ROZDZIAŁ 1
- Gratulacje, zostaną państwo rodzicami bliźniaczek.
Tak brzmiały słowa lekarza podczas badania USG. Rodzice nie kryli szczęścia, a to było podwójne. Od dawna się starali, a tu proszę, wreszcie się udało. Po kilku miesiącach rodzina Klepackich powiększyła się o dwa małe i słodkie aniołeczki. Natalia i Nikola - tak dano nam na imię. Lata mijały, rosłyśmy jak na drożdżach.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały szczegół. Moja siostra może i wyglądała tak jak ja, ale wewnątrz byłyśmy jak woda i ogień. Każdy kolejny dzień przeżyty razem tylko to potwierdzał i nic nie zapowiadało, aby miało się to zmienić.
Rodzina zawsze była ważna w moim życiu. Kochałam rodziców i siostrę. Niestety, nie spodziewałam się tego, co szykowała nam Nikola. Ja byłam tą spokojniejszą bliźniaczką, ona zawsze musiała postawić na swoim, a jej głowa była pełna pomysłów, niekoniecznie tych dobrych. Do dziesiątego roku życia jakoś udawało mi się walczyć z jej charakterem. Później z roku na rok robiło się coraz trudniej, nie było też dnia bez jakiejś akcji.
- Mamo, a Natalia włożyła moją ulubioną bluzkę z serduszkiem! - krzyczała Nikola.
- Nie kłam, ja nigdy nie biorę tego, co nie jest moje! Dobrze o tym wiesz! - odpowiedziałam ze złością.
- Dziewczynki, spokojnie. Zaraz to sprawdzę - powiedziała mama i podeszła do mnie. - Nataluniu, czy włożyłaś bluzkę siostry? - zapytała bardzo łagodnie.
- Mamusiu, nie włożyłam, ona ma taką samą przecież. Ja nie biorę jej rzeczy.
Nikola popatrzyła na mnie i oburzona odburknęła:
- No dobra, może się pomyliłam! - Przeszyła mnie wzrokiem i wyszła z pokoju.
Moja siostra bardzo wcześnie zaczęła się malować i podkradała mamie kosmetyki. Oczywiście całą winę zwalała na mnie. Jednak nasza rodzicielka nie dała się na to nabrać. I karciła ją za to.
Ja od zawsze wolałam nosić spodnie czy dresy. Sukienki wkładałam tylko od wielkiego święta.
Nikola była bardziej stanowcza ode mnie i już od dziecka musiała stawiać na swoim. Zawsze to jej musiało być na wierzchu. A ja ciągle jej ustępowałam, łagodząc tym sposób bycia mojej siostry. Nie zawsze było mi to na rękę, ale czułam, że postępuję właściwie. Jednak mimo tych zawirowań związanych z zachowaniem Nikoli kochałam ją... Tylko czy ona mnie też? Co do tego nie byłam przekonana. Na pewno kochała siebie. Dla siebie była najważniejszą osobą na świecie. Tylko jej musiało być dobrze. Byłyśmy fizycznie identyczne, poza tym moim dołeczkiem w prawym policzku, który ukazywał się przy każdym uśmiechu, nawet tym delikatnym. Tak naprawdę, gdy byłyśmy małe, tylko rodzice potrafili nas odróżnić, która to Natalia, a która Nikola, i może jeszcze ktoś... Maksymilian, nasz sąsiad.
Mieszkał kilka domów dalej. Często nas odwiedzał. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie upatrzył sobie mnie na swoją "ofiarę". Ten chłopak wiecznie mi dokuczał, szarpał mnie za włosy, popychał i śmiał się z mojego dołeczka w policzku, mówiąc, że ktoś mi chyba w nim dziurę wypalił. Często miałam ochotę zapaść się pod ziemię przez to jego zaczepianie.
Nigdy nie zapomnę, jak któregoś roku w lany poniedziałek wylał na mnie całe wiadro zimnej wody, a Nikolę i Matyldę oblał tylko delikatnie. Patrzyłam na niego i czułam, że moja twarz jest nie tylko mokra od wody.
- Dlaczego mnie tak mocno oblałeś? Dziewczyny tylko lekko pokropiłeś, a ja wyglądam jak zmokła kura! - popatrzyłam na niego ze złością w oczach, ocierając rękami mokrą twarz.
- Nato, nie narzekaj - odpowiedział z uśmiechem. - Dla ciebie zrobiłem wyjątek, dlatego poczuj się wyróżniona. - Podszedł bliżej, popatrzył mi w oczy a następnie odwrócił się i odszedł.
- Jasne, właśnie tak się czuję, Maksymilianie. Wyróżniona! - krzyknęłam za nim.
On się odwrócił, nic nie odpowiedział tylko puścił mi oko.
Moja siostra nie miała tego problemu co ja. Maksymilian nie zachowywał się tak względem Nikoli. Widziałam, że on bardzo jej się podoba. I ona tego nie ukrywała, ale... czy ona podoba się Maksymilianowi?
Trudno było mi to rozszyfrować.
Pamiętam, jak całowali się bardzo namiętnie na jego szesnastych urodzinach. Widać było, że Maks się na tym zna. Miał spore doświadczenie, był przystojnym, dobrze zbudowanym jak na swój wiek chłopakiem. Ja też czasami zawieszałam na nim swój wzrok, nie potrafiłam się powstrzymać. Chociaż ganiłam się za to.
Często się zastanawiałam, dlaczego tak się na mnie uwziął, wiecznie męczył. Były sytuacje, że robił to tylko po to, aby zwrócić na siebie moją uwagę. Dziwne to było, bo mógł po prostu do mnie podejść i zagadać. A nie wyżywać się na mnie. Mimo wszystko trzymaliśmy się jednak razem: ja, Nikola, Matylda - moja przyjaciółka, którą traktowałam jak siostrę - i on - mój wieczny dręczyciel - Maksymilian. Nie lubił tego imienia, wolał zdrobnienie Maks. Ja jednak chciałam robić mu na złość i zawsze zwracałam się do niego pełnym imieniem, a on nie pozostawał był mi dłużny i nazywał mnie "Nato". A to bardzo mnie drażniło. Jedno było pewne, ja go nienawidziłam całą sobą. Wszystko wskazywało na to, że on też mnie nie cierpi.
Czas mijał szybko. Pomimo nieporozumień pomiędzy nim a mną tworzyliśmy zgraną grupę. W szkole i na podwórku zawsze byliśmy nierozłączni, na swój specyficzny sposób. Chodziliśmy przecież do jednej podstawówki. Czasami miałam dość szkoły, dość wszystkiego. Każdy ma jakiś poziom wytrzymałości, jakąś granicę, której nie powinno się przekraczać. Bo ile można było znosić to, co on mi robił. Nie było dnia, by czegoś nie wymyślił. A to wysmarował moje krzesło klejem, a to schował plecak, a to zjadał moje kanapki. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Myślałam, że szkoła średnia to zmieni. Niestety, tak się nie stało. Mogę stwierdzić, że było jeszcze gorzej. Kiedyś tak mnie wkurzył, że uderzyłam go w twarz. Zaskoczyłam Maksa swoim zachowaniem, jego mina zdradzała wszystko. A ja zadziałałam instynktownie. Za dużo się tego nagromadziło.
- Co ty odpieprzasz? Nato, nigdy więcej tak nie rób. - Trzymał moją rękę, a jego wzrok świdrował mnie i spalał.
- Co ja odp... - nie dokończyłam, bo nie lubiłam się tak wyrażać. - Czy ty myślisz, że jestem twoją zabawką, Maksymilianie?! Wiecznie mi dokuczasz, czuję się, jakbym była dla ciebie kimś gorszym - oznajmiłam pewnie, ale moje wnętrze drżało, a serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi.
- Nie jesteś dla mnie gorsza, zapamiętaj to sobie, Nato! - Patrzył prosto w moje oczy i nadal trzymał moją dłoń, ale nie ściskał jej, jego dotyk był delikatny. - Jakbym cię traktował jak swoją zabawkę, to uwierz mi, na pewno nie uderzyłabyś mnie, tylko krzyczałabyś moje imię, i to wiele razy - wyszeptał przy moim uchu.
Po tej sytuacji miałam wrażenie, jakby mi odpuścił. Tylko ja nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, często dotykałam swojej dłoni w tym miejscu, w którym była dłoń Maksymiliana, i przypominałam sobie jego szept, który nadal wywoływał u mnie dziwne dreszcze. Kiedyś czytałam o takim zjawisku jak syndrom sztokholmski. Nie, to mnie nie dotyczyło.
Moja siostra i nasz sąsiad - te dwie osoby sprawiały, że często miałam już wszystkiego dość. Nie tak wyobrażałam sobie dzieciństwo i dorastanie. Jednak każdego dnia zaciskałam zęby i starałam się resetować pamięć. Maks był mi całkowicie obcą osobą, chociaż czasami odnosiłam wrażenie, że... to wszystko, co robi, ma drugie dno. A może to była tylko moja wyobraźnia. Ale moja siostra... Jej zachowania nie potrafiłam wytłumaczyć.
Aby zapomnieć o tym wszystkim, zaczęłam uwieczniać różne rzeczy i różnych ludzi na fotkach. Uwielbiałam to robić. Często były to spontaniczne ujęcia.
Później siadałam i przeglądałam. Gdy spotykaliśmy się naszą paczką, zawsze pstrykałam mnóstwo zdjęć. Zdarzały mi się sytuacje, w których nie patrzyłam przez obiektyw, tylko robiłam zdjęcia w ciemno. Następnie wieczorami, gdy cały dom był już w objęciach Morfeusza, ja przeglądałam swoje "dzieła". Sprawiało mi to ogromną przyjemność, dodatkowo w tle leciała ścieżka dźwiękowa z filmu Gliniarz z Beverly Hills. Gdy przerzucałam obrazy zamknięte w moim aparacie, odbywałam niezapomnianą podróż. Jedno zdjęcie mnie zaskoczyło, ale nie usunęłam go.
Tak po wielu trudach i upokorzeniach z strony Maksymiliana dotrwaliśmy razem aż do jego osiemnastych urodzin. Miesiąc przed pojawił się w naszym domu. Niestety, byłam sama. Rodzice pojechali do cioci, a siostra dostała telefon i wyszła, nie mówiąc, gdzie idzie. Usłyszałam dzwonek do drzwi; no tak zamknęłam je zaraz po wyjściu Nikoli.
- Zapomniałaś czegoś? - Otworzyłam drzwi i znieruchomiałam.
- A ty co, Nato, ducha zobaczyłaś? - zapytał z uśmieszkiem ten, którego w życiu się nie spodziewałam.
- Duch by mnie tak nie przerażał - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. - Przyszedłeś po coś konkretnego? Bo nie mam czasu...
Dla ciebie - dokończyłam w myślach.
- Możesz to przekazać Nikoli - rzucił beznamiętnym tonem, nie odrywając ode mnie wzroku. - Zostawiła to ostatnio u mnie.
Czas jakby zwolnił, a ja poczułam, że trzymam w rękach jakąś niebieską małą torebkę. Po tych słowach Maksymilian odwrócił się i odszedł.
Trzasnęłam drzwiami i spojrzałam na ten tajemniczy podarunek. Chciałam go od razu zanieść do pokoju Nikoli, ale moja ciekawość była tak wielka, że musiałam sprawdzić, co jest w środku. Weszłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku i zajrzałam do torebki. Mogłam się tego po nim spodziewać. Następnie zaniosłam ją do pokoju siostry, nie chciałam dłużej trzymać jej w rękach.
Jak ja go nienawidziłam... A czekała mnie jeszcze jego impreza urodzinowa.
To była pierwsza osiemnastka w naszej grupie. Wiedziałam, że bardzo się do niej przygotowywał. Bardzo mu zależało, aby wszystko było idealne. Tylko dlaczego był takim dupkiem? W dodatku dręczącym mnie dupkiem.
Moja przyjaciółka uparła się, że pomoże mi wybrać strój i zrobi mi makijaż, zgodziłam się. Lubiłam swój chłopięcy styl. Siostra wręcz przeciwnie, lubiła zwracać na siebie uwagę i ubierała się wyzywająco.
Matylda zawsze powtarzała:
- Nikola nie grzeszy inteligencją, robi to wyglądem. Dla niej nie jest ważne, co o niej mówią, ważne, aby mówili.
Musiałam z bólem przyznać jej rację, taka niestety była moja siostra.
Przygotowania nie zajęły nam dużo czasu. Po wszystkim spojrzałam w lustro.
- Nati, wyglądasz ekstra, co najmniej jak osoba, która ma już dowód osobisty. Normalnie wow! Jesteś bardzo ładną dziewczyną, tylko ciągle to ukrywasz! Coś czuję, że zapowiada się ciekawy wieczór - powiedziała z uśmiechem na ustach.
- Nie sądzisz, że jest za bardzo... no wiesz... tak zdzirowato? - zapytałam nieśmiało, obciągając krótką, dopasowaną sukienkę, która niby sięgała mi do połowy uda, ale miałam dziwne wrażenie, że zakrywa mi jedynie pupę.
- Nie. Powtórzę się, wyglądasz super. Myślę, że Maksiuniowi kopara opadnie. - Popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła.
- Nie sądzę! On nawet na mnie nie spojrzy. Ostatnio jakby mnie unika. Chyba że przyjdzie mu do głowy jego kolejny "wspaniały" pomysł - powiedziałam pewnie.
- Oj, Natka, Natka, ty naprawdę do tej pory nic nie zauważyłaś? - Matylda podeszła bliżej i spojrzała dziwnie.
- Co miałam niby zauważyć? Że zawsze mnie dręczy i czerpie z tego chorą satysfakcję?!
Gdy to mówiłam, zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
Robiłam tak, kiedy czułam zażenowanie lub niepewność.
- Kochanie, on to robi, żeby zwrócić na siebie twoją uwagę. Naprawdę tego nie dostrzegłaś? Ty masz chyba jakieś klapki na oczach! Kiedyś podsłuchałam jego rozmowę z Tomkiem, stwierdził, że mu się podobasz, ale jesteś jakaś dziwna, a to jeszcze bardziej go do ciebie przyciągało. - Przyjaciółka przechyliła lekko głowę.
- Ja mu się podobam? - Mój głos drżał. - Ja jestem dziwna? Pajac jeden. To, że nie podobają mi się ani nie imponują mi jego wygłupy, to nie znaczy, że jestem dziwna. - Czułam, że zalewa mnie fala złości.
- Dręczył cię, bo chciał abyś go dostrzegła. A ty jak na złość nie zauważyłaś, jak się stara. Z twoją siostrą też całował się tylko na pokaz. Pokazówka jak nic. Jestem tego pewna. On jej nawet nie lubi, po prostu ją toleruje, a ona... cóż, jest zawsze chętna. On z tego korzysta. W sumie korzystają z tego oboje.
Cały czas patrzyła prosto na mnie, trzymając się pod boki.
A ja słuchałam tego wszystkiego, co właśnie powiedziała mi przyjaciółka, i poczułam dziwne ciarki przechodzące przez moje ciało. Tego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Matylda musiała coś źle zrozumieć.
- Matyldo, jakoś dziwnie się czuję po tym, właśnie usłyszałam. - Stałam i miałam wrażenie, że jestem w jakimś reality show.
- Kochana, ktoś musiał ci to wreszcie powiedzieć, bo przez te swoje klapki na oczach totalnie niczego nie dostrzegasz. Tak że tak to wszystko wygląda. Dobra, koniec tematu. Impra u Maksia czeka. A my tutaj gadamy jak katarynki. Solenizancie, szykuj się, dwie superlaski nadchodzą. Czy jesteś na to gotowy?! - Popatrzyła na mnie i poprawiła swoje włosy, a jej uśmiech był coraz szerszy.
- On może i jest gotowy, ale czy ja jestem, to nie jest już takie pewne. - Czułam, jak pocą mi się ręce.
- Jesteś twarda jak skała. Kiedyś zostaniesz policjantką. A teraz nie marnujmy czasu, chcę zobaczyć, jak ten chłopczyk się ślini na twój widok, bo powiem ci, że tak będzie. Jesteś piękną dziewczyną, moja ty przyszła pani policjantko. - Podeszła i mocno mnie przytuliła. - Dasz radę, a jak coś, ja będę obok.
Popatrzyłam na nią, była moją przybraną siostrą i przyjaciółką i tylko ona wiedziała, oczywiście poza rodzicami, o tym, kim chcę zostać w przyszłości. Znała mnie jak nikt inny. Wzięłam mojego nikona i pstryknęłam nam kilka zdjęć na pamiątkę.
Od trzech lat byłam szczęśliwą posiadaczką tego świetnego aparatu, na który udało mi się uzbierać sporą część, a resztę dołożyli mi rodzice i chrzestni.
- Dobra, idziemy. Dam radę. - Zacisnęłam pięści. - Wdech i wydech. - Wciągnęłam i wypuściłam powietrze. - Już, jestem gotowa na starcie z wrogiem - zażartowałam, ale nadal czułam skurcze w brzuchu ze strachu.