Kiedy życie boli, uczę się iść dalej. Codziennie - Weronika Smith

Kup ebooka

15.00 zł
12.45 zł (15,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Pisząc ten blog, a teraz tę książkę, chciałam uchwycić prawdę o codziennym życiu z przewlekłą chorobą i depresją. Nie tylko o bólu czy strachu, ale też o drobnych radościach, które dają siłę. O tym, jak trudno jest być dla innych, gdy sama potrzebujesz pomocy. O tym, jak śmiech i poczucie humoru potrafią stać się lekiem, nawet w najtrudniejsze dni.

Ta książka to zapis mojej drogi - czasem refleksyjnej, czasem zabawnej, czasem bolesnej. Rozdziały łączy jedna myśl: życie chorego nie jest czarno-białe. Jest pełne kontrastów, sprzeczności i niewidocznych zmagań.

Mam na imię Weronika, mam 38 lat. To ważne, żeby zacząć od prostego przedstawienia się - bo ta książka nie jest teorią, nie jest poradnikiem eksperta. To zapis mojego życia. Prawdziwego, trudnego, pełnego bólu, ale też pełnego prób podnoszenia się, czasem po raz dziesiąty.

Kiedy zakładałam bloga "Siła codzienności", robiłam to z potrzeby serca. Chciałam odzyskać kawałek siebie, który choroba zabrała. Potrzebowałam miejsca, w którym mogę być szczera - bez masek, bez udawania, że "wszystko gra". To miejsce powstało też po to, by nieść wsparcie innym. Bo wiem, jak to jest, kiedy czujesz się zagubiona, samotna, przytłoczona własnym ciałem i codziennością, która nagle przestaje być zwyczajna.

Przeszłam przez choroby, operacje, rehabilitacje i długie kryzysy - zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Każdy z nich zostawił we mnie ślad. Ale też każdy z nich nauczył mnie, że nawet w największym bólu można znaleźć sens. Że czasem wystarczy maleńka iskra, by dzień przestał być całkiem ciemny.

Pisząc bloga, a teraz tę książkę, nie chcę dawać gotowych recept. Nie mam ich. Ale chcę dać Ci coś innego - prawdziwe świadectwo tego, że mimo cierpienia można odnaleźć w sobie siłę. Że obok bólu może być miejsce na nadzieję, śmiech i wdzięczność.

"Kiedy życie boli, uczę się iść dalej. Codziennie." to nie był tylko tytuł. To moje motto, moja próba uchwycenia tego, że zwykłe dni - te, które dla innych są czymś oczywistym - dla mnie bywają największym zwycięstwem.

Jeżeli sięgasz po tę książkę, to znaczy, że być może szukasz właśnie tego: otuchy, zrozumienia i prawdziwych emocji. Witaj w mojej drodze. Mam nadzieję, że znajdziesz tu kawałek siebie.

Przez długi czas nikt z najbliższych nie wiedział, że piszę bloga. Nikt też nie wiedział, że powstaje ta książka.

Ukrywałam to, tak jak ukrywałam wiele swoich myśli, emocji i chwil, w których byłam na dnie. Udawałam, że się trzymam. Udawałam, że daję radę. A tak naprawdę w środku byłam zupełnie rozbita.

W tych długich miesiącach nie raz myślałam, że nie dam rady, że nie wytrzymam. Że może łatwiej byłoby to wszystko skończyć - a wtedy rodzina trochę by popłakała, ale przynajmniej uwolniłaby się od obowiązku opieki nade mną, od znoszenia moich wybuchów, fochów, łez, od rzeczy, które każdy z Was musiał robić za mnie. Takie myśli przychodziły częściej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Teraz dowiecie się o wszystkim - dostajecie książkę, która powstała z mojej samotności, z mojego bólu i z potrzeby mówienia prawdy. Chcę, byście mogli usiąść, przeczytać i choć trochę zrozumieć, co przeżywałam w ciszy, bez słów, których nie umiałam wtedy wypowiedzieć.

A mimo to - to właśnie Wy byliście moją największą siłą. Dlatego ta książka należy przede wszystkim do Was...

Tę książkę dedykuję mojemu Synowi - bo gdyby nie On, już by mnie nie było. To myśl o Nim trzymała mnie najmocniej przy życiu, kiedy wszystko we mnie chciało się poddać.

Dedykuję ją mojemu Mężowi - który znosił mnie w najgorszej wersji: kiedy krzyczałam, płakałam, panikowałam i nie radziłam sobie z niczym. Trwał przy mnie wtedy, gdy ja nie umiałam trwać przy sobie samej.

Dedykuję mojej Mamie - która znosiła każdy mój lęk i każdy mój ból, nigdy się nie obrażała, nigdy się nie odwracała. Zawsze przy mnie była i wiedziałam, że w każdej sytuacji mogę się na Nią oprzeć.

Dedykuję mojemu Tacie - bo przy Nim zawsze potrafiłam być twarda. On nie pokazuje bólu ani emocji, a ja - przy Nim - też uczyłam się tego, co znaczy siła, że trzeba być silnym mimo wszystko.

Bez Was nie byłoby ani mnie, ani tej książki. Dziękuję Wam za wszystko.

Rozdział III. Relacje i bliscy

Syn

Od samego początku życie mojego syna nie było proste. Już zaraz po jego urodzeniu usłyszeliśmy diagnozę, która wywróciła nasz świat do góry nogami - problem z jedną nerką. Niby jedno zdanie, a niosło w sobie tyle niepokoju, że od tej pory każdy dzień stał się czuwaniem, pilnowaniem, sprawdzaniem i kontrolowaniem, by nic złego się nie wydarzyło. Dla nas, rodziców, oznaczało to ogrom odpowiedzialności i czujności. Dla niego - od początku pewne ograniczenia. Nigdy nie mógł zapisać się do drużyny piłkarskiej, choć piłka nożna była zawsze jego największą pasją i marzeniem.

Mijały lata, a życie zamiast oszczędzić mu trudności, dokładało kolejne doświadczenia, które wystawiły go na próbę. Pojawiło się znamię, które w niepokojący sposób zaczęło się zmieniać i musiało zostać szybko usunięte. Był wtedy jeszcze dzieckiem, a mimo to zachował więcej odwagi niż wielu dorosłych. Wytrzymał ból i lęk, fizyczny i psychiczny ciężar sytuacji, w której się znalazł. Myśleliśmy naiwnie, że to już koniec kłopotów, że teraz wreszcie będzie spokojniej, ale los nie miał dla niego taryfy ulgowej.

Zaczął tracić siły. Z miesiąca na miesiąc stawał się coraz słabszy, miał problem wejść po schodach, a o grze w piłkę czy jeździe na rowerze mógł tylko marzyć. Zaczęliśmy się niepokoić, badania trwały, a odpowiedź, którą w końcu usłyszeliśmy, była jak grom z jasnego nieba - wrodzona wada serca. Choroba, która przez lata milczała, nagle stała się realnym zagrożeniem życia. Lekarze nie pozostawili złudzeń - operacja musi odbyć się jak najszybciej.

Od tamtej chwili praktycznie nie spałam. Każda noc była nasłuchiwaniem oddechu, każda chwila czuwaniem, czy jego serce wciąż bije. Powiedziano nam, że ta choroba jest zdradliwa, że w każdej chwili może dojść do zatrzymania akcji serca. To był jeden z najtrudniejszych okresów w naszym życiu. Syn musiał przerwać szkołę i przejść na nauczanie indywidualne - i to w najgorszym możliwym momencie, w ósmej klasie, kiedy wszystko wydaje się najważniejsze, kiedy marzenia o przyszłości powinny być największym motorem napędowym, a nie gasnąć pod ciężarem choroby.