wszystko - kilimy, dywany, poduszki, zwinięte pod ścianą posłania - było radosne i pstrokate. Na ścianach wisiały liczne amulety z piór, kości i gałęzi, motki nici oraz zaczęte robótki. O wiklinową skrzynię opierały się dwa malowane bębny. Pomimo zdenerwowania Yuno rozglądała się urzeczona. Jej łaknąca kolorów dusza czuła się w tym otoczeniu jak w domu.
- Zawsze, kiedy kogoś przyjmuję, robię to tutaj - wyjaśniła szamanka, gdy rozsiadali się na haftowanych poduszkach. Miro przez cały czas trzymał Yuno za rękę, delikatnie gładząc ją kciukiem. Ta dyskretna, powolna pieszczota koiła jej napięte nerwy.
- Nasza praca z pewnością potrwa co najmniej kilka dni - zwróciła się kobieta do Yuno. - Ten czas spędzisz tutaj, bezpieczna. Będziemy tutaj tylko we dwie, nie będziesz się z nikim widywała. To da ci okazję do wyciszenia się i skupienia, bardzo potrzebnych w naszej pracy.
- Nie wiedziałam... Nie pożegnałam się z Enis - mruknęła magini niepewnie.
- Wszystko jej wyjaśnię - uspokoił ją Miro.
- Yuno. - Szamanka patrzyła na nią z troską. - Muszę cię poprosić, żebyś mi wszystko opowiedziała. Wiem, że będzie to dla ciebie trudne, ale musimy szczerze ze sobą porozmawiać. Stwierdziłam, że będzie ci łatwiej, jeśli Miro zostanie z tobą.
- Ale mogę wyjść, jeśli wolisz - wtrącił.
- Nie! - Mocniej ścisnęła jego rękę. - Zostań. - Spojrzała na szamankę z przestrachem i zapytała: - Co chcesz wiedzieć?
Czy to już? Czas wszystko wyznać, a potem...? Czy Szepcząca Woda się od niej odwróci? Przestanie jej pomagać, gdy się dowie, jak bardzo Yuno została skalana? Może nawet każe jej wyjechać? Poczuła dławienie w gardle i zamrugała szybko, żeby odgonić napływające do oczu łzy.
- Niepokoi mnie, jak silna jest więź między tobą i Ruthem - kontynuowała w tym czasie kobieta. - Nigdy nie powinien był móc cię dotykać, używając tej klątwy. Obserwować, śledzić, rozmawiać... tak. Ale dotyk? Fizyczny atak? Szczerze, nigdy się z tym nie spotkałam.
- Czy to, że Ruth grzebał jej w umyśle, może być przyczyną? - spytał Miro.
- Jak to: grzebał jej w umyśle? - wystraszyła się szamanka.
- Włamywał się do mojego umysłu i... robił mi różne rzeczy - szepnęła Yuno. - Zmieniał moje myśli i zmuszał mnie, żebym robiła to, co chciał, i... - Wzięła głęboki oddech. - Zacznę od początku - zadecydowała nagle. - Wtedy będziesz wszystko wiedziała i... będę miała to już za sobą.
Przymknęła oczy, zbierając myśli. Powoli zaczęła opowiadać:
- Świątynia... Nasze życie tam wygląda inaczej niż wasze. Nie znamy swoich rodziców. Dzieci mieszkają razem, w grupach. Na kilkoro z nich przypada jedna opiekunka i od najmłodszych lat cały nasz czas jest podporządkowany nauce. Nawet nie pamiętam okresu, kiedy nie używałam magii. Była ze mną od zawsze. Chyba szybciej nauczyłam się panować nad swoją mocą, niż mówić czy czytać. Zawsze byłam tylko i aż maginią. Tylko to się liczyło. Świątynia kontroluje każdy aspekt życia dzieci. Dopiero w wieku dwunastu lat uzyskują one choć namiastkę swobody. Wtedy wyprowadzają się ze wspólnych dormitoriów i dostają własne, niewielkie apartamenty. Wtedy też dobiera się nas w pary: odpowiednio maginie ze strażniczkami, a magów ze strażnikami. Enis jest trochę starsza ode mnie i miałam ogromne szczęście, że na nią trafiłam. Pokochałam ją od razu. A mag i strażnik nie zawsze się lubią, często łączą ich bardzo trudne relacje. Niestety o dopasowaniu decydują odpowiedni ludzie i nie można się odwołać od tej decyzji. Przydział jest dożywotni. Jedyne, o czym mogłam wtedy zdecydować, to kolor zasłon. - Uśmiechnęła się smutno. - A i tak dało mi to niewyobrażalne poczucie sprawczości i kontroli. Kolor zasłon. Tyle mamy wolności.
Miro i Szepcząca Woda słuchali z równym zainteresowaniem. Świątynię od zawsze spowijała aura tajemnicy. Do zewnętrznego świata przedzierało się niewiele plotek na temat życia, jakie prowadzili świątynni magowie.
- W tym wieku także - kontynuowała Yuno - nasza nauka staje się bardziej ukierunkowana. Większy nacisk kładzie się na rozwijanie indywidualnych zdolności i predyspozycji, prowadzimy własne projekty badawcze. Ale to też nie jest tak, że mogłam zdecydować, czym chcę się zajmować. Moja magia zawsze kształtowała się w formie światła, więc to w tę stronę zmierzały moje studia. To oczywiście naturalne, że rozwijamy swoje talenty, ale... nikt nigdy nie pyta, czy interesuje nas coś jeszcze. Ja miałam także inne... - Zawahała się i zaczerwieniła ze wstydu. - Cele. Zawsze byłam próżna i płytka. Używałam magii, żeby dbać o włosy. To dzięki niej są teraz takie, jak widzicie. Spędziłam nad tym dużo czasu, robiłam eksperymenty, opracowywałam zaklęcia.
- Nie widzę w tym niczego nagannego ani płytkiego. - Szamanka się uśmiechnęła. - Powiedziałabym raczej, że wykazałaś dużą inicjatywę i talent.
- Może, ale miałabym kłopoty, gdyby to się wydało. Świątynia nie lubi niesubordynacji, nawet jeśli dotyczy ona tak błahych spraw. Gdyby się dowiedzieli... - Opiekuńczym gestem dłoni chwyciła pasma włosów i zamrugała szybko. - Zabraliby mi je. Świątynia jest okrutna.
Szepcząca Woda patrzyła z troską na przestraszoną dziewczynę. W jak bardzo złym miejscu zostało wychowane to dziecko? Karać dziewczynkę za to, że użyła kilku zaklęć dla urody? I to karać tak mocno, że nawet teraz, po latach, wywoływało to w Yuno strach? Tańczące wokół niej duchy zaszeptały z dezaprobatą. Cieszyła się, że magini budziła w nich tak ciepłe uczucia. Chciały jej pomóc z własnej woli, a to bardzo ułatwi i tak już niełatwą procedurę.
W tym czasie magini ciągnęła swoją opowieść:
- Oficjalnie badałam zaklęcia osłaniające i sposoby wykorzystania światła w magii defensywnej. Moja moc była bardzo silna i stale się rozwijała, a ja lubiłam studiować i prowadzić badania naukowe. Miałam nadzieję, że już wkrótce uda mi się dołączyć do którejś z grup badawczych prowadzonych przez słynnych uczonych. Ale tak się nie stało. - Podciągnęła kolana pod brodę i objęła nogi rękami. - W Świątyni o tym, kto powinien z kim spłodzić dziecko, decydują odpowiedni ludzie. Dobrani przez nich mężczyzna i kobieta spotykają się, aż kobieta zajdzie w ciążę. Nie można odmówić. Miałam szesnaście lat, kiedy pierwszy raz dostałam ten rozkaz. To było wcześnie, moja uzdrowicielka bardzo się tym denerwowała i robiła wszystko, co mogła, żeby odłożyć to w czasie, ale... - Wzruszyła ramionami. Mówiła ciszej i ciszej, ze wzrokiem wbitym w wielobarwny dywan. - Świątyni mocno zależało na moich potomkach. Dlatego po pierwszym mężczyźnie wysłano mnie do kolejnych. I do następnych. Ale nie zaszłam w ciążę. Nie mogę. Moje ciało jest uszkodzone i... Uzdrowiciele badali mnie na wszystkie sposoby, zanim to orzekli. Byłam już tylko zepsutym przedmiotem. Kolegium bardzo rozczarowała moja niezdolność do spełnienia ich życzeń. Przynajmniej dali mi spokój. Ale także odrzucono wszystkie moje aplikacje do grup naukowych, mimo że wpierw kilkoro uczonych wyrażało zainteresowanie moim udziałem. Po prostu... już nie byłam potrzebna. Liczyło się tylko to, czy mogę wydać na świat kolejne pokolenie.
Dziewczyna zgarbiła plecy i opuściła głowę. Miro wpatrywał się w nią z absolutnym oddaniem. Widząc pełne miłości spojrzenie swojego syna, Szepcząca Woda z trudem powstrzymywała uśmiech. Widać na każdego musiał przyjść w końcu czas.
Nieświadoma tego wszystkiego Yuno mówiła z coraz głębszym smutkiem:
- Ruth o tym wszystkim nie wiedział. Wymyślił sobie, że urodzę mu dziecko, a ono będzie tak potężne, że wykorzystując je do swoich celów, będzie mógł przejąć władzę w Świątyni. Wszyscy się go bali, więc kiedy zażądał od Kolegium, żeby mu mnie oddali, zgodzili się. Nie poinformowali go jednak o mojej bezpłodności. To było takie wygodne. Nie musieli mu się narażać, ale nie było żadnej możliwości, aby jego plany odniosły sukces. Dostał mnie na własność. Na tak długo, jak tylko będzie chciał. A ja musiałam się podporządkować. Co innego mogłam zrobić? Gdybym odmówiła albo spróbowała uciec, aresztowano by mnie i oddano egzekutorom. Czyli jemu. Zawsze byłam niewolnicą, ale dopiero wtedy to zrozumiałam. Przychodziłam, kiedy mi rozkazywał. Żeby to zrobić, włamywał mi się do umysłu i paraliżował moją wolę. Nigdy nie byłam dobra w telepatii. Nie umiałam się bronić. Byłam bezradna. Taka słaba. Bił mnie. A kiedy wciąż i wciąż nie zachodziłam w ciążę, puściły mu hamulce. Zaczął mnie torturować. Lubił... kiedy cierpiałam. Lubił się nade mną znęcać, kiedy...
Nie zdawała sobie sprawy, że płacze. Dopiero gdy Miro zamknął ją w objęciach, rozszlochała się w głos.
- Wystarczy, kochanie - szepnął. - Wystarczy, prawda? - zwrócił się do matki.
Szepcząca Woda skinęła głową i przesiadła się bliżej dziewczyny.
- Bardzo mi przykro, Yuno - powiedziała zduszonym głosem. - Tak mi przykro, że tyle wycierpiałaś.
- Teraz na pewno już się nie cieszysz, że udało mi się wydostać - powiedziała niewyraźnie, wciąż kryjąc twarz w piersi Mira.
- Dlaczego? - zapytała niepewnie szamanka. Tok myślenia Yuno nieraz ją zaskakiwał, więc i tym razem nie była pewna, do czego zmierzała dziewczyna.
- Bo... wtedy Miro nie związałby się ze mną... bo ja jestem... uszkodzona...
- Możesz na mnie spojrzeć, Yuno? - poprosiła kobieta.
Dziewczyna z oporem podniosła twarz i odwróciła się w stronę szamanki. Przygryzała mocno wargi, próbując powstrzymać płacz. Szepcząca Woda po prostu przytuliła zaskoczoną maginię.
- Bardzo się cieszę, że się wydostałaś - zapewniła, gładząc ją po włosach. - I bardzo się cieszę, że jesteście razem, że do nas przyjechałaś i że mogłam cię poznać. Nie jesteś uszkodzona ani zepsuta. Ani płytka czy próżna. Spotkało cię ogromne zło i nie mogłabym cię gorzej oceniać z tego powodu. Przeciwnie. Uważam, że jesteś dzielna.
Kołysała ją przez chwilę, czekając, aż dziewczyna się uspokoi, a potem odsunęła ją na odległość ramion i otarła jej twarz.
- Mogę cię zapytać jeszcze o kilka rzeczy?
Yuno skinęła głową, więc szamanka rzekła:
- Wspominałaś o swojej uzdrowicielce. Możesz powiedzieć mi o niej coś więcej?
- Tak. - Magini pociągnęła nosem. - Moja uzdrowicielka nazywała się Telanna. Każdy mag ma swojego prywatnego uzdrowiciela, który dba o jego zdrowie. Lubiłam Telannę, troszczyła się o mnie, zawsze znajdowałam u niej wsparcie albo po prostu do niej przychodziłam, nawet jeśli chciałam tylko porozmawiać.
- Przypuszczam, że medycyna w Świątyni stoi na bardzo wysokim poziomie.
- Świątynia ma najlepszych uzdrowicieli, wynajmuje ich dworom królewskim na całym świecie - potwierdziła Yuno. - Prowadzone tam badania medyczne są zaawansowane.
- A Telanna była dobra?
- Tak. Ale wolała pracować w swojej niewielkiej klinice, gdzie przyjmowała ludzi z miasta, zamiast prowadzić badania naukowe i piąć się w hierarchii. Przez to mało kto ją w ogóle kojarzył i nikt nie zwracał na nią uwagi.
- To już nie wiem, jak to wyjaśnić - stwierdziła stropiona szamanka. - Czy kiedy Ruth cię dręczył, zajmował się tobą ktoś inny?
- Nie. Poza epizodem, kiedy badano mnie w wieku siedemnastu lat, chodziłam jedynie do Telanny, a szczególnie potem, kiedy Ruth... Wstydziłabym się powiedzieć o tym komuś innemu. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek poza Telanną mnie dotykał. Czemu o to pytasz? - Sama była coraz bardziej zaniepokojona.
- Pytam, bo twoja uzdrowicielka... Och, Yuno. Nie wiem, jak mogłabym ci to łagodnie powiedzieć. Twoja uzdrowicielka bardzo cię skrzywdziła.
- Telanna nigdy nie zrobiłaby mi krzywdy!
- Nie wiem, co nią kierowało - przyznała z oporem Szepcząca Woda. - Może w jakiś sposób chciała ci oszczędzić cierpienia, ale... Masz wtopione w skórę liczne iluzje i z tego, co powiedziałaś, wynika, że zrobiła ci to właśnie ona. Zamiast cię odpowiednio leczyć, ukrywała wszystko pod iluzjami. Jest ich tyle, że zakłócają twoją magię i wypaczają zaklęcia, które rzucasz.
Yuno patrzyła na nią przez chwilę w milczeniu.
- Nie rozumiem.
- Chodzi o wszystkie obrażenia, jakich doznałaś w niewoli. Telanna leczyła je pobieżnie, a potem ukrywała ślady pod iluzjami, żeby nic nie było widać. A one powinny były zostać poddane powolnemu i właściwemu leczeniu, żeby mogły się jak najlepiej zagoić.
Yuno miała wrażenie, że usuwa się spod niej ziemia. Brakowało jej tchu, a serce łomotało jej w uszach.
- Usypiała mnie - powiedziała bardziej do siebie niż do pozostałych obecnych w namiocie. - A kiedy się budziłam, niczego nie było... Nie pytałam... Nie myślałam o tym...
- To nie jest twoja wina - wtrąciła łagodnie Szepcząca Woda. - Nie jesteś uzdrowicielką, masz prawo nie wiedzieć.
"Nie pytałam... Denerwowałam się, że wszystko znika. Ludzie wokół mogli udawać, że nic złego się nie dzieje, ale wolałam nie dociekać. Nie chciałam wiedzieć. Jestem żałosna... A te iluzje... Musi być ich dużo. Tyle iluzji. Jeśli założy się na kogoś tyle magii, zaklęcia, które będzie rzucał... To dlatego" - uświadomiła sobie magini. "Dlatego moja magia zachowywała się w tak dziwny sposób". Zaczęła dygotać. Wszystko zrozumiała. "Mogłam kogoś zabić. Moje zaklęcia mogły rykoszetować i uśmiercić mnie lub innych. Moja magia nie może płynąć swobodnie, a to doprowadzi do tego, że..."
- Czy możesz je zdjąć? - zapytała niemal bezgłośnie.
Szamanka skinęła głową.
- Mogę. I właśnie to zrobimy.
Yuno czuła na sobie spokojne, zatroskane spojrzenie Mira. I nagle ją to uderzyło z całą mocą. Nawet nie drgnął. Nic nie powiedział. Ciągle tylko głaskał jej dłoń i obserwował ją uważnie. Odwróciła się do niego.
- Wiedziałeś - rzuciła oskarżycielsko.
Skinął głową.
- Rozmawiałam z nim wczoraj na ten temat - wyjaśniła szamanka.
- Za moimi plecami?! Kiedy ja nic nie wiedziałam?! - krzyknęła Yuno z niedowierzaniem. Gwałtownie cofnęła rękę. Brakowało jej tchu, głos rwał się w gardle. Wstała na równe nogi. - Muszę na chwilę zostać sama - rzuciła i wybiegła z jurty.
Przystanęła na brzegu płynącej leniwie rzeki i objęła się ciasno ramionami. "Nie wiem, ile tego jest" - zastanawiała się. "Wspomnienia zlewają mi się w jeden niewyraźny koszmar. Nie pamiętam... Nie pamiętam, ile razy usypiała mnie Telanna, ile razy do niej przychodziłam... Pod koniec chyba już za każdym razem. Nie wiem... jak będę wyglądać... Czy będę potrafiła na siebie patrzeć? Czy Miro..."
Piekły ją oczy. Usłyszała ciche kroki. Miro podszedł do niej i objął ją od tyłu.
- Wszystko będzie dobrze - zapewnił cicho.
- Wczorajsza ceremonia... Nie wycofałeś się tylko z litości, prawda? Żeby dodać mi otuchy.
Westchnął ciężko.
- Nie. Wszystko, co ci wczoraj powiedziałem, to prawda. Jeżeli nie jesteś w stanie mi uwierzyć... będziesz musiała poczekać, aż czas to potwierdzi.
Poczuła lekki pocałunek w czubek głowy.
- Ściągnę teraz twoje osłony, więc wróć szybko do namiotu, dobrze?
Pokiwała głową, a Miro puścił ją i się odsunął.
- Yuno, mówiłem prawdę.
Nie odpowiedziała ani się nie odwróciła. Nie umiała. Usłyszała, jak odchodzi, a potem niechętnie ruszyła w stronę jurty.
Na środku stała teraz wypełniona parującą wodą balia, na którą magini wcześniej nie zwróciła uwagi. Na powierzchni pływały zioła.
- Miro to dla nas przygotował. - Szamanka posłała jej uśmiech, okadzając wnętrze pękiem ususzonej szałwii. Yuno przyglądała się jej przygotowaniom, zaciskając kurczowo pięści. W końcu Szepcząca Woda odłożyła wszystko i podeszła do niej. - Jesteś gotowa?
Pokręciła przecząco głową.
- Jesteśmy tutaj dla ciebie, moja droga - powiedziała kobieta. - Ja, Miro. Twoja Enis. Cichy Cień. Nie jesteś sama. - Skinęła głową na balię. - Będę powoli zmywać z ciebie zaklęcia. Niczego nie poczujesz. Musisz wszystko ściągnąć, także wstążki i biżuterię, jeśli jakąś nosisz.
Yuno posłusznie zaczęła się rozbierać nieco skrępowana towarzystwem szamanki. Kiedy już była gotowa, Szepcząca Woda pomogła jej wejść do balii.
- Zacznę od nóg - oznajmiła, sięgając po myjkę. - Będę cały czas zanosić prośby do moich duchów i odczyniać zaklęcia, więc nie będziemy przez ten czas rozmawiać, dobrze? Rób wszystko, co ci pokażę.
Yuno ponownie skinęła tylko głową. Szepcząca Woda rozpoczęła swoje modlitwy. Nuciła pieśń w języku, którego magini nie umiała rozpoznać. Gardłowy, rytmiczny śpiew, duszny zapach kadzidła, dźwięczne kapanie wody, lekki, ciepły dotyk miękkiej myjki, którą szamanka dokładnie czyściła każdy skrawek ciała, szybko wprowadziły Yuno w stan transu. Przymknęła oczy i poddała się wprawnym dłoniom. Usiadła w gorącej wodzie, kiedy poczuła nacisk na ramieniu. Nie patrzyła. Nie myślała. Zatopiła się w chwili. W tym czasie Szepcząca Woda rozplątywała i zmywała iluzje, uwalniając to, co pod nimi tkwiło.
Wokół szamanki krążyły przyjazne duchy, wspierając jej wysiłki. W pewnej chwili uwagę kobiety zwrócił kłąb mgły nieruchomo zawieszony obok skulonej w wodzie Yuno. Zmarszczyła brwi i się skupiła. Zaczęła dostrzegać szczegóły. Postarzałą twarz. Upięte schludnie nad karkiem włosy. Proste ubranie. Dłoń opiekuńczo sunącą po wilgotnych włosach nieświadomej niczego dziewczyny.
Nie znała tej kobiety. Nie należała do jej duchów. Kiedy tylko to sobie uświadomiła, nieznajoma zjawa uniosła głowę i spojrzała jej wprost w oczy. Uśmiechnęła się smutno.
- Nie wiedziałam, co robić - zaszeptał do ucha szamanki kobiecy głos. - Nie chciałam, żeby widziała, co z nią robił. - Po na wpół przejrzystym policzku potoczyła się łza.
Wstrząśnięta szamanka przymknęła powieki. Świat duchów był zagadkowym miejscem. Nie rządziły nim tak jasne, konsekwentne reguły jak te kierujące ludzką rzeczywistością. Ale pierwszy raz jej się zdarzyło, żeby cudze duchy zjawiły się z własnej woli, niewzywane. Aby ktoś obcy wziął udział w odprawianym przez nią rytuale, odezwał się do niej.
Kiedy otworzyła oczy, zjawa zniknęła. Szepcząca Woda odsunęła od siebie zdziwienie i niespokojne pytania. Musiała się skupić na obrzędzie. Teraz zaklęcia oplatające skórę Yuno były już widoczne gołym okiem, znacząc ją ciemnymi smugami. Szamanka zanurzyła dziewczynę pod powierzchnię. Woda zabulgotała i zaszumiała, kiedy osłabione zaklęcia rozpuściły się gwałtownie. Kobieta odczekała trzy oddechy i wyciągnęła maginię z wody. Yuno kurczowo zaciskała powieki, jej mokre włosy oblepiały ramiona i plecy.
- Skończyłyśmy - powiedziała Szepcząca Woda tak łagodnie, jak tylko umiała. - Chodź, pomogę ci wyjść. Możesz na razie nie otwierać oczu. Zrobisz to, gdy będziesz gotowa.
Wzięła ją za ręce i pomogła wyjść z balii, a potem wytarła ją do sucha i owinęła kocem. Dopiero wtedy Yuno uniosła powieki.
Szamanka uśmiechnęła się zachęcająco.
- Może wypróbujemy od razu twoją magię? - zaproponowała. - Odeślij wodę do rzeki.
Magini nawet nie spojrzała na balię. Woda w jednej chwili zniknęła, jakby nigdy jej tam nie było. Kobieta skinęła głową z aprobatą, ale Yuno wcale nie czuła zadowolenia ani radości. Zaciskała dłonie na kocu.
- Boję się - wyznała w końcu.
- Wiem.
- Powinnam się cieszyć, że moja moc wróciła, ale boję się tego, co zobaczę. Jestem próżna. - Jej usta zadrżały.
- Nieprawda. To normalne, że się boisz. Że nie potrafisz teraz się ucieszyć z odzyskania umiejętności.
Yuno zebrała całą parę z pomieszczenia i skupiła ją w jednym miejscu. Mgiełka zawirowała, po czym zgęstniała, ciemniejąc i zestalając się, aż w powietrzu przed maginią zawisło lustro. Ze srebrzystej powierzchni patrzyły na nią wielkie, przestraszone oczy.
Kiedy ostatni raz oglądała się w lustrze? Chyba jeszcze zanim oddano ją Ruthowi. Potem bała się patrzeć, nie chciała widzieć samej siebie.
Podeszła powoli i odgarnęła włosy z twarzy. Jedno z ostatnich uderzeń batem, jakie zapamiętała, to było to otrzymane w twarz. I była tam. Wąska, czerwona blizna ciągnęła się w dół czoła i prawego policzka. Za to na przedramieniu uniesionej ręki dostrzegła te, które zadała sobie sama, kiedy tak desperacko próbowała umrzeć.
Zacisnęła wargi.
Wstrzymała oddech i upuściła koc.
Podniosła dłoń do ust, żeby zdusić próbujący się wydostać z gardła płacz.
Jasną skórę od ramion do łydek pokrywały liczne pręgi. Niektóre - te najwyraźniejsze, czerwone i szerokie - przecinały brzuch, biodra i uda. Nieco cieńsze i jaśniejsze znaczyły piersi, ramiona i dekolt. Tutaj po prostu nie ciął tak głęboko. Te długie, wijące się wzdłuż ciała zostały po uderzeniach bata. Pamiętała chwilę, kiedy zrobił jej te poziome po wewnętrznej stronie ud, żeby "nigdy więcej dla nikogo ich nie rozkładała". Pamiętała te na brzuchu - wtedy pierwszy raz sięgnął po nóż. Było tu wszystko. Każde jedno cięcie nożem, każdy cios bata. Każdy dzień, każda chwila piekła, które jej zgotował. Pamiętała wszystko z przerażającą dokładnością. Strach. Ból.
Odlepiła drżącymi rękami mokre włosy z ramion i pleców, a potem przerzuciła kosmyki do przodu. Odwróciła się do lustra tyłem, żeby spojrzeć też na plecy. Ale to, co zobaczyła...
- Ja... - wydukała. - Nie...
To wyglądało, jakby po prostu płatami zdarł z niej skórę. Głębokie, wciąż zaognione ślady znaczące ją w poprzek, na ukos, splatające i krzyżujące się ze sobą.
- Nie pamiętam...
Ale pamiętała.
Smród.
Okropny smród gnijących ciał. Krwi, odchodów i śmierci.
Wąskie schody prowadzące w dół, w ciemność, gdzie odór był coraz intensywniejszy, dusił i dławił.
- Pomyślałem, że pokażę ci, gdzie pracuję. Przecież na pewno chciałabyś wiedzieć o mnie więcej.
Pamiętała stukot i brzęk narzędzi do tortur, kiedy je pokazywał i z upodobaniem tłumaczył, jak ich używa. Co może nimi zrobić.
- Proszę, zrobię wszystko, co zechcesz, tylko zabierz mnie stąd!
- Ależ zabiorę. Jeśli zrobisz wszystko, co zechcę. A jeśli nie, to cię tu zostawię. Albo oddam więźniom. Ciekawe, czy będą woleli cię przelecieć, czy zjeść. Nie karmimy ich zbyt dobrze.
Pamiętała, że nie była w stanie spełnić jego rozkazów. Była zbyt przerażona, chora ze strachu.
Metalowy blat stołu do tortur wpijał się w brzuch tak mocno, że nie mogła oddychać, a ból przepalał całe jej podbrzusze, kiedy była gwałcona.
Ruth krzyczał na nią z wściekłością:
- Jesteś krnąbrną, egoistyczną suką! Nie możesz zajść w ciążę, mimo że pieprzę cię przy każdej okazji i wlałem w ciebie tyle nasienia, że zapłodniłbym pół Świątyni! Ale ty nawet z tego nie umiesz zrobić użytku!
Pamiętała uchwycony kątem oka ruch i długie, blade palce zaciśnięte na trzonku nahajki z rzemieniami zaopatrzonymi w haki. Ten obraz wypalił się w jej pamięci. Tak samo jak wspomnienie własnego ochrypłego wrzasku i porażającego bólu, kiedy metalowe haczyki zrywały jej skórę.
- Yuno!
Poczuła wokół siebie ramiona Szepczącej Wody. Klęczała na ziemi i dławiła się szlochem. Nie mogła zaczerpnąć oddechu, przed oczami zaczęły jej latać ciemne plamy.
- Rób to, co mówię. Wdech...
Chrapliwie zaczerpnęła powietrza.
- Przytrzymaj. I wydech. Bardzo dobrze. Jeszcze raz. Wdech...
* * *
Enis snuła się w ponurym nastroju po obozie. Uporczywa mżawka i chłód nie poprawiały jej humoru. Dziki Księżyc stwierdziła, że to pewnie ostatni deszcz w sezonie letnim i należy się nim cieszyć, ale jakoś to do niej nie przemawiało. Niezbyt lubiła moknąć. Nie lubiła też być sama. Czuła się wtedy niepewnie i nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Do tej pory zawsze miała jakieś obowiązki. Rutynę. W Świątyni cały poranek spędzała na treningach, a przez resztę czasu czuwała nad Yuno, choćby tylko chodząc za nią po bibliotece jak czujny cień. Oczywiście tak było, zanim wszystko się rozpadło. Ucieczka ze Świątyni jednak w zasadzie nie zmieniła jej przyzwyczajeń i zadań - wciąż strzegła swojej przyjaciółki. W końcu do tego została stworzona. Nie widziała dla siebie innego przeznaczenia. Ale teraz, z dnia na dzień, wszystko stanęło na głowie i strażniczka czuła się coraz bardziej zagubiona.
Na dodatek straciła swoją rutynę, bo Yuno była zajęta z Szepczącą Wodą i "trudno określić, ile to potrwa", jak smętnie stwierdził Miro. Tak więc snuła się bezproduktywnie, odtwarzając w myślach wszystko, czego się od niego dowiedziała. Miała poważne wątpliwości co do zaleceń szamanki, wolałaby móc być w tej chwili przy Yuno. Znała ją na tyle dobrze, że domyślała się, jak silny wstrząs przeżyje magini.
Ale oczywiście szamanka nikogo nie spytała o radę. Przecież sama wie najlepiej. Zupełnie jak pewien zimnokrwisty latający gad. No bo brać ją ze sobą na zwiad, po którym traciła pamięć, to tak, owszem, ale gdy jej nie potrzebował, to nawet się nie wysilił na pożegnanie albo chociaż informację, że dokądś leci. Nie. No skąd! Prychnęła niezadowolona. Obściskiwać się z nią w nocy pod wierzbą - choć to ona raczej obściskiwała jego - też mógł.
Tupnęła nogą rozzłoszczona.
W tej samej chwili głęboko w jej świadomości Utha wykonała dokładnie ten sam gest, tak samo rozeźlona.
Całe szczęście z tych rozmyślań wyrwało ją wołanie Dzikiego Księżyca:
- Jedziemy z Zimowym Szczygłem na kilkudniowy zwiad na nasze północne granice. Chcesz się przyłączyć?
Enis spojrzała na nią powątpiewająco.
- No nie wiem, chybabym wam przeszkadzała.
Dziewczyna parsknęła śmiechem i zamachała rękami.
- Nic z tego! To praca! Praca! Poza tym spotykamy się na tyle długo, że potrafimy już trzymać ręce przy sobie - zapewniła. - Idę na pastwisko. Jeśli chcesz jechać, chodź ze mną, weźmiesz swojego wierzchowca. Musimy się spakować na parę dni.
- W takim razie chętnie pojadę z wami. Nie mam tu co ze sobą zrobić.
- A gdzie Yuno? - Dziki Księżyc rozejrzała się wokoło.
Enis wzruszyła ramionami.
- Z Szepczącą Wodą. Miro mówił, że to może potrwać kilka dni albo i dłużej.
- Zajmuje się nią szamanka? - zdziwiła się koczowniczka. - I to przez kilka dni? W takim razie Yuno musi mieć naprawdę poważne problemy, bo jeszcze nie widziałam, żeby ktoś spędzał z szamanem więcej niż pół dnia.
- Można tak to ująć - mruknęła Enis niechętnie. - Czyli mówisz, że spotykasz się z Zimowym Szczygłem - zmieniła temat - a jednak nie wahałaś się zamienić go na Mira, co?
Dziki Księżyc zaśmiała się cicho.
- Jakie tam zamienić! Wiesz, Miro zazwyczaj pojawiał się na chwilę i znikał. Stanowi po prostu... urozmaicenie. A Zimowy Szczygieł jest słodki. Tak się mną przejmuje, cały czas skupia się na mnie i moim zadowoleniu. - Uśmiechnęła się porozumiewawczo. - To takie rzadkie wśród mężczyzn! Tylko Miro jest lepszy od niego. - Westchnęła tęsknie. - Ale jego zawsze mam tylko przez chwilę. Zareagowałam po prostu odruchowo - usprawiedliwiła się.
Byli gotowi już przed południem. Krzyczący Sokół udzielił im dokładnych instrukcji, jaki obszar mają sprawdzić - to on zarządzał drużynami zwiadowców, którzy zostali rozesłani po całym terytorium klanu. Enis pożegnała się szybko z Mirem i żywo wskoczyła na siodło. Wreszcie mogła się zająć czymś, w czym była dobra.