Rozdział 2
Taksówkarz odjechał, a ona nagle poczuła się samotna. Dziwnie jej było z tym uczuciem, bo już nie pamiętała, kiedy tak naprawdę była gdziekolwiek sama. Teraz nagle nie wiedziała, co z tą samotnością począć. Stanęła na skraju uliczki schodzącej w dół, w stronę plaży, a pod stopami poczuła miałki, mokry piach. Oparła się o kawałek skały i utkwiła wzrok w dali. Usiłowała rozdzielić linię morza i chmur, ale nie udawało jej się to. Miała teraz wrażenie, że znalazła się na pustyni. Widziała tylko groźne, ciemne chmury, niemal dotykające mokrego piachu.
- Na folderach to wygląda trochę inaczej - powiedziała do siebie.
Chciała jeszcze chwilę posiedzieć, ale zerwał się wiatr. Zaraz potem na i tak mokry piasek zaczął padać deszcz. Złapała rączkę walizki i pociągnęła ją za sobą w górę, w stronę ulicy. Nie mogła się oprzeć wrażeniu, że znalazła się na bezludnym kawałku ziemi, a nie na jednej z najbardziej znanych greckich wysp. Maj wydawał się dobrym pomysłem na wyjazd, teraz jednak, kiedy wiatr przybierał na sile, nabrała wątpliwości. Nagle grube krople przemieniły się w ulewę. Przyspieszyła kroku.
- Nieźle się zaczyna - warknęła pod nosem i weszła do niewielkiego sklepu.
- Kalimera! - przywitała ją sprzedawczyni.
Była to starsza kobieta w grubych okularach. Lekko posiwiałe włosy sięgały jej do ramion.
- Kalimera - odpowiedziała. Postawiła walizkę i spojrzała przez zamknięte drzwi na ulicę, która teraz zdawała się płynąć. - Świetnie. Po prostu świetnie - mruknęła do siebie. Mokre ubranie przyklejało się do ciała. W szybie dostrzegła mokre włosy. Wyglądała, jakby właśnie wyszła spod prysznica.
Nie zamierzała niczego kupować, chciała tylko schronić się przed deszczem, a właścicielka sklepu zdawała się to rozumieć. Podeszła do drzwi.
- Pada - powiedziała po angielsku, a zaraz potem dodała: - Pierwszy raz na Zánte?
- Tak - odparła, nie odwracając wzroku od zalanej ulicy.
- I jak? Wrażenia? - Greczynka zsunęła okulary na czubek nosa i przyjrzała się przybyłej sponad nich.
- Liczyłam na trochę więcej słońca - przyznała zgodnie z prawdą.
- Zaświeci. Pewnie, że zaświeci. Mogę jakoś pomóc?
- Właściwie... Szukam pokoju.
- Hotel?
- Nie. Wolałabym w prywatnym domu albo w niewielkim pensjonacie.
Greta przyjrzała się uważnie Polce. Tylko kilka razy spotkała wędrowców, którzy przybyli na Zákynthos bez planu. Były to jednak młode osoby, z wielką torbą i przyczepioną do niej karimatą. Tacy, którzy szukali przygody albo pracy. Tacy, dla których noc pod gołym niebem wiązała się z ekscytacją, nie brakiem wygód. Kobieta, która teraz stała przed nią, przemoczona do suchej nitki, miała tylko niewielką walizeczkę, a na sobie dobry jakościowo dres w kolorze pudrowego różu, na stopach markowe buty. Nie wyglądała na żądną przygód. Nie sprawiała też wrażenia bezrobotnej, raczej turystki, która przyjechała na kilka dni odpocząć i złapać pierwszą opaleniznę na leżaku przy basenie, z kolorowym drinkiem w dłoni. Jakoś trudno jej było uwierzyć, że ta około trzydziestoletnia blondynka chciałaby utknąć na kilka dni w jakimś ciasnym pokoju bez wygód.
- Hotele jeszcze nie wszystkie otwarte - powiedziała w końcu. - Właściwie to tylko kilka już działa. Wie pani, to dopiero początek sezonu, ale mogę zadzwonić w kilka miejsc, dowiem się, czy mają coś wolnego - zaproponowała.
- Ale mówiłam już, nie szukam hotelu. Może być zwykły mały pokój. Bez basenu i pięknego otoczenia.
Greta uśmiechnęła się.
- Co jak co, ale na wyspie trudno będzie pani znaleźć "brak pięknego otoczenia". Jeśli naprawdę go pani szuka, cóż... będzie pani rozczarowana.
- Póki co, już jestem lekko rozczarowana - westchnęła Polka, nadal patrząc przez szybę. Ulica zdawała się zmieniać w rwącą rzekę.
- Popada i przestanie. - Ekspedientka machnęła ręką. - Może napije się pani kawy? A ja w tym czasie znajdę pani pokój. Skoro może być bez basenu i kolorowych drinków, to mam pewien pomysł. - Nie czekając na odpowiedź, poszła w stronę lady, zza której wyjęła po chwili termos. Napełniła plastikowy kubek i podała go nieznajomej, po czym wybrała numer telefonu syna.
Ledwie poznana kobieta sprawiała wrażenie ciepłej, acz zagubionej. A Greta, nie wiedzieć czemu, zapragnęła nagle pomóc jej się odnaleźć.