2
Wrocław, 6 października 2023, wtorek.
Sophie Langer nie odrywała wzroku od leżącego w łóżku ciała mężczyzny, którego meldowała pięć dni temu. Stała w progu drzwi pokoju trzydzieści sześć i nie mogła złapać oddechu. Mężczyzna był oparty o ramę łóżka, a krew zdążyła wchłonąć się w biały materac. Prześcieradło przybrało koloru bordowego, a ręce i nogi pana Thomasa zrobiły się sine. Na brzuchu miał otwartą ranę, która zdążyła się zrosnąć skrzepniętą krwią.
Dokładnie wiedziała, co powinna zrobić, ale przez pierwsze dwie minuty przerażenie z nią wygrywało. Nie mogła się ruszyć, a tym bardziej nic zrobić.
- O boże. - odparła na głos, kiedy w końcu zrozumiała widok, na który miała skierowany wzrok.
- To nie jest sen. - dodała, trzy razy mrugając oczami i wyciągnęła telefon z kieszeni.
Wybiła godzina trzecia w nocy. Nie mogła krzyczeć, by nikogo nie obudzić. Wiedziała, że musi wezwać policję i na szczęście nie musiała długo czekać na ich przyjazd. Byli w pobliżu.
- Panie policjancie? - zapytała stojąca za oficerem Sophie.
Funkcjonariusz obejrzał się przez ramię, wyciągając z kieszeni rękawiczki.
- Co mam robić? - zapytała.
- Nic. Może pani odejść na recepcję, a nasi technicy kryminalistyczni będą za jakieś pół godziny. Zabezpieczymy miejsce zgonu i za chwilę wrócimy do pani spisać zeznania.
- Dobrze.
Sophie skierowała się ku dołowi. Recepcja przez dłuższą chwilę była pusta i zdążyło przyjść kilka osób.
- W czym mogę pomóc? - zapytała, kierując słowa do gości, stojących przy ladzie. Nie miała ochoty teraz z nikim rozmawiać, ale musiała.
- Czy znajdzie się dla nas wolny pokój?
- Jasne. Mamy wolny pokój z jednym łóżkiem małżeńskim oraz dwoma pojedynczymi łóżkami, w cenie dwustu czterdziestu złotych. Czy odpowiada państwu?
- Tak. Zapłacimy gotówką. - Sophie spisała dokumenty i wydała państwu paragon, a następnie klucz. Sama jednak zabrała się do wpisania informacji w systemie.
W tym czasie funkcjonariusze policji zeszli na hol recepcyjny, a Sophie od razu wstała z fotela.
- Jak mogę pomóc w tej sprawie? Mam tylko imię, nazwisko, jak i pesel pana z pokoju trzydzieści sześć. - zestresowana szukała czegoś, co pomoże policjantom.
- Spokojnie. Poprosimy panią o te informacje, jak i podanie dnia, w którym został zameldowany.
- Thomas Priet. Meldowałam go pierwszego października, między godziną dwudziestą trzecią a godziną pierwszą w nocy.
- Wyglądał jakoś podejrzanie? Zachowywał się przyzwoicie czy raczej coś panią zaskoczyło?
- Nie. Przyszedł tutaj tak, jak zwykły gość. Powiedział, że miał zarezerwowany pobyt i bez problemu podał dowód i zapłacił. Nie wyglądał jakoś podejrzanie, chociaż zdziwiła mnie jedna rzecz. - recepcjonistka odpowiedziała i spojrzała w bok, aby przypomnieć sobie, jak wyglądała cała ta sytuacja.
- Jaka? - zapytał funkcjonariusz.
- Pan Thomas nie miał ze sobą bagażu, mimo że pobyt miał na kilka dni. A odkąd wszedł do pokoju, na moich zmianach z niego nie wychodził. Nie widziałam go od tamtego dnia do teraz. - Sophie się rozpłakała. Nerwy i stres puściły, kiedy przypomniała sobie widok martwego ciała.
- Proszę pani. Wiemy, że to dla pani jest ciężkie, ale musimy wiedzieć coś więcej. Jak pani myśli? Ktoś do niego przychodził? Może nagrania z kamer pomogłyby nam w jakikolwiek sposób?
