Bajka
- Dawno temu przyjechał cały dwór.
- Tutaj?
- Tutaj.
- Cały dwór i wszyscy dworzanie?
- Tak.
- I car?
- Nie car, tylko caryca diablica. I wszyscy z piekła rodem generałowie, i z piekła rodem marszałkowie, i z piekła rodem ministrowie, i damy dworu z piekła rodem.
- I kucharz?
- I kucharz z piekła rodem też, i kuchcikowie, i wszyscy.
- I służący?
- I służący. Mówię, że wszyscy. I jechali główną ulicą przez miasto. A przodem herold i grał na trąbie.
- Szedł i grał?
- Jechał na koniu i grał. A za nim jechał dobosz i grał. A potem jeszcze dwóch doboszów z bębnami, a herold czytał. Może nawet trzech.
- Mówiłeś, że trąbił.
- Przestawał trąbić i wtedy czytał.
- Miał okulary?
- Nie potrzebował.
- A te konie się nie bały bębnów?
- Nie bały się, bo były głuche. Specjalne, żeby się nie bały bębnów i armat.
- Ja się nie boję armat.
- A ludzie wychodzili z domów, stali przy głównej ulicy i tylko patrzyli.
- A mundury jakie? Niebieskie ze złotymi guzikami?
- Niebieskie, czerwone i zielone. I złote też. A kareta cała ze złota. A w karecie siedziała caryca diablica.
- To oni nie widzieli, że tam jest błoto? Nikt im nie powiedział?
- Widzieli, ale i tak jechali. Dwór musi jechać środkiem. I prosto przed siebie. A jeszcze na końcu wozy i karety, a w tych wozach pierzyny i kryształowe kieliszki, i różne rzeczy, żeby carycy było wygodnie na noclegu.
Najpierw im się nabierało do butów, chlapało na mundury i na sztandary, i herby, i orły, już błoto było po kolana, potem aż po siodła, konie pływały w błocie i błoto zaczynało się wlewać do karety, szli coraz wolniej, koła nie chciały się kręcić. Mieli błoto po szyję. Aż w końcu zniknęli, tylko wielkie bąble wokół nich unosiły się jak ślina.
- A caryca co?
- Siedziała w karecie bez słowa. Patrzyła przed siebie. Aż w końcu zniknęła. Wszystkich pochłonęło błoto. Tylko jeden kuchcik ocalał, bo szedł na końcu. I oni wszyscy teraz tam mieszkają. Ale są ciągle głodni.
- W piekle?
- W ziemi. I mają tam stół, naczynia i karocę, i pościel, wszystko, czego potrzeba. Ale są głodni, bo brakuje kuchcika. Jak cię tutaj wciągnie błoto, to już nie wypuści.
- Będę kuchcikiem?
- Dzieci muszą im gotować.
- I Aneczka tam jest?
- Przyjęli ją na damę dworu. Dostała piękną suknię.
- Jaką?
- Czarną. Tam wszystko jest czarne.