ROZDZIAŁ 2
Budzi mnie jakiś szmer, a potem trzask upuszczanego przedmiotu. Niechętnie otwieram oczy i widzę mamę stojącą nade mną z kwaśną miną. Ma na sobie jasny dres, a włosy związane na czubku głowy w niedbały kok. Przeciągam się i dostrzegam, że leżę pod kołdrą w ubraniu, w którym wczoraj biegałam.
- Trzeba tu wpuścić trochę świeżego powietrza - mówi, podchodząc do okna i otwierając je na oścież.
- Już wstaję - mamroczę zachrypniętym głosem.
Nogi płoną mi bólem, głowa pulsuje od zmęczenia i niewyspania. Bolą mnie też całe plecy - pewnie przeciążyłam jakieś mięśnie.
- Tak trudno było się wczoraj wykąpać i przebrać w piżamę? Jesteś dorastającą dziewczyną, masz szesnaście lat. Nie powinnaś być dzieciakiem, którego trzeba pilnować, jeśli chodzi o higienę... - zrzędzi matka. Ściąga ze mnie kołdrę i zaczyna zdejmować z niej poszwę. - Czy może się jednak mylę? - dopytuje, wbijając we mnie pełen pogardy wzrok.
Kręcę tylko głową, podnoszę się z łóżka i również się zabieram do zmiany pościeli. Robimy to w ciszy, a kiedy już wszystkie poduszki małe i duże pozbawione są poszewek, mama zwija brudną pościel w kłębek i wychodzi bez słowa z mojego pokoju. Przysiadam na łóżku i ściskam nasadę nosa.
- I chodź na śniadanie! - Krzyk mamy sprawia, że się wzdrygam.
W pośpiechu idę do łazienki, żeby się ogarnąć i nie irytować nikogo swoim nieświeżym wyglądem. Łazienka jest urządzona niczym z katalogu, idealnie dobrane kolory beżu i ciepłego brązu doskonale ze sobą współgrają. Niewielka kabina prysznicowa, a na półce zawsze równo jak od linijki ułożone kosmetyki. Mama ma bzika na punkcie porządku. Po kąpieli wyciągam spod łazienkowej szafki wagę i wchodzę na nią. Licznik uparcie wskazuje pięćdziesiąt pięć kilogramów. BMI twierdzi, że to prawidłowa waga przy moim wzroście, ale lustro pokazuje coś zupełnie innego. Wielkie uda, wystający brzuch i tyłek, który sprawia, że wyglądam jak grubas. "Suń trochę ten wielki tyłek" - ponownie brzęczy w moich uszach, a śmiech chłopaków odzywa się niczym echo. Tak właśnie postrzegana jestem przez rówieśników: wielka, tłusta kujonka. Do rzeczywistości przywołuje mnie pukanie do drzwi.
- Dziecko, idziesz jeść czy nie?
- Już idę - odpowiadam.
Swobodnie czuję się tylko w domu babci, ewentualnie u ciotki Danki i wujka Dawida. Ciotka i wujek nie mogli mieć dzieci, a ponieważ jestem jedyną chrześnicą Dawida, przelewają na mnie miłość, której nie mogą ofiarować swojemu potomstwu. Gdy byłam młodsza, zabierali mnie w wakacje nad morze, a podczas ferii zimowych w góry. Lubiłam ten czas, był taki nieskomplikowany. Czułam się wtedy jak dzieciak, a nie jak więzień pod baczną obserwacją strażnika, czyli matki.
W końcu wychodzę z łazienki i ruszam w stronę kuchni: jasnego pomieszczenia z modną wyspą na środku.
- Co zjesz na śniadanie? - pyta mama.
Wzruszam tylko ramionami i podchodzę do lodówki. Ser żółty - lubię tosty, ale to byłaby bomba kaloryczna. Roztopiony tłusty ser nie jest czymś, co pomaga zrzucić kilogramy. Jogurty... widzę, że wszystkie są z cukrem.
- Ty to masz chyba za dobrze, stoisz przy tej lodówce, jakby pusta była. Zjesz coś w końcu? - Ponaglana decyduję, że zrobię sobie świeżo wyciskany sok. - W końcu zaczęłaś się dobrze odżywiać. - Mama, kierując się do drzwi, uśmiecha się. - Nie zapomnij po sobie posprzątać - rzuca na odchodne.
Jest ze mnie zadowolona, bo zaczęłam zdrowo jeść. W końcu coś sprawia, że matka jest ze mnie dumna.
Opieram się o wyspę i obracam w dłoni szklanką soku. Ciekawe, ile to ma kalorii? Czytałam ostatnio o postach przerywanych, idealnych, jeżeli ktoś chce zrzucić parę kilogramów. Może właśnie taki post to coś dla mnie. Niewiele myśląc, wylewam zawartość szklanki do zlewu i spłukuję go wodą, aby mama niczego nie zauważyła. Czasami się zastanawiam, czy ja pasuję do tego idealnego świata mojej matki.Czy nie stanowię skazy na jego lśniącej powierzchni?
Powinnam bardziej o siebie zadbać, skupić się na sobie. Zmienić całkowicie swój styl życia. Przypominam sobie te wszystkie motywujące TikToki, które oglądam przed zaśnięciem. Chcę być lepsza, chcę być perfekcyjna... chcę zadowolić wszystkich wkoło.
- Mamo! - krzyczę dopiero przy drzwiach wyjściowych. - Idę trochę pobiegać, okej?
- Idź, idź, tyko wróć przed obiadem!
Moja zwykła trasa wiedzie do parku, ale przecież równie dobrze mogę poćwiczyć, udając się w przeciwnym kierunku. Na prawo od mojego domu znajduje się droga prowadząca do miasta przez wspomniany park, a na lewo są przedmieścia. Za naszym osiedlem rozciąga się skrawek lasu, później droga serwisowa przy autostradzie i mniejsza dzielnica miasta - z racji lokalizacji - nazywana przez wszystkich miejscem "za torami".
Ruszam powolnym truchtem, wybierając drogę w stronę dzielnicy za torami. Po nocnym biegu bolą mnie wszystkie mięśnie. Ignoruję to. W końcu dobiegam do polany, wiatr smaga moje ciało, sprawiając, że co jakiś czas przechodzi mnie dreszcz. Zatrzymuję się, wkładam słuchawki do uszu i włączam PVRIS - Loveless, żeby zagłuszyć szum pobliskiej trasy. Ruszam dalej. Kręci mi się w głowie, a żołądek skręca się z głodu, przypominając, że nie zaserwowałam mu dziś żadnego posiłku. Postanawiam jednak ignorować sygnały, które wysyła moje ciało, i słuchać tylko głosu w głowie, który powtarza, że dam radę pokonać dystans z naszej dzielnicy za tory. Wysiłek ponad możliwości pozwoli mi osiągnąć cel - waga w końcu ruszy z miejsca. Co jakiś czas zatrzymuję się, żeby wziąć łyk wody. W pewnym momencie zaczynam się zastanawiać, czy woda nie ma na pewno żadnych kalorii. W końcu nieraz czytałam, że może zatrzymywać się w organizmie.
Po prawie półtorej godziny w końcu docieram na miejsce. Ląduję pod jakąś remizą. Naprzeciw dostrzegam niewielki sklepik, a tuż obok jedyny w okolicy warsztat samochodowy mieszczący się na parterze domu rodzinnego.
Skończyła mi się woda i nie mam siły wracać pieszo do domu, a tym bardziej biec z powrotem. Wchodzę do sklepu i rozglądam się po półkach. W oczy pchają mi się oczywiście rogaliki z czekoladowym nadzieniem. I batoniki, i inne słodkości. Mam ochotę pochłonąć je wszystkie. Ale skręcanie się żołądka przypomina mi również, dlaczego to robię, dlaczego muszę schudnąć.
Kupuję tylko małą butelkę wody i po przeliczeniu pozostałej gotówki postanawiam wrócić do domu autobusem, żeby nie wkurzać matki, że tak długo mnie nie ma. Włączam muzykę i nucę pod nosem, starając się za bardzo nie dać się ponieść melodii. Lubię śpiewać, muzyka - oprócz sportu - jest według mnie najlepszym sposobem na uwolnienie emocji. Śpiew i rysunek to dwie moje pasje, które chciałabym w przyszłości rozwijać. Bardziej skupiam się na rysowaniu, w wolnych chwilach potrafię szkicować godzinami. Głównie postaci z anime albo karykatury.
Wsiadam w autobus i zajmuję miejsce przy oknie. W uszach tym razem brzęczy mi Smolasty śpiewający o miłości. Obserwuję otoczenie. Nasze miasto jest niewielkie, ale mamy tutaj wszytko, co potrzebne do życia. Dwie szkoły średnie: ogólniak imienia Marii Konopnickiej, do którego chodzę ja, oraz technikum, gdzie poszło kilka osób z mojej podstawówki. Mamy też dwie szkoły podstawowe i dwa przedszkola. W środku miasta znajduje się otoczony kolorowymi kamieniczkami rynek, a w jego okolicy można latem zjeść lody albo napić się lemoniady.
Moja mama pracuje w sąsiednim większym mieście w kancelarii adwokackiej przy sądzie rejonowym, natomiast tata z wujkiem swoją kancelarię otworzyli w centrum, tuż obok ratusza, więc nie narzekają na brak klientów...
Droga do domu upływa stosunkowo szybko albo to ja dałam się tak bardzo pochłonąć muzyce, że nie zwracałam uwagi na upływający czas.
- Wróciłam!
Nikt mi nie odpowiada, więc dochodzę do wniosku, że mama mnie nie usłyszała. Odświeżam się i przebieram, a potem ponownie sprawdzam wagę, jakby od rana mogło się coś zmienić. "To, że nie zjadłam jednego posiłku, jeszcze nie znaczy, że schudnę" - powtarzam sobie w myślach. Schodzę do kuchni, gdzie mama w fartuszku w zielone listki przygotowuje obiad.
- Głodna?
- Nawet nie tak bardzo - kłamię, siadając przy wyspie.
- To może poczekamy z jedzeniem na tatę? - Zerka na zegar wiszący na ścianie, który wskazuje trzynastą. - Powinien być za godzinę.
Zgadzam się. Z pewnym zdziwieniem zauważam, że od jakiegoś czasu przestało mi burczeć w brzuchu. Czyżby udało mi się oszukać organizm kilkoma łykami wody?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki