Kłamstwo minionego lata - Sue Wallman

Reflow text when sidebars are open.
1
Cisowy Domek, ubiegłe lato
Moja siostra nie używa słowa "zniknąć", ale właśnie to ma na myśli. Kuca boso przy basenie i woła:
- Skye, idź do swojego pokoju i zostań tam do czasu, aż cię zawołam.
Pokłóciła się z kimś, kto właśnie do niej jedzie, i stwierdziła, że łatwiej rozwiąże swój problem bez mojej obecności. Nie jestem tym zachwycona. Spędziłam już zbyt dużą część lata na nieprzeszkadzaniu jej w rozmowach telefonicznych i spotkaniach z nowymi znajomymi.
- Dlaczego nie mogę jeszcze popływać? - pytam. - Masz dla siebie cały dom aż do powrotu mamy - mówiąc to, opieram łokcie na gładkiej posadzce otaczającej basen i poprawiam gogle. Przez przyciemnione soczewki Luisa wygląda jak w starym filmie. Ma nieskazitelną twarz, a szorty i wiązana w talii bluzeczka podkreślają jej doskonałą figurę. - I chyba zapomniałaś, że ja też tu mieszkam - dodaję, patrząc na jej lśniące, pomalowane dwoma kolorami lakieru paznokcie u stóp.
- Wyłaź z basenu! - rozkazuje, po czym chwyta ręcznik i ubrania, które rzuciłam bezładnie na kostkę na ścieżce. - Koleś zachowuje się jak ostatni debil i nie chcę, żebyś w tym uczestniczyła. Nie wiem, jak się dowiedział, gdzie mieszkam, ale niedługo tu będzie. Proszę cię.
Przejęty ton jej głosu sprawia, że przestaję marudzić i wychodzę z basenu, po czym zdejmuję gogle.
- O co wam poszło? - pytam, biorąc od niej ręcznik, który następnie zarzucam na ramiona, a rogiem wycieram twarz.
Luisa wciska mi ubrania.
- To tylko drobne nieporozumienie.
Słyszymy odgłos wjeżdżającego na podjazd samochodu, trzeszczenie żwiru pod kołami, trzaśnięcie drzwiczek auta, a po chwili cichy dzwonek do drzwi domu. Luisa ani drgnie.
Mokrą stopą odciskam idealny ślad na ciepłych płytkach i patrzę, jak wyparowuje.
- Masz zamiar go wpuścić? - pytam.
- Może lepiej będę udawać, że mnie nie ma... - zastanawia się.
- Czy to nieporozumienie ma jakiś związek z Nikiem? - To lato byłoby znacznie spokojniejsze, gdyby Luisa nie zaczęła z nim chodzić.
Moja siostra sprawdza telefon.
- Można tak powiedzieć.
Słyszymy odgłos kroków na żwirze i Luisa patrzy na mnie spanikowanym wzrokiem. Boczna furtka nie jest zamknięta. Kiedyś była tam kłódka na szyfr, ale się zepsuła.
- Szybko! - woła. - Będziesz musiała schować się w przebieralni. - Popycha mnie w stronę niewielkiego budynku nieopodal basenu. - Nie wychodź, aż będzie po wszystkim. Obiecujesz? - Ściska moje ramię, a ja odpowiadam skinieniem głowy. Po chwili jestem już w środku, a ona zatrzaskuje za mną drzwi.
Potrzebuję kilku sekund, by moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, a nos do zapachu chloru i elektrycznego sosnowego odświeżacza powietrza. Kładę ubrania i gogle na jednym z dwóch wiklinowych foteli. Mogłabym wziąć długi prysznic, zaczekać, aż wchłonie się odżywka do włosów, i zużyć całą ciepłą wodę. Mogłabym przejrzeć zamokniętą gazetę, którą ktoś zostawił na stoliku do wyschnięcia. Ale nie potrafię się skupić. Chcę wiedzieć, co się dzieje na zewnątrz.
Podchodzę do drzwi i staję w miejscu, gdzie nie dotykają framugi.
- Nie próbuj mnie zastraszyć - słyszę głos Luisy. Mówi takim tonem jak wtedy, gdy chce mi pokazać, że to ona jest starsza i o wszystkim decyduje. Powoli naciskam klamkę. Kiedy drzwi nie chcą się otworzyć, opieram się ostrożnie o nie i uchylam je na tyle, by coś dojrzeć przez szparę. Luisa leży na leżaku po drugiej stronie basenu i robi coś z telefonem. Jej opalone nogi są zgięte w kolanach. - Mów, co masz do powiedzenia, i odejdź.
Z tego miejsca nie widzę jej rozmówcy. Mam nadzieję, że nie może sobie poradzić z furtką. Jego głos jest niewyraźny, ale po chwili słyszę kliknięcie zamka i coraz głośniejsze słowa:
- Dałem ci wiele szans. Ostrzegałem cię. Byłem bardzo wyrozumiały.
Otwieram drzwi nieco szerzej i widzę go zmierzającego dużymi krokami w stronę Luisy. Czarne dżinsy, obcisła zielona koszulka, ciemne okulary. Jest starszy od niej i od Nico. Dziwne... Wygląda znajomo.
Przed czym ją ostrzegał?
Luisa odsuwa się i zasłania przed nim, a moje serce zaczyna bić jak szalone. Co zrobię, kiedy sprawy wymkną się spod kontroli? Nie mam przy sobie telefonu. Gdybym chciała pobiec po pomoc, będę musiała przejść obok niego.
- Jesteś żałosny - syczy Luisa.
"Nie, Lu. Proszę, nie prowokuj go".
Nieznajomy przeklina jej prosto w twarz i niewyraźnie mamrocze coś o szacunku. Luisa przymyka oczy, ja robię to samo.
"Niech już sobie pójdzie".
Słyszę głośny trzask, a następnie krzyk. Otwieram oczy. Luisa wstała z leżaka i patrzy na coś na kamiennej posadzce.
- Zobacz, co zrobiłeś z moim telefonem! - krzyczy.
Powinna go spławić. Ale facet szarpie ją za ramię.
- Puszczaj! - krzyczy Luisa drżącym głosem. Słyszę w nim strach.
- Wszystko zniszczyłaś - mówi mężczyzna.
Siostra gryzie go, na co on znów przeklina. Moje serce bije niewyobrażalnie mocno i wiem, że zaraz zrobi jej coś strasznego. Wycofuję się spod drzwi do ściany. Czas wyrywa się z ram i spowalnia w przedziwny sposób, gdy umysł każe mi coś zrobić, ale ciało nie reaguje. Głos w mojej głowie mówi: "Nie wychodź, aż będzie po wszystkim". Opierając się plecami o ścianę, osuwam się na zakurzone płytki, chowam głowę między kolana i wdycham zapach chloru ze skóry. Słyszę krzyki. Rozdzierające uszy wrzaski. Huk. Plusk. Szczekającego w oddali psa. Krakanie wron.