- Nie wiem, kamery możemy sprawdzić dopiero jutro. Nie mam do nich dostępu, natomiast pamiętam, że strasznie było czuć od niego alkohol. - odparła.
- Meldujecie pijanych gości?
- Nie, jeśli stwarzają jakiekolwiek problemy, a pan Thomas ich nie stwarzał. Grzecznie wziął ode mnie klucz i skierował się do swojego pokoju. Goście nic na niego nie donosili. Musiał od razu tamtej nocy iść spać.
- Dobrze. Dziękujemy za informację. Jutro będziemy musieli koniecznie prosić o nagrania z kamer. Proszę przekazać tę informację właścicielowi. - odparł funkcjonariusz i zapisał każdą ważną dla śledztwa notatkę.
Technicy kryminalistyczni weszli do środka i pod obecnością recepcjonistki skierowali się do pokoju trzydzieści sześć. Sprawdzili dokładnie miejsce prawdopodobnego morderstwa, zrobili zdjęcia do sprawy i pobrali próbki materiału dowodowego z ciała mężczyzny.
- Podejrzewamy, że to zabójstwo. Mężczyzna posiada ślad na brzuchu w okolicach śledziony, przypominający rozcięcie tego miejsca nożem. Ciężko, by sam sobie to miejsce naciął, ze względu na ból, który musiałby odczuwać. Sekcja zwłok wykaże, co dokładnie tu zaszło i kiedy doszło do tego incydentu. - odparł jeden z techników.
Sophie wprawiało o mdłości, kiedy spojrzała ponownie na łóżko. Przeprosiła funkcjonariuszy i szybko pobiegła do łazienki. Wymiotowała i poczuła jak, ból głowy narastał. Pierwszy raz ujrzała trupa na oczy i nie wiedziała jak zareagować. Dziwiła się policjantom, że to była dla nich zwykła sprawa, niemalże codzienna.
- Zabierzemy ciało, ale pokój musimy zabezpieczyć na wypadek, gdyby za niedługo zjawił się prokurator. Prosimy o zamknięcie go jutro na klucz i nie zaglądanie tam, ponieważ możemy znaleźć konkretne dowody, jakie mógł zostawić zabójca. Jutro jeszcze będziemy zmuszeni przyjechać po nagrania. Prosimy o ich przygotowanie. A pani pewnie nie dużo czasu jeszcze zostało do końca zmiany. - odparł jeden z funkcjonariuszy i kierował się do wyjścia na zewnątrz, czekając na prokuratora.
- Dziękuję, że szybko państwo zareagowali. To się nie zdarza zbyt często. A nagrania mogę załatwić na dziś. Tylko zadzwonię do szefa. - odpowiedziała Sophie.
- Działamy tak szybko, jak tylko możemy. I byłoby fantastycznie gdyby pani szef przyjechał. - rzekł funkcjonariusz.
Sophie znów została sama, ale na szczęście tylko na recepcji. Nie mogła uwierzyć, co się wydarzyło. Strach przeszywa jej ciało i podpowiada, że piętro wyżej właśnie znaleziono trupa. Trupa, który leżał tam, nie wiadomo ile czasu i gnił.
Teraz dopiero zdała sobie sprawę, że to nie było jednak jedzenie hodowane przez gościa od kilku dni, które wyczuła przechodząc obok pokoju trzydzieści sześć. Tak naprawdę czuła smród gnijącego człowieka.
Znów pobiegła do łazienki, ale tym razem na dłużej.
4
Wrocław, 13 października 2023, wtorek.
Równy tydzień później, David obserwował, jak Sophie chodziła w kółko po całym salonie. Wskoczył do niej w przerwie obiadowej. Wydawało mu się, że za moment powinna się uspokoić, ponieważ trochę czasu minęło od wydarzenia, ale ta, nie dawała się tak łatwo przekonać. Wstał i podszedł do niej, łapiąc ją za lewą dłoń, zatrzymując tuż przy swoim prawym barku i gładząc po policzku.
- Sophie. Wiem doskonale, że ten temat Cię męczy. I uważam, że powinnaś wziąć sobie wolne i rozstać się z tym miejscem na jakiś czas. Przysięgam, że na pewno będzie ci lżej. Poczekaj do zamknięcia sprawy i poczujesz ogromną ulgę.
- Nie ma takiej opcji. Wiesz jak ciężko zrozumieć, że doszło do tego na mojej zmianie? Dlaczego nikt wtedy tego nie sprawdził? Mówiłam nawet koledze, że tam strasznie śmierdzi obok tego pokoju. Olał to, a potem nikomu nie przekazał. Nikt naprawdę nie czuł, przechodząc obok tego pokoju, że tam śmierdzi?
- Uspokój się. Nikt nie mógłby sobie wyobrazić, że akurat ten smród, to gnijące ciało człowieka. Skąd mieli mieć taką pewność?
- Nie wiem. Przerażające jest to wszystko, ale nie poddam się i nie zamierzam brać wolnego. Pójdę tam i zmierzę się ze wszystkimi lękami. Tak jak przez ostatnie dwie noce po tym zdarzeniu.
- Rób jak, uważasz. Żeby później nie było, że nie próbowałem Ci pomóc. Jesteś uparta.
- Trudno. Obiecuję, że nie będę Cię oskarżać, że przez Ciebie boję się tam iść, jeśli oczywiście się tak stanie. - uśmiechnęła się do mężczyzny i wtuliła, ściskając go mocno.
David odwzajemnił gest kobiety i pocałował ją w czoło. Kobieta zdawała się, wyglądać na pewną siebie, co też uspokoiło myśli Davida. Bardzo chciał, aby była bezpieczna.
- Musisz już iść. Chciałabym w samotności oswoić się z myślami i przespać się przed moją zmianą. - mina Sophie posmutniała, a David zdawał sobie sprawę, że tego potrzebowała.
- Dobrze. Masz rację. Pójdę już, ponieważ i tak mam sporo do załatwienia. Muszę zadzwonić do laboratorium kryminalistycznego.
- Jak tylko się czegoś dowiesz, daj znać. Chciałabym wiedzieć, jak potoczy się całe dochodzenie i dlaczego to zrobił. A nagranie z kamer? Przejrzałeś je jeszcze raz? - zapytała.
- Tak. Niestety nikt nie odwiedził tego człowieka, ani też nie próbował się tam włamać, żeby zrobić mu krzywdę. Jestem pewny, że to samobójstwo, ale z drugiej strony, ten klucz i brak listu pożegnalnego trochę mnie dziwi.
- Może nie miał komu zostawić listu? A klucz może być do jego domu.
- Podobno miał dzieci. Muszę się dziś tym zająć. Czekam na adres od Krisa do jego rodziny. A klucz wydaje mi się, że nie zostawił on skoro, leżał na podłodze. Musiał ktoś go zgubić, więc będę czekał na wyniki. Także leć spać młoda damo, a ja się zajmę tym, czym powinienem. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - rzuciła Sophie i odprowadziła przyjaciela.
David ucałował kobietę w czoło, po raz ostatni dzisiejszego dnia i ruszył przed siebie, zamykając za sobą drzwi. A następnie skierował się na parking, który znajdował się pod budynkiem.
Po drodze wyjął telefon i wybrał numer do laboratorium, ale rozmówczyni nie miała dla niego żadnych informacji. Wsiadł, więc do samochodu i ruszył w stronę dwupasmówki. Srebrny Mercedes-Benz GLE pędził przez obrzeża miasta i wyjechał na trasę prowadzącą go do rodzinnej miejscowości Thomasa Prieta. Adres dostał SMS-em od Krisa, który od rana szukał jego miejsca zameldowania.
- Halo? - wcisnął zieloną słuchawkę na ekranie telefonu i przełączył na tryb głośnomówiący.
- Jesteś już w drodze? - odezwał się jego wspólnik.
- Tak. Zostało mi jakieś dwadzieścia minut drogi i będę na miejscu. Obym tam kogoś zastał.
- Pamiętaj, że koniecznie musisz poinformować ich o tym delikatnie.
- Spokojnie. Doskonale wiem co mam robić. - odparł David i przekręcił oczami.
- No to świetnie. Zobaczymy się w firmie. Do usłyszenia.
- Do później. - odpowiedział i skupił się na drodze.
Burst miał nadzieję, że dowie się czegoś od rodziny tego człowieka. Zdawał sobie również sprawę, że wcale nie czeka go łatwa rozmowa, a zwłaszcza że po dotarciu na miejsce, matka Thomasa nie chciała wpuścić go do środka.
- Proszę mnie wpuścić. Jestem z prokuratury. - zapukał do drzwi po raz kolejny i zdawało mu się, że kobieta musi coś wiedzieć, skoro nie miała zamiaru z nim rozmawiać.
- Niech pan stąd odejdzie. Mój syn nic nie zrobił. On chciał po prostu zabrać dzieci na wyjazd. Ja nie zamierzam się wtrącać w tę dwójkę! - krzyknęła do Bursta prosto w twarz, kiedy zdecydowała się w końcu otworzyć. - David uniósł brwi.
- Proszę pani. Ja nie w tej sprawie do pani przyszedłem, ale dziękuję, że zgodziła się pani ze mną porozmawiać. Mógłbym wejść do środka? - zapytał, na co kobieta kiwnęła głową i wystawiła rękę, zapraszając go do środka.
- To w takim razie, o co chodzi jak nie o dzieci?
- Proszę sobie usiąść. To nie będzie łatwa rozmowa. - powiedział i rozgościł się na krześle w salonie.
Kobieta rozsiadła się na wersalce i skrzyżowała dłonie, patrząc na Bursta ze zdziwieniem.
- Czy on komuś coś zrobił? - zapytała.
- Nie. Niestety sytuacja wygląda nieco inaczej. Pani syn prawdopodobnie popełnił samobójstwo w jednym z hosteli we Wrocławiu. - odparł, a kobieta nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Uniosła momentalnie dwie dłonie, zakrywając nimi usta, a łzy napłynęły jej do oczu.
- To niemożliwe. On nigdy by nie był do tego zdolny. Pan wcale nie mówi prawdy. - ledwo z siebie wydyszała.
- Przykro mi. Ale niestety jest to prawda. To znaczy, pracujemy nad tym i próbujemy ustalić, czy na pewno doszło do samobójstwa, a wszystkie dowody wskazują na to, że tak mogło być.
- On nawet nie chorował na depresję. Nie chodził do psychologa, czy też psychiatry. Był całkiem zdrowy. Nigdy nikt nie zwątpił w jego plany, marzenia, a zwłaszcza w wygraną w sądzie, kiedy chciał zabrać dzieci. To nie jest możliwe, co pan teraz mówi. Nie wierzę panu! - krzyknęła, wyjmując z szuflady opakowanie chusteczek.
- Proszę pani. Może ma pani rację, że taki nie był, ale przypuszczenia są takie, jakie właśnie pani przedstawiłem. Nie mam pewności czy popełnił samobójstwo, ale kamery nie kłamią. Nie wszedł nikt do jego pokoju, kto chciałby zrobić mu krzywdę. Bardzo mi przykro z powodu syna.
- O boże. A co na to dzieci? Co one powiedzą? Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Przecież on nigdy by im tego nie zrobił. - kobieta wstała z wersalki, wpadając w histerię.
- Proszę się uspokoić. Wiem, że to dla pani ciężkie do zrozumienia, że pani syn już nie wróci do domu, ale niech pani uspokoi się dla własnych wnucząt. Na pewno nie chciałyby zobaczyć babci w takim stanie. Proszę to dla nich zrobić. - odparł, trzymając rękę na ramieniu starszej kobiety.
- Ja ich pewnie nigdy więcej już nie zobaczę. Zabierze je Beatris i nigdy nie pozwoli mi się z nimi spotkać. Straciłam w tym momencie nie tylko syna, ale też wnuki. - kobieta się załamała, a Davidowi zrobiło się strasznie przykro. Czuł, że musi zapalić papierosa, kiedy tylko wyjdzie z domu staruszki.
- Może nie będzie tak strasznie, jak pani mówi. Wnuki same będą proponować swojej mamie, żeby zawiozła ich do pani. Proszę mi uwierzyć. Dzieci też potrzebują babci. - Burst uśmiechnął się do kobiety i miał zamiar zadać jedno pytanie.
- Oby tak było, jak pan mówi. - odparła i wyjęła kolejne opakowanie chusteczek.
- Czy wiedziała pani o pamiętniku syna? Znaleźliśmy go w jego rzeczach.
- Pamiętniku? Nic mi nie wiadomo o żadnym pamiętniku. - zdziwiona skierowała wzrok na podłogę, szukając w myślach sytuacji, kiedy mogła widzieć go z jakimś notesem w ręce. - nie przypominam sobie o tym, aby przy mnie coś pisał.
- Rozumiem. Znalazłem w nim przygnębiające cytaty. Wydaje mi się, że to były jego myśli. Z tego, co mi się mogło zdawać, nie był zbyt szczęśliwy. - odparł.
- Niestety nie pomogę w tym panu, ponieważ nie widziałam, żeby coś takiego pisał. Może to przez Beatris czuł, że świat mu się zawalił. A teraz proszę zostawić mnie samą. Przerosło mnie to wszystko. Niech pan już odejdzie. - zrozpaczona kobieta odprowadziła mężczyznę do przedpokoju, a zaraz potem otworzyła drzwi i pożegnała się z prokuratorem.
David rozumiał, że takie sytuacje się zdarzają. Był pewny, że nie dowie się wszystkiego na temat prywatnego życia Thomasa Prieta, ale przynajmniej po powrocie do kancelarii udało mu się wyszukać nijaką Beatris i miał nadzieję, że kobieta wszystko mu opowie. A przynajmniej to, czego musiał na pewno się dowiedzieć.
1
Wrocław, 14 października 2023, środa.
Sophie Langer po kolejnym nieprzespanym popołudniu, wróciła do pracy i zabrała się za swoje obowiązki, których nie była w stanie wykonać przez ostatnią noc. Przychodząc tu dziś, zdawała sobie sprawę, że uzupełnienie tego wszystkiego zajmie jej sporo czasu, ale nie martwiła się tym. Noc była długa, a czasu również nie brakowało. Zajęła miejsce przy biurku, wyjmując z torby zeszyt, z którym nigdy się nie rozstawała. Wolała zapisywać wszystkie ważne informacje właśnie w nim i dzięki temu, nie zapominała o żadnych szczegółach potrzebnych jej do wykonywania swojej roli recepcjonisty.
- Dobry wieczór. - odezwał się jeden z gości, wychodzących na zewnątrz. - Jak się pani dziś czuje? - zapytał.
- W porządku. Kolejna nocka przede mną, ale jakoś daję sobie radę. Miło, że pan pyta. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy i schyliła się, aby sięgnąć po raporty dobowe spod biurka, robiąc to celowo.
- Widzę, że ma pani sporo pracy. Nie będę pani przeszkadzał. Pójdę sobie zapalić a później spać. Miłej zmiany życzę. - odparł, a Sophie odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję. Miłej nocy. - odpowiedziała.
Kobieta nie miała ochoty z nikim rozmawiać o swoim samopoczuciu albo innych sprawach. Goście często przychodzili do niej na pogaduchy, przez które co prawda leciał jej czas, ale tym razem jednak sądziła, że jej go nie wystarczy.
- Dobranoc. - rzuciła w stronę wchodzących po schodach gości.
- Dobranoc. - usłyszała w odpowiedzi, a następnie zabrała się do czytania notatek w komputerze.
Przez następne dwie godziny pobierała płatności internetowe, uzupełniała Excela i sortowała paragony.
- Uff. Jeszcze sześć godzin. - odparła do samej siebie, wchodząc do biura po wizytówki, które zaraz potem uzupełniła na ladzie.
Sophie wróciła na swoje miejsce przy biurku i wyjęła z torby pojemnik z owocami. Trochę zgłodniała, więc pomyślała, że pora coś przekąsić, ale w tym momencie zadzwonił firmowy telefon. Od razu odebrała.
- Dobry wieczór, Sophie Langer. W czym mogę pomóc?
- Dobry wieczór. Zabrakło u nas prądu. Chcieliśmy włączyć telewizor, ale nagle wszystko zgasło. Czy mogłaby pani to sprawdzić? - głos kobiety wydawał się być zażenowany.
- Jasne. Już idę. - Sophie wstała z fotela i skierowała się piętro wyżej, biorąc ze sobą kluczyk do kantorka, w którym znajdowały się bezpieczniki.
- Faktycznie padły. - rzuciła sama do siebie i włączyła je z powrotem. A skoro była już na górze. Pomyślała, że sprawdzi, czy wszyscy goście przestrzegają ciszy nocnej.
Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Hostel posiadał tylko jedno piętro, więc przejście przez czterdzieści pokoi w tę i z powrotem zajmowało kilka minut.
- Spokój i cisza. - oznajmiła w myślach, ale idąc dalej, ujrzała coś, co wprawiło ją w osłupienie.
Drzwi do pokoju trzydzieści sześć były lekko uchylone. Przerażenie w oczach Sophie było nie do opisania, a mimo wszystko musiała je zamknąć.
- Przecież pokój był zablokowany w systemie. Nie możliwe, że ktoś go sprzedał. - odparła szeptem.
Uruchomiła w telefonie program rezerwacyjny i zjechała palcem na sam dół.
- Zablokowany. - zdziwiła się i chcąc nie chcąc podeszła bliżej drzwi, łapiąc za klamkę.
Światło nagle zgasło, a przerażający pisk kobiety na drugim końcu korytarza wzbudził w Sophie dreszcze i nagłą adrenalinę. Pisk był drastycznie głośny, przez co goście zaczęli wychylać się z pokoi, aby sprawdzić, co się stało. Niestety brak prądu nie pozwalał ujrzeć zupełnie nic, więc
recepcjonistka włączyła w telefonie latarkę i pobiegła w stronę kantorka, włączając bezpieczniki. A następnie skierowała się do pokoju, z którego wydobywał się coraz głośniejszy dźwięk.
- Jakby ktoś tę kobietę zaatakował. - odezwał się jeden z gości, stojący za nią.
Nie odezwała się. A kobieta przestała piszczeć.
- Co tu się kurwa dzieje? - zapytał pijaczek, który ledwo wszedł po schodach.
- Proszę iść do pokoi. Zajmę się tym, co tu zaszło. Proszę się nie martwić. - odparła do wszystkich gości stojących na korytarzu i skierowała się w stronę pokoju dwanaście. Przypuszczała, że ten wrzask był właśnie z tego pomieszczenia. Myliła się, ponieważ na drzwiach do pokoju osiem. Ktoś wyrył ogromną dziurę, przez którą wtargnął do środka i zaatakował kobietę.
- O matko! - Sophie krzyknęła w myślach i od razu wybrała numer na policję.
Nie spodziewała się, że znów musi przeżywać to samo. Weszła do środka i spojrzała na martwą kobietę. Tym razem wszystko wskazywało na to, że było to zabójstwo. Leżała na łóżku a jej ciało było całe zakrwawione. Cała była pocięta czymś, co przypominało nóż, a na jej brzuchu był ten sam ślad, który posiadał pan Thomas Priet. Sophie zrobiła wielkie oczy i szybko zadzwoniła po przyjaciela. Dziś słodko sobie spał i nie musiał przyjeżdżać na takie wezwania, ale wiedziała, że on przyjedzie szybciej niż policja. Ostatnim razem tylko się jej trafiło to, że byli na miejscu w dziesięć minut.
2
Wrocław, 14 października 2023, środa.
Prokurator Burst pochylił się nad ofiarą mimo, że dziś nie pełnił dyżuru. Dokładnie się jej przyglądając, robił zdjęcia, które będą potrzebne dla porównania z poprzednią ofiarą z tego miejsca.
- Widzisz? Ma identyczną ranę na brzuchu. Taką samą jak miał pan Thomas. Zobacz! - odezwała się przerażona Sophie.
To ona zadzwoniła po Davida, kiedy już smacznie spał. Jest środek nocy, ale mimo to przyjechał i wspólnie czekali, aż zjawi się policja.
- Masz rację Sophie. To jest właśnie dowód na to, że Thomas nie popełnił samobójstwa. Masz niezłe oko.
- Nie chciałam tego zauważyć, ale sytuacja mnie zmusiła.
- Wiem. Jesteś pierwszą osobą, która widzi przed sobą trupa, zanim ktoś przyjedzie to zbadać. Wcale Ci się nie dziwię, że jesteś ciekawa, co się wydarzyło. - odparł Burst i zrobił kolejne zdjęcie.
- Myślisz, że może to mieć coś ze sobą wspólnego? - zapytała kobieta i przełknęła ślinę.
- Nie wiem, ale wygląda to bardzo obrzydliwie. Jak zabójca może się do tego posunąć? Przecież ona musiała się męczyć.
- Ale skoro chciał ją zabić, to dlaczego zostawił po sobie ślad na drzwiach?
- Być może nie mógł się dostać i stało się to całkiem przypadkiem. A może to zaplanował, abyśmy go szukali. Czasem tak jest, że sprawca szuka nagłośnienia swojej przerażającej postaci.
- Dlaczego? - skrzywiła się.
- A no dlatego, że jeśli zabijanie połączone z adrenaliną sprawia mu przyjemność, to chce być sławny. Niektórzy zabijają i nie mają wyrzutów sumienia. Tak jak właśnie ten sprawca. A teraz przynajmniej będzie mógł się przed kimś chować i zabijać, jeśli nikt nie widzi. Proste, ale jednak ciężko zrozumieć rozum takiej osoby.
- Czyli jakiś psychopata.
- Dokładnie. Psychopata to doskonałe podsumowanie mojej wypowiedzi.
Sophie nagle poczuła, że zbiera jej się na wymioty, ale tym razem postanowiła z tym zawalczyć.
- A ty przypadkiem nie musisz pilnować recepcji? - zapytał mężczyzna i podszedł do niej.
- Trochę się boję. A co jeśli on tam na mnie czeka?
- W sumie masz rację. Może jednak przyda Ci się urlop? I tak już za dużo złych rzeczy zobaczyłaś. Wiesz, że to źle działa na psychikę? A zwłaszcza że ja nie chciałbym, abyś żyła w strachu cały czas. - David pochylił się nad kobietą i pocałował ją w czoło.
- Naprawdę sądzisz, że potrzebuję urlopu?
- Tak. Zdecydowanie tak.
- Ale jeśli nie będę pracować, to nie będę miała pieniędzy na życie. Przecież wiesz, że nie mam umowy o pracę, tylko zlecenie.
- Poradzimy sobie. A jak już będziesz na urlopie, to zaczniesz szukać nowej pracy, a tą rzucisz od razu jak, tylko znajdziesz inną.
- Przestań. Ja się tak łatwo nie poddam. Przecież to tylko dwa trupy. Zresztą widziałam już wiele innych rzeczy, które się tutaj działy i jakoś nie czuję obrzydzenia ani nie wiadomo jak dużego strachu. Jestem przyzwyczajona do chorych sytuacji. - oznajmiła z ogromną pewnością siebie, mimo strachu przeszywającego jej ciało
- Czyli jakich? Co widziałaś gorszego od martwego człowieka, który właśnie przed chwilą został zamordowany? To nie jest wystarczający dowód na to, żeby wreszcie stąd za przeproszeniem spierdalać? - Burst się oburzył i przykucnął, aby sprawdzić, czy znów znajdzie coś pod łóżkiem.
- Może nie jest to gorsze niż trup, ale na przykład sytuacja, kiedy dziewczyna rzucała szklanymi butelkami w swojego byłego, przecinając mu tym całą głowę, no albo koleś, który nasrał w całym korytarzu. Byli też tacy, którzy uprawiając seks w łazience, poślizgnęli się, łamiąc sobie przy tym kark i rękę, z której wystawała kość. Także wiele rzeczy już widziałam i mimo to dalej tu pracuję.
- Więc sama widzisz. W normalnym hotelu nie byłoby takich rzeczy. Przecież to jest jeden wielki żart, co tu się wyprawia. Nigdy nie spotkałem się z takimi sytuacjami w innych obiektach, w których spałem.
- Ja też nie, ale poniekąd mnie to śmieszy, że nic nie jest w stanie mnie nowego zaskoczyć. No dobra pierwszy raz zobaczyłam trupa w pokoju trzydzieści sześć i prawie zemdlałam, ale już widząc kolejnego trupa jestem znieczulona. - skłamała, aby David dał jej spokój.
- Co takiego jest z tobą nie tak, że nie chcesz pracować gdzieś indziej? - zapytał.
- Może szukam wrażeń? - odpowiedziała złośliwie.
- Tak? Lubisz oglądać trupy i ze strachem przychodzić do pracy?
- Ehh David. Dobrze wezmę wolne, ale tylko na kilka dni. Później tutaj wrócę i dalej będę martwić się o to, czy spotkam jakiegoś trupa. - znów rzuciła złośliwy komentarz.