Kieszonkowa historia. Czołgi - Oscar E. Gilbert, Romain Cansière

-
Proszę czekać

WPROWADZENIE

Dok­try­na mi­li­tar­na to spo­sób pro­wa­dze­nia dzia­łań zbroj­nych uzna­wa­ny za opty­mal­ny.

Den­nis Drew i Don Snow (Mi­li­ta­ry Do­ctri­ne)

W książ­ce tej przed­sta­wia­my ewo­lu­cję i dzie­je czoł­gu, lecz w nie­co nie­ty­po­wym uję­ciu. Mniej­szy na­cisk po­ło­ży­li­śmy na aspek­ty tech­nicz­ne - ta­kie jak moc sil­ni­ków, gru­bość opan­ce­rze­nia, ka­li­ber i sku­tecz­ność ar­mat czoł­go­wych - gdyż dane ta­kie moż­na zna­leźć w wie­lu książ­kach i na stro­nach in­ter­ne­to­wych. Za­miast tego po­sta­no­wi­li­śmy prze­ana­li­zo­wać hi­sto­rię roz­wo­ju kon­struk­cji czoł­gów oraz ewo­lu­cję dok­try­ny ich uży­cia w dzia­ła­niach mi­li­tar­nych.

Przed­sta­wie­nie dok­tryn jest nie­zbęd­ne, po­nie­waż to one wła­śnie wpły­wa­ją w stop­niu de­cy­du­ją­cym na pro­jek­to­wa­nie róż­nych sys­te­mów bro­ni, tak­że czoł­gów. W hi­sto­rii woj­sko­wo­ści wie­lo­krot­nie ob­ser­wo­wa­li­śmy zja­wi­sko wza­jem­ne­go od­dzia­ły­wa­nia na sie­bie dok­tryn i kon­cep­cji przed­sta­wia­nych przez kon­struk­to­rów bro­ni pan­cer­nej - od spo­rów w la­tach 30. we Fran­cji i w Niem­czech mię­dzy zwo­len­ni­ka­mi nie­licz­nych czoł­gów pie­cho­ty a tymi, któ­rzy opo­wia­da­li się za zma­so­wa­nym uży­ciem czoł­gów lek­kich, po dia­me­tral­nie róż­ne dok­try­ny so­wiec­kie i za­chod­nie (ame­ry­kań­skie) z koń­ca XX wie­ku, za­kła­da­ją­ce wy­ko­rzy­sta­nie wie­lu moż­li­wych do za­stą­pie­nia czoł­gów i za­łóg (wer­sja so­wiec­ka) lub uży­cie ogra­ni­czo­nej licz­by za­awan­so­wa­nych tech­no­lo­gicz­nie czoł­gów przy za­pew­nie­niu ich za­ło­gom opty­mal­nej ochro­ny (dok­try­na za­chod­nia).

So­lid­na i lo­gicz­na dok­try­na czę­sto umoż­li­wia­ła zre­kom­pen­so­wa­nie sła­bo­ści tech­nicz­nej i mniej­szej li­czeb­no­ści po­jaz­dów opan­ce­rzo­nych, po­nie­waż na­wet znacz­na licz­ba nie­złych czoł­gów nie zda­wa­ła się na wie­le, gdy wy­ko­rzy­sty­wa­no je we­dle nie­wła­ści­wych za­sad dok­try­nal­nych. Jako przy­kład może po­słu­żyć bły­ska­wicz­na klę­ska ar­mii fran­cu­skiej i Bry­tyj­skie­go Kor­pu­su Eks­pe­dy­cyj­ne­go (BEF), po­ko­na­nych w 1940 roku przez słab­sze pod wzglę­dem li­czeb­nym i tech­no­lo­gicz­nym woj­ska nie­miec­kie, a tak­że upo­ka­rza­ją­ce po­raż­ki ma­ją­cych wiel­ką prze­wa­gę ar­mii arab­skich, po­nie­sio­ne przez nich w wal­ce z Izra­el­czy­ka­mi.

Dok­try­ny nie­rzad­ko żyją dłu­żej niż ich twór­cy. Te opra­co­wa­ne przez teo­re­ty­ków i stra­te­gów z nie­ist­nie­ją­cych już na­zi­stow­skich Nie­miec i Związ­ku So­wiec­kie­go na­dal wy­wie­ra­ją wpływ na współ­cze­sny świat. Kształ­tu­ją mo­ra­le czoł­gi­stów, a wła­śnie duch bo­jo­wy i po­ziom wy­szko­le­nia za­łóg w głów­nej mie­rze prze­są­dza­ją o suk­ce­sach na po­lach bi­tew­nych, po­dob­nie jak się to ma w przy­pad­ku żoł­nie­rzy pie­cho­ty. Za­ska­ku­ją­co czę­sto w prze­szło­ści zda­rza­ło się, że zde­mo­ra­li­zo­wa­ni czoł­gi­ści wy­co­fy­wa­li się w po­pło­chu albo wręcz po­rzu­ca­li swo­je po­jaz­dy i ucie­ka­li pie­szo.

Naj­pierw jed­nak roz­wiej­my fał­szy­wą aurę ro­man­ty­ki koja­rzo­nej ze zma­ga­nia­mi sił pan­cer­nych. Wbrew za­pew­nie­niom pro­pa­gan­dzi­stów czoł­gi­ści do­sko­na­le zda­ją so­bie spra­wę z tego, że by­naj­mniej nie są no­wo­żyt­nym wcie­le­niem daw­nych kon­nych ry­ce­rzy ście­ra­ją­cych się nie­ustan­nie w po­tycz­kach.

Czołg, od sa­me­go po­cząt­ku aż do dziś, za­sad­ni­czo był i po­zo­stał bro­nią wspar­cia pie­cho­ty. Zo­stał opra­co­wa­ny, by prze­ła­mać krwa­wy im­pas na fron­cie za­chod­nim pod­czas pierw­szej woj­ny świa­to­wej. Do chwi­li wy­bu­chu dru­giej woj­ny świa­to­wej zde­cy­do­wa­na więk­szość ów­cze­snych czoł­gów mia­ła wspo­ma­gać pie­cho­tę, lecz stop­nio­wo na­ra­sta­ło prze­ko­na­nie, że czołg to też naj­lep­szy oręż do obro­ny wła­snej pie­cho­ty przed za­gro­że­niem ze stro­ny nie­przy­ja­ciel­skich wo­zów opan­ce­rzo­nych. Tak więc na­wet star­cia od­dzia­łów pan­cer­nych sta­no­wi­ły po­nie­kąd po pro­stu wy­pad­ko­wą wspie­ra­ją­cej roli czoł­gów.

Pod ko­niec dru­giej woj­ny świa­to­wej ob­raz walk z udzia­łem bro­ni pan­cer­nej uległ pew­ne­mu wy­pa­cze­niu. Na­zi­stow­scy pro­pa­gan­dzi­ści, dą­żąc za wszel­ką cenę do pod­trzy­ma­nia słab­ną­ce­go za­pa­łu Niem­ców do kon­ty­nu­owa­nia wal­ki, wy­kre­owa­li ideę asa wojsk pan­cer­nych. Tacy czoł­gi­ści, jak Mi­cha­el Wit­t­mann i Otto Ca­rius, sta­li się sław­ni, a na­zi­stow­ska pra­sa roz­pi­sy­wa­ła się o ich bi­tew­nych "zwy­cię­stwach", roz­po­wszech­nia­jąc wy­ide­ali­zo­wa­ne wi­ze­run­ki no­wych nie­miec­kich "ry­ce­rzy". Ale na­wet w la­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej owi nie­miec­cy pan­cer­nia­cy nie za­skar­bi­li so­bie po­wszech­ne­go uzna­nia; w isto­cie ota­cza­ją­ca ich aura ry­cer­sko­ści to mit, sfa­bry­ko­wa­ny już pod ko­niec XX wie­ku. Naj­sku­tecz­niej­si do­wód­cy alianc­kich za­łóg czoł­go­wych, tacy jak ame­ry­kań­ski sier­żant La­fay­et­te Po­ole, ni­g­dy nie wy­ro­śli na glo­ry­fi­ko­wa­nych bo­ha­te­rów. Każ­dy bez wy­jąt­ku z we­te­ra­nów bro­ni pan­cer­nej (a część z nich śmia­ło moż­na było za­li­czyć do gro­na asów), z któ­ry­mi roz­ma­wia­li au­to­rzy ni­niej­szej książ­ki, po pro­stu drwił z ta­kiej idei. Kil­ku z nich po­wie­dzia­ło, że w la­tach woj­ny po pro­stu wy­ko­ny­wa­li okrut­ne za­da­nia.

Dok­try­nę moż­na ra­czej okre­ślić mia­nem ogól­ne­go zbio­ru głów­nych za­sad i wska­zó­wek - ani­że­li nie­wzru­szo­nych re­guł - ma­ją­cych na celu prze­ję­cie stra­te­gicz­nej i tak­tycz­nej ini­cja­ty­wy. Dok­try­na za­wie­ra od­po­wied­nią fra­ze­olo­gię i układ od­nie­sień, przy­czy­nia się do usys­te­ma­ty­zo­wa­nia dzia­łań i uła­twia osią­gnię­cie go­to­wo­ści. Łą­czy teo­rię z co­dzien­ną prak­ty­ką i sta­no­wi ofi­cjal­ną wy­kład­nię pla­nów dzia­łań zbroj­nych da­ne­go kra­ju.

Po­jaz­dy opan­ce­rzo­ne w hi­sto­rii

Naj­daw­niej­szym po­przed­ni­kiem czoł­gu był ry­dwan bo­jo­wy. Ry­dwa­ny ce­cho­wa­ły się mo­bil­no­ścią i siłą ude­rze­nio­wą, ale bra­ko­wa­ło im sku­tecz­nej, opan­ce­rzo­nej osło­ny - zwłasz­cza ich kon­nym za­przę­gom. Ogra­ni­cze­nia wy­ni­ka­ją­ce z siły po­cią­go­wej koni po­waż­nie li­mi­to­wa­ły cię­żar ta­kie­go wozu oraz jego głów­ny atut, czy­li mo­bil­ność. Roz­wią­za­nie przy­ję­te przez Egip­cjan - lek­ki, wi­kli­no­wy ka­dłub z re­so­ra­mi ła­go­dzą­cy­mi wstrzą­sy - oka­za­ło się opty­mal­ne w wa­run­kach sta­ro­żyt­ne­go świa­ta, łą­czy­ło bo­wiem znacz­ną szyb­kość i zwrot­ność ze sta­bil­no­ścią, co za­pew­nia­ło łucz­ni­kom w ry­dwa­nie moż­li­wość sku­tecz­niej­sze­go ra­że­nia nie­przy­ja­ciół.

Pierw­szy­mi po­nie­kąd "współ­cze­sny­mi" opan­ce­rzo­ny­mi po­jaz­da­mi bo­jo­wy­mi były wozy ta­bo­ru (vo­zo­va hrad­ba) cze­skich hu­sy­tów - przed­sta­wi­cie­li ru­chu re­li­gij­no-spo­łecz­ne­go. Po tym, jak Jan Hus spło­nął na sto­sie w 1415 roku, jego stron­ni­cy pro­wa­dzi­li w la­tach 1420-1434 woj­nę ze Świę­tym Ce­sar­stwem Rzym­skim Na­ro­du Nie­miec­kie­go i kró­le­stwem Wę­gier. Do­wód­ca wojsk hu­syc­kich, Jan Ži­žka, wy­prze­dził o stu­le­cia swo­je cza­sy, pro­jek­tu­jąc po­jaz­dy na­da­ją­ce się do uży­cia w wal­ce i for­mu­łu­jąc dok­try­nę ich wy­ko­rzy­sta­nia, a na­wet wy­my­śla­jąc i wpro­wa­dza­jąc w czyn kon­cep­cję ru­cho­mej ar­ty­le­rii po­lo­wej. Jego ta­bor skła­dał się z cięż­kich wo­zów, za­opa­trzo­nych w opusz­cza­ne drew­nia­ne boki (tzw. tar­cze-ta­ra­sy), przy­sła­nia­ją­ce prze­świt mię­dzy ko­ła­mi, z osło­na­mi chro­nią­cy­mi lu­dzi na tych wo­zach. W każ­dym z nich mie­ści­ło się od czte­rech do ośmiu kusz­ni­ków oraz paru żoł­nie­rzy z ha­kow­ni­ca­mi (pry­mi­tyw­ny­mi musz­kie­ta­mi), któ­rzy pro­wa­dzi­li ostrzał, ty­luż pi­ki­nie­rów dla obro­ny i dwóch woź­ni­ców. Na in­nym ty­pie wo­zów za po­mo­cą me­ta­lo­wych ob­rę­czy mon­to­wa­no na drew­nia­nych po­mo­stach bom­bar­dy - huf­ni­ce i ta­ra­śni­ce.

Tak­ty­ka Ži­žki wpro­wa­dza­ła za­mie­sza­nie w sze­re­gach jego nie­przy­ja­ciół, a on sam nie prze­grał żad­nej bi­twy. Wozy usta­wia­no na do­god­nych po­zy­cjach, gdzie two­rzy­ły ko­li­sty ta­bor, z po­dat­ny­mi na zra­nie­nia koń­mi w środ­ku, wzmoc­nio­ny drew­nia­ny­mi tar­cza­mi-ta­ra­sa­mi. Spro­wo­ko­wa­ny prze­ciw­nik ru­szał do sztur­mu, dość ła­two od­pie­ra­ne­go przez łucz­ni­ków i bom­bar­dy z wnę­trza ta­bo­ru. Na­stęp­nie od­po­wied­nio wy­szko­le­ni żoł­nie­rze Ži­žki szyb­ko za­przę­ga­li ko­nie do wo­zów i prze­cho­dzi­li do po­ści­gu. Strze­la­ją­cy zza osło­ny ru­cho­mych wo­zów kusz­ni­cy dzie­siąt­ko­wa­li pierz­cha­ją­cą pie­cho­tę wro­ga.

Ta­bor, ści­śle "szyk ta­bo­ro­wy" (niem. Wa­gen­burg), to za­im­pro­wi­zo­wa­ny fort z usta­wio­nych wo­kół po­jaz­dów - w kul­tu­rze ma­so­wej zna­ny z we­ster­nów.

Wbrew roz­po­wszech­nio­ne­mu prze­ko­na­niu Le­onar­do da Vin­ci nie był pro­jek­tan­tem pierw­sze­go czoł­gu w hi­sto­rii, tyl­ko w 1487 roku na­kre­ślił pla­ny po­jaz­du bo­jo­we­go o co­kol­wiek wąt­pli­wych wa­lo­rach prak­tycz­nych. Wada jego pro­jek­tu to brak efek­tyw­ne­go sys­te­mu na­pę­do­we­go, a po­jazd ten ni­g­dy nie po­wstał, po­dob­nie zresz­tą jak więk­szość wy­myśl­nych kon­struk­cji tego ge­nial­ne­go ar­ty­sty. Pro­jekt Le­onar­da prze­wi­dy­wał za­sto­so­wa­nie wpra­wia­nych w ruch za po­mo­cą ośmiu ręcz­nych korb sys­te­mu drew­nia­nych prze­kład­ni, po­łą­czo­nych z drew­nia­ny­mi ko­ła­mi, roz­miesz­czo­ny­mi pod mon­stru­al­nie cięż­kim po­jaz­dem. W teo­rii ma­chi­na taka mia­ła pod­jeż­dżać w po­bli­że szy­ku nie­przy­ja­ciel­skie­go woj­ska i tam od­gry­wać rolę ru­cho­mej for­te­cy czy też bazy ognio­wej, ale Le­onar­do pod­kre­ślał, że ta­kie­mu mon­strum wła­sna pie­cho­ta musi za­pew­nić osło­nę w wal­ce. Wo­bec gi­gan­tycz­nej masy owe­go we­hi­ku­łu jest mało praw­do­po­dob­ne, aże­by uda­ło mu się prze­być nie­wiel­ki dy­stans na­wet po pła­skiej, utwar­dzo­nej na­wierzch­ni.

Mimo wszyst­ko we współ­cze­snych opan­ce­rzo­nych wo­zach bo­jo­wych moż­na od­na­leźć wie­le ele­men­tów i roz­wią­zań sto­so­wa­nych od daw­na w bu­do­wie okrę­tów. Pierw­szy­mi kon­struk­cja­mi, któ­re cha­rak­te­ry­zo­wa­ły się trze­ma pod­sta­wo­wy­mi atu­ta­mi po­jaz­dów pan­cer­nych - mo­bil­no­ścią, opan­ce­rze­niem i siłą ognio­wą - były bo­wiem wła­śnie okrę­ty.

Na mia­no pierw­sze­go "no­wo­żyt­ne­go" okrę­tu pan­cer­ne­go za­słu­gu­je CSS Vir­gi­nia, wpro­wa­dzo­ny do dzia­łań wo­jen­nych 17 lu­te­go 1862 roku. Z po­cząt­ku Vir­gi­nia nie mia­ła god­nych prze­ciw­ni­ków - aż do chwi­li wy­sta­wie­nia do wal­ki przez unio­ni­stów (pod­czas woj­ny se­ce­syj­nej) opan­ce­rzo­ne­go okrę­tu USS Mo­ni­tor. Ten ostat­ni, za­pro­jek­to­wa­ny przez Joh­na Erics­so­na, wy­róż­niał się pew­nym no­vum, któ­re mia­ło zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać dzia­ła­nia zbroj­ne, za­rów­no na mo­rzu, jak i na lą­dzie - ob­ro­to­wą wie­żą ar­ty­le­ryj­ską. 9 mar­ca 1862 roku obie te jed­nost­ki sto­czy­ły po­je­dy­nek w za­to­ce Hamp­ton Ro­ads. Kon­struk­to­rzy okrę­tów upo­ra­li się z pro­ble­mem mo­bil­no­ści, gdyż za­sto­so­wa­li na­pęd pa­ro­wy, jed­nak nie po­ra­dzi­li so­bie ze zbyt ma­łym miej­scem na pa­li­wo, a tak­że nie uda­ło im się za­pew­nić wiel­kiej mocy na­pę­du nie­zbęd­nej do jaz­dy po wy­bo­istej na­wierzch­ni. Wszyst­ko to spra­wi­ło, że "lą­do­wy pan­cer­nik" na­dal po­zo­sta­wał w sfe­rze fan­ta­zji. Róż­ni wy­na­laz­cy z za­pa­łem pró­bo­wa­li pro­jek­to­wać opan­ce­rzo­ne lą­do­we po­jaz­dy bo­jo­we na­pę­dza­ne parą, a prze­bił wszyst­kich pod tym wzglę­dem nie­miec­ki ce­sarz Wil­helm I, któ­ry spo­rzą­dził pla­ny gi­gan­tycz­nej, pię­cio­po­zio­mo­wej ma­chi­ny z na­pę­dem pa­ro­wym, uzbro­jo­nej w aż sto dział. Przy­po­mi­na­ła ona jako żywo po­tęż­nie uzbro­jo­ny mo­bil­ny ho­tel.

Dwa wy­na­laz­ki z koń­ca XIX stu­le­cia zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ły ideę lą­do­we­go po­jaz­du bo­jo­we­go: sil­nik spa­li­no­wy oraz gą­sie­ni­ce. Już w la­tach 70. XVIII wie­ku kon­struk­to­rzy zma­ga­li się z pro­ble­mem grzęź­nię­cia cięż­kich wo­zów w mięk­kim grun­cie po­przez rów­no­mier­ne roz­ło­że­nie cię­ża­ru na gą­sie­ni­cach, a przez po­nad sto lat wy­na­laz­cy z kil­ku kra­jów usi­ło­wa­li opra­co­wać gą­sie­ni­ce, któ­rych moż­na by użyć. Na po­cząt­ku XX wie­ku po­jaz­dy gą­sie­ni­co­we z na­pę­dem pa­ro­wym we­szły do względ­nie po­wszech­ne­go użyt­ku w rol­nic­twie i prze­my­śle drzew­nym. Mimo kil­ku uda­nych prób do­wódz­two ar­ty­le­rii bry­tyj­skiej nie zde­cy­do­wa­ło się na za­kup cią­gni­ków pa­ro­wych. (To wła­śnie w cza­sie jed­ne­go z tych te­stów pe­wien nie­zna­ny z na­zwi­ska bry­tyj­ski żoł­nierz wpro­wa­dził okre­śle­nie "gą­sie­ni­ce" na zło­żo­ne z me­ta­lo­wych ogniw pasy na ko­łach). Ale do­pie­ro po­łą­cze­nie gą­sie­nic z sil­ni­kiem spa­li­no­wym Kar­la Ben­za sta­no­wi­ło ogrom­ny krok na­przód. Pierw­szym na­praw­dę uda­nym cią­gni­kiem ar­ty­le­ryj­skim był ame­ry­kań­ski Holt, uży­wa­ny w woj­sku bry­tyj­skim i au­stro-wę­gier­skim.

Z ko­lei pierw­szym zna­nym współ­cze­snym gą­sie­ni­co­wym i opan­ce­rzo­nym wo­zem bo­jo­wym, któ­ry do­cze­kał się po­now­ne­go de­biu­tu w la­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej jako nie­miec­ka in­no­wa­cja, oka­za­ło się sa­mo­bież­ne dzia­ło sztur­mo­we. W 1903 roku fran­cu­ski ka­pi­tan Léon René Le­va­vas­seur przed­sta­wił Pro­jet de Ca­non Au­to­pul­sier - ro­dzaj pan­cer­nej ka­bi­ny na pod­wo­ziu gą­sie­ni­co­wym, z dzia­łem strze­la­ją­cym przez czo­ło­wą pły­tę. Pod ko­niec 1908 roku pro­jekt ów zo­stał osta­tecz­nie od­rzu­co­ny przez Co­mi­té Général d'Ar­til­le­rie. Nie jest ja­sne, czy póź­niej­szy fran­cu­ski zwo­len­nik czoł­gów, ge­ne­rał Jean-Bap­ti­ste Eu­g?ne Es­tien­ne, wie­dział coś o tej kon­struk­cji.

Pierw­sze współ­cze­sne po­jaz­dy opan­ce­rzo­ne po­wsta­ły jako sku­tek ubocz­ny po­wszech­nej fa­scy­na­cji no­wy­mi wte­dy au­to­mo­bi­la­mi. Po­cząt­ko­we kon­struk­cje tego typu były rów­nie nie­prak­tycz­ne jak auta, któ­re sta­no­wi­ły ich pier­wo­wzór, jed­nak po fran­cu­skim sa­mo­cho­dzie pan­cer­nym Char­ron-Gi­ra­dot et Vo­igt z 1902 roku ry­chło po­ja­wił się nie­miec­ki sa­mo­chód pan­cer­ny Da­im­ler. W obu tych kon­struk­cjach za­sto­so­wa­no ob­ro­to­wą wie­żę Erics­so­na. W cią­gu kil­ku na­stęp­nych lat wy­na­laz­cy z ca­łe­go świa­ta opra­co­wy­wa­li - z róż­nym po­wo­dze­niem - pla­ny ta­kich opan­ce­rzo­nych po­jaz­dów.

Ko­lej­ny waż­ny wy­na­la­zek to ka­ra­bin ma­szy­no­wy. Pierw­szym uda­nym, za­si­la­nym amu­ni­cją z ta­śmy, w peł­ni sa­mo­czyn­nym ka­emem była kon­struk­cja Hi­ra­ma Ma­xi­ma z 1883 roku. Taka sto­sun­ko­wo lek­ka i nie­wiel­ka broń ide­al­nie się nada­wa­ła do pro­wa­dze­nia ostrza­łu z cia­sne­go wnę­trza po­jaz­du, a w ka­emy róż­ne­go typu nie­ba­wem wy­po­sa­żo­no więk­szość sa­mo­cho­dów pan­cer­nych. Wło­si z po­wo­dze­niem wy­ko­rzy­sta­li sa­mo­cho­dy pan­cer­ne typu Bian­chi w wal­kach koło Try­po­li­su w Li­bii w 1911 roku pod­czas woj­ny wło­sko-tu­rec­kiej, a póź­niej na Bał­ka­nach (w 1912 roku). Ale suk­ce­sy te nie zro­bi­ły żad­ne­go wra­że­nia na przy­wią­za­nych do tra­dy­cji do­wódz­twach wojsk in­nych kra­jów. Więk­szość tych do­wód­ców wo­la­ła zda­wać się na masy pie­cho­ty i ka­wa­le­rii; bra­ko­wa­ło im obe­zna­nych z tech­ni­ką szta­bow­ców, a sami nie byli za­in­te­re­so­wa­ni wpro­wa­dza­niem do uży­cia nie­do­sta­tecz­nie wy­pró­bo­wa­nych "za­ba­wek".

Dru­gim, obok ka­ra­bi­nu ma­szy­no­we­go, okrut­nym ame­ry­kań­skim wy­na­laz­kiem, któ­ry ra­dy­kal­nie prze­obra­ził dzia­ła­nia wo­jen­ne w XX wie­ku i przy­czy­nił się do roz­wo­ju czoł­gu, był drut kol­cza­sty. Po raz pierw­szy zo­stał wy­ko­rzy­sta­ny do roz­sta­wia­nia za­sie­ków pod­czas woj­ny ro­syj­sko-ja­poń­skiej (1904-1905), lecz do­nie­sie­nia o sku­tecz­no­ści ta­kich za­pór po­cząt­ko­wo zlek­ce­wa­żo­no.

Do­wód­cy woj­sko­wi z państw eu­ro­pej­skich, sku­pie­ni na ko­lo­nial­nych pod­bo­jach, nie wy­cią­gnę­li też za­sad­ni­czych wnio­sków z prze­bie­gu woj­ny se­ce­syj­nej w Ame­ry­ce. Wpraw­dzie wie­le ar­mii z Eu­ro­py wy­sła­ło tam swo­ich ob­ser­wa­to­rów, jed­nak wte­dy uwa­ża­no Sta­ny Zjed­no­czo­ne za dru­go- czy na­wet trze­cio­rzęd­ne mo­car­stwo, i uzna­li oni, że wspo­mnia­na woj­na nie mo­gła ich wie­le na­uczyć. Zi­gno­ro­wa­li fakt, iż ulep­szo­ne do tego cza­su ka­ra­bi­ny i dzia­ła za­da­wa­ły strasz­li­we stra­ty for­ma­cjom prze­pro­wa­dza­ją­cym tra­dy­cyj­ne ata­ki fron­tal­ne. Jesz­cze trud­niej zro­zu­mieć, dla­cze­go eu­ro­pej­scy do­wód­cy przy­my­ka­li oko na wnio­ski z prze­bie­gu pro­wa­dzo­nych przez ich kra­je wo­jen ko­lo­nial­nych, w cza­sie któ­rych zma­so­wa­ny ogień siał ist­ne spu­sto­sze­nie w od­dzia­łach "pry­mi­tyw­nych" wo­jow­ni­ków.

Suk­ces Niem­ców w woj­nie fran­cu­sko-pru­skiej z 1870 roku tak­że nie zo­stał na­le­ży­cie prze­ana­li­zo­wa­ny, a oby­dwie stro­ny tego kon­flik­tu uzna­ły, że żoł­nierz za­wsze bę­dzie li­czył się bar­dziej od sprzę­tu woj­sko­we­go. Do­tkli­we stra­ty po­nie­sio­ne przez Pru­sa­ków sztur­mu­ją­cych po­tęż­ne for­ty­fi­ka­cje wo­kół Pa­ry­ża zlek­ce­wa­żo­no - po­dob­nie jak wnio­ski, któ­re trze­ba było wy­cią­gnąć z prze­bie­gu woj­ny ro­syj­sko-ja­poń­skiej, gdy ta prze­obra­zi­ła się w zma­ga­nia po­zy­cyj­ne w re­zul­ta­cie po­tęż­nej siły ognio­wej i za­sie­ków z dru­tu kol­cza­ste­go. Eu­ro­pej­skie mo­car­stwa nie­zbyt skrom­nie okre­śla­ły się "po­tę­ga­mi pierw­szej kla­sy", kon­se­kwent­nie igno­ru­jąc to, cze­go się moż­na było na­uczyć, ana­li­zu­jąc wal­ki to­czo­ne przez "dru­go­rzęd­ne pań­stwa".

Do 1914 roku wszyst­kie te czyn­ni­ki stwo­rzy­ły wa­run­ki wy­ma­ga­ją­ce wpro­wa­dze­nia na pola bi­tew­ne współ­cze­sne­go opan­ce­rzo­ne­go wozu bo­jo­we­go - czoł­gu. Choć jed­nak do­wód­cy ar­mii świa­to­wych po­tęg - w więk­szo­ści ka­wa­le­rzy­ści - na­dal lek­ce­wa­ży­li po­trze­bę stop­nio­wej me­cha­ni­za­cji wojsk, to ko­niecz­ność tę do­strze­gli mniej tra­dy­cyj­ni ar­ty­le­rzy­ści. Z roz­ma­chem pro­wa­dzo­no eks­pe­ry­men­ty z cią­gni­ka­mi, ale wte­dy jesz­cze nikt nie zda­wał so­bie spra­wy, że mo­bil­na ar­ty­le­ria po­lo­wa już nie­ba­wem mia­ła uzy­skać pry­mat na polu wal­ki.