Kim jesteś? - Paweł Leśniak

Kup ebooka

49.90 zł
38.42 zł (35,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRO­LOG

Star­szy męż­czy­zna niósł na ple­cach spar­ciały wo­rek, który mocno mu cią­żył. Uno­sił wy­soko ko­lana, a gruby śnieg spo­wal­niał jego kroki, szczy­piąc w kostki w prze­mo­czo­nych skar­pet­kach. Po­mimo mroku nocy w przy­kry­tym bia­łym, śnież­nym ko­cem le­sie wi­dać było nie­mal wszystko. Spod za­ło­żo­nego głę­boko na oczy kap­tura, któ­rego wy­sta­wała je­dy­nie długa broda, ula­ty­wała para cie­płego wy­dy­cha­nego po­wie­trza, które cią­gnęło się za nim jak lo­ko­mo­tywa.

Do­tarł do po­wa­lo­nego drzewa, przy któ­rym rósł wy­soki, łysy krzak. Gdy spo­glą­dał przed sie­bie, mógł do­strzec sto­jącą w od­dali starą chatkę ze spi­cza­stym da­chem. Do drew­nia­nego domku pro­wa­dziła je­dy­nie wą­ska ścieżka me­an­dru­jąca wśród świer­ków, którą wy­dep­tał, prze­mie­rza­jąc ją nie­zli­czoną ilość razy. Wszedł na drew­niany po­dest i ro­zej­rzał się ostroż­nie po oko­licy, upew­nia­jąc się, że nikt go nie śle­dził. Las był zimny i ci­chy, spra­wiał wra­że­nie wy­mar­łego. Księ­życ wy­ła­nia­jący się zza cięż­kich chmur zda­wał się nad tą li­chą chatką po­chy­lać, jakby za­glą­dał do jej okien, by przyj­rzeć się temu, co miało się w niej za­raz wy­da­rzyć.

Skost­nia­łymi z zimna pal­cami otwo­rzył kłódkę, którą na­stęp­nie wsu­nął na chwilę do kie­szeni kurtki. Uchy­lił bez­dź­więcz­nie drzwi osa­dzone na na­oli­wio­nych za­wia­sach. Śnieg wsy­pał się do środka wraz z wia­trem, który za­gwiz­dał i za­wył. Męż­czy­zna zrzu­cił z hu­kiem ciężki wór na so­snową pod­łogę i za­mknął za sobą drzwi. Za­trza­snął je na kłódkę od we­wnątrz, po czym wes­tchnął z wy­siłku.

W środku było ciemno, a nie­ogrzane po­miesz­cze­nie za­pro­siło do środka pa­nu­jący na ze­wnątrz mróz. Co ja­kiś czas można było usły­szeć nio­sący się po izbie dziwny od­głos. Coś sze­le­ściło i drgało, stu­ka­jąc o drew­nianą pod­łogę. Męż­czy­zna jed­nak wy­da­wał się nie zwra­cać na to uwagi. Zsu­nął kap­tur, sy­piąc śnież­nym pu­chem, a na­stęp­nie ścią­gnął czapkę, którą scho­wał do rę­kawa kurtki. Pod­szedł do wie­szaka przy­bi­tego do ściany i za­wie­sił na nim okry­cie. Sta­rzec chwy­cił za swoje prze­rze­dzone włosy i po­cią­gnął nimi w dwóch kie­run­kach, na­cią­ga­jąc gumkę trzy­ma­jącą ku­cyk.

Roz­wią­zał wo­rek i wy­cią­gnął kilka ka­wał­ków su­chego drewna, po czym pod­szedł do zbu­do­wa­nego z ka­mie­nia ko­minka, w któ­rym roz­pa­lone wcze­śniej pa­le­ni­sko wy­da­wało ostat­nie tchnie­nia, tląc się lekko czer­wo­nymi roz­ża­rze­niami spod czar­nego po­piołu. Uło­żył su­che drewno, prze­su­wa­jąc na bok to nie­do­pa­lone. Na­chy­lił się i dmuch­nął ostroż­nie. Cier­pli­wie po­wta­rzał tę czyn­ność, roz­nie­ca­jąc pa­le­ni­sko, aż czer­wień na­sy­ciła się i pu­ściła do lotu kilka żół­tych iskier, kiedy ogień zła­pał się po­lana, roz­ja­śnia­jąc chatkę.

Gdy pło­mień przy­brał na sile, sta­rzec do­ło­żył kilka szczap. Zdjął rę­ka­wiczki, a na­gie dło­nie przy­su­nął do ognia, ogrze­wa­jąc je i po­cie­ra­jąc o sie­bie. Roz­le­gły się ko­lejne drga­nia i skrzyp­nię­cia, tym ra­zem w po­łą­cze­niu z wy­raź­nym stęk­nię­ciem.

- Za­raz bę­dzie cie­plej... - sko­men­to­wał zmę­czo­nym gło­sem star­szy czło­wiek.

Od­szedł od ko­minka i za­trzy­mał się przy ra­diu po­sta­wio­nym na stole. Wy­mie­nił ba­te­rię i je włą­czył. Wy­cią­gnął długą an­tenę i za­czął na­sta­wiać sta­cję, na­słu­chu­jąc me­lo­dii w szu­mach. Nie trzeba było długo cze­kać, bo chwilę po­tem w ca­łej chatce po­nio­sła się pio­senka Ma­riah Ca­rey: All I want for Chri­st­mas is you, którą wszyst­kie sta­cje mę­czyły w tym okre­sie na długo przed­tem, za­nim kto­kol­wiek po­my­ślał o roz­świe­tla­niu bal­ko­nów lamp­kami. Z kie­szeni spodni wy­cią­gnął za­pałki. Za­pa­lił świeczkę w szkla­nej lampce i za­cze­pił ją na przy­wie­szo­nym do su­fitu sznurku. Z szafki wy­cią­gnął ładne, zdo­bione w świą­teczne bombki pu­dełko i po­ło­żył je obok ra­dia, po­mię­dzy na­rzę­dziami.

Roz­wi­nął szmatkę, w któ­rej prze­cho­wy­wał dłu­gie, srebrne no­życzki. Uło­żył je sta­ran­nie obok in­nych przed­mio­tów, w ide­al­nych, jego zda­niem, od­le­gło­ściach. Z ko­minka do­cie­rał szum i po­trza­ski­wa­nia pło­ną­cego drewna, peł­ga­jące ję­zyki pło­mieni zle­wały się ze sobą i wy­raź­nie czuł, że robi się cie­plej. Ko­lejne stęk­nię­cia i ruch w ciem­nym rogu domku wcięły się na krótko w słowa śpie­wa­nej przez Ma­riah świą­tecz­nej pio­senki. Męż­czy­zna wy­su­nął krze­sło na śro­dek chatki, usiadł na nim i za­wie­sił na łań­cuszku roz­pa­loną lampkę, oświe­tla­jącą te­raz przy­wią­za­nego do krze­sła męż­czy­znę w śred­nim wieku, który pró­bo­wał coś po­wie­dzieć przez za­kle­jone ta­śmą usta.

Zwią­zany czło­wiek był ranny i wy­zię­biony. Ru­szał bo­symi, po­ka­le­czo­nymi i spla­mio­nymi krwią sto­pami. Za­stę­kał, wzdry­ga­jąc się, i spoj­rzał prze­ra­żo­nymi oczami na starca z ku­cy­kiem na gło­wie, który prze­trzy­my­wał go tu od kilku dni, nie wy­ja­śnia­jąc dla­czego. Wy­dał z sie­bie dźwięk brzmiący jak bła­ga­nie o li­tość.

- Za­cznijmy od nowa... - rzekł sta­rzec szorst­kim, su­chym gło­sem.

Przy­ło­żył zimne no­życzki do po­liczka zwią­za­nego męż­czy­zny i po­ru­sza­jąc jego głową na boki, przy­glą­dał się cze­muś uważ­nie. Wiódł po nim sku­pio­nym spoj­rze­niem, mru­żąc przy tym oczy. Na­stęp­nie wstał i za­szedł skrę­po­wa­nego czło­wieka od tyłu. Ofiara za­częła od­dy­chać szybko, w pa­nice ła­piąc od­dech przez nos. Męż­czy­zna krę­cił głową na znak pro­te­stu, wy­da­wał bła­galne dźwięki, a łzy pły­nęły mu po po­licz­kach. Pró­bo­wał coś po­wie­dzieć, może na­wet krzyk­nąć, ale przy­kle­jona do twa­rzy ta­śma trzy­mała usta zbyt mocno. Gdy stal dłu­gich no­ży­czek do­tknęła jego skóry, szarp­nął się i za­wył, ucie­ka­jąc głową w bok. Sta­rzec zła­pał go mocno za włosy, by przy­trzy­mać mu głowę. Oczy po­rwa­nego roz­sze­rzyły się w prze­ra­że­niu, za­czął drgać ze stra­chu i fur­czeć jak byk, bio­rąc spa­zma­tyczne wde­chy no­sem. Uniósł się ci­chy dźwięk otwie­ra­nych no­ży­czek, któ­rych ostrza ob­jęły z dwóch stron jego lewe ucho.

Zwią­zany męż­czy­zna głu­cho za­wył z prze­ra­że­nia, a no­życzki się za­mknęły.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki