A może lepiej byłoby, gdybyśmy byli razem?
Wiele osób panicznie boi się rozstania, mimo że związek, w którym
trwają, nie zaspokaja ich potrzeb, unieszczęśliwia, a nierzadko
zwyczajnie ich krzywdzi. Często jedyną artykułowaną przyczyną lęku jest
obawa o to, że rozstanie zaszkodzi dzieciom bardziej niż życie w całej,
choć nieszczęśliwej rodzinie. Jeżeli taka osoba, przekonana o tym, że
małżeństwo powinno trwać mimo wszystko ze względu na dzieci, zdecyduje
się na rozstanie lub staje przed podobną decyzją partnera, nierzadko
boryka się z ogromnymi wyrzutami sumienia. Może czuć, że odebrała coś
dzieciom, że zawiniła czymś, co zrobiła, lub czymś, czego nie zrobiła, a w efekcie dzieci wychowywać się będą w niepełnej rodzinie lub będą
musiały żyć na dwa domy.
Wyrzuty sumienia z pewnością nie znikną po przeczytaniu paru zdań z książki, jednak warto zadać sobie kilka pytań:
Czy chcę, by moje dziecko w przyszłości trwało w nieszczęśliwym
związku?
Czy jest we mnie gotowość powiedzenia mojemu dziecku, że powinno
poświęcić nadzieję na szczęście, na lepsze jutro, że powinno cierpieć
w imię trwałości związku?
Czy dziecko powinno znosić krzywdy i upokorzenia, codzienne awantury?
Z dużym prawdopodobieństwem odpowiedź na te pytania brzmi "nie". A właśnie taki przykład zachowania dajesz dziecku, tkwiąc w nieszczęśliwym
związku, marząc o tym, by któregoś dnia po prostu odejść.
Trwanie w związku "bo dzieci" ma jeszcze jedną negatywną konsekwencję -
bardzo źle wpływa na długofalową relację między rodzicem a dziećmi.
Jeżeli bowiem ktoś "poświęca się" dla dzieci, mimo najlepszych chęci
często mimowolnie obarcza je odpowiedzialnością za swoje nieszczęście,
spodziewa się wdzięczności za coś, o co dzieci wcale nie proszą i czego
w rzeczywistości nie oczekują. W praktyce znam o wiele większą liczbę
dorosłych, którzy mają do rodziców pretensje, że się nie rozwiedli, że
trwali w nieszczęśliwym związku. Nikt nie wspomina dobrze dzieciństwa
spędzonego w zatrutej atmosferze żalu i pretensji. O dziwo, o wiele
mniej dorosłych ma pretensje o to, że rodzice się rozstali (inną kwestią
jest żal o to, jak to zrobili, ale na to będzie miejsce w dalszej części
książki).
Istnieją jeszcze dwa istotne argumenty przeciwko pogrążaniu się w wyrzutach sumienia. Po pierwsze -?co się stało, to się nie odstanie.
Jeżeli zapragniecie dać sobie jeszcze jedną szansę na wspólne życie -
świetnie, nie ma zatem powodów do wyrzutów sumienia. Jeżeli nie -?też
okej, widać tak miało być i trzeba się skupić na budowaniu przyszłości.
Po drugie, ważniejsze, pielęgnowanie wyrzutów sumienia kieruje ogromną
część uwagi do wewnątrz. Osoba zadręczająca się z jakiegoś powodu -?nie
tylko rozstania, ale także krzyku na dziecko czy innego "przewinienia" -
skupia się na sobie, na swoich myślach i przeżyciach w sytuacji, gdy
ktoś inny może bardzo potrzebować jej uwagi.
O wiele bardziej konstruktywne będzie zatem przyjąć do wiadomości
sytuację, w jakiej się znaleźliście, i zacząć działać, by konsekwencje
były jak najmniej bolesne, a przyszłość, która was czeka, bardziej
zbliżona do tego, czego pragniecie.