Kilka opcji trwania - Radosław Biniek
Kup ebooka
20.19 zł
16.76 zł
(17,16 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
(śśś)
zróbmy to tak albo tak
między brzózkami na łące na plaży
na podłodze w kuchni na stole
w namiocie w wannie w piwnicy
zróbmy to na powitanie i na pożegnanie
na trzeźwo i po ciemku
wolno acz brutalnie
zróbmy to nareszcie i na próżno
z nogami wysoko i tak też można
i tak bez zabezpieczeń ze strachem
zróbmy bo i oni to robią w ciemności
jęków i obok zbyt głośno i chce się
jak w filmie to zróbmy
jak w życiu
ale nim to zrobimy poszukajmy apteki
po nocy i zróbmy to w moim pokoju
na nowo i za darmo we dwójkę samemu
spontanicznie w milczeniu na zewnątrz
i tylko raz ale bezpiecznie
w pociągu autobusie w oknie
i po pijaku w półśnie to zróbmy
na plecy i na brzuch czasami do buzi
i wypluć i wytrzeć i po przebudzeniu
zróbmy by tobie było długo
a potem zróbmy mi szybko
i palcem to zróbmy językiem to
zróbmy i miejmy to za sobą zrobione
zmęczone papierosa zapalone
wypełnione
tak
spełnijmy naszą pustkę
chodzą po ludziach, dzwonią po drzwiach, coś chcą
nie utopimy w tym roku Marzanny to niepoprawne
nie wiem też czy wypada słuchać Michaela Jacksona
nie przepadałem za nim
jako dziecko
byłem także ministrantem i to niestety pamiętam
dlaczego złe rzeczy pamięta się dobrze
czy to nie ironia?
za oknem maszeruje wiosna
bociany w dziobach niosą nam nowych
narodowych bohaterów
nim się obejrzę (jeżeli zdążę)
na czterdzieste siódme urodziny dostanę AK-47
czy to nie ironia?
czasem patrzę na to wszystko człowiekiem
zakładam na rękę solidny zegarek szwajcarskiej firmy Mors
świat biegnie w dwóch przeciwnych kierunkach
nie zaczyna się od więc
więc
całkiem niedawno położyłem się dość wcześnie
i wers po wersie układałem w myślach
wiersz za wierszem
potem zasnąłem z głową ciężką w formacie A4
przyśnił mi się pająk z łbem koguta
mów dalej ja słucham
więc
nie doszedłem do końca twojej książki
potykałem się wciąż o przecinki
aż w końcu wyrżnąłem głową o wykrzyknik
który postawiłaś w miejscu dla
niepełnoprawnych poddanych Erato
cóż więc tak
nie czekam
wychodzę na zewnątrz
jest dzień jest miasto
jest niczym nieskrępowana przestrzeń
dookoła kroi się wiosna
to puryści podpalają stosy
niewolnicy dnia następnego
nawróciłem się
i pobiegłem na łąki ukwiecone gdzie węże strumyków
wiją gniazda dla niezrozumiałych znaków
gdzie zapach lasu dociera przy południowym wietrze
kusi i przeraża woła mnie z powrotem
przewróciłem się
upadłem twarzą w trawę
nic już nie widzę tylko słyszę
czuję jak po plecach chodzą mi prorocy z psalmami na ustach
wdeptując mnie w ziemię aż nabiorę w usta piasku
klepsydra przesypię się z trzewi do głowy
Znalazłam - powiedziała cicho z wyuczoną pewnością
Ale co? - zapytałem
Prawdę
Czyli - co?
Sama ...
Sama nie wiem